Kuba. Przewodnik bardzo subiektywny. Cześć IV

Trynidad, Kuba

Seks i pieniądze. Ciemna strona Trinidadu.

Trinidad to punkt obowiązkowy dla każdego, kto wyrusza na podbój Kuby. Polecieć tam i nie dotrzeć do Trinidadu to jak stracona wyprawa. Takie opinie usłyszałam przed wylotem, i choć do końca się z nimi nie zgadzam to w pewnym sensie trudno odmówić im prawdziwości.

Trinidad ukazuje odwiedzającym dwa oblicza: dzienne i nocne.

Miasteczko w dzień robi zaskakujące wrażenie- przede wszystkim jest dość niewielkie i stosunkowo mało w nim tzw. atrakcji do zwiedzania. Z pewnością na liście znajdują się:

  • kolonialna Starówka
  • Plaza Mayor
  • barokowa katedra
  • były klasztor świętego Franciszka

Od siebie dodałabym wyjazd na pobliską Playa Ancon, z której uciekliśmy baaardzo szybko po przeczytaniu w przewodniku, że na plaży są pchły piaskowe. Kto nie rozumie naszego przerażenia niech zerknie tutaj – ostrzegam, to dla ludzi o mocnych nerwach… Koniecznie wybierzcie się za to w góry, do pobliskiego wodospadu. Można się tam dostać wyłącznie piechotą (daleko) lub konno. Wybraliśmy konno, polecam nawet tym, którzy nigdy nie próbowali. Konie ledwo idą w tym upale :).

Trynidad. Kuba

Lokalni machos

trynidad2

plaża z pchłami

trinidad

mój rumak! :)

Więcej zdjęć Trinidadu znajdziecie tutaj i tutaj.

Dużo ciekawsze, pod wieloma względami, oblicze Trinidad pokazuje nocą. Głównym miejsce spotkań turystów i miejscówką na rozkręcenie wieczoru dla lokalnych imprezowiczów są tzw. „trynidadzkie schody”. Ważne – stosunkowo rzadko spotkacie tu bawiących się lokalesów. Trinidadzka młodzież stanowczo woli bawić się w Cueva – genialnej dyskotece mieszczącej się w jaskini. Do jaskini trzeba dojść spory kawałek, ale jeśli będziecie mieć taką okazję – idźcie koniecznie! Swoje wrażenia z Cueva opisywałam już tutaj.

Imprezy na schodach odbywają się praktycznie co wieczór. Trinidadzkie schody to rzeczywiście dość wysokie schody, w połowie których znajduje się bar, stoliki i scena, na której odbywają się pokazy tańca, nie tylko salsy. Jeśli spędzicie w Trinidadzie kilka dni to z łatwością zaobserwujecie, że towarzystwo bawiące się na schodach jest w miarę „stałe”. Zmieniają się oczywiście turyści, którzy z reguły stanowią większość bawiących się. Pokazy salsy odbywają się w wykonaniu stałej grupy Kubańczyków i Kubanek, przy czym tylko niektórzy z nich mają coś wspólnego z zawodowym tańcem – w sensie kształcili się w tym kierunku lub faktycznie są nauczycielami tańca. Po pokazie, tancerze nadal zabawiają zgromadzoną publiczność, prosząc do tańca turystów i turystki. Co istotne, od tańczącego Kubańczyka czy Kubanki naprawdę ciężko jest oderwać wzrok :). Sposób, w jaki naturalnie się poruszają w tańcu, zwłaszcza młodzi, wysocy, nieźle zbudowani chłopcy – you know ;).

Cudowne imprezy, prawda? Ta sielanka ma swoją drugą, dużo ciemniejszą stronę mocy. Ci sami Kubańczycy i Kubanki to w przeważającej mierze tzw. jineteros. Prostytutki krótko mówiąc.

Prostytucja na Kubie wygląda dość specyficznie. Nie występują tu domy publiczne, a prostytucja przybiera raczej formę sponsorowanego seksu. Nierzadko, układ ten wcale nie jest jasny dla obu stron transakcji. Bardzo często przyjezdni angażują się w związki z Kubańczykami obu płci i wszelkich orientacji seksualnych, poddając się tej emocjonalnej mieszance erotyzmu i współczucia. Kubańczycy doskonale wiedzą w jaki sposób wykorzystać swoją urodę i urok osobisty doprawiając ten koktajl szczyptą opowieści o trudnym, biednym życiu kubańskiego obywatela, uciśnionego przez reżim, bezrobotnego, głodnego i uwiązanego w swoim kraju. Od razu zastrzegam. Nie każdy taki związek będzie opisywanym przeze mnie oszustwem. Zdaję sobie sprawę, że są wyjątki, może nawet jest ich wiele. Model, który za chwilę zobrazuję, to wypadkowa wielu historii, które zostały mi opowiedziane przez kobiety, Polki, które właśnie tego doświadczyły.

Opowiem Wam historię turystki, dajmy jej na imię Maria. Maria to najczęściej Europejka lub Kanadyjka, która przyjeżdża na Kubę. W trakcie wieczornej zabawy, pomiędzy łykiem mojito a lekcjami zmysłowej salsy poznaje Kubańskiego nauczyciela salsy (hmm, tam każdy mianuje siebie nauczycielem salsy :) – Juana. Juan adoruje naszą Marię i raczy ją wieloma historiami o trudnym życiu w reżimie, ciężkim i biednym dzieciństwie, braku perspektyw. Często pojawia się również motyw więzienia lub obozu pracy, do którego Juan trafił, oczywiście niesłusznie, z powodu nadużyć policyjnego państwa.

Juan gorąco zapewnia Marię o swoim uczuciu, zasypuje komplementami. Maria, urzeczona jego historią, zakochuje się i postanawia zrobić wszystko, żeby choć trochę ulżyć w cierpieniu ukochanej osobie. Zakochana przesyła mu paczki, pieniądze, podejmuje próby sprowadzenia go do swojego kraju, gdzie czekać go ma dużo lepsza przyszłość u jej boku. Ta cudowna sielanka trwa tak długo, jak długo Maria nie będzie nalegać na wyjazd Juana z Kuby. A on będzie ją zwodził tak długo, jak tylko będzie to możliwe. Bo Juan wcale nie chce opuścić swojej ojczyzny. Ponieważ tu, najczęściej, ma swoją rodzinę – żonę i dzieci. Często również równolegle utrzymuje związki z Marią nr 2 i Marią nr 3. To jego praca, z której utrzymuje także swoją rodzinę,  która zdarza się, że jest zaangażowana w cały proceder. Rodzice, dziadkowie, przyjaciele używani są dla uwiarygodnienia Juan-owych historyjek. A Maria? Ona nic o tym nie wie lub nie chce wiedzieć.

To zjawisko nie jest oczywiście odosobnione i właściwe tylko dla Kuby. Początkowo, nie byłam przekonana czy powinnam ten temat poruszać na blogu. Czy nie lepiej skupić się na widoczkach i atrakcjach turystycznych. Niemniej jednak, chciałam Wam pokazać, że przynajmniej dla mnie, podróżowanie powinno skłaniać nas do głębszej refleksji, a nie tylko polegać na odhaczaniu na mapie kolejnych, zaliczonych miejsc.

Mam nadzieję, że nie znudziliście się jeszcze kubańskimi opowieściami… Do pokazania zostały mi jeszcze Wyspy Króla i Cienfuegos. A potem, mam nadzieję, będzie czas na kolejną wyprawę :).

Zadbaj o bezpieczeństwo. Zanim wyjedziesz na wakacje, pamiętaj o ubezpieczeniu.

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite