Minimalizm w praktyce. Liczyć czy nie liczyć?

ile-kosztuje-bycie-minimalista

Liczyć czy nie liczyć?  Oto jest pytanie! Długo przymierzałam się do tego wpisu. Zastanawiałam, o której strony zacząć, jak napisać, żeby tematu nie zbagatelizować, nadto nie uprościć, nie spaprać. I tak sobie myślę, że będzie tak po prostu. Tak, jak ja to czuję.

 

To, co teraz napiszę może zabrzmieć mało prawdopodobnie, dopóki się nie spróbujecie, ale mądrze kupując sprawiam, że stać mnie na więcej. Pamiętacie może taką scenkę z Seksu w Wielkim Mieście, gdy Carrie nagle potrzebuje wykupić swoje mieszkanie, ale nie ma co? I siedzi sobie na murku przy nowojorskiej ulicy i na głos zastanawia się, gdzie podziały się jej pieniądze. Przecież nie zarabia wcale tak mało… Miranda zadaje jej kluczowe pytanie: ile masz par butów? Odpowiedź brzmi 100, ale przecież to nie tak dużo. 100 par butów, każde za 400$ to przecież 4000$… nie zaraz… 40 000$! Rozumiecie?

 

Pamiętacie może jak kilka miesiący temu, na stronce Simplicite na FB, zadałam lekkie pytanie: ILE MASZ TOREBEK? Liczyły się wszystkie, te małe i te duże, te na co dzień i te wyjściowe, te używane i te mniej używane, kopertówki, koszyki na plażę i biurowe, te na wierzchu i te w czeluściach szafy i pawlacza. Nie chodziło mi o porównanie, o ceny i oceny, tylko byłam bardzo ciekawa ile :). No więc tak…

30 osób odpowiedziało na pytanie, z czego:

9 osób posiada mniej niż 10 torebek

13 osób posiada pomiędzy 11 a 20 torebek

8 osób posiada powyżej 21 torebek

Najniższa liczba posiadanych torebek to 3, zaś rekordzistką (chyba z naprawdę pokaźną garderobą ;)) jest Kasia z liczbą 63.

 

Po co mi to było? Otóż, między innymi po to, żeby pokazać, że najczęściej posiadamy dużo więcej rzeczy niż się nam wydaje. Nie wierzycie?  No to policzcie w myślach ile macie par majtek, a potem idźcie do szuflady sprawdzić (te w praniu też się liczą :)). Poważnie. Policzone? Idę o zakład, że faktycznie będzie ich przynajmniej dwa razy więcej niż Wam się początkowo wydawało.

 

Wróćmy do tych torebek. Załóżmy, że masz ich 15 (to tak średnio), a każda kosztowała, powiedzmy 100 zł. Bez wielkiej matematyki, która przy okazji nie jest moją mocną stroną, mamy w sumie 1500 zł, które poszło na torebki. W tej cenie mogłabyś kupić 3 porządne, markowe (dwie na co dzień – mała i duża, i jedna wieczorowa). Da się, moja szara torba Calvin Klein, którą wiele osób komplementowało, kosztowała 500 zł (kupiona w TKMaxx). Oczywiście, każdy ma inne możliwości finansowe, to nie jest ważne, to tylko przykład, który można mnożyć w nieskończoność. Pomyśl o tych wszystkich pierdółkach do domu, świeczkach, serwetkach i takich tam, których kupujemy na potęgę, a potem brakuje kasy na porządny stolik kawowy. To też jest kwestia do obgadania, znaczy zakupy do domu. Kiedyś, gdy opanowałam trochę szafę i zakupy ciuchowe, okazało się, że odbijam sobie kupując 15 świeczkę zapachową. Na szczęście, to też już pod kontrolą ;).

 

Podsumowując, jeśli jesteś na początku swojej drogi do minimalizmu, albo bez wielkich haseł na sztandarach, chcesz po prostu uprościć swoje otoczenie i pozbyć się zbędnego balastu to LICZ. Pomoże Ci to faktycznie zweryfikować liczbę otaczających Cię przedmiotów i uświadomić sobie skalę zadania. A potem? A potem to metoda 3xP, albo metoda małych kroczków. Podpowiem Ci, że tak właśnie, o metodzie małych kroczków będzie kolejny wpis…

 

No więc idziesz liczyć te majtki czy nie? :)

 

 ***

Jeśli spodobał Ci się ten tekst zapisz się proszę do Simplicite Newslettera. Wszystkie najfajniejsze rzeczy znajdziesz też na fanpage na Facebooku oraz na Bloglovin, a Simplicite od kuchni też na Instagramie. Do zobaczenia!

 

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Megg

    Hmmm to dałaś do myślenia. Jestem w biurze i o tych majtkach będę myśleć do wieczora bo wtedy zaznam spokoju i będę mogła je policzyć ;) Jestem ciekawa. Mój typ to 30 szt. Dam znać jaki był wynik ;) Bardzo fajny tekst. Coś w tym jest – jak przestałam chodzić do galerii i nie kupuję kolejnej bluzki bo była na przecenie to odbijam to sobie w drogerii – ostatnio wstąpiłam „tylko” po pastę do zębów – koszt ok 10 zł a ile wydałam – 100zł bo jeszcze krem i nowa odżywka i lakier do paznokci wpadł w oko – och! HELP! Jestem ciekawa metody małych kroczków. Mam nadzieję, że tekst pojawi się niebawem i nie każesz długo na niego czekać :)

    • K.

      Oj, wiem jak to jest. Łazienką zamierzam zająć się w najbliższym czasie. Szczerze mówiąc, z kosmetykami czasami trudniej się uporać niż z ciuchami…

      • Magda

        Pewnie dlatego, że są tańsze, zawsze jakąś promocję się wypatrzy, Rossmann jakoś tak po drodze się napatoczy.. :) a swoją drogą to jedna z moich ulubionych i boleśnie prawdziwych scen w SATC ;)

      • Agnieszka Kulawczyk

        mam zupełnie inne doświadczenia! ;)

    • Megg

      Policzyłam – 37 szt – czyli nie pomyliłam się aż tak bardzo. Policzyłam również torebki wyszło 12 szt – z czego conajmniej 3 powinny uszczęsliwić kogoś innego a 1 wylądować w koszu. Oczywiście mam „ciągoty” aby kupić następna torebkę, ale postanowiłam podobnie jak z ubraniami że będę kupować mniej a lepsze jakościowo. Na razie to postanowienie. Zobaczymy jak z realizacją ;)

  • Na majtki jest dobry sposób: Jeżeli musisz planować pranie ze względu na kończące się w bieliźniarce czyste majciochy, kup sobie ze 3 pary:D inaczej nie kupuj. Bardzo dobrze działa, nie mam nadmiaru:) Ale to stosuje się tylko do tych takich często noszonych uniwersalnych rzeczy jak skarpetki, codzienne t-shirty.

  • Marta Re

    Liczenie według mnie sprawdza się nie tylko na początku drogi do minimalizmu! Co do majtek akurat tutaj nie jestem minimalistką jeśli chodzi o ilość. Nie lubię bielizny pranej w pralce a te z prania ręcznego schną nieco dłużej…

    • K.

      Jasne, chodzi o to, żeby znaleźć optymalną dla siebie liczbę rzeczy, właściwą dla swoich potrzeb i nie przesadzać w żadną stronę. Nawet, jeśli pranie robimy raz na 2 tygodnie, to 14-16 par majtek wystarczy, prawda? :)

      • Marta Re

        Na pewno mam więcej i na pewno te 14-16 par byłoby za mało.

  • Coś w tym jest. Zaczęłam robić porządek w garderobie. Teraz moja kosmetyczka pęka w szwach ;)

  • Moj minimalizm, który przyszedł z wiekiem, został dodatkowo wzmocniony przez wyprowadzkę do innego kraju. Mogłam zabrać tylko 23 kg i to nie mogły być tylko ubrania. Mam 1 torebkę i 1 plecak, który mam na rower. Ubrań też mam niewiele, a majtek tyle, że czasami muszę w ostatniej chwili robić pranie.

  • Magda

    Byłam dziś na zakupach kosmetycznych i z nadprogramowych (nie było na liście) kupiłam tylko pastę do zębów, ale i tak jej używam, a była akurat promocja. Jeżeli idzie o kosmetyki, kupuję zwykle te same i raczej jestem odporna na coś, co „wpada w oko”, znaczy się, mnie tez wpada, wiadomo, ale odpieram pokusę, staram się kupować rozsądnie. Byłam tez w paru sklepach ciuchowych i torebkowych – ale że szukam również konkretnych rzeczy, tylko jednym okiem spojrzałam na śliczny ciemno-śliwkowy sweterek i sobie poszłam :D

    Majtki – obstawiam u siebie 20 par.

    • K.

      Gratuluję silnej woli przy sweterku i ciekawa jestem co z tymi majtkami ;).

      • Magda

        Policzone – 21 par, blisko byłam :)

        I widzę jeszcze niżej pytanie o kredkę do oczu, zużywam do momentu, aż nie mogę zatemperować. Mam dwie kredki – jedną noszę w torebce, drugą w kosmetyczce do codziennego użytku.

  • Bardzo trafny tekst, daje do myślenia! Minimalistką w modzie raczej się nigdy nie stanę. Uwielbiam ubrania i ich kupowanie sprawia mi taką przyjemność. Za to bardzo staram się dążyć do minimalizmu w kwestii kosmetyków i wszelkich „gadżetów” do domu. Gdy współpracowałam kiedyś z pewną firmą kosmetyczną, kupowałam np. 30. balsam do ciała czy dziwne kolory kredek do oczu tylko dlatego, że były w promocji. A potem dopiero nachodziły mnie wyrzuty sumienia, że to strata pieniędzy i myśli „Po co mi to? I tak tego nie zużyję!”. Całe szczęście sytuacja jest już coraz bardziej pod kontrolą, ale może być jeszcze lepiej i do tego dążę :-)

    • K.

      Zastanawiałam się ostatnio w temacie kosmetyków, czy zdarzyło Wam się kiedyś skończyć kredkę do oczu? No wiecie, zużyć i utemperować do końca, aż nic już nie zostanie?

      • Zdarzyło mi się to raz wieki temu… Kredka na początku była wyjątkowo długa (dłuższa niż tradycyjne kredki), ale również zużywała się szybciej. Wyrzuciłam ją dopiero jak już była tak krótka, że nie dało się nią malować. To był mój rekord :-) Za to teraz używam wyłącznie kredek wysuwanych, z którymi nie ma takiego problemu, łatwo jest je zużyć do końca

      • Dessideria

        hehe ja mam w kosmetyczce (teraz zajrzałam dokładniej) trzy końcówki kredek. Są już tak małe, że chyba nie dam rady ich utemperować ;) A to dlatego, że ciągle brakuje mi czasu na zakupy ;) bo chyba nie ma to nic wspólnego z minimalizmem niestety…

      • K.

        Albo po prostu zakupy nie są priorytetem? :) Właśnie sobie uświadomiłam, że teraz mam dwie kredki, z których jedna jest już króciutka, i że to chyba pierwszy raz, kiedy „skończę” kredkę :).

      • też zdarzyło mi się raz – chyba dlatego, że kredka była miękka, trochę szybciej się zużywała i bardzo ją lubiłam. A potem przerzuciłam się na eye-liner’y, a te kończą się dużo szybciej niż kredki ;)

  • Agnieszka Kulawczyk

    Podzielę się tym, jak ja zaczęłam liczyć, aby pohamować dziką żądzę kupowania ubrań ;)
    Policzyłam ile kosztuje 1 godzina mojej pracy, teraz zanim kupię coś po „okazyjnej cenie” zastanawiam się: ile czasu muszę na ten ciuszek pracować.
    Bardzo mocno zwracam uwagę na skład – przeglądam metki ze składem w sklepie! Kiedyś kupowałam dużo ubrań, bo zadowalałam się tańszymi. Niestety jakość szła w parze z ceną i po sezonie wszystkie nowe koszulki lądowały, co najwyżej jako kiepskiej jakości szmatki.
    Lepiej więc mieć powiedzmy 5 tshirtów, ale takich, które zostaną na kilka sezonów (min.2-3 przy częstych praniach) niż 15, z których przy odrobienie obiektywizmu 5 należałoby wyrzucić już dzisiaj,a kolejne 5 jutro.
    Z majtkami to jest wielki problem :P Do dzisiaj rozpamiętuje jak ładna i porządna para kosztowała 2,5 zł a teraz 6,50-7 zł (nie kupuję markowych majtek, moim zdaniem nie są lepiej uszyte, może mają szmery-bajery, ale jakoś zachowuję tutaj ascezę ;) )
    Z kupowaniem ubrań u mnie było odwrotnie, ograniczyłam wszystko inne, a te nieszczęsne ubrania wisiały nade mną i gryzły jak wściekłe wiewiórki ;) do tej pory mam żelazny zapas artykułów pończoszanych – rajstopy, podkolanówki, pończochy około 15 sztuk nowe w foliach – łupy z wyprzedaży, ale już nie dokupuję ;)

    • K.

      To jest świetna opcja z przeliczaniem zakupów na godziny pracy. Pamiętam, że robiłam to jeszcze na studiach. Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale jak zaczynasz zarabiać więcej niż potrzebujesz na bieżąco, to ta metoda niestety przestaje się sprawdzać. Łaa, faktycznie spory masz zapas rajstopek ;).

    • verónica

      kiedyś majciochy faktycznie nie były jakoś koszmarnie drogie ;-)
      a ja lubię najzwyklejsze majty f&f z tesco,
      niestety mam spory zapas rajtuz, bo namiętnię chodzę w kieckach, i to u mnie jest artykuł pierwszej potrzeby, i jak tylko coś widzę w promo, to najczęściej kupuję na zapas.

  • Anja Mazureq

    Minimalizuję trzeci rok. Została mi 1/4 moich osobistych rzeczy (ciuchów, biżuterii, kosmetyków, etc.). Faktycznie wydaję na siebie mniej pieniędzy. Świec zapachowych nie kupuję – mam lepsze sposoby upłynniania funduszy w postaci dwóch Skarbonek (2 i 4 lata). I nie, żeby tam jakieś szaleństwa zabawkowe, czy markowe ciuszki (ostatnio poszło z dymem kilka stów na szczepionki). Ech ten minimalizm w praktyce ;)

    • K.

      Hej Anja! Tak sobie myślę, że szczepionki czy leki to po prostu kwestia zaspokojenia pewnych podstawowych potrzeb rodziny i nie ma co się nad tym zastanawiać. Inwestycja w zdrowie dzieci to chyba jeden z lepszych sposobów upłynnienia funduszy :).

      • Anja Mazureq

        Tak, oczywiście – zgadzam się z Tobą całkowicie. Śmieję się tylko, że wraz z pojawieniem się potomstwa pojawia się milion wydatków a przychody jakoś automatycznie nie rosną. Minimalizm w tym momencie pomaga nie popaść w obłęd i nie utonąć ;)

  • Wika

    Przemyślenia na temat moich potrzeb ubraniowych i rzeczy,
    które są mi naprawdę potrzebne dopadły mnie jakiś rok temu, kiedy opiekowałam
    się moją chorą mamą. Przeprowadziłam się do niej z minimalna ilością ubrań,
    bielizny, kosmetyków, laptopem i nieprzeczytaną do końca książką. Bo to miała
    być na chwilę a stało się inaczej mama potrzebowała pomocy przez 4 miesiące. Oczywiście
    coś tam sobie przywoziłam w między czasie, ale jak wracałam do domu to
    spakowałam się w jedną średniej wielkości torbę. To był mega minimalizm. Czy
    cierpiałam z powodu braku pękającej w szwach szafy nie, odkryłam też na nowo
    bibliotekę. Polecam – moja słabość do kupowania książek została opanowana przez
    to odkrycie.

    • K.

      Wiesz, że moja przygoda z minimalizmem też zaczęła się od książek? Zamierzam jeszcze kiedyś o tym napisać. Choć nie odwiedzam już biblioteki, to udało mi się opanować słabość do książek bez rezygnacji z czytania, oczywiście.

  • Marta Re

    Obiecane uwagi- będą – jeszcze chwilka! Natomiast tak na bieżąco prosiłabym o pomoc w rozwiązaniu dylematu pod hasłem spódnica dżinsowa. Mam spódnicę – kolor ok, stan ok , dobra gatunkowo, bardzo ładnie na mnie leży. A problem tkwi w tym, że niestety źle się w niej chodzi. Bo jest to długa spódnica i z pewnością ten fason to raczej do spódnic z innych materiałów a nie sztywnego dżinsu. Przed wystawieniem owej spódnicy za drzwi powstrzymuje mnie fakt, że wyglądam w niej super. Ale chodzić w tym swobodnie się nie da. Co byś zrobiła?

    • K.

      Marta, pozwoliłam sobie wrzucić Twoje pytanie na FB, ciekawa jestem odpowiedzi. Zobaczymy, a potem napiszę Ci, co ja bym zrobiła, bo mam w tej chwili identyczny dylemat, tylko ze spodniami :).

      • Marta Re

        widziałam- dobry pomysł- póki co foty nie wrzucę bo spódnicę wyprałam i ..jedno jest pewne do śmieci ani do kontenera jej nie wrzucę co do dalszych losów myślę i czekam na podpowiedzi.

      • K.

        No, i problem rozwiązany! :)

  • Marta Apolinarska

    do mojego minimalizmu to jeszcze długa droga… w każdej sferze szwankuje. a łazienka to raczej drogeria nie minimalizm :/ szkoda. nie wiem , nie umiem, nie potrafię…jeszcze pozbyć się lub zużyć niektórych kosmetyków. nie kupuję nowy, to jedyny sukces,ale nadal jest ich dużo. a majtki nie liczyłam jeszcze.

    • K.

      Marta, a przeszkadza Ci to? W sensie, że masz mnóstwo kosmetyków, a ich nie używasz i nie pozbywasz się?

      • Marta Apolinarska

        no właśnie przeszkadza i nie wiem jak sobie z tym nadmiarem poradzić, szczerze z nadmiarem wszystkiego,ale to chyba małymi krokami. jakbym wiedziała, że ktoś czegoś potrzebuje to bym oddała naprawdę. i ciuchy i kosmetyki i wszelkie niepotrzebne rzeczy, bo tak wyrzucić to mi szkoda. wolałabym zrobić dobry uczynek i kogoś innego uszczęśliwić.

      • K.

        Myślę, że w ciągu 2 tyg. pojawi się tekst, którzy może Ci odrobinę pomóc. Potrzeba dobrych uczynków przy okazji porządkowania przestrzeni to pułapka, w którą kiedyś wpadłam…

      • Marta Re

        Marta sposób pozbywania się zbędnych rzeczy jest wiele: allegro, kontener , pck itp. Wiem, że łatwiej się oddaje konkretnej osobie- już kiedyś pisałam mam przyjaciółkę, która pracuje jako przedstawiciel Handlowy i każdą ilość odzieży przyjmuje. Buty jak porządkowałam kilka lat temu to wyniosłam do Domu Samotnej Matki. Pozostaje zacząć chyba od czegoś drobnego np porządkowania czasopism i założenia jaką ilość zostawiasz.

  • Ja nie muszę liczyć, bo… mam niewiele miejsca na ubrania, buty i torebki. A więc, gdy z pudełka na bieliznę wysypują się majtki i biustonosze, to znak, że trzeba zaprzestać ich kupowania na najlbiższy rok :P

  • Guest

    Póki co w takim razie jeśli chodzi o liczenie majtek- to ja proponuję liczenie zastępcze czyli.. policzyłam biustonosze łącznie 5 sztuk ( w tym jeden kupiony specjalnie na po domu). Pomimo, że nie lubię nadmiaru to bardziej komfortowo czułabym się mając jeszcze 2- 3 biustonosze bo znowu kwestia suszenia w sezonie jesienno- zimowym i tego, że nie lubię bielizny wrzucać do pralki.

    • Monika Kowalska

      Biustonosz „na po domu” kupiony specjalnie do tego celu? Czy na prawdę jesteśmy na tyle mało wartościowi, żeby kupować ubrania „po domu”, jak mniemam, gorszej jakości? Jeśli kupiła Pani super wygodny, z dobrego materialu – to podziwiam, przynajmniej można uniknąć niechlujstwa.
      Polecam Lekcje Madame Chic, dzięki temu zdałam sobie sprawę, że całkiem nieświadomie popadałam w niechlujstwo nosząc byle jakie rzeczy w domu.

      • Marta Re

        No nie ukrywam, że słowa” mało wartościowi” niezbyt mi się spodobały i czuję się nimi urażona. Zastanawiam się czy w takiej sytuacji jest sens dalej pisać czemu i jaki został specjalnie kupiony na po domu.

      • K.

        Marta, jestem przekonana, że Monika nie chciała nikogo personalnie urazić. Ja też dopiero ostatnio zrozumiałam, że w domu też chcę wyglądać dobrze i nie muszę wcale nosić starszych rzeczy czy tych gorszej jakości. Myślę, że to tylko o to chodziło :).

      • Marta Re

        K. deceniam Twoja neutralność!

      • verónica

        a ja mam np. koszulki kupione specjalnie do tego, by je nosić po domu.
        często to są po prostu luzackie rzeczy, w których nie bardzo przystoi iść do pracy- np. tshirt z postaciami z kreskówki.

        kiedyś donaszałam stare, ale stwierdziłam, że nawet po domu nie lubię siebie w wydaniu mało estetycznym.
        dodam, że „po domu” się nie maluję, czy nie noszę biżuterii.

  • Monika Kowalska

    Ciekawy temat. Jestem zwolenniczką liczenia. Nie po to, aby dążyć do liczby x rzeczy – czy to ma sens? Lecz po to, aby nabyć świadomość ILE tak naprawdę posiadam. Pomaga. Serio.

    • K.

      Nie, liczenie po to, żeby dążyć do liczby x rzeczy w mojej opinii jest pozbawione sensu i może wręcz prowadzić do kłopotów. Będę o tym pisać, choć już chyba kiedyś wspominałam. Hmm, kiedy ja zdążę napisać o tym wszystkim, o czym chciałabym napisać? :)

  • Sylwia Bazylińska

    Szukam rozwiązań na ograniczenie wydatków i zapewne mam nadmiar bielizny, fakt taniej ale na taką łatwiej wydać pieniądze na rynku ( tak jest tu u mnie na wsi). Koszty 6,8 zl. wydaja się niewielkie i kuszą. Szukamy pocieszaczy na codzienne smutki i tak przychodzimy do domu z kolejna parą czegoś. Ciuchlandy to też chyba złudzenie bo tam kupujemy więcej bo tanio i szafa się wypełnia. Jeśli jednak zarabiamy mało? Ograniczam się przez całe życie a i tak………….

  • Kasia_m1

    O kurczę, wreszcie mogę komentować:-)

    • K.

      No, nareszcie! :-)

  • Marta Re

    Podczas zadawania pytania na temat Torebek mnie nie było jeszcze tutaj, po przeliczeniu i ostatnich wycieczkach moich torebek- coś wyszło- coś przyszło to mam ich obecnie według stanu na dzień 21.09. godz. 10.00 – mam ich 6 sztuk czyli mieszczę się w grupie poniżej 10 sztuk.

  • Lila

    Ciekawy temat… Ile czlowiek jest w stanie kupic, a pozniej o tym zapomniec i wrzucic na dno szafy. Na zakupy przestalam chodzic od pewnego czasu. Ale porzadku w szafie nie udawalo mi sie zrobic. Obecnie
    natrafila sie okazja do tego, aby w koncu wprowadzic porzadek. Ta okazja jest wyjazd do Anglii na rok i zabieram jedna walizke. Udalo mi sie juz usunac 1/3 zawartosci szafy, a dzisiaj postanowilam zrobic porzadek z reszta…
    ps. Mam nadzieje ze sie uda…
    ps. A co do majtek to mam jakies 30 par (dzisiaj bede miala jeszcze szanse policzyc) a w uzyciu jest jakies 10szt. ;)

  • verónica

    ale przecież to nie musi być calvin klein ;-)
    w tk maxx bywają różne rzeczy, niekiedy można trafić coś za niską cenę naprawdę dobrej jakości.
    ostatnio widziałam torbę skórzaną ( jakiejś mało znanej marki) za 249 pln.
    a sądzę, że to już jest półka cenowa akceptowalna dla większości osób.

  • Oj tak, świeczki zapachowe… kiedy przestały mieścić mi się w przeznaczonej tylko dla nich szufladzie powiedziałam basta. Poza tym to znane nam wszystkim uczucie „bo szkoda” ;) teraz do wypalenia została mi jedna, porzeczkowa i BYĆ MOŻE kupię następną.

  • rogaczki

    Zgadzam się w 100% – liczenie pomaga :) Sama miałam, nadal trochę mam, kłopoty z gromadzeniem rzeczy, a przede wszystkim kosmetyków. Zrobienie listy wszystkich rzeczy i pogrupowanie jej w kategorie sprawiło, że najpierw miałam zawał, a potem złapałam się za głowę. Teraz każdy zakup i zużycie zaznaczam na liście, przez co mam pełną kontrolę nad swoim ‚nałogiem’ :) A z torebkami masz całkowitą rację – jeśli stać nas na 10 tanich, to lepiej zainwestować w 3 porządne.
    Pozdrawiam, A

  • Uwielbiam te Twoje minimalistyczne rady. Na pewno je zastosuje… tzn POSTARAM się wraz z przeprowadzką. Chociaż będzie ciężko, bo uwielbiam funciaki, red crossy i inne okazjonalne sklepiki.

  • Pingback: Kilka przemyśleń z realizacji Wyzwania Minimalistki - Simplicite()

  • Zawsze jak czytam takie teksty to sprawdzam, czy mi penis nie wyrósł, ale nie. Wszystko jest OK. Mam dwie torebki – dużą na co dzień, małą na wyjścia. Chyba, że liczą się też torby na bagaż. To dochodzi – walizka na bagaż podręczny, i torba na duży. Majtek muszą mieć na tydzień z hakiem, bo robię pranie raz w tygodniu, więc schodzenie poniżej 7 sztuk rozbija mi harmonogram. ;)

  • Anna

    Mam 2 torebki, których używam i z 4 torebki, które leżą w szafie na dole i sa w opłakanym stanie, bo używałam ich kilka lat i teraz jak wyciągam je na światło dzienne to aż oczy bolą. Nie wiem, co z nimi zrobić. Wyrzucić? Tak po prostu? Nikt tego nie będzie chciał, aż wstyd, by mi było je komuś próbować opchnąć, bo są zniszczone. Jedna z tych dwóch torebek, które namietnie teraz noszę jest z filcu i też się zastanawiam, co z nią zrobić jak się zmechaci, bo już powoli zaczyna. Nie lubię wymieniać torebek. Nachętniej nosiłabym ciągle te same, ale jak tu nosić zmechaconą torebkę, nawet jeśli to jej jedyny problem…? Nie wymieniam torebek, bo mi się znudziły, ale gdy są już zniszczone w sposób, nie do ukrycia i co wtedy z nimi robić?