Akcesoria i dodatki w Szafie Minimalistki

Szafa-Minimalistki-akcesoria-6

Prośby o taki tekst pojawiały się regularnie od dawna i zupełnie nie wiem dlaczego, ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. Oto więc kajam się i nadrabiam :).

 

Jak wiecie, do liczby ubrań wybieranych do Szafy nie wliczam butów i dodatków, aby swobodnie nimi żonglować. Na co dzień wydaje się, że noszę mało biżuterii, dodatków, ale wbrew pozorom nie mam ich tak strasznie mało, ponieważ nie bez powodu mówi się, że to dodatki nadają styl ubraniom. Ten tekst postanowiłam podzielić na dwie części. Najpierw pokażę i opiszę te elementy, te akcesoria, które noszę najczęściej i najchętniej, a dopiero potem resztę, w tym te na specjalne okazje. Siłą rzeczy, będzie to raczej opis rzeczy, które noszę przez cały rok (czyli z wyłączeniem wełnianych szalików, czapki i rękawiczek).

 

Najczęściej noszone dodatki

Specjalnie na potrzeby tego tekstu postanowiłam przeanalizować zdjęcia z cyklu Szafa Minimalistki z ostatniego pół roku, a nawet roku, żeby statystycznie wyłuskać te dodatki, które noszę najczęściej. I są to:

okulary przeciwsłoneczne (obecnie: Oscar de la Renta)

zegarek Daniel Wellington

szara torba Calvin Klein (od lat)

naszyjnik DIY (ostatnio)

 

Gdyby nagle nastał kataklizm i zostałabym wyłącznie z tymi dodatkami, poradziłabym sobie doskonale ;). Taki minimalizm w dodatkach ogromnie mi odpowiada. Oczywiście, nie są to jedyne akcesoria, które posiadam, ale zdecydowanie noszę je najczęściej i najchętniej.

 

Szafa-Minimalistki-Akcesoria-1Szarą, dużą torbę Calvin Klein Collection kupiłam lata temu (z 5 lat temu na pewno) w TkMaxx w Warszawie. Najpierw ją wypatrzyłam, a potem chodziłam obejrzeć ze 2 razy tak mi się podobała. Niestety, cena nie była najniższa (600 zł.), choć oczywiście dużo niższa niż regularne ceny toreb Calvin Klein Collection. Lubię ją z uwagi na nietypowy kształt, jakość wykonania, pojemność (kiedyś spakowałam się w nią na tygodniowy wyjazd do Paryża!) i z uwagi na fakt, że trudno się domyślić, co to za marka. Nie znoszę toreb, które krzyczą „zobacz, byłam droga”, dlatego też nigdy nie kupię sobie sztandarowego modelu Louis Vuitton, ani też nie jestem fanką Michaela Korsa. 

 

 

Okulary przeciwsłoneczne to mój duży kłopot. Szafa-Minimalistki-akcesoria-7Jakbym się nie starała, gubię lub niszczę je łatwo i po wielu latach prób, po prostu przestałam z tym walczyć. Cóż, każdy ma swoje słabości. Dlatego też nie inwestuję w naprawdę drogie okulary znanych marek, jakkolwiek by mi się nie podobały. Okulary, które nosiłam w zeszłym roku niestety mi się połamały i optyk nie mógł ich złożyć, a drugie (przypadkowe, kupione na stacji benzynowej po zagubieniu wcześniejszych) również zaginęły w boju. Ciekawe, czy gdzieś jest takie tajemnicze miejsce, w którym wszystkie te okulary się znajdują? :) W każdym razie, obecnie noszę okulary Oscar de la Renta, markowe, porządne, z filtrem, ale kupione w TkMaxx za rozsądną kwotę bodajże ok. 150 zł.

 

 

Szafa-Minimalistki-akcesoria-2Ostatni dodatek to drobny szczegół, jakim jest naszyjnik w wersji DIY, zrobiony przeze mnie z zepsutego srebrnego kolczyka, który zawiesiłam na jubilerskim sznureczku i dodałam zapięcie. Noszę go praktycznie codziennie, czasami zamieniam na drugi naszyjnik (12), długi, który jest taką składanką. Sam wisiorek dostałam od Mamy, jest przepiękny, ale nie wiem co to za kamień (to chyba kamień księzycowy, ale nie jestem pewna). A łańcuszek mam nie wiadomo skąd. 

 

 

 

 

Zegarek Daniel Wellington wypatrzyłam latem zeszłego roku, oczywiście na instagramie, bo gdzieżby indziej. Długo o nim myślałam, bo do najtańszych nie należy. Finalnie zegarek znalazł się na zimowej liście zakupowej, a potem na moim nadgarstku. I był to doskonały zakup. Wygląda pięknie i zupełnie nie przeszkadza mi, że nosi go pół światowej blogosfery. Od tamtej pory praktycznie go nie zdejmuję, więc koszt pojedynczego założenia wyszedł mi bardzo niski. Miło mi, że firma Daniel Wellington zauważyła moją miłość i zaprosiła mnie do współpracy, w ramach której otrzymałam super rzecz, bo są to dodatkowe paski do mojego klasycznego modelu DW Classic Sheffield. W ten sposób mam 3 zegarki w jednym. Czy można bardziej efektywnie przy zachowaniu małej liczby środków? :)

Szafa-Minimalistki-akcesoria-8

Classic Sheffield / Classic Glasgow / Classic York

 

Ale przede wszystkim firma pamięta o Was. Mam dla Was 15% kupon rabatowy na dowolne zakupy na stronie Daniel Wellington. Rabat obowiązuje na hasło simplicite. Kod pozostaje ważny do 15 sierpnia 2015 r.

  

Pozostałe dodatki

Pozostałe dodatki, które noszę, muszę podzielić na kilka kategorii. Są to szale, biżuteria, torby i paski do spodni. Poza wspomnianą szarą torbą Calvin Klein mam również: brązową torebkę vintage (1), którą dostałam od mojej Babci (oczywiście, sama ją nosiła). Zresztą, tej torebce poświęciłam kiedyś osobny tekst. Mam również dużą, czarną torbę polskiej marki leGia (2), której współwłaścicielką jest moja koleżanka (firmy, nie torby oczywiście :)) oraz czarną kopertówkę Lilou (3). To prezent, który dostałam od ekipy z Nestle, gdy odchodziłam na swoje. Jest skórzana, jak wszystkie torebki i świetnie wygląda wieczorem. Bardzo ją lubię i jest to jedyna wieczorowa torebka, którą mam.

 

Szafa-Minimalistki-akcesoria-9

 

Szale i apaszki to ważna część mojej garderoby. Bardzo lubię sposób, w jaki odmieniają ubranie. Absolutnym faworytem jest dla mnie jedwabny szal Wittchen (4), kupiony na wyprzedaży za ok. 100 zł. Ma bardzo ciekawy kolor, taki szaro-fioletowy. Lubię go nosić, bo nadaje nawet zwykłej koszulce bardziej elegancki wydźwięk. Czarno-biały szal Reserved (5) robi furorę w zestawieniach Szafy. Nie kupiłam go, to prezent od mojej Mamy. Bardzo lubię go nosić, co widać. Bardziej elegancka jest również beżowo-złota apaszka z H&M (6), kupiona bardzo dawno temu. Jest z poliestru, ale zupełnie tego nie widać na pierwszy rzut oka. Najnowszym (sprzed pół roku :)) nabytkiem jest jedwabny szaro-błękitny szal (7), kupiony na tajskim targu w Chiang Mai.

 Szafa-Minimalistki-akcesoria-4

 

Ostatnią kategorią są paski do spodni (8), których mam kilka – wszystkie skórzane. Grubsze, czarny Kazar i brązowy vintage noszę raczej jesienią i zimą. Latem przerzucam się na cieńsze, szary Calvin Klein i beżowy no name. Pozostała biżuteria to: zegarek Calvin Klein (9), który był pierwszym markowym zegarkiem, który kupiłam, a noszę go już 10 lat. Dwie, złote bransoletki Mango (10) zakładam bardzo rzadko, raczej wieczorem, ale się przydają. Ostatnim dodatkiem, jaki noszę, jest komplet skórzanych bransoletek (11). Część z nich zrobiłam sama, trzy są polskich marek: byDziubeka, Michał Szulc, trzeciej nazwy nie pamiętam, niestety, a jedną kupiłam na jordańskim targu.

 

I to by było chyba tyle :). Zdradźcie proszę, jakie są Wasze ulubione dodatki? Macie taki żelazny must-have, noszony absolutnie na co dzień?

 

* wpis powstał we współpracy z marką Daniel Wellington 

 

Dziękuję, że jesteś. Pozostańmy proszę w kontakcie:

Simplicite Newsletter daje priorytetowy dostęp do nowych tekstów, bonusowych materiałów oraz konkursów

Fanpage na Facebooku lub na Bloglovin oferuje dostęp do wszystkich aktualności

Instagram to mnóstwo kadrów mojej codzienności i sporo zdjęć kawy ;)

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Torebka guess od MM, która krzyczy, że jest guess, ale sam z własnej inicjatywy wybrał i kupił, więc jest moją ulubioną. Do spodni zawsze pasek. U mnie kolczyki są obowiązkowe. Czasem naszyjnik lub korale, a czasem bransoletki. A najczęściej w ostatniej chwili coś z siebie zdejmuję :))

  • ika_901

    Dla mnie absolutnie ulubionym i codziennie noszonym dodatkiem jest złoty pierścionek zaręczynowy, najczęściej noszę go razem ze złotym łańcuszkiem z delikatną zawieszką w kształcie koniczynki, również od Narzeczonego. Poza zimą nie noszę szali, nie mam też żadnego paska do spodni. Odkładam jednak na zegarek w złotym kolorze i dwie porządne torebki – kremową i granatową, bo wszystkie, które mam są czarne i już nie pasują do nowej garderoby, poza tym były kupowane z przymusu i żadna mi się nie podoba.
    W ramach Wyzwania wpadłam dzisiaj do szuflady z biżuterią i ponad 3/4 poleciało – część wyrzucę, część komuś oddam, resztę sprzedam i pieniądze odłożę na fundusz na rzecz zegarka i złotych kolczyków :-) Twój zeszłoroczny post o zasadzie 3P bardzo mi się przydał!

  • Marta Re

    Mam słabość do torebek i generalnie idealny ład i porządek w torebce… dzięki kosmetyczką, organizerom itp. Do mniejszych torebek próbowałam się przekonać wielokrotnie, ale z miernymi efektami. Lubię duże torby bo wolę mieć w nich sporo miejsca niż poupychane.

  • Fajne dodatki- wszystko dobrane i przemyślane, tak ma być! ;-) zegarek podoba mi się chyba najbardziej!

  • Dodatki? Z biżuterii noszę i nie zdejmuję dwóch prezentów – pierścionek i łańcuszek. ;) Jeśli muszę zabrać więcej rzeczy – biorę biały plecak lub małą skórzaną torebkę po mamie. Natomiast reszta jest zmienna – uwielbiam chusty tak duże, że mogę się w nie owinąć i kapelusze. Te ostatnie jednak noszę najrzadziej.

  • Maatilda

    A propo’s minimalistycznego podejścia i capsule wardrobe postanowiłam spakować się na wyjazd z jak najmniejszą liczbą rzeczy (i tak nie jest tego mało). Efekt jest taki, że 3 dzień (nie ma pogody) chodzę w dresach i mam już dość. Myślę, że metoda ta nie sprawdza się. Zabrałam około 20 rzeczy i brakuje mi wielu ubrań. Od 3 lat gromadziłam swoją garderobę w taki właśnie sposób i po pierwsze w naszym kraju gdzie dostęp do dobrej jakości, oryginalnej i przystępnej w cenie odzieży jest nikły i nie ma gdzie robić zakupów, w każdym sklepie jest to samo, wszystkie dziewczyny kupują w drogich sieciówkach typu zara czy mm dutti, h&m (bo jak nie nazwać ich drogimi kiedy bluzka kupiona za 150 zł założona raz po praniu kurczy się i gniecie niemiłosiernie), moda tak szybko się zmienia, że ubrania kupione w zeszłym roku już się nie nadają, po za tym śledząc ulicę i blogi modowe wszystkie dziewczyny wyglądają tak samo (szczególnie kiedy jakieś elementy są modne typu długie sandały zawiązywane do kolan). Efekt jest taki, że kupiłam sporo ubrań i butów wydając na prawdę duuże pieniądze, które za chwilę staną się nie modne. Nie opłaca się w naszym klimacie wydawać na dodatki typu buty, torebki ze skóry, bo te modele najbardziej klasyczne tez mają swoje pięć minut. To samo tyczy się ubrań. Zatem minimalizmowi jeśli chodzi o zakup ubrań mówię nie. Oryginalności w kupowaniu życzę wszystkim minimalistkom i dajcie znać jak to robicie, bo łatwo nie jest ;-)

    • ika_901

      Moim zdaniem problem nie leży w samej idei capsule wardrobe, a niewłaściwych rzeczach, które spakowałaś. Ja na dwutygodniowy wyjazd potrafię spakować mniej niż 20 rzeczy a mieć ubrania na każdą pogodę i każde wyjście, niekoniecznie po jednej sztuce. Pakowanie się nie jest łatwą sprawą i potrzeba długiej praktyki, by dojść do perfekcji. Nie zniechęcaj się, tylko po powrocie wyciągnij wnioski, czego Ci zabrakło a co nie było potrzebne – spisz je i zachowaj do kolejnego pakowania.

      Co do zakupów – wybieraj klasyczne fasony i unikaj tzw. hitów sezonu, a nie będziesz miała problemu z przemijaniem trendów. Mi niektóre takie zwyklaki jak biały czy beżowy t-shirt, proste bluzki bez wzorów czy cygaretki służą już dobre 3-4 lata i nie wyjdą z mody przez kolejne pięć. Mam wrażenie, że wydałaś duże pieniądze na to, co akurat jest modne i teraz żałujesz. Wystarczy przestać śledzić modowe nowinki, odpuścić sobie szafiarskie blogi i odnaleźć swój styl, który pozostanie Ci na lata mimo przemijających trendów. Klasyka ma zawsze swoje 5 minut i nigdy nie jest passe ;-) Ja kupuję dobre skórzane buty w najbardziej prostym i klasycznym z możliwych fasonów – w poprzednich chodziłam 6 lat i ani przez minutę nie wyglądały na niemodne, co roku dostawałam na ich temat komplementy.

      • Joanna

        A ja nie do konca bym sie z tym zgodzila. Pamietaj, ze t-shirt tez kiedys byl awangarda. Jak i szanelowski kostiumik. Tzw. klasyka zmienia sie z czsem. Moze troche wolniej niz sezonowe trendy, ale jednak. Przekop sie przez internety i zobacz jak zmienialy sie kroje tzw. klasycznych zakietow, spodni, spodnic i bluzek. Tak samo zmieniaja sie tkaniny i kolory. Watpie, zebys chciala nosic cos, co bylo klasyka 10 lat temu. Juz nie mowiac o tym, ze zazwyczaj nie da sie kupic czegos, co nie jest zgodne z trendami.

    • Maatilda, Ika doskonale opisała większość tego, co i ja sobie pomyślałam czytając Twój komentarz :). Dodam jeszcze tylko jedną rzecz, która może Ci pomoże. Zakupy to końcowy etap budowania swojego stylu, niezależnie od sposobu, jaki wybierzesz. Na zakupy wybieraj się już na końcu drogi, jeśli zaczniesz od kupowania to na 99% będą to zakupy chybione i bardzo, bardzo frustrujące. Jeśli nadal masz ochotę spróbować slow fashion to naprawdę gorąco polecam metodę 7 ubrań w 7 dni. To doskonały sposób, żeby przekopać się przez posiadane ubrania. Zerknij też na bloga Ubieraj się klasycznie – Maria opisuje tam mnóstwo sposobów na dojście do dobrej, funkcjonalnej szafy. Wszystkie wymagają cierpliwości, ale efekt może być spektakularny :). Trzymam za Ciebie naprawdę mocno kciuki.

      • Maatilda

        Ubrania które kupiłam są klasyczne, śliczne i je uwielbiam. Ale mam wrażenie, że za rok nie będą modne. Moda tak szybko idzie do przodu, że nie nadążam. Po za tym lubię zmiany i ciągle podoba mi się coś innego. Szybkie kupowanie w ciągu trzech lat? Moim zdaniem to bardzo długo. A ileż można chodzić w tego samego typu ubraniach? Sylwetka się zmienia i gust tez się zmienia…Klasyka stała się dla mnie nudna. Staram się nie kupować tak zwanych hitów sezonu (chyba że coś pasuje do mojego stylu). Bloga ubieraj się klasycznie śledze od dawna. Dziękuję za rady i pozdrawiam w ciągłym dążeniu do celu ;-)

  • Ania Aneczka

    Z ogromną ciekawością przeczytałam Twój post dotyczący dodatków w szafie. Niestety jeśli chodzi o biżuterię jestem minimalistką- jeden porządny zegarek, jeden łańcuszek ( prezent od chrzestnej na Komunię Św.), jedna bransoletka -też prezent. Natomiast jeśli chodzi o dodatki w postaci torebek….tutaj pojawiły się schody…mnóstwo różnych torebek w różnych kolorach, w różnych kształtach ale żadna porządna. Odkąd znalazłam Twój blog w sieci, coś się zmieniło…małymi kroczkami zmieniam ten stan. Cześć torebek sprzedałam, część wyrzuciłam a cześć oddałam rodzinie….a zainwestowała w jedną porządną ze skórki (ach jak ona pięknie pachnie- prawdziwa skóra) listonoszkę na lato. Już odkładam pieniążki aby na jesień kupić sobie większą skórzaną torebkę.
    Dziękuję za wspaniały blog.
    Stała czytelniczka.:-)

    • Aniu, to ja bardzo dziękuję za przemiły komentarz. Ogromnie się cieszę za każdym razem, gdy ktoś wkracza na ścieżkę przemyślanych i rozsądnych zakupów :).

  • Anna Michalska

    Co myślisz o torebkach Longchamp? Niby są minimalistyczne, funkcjonalne, a jakoś jeszcze nie zdobyłam się na zakup takiej torby.

    • Aż musiałam sobie wygooglować, która to torba :). Szczerze, nie podoba mi się ten ich najpopularniejszy model. Wygląda trochę jak torba na zakupy z zapięciem, ale to oczywiście bardzo subiektywna opinia.

  • Monika Kraczek

    Bardzo fajne dodatki. Moim zdaniem już samymi akcesoriami można definiować swój styl. Wystarczy prosta baza ubraniowa i dobrej jakości dodatki, by się wyróżnić i dodać smaczku codzienności :) Odnośnie wisiorka, to raczej nie jest to kamień księżycowy. Może jakbym zobaczyła na innym zdjęciu, nieco w przybliżeniu, to mogłabym rozpoznać.

    • Na zdjęciu tego nie widać, ale on jakby migocze :).

      • Monika Kraczek

        To pewnie Noc Kairu :)

      • Brzmi ładnie :).

      • Monika Kraczek

        Brzmi i wygląda ładnie, ale niestety Noc Kairu jest kamieniem syntetycznym (ale docenianym), choć uroku nie można mu odmówić. Ręki jednak nie dam uciąć, że to akurat ten kamień, musiałabym się przyjrzeć z bliska.

  • Nie noszę dodatków, ale nie dlatego, że nie lubię tylko dlatego, że nie umiem ich dobierać do siebie i swojej garderoby. (To taka sugestia, że przydałby się jakiś krotki poradniczek :))

    • Hmm, nie jestem pewna, czy czuję się na siłach, żeby komuś doradzać w tej kwestii :). Sama dużo eksperymentuję.

  • Katarzyna Możejko

    Dzień Dobry.
    Zaczytuję się z Pani blogu od kilku dni i jestem zachwycona wszystkim ..zresztą mam jakąś zachłanność na wiedzę z właśnie tego bloga .Od dość dawna zastanawiałam się nad minimalizmem w szafie ( oraz w życiu ) i miałam opory jakich mało . Największa obawa : że taka minimalistyczna szafa jest brzydka i nijaka , A Pani szafa , Pani mieszkanie są minimalistyczne i piękne , .Co skłania mnie do zrobienia porządków w mojej szafie i życiu zewnetrzno -wewnętrznym , Jako że jestem przed urlopem , to jest wyzwanie urlopowe przede mną . Co do dodatków : jestem maniaczką torebek -TOREBOHOLICZKĄ ..dużych torebek , żeby wszystko się do nich zmieściło -wykonuję zawód taki jak Pani więc musi zmieścić się wszystko -oczywiście wszystko jest mi niezbędnie potrzebne .Mam sporo szali tez w różnych miejscach w pracy , w samochodzie, na działce -oczywiście jest ich kilka sztuk bo jeden to mało tak na wszelki wypadek . Z biżuterii noszę obrączkę oraz bransoletki . Natomiast patrząc na Pani dodatki uświadamiam sobie , ze nie mam pasków , zegarki posiadam nie noszę ( to jest „zasługa ” zegarka w telefonie ) . Widzę, że dużo pracy przede mną ale jestem pozytywnie zmotywowana przez Panią .
    Pozdrawiam z Krakowa .

  • Ładne zdjęcia!

  • Mężczyzn mój ostatnio zainwestował w zegarek Daniel Wellington i tez jest niesamowicie zadowolony :)

  • Jesteś minimalistką szafową ale okularki delarenta i marka Wellington… Zastanów się trochę nad tym wszystkim. Sama siebie oszukujesz i próbujesz naiwnie oszukiwać innych. WSTYD!!!

    • Wstyd to kraść. A posiadanie/nie posiadanie przedmiotów określonej marki nie ma nic wspólnego z minimalizmem.

      • Wg mnie ma. Normalna osoba nie zwraca uwagi na markę, bo nie potrzebuje się dowartościowywać żadnymi „dodatkami”. Dwa – znać wartość rzeczy i luksusu to znać wartość wykonania i materiału – w tym przypadku również siebie oszukujesz (bo płacisz za markę, nie za jakość), przy okazji promując dalej te same niezdrowe zachowania. Dla mnie osobiście – paranoja. Mówię – zastanów się co wspierasz tak naprawdę tym postem – zresztą, hey, odpowiedź jest na samym końcu. Chory świat mody i marek… (dlatego wg mnie wstyd, żeby tak dorosła i wyglądająca na ogarniętą osoba tego potrzebowała).

      • No cóż, nie zgadzam się z Tobą. Utożsamianie minimalizmu z życiem wśród przedmiotów pozbawionych marek jest daleko posuniętą hipokryzją. Pasta do zębów, której używasz ma markę, nawet jabłka, które kupujesz pochodzą od konkretnego sadownika. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale sygnowanie przedmiotów logiem było praktykowane już przez Majów oraz starożytnych Greków i Rzymian. Miało to na celu realizację jednej z podstawowych ról takiego znaku – gwarancję jakości. To, że w chwili obecnej większość marek nie spełnia tej gwarancji jakości to zupełnie inna kwestia. Ja nie jestem hipokrytką, na blogu pokazuję wyłącznie te marki, którymi się otaczam i które w mojej opinii wypełniają tą obietnicę jakości, w 99,9% przypadków nie otrzymuję za to żadnego wynagrodzenia.

        Mam do Ciebie również prośbę. Na tym blogu nie obrażamy się w komentarzach, również w zawoalowany sposób. Ja nie obrażam swoich Czytelników, nawet jeśli się ze mną nie zgadzają, dlatego też nie obrażaj również, proszę, mnie.

      • Jeśli Cię obraziłam to przepraszam, nie to było moim celem – tylko to żebyś się zastanowiła trochę nad sensem tego co robisz. Niestety żyjesz w takim świecie w jakim żyjesz, IMHO niemożliwe jest w nim prawdziwe szczęście ani właśnie prawdziwy minimalizm (ze względu na środowisko i na to nie masz już wpływu, jesteśmy tak skonstruowani że tym przesiąkamy, czy tego chcemy czy nie). Żyjesz w takich „pewnikach” jak np. to że pasta do zębów musi mieć markę. Moja nie ma (CaCO3, olej kokosowy, soda, mięta). Marki już dawni nie gwarantują żadnej jakości, a właściwie to gwarantują odwrotność – im bardziej znan marka tym gorsz ajakość (w imię zasady „g.. którego nikt nie kupi trzeba dobrze zapakować i zareklamować). Według mnie bardzo siebie oszukujesz. Ale to tylko moje zdanie. Masz prawo sądzić inaczej:)

      • Widzisz, a ja uważam się za bardzo szczęśliwą osobę właśnie w świecie w którym żyję :). Ponieważ znalazłam i pokazuję na blogu sposób na znalezienie harmonii pomiędzy skrajnościami. Minimalizm to dla mnie dystans do przedmiotów, nie fiksowanie się ani na ich posiadaniu, ani na ich unikaniu. Jeśli się przyjrzysz, to w mojej szafie znajdziesz torbę Calvin Klein, torebkę po babci i szal z bazarku. To nie ma dla mnie znaczenia. Dany przedmiot trafia w moje posiadanie jeśli mi się podoba, jeśli jest piękny, dobry jakościowo i użyteczny. Takie przedmioty będę również promować,nie widzę w tym nic złego, chociaż oczywiście możesz uważać przeciwnie.

      • Ale sam fakt, że to pokazujesz. Co ma do szczęścia torebka? Nie ma z prawdziwym szczęściem nic wspólnego. Nie sądzę też że osoba prawdziwie szczęśliwa zadawałaby pytania o szczęście tak jak Ty to robisz czy musiała medytować itp. Masz prawo sądzić że jesteś szczęśliwa, ale z psychologicznego punktu widzenia wg mnie robisz masakryczne błędy życiowe.

      • Pokazuję, ponieważ uważam, że możemy być świadomymi konsumentami i wcale nie trzeba zamknąć się w chatce na bezludnej wyspie, żeby być szczęśliwym. Co do szczęścia – jestem szczęśliwym człowiekiem, ale tylko człowiekiem. Mam chwile zwątpienia i gorsze dni. To absolutnie naturalne. Twierdzisz, że robię błędy życiowe. Może tak, może nie. I to nawet nie chodzi o to, że Twoja opinia nie ma znaczenia. Dla mnie ważne jest, że nie robię sobie najgorszej psychologicznej krzywdy. Nie jestem więźniem własnych opinii i przekonań. Jestem otwarta na nowe doświadczenia i doznania. I nie narzucam innym swojego stylu życia, nie muszę nikomu wytykać błędów, żeby poczuć się lepiej. Wolę inspirować działaniami. I albo to się komuś spodoba, albo nie.

      • Ale jesteś więźniem swojego świata bo inne światy opisujesz jako bezludną wyspę i samotną chatkę. Więc nota bene jesteś też więźniem swoich poglądów i przekonań, mimo że wierzysz że jest inaczej. I tu robisz sobie gigantyczną „psychologiczną krzywdę”. Ale tak jak pisałam – trzeba wyjść poza swój świat żeby zobaczyć, że można żyć inaczej.

        Też kiedyś żyłam „miejskim” życiem (choć nie tak pustym żeby pisać o torebkach i zegarkach) i twierdziłam uparcie, że jestem szczęśliwa. Ale to jest ułuda, bardzo wielka ułuda. Sorry ale takie jest moje zdanie na Twój temat – wyjdź czasem poza swój świat, zobaczysz, jak wiele błędów myślowych popełniasz.

      • Jest między nami jedna różnica. To Ty przyszłaś do mnie powiedzieć mi jak bardzo źle żyję. Ja nikogo nie zmuszam do życia tak jak ja, nie wytykam na siłę błędów, nie obrażam. Więc żyjmy sobie spokojnie tak, jak każda ma na to ochotę :).

      • Nie lubię hipokryzji to wytykam, a jakie decyzje kto podejmuje to już jego sprawa – zgadzam się.

      • :)

      • Makosza

        Ja wole osobe, ktorej celem w zyciu jest wydawanie kasy, im wieksze logo tym lepiej, im drozsza marka tym lepiej (nie, nie mam tu na mysli Kasi) ale osobe, ktora bedzie mila, pozytywnie do swiata nastawiona i potrafiaca zaakaceptowac, ze ktos zyje inaczej niz osobe, co sobie sama paste do zebow kreci i jest pelna agresji i zlych emocji.

        Hipokryzja jest pisanie, ze jest sie szczesliwym, zyje sie w zgodzie z wlasnym ja i najezdzanie na autorke bloga. Mozna sie z czyms nie zgadzac ale sposb jak sie to przekazuje jest wazny. A ja widze tu chamstwo, agresje i przyslowiowy kij miedzyposladkowy. Ja tez nie lubie hipokryzji to wytykam.
        ::::::::::::::::::::::::::::

        Jakos przez przypadek znalazalam Twoj blog, co nie co poczytalam i cos mi sie wydaje, ze powoli, powoli przebrne przez archiwum i zadomowie sie.

    • Ala S

      A Ty gdzie kupujesz ubrania nieposiadające marki?