Minimalizm w biznesie a pieniądze

minimalizm-w-biznesie-jak-prowadzic-firme-4

Zapraszam na trzecią część cyklu tekstów Jak prowadzić firmę? Dziś wszystko o pieniądzach, o ich zarabianiu, o pozyskiwaniu środków na firmę oraz  wycenie swoich usług.

 


Dotychczas, w ramach cyklu pojawiły się teksty:


minimalizm-w-biznesie-jak-prowadzic-firmeMinimalizm w biznesie. Historia naszej firmy – o tym, w jaki sposób my znaleźliśmy pomysł i koncepcję naszego biznesu coworkingowego

 

minimalizm-w-biznesie-jak-prowadzic-firme-3Minimalizm w biznesie. Jak znaleźć pomysł na firmę? – o tym, jak nie dać się stereotypowemu myśleniu i nie pozwolić dobrym pomysłom umknąć

 


 

Skąd wziąć pieniądze na firmę?

 

Zaczynam od pierwszego momentu, gdy pomyślimy o pieniądzach w kontekście prowadzenia własnej działalności. Skąd wziąć pieniądze na start? Mam w tym względzie mocno sprecyzowane poglądy, które mogą się różnić od tego, co słyszeliście dotychczas. Otóż, jestem zdecydowanym przeciwnikiem korzystania z zewnętrznego kapitału. Uważam, że za wszelką cenę należy zgromadzić na ten cel własne środki. Oszczędzać, minimalizować wydatki, odkładać. Zewnętrzne finansowanie w najlepszym przypadku może stać się kulą u nogi, a w najgorszym inwestorzy będą chcieli mieć bezpośredni wpływ na decyzje, związane zarówno z bieżącą działalnością, jak i z rozwojem firmy.

 

Po ostatnim wpisie z tej serii pojawiły się pytania, czy korzystałam kiedykolwiek z dofinansowania unijnego i czy je rekomenduję. Nie, nie korzystałam z prostego powodu. Z uwagi na swój wiek, czy też osiągane dochody nigdy nie byłam w stanie spełnić warunków dofinansowania. Na studiach pracowałam w fundacji, która zajmowała się pozyskiwaniem środków unijnych, jeszcze w pierwszych latach możliwości finansowania różnych projektów i widziałam, jak czasami skomplikowane są to procedury, jak wiele wymaga papierologii. Daleka jestem od demonizowania tej formy pozyskania kapitału, zapewne sporo się zmieniło, jednak ja wolałam stworzyć działalność może na mniejszą skalę, ale skupić się na prowadzeniu firmy, a nie na formalnościach.

 

Jednocześnie, daleka jestem od proponowania postawienia wszystkiego na jedną kartę, rzucenia wszystkiego i założenia firmy. Wiem, niektórzy tak robią i doskonale im to wychodzi, ale ja jestem zwolennikiem zrównoważonego podejścia.

 

Przypominam, że w czasie, gdy zakładaliśmy firmę, MM i tak rezygnował z etatu, żeby móc rozwijać swoją drugą działalność, co wpłynęło na nasze dalsze decyzje w kontekście rozwoju Copoint (jeśli nie wiecie o co chodzi, odsyłam do przeczytania historii naszego biznesu). Postanowiliśmy, że ja pozostanę na etacie z dwóch powodów. Po pierwsze, po prostu nie chciałam jeszcze odchodzić, a po drugie jeden regularny dochód w rodzinie to duży atut minimalizujący ryzyko w razie niepowodzenia.

 

Często wydaje się, że ten początkowy kapitał musi być nie wiadomo jak wysoki. Naturalnie, jest to kwestia, która będzie się mocno różnić w zależności od rodzaju biznesu, ale nie dajcie się złapać w pułapkę. Jack Welch, legendarny prezes General Electric powiedział kiedyś, że „tworzenie budżetu to ćwiczenie w minimalizowaniu”. Prosty plan na pierwsze miesiące działalności to minimum kosztów. Jak? Wbrew pozorom to bardzo proste. Działajcie mądrze. Potrzebujecie miejsca do pracy? Zamiast biura, wynajmijcie biurko w biurze coworkingowym (taka mała krypto-reklama:)). Nie stać Was na biurko, to pracujcie w domu, a salę w takim biurze wynajmijcie tylko i wyłącznie na spotkanie z Klientem. Magazyn? A piwnica nie da rady? Jeśli nie Wasza, to może sąsiedzi, albo znajomi udostępnią po promocyjnej stawce? Moja koleżanka otworzyła swój pierwszy sklep internetowy we własnym domu, a Klientom wydawała zamówione towary w salonie, jeszcze w ósmym miesiącu ciąży :).

 

Wycena oferowanych towarów lub usług

 

Właśnie, zyski. Zajmijmy się nimi najpierw w kontekście określenia prognozowanych zysków powstającej firmy. Paweł Tkaczyk, bloger i twórca Midea twierdzi, że nie zawsze powinno się samodzielnie wyceniać swoje usługi lub też produkty. I ja się z nim zgadzam. Powód jest prosty. Z uwagi na emocjonalny stosunek do samego siebie możecie mieć zwyczajnie zaburzoną percepcję w tym względzie. To się bardzo często zdarza i nic w tym złego, ale w braku środków zaradczych może się okazać, że przeszacowaliście, albo co gorsza nie doszacowaliście ceny swoich usług bądź towarów. Każdy z tych przypadków może okazać się zabójczy dla biznesu.

 

Rozwiązanie jest proste, a drogi są dwie. Jeśli możecie porównać swoje ceny z tym, co proponuje konkurent, zróbcie to. To samo zrobi Wasz potencjalny Klient. Zastanówcie się, które czynniki mogą wpłynąć na wyższą wycenę (np. wyższa jakość produktu czy usługi, w naszym przypadku była to lokalizacja blisko stacji metra i prywatny ogród). Gdy nie możecie się z nikim porównać, zapytajcie kogoś, komu ufacie i kto orientuje się w Waszej branży, o wycenę Waszych usług czy produktów. Nie jest to idealny sposób i nie zawsze będziecie się z tą osobą zgadzać, ale niewątpliwie jej odpowiedź da Wam do myślenia.

 

Zarabiane pieniędzy a minimalizm

 

Koniecznością dla każdego biznesu jest zysk. Nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. Nie ulegajcie złudzeniom o idealnej pracy z pasją. Cudownie jest pracować robiąc to, co się kocha, ale jednocześnie pamiętajcie proszę, że każda praca, która nie przynosi dochodu to hobby, nie biznes. Wiem, że w Waszych oczach muszę teraz wyglądać jak bezwzględna harpia, ale to nie ma znaczenia. Jeśli zyski nie są wyższe niż koszty, to taki biznes nie przetrwa na rynku. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że pierwsze miesiące będą trudne, że stworzenie dobrej jakościowo usługi czy produktu może wymagać czasu i inwestycji. Niezależnie od tego, podstawową koniecznością w biznesie jest jak najszybsze wypracowanie zysku, choć nie jest to główny cel.

 

Michał Szafrański, bloger, którego zapewne nie muszę Wam przedstawiać, powiedział w trakcie swojego ostatniego wystąpienia na konferencji InfoShare 2015: „chcę zarabiać tylko tyle, ile potrzebuję”. Jest to podejście i stwierdzenie bardzo mi bliskie. Gdy odchodziłam z korporacji, wyliczyłam sobie, ile potrzebuję zarabiać co miesiąc, żeby nie musieć martwić się o byt. Nie potrzebuję nie wiadomo jakich luksusów. Chcę móc nie zastanawiać się, czy mogę sobie kupić buty, czy chleb na kolację, móc spokojnie płacić za mieszkanie i odkładać na emeryturę. Z wyliczeń wyszła mi kwota 5000 zł miesięcznie. Ta kwota sama w sobie zupełnie nie jest ważna, dla każdego będzie inna. Chodzi o to, że prowadząc firmę często nie zastanawiamy się, jaki zysk jest dla nas optymalny, jaka kwota nie będzie ani za niska, ani za wysoka. Nie mamy punktu odniesienia. W takiej sytuacji zawsze apetyt będzie rósł w miarę jedzenia. Będziemy gonić w poszukiwaniu coraz wyższych zarobków, będziemy kupować coraz większe mieszkanie, coraz lepszy samochód. Brać na siebie coraz więcej zleceń, coraz więcej obowiązków. Nigdy nie dobiegniemy do momentu z napisem „satysfakcja”.

 

Zysk nie jest moim podstawowym celem, nie powinien być też podstawowym celem firmy. Wierzcie mi, ślepe dążenie wyłącznie do zysku nie jest premiowane przez rynek. W tym względzie autorytetem jest dla mnie prof. Andrzej Blikle, który bardzo trafnie podkreśla, że „ustanowienie celu dla organizacji gospodarczej to sprawa właścicielskiego wyboru, a nie prawo ekonomii. Zysk nie musi być celem firmy, choć zawsze jest koniecznością. Firma bez zysku umiera, ale firma, dla której głównym celem jest zysk — żyje krótko. To tak, jak z jedzeniem — aby żyć trzeba jeść. Jednak kto z jedzenia uczynił cel swojego życia, umiera młodo.

 

Na znaczeniu zyskały i nadal zyskują firmy, które stawiają na tworzenie wartości dla wszystkich swoich interesariuszy – klientów (dobry produkt czy usługa), pracowników (dobre warunki pracy), właścicieli (zysk), państwa (uczciwe płacenie podatków) czy otoczenia (działania na rzecz społecznej odpowiedzialności biznesu).

 

Jednak, aby działać, trzeba to jedzenie zdobyć, a zysk zapewnia gotowy do płacenia Klient. Skąd wziąć pierwszych Klientów? Odpowiedź na to pytanie już za tydzień… A co Wy uważacie na temat finansowania biznesu? Własne środki czy kredyt? Jaki macie stosunek do zarabianych pieniędzy?

  

Dziękuję, że jesteś. Pozostańmy w kontakcie:

Simplicite Newsletter
zawsze unikatowe treści, bonusowe materiały, poradniki zakupowe i konkursy

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Dzień później

    Fundusze unijne nie są takie straszne, jak je malują. Nie chodzi o to, że jest to straszna papierologia, tylko że po prostu jeśli ktoś daje ci pieniądze za darmo ma prawo wymagać od ciebie spełnienia pewnych warunków. Myślę, że wypełnienie kilku papierków jest tego warte. Tymczasem u nas pleni się roszczeniowość: dajcie mi kasę za free, od ręki i nie pytajcie co z nimi zrobię. Trzeba pamiętać, że są to pieniądze publiczne, a zatem czerpane z naszych podatków. Problemem nie jest zatem biurokracja, tylko podejście ludzi, którym nie chce się przeczytać trzech linijek tekstu i napisać kilku zdań biznesplanu. A owa biurokracja i procedury są bardziej uciążliwe dla instytucji realizujących taki projekt, niż dla jego uczestników. Dotacje unijne strasznie ludzi popsuły, bo wszyscy oczekują, że państwo im da pieniądze na to, by oni mogli wystartować z firmą. A często nawet nie tyle wystartować z firmą, tylko te pieniądze przejeść. Wolę nie myśleć o tym, ile z tych pieniędzy zmarnowało się na firmy, które nie przetrwały dłużej, niż wymagany rok. I wiem co mówię, ponieważ zajmuję się rozdzielaniem tych funduszy. Tym niemniej Twoje uwagi są bardzo słuszne w tym punkcie, gdzie piszesz o zysku – ponieważ jednym z podstawowych problemów, z którymi się stykam w pracy jest to, że ludzie nie tylko nie mają pojęcia o tym, ile zarabiać będzie ich firma (i na co mogą liczyć), ale nie widzą nawet potrzeby sporządzenia zestawienia kosztów i przychodów, by przekonać się, czy ta firma w ogóle będzie opłacalna! Powszechne podejście jest: na pewno jakieś pieniądze wpadną, jakoś to będzie. A potem jest zdziwienie…

    • Nie było moją intencją demonizowanie środków unijnych. Mam wśród najbliższych zarówno osoby, które zajmują się pozyskiwaniem funduszy, jak i te, które je rozdzielają i nadużycia występują niestety po obu stronach. Zgadzam się, że pleni się roszczeniowość, dlatego też cieszę się, że odchodzi się od rozdawnictwa na rzecz pożyczek. Znam mnóstwo osób, które brały 40 000 zł na rozpoczęcie działalności, która później istniała przez 2 lata i znikała jak za dotknięciem magicznej różdżki. Zostawał za to samochód, komputer i telefon służbowy. Długo by opowiadać. Dlatego też komuś, kto poważnie myśli o firmie, doradzam wykorzystanie swoich środków, za które będzie w 100% odpowiedzialny.

  • Zgadzam się z tym żeby jak najbardziej minimalizować albo nawet zrezygnować ze środków zewnętrznych, ale często okazuje się że te środki są konieczne. Weźmy na przykład osobę, która zarabia niewiele więcej niż minimalna krajowa na etacie- zaoszczędzić z takiej pensji na własną działalność jest bardzo trudne, dlatego dobrze że istnieje możliwość pozyskania środków z zewnątrz.
    Co do upraszczania planowania- tak, tak i jeszcze raz tak. Często zdarzało mi się, że rezygnowałam na starcie bo „ogrom informacji” mnie przytłaczał, a najważniejsze to zrobić ten jeden mały krok. I tak krok po kroku, krok po kroku. ;)

  • Asia

    „To tak, jak z jedzeniem — aby żyć trzeba jeść. Jednak kto z jedzenia uczynił cel swojego życia, umiera młodo.” – bardzo mi się podoba to zdanie :) oraz porównanie go do zysków. Dziękuję za ciekawy post.

    • Cała przyjemność po mojej stronie. Wiem, że to tematyka, która zainteresuje pewnie wąską grupę, ale uważam, że warto się tym podzielić :).

  • Też jestem ostrożna w temacie pieniędzy i nie wyobrażam sobie nagle rzucić etatu (pewnych miesięcznych przychodów) na rzecz niepewnej przyszłości związanej z własną firmą. Myślę, że mało kto może sobie na to pozwolić. Jednak tak jak piszesz, warto zaoszczędzić, aby móc ruszyć z czymś swoim. Jeśli jednak jest możliwość skorzystania z dodatkowej dotacji, to zachęcam. Dodatkowe pieniądze, zawsze się przydadzą. Co do minimalizowania kosztów to oczywiście się zgadzam. Wszystko jednak zależy od biznesu jaki prowadzimy. Prowadząc sklep czy kawiarnię na lokalu już nie możemy zaoszczędzić, a jest to jednak spory koszt stały. Może na innych rzeczach tak. Ważne jest, aby dokładnie oszacować koszty założenia swojej firmy. Nie możemy sobie pozwolić na to, że gdy już ruszymy z biznesem nagle okaże się, że musimy stanąć w miejscu, bo brakuje środków finansowych.

    • T prawda, w każdym biznesie pewien element jest kluczowy, u nas również był to lokal, ale to nie wyklucza minimalizowania kosztów w pozostałym zakresie. Pewnie, że dodatkowe pieniądze zawsze się przydadzą, ale uważam, że jak ruszamy za swoje, to mądrzej gospodarujemy zasobami.

  • Anvariel

    Wielu ludzi nie potrafi powiedzieć sobie stop w kwestii zysków i często kończy się to pracą po 24h/dobę dzień w dzień. Jestem pełna podziwu, że umiałaś ustanowić sobie rozsądną granice i tego się trzymasz… szczególnie, że kwota którą podajesz to nie jest jakaś „fortuna”…

    • Ta kwota będzie się zmieniać z czasem tak samo, jak moje życie się zmienia, ale jej wysokość nie ma znaczenia. Chodzi o sam fakt świadomości, ile pieniędzy potrzebujemy do życia. W przeciwnym razie, tak jak piszesz, nie sposób powiedzieć sobie stop.

    • Ruda

      Zgadzam się z Anvariel oraz Kasią w kwestii pieniędzy w kwestii ustalenia limitu, który nas satysfakcjonuje. Ja z moim mężem długo nie potrafiliśmy tego zrozumieć (nawet teraz mamy problemy w praktyce) i braliśmy na siebie tyle obowiązków, że pracowaliśmy dzień i noc. Byliśmy sfrustrowani, czasami nawet agresywni (lub raczej autoagresywni), zaczęłam widzieć w moim mężu tylko partnera w interesach. Koszmar. Wszystko po to, aby zrealizować wyśrubowany plan, w którym i tak co chwilę sobie podkręcaliśmy śrubę. Braliśmy każdego klienta, bo wszystko wydawało nam się ciekawe, ale przekonywało nas również, że dzięki temu, jeśli ktoś zrezygnuje z naszych usług, to nie zauważymy różnicy (poza tym prawie wszyscy nasi klienci to jednostki sektora finansów publicznych, więc każda z umów na obsługę prawną kończy się z 31 grudnia. Nigdy nie wiadomo, czy umowa będzie przedłużona. Ten argument też być świetną wymówką, aby brać wszystko). W końcu w marcu tego roku jeden klient odszedł, a my zrozumieliśmy, że nie jest nam potrzebny, co więcej nawet nie odczuliśmy nawet jego braku. Z drugiej strony zaczęłam się bać, że mimo naszego wysiłku w dobrą jakość pracy – inni też mogą odejść. Dziwna huśtawka emocjonalna… Jednak udało nam się zdiagnozować problem i powoli wycofujemy się z części projektów, kończymy i zostawiamy sobie tylko część. Mam nadzieję, że się uda.

  • Anna Pryć-Futkowska

    Ja wystartowałam dzięki dofinansowaniu z Unii. Bez tego nie stać by mnie było na potrzebne i drogie maszyny i sprzęty do pracy. Natomiast wcześniej przygotowałam sobie zaplecze w postaci miejsca, mebli, środków na reklamę, strony internetowej. Nie można liczyć TYLKO na dofinansowania, bo one obwarowane są wieloma ograniczeniami – nie opłacimy z nich czynszu, reklamy czy choćby mebli do biura (u mnie warsztatu). Bez własnego kapitału nie da się wystartować i utrzymać przez pierwsze miesiące. Przy korzystaniu z dotacji nie było znów tak wiele papierologii, a potem tylko kwartalne rozliczanie przed PUPem. rok minął szybko i z czystym sumieniem i kontem mogę powiedzieć, że było warto. Nawet rozważam kolejną dotację po nowym roku.
    Nadal nie osiągnęłam założonego zysku miesięcznego (też wyznaczyłam go sobie na starcie). Właściwie nie mówię tu o zysku, a o przychodzie. W tej chwili mogę opłacać materiały, surowiec, księgową, ZUSy. Teraz pracuję na to, bo ten ZYSK właśnie był :) ale widzę progres i zdobywam stałych klientów, a to cieszy bardzo. I to prawda – pasja pasją, ale jeśli decydujemy się na otwarcie firmy musimy nastawić się na zarobek. Nie da się długo pracowac „dla idei”, opłaty i podatki nas zjedzą i zduszą tę pasję.

    • Aniu, dziękuję Ci za komentarz. Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale chcę być szczera. Uważam, że jeśli biznes przez rok nie wypracował żadnego przychodu, to gdzieś jest problem. I obawiam się, że kolejna dotacja go nie rozwiąże…

      • Anna Pryć-Futkowska

        Kasiu, masz rację. Dlatego nie chcę brać dotacji teraz tylko rozwiązać problem, który jest własnymi siłami. Ja od początku zakładałam, że kluczowe będą pierwsze dwa lata i tyle też czasu daję sobie na rozwinięcie skrzydeł. Po tym czasie, jeśli zyski będą niewielkie, zamknę firmę (pewnie pęknie mi serce przy tym). Dotacja wchodzi w grę gdy te dwa lata miną i firma będzie działać i przynosić dochody, jakie założyłam na starcie. niestety, rynek bywa bezwzględny, a ja próbuję diagnozować gdzie tkwi problem. I bardzo dziękuje za szczerość, to dobrze, gdy ktoś spojrzy trzeźwym okiem i powie jak to wygląda z boku. Ja podchodzę bardzo emocjonalnie do tej działalności, a to czasem zaburza trzeźwe myślenie. Mój mąż jest racjonalista i to on często sprowadza mnie na ziemię. I choć czasem się na niego boczę, to jednak to mi pomaga realnie oceniać sytuację.

      • Na początek, koniecznie wrzuć link do swojej strony w profilu na disqusie! :). Tylko po zdjęciu skojarzyłam Cię z tymi cudownymi rzeczami, które robisz i pokazujesz na instagramie :). Wiesz, że ja się noszę z zamówieniem u Ciebie tej heksagonowej tacy już od miesięcy. Spodziewaj się proszę za chwilę maila :).

      • Anna Pryć-Futkowska

        A widzisz Kasiu – prosta rzecz, a tego nie zrobiłam :) Lecę czytać maila

      • Anna

        A ja chciałam polubić na facebooku, ale nie mogę znaleźć profilu? :) Sama jeszcze nie mam mieszkania do urządzenia, ale koleżanka jak najbardziej i rzeczy są bardzo w jej stylu.

  • świetny post. Zgadzam się z Tobą w 100%, mam podobne podejście do tych spraw.

  • Pingback: Wasze pytania. Moje odpowiedzi. Część 3 - Simplicite()

  • Zawsze myślałam, że najbardziej Cię lubię za wyważony minimalizm – ale teraz widzę, że doskonale potrafisz zachęcić do odważenia się do założenia własnego biznesu. Jeśli kiedyś mi się uda, będzie w tym część Twojej zasługi, i mam nadzieję, że wtedy wpadniesz z wizytą ;)

  • Li Da

    Jestem Ci bardzo, bardzo wdzięczna za serię wpisów biznesowych – potrzebuję takich wskazówek i kopa.

    Staram się wyrwać z pewnego schematu, u mnie się zawsze żyło „od-do” , ojciec co krok powtarzał, ze „jesteśmy w dziadowskiej księdze zapisani” i dlatego tak cienko przędziemy. W sferze zarobkowej mam 2 pragnienia: chcę stabilności i chcę mieć coś swojego.

    Skończyłam 27 lat i doszłam do etapu, że chcę wiecej – np. chcę zarobić na tyle aby stać mnie było na wynajem mieszkania, bo mimo iż pracuję od 18 ego roku życia to wciaż mieszkam z rodzicami, w pokoju z rodzeństwem poniewaz należę do frakcji 1280zł na miesiąc i nie ma mowy abym sama finansowo dała radę z wynajmowaniem.

    Ale wiem, że jestem pracowita, dokładna, że mam pewne zdolności – tylko brak wiary w siebie, jak to przekuć na sposób na życie.

    Bardzo mi pomagasz.

    • Ogromnie się cieszę! Z całym szacunkiem, ale absolutnie nie zgadzam się z Twoim Ojcem, to nieprawda, że jesteśmy predestynowani do pewnego życia. Zdaję sobie sprawę, że czasami jest trudno, nawet bardzo ciężko, ale nie próbując biernie akceptujemy stan rzeczy, a ja jestem mocno po drugiej stronie mocy, po stronie siły sprawczości. Trzymaj się i nie daj się!

  • Pingback: Minimalizm w biznesie. Dlaczego dobrze mieć małą firmę? - Simplicite()