Koneserka codzienności czyli recenzja Lekcje Madame Chic Jennifer L.Scott

koneserka-codziennosci

Kilka refleksji o stylowym życiu po lekturze Lekcje Madame Chic Jennifer L. Scott.

 

Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam po odłożeniu tej książki było wybranie się na zakupy. Poważnie. Kupiłam coś, czego nie było na mojej liście zakupów, ale powinno tam się znaleźć. To cudne, mięciutkie szorty do spania wykończone koronką. Dlaczego akurat to? :) Postaram się wszystko wyjaśnić, ale po kolei…

 

Dostaję ostatnio sporo pytań od Czytelniczek o tzw. paryski szyk. Oficjalnie postanowiłam się więc dokształcić. Poszukiwania w internecie doprowadziły mnie na trop dwóch książek: wspomnianej Lekcje Madame Chic Jennifer L. Scott i Paryski szyk. Podręcznik stylu Ines de la Fressange. Obie książki przeczytałam w jeden dzień, dziś podzielę się recenzją, a właściwie kilkoma przemyśleniami, które mnie naszły po przeczytaniu pierwszej z nich.

 

Na okładce rekomendacja Małgorzaty Kożuchowskiej: „Mądra, zabawna, inspirująca historia”. Książkę napisała Jennifer L. Scott, autorka popularnego bloga The Daily Conneisseur. Pierwsza myśl po przeczytaniu? Pretensjonalny, amerykański badziew. Naprawdę tak pomyślałam w pierwszej chwili. Potem się odrobinę skarciłam za pochopne formułowanie ocen. Tą książkę źle mi się czytało. Głównie dlatego, że jest napisana jak bardzo amerykański (w złym tego słowa znaczeniu) poradnik z cyklu jak żyć. Zero pogłębionej refleksji, jedynie proste, łatwe do przyswojenia banały. Ja wiem, że to się dobrze sprzedaje, ja to wszystko rozumiem, tylko tą opowieść można by napisać na 10 innych, piękniejszych sposobów. Cóż, może się czepiam… Przejdźmy więc do merytorycznej zawartości.

 

Sięgnęłam po tą książkę, ponieważ chciałam się czegoś dowiedzieć o słynnym francuskim, czy też paryskim szyku. Miałam kilka swoich przemyśleń, kilka zasłyszanych, ale czegoś mi brakowało. Czy ta książka rozwiała może wątpliwości w tym względzie? Nie. Czy odpowiedziała na pytania? Też nie. Czy dowiedziałam się czegoś nowego? Niczego. Ale za to dowiedziałam się czegoś innego.

 

Dowiedziałam się, że jestem leniwa. Tak, właśnie. Leniwa. Zbyt leniwa, żeby wieść eleganckie, pełne szyku i cnót wszelakich życie. Dowiedziałam się, że to źle, że nie wstaję o 6 rano, żeby pomalować się w stylu le no make up, przyszykować śniadanie na tarasie i  zdążyć wyprowadzić psa w pełnym outficie, tylko nie w dresach! Zbyt leniwa, żeby oglądać niezależne kino, poszerzać słownictwo korzystając z internetowych serwisów w rodzaju „słówko na dziś”. Karygodnie też zdarza mi się zapytać kogoś, czym się zajmuje – wbrew stanowczym zakazom autorki. Ta książka pełna jest takich durnych banałów. Jednak, gdy zdecydujemy się je pominąć, po prostu zapomnieć o tych niefortunnych i dziwnych wskazówkach, zyskamy coś cennego. Trochę się buntowałam, ale ogólny wydźwięk płynący z tej książki nie jest wcale taki głupi. Streściłabym to w jednym zdaniu, które pojawia się dokładnie na stronie 33, przy opisie pieczenia tarty z truskawkami.

 

Nie ma takiej chwili, która byłaby za mało ważna, żeby ją dobrze przeżyć.

 

Jakie to prawdziwe. Z taką perspektywą może rzeczywiście warto się trochę przyłożyć do tego naszego życia. Przyznaję, że zmiana niektórych nawyków może nie być łatwa. Może wymagać przełamania lenistwa. Nie musi być to od razu codzienna sesja słuchania muzyki poważnej z aperitifem w dłoni (jak to czynią bohaterowie książki), ale coś innego, drobnego. Wyłączenie telewizji na rzecz dobrej muzyki. Codzienne ścielenie łóżka. Piękne nakrycie do stołu na co dzień, nie tylko od święta. Założenie w zwykły dzień tej pięknej sukienki. Czerwony lakier do paznokci. Dobre maniery na co dzień i w stosunku do najbliższych. Zadanie sobie trudu, żeby wyglądać ładnie i zadbanie też w domu, w codziennych sytuacjach. Zamiast starych, wytartych koszulek  – piękna piżama do spania.

 

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • kamila

    Ten fragment o ubraniach do spania też mi dał do myślenia :-)

    • Prawda? Coś w tym jest… chociaż raczej nie będę nosić jedwabnego peniuaru i takich domowych szpileczek z pomponikiem ;)

  • Bardzo fajna recenzja! A te refleksje na końcu wystarczyły mi by zastanowić się nad moim ‚pseudo-kobiecym’ życiu :) Chyba pora coś zmienić! :) Pozdrawiam!!

  • A ja od tej książki zaczęłam swoją przygodę z „prostym życiem” (nie, to jeszcze nie minimalizm:)). Wtedy nie zwróciłam uwagi na pretensjonalny ton autorki, bo byłam zachwycona samym „paryskim szykiem”. Dopiero później zabrałam się za inne lektury i blogi i zaczęłam drążyć temat. Dlatego raczej miło wspominam tę książkę:)

  • Jaka fajna i szczera recenzja, jeszcze nie miałam żadnej z tych książek ale chętnie po nie sięgnę, bardzo przepadam za taką tematyką, nawet jeśli nie wnosi ona za wiele do mojego duchowego albo intelektualnego życia :)

    • No jasne! W końcu nie wszystko musi być super, hiper rozwijające i uduchawiające. Trochę czystej rozrywki się należy jak psu kość. :)

  • Jakoś nie interesują mnie takie książki, ale dobrze wiedzieć, że jak wstaję o 6 rano, żeby pobiegać, to ma to w sobie coś z paryskiego szyku! Tak?

    • Niestety. Beata, muszę Cię rozczarować, ale wg autorki bieganie, jak i uprawianie sportu regularnie, nie jest chic. Francuzki zachowują figurę niejako przy okazji, chodząc po zakupy codziennie do malutkich sklepików ze stylowym wózeczkiem i później targając te zakupy na 4 piętro stylowej, paryskiej kamienicy bez windy :).

  • zielona

    Czekam na recenzję „Paryskiego szyku”! Obie książki przeczytałam w ubiegłym roku, na plaży. O „Lekcjach” mogłabym napisać to samo. Ale piżamy mam i nie sypiam w starych podkoszukach ;)

    Trafiłam na Twój blog przez Styledigger i zamierzam się rozgościć. Chyba mamy sporo wspólnego.

    • Cześć Zielona, fajnie Cię tu widzieć! Rozgość się proszę wygodnie, recenzja „Paryskiego Szyku” w przyszłym tygodniu.

  • ania

    Jestem w trakcie lektury tej książki i otwiera mi trochę oczy jak dużo przyjęłam już z amerykańskiego stylu życia (mieszkam w USA 3 lata).Dla Europejczyków ta książka może wydawać się nic nie wnosząca w życie. Z Amerykańskiej perspektywy jest inaczej.

    • Wiem. Zdaję sobie sprawę, że różnice kulturowe i społeczne są ogromne, i że jest to książka pisana przez Amerykankę. Ja natomiast piszę o swoich odczuciach, jako Europejki i siłą rzeczy będzie to bardzo subiektywne.

  • Pingback: W poszukiwaniu paryskiego szyku czyli recenzja Podręcznika Stylu Ines de la Fressange - Simplicite()

  • oxinspirationxo blogspot.com

    A już myślałam, że tylko mi się ta książka nie spodobała.

  • ParyżankaWarszawianka

    Czytałam „Lekcje Madame Chic” (w tej chwili już drugi raz) i jestem oczarowana tą książką. Nie dlatego że to takie miłe „odmórzdzenie” (bo takie słowo też się ciśnie kiedy czyta się poradniki), ale dlatego że daje kilka małych wskazówek że nie trzeba żyć w Paryżu czy też we Francji żeby cieszyć się najprostszymi rzeczami takimi jak niespiesznie wypita kawa w kawiarni czy upieczenie ciasta dla rodziny. Dzięki tej książce przestałam polegać na windzie i wszędzie chodzę (w miarę możliwości)

  • Aga

    Książka, choć niezwykle banalna i ‚amerykańska’ dała mi niezłego kopa energetycznego, że tak to określę. Zmieniłam też podejście do modnego teraz minimalizmu i chyba trochę się do niego przekonałam. Zaczęłam od wypucowania swojej biżuterii i postanowienia, by codziennie zakładać do pracy jakiś rozświetlający drobiazg. Potem przyszła pora na powrót do malowania paznokci mlecznym lakierem (czego nie robiłam przez ostatnie 3 lata).
    Jestem też po wyrzuceniu z szafy wielu ubrań, bo zorientowałam się, że mam w niej więcej rzeczy do chodzenia po domu, niż do pracy.
    Zadbałam też o buzię serwując jej raz w tygodniu maseczkę, a codziennie wieczorem staranny demakijaż (wstyd się przyznać, ale potrafiłam spać w makijażu).
    Przypomniało mi się, że lubię słuchać jazzu, a nie robię tego od lat, więc teraz parę razy w tygodniu włączam coś ulubionego (muzyka poważna i Yo-yo Ma to nie dla mnie).
    Na razie te zmiany nie kosztowały absolutnie nic (no może oprócz maseczki za 2,49 zł, bo samą książkę pożyczyłam).
    Ale to jest świetny zaczyn do dalszych zmian, w tym także garderoby, którą będę powolutku przerabiać i przepoczwarzać, nadając jej, mam nadzieję, za jakiś rok STYL przez duże S, T, Y i L :-))).

  • O! A właśnie miałam nabyć tą książkę i przeczytać. Skutecznie mnie od tego odwiodłaś. Dziękuję, bo w kolejce do przeczytania czeka kilka bardziej interesujących pozycji. Ta mnie raczej nie porwie.
    Dziękuję ;)

  • Lilienne89

    Przyłączę się do dyskusji, bo właśnie przeczytałam tę książkę. Chociaż zgadzam się z krytycznymi ocenami, zarzucającymi autorce powierzchowność, to jest jedna rzecz, za którą naprawdę cenię ten poradnik – jest skuteczny. I to nie tylko moje odczucia, bo cały czas czytam opinie kobiet, które po lekturze postanowiły coś zmienić.. i zmieniły! Czytelniczki piszą, że zrobiły porządek w szafie, nie noszą już porozciąganych dresów po domu, nie jeżdżą windą, pilnują, by zdrowo się odżywiać itd. Myślę więc, że naprawdę warto przeczytać tę książkę, bo daje niezłą dawkę pozytywnej energii, a zawsze znajdzie się coś, co można by poprawić w swoim życiu.