Minimalizm w praktyce. O ambicji

o-ambicji

Jestem ambitna. Jak coś sobie wymyślę, to zrobię to najlepiej jak potrafię. Nie najlepiej na świecie, ale najlepiej jak tylko jestem w stanie. A jak nie będę umiała, to się nauczę. Nie brak mi wytrwałości i cierpliwości. Z reguły wychodzę na swoje. I czasami jest mi z tym bardzo ciężko.

 

Chwalimy dziecko, gdy jest ambitne. To przecież tak bardzo pożądana cecha. Hołubiona przez rodziców, nauczycieli i wychowawców. Oczekiwana przez społeczeństwo. Z reguły idzie w parze z ciekawością świata. Z wytrwałością i pracowitością. Idealnie. Z ambitnych dzieci wyrastają ambitni dorośli. Ludzie sukcesu. Osoby, które potrafią stale wychodzić spoza swoją strefę komfortu. Osoby, które stale się uczą i osiągają wiele. Czasami naprawdę dużo. Chciałoby się powiedzieć – super! Co w tym złego?

 

Nic. Nic, jeśli potrafisz nad tą ambicją zapanować Gdy będzie cały czas motorem działania, a nie czynnikiem prowadzącym do frustracji i niezadowolenia. Gorzej, gdy oczekujesz od siebie coraz więcej i więcej i nagle zdajesz sobie sprawę, że oczekujesz po prostu zbyt wiele. Gdy coś, co sprawiało przyjemność, nagle budzi złość. Złość, że nie przystajesz do swoich wybujałych ambicji. Gdy nie dajesz sobie miejsca na pomyłki, porażki i błędy. Widzę po sobie, że niestety, czasami tak jest. I, wbrew pozorom, nie ma to nic wspólnego z frustracją wynikającą z porównywania się z innymi. Jakoś tak jestem skonstruowana, że nie porównuję się z innymi, ale ze sobą. Często mówi się i radzi, żeby nie porównywać się z innymi, a jedynie z samym sobą „z wczoraj”. Być lepszym od samego siebie. A to potrafi być pułapka dużo większa niż wynikająca z porównywania się z innymi. Ciągłe podnoszenie sobie poprzeczki, ściganie się z samym sobą bywa bardzo, bardzo demotywujące.

 

Dokładnie w taką pułapkę wpadłam chwilę temu. Czułam instynktownie, że czas się z tym zmierzyć, nazwać i wprowadzić środki zaradcze. Postanowiłam zwolnić tempo, zrobić sobie przerwę. Bardzo dobrze mi to zrobiło, ale nie jest to popularne podejście. Żyjemy w świecie gloryfikacji zajętości. Bo trzeba pracować, rozwijać się, osiągać, zdobywać, mieć więcej, być bardziej. Głupio powiedzieć koleżance, że nie spotkasz się z nią dziś, ponieważ… zamierzasz leniuchować. Nie sposób powiedzieć Klientowi, że nie zajmiesz się nim, ponieważ zamierzasz zwolnić tempo i to, że nie zarobisz, nie jest dla Ciebie żadnym problemem. Głupio przyznać się przed znajomymi, że zdarza się, że pracujesz po 4 godziny dziennie, a resztę czasu stanowi tzw. czas wolny, bo wezmą Cię za lenia i nieroba.

 

W ostatnim numerze Zwierciadła przeczytałam cudowny, króciutki felieton Fiolki Najdenowicz. Fiolka jest ode mnie starsza o 20 lat i wiedzie tryb życia, który daleki jest od społecznych oczekiwań. Od 2 lat jest wolontariuszką w programie Workaway. Polega to na tym, że pracuje się u kogoś przez 5 dni w zamian za wyżywienie i dach nad głową. Fiolka jeździ po świecie, pracuje, zwiedza. Nie ma dzieci, domu i męża. Żyje po swojemu. Pisze książkę. I mówi tak:

 

Oczekiwania są źródłem frustracji i niezadowolenia. Lepiej ich nie mieć. (…) Staram się tego uczyć i utrzymywać ten stan w swojej głowie. (…) Takie nastawienie bardzo ułatwia życie i relacje. (…) Spełniam kolejne swoje marzenie: piszę książkę. Nigdy by do tego nie doszło, gdybym pracowała w korporacji i wracała do domu po 12-godzinnym dniu pracy, marząc tylko o tym, żeby się zrelaksować i położyć do łóżka. Nie udałoby mi się to również, gdybym (…) ciągle miała zajęty umysł.

 

Mam szczerą nadzieję, że za 20 lat będę miała w sobie równie dużo odwagi, co Fiolka. Tymczasem, powolutku, będę sobie żyła tak, jak chcę, bez zbędnych oczekiwań w stosunku do siebie, zarówno tych z zewnątrz, jak i tych wypływających z głębi moich frustrujących ambicji. I idę porobić na drutach :).

 

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, to pozostańmy proszę w kontakcie:

 

  • Zapisz się do Simplicite Newslettera. Zyskasz m.in. priorytetowy dostęp do nowych tekstów, zanim pojawią się na blogu oraz możliwość uczestniczenia w „bez-zadaniowych” konkursach.
  • Polub na fanpage na Facebooku lub profil na Bloglovin. Zyskasz bieżący dostęp do wszystkich aktualności.
  • Simplicite możesz śledzić też na Instagramie. Znajdziesz tu dużo z mojego bieżącego życia i sporo zdjęć kawy ;).  

 

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Trafiony post, właśnie niedawno myślałam, o tym co napisałaś. Miewam takie momenty, gdy jestem mniej produktywna, ale robię to świadomie, i wtedy naprawdę nie mam ochoty na pytania typu: „to co ty robiłaś przez te kilka godzin?”, jakbyśmy nie mieli prawa nie robić niczego lub zwyczajnie zająć się jedynie sobą. Społeczeństwo jest wymagające, my będąc jego częścią napędzamy ten cały mechanizm. Ambicje, perfekcyjność, profesjonalizm w każdej dziedzinie życia – ile jeszcze pozostało w tym człowieka, a ile już tylko maszyny? Pozdrawiam Cię!

    • Dokładnie o to chodzi, o momenty „świadomej zmniejszonej produktywności”. Każdy tak ma czasami, ale jakoś tak głupio się do tego przyznać otwarcie, prawda? :)

      • Ala S

        niektórzy mają momenty zmniejszonej produktywności przez cały dzień pracy :P najpierw jedzą śniadanie, potem siedzą w necie, potem wychodzą na zakupy, potem wracają i jedzą drugie śniadanie…potem cośtam się zabierają do roboty, ale są nierozruszani i słabo im to idzie, jak już się wreszcie wezmą to są megazajęci, megazarobieni, zostają po godzinach, ogólnie cały świat wie jak to oni ciężko pracują. gatunek pracownika biurowego.
        prawdą jest to że często w takiej pracy można uwinąć się szybciej niż te 8 godzin, i można sobie wygospodarować trochę czasu na nicnierobienie, ale przy tym TRZEBA udawać, że się ma mnóstwo roboty. osoby takie jak powyżej opisałam w oczach przełożonego są pracowite, choć w ciągu 8 godzin przepracują ze 3, i ciągle mają zaległości, a ty jak się uwiniesz w 6 (a nie daj boże w 4), to od razu jesteś na świeczniku, że siedzisz i nic nie robisz. takie obserwacje z poprzedniej pracy.

      • Tak, natomiast warto przyznać to przed samą sobą i wiedzieć, że ma się do tego prawo ;).

  • Joanna K.

    Świetny tekst! Brawo!

  • Patus89

    Dokładnie! Bo to ja mam być usatysfakcjonowana moim życiem, a nie inni! A wolny czas ma mi sprawiać radość, a nie rodzić wyrzuty sumienia, ile to rzeczy powinnam w tym czasie zrobić :) Dziękuję Ci za ten tekst :)

  • jak jest się wystarczająco bogatym i ma się sukcesy to można sobie na to pozwolić.

    • Karolina, masz rację. Mając zapewnione bezpieczeństwo finansowe jest łatwiej w wielu względach. Ale na to też trzeba sobie zapracować. Nic nie ma za darmo.

  • kate83

    To ja najbardziej pogadam w smutek jak większość społeczeństwa zadaje klasyczne pytania z kategorii życie: kiedy ślub? Jeszcze nie? Po ślubie kiedy dziecko? No na co czekacie? Po 1 dziecku- to kiedy drugie? Itp. Itd. Dobija mnie to.
    Pozdrawiam :)

    • Najlepiej nie zwracać na takie pytania uwagi i mieć w zanadrzu ze dwie, zabawne riposty :). Mam to wypracowane do perfekcji ;).

  • Chyba jednak lepie jest być pozbawionym ambicji i żyć spokojnie, niż dać się spalać od środka toksyczną ambicją

    • To prawda, chociaż nie każda ambicja jest też toksyczna, prawda? Gdyby nie ambicja, ludzkość stałaby w miejscu. Tylko, żeby potrafić odróżnić jedną od drugiej… Długo nie byłam nawet świadoma różnicy.

  • Masz rację z tą gloryfikacją zajętości. I cały czas mam wrażenie, że wybierając inną drogę idę pod prąd. Czy to się kiedyś zmieni? Czy jest nadzieja, że ludzie inaczej spojrzą na życie i wreszcie zrozumieją tych, którzy nie chcą uczestniczyć w tym pędzie?

    • Aga, myślę, że to się właśnie teraz powoli zmienia, chociaż ludzie, którzy żyją wbrew społecznym oczekiwaniom zawsze będą mieli po górkę. Tak już chyba było, jest i będzie. Nie ma co się przejmować, tylko robić swoje.

    • Pani menadżer u mnie w pracy opowiadała mi historię swojej siostry która mieszka od wielu lat w Niemczech i stamtąd też pochodzi jej mąż. Powiedziała, że tam mają całkowicie inne życie, jak mają urlop to nie odbierają służbowego telefonu, praca kończy się w wyznaczonych godzinach… Opowiadała mi to i widziałam w niej zdziwienie „jak tak można, przecież to nie do pomyślenia”… Może za jakiś czas przestanie i nam odbijać szajba, choć myślę, że zawsze będzie grupa ludzi chcąca żyć non stop pracą. Niech tylko nie wymagają od innych tego samego.

  • „Często mówi się i radzi, żeby nie porównywać się z innymi, a jedynie z samym sobą „z wczoraj”. Być lepszym od samego siebie. A to potrafi być pułapka dużo większa niż wynikająca z porównywania się z innymi. Ciągłe podnoszenie sobie poprzeczki, ściganie się z samym sobą bywa bardzo, bardzo demotywujące.”

    Nie ujęłabym tego lepiej, a potwierdza to jedną z ostatnich często towarzyszących mi myśli: jesteśmy sami dla siebie największym zagrożeniem. Grunt to nie przeoczyć tego momentu, o którym piszesz, bo w przeciwnym razie w życiu prywatnym, zawodowym, zdrowiu mogą zajść zmiany, których nie będzie się dało odwrócić.

    Bardzo dobrze napisany tekst, cieszę się, że go opublikowałaś. No i ze spotkania wkrótce też się cieszę!:)

  • Rety, cudownie to czytać! Dla mnie praca wypływa z odpoczynku, z przestrzeni swobody i luzu czerpię energię do działania :)

  • To prawda, gloryfikacja zajętości sięga zenitu i co najgorsze, nie zapowiada się, żeby szybko coś się zmieniło. Bycie „niezajętym” to wstyd i lenistwo, a życie na własnych warunkach to wciąż ekstrawagancja. Cudowny wpis :)

  • Też czasami wymagam od siebie zbyt wiele i mam problem, kiedy nadchodzi kilka całkowicie bezproduktywnych dni. Ale ten wpis mogłabym zadedykować komuś innemu. Komuś, kto od siebie wymaga wiele, a od innych jeszcze więcej.
    I również podziwiam Fiolkę. Za odwagę do robienia tego, czego się chce. Tego mi brakuje i dziś nie mogę powiedzieć, że jestem tak naprawdę zadowolona z tego, jak wygląda moje życie. Prawda jest taka, że kilkanaście lat temu marzyłam o zupełnie czym innym.

  • taaak…. jestem (jeszcze) w miejscu w którym praca 8 godzinna jest niemile widziana. Ogólnie możesz pracować ile chcesz, byle zadanie było zrobione. W praktyce wygląda to tak, że jak wychodzisz o równej to mierzą Cię wzrokiem. A Ci co najdłużej siedzą widać, że są najmniej efektywni i siedzą aby sprawiać dobre wrażenie i się siedzeniem wykazywać. Gdzie tu sens, gdzie logika?

    • Ola, w tym nie ma logiki. Jeszcze czasami, gdy masz mądrego szefa, to można coś zmienić, ale wiem z doświadczenia, że w pewnym momencie oboje odbijecie się od konieczności odsiadywania „tyłkogodzin”. I wtedy zadasz sobie pytanie, czy plusy przykrywają minusy.

      • Dlatego właśnie zmieniam pracodawcę:) odchodze z korpo do mniejszej polskiej firmy. Szukam lepszego miejsca !

  • Jaki tajming! Trafiłaś tym tekstem w sedno moich ostatnich odczuć, jeszcze nie rozmyślań.. na to wciąż brakowało czasu. Wpadłam we własne sidła i zaczęłam wyliczać co jeszcze „muszę” zrobić, nie nadążałam ze wszystkimi tymi „muszami”, zaczęłam pewne rzeczy odpuszczać, frustrować się, że nawalam, jeszcze bardziej stresować, że mimo starań, wciąż jestem w tyle.
    Właśnie jestem na etapie mówienia stop. Muszę sobie to wszystko w głowie poukładać od nowa. I choć lubię być zajęta, lubię też mieć czas dla siebie, a to drugie ostatnio bardzo zaniedbałam.

  • Sabina Sabina

    wydrukowalabym sobie wszystkie twoje teksty i zrobila z niej nalepsza ksiazke na temat :banalnie prostego,wygodnego,pieknego,spelnionego,radosnego,odkrywczego, interesujacego, madrego (…) trubu zycia. poprostu ksiazka nr jeden!! Twoje teksty tak lekko sie czyta ze az szkoda ze takie krotkie:) tzn wsam raz rozpisane ale po przeczytaniu jednego postu zagladam przynajmniej jeszcze do 10 innych nawet po dwa razy bo sa tak madre i swietnie napisane ze chce sie more more more:) brawo. !:) serdecznie pozdrawiam, czytelniczka z Belgi.

  • curly

    Jak ja bym tak chciała… nie musieć być ciągle na biegu :( w moim wypadku to niewykonalne jeszcze przez przynajmniej 2 lata. Studiuje zaocznie, w tygodniu pracuję na cały etat. Teraz III rok licencjatu więc pisanie pracy. Prawda jest taka, że nawet nie mam kiedy się wyspać porządnie. Do tego jeszcze nauka na egzaminy, milion prac zaliczeniowych i… doba za krótka o połowę :(

  • BM

    a w Pradze, v Olsinach wlasnie zakwitaja sakury i bedzie to tydzień wspaniałych widoków. Pozdrawiam

    • Już? Kurczę, a ja będę w Pradze najwcześniej za dwa tygodnie :(.

      • BM

        Dość szybko w tym roku, to prawda. Może wytrzymaja do 1 maja. Kwitną co roku, więc nic straconego. Zeby nie bylo, ze zupelnie nie w temacie. Postanowilam w zwiazku z kwitnieniem ograniczyć czas na prace, żeby codziennie, podczas pieszego przemieszczania do owej, podziwiać i ładować akumulatory. Wiem też, ze nie zawsze jest to takie proste, że bedac „na swoim” mozna sobie pozwolic na takie luksusy jak ograniczenie czasu pracy. Czasami zeby ten swoj plan zrealizowac i utrzymac sie na powierzchni trzeba pracowac duzo dluzej niz by sie chcialo. Tryzmam jedank kciuki za wszystkich, ktorzy wola byc niz tylko miec.

  • Doskonały tekst.
    Ja zrozumiałam to całkiem niedawno. Podjęłam kroki dzięki którym kasy będzie mniej, ale czasu więcej. Kurcze jak mi z tym dobrze!

  • Tekst trafiony w 10! Jak zwykle zreszta u Ciebie. Bardzo sie ciesze, ze coraz czesciej sie o tym mowi i pisze. Sama to znam z autopsji. To jest problem nie tylko w zyciu zawodowym ale rowniez i prywatnym! trzeba tylko bardzo uwazac, zeby nie wpasc w ten drugi koniec ;))

  • Magda K-ska

    I właśnie dlatego zrezygnowałam z etatu i poszłam ‚na swoje’. Teraz pracuję kiedy chcę i na przykład dzisiaj mam zamiar prawie cały dzień spędzić z dzieckiem poza domem. Na jednym spacerze już byłam. I jest mi z tym cholernie dobrze:)

    • Kasia Kowalska

      Masz rację :)

  • Dobry tekst. Sama nie lubię się przemęczać – widocznie jestem leniem (nic poza moje siły i zdrowie, które lubi się buntować). Studiuje dziennie, pracuje na pół etatu – chociaż dla niektórych to dużo, wydaje mi się, że mogłabym robić jeszcze coś więcej, ale wtedy nie wystarczyłoby mi czasu dla siebie i mojego Ukochanego. Nie podejmuje się działań, na które po prostu nie mam czasu i siły. Ale nie lubię też nic nie robić, bo nicnierobienie mnie zabija. Staje się apatyczna, jeszcze bardziej leniwa, sfrustrowana i nieszczęśliwa.

    Widocznie potrafię zapanować nad swoimi ambicjami i powiedzieć pas w odpowiednim momencie. Pozdrawiam!

  • Trafiłaś w moment :) Przydał mi się teraz taki tekst. Wczoraj przeżywałam właśnie frustrację jakich mało. :)
    Workaway – słyszałam od koleżanek, ale nie padła ta nazwa i nie bardzo wiedziałam jak się tego doszukiwać.

  • Ania Aneczka

    Może nie pod tym postem powinno pojawić się moje pytanie ale zaryzykuję. Uwielbiam Twojego bloga. Zawsze czekam z niecierpliwością na kolejny post. Ale do rzeczy… Mam pytanie..jakie ciekawe i wartościowe gazety polecasz? Juz zauważyłam,że czytasz Zwierciadło…

    • Ania, ja nie jestem zbytnio na bieżąco, jeśli chodzi o prasę. Do czytania wybieram z reguły Zwierciadło, Wysokie Obcasy, czasami Pani. Do oglądania InStyle :).

      • Ania Aneczka

        Dziękuję :-)

  • statystycznypl

    Ja z tych ambitnych, ale leniwych… Trudno to pogodzić…

    • Nettee

      Czasem lenistwo pomaga. Wiele pomysłów narodziło się z próby ułatwienia sobie życia, zautomatyzowania czegoś, tylko dlatego, że komuś nie chciało się czegoś robić :P

      • statystycznypl

        Ha! Wiedziałam, że gdzieś muszą być w tym wszystkim jakieś zalety.

  • Nettee

    Jak zwykle świetnie trafiłaś z tematem :) Też zawsze byłam ambitna. W połączeniu z perfekcjonizmem stanowiło to mieszankę wybuchową. I się doigrałam. Wszystko się zmieniło. Długo by opowiadać. O dziwo, teraz czuję się sto razy bardziej produktywna i ustawiona na cel niż kiedykolwiek wcześniej. I nie mam wyrzutów sumienia spędzając 5-godzinną podróż z książką na kolanach zamiast laptopem ;)
    Cele mogą być wysokie, marzenia wzniosłe, ale oczekiwania lepiej zostawić na niższym poziomie (bo pozbyć się ich całkowicie… to naprawdę ciężka sztuka, ale kto wie, może realna i warta zachodu ;) ).
    A odnośnie zajętości: grunt, żeby być produktywnym, a nie tylko aktywnym. Wtedy 4-godzinna praca może przynieść dużo więcej korzyści niż 12 godzin. Ważne, by realizować swoje cele, iść w odpowiednim kierunku, a nie zajmować każdą minutę swojego czasu kręcąc się w miejscu. Wydaje mi się, że wiele osób o tym zapomina… nie wyłączając mnie niestety. Nadal z tym walczę.

  • Kasiu piękny tekst. Ja również codziennie życzę sobie takiej właśnie możliwości wyboru i wolności w podejmowaniu działań. Wiem jednak, że aby to osiągnąć trzeba mieć dach nad głową, co włożyć do garnka i jeśli bardzo chce się mieć rodzinę i dzieci to wziąć odpowiedzialność również za nich. Stąd dążę do modelu który będzie przynosił pieniądze nawet wtedy kiedy ja fizycznie będę gdzieś indziej, leniuchujac albo ucząc dziecko robić babki z piasku. Brak pośpiechu to komfort na który sobie trzeba zapracować. Tak dosłownie. Przecież by z niego wyjść trzeba zadać sobie chociażby kilka pytań, zapytać o wartości a potem popracować nad sobą. :-)

    • To prawda. Wiem, że kwestia pieniędzy w powiązaniu z wolnością zawsze budzi sporo emocji. Bezpieczeństwo finansowe jest ważne, ale jest też ono bezpośrednio powiązane z naszymi życiowymi wyborami. Grunt, żeby mieć tego świadomość.

  • A więc to własna ambicja jest winna… Kilka miesięcy temu chciałam tak dużo osiągnąć, zrobić, że zobowiązałam się do wielu rzeczy naraz, to spowodowało, że byłam po prostu zmęczona i żadnej z tych rzeczy nie robiłam z prawdziwą przyjemnością. Powoli się z tego wyplątuję i zaczynam robić to na co mam czas i siły. Nie za dużo, żeby nie czuć się wypompowanym pod koniec dnia. Przede mną długie wakacje, których nie mogę się doczekać tak samo jak w szkole.

  • Tak jakby zdrowe, lenistwo, odpoczynek czy czas dla siebie było czymś, czym trzeba się wstydzić. Wolę żyć skromnie, z mniejszymi pieniędzmi, ale mieć czas na spokój, na dłuższe wakacje, na spacer, na leniwy poranek. A często odnosze irracjonalne wrażenie, że „nie wypada”, że przecież „jestem dorosła”. Czy dorosłość mierzy się etatami?

  • Cudowny tekst Kasiu, w sam raz dla mnie. Chyba Jestem z tych co coraz wyzej stawiaja sobie poprzeczke zanim zdaza sie nacieszyc tym co maja. A to przeciez podstawa. Pozdrawiam serdecznie beata

  • Kasia Antosiewicz

    Zgadzam się chyba ze wszystkim, co przeczytałam zarówno w artykule jak i w komentarzach. Z mojego doświadczenia wynika jednak jeszcze trochę coś innego – dodatkowego. ten kult zajętości i chore ambicje wynikają w pewnej (małej) części z naszej polskiej mentalności, a w szczególności z tego, że narzekamy i robimy z siebie męczenników (to uważam, że jest dość historycznie uwarunkowane). Prześcigamy się w opowieściach kto ma gorzej w pracy, ciężej w życiu, gorszego męża, szefa, co się najgorszego przytrafiło, jakie choroby i inne nieszczęścia – obserwuję to zjawisko socjologiczne od dłuższego czasu. I wiecie co? mam wrażenie, że lubimy karmić się niepowodzeniami, bo to, że świat jest przeciwko nam i nikt nam nie pomaga i nas nie rozumie i nie sprzyja nas usprawiedliwia. Usprawiedliwia nasze chore ambicje, naszą niezaradność, lenistwo (to w tym negatywnym znaczeniu, nie w znaczeniu lenistwa twórczego), brak produktywności, malkontenctwo itp…. Smuci mnie to.

  • Agnieszka Kulawczyk

    Wiem o czym piszesz, ponieważ chcąc nie chcąc od 5 lat nie mogę zwolnić. Równolegle z pracą na pełen etat studiuję zaocznie. Zauważyłam, że często muszę dzielić nierównomiernie siły w zależności od obciążenia w pracy lub na studiach. Bardzo mi było ciężko dawać z siebie 100% w pracy podczas intensywnej nauki do egzaminów lub być dobrze przygotowaną na zajęcia w momencie dużej ilości spotkań z klientami i ofert do przygotowania. Ogromnie cieszę się, że już powoli kończę, bo da mi to potrzeby czas, aby zastanowić się, czego oczekuję od życia w ogóle i od życia zawodowego. Odpoczynek i czas na hobby są niezwykle ważne. Jestem ogromnym zwolennikiem work life balance z tym, że nie chodzi mi o siedzenie przed telewizorem ;) oczywiście, jeśli ktoś w ten sposób się relaksuje, to również powinien znaleźć na to czas. Między innymi z tego powodu nie zmieniamy z moim TŻ siłowni, nie chcemy tracić dodatkowo 45 min na dojazdy w dwie strony (szkoda nam tego czasu).
    Studia zaoczne i praca równolegle wyleczyły mnie z nadmiernej ambicji ;) przynajmniej na razie, poza tym na szczęście nie mam wokół siebie osób, którym muszę udowadniać cokolwiek wspinając się na kolejne szczeble kariery. Mogę natomiast ugotować i podać smaczny obiad, z miłością :)

  • Jestem ambitna. Zawsze wydawało mi się, że to zaleta. Taka siła napędowa, która wciąż mnie pcha do przodu. W moim związku ciągle było mi to wytykane jako wada. Ale niestety nie umiałam usiąść papuciach na kanapie. Musiałam więc papucie zostawić i iść dalej sama.

  • Marta Re

    Akurat mi zrobiłoby się przykro gdyby koleżanka powiedziała mi, że nie zamierza się spotkać bo woli leniuchowanie. Nie prowadzę jakiegoś bujnego życia towarzyskiego jeśli chodzi o spotkania, nie chcę aby ktoś kłamał czemu się ze mną nie spotka. Ale w takiej sytuacji gdyby ktoś owe leniuchowanie miał wpisane w swój plan dnia- to wolałabym usłyszeć propozycję innego dnia, innej pory niż:” wolę poleniuchować”.

  • Ona

    Świetny tekst i również się z Tobą zgadzam. Sama obecnie przeżywam frustację, gdyż ciężko trenowałam do pewnych zawodów, za ciężko aż nabawiłam się poważnej kontuzji i z zawodów nici. Chyba trochę zbyt ambitnie podeszłam do tematu. A przecież to nie koniec świata, prawda?
    Tak się też zastanawiam co do tematu oczekiwań wobec innych ludzi. Jednak trudno ich czasem nie mieć wobec bliskich nam osób. I w trudnych sytuacjach fajnie by było, żeby bliscy nam ludzie potrafili nas wesprzeć, zrozumieć, albo przynajmniej nam nie dokładać. Tylko tak trudno jest znaleźć takie osoby, większość niestety cieszy się z niepowodzeń innych, albo są tylko jak jest fajnie i wesoło. Zastanawiam się, czy gdybym nie oczekiwała niczego to czy byłoby mi łatwiej żyć i nie przejmować się tym, że ktoś mnie źle potraktował? Bo akurat ostatnio znowu się na kimś bardzo zawiodłam i jest mi strasznie przykro.

  • Unikam ścigania się sama ze sobą, chociaż był moment, w którym zachłannie dokładałam ognia do tej ‚rywalizacji’. Przestałam odkąd uświadomiłam sobie, że to ja przede wszystkim powinnam o siebie zadbać. Spełniając swoje marzenia, realizując cele, podąrzając swoim sposobem na życie. Zastąpiło to męczący mnie wcześniej perfekcjonizm. Co najśmieszniejsz- to właśnie od tego momentu rozwinęłam się najbardziej. Znajdujac się obecnie w punkcie życia, o którym mogłam wczęśniej tylko pomarzyć.

  • Pingback: Odpuść sobie i idź dalej. - VADEMECUM BLOGERA()

  • Zgadzam się ambicja jest bardzo ważna, dzięki niej stawiamy sobie cele, marzymy…, ale jest też chora ambicja, która gubi ludzi – frustruje, prowadzi do depresji. Ja lubię lenistwo, ale nie cierpię bezczynności.
    Co teraz robisz na drutach?

  • „gloryfikacja zajętości” ciekawe i mocno prawdziwe określenie. Trafne obserwacje i ciekawy blog. Zostaję na dłużej. Pozdrawiam:)

  • Pingback: Minimalizm w praktyce. Praca z pasją? - Simplicite()

  • Pingback: W obiektywie - Simplicite()

  • To zabawne, bo tekst ma dwa lata, a jest tak bardzo aktualny. To było zanim napisałaś książkę, czy w trakcie jej pisania? :) Utożsamiam się w znacznym stopniu z Twoim „problemem”. Ba, jest mi doskonale znany i taki.. codzienny? Tak wygląda moja rzeczywistość i aż strach się bać, ile razy słyszę od najbliższej mi osoby: „po co Ty się cały czas tak denerwujesz?”

    • Ten tekst powstał tuż zanim zaczęłam pisać książkę. :) Cieszę się, że temat aktualny. Wiem, że na ten „problem” cierpi większość znajomych osób. :) Tym bardziej warto o tym mówić. Pozdrawiam!

  • To dla mnie bardzo cenny tekst, bo mam bardzo podobnie z ambicją, a z drugiej strony gdzieś też kiedyś marzyłoby mi się takie spokojne życie. :)