Minimalizm w praktyce. Minimalizm ideowy a minimalizm estetyczny

minimalizm w praktyce

Bardzo lubię przeglądać komentarze do wszystkich materiałów, które ukazują się na temat minimalizmu. Tych na blogach i tych w prasie również. Ciekawią mnie głównie opinie osób, które na hasło minimalizm piszą „chciałabym, ale nie mogę”.

 

Gdybym miała sporządzić ranking wymówek, które stosujemy, chcąc sobie wmówić, że minimalizm nie jest dla nas, to absolutnie na pierwszym miejscu pojawiłyby się dzieci :). Ale dzieci to temat na kolejny tekst. Dziś zajmę się wymówką nr 2, czyli w skrócie: „minimalizm nie jest dla mnie, bo nie lubię koloru białego”. A pod pojęciem koloru białego mieszczą się wszystkie automatyczne skojarzenia, które mamy na hasło minimalizm: białe ściany, kolor szary, brak przedmiotów we wnętrzu, pusta przestrzeń, styl skandynawski, biała koszulka, brak biżuterii itp. Najczęściej, nasze skojarzenia zakorzenione są w dwóch sferach: moda oraz wnętrza.

 

W tym miejscu chciałabym bardzo raz na zawsze odseparować od siebie: minimalizm w ujęciu ideowym i minimalizm w ujęciu estetycznym.

 

Napisałam „ideowy”, ponieważ określenie „duchowy” byłoby, w mojej opinii, jednak zbyt daleko idącym. Minimalizm w mediach najczęściej pojawia się w tym drugim kontekście, co sprawiło, że w naszych głowach pojawiły się błędne, acz mocno zakorzenione stereotypy. Czytałam kiedyś gdzieś wywiad z Anią Mularczyk-Meyer, m.in. autorką książki Minimalizm po polsku. Nie pamiętam już gdzie się on ukazał, ale pamiętam, że dziennikarka przeprowadzająca wywiad była zdziwiona, że Ania ma w swoim krakowskim mieszkaniu sporo koloru, roślin itp. Że nie ma pustego mieszkania z białymi ścianami i materacem :).

 

Idea minimalizmu absolutnie nie wymusza, ani w żaden inny sposób nie narzuca przeniesienia jej na grunt estetyki – wystroju wnętrz czy też mody. Czy można być minimalistą mając w domu czerwono-niebieskie ściany? Oczywiście! Czy można lubić obwieszać się złotą biżuterią i ubieram maksymalnie kolorowo i wzorzyście, a przy tym być minimalistą? No jasne! Dlaczego nie? Minimalizm to idea, która dla mnie zakłada dystans do posiadania. Unikanie gromadzenia przedmiotów dla samego faktu ich posiadania. Mądre nabywanie i korzystanie z rzeczy. Upraszczanie zamiast komplikowania. Gdzie tu te białe ściany?

 

Fakt. Często się zdarza, że minimalizm ideowy idzie w parze z tym estetycznym. W końcu zasadzają się na podobnych filarach, ale to naprawdę nie musi być znaku równości w każdym wypadku. Nie lubisz białych ścian? To pomaluj je nawet na różowo, jeśli tylko masz ochotę. To nie ma absolutnie nic wspólnego z uporządkowaniem np. zawartości szaf czy półek w Twoim mieszkaniu. Przy okazji Szafy Minimalistki często pojawiają się pytania czy też uwagi np. czy nie noszę biżuterii z uwagi na „mój” minimalizm. Nie noszę dużej ilości biżuterii, ponieważ nie lubię. To kwestia gustu, nie ma nic wspólnego z ograniczaniem posiadania.

 

Uff, naprawdę mam ogromną nadzieję, że udało mi się choć w części odczarować ten stereotyp minimalisty – estetycznego ascety, nade wszystko wielbiącego biel ;). Znacie jeszcze jakieś stereotypy, które pojawiają się w kontekście minimalizmu?

 

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, to pozostańmy proszę w kontakcie:

 

→ Zapisz się do Simplicite Newslettera. Zyskasz m.in. priorytetowy dostęp do nowych tekstów, zanim pojawią się na blogu, możliwość uczestniczenia w „bez-zadaniowych” konkursach oraz Planer Szafy Minimalistki.

→ Polub na fanpage na Facebooku lub profil na Bloglovin. Zyskasz bieżący dostęp do wszystkich aktualności.

→ Simplicite możesz śledzić też na Instagramie. Znajdziesz tu dużo z mojego bieżącego życia i sporo zdjęć kawy ;).  

 

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • kate83

    Minimalista – skąpiec i dusigrosz – ja spotkałam się z takimi opiniami. Generalnie jeszcze sporo ludzi nie rozumie tego, że ktoś nie chce być klasycznym konsumpcjonistą a co za tym idzie, uważany jest za „cudaka”.
    Pozdrawiam

    • Tego jeszcze nie słyszałam! Że skąpiec, no proszę :).

    • katrzyna

      Znam to bardzo dobrze.. Jak mowilam kiedyś, że nie kupuje tego bo mi nie potrzebne to też słyszałam, że jestem skąpa.. Jak się okazało ze będziemy mieć dziecko to pierwszy tekst znajomych, że zobaczymy ile teraz będziemy dzieciom kupować i na wszystko wydawac..nawet tego nie skomentowałam- nie było sensu dyskutować. Już widzę łatkę na swoich plecach kiedy będę robić po swojemu..

      • disqus_TEDIsvII1h

        Jeszcze się nasłuchasz ;)
        Zupełnie nie związane z tematem, ale najlepszy tekst jaki ja usłyszałam będąc w ciąży z pierwszym dzieckiem, to : „no, teraz to już koniec życia” :D
        Przygotuj się więc :)

    • Sylwia

      Pracuje w zespole gdzie sa same kobiety, w sezonie wyprzedazowym kroluja tematy… gdzie, za ile, wysylanie sobie kuponow etc. zawsze patrza na mnie z politowaniem ze nie bawie sie w to samo co reszta swiata :) Minimalizm jest postrzegany jako niezrozumiale rezygnowanie z przyjemnosci typu zakupy…

      Jeszcze slyszalam ze minimalista nie pije alkoholu, nie pali, nie je miesa, nie nosi pomalowanych paznokci, nie farbuje wlosow :)

      • O matko! A jeść i pić mu wolno? ;) Ja nawet chętnie wdaję się w pogawędki dotyczące kupowania. Traktuję je jak taki swoisty socjologiczny eksperyment. Strasznie mnie intryguje, co popycha ludzi do częstego kupowania.

  • Marta Re

    Stereotypy? Wydaje mi się, że jednym z takich jest kwestia masz mało dlatego, że Ciebie nie stać czyli skracając: kreujesz się na minimalistę bo nie masz za co kupować.

    • Tego nie słyszałam, bynajmniej nikt mi nie powiedział prosto w oczy ;). Czytałam natomiast inne opinie w podobnym duchu, że gdyby Ci wszyscy minimaliści nie mieli co do garnka włożyć, to dopiero by zobaczyli co to prawdziwy minimalizm.

      • disqus_TEDIsvII1h

        To jest poniekąd prawda. Ja sobie zdaję sprawę, że dla mnie minimalizm to taka, jakby to ująć, „zabawa”. To jest mój świadomy wybór, który daje mi jakąś tam satysfakcję. Dla wielu rodzin to jest konieczność. Dlatego nie obnoszę się ze swoim minimalizmem, bo wiem, że wielu może on kłuć w oczy.

      • Widzisz, ja nie traktuję „swojego” minimalizmu jako zabawy. To jedna z moich wartości i nie widzę powodu, dla którego nie miałabym o tym mówić. To żaden wstyd przecież :).

      • disqus_TEDIsvII1h

        Nie zmienia to faktu, że ludzie którzy nie mają co do garnka włożyć mogą to tak odbierać i warto sobie zdawać z tego sprawę.

      • Zgadzam się, napisałaś coś bardzo ważnego, o czym sporo myślałam i rozmawiałam z wieloma osobami. Zastanawiam się tylko, co bardziej kole w oczy – gdy ktoś krzyczy „zobacz, ile mam, jestem fajny, bo mnie stać!” czy „wybieram minimalizm, świadomie kupuję mniej, bo szanuję pieniądze i czas przeznaczony na ich zarobienie”?

      • Natalia Kurowska

        myślę że ktoś kto kole w oczy pieniędzmi raczej nie przejmuje się tym co pomyślą sobie biedni którzy nie mają wyboru. i myślę że współczesny minimalizm jest pewnego rodzaju próbą powrotu do „korzeni”. przecież wiele/wielu z nas pamięta czasy swojego dzieciństwa w którym raczej nie mieliśmy mnóstwa modnych ubrań i gadżetów. myślę że ten dobrobyt sprawił że się nim wszyscy zachłysnęliśmy i chcieliśmy zobaczyć jak to jest posiadać. tylko że to posiadanie szczęścia nie daje.

      • Alicja

        Nie wydaje mi się to do końca prawdziwe. Co znaczy nie mają co do garnka włożyć? Owszem jest wiele rodzin żyjących na skraju ubóstwa, ale bardzo często osoby te nie są zaradne i mają roszczeniowe podejście do życia. Pewnie po części wynika to z edukacji, czy raczej jej braku. Na przykład odnośnie zarządzania własnymi finansami,czy też przygotowywania zbilansowanych posiłków. Wiele takich rodzin właśnie wbrew powszechnym stereotypom kupuje masę niepotrzebnych/nieprzemyślanych rzeczy, „bo w telewizji mówią, że danonki (etc.) są dobre”.

        Nie do końca rozumiem co masz na myśli pisząc „nie obnoszę się ze swoim minimalizmem, bo wiem, że wielu może on kłuć w oczy”… to, że ktoś jest świadom swoich wyborów ma być czymś złym, niewłaściwym?

      • Magda

        To jest naprawdę destrukcyjne pojęcie dla Polski. Polak to jeden z najbardziej zaradnych narodów. Naszym błędem jest to, że zawsze sobie potrafimy poradzić, podczas gdy Grek czy Hiszpan będzie krzyczał, że sobie nie radzi, gdy ma więcej. My powinniśmy zacząć mieć roszczeniowe podejście zamiast samemu sobie rodzic i powtarzać hasła: można? mozna! To, że komuś się udaje to nie znaczy, że są możliwości, i że społeczeństwo dobrze funkcjonuje.

  • Sama od jakiegoś czasu interesuję się minimalizmem. Wymówki z dziećmi co prawda nie słyszałam, ale muszę przyznać, że wymówka z brakiem sympatii do białego koloru pojawia się dość często. Jednak chyba najczęściej spotykam się z komentarzem „nie jestem mnichem”.

    • O jat też! Minimalizm ludziom kojarzy sie z ascezą totalną, a nie tą oczyszczająca która pozwala zrozumieć czego sie pragnie.

  • Sylwia

    Nie do konca w temacie. Juz chyba kiedys o tym pisalam – chodzenie w tych samych ubraniach dwa dni z rzedu nie uchodzi w korporacji, przynajmniej tam gdzie ja pracuje. Zawsze ktos to zauwazy i skomentuje….ja jakos nie zwracam uwagi w czym ktos przyszedl ubrany wczoraj – jakby przyszedl w dresie to pewnie bym zauwazyla :) ale czy to byla marynarka, czy sweterek….ups nie pamietam.

    Ja osobiscie lacze minimalizm ideowy z estetycznym. Biale sciany, szara kanapa, drewno na podlodze to cala ja :D i jest mi z tym bardzo dobrze. Ale kazdy musi znalezc to co jemu bedzie odpowiadac, bo jak napisalas nie ma jednej definicji…

    Wlasnie zapytalam meza jak rozumial i rozumie minimalizm.
    Kiedys: Ktos kto ma malo ubran, chodzi w porozciaganych, starych rzeczach, jezdzi na rowerze i malo potrzebuje do szczescia :)

    Teraz: Minimalizm to filozofia zycia, ktora polega na skupieniu sie na sobie, dazeniu do szczescia przy jednoczesnym odejsciu od materializmu i idei posiadania. Powiedzial, ze definicja zmienila mu sie dzieki mnie. Nadal musimy popracowac nad tym ale jest lepiej ;)

    • Mnie nie bardzo podoba się to skupienie na sobie, wg mnie minimalizm to także dostrzeganie, że nie trzeba mieć wiele, aby pomagać innym czy to ludziom, zwierzakom czy naturze.
      Mam mało ubrań(i nie są to drogie rzeczy, żeby nie było, że uważam, że droższe=lepsze), nie są porozciągane, jeżdże na rowerze i tak na prawdę nie trzeba mi wiele do szczęścia- w zasadzie kilka razy dziennie mogę powiedzieć: „jestem szczęśliwa”- odpukać. A może z racji wieku pasuje do definicji z kiedyś ?;)

      Generalnie wychodzi, że jestem minimalistką i w ubiorze i mieszkaniu, co nie wynika z trendu, ale nie wydawaniu kasy na głupoty, nie uleganie presji reklamy, blogom, itd. Pewnie w jakimś % ulegam jak każdy, ale nie lecę do sklepu bo blogerka pokazała nowe szpilki czy chustę z monogramem- nie stać mnie to raz(odkładać/oszczedzać kasę na szmaty?), a dwa chyba zdrowego rozsądku używam na co dzień :)

      • Sylwia

        To co powiedzial moj maz to jego definicja o ile moge tak napisac. Nawet nie definicja tylko skojarzenie I to zartobliwe. Skupienie sie na sobie jest istotne. Musisz sie w siebie wsluchac I sobie uswiadomic co sprawia, ze jestes szcesliwa, co jest dla Ciebie wazne. Dopiero jak to wiesz mozesz dalej sie rozwijac I realizowac w innych obszarach…..Nie wiem czy minimalizm nalezy laczyc z pomoca ludziom, zwierzakom. Pomagac sie powinno niezaleznie od tego czy minimalista sie jest czy tez nie. Ja tez jezdze na rowerze I poza garniturami do biura mam spodnie z czasow liceum z latami na kolanach :) nie traktuj tego skojarzenia tak powaznie ;) Pozdrawiam serdecznie.

      • Moja wypowiedż nie dotyczyła bezpośrednio Ciebie czy męża, tylko ogólnie taki trend skupiania się na sobie- wiesz: ja , moje, selfie, itd. Owszem, pomagać powinno się zawsze, ale niektórzy uważaja, że nie mają milionów więc jak maja pomagać, a przecież pomoc to nie tylko wpłacanie kasy na konta fundacji czy słanie sms charytatywnych, ale też poświęcony czas chociażby starszej sąsiadce mieszkającej za ścianą czy wystawienie miski z wodą dla bezdomnych kotów w upalny dzień- takie drobiazgi,ale równie ważne jak wielkie akcje charytatywne:)
        Również pozdrawiam i oby do wiosny, aby jeszcze radośniej korzystać z rowerów :)

  • Ja swój minimalizm staram się zacząć od myślenia, jedna rzecz do zrobienia w jednej chwili. Maksymalne skupienie na danym zadaniu. Nie odkładanie spraw na wieczne potem. Potem przekładam to na estetykę, każda rzecz ma swoje miejsce i tych rzeczy ma być tyle, ile potrzebuję, nie więcej. Mam dwójkę małych dzieci i im także wpajam tę ideę, nieużywane zabawki wędrują do piwnicy, wymieniamy co miesiąc z używanymi i tak, zawsze jest czym się bawić. Czego jest za dużo, oddajemy tym, którzy nie mają. To, czego nie używam, co do mnie nie pasuje, co się nie przydaje, nie zalega na półkach i po kątach.
    Pomaga mi w tym małe mieszkanie, które jeśli ma być estetyczne, musi być maksymalnie odgracone. Plus duża piwnica, gdzie to WSZYSTKO wynoszę, potem wydaję.
    Acha. Kolory mile widziane, da się z nimi żyć i nie wyglądać jak choinka ;)

    • Aniu, świetna nauka dla twoich dzieci. Sama chciałabym to wpoić moim: żeby rzeczy nie były najważniejsze, są a potem ich nie ma! Moja mama jest chomikiem, wynika to chyba z czasów w jakich się wychowała, i dla niej wszystko może się kiedyś przydać! Ja stale uczę się, żeby nie gromadzić, żeby zwalczać w sobie ten naturalny popęd.

      • O, moja mama też jest chomikiem (mamo, nie obraź się :)), moja babcia również :). Choć mam wrażenie, że ten stan bardziej wynika z sentymentu do zgromadzonych rzeczy.

  • Myślę, że każdy z nas powinien stworzyć swoją własną wersję minimalizmu. Jak choćby ty i ja – bazujemy na tych samych zasadach a ich wcielanie w życie jest zupełnie inne. Tak mi sie w każdym razie wydaje :)

    A jesli chodzi o moje doświadczenia to pamiętam, że kiedy mówię, że staram się być minimalistą i cieszyć się z tego co już mam a nie z tego co będę mieć, często słyszę pytanie „ile masz rzeczy?” Ludzie myślą, że doskonale znam liczbę posiadanych przeze mnie przedmiotów, tymczasem ja nigdy nie skupiałam sie na jakiejś konkretnej liczbie. Chodzi raczej o stosunek do życia, a ie jakies konkretne ilości. Pamiętam kiedy na moim blogu opublikowałam post o
    oczyszczaniu mojej szafy z butami i zostałam niemal zlinczowana, że 37
    par butów to wcale, ale to wcale nie jest szafa minimalistyczna. Tyle,
    że w ciągu roku zeszłam ze 100 par do 37 i to dla mnie jako raczkującego
    minimalisty, czy raczej zakupoholika na odwyku to bardzo, bardzo dużo. Doskonale wiem, że ty robiłaś takie porównanie u siebie na Facebooku, chyba odnośnie torebek…ale nie jestem pewna. Pozdrawiam Natalia

    p.s. jak tam konkurs na blog roku? Trzymam mocno kciuki i telefon w garści jakby co :)

    • Konkurs trwa, ale już nic nie zależy od nas, tylko od Doroty Gardias, która jest jurorką w mojej kategorii. Z 10 blogów, które przeszły do kolejnego etapu, ona wybierze 3 finalistów.

  • Przez to, że minimalizm ideowy ludzie łączą od razu z estetycznym, panuje przekonanie, że to kolejna „moda”. Szkoda, bo to naprawdę wartościowy styl życia.

  • Magdalena Łaszcz

    Interesuję się ideą minimalizmu dopiero od niedawna, ale przyznam szczerze, że sama przed sobą potrafiłam znaleźć kilka wymówek byleby tylko nie zacząć ;) Jako zakupoholiczka na odwyku szukałam dobrej dla siebie motywacji, żeby wytrwać bez zakupów i trafiłam tu :) Idea minimalizmu bardzo mi się spodobała, ale wciąż pozostawałam tylko na etapie „czytacza”, zachwycając się jak można komponować świetne stylizacje z kilku sztuk odzieży. Jaka była moja wymówka przed podjęciem wyzwania minimalistki? Moją wymówką była moja figura – uznałam, że będąc osobą w rozmiarze xxl potrzebuję dużo większej ilości ubrań, bo przecież tu trzeba zakryć, tam też itd., a stylizacja bluzka+spodnie w ogóle nie wchodzi w grę. Ostatecznym motywatorem okazał się dla mnie Planner, bo mimo, że nie podjęłam jeszcze wyzwania 7 ubrań w 7 dni, to pozbyłam się zalegających rzeczy, nie tylko tych w szafie, i w końcu mam się w co ubrać, a ubrania w szafie nie mną się już o siebie ;) Także bardzo dziękuję za wielką motywację i inspiracje do zmian!

    • Bardzo proszę. I dziękuję Ci za ten komentarz! To niesamowicie motywujące czytać, że moja praca ma sens :)).

  • Dla mnie dążenie do minimalistycznego stylu życia jest spowodowae przede wszystkim jego praktycznością. Oczywiście na kolejnym planie pojawiają się różne ideowe aspekty, takie jak: większe uduchowienie, mniejszy konsumpcjonizm = większa ekologia, uproszczenie w szafie = spokojna głowa o to w co sie ubrać i większa elegancja plus stawianie na jakość a nie ilość (mniej frustracji z powodu słabej jakości ubrania np. prucia się nitki, rozciągniętych podkoszulków, przekręconych szwów po pierwszym praniu), ale przede wszystkim mniej rzeczy = mniej sprzątania. Ja mam naturę bałaganiary, oczywiście porządek lubię, ale niestety sprzątać na bieżąco ciągle się uczę.

    Co do wymówek – ja też mam dziecko. Moje dziecko też ma masę ubranek (część kupiłam, część dostałam), razem z dzieckiem pojawia się masę innych rzeczy i gadżetów: stosy zabawek, krzesełka do karmienia, bujaki, huśtawki i wiele innych, które zagracają mieszknie. Żeby się z tym całym balastem uporać staram się na bieżąco pozbywać za małych lub zużytych ubranek i gratów – sprzedaję, oddaję koleżankom w ciąży lub do PCK, nie zostawiam wszystekiego „dla drugiego dziecka”, bo jak sobie pomysle, że mają kilka lat leżeć i się kurzyć w kącie to dla mnie jest to marnotrawienie. Zabawki dziecka przebieram co jakiś czas i też oddaję lub wyrzucam. Obserwuję czym się chętnie bawi, a co leży w kącie i dzięki temu mamy tylko jedno pudełko z zabawkami plus rosnący worek Lego Duplo. Zostawiam zabawki dobej jakości. Co chcę powiedzieć? W kącie dziecka można zaprowadzić minimalizm – czyli dziecko to wymówka jak każde inne.

  • Dla mnie już samo odnalezienie Twojego bloga sprawiło, że zaczynam rozumieć co to jest minimalizm. Wstyd przyznać, ale sama do tego dziwnego postrzegania należałam, że to białe ściany i prawie puste mieszkanie. Przyznam, że obecnie coraz bardziej jestem zadowolona z tego minimalistycznego podejścia choc u mnie jak na razie tylko szafa. :)

  • Nie jestem, pewna czy przekonywanie nieprzekonanych ma sens. Jeśli ktoś się czuje dobrze z tym, że otacza się nadmiarem przedmiotów, dąży do posiadania coraz to nowych gadżetów, bo wydaje mu się, że wypadnie z obiegu i czuje, że musi brać udział w wyścigu, by mieć więcej tych przedmiotów, to w sumie jego sprawa. Z moich obserwacji – nawet tacy ludzie, a może zwłaszcza tacy, mają kryzysy i to dość głębokie, wtedy zdarza im się odkrywać minimalizm. Minimalizm, do którego są gotowi, na ich miarę.

    Co do dzieci – nie spotkałam się z taką wymówką. Ona jest zresztą słaba, bo dziecko, które wzrasta w rozsądnym minimalizmie, uczy się z czasem dokonywać selekcji i konsumpcyjnych wyborów. To temat rzeka, więc na marginesie. Ponownie z moich obserwacji jedna uwaga – oczekiwanie pierwszego dziecka wiąże się z pewnym zachłyśnięciem nową rolą rodzica, który podchwytuje marketing dziecięcy i wmawia, że wszystko jest nam potrzebne. Prawda jest taka, że nie jest, ale czujemy się oceniani i stajemy w wyimaginowanym wyścigu, kto lepiej ubierze dziecko, lepiej wyposaży pokój dziecięcy czy da mu lepsze zabawki. Może to wynikać np z faktu, że czujemy się niepewnie i w ten sposób chcemy udowodnić swoją kompetencję. Ten wyścig to bzdura, a kompetencja przychodzi z doświadczeniem i nie zależy od przedmiotów, ale czasem trzeba chwili, by te sprawy zrozumieć (choć oczywiście nie każdy będzie miał taką refleksję i będzie to swoje dziecko trenował do posiadania i gromadzenia przez całe życie). Ja spodziewam się w tej chwili drugiego i już zupełnie inaczej szykuję wyprawkę niż przy pierwszym dziecku: wiele mam, a poza tym wymieniam się, pożyczam, kupuję używane, kupuję też nowe, ale zdecydowanie gromadzę mniej. Bo już wiem, że mniej potrzebuję i w sumie mało mnie obchodzi, co kto o mnie jako o rodzicu pomyśli.

    • Wiesz, ale nie jest moim zamiarem przekonywanie nieprzekonanych – to absolutnie nie ma sensu. Bardziej, chciałabym odczarować pewne powszechnie powtarzane bajki narosłe wokół minimalizmu.

      Zgadzam się z Twoimi obserwacjami odnośnie dzieci. Choć sama ich nie mam, to obserwuję i pytam o doświadczenia moje koleżanki i na pewno do tego tematu jeszcze wrócę.

      • Możliwe, że jako osoba kojarzona z minimalizmem i rozpoznawalna, często spotykasz się ze stereotypami i w tym sensie odczarowanie faktycznie jest potrzebne. Ja na swój prywatny użytek, rzadziej je obserwuję, jeśli już to widzę anonimowe komentarze w sieci typu: jakby nie mieli co do garnka włożyć, to by się skończył ten minimalizm. Ktoś tu zresztą już o nich pisał. One są pisane z innej perspektywy – internetowych frustratów, mniej zamożnych od tych, którym myli się minimalizm ideowy z estetycznym

        Bardzo jestem ciekawa Twoich opinii na temat minimalizmu i dzieci, będę czekała na ten tekst. Ostatnio zajmowałam się trochę jednym z aspektów tego tematu i ‚wujek google’ na hasło ‚minimalizm pokój dziecięcy’ rzeczywiście podrzuca same białe wnętrza. Więc, masz rację, coś musi być na rzeczy.

  • Era

    Uwielbiam Twoje posty. Dzięki Twojemu blogowi zaczęłam patrzeć przychylnym okiem
    na Minimalizm.
    Właśnie czytam wspomniany w poście „Minimalizm po polsku”. Później chciałabym spróbować Wyzwania Minimalistki… w 21 dni do prostszego zycia. Z tym ze zmodyfikuje je i dostosuje do swoich potrzeb gdyż nie posiadam Facebook wiec nic co związane z FB mnie nie dotyczy, natomiast jestem mamą dwójki małych dzieci wiec pole do popisu mam naprawdę duże:) bo jest tyle rzeczy które chciałabym zminimalizować by ograniczyć Chaos.
    A na koniec chciałbym stworzyć swoją Capsule Wadrobe:) niekoniecznie z ubraniami z górnej półki.

  • disqus_TEDIsvII1h

    Powiem więcej – można być miłośnikiem minimalizmu estetycznego pozostając równocześnie całkowicie w szponach rozpasanej konsumpcji i kupować co tydzień kolejny białą koszulkę.
    Dla mnie te dwa minimalizmy to kompletnie dwie różne sprawy. Jedna nie ma nic wspólnego z drugą.
    Minimalizm estetyczny mnie nie pociąga – tzn. podoba mi się jak patrzę, ale sama w szafie większość ubrań mam kolorowych i raczej nie w maksymalnie uproszczonej formie. Z kolei wnętrza w stylu skandynawskim mi się bardzo podobają, staram się sama takie stworzyć, ale dla mnie one są jeszcze dalekie od estetycznego minimalizmu. Dla mnie estetyczny minimalizm we wnętrzu, to raczej coś takiego: http://2.bp.blogspot.com/-XkDoDvKVIts/UUiewD6oaxI/AAAAAAAABEs/IZNNszQMCo0/s1600/f_1125775_1292746709_1_755.jpeg
    Styl skandynawski jedynie w kolorystyce do minimalizmu nawiązuje.
    Poza tym jednak staram się nie kupować niepotrzebnie i generalnie być świadomą swojego stanu posiadania. Nie budować swojego życia na tym co mam, a raczej na tym kim jestem i uczyć tego dzieci.

  • pamięćsłonia

    Mnie zarówno stereotypy (czy rzeczywiście są nimi?), jak i autotematyczność entuzjastów „minimalizmu” dość bawią. Te próby definiowania, te tony słów produkowanych w temacie. Co blog – to diagnoza.:)

    Nie zrozum mnie źle. „Minimalizm” to moda, i jak każda, przeminie.

    W sztuce zawsze był rodzajem oszczędnego przekazu, upraszczaniem, wyrażaniem się poprzez „mniej” niż „więcej”. Ot, i wszystko.
    Dziś – tak chętnie odkrywany i praktykowany- jest raczej stylem życia „znudzonych, bogatych i najedzonych”, niż głęboką ideologią. W świecie przeżarcia (dosłownego!), w świecie nadmiaru, i „za dużo wszystkiego” musiał się pojawić.

    Dość powiedzieć, że właściwie wszystkie blogi minimalistów gwałcą regułę „minimum słów – maksimum treści”:)

    Tak na marginesie, czyli stereotyp a rebours :)

    „minimalista dąży do posiadania mniej”

    Naprawdę? Dlaczego zatem, wszyscy „minimaliści” kupują kolejne książki o minimalizmie? Czy to jest zgodne z jego duchem? Czy wydawanie na nie pieniędzy, jest minimalistyczne? Ile książek o „minimalizmie” jest dostatecznie minimalistyczne? 2, 5, 7?

    • Ja się absolutnie z Tobą zgadzam :). Minimalizm jest traktowany i pokazywany jako moda. Jest hasłem, które jest nośne jak każde inne i będzie raz na jakiś czas przeżywało swój „boom”. Niezależnie od tego, jest i będzie gros osób, które w tej idei znalazły i znajdują dla siebie dobre wartości, które na stałe istnieją w ich życiach, niezależnie od mody.

      Blog opiera się na komunikacji, a ta wymaga np. słów dla przekazania treści. W minimalizmie nie chodzi o liczenie rzeczy, słów, znaków, tylko o dystans do posiadania. Ja szukam w tym wszystkim (i staram się pokazywać) też zdrowej dawki rozsądku.

      Minimalista dąży do posiadania mniej, ale to nie znaczy, że musi być totalnym ascetą – dokładnie o tym piszę. Czy minimaliście nie wolno kupować książek? Dlaczego? Ważne, co z takimi książkami dalej zrobi? Czy będzie je chomikował dla samego faktu posiadania? Wtedy zaprzeczy sam sobie, fakt. Ale może dalej „puścić je w obieg” :).

      • pamięćsłonia

        Ej, ale kto tu tworzy stereotypy? Między minimalistą a totalnym ascetą jest jeszcze cała pustynia Kalahari!
        Między chomikowaniem a „maniem rzeczy na chwilę” też jest pustynia Gobi.
        Stawiając takie opozycje – tworzysz stereotypy.

        Np. chomikowanie może być głęboko zasadne, być przejawem gospodarności, wizjonerstwa i rozsądku.
        Można żyć w domu, w którym jest miliard rzeczy (odziedziczonych po kilku pokoleniach przodków, he, he) i być minimalistą do szpiku kości.
        Nie o liczenie rzeczy chodzi, zgadza się. Chodzi o granice (Ty piszesz – dystans).
        O miejsce, w którym JUŻ czujesz się minimalistką i ewangelizujesz w temacie minimalizmu.

        Pytanie było o Twoją granicę. Nie odpowiedziałaś na nie wprost.
        Czy po prostu czujesz się zobowiązana (jako minimalistka) do kupowania książek minimalistów?
        Jak myślisz, kiedy poczujesz, że masz dystans do… minimalizmu? :)

      • Pamięćsłonia, przeczytaj proszę moje wcześniejsze teksty na temat minimalizmu. Okaże się wtedy, że prowadzimy dość jałową dyskusję, a właściwie, że się zgadzamy :). Poruszyłaś dwie ważne kwestie, o których już pisałam wcześniej, a dotyczące skali i granicy.

        Dla mnie, i o tym też wielokrotnie pisałam, minimalizm oznacza wolność. Wolność od zależności, wolność od przymusu kupowania i przymusu nie kupowania. Moją granicą jest zdrowy rozsądek i pozostawanie w zgodzie ze swoimi wartościami. Dystans do minimalizmu już mam, zasadzam na nim wszystko, o czym piszę.

        Jako minimalistka nie czuję się zobowiązana do niczego, co jest związane z posiadaniem i to jest w mojej opinii właśnie największa wartość płynąca z minimalizmu.

      • pamięćsłonia

        Ok. To już ostatnia aktywność/słowo w temacie. Jeśli jedna strona ma poczucie jałowości, to nie ma sensu dyskutowanie :), pełna zgoda.

        Fascynujące (i przerażające) jest to, że minimalizm oznacza wolność.
        Trawestując klasyków: nie ma wolności bez ideologi (tu: minimalizmu)

        Co się z nami stało? Że czysty dom i szafa, w którym rzeczy i ludzie mają swoje miejsca, szacunek do tego co mamy i brak pożądliwości wobec tego czego nie mamy, urosły do rangi objawienia? Ba! Że rezygnacja z nadmiaru jest niemal ofiarą? Że minimalizm to ten współczesny heroizm, który prowadzi do wolności? No, nic, niech pozostaną retorycznymi te pytania.

        W temacie książek: podejrzewam zmowę i minimalistyczny spisek :) Wszyscy je promują, a nikt nie kupuje?
        Będę szukać odpowiedzi dalej i czuję, że to dobry kierunek. Dziękuję za inspirację :)
        I wszystkiego dobrego!

      • Wiesz, chyba dokładnie tak jest, że zatraciliśmy po części umiłowanie prostoty, a „czysty dom i szafa, w którym rzeczy i ludzie mają swoje miejsca, szacunek do tego co mamy i brak pożądliwości wobec tego czego nie mamy” stały się prawdą odkrywaną na nowo. Nic w tym złego, że dostała ona również nazwę, to dość naturalne, że nazywamy pewne zjawiska. W minimalizmie nie ma grama heroizmu i objawienia, a jest dużo samoświadomości.

        Z 3 książek na temat minimalizmu, których recenzja pojawiła się na blogu jedną kupiłam, drugą pożyczyłam, a trzecią dostałam w prezencie :). Różnymi drogami rzeczy wchodzą w nasze posiadanie, to żaden spisek :).

        Życzę Ci z całego serca, żebyś odnalazł/odnalazła swoją drogę i odpowiedzi na pytania :).

  • Magda

    Ja uważam, że cały minimalizm to dziwactwo. Za dużo definiowania, filozofowania.
    Ja nigdy nie kupowałam za dużo, więc też nie muszę tego ograniczać. Uważam, że nie ma nic złego w kupieniu czasem sobie czegoś dla poprawy humoru. Czasem człowiek tego po prostu potrzebuje bo w nowej rzeczy czuje się lepiej, bo przyjemnie mu pooglądać towar w sklepach, pochodzić po straganie czy galerii itp. Uważam, ze we wszystkim trzeba zachować umiar, także w niekupowaniu. Nie rozumiem całego szału na wełnę, kaszmir, jedwab.Jest to moda jak każda inna. Nie uważam by te rzeczy były lepsze. Ja po wełnie mam okropne uczulenia, aż do tego stopnia że dostaję gorączki, po kaszmirze to samo.
    W dodatku kaszmirowe swetry szybko mi się niszczyły, w dodatku trzeba było o nie wyjątkowo dbać. Jedwab zaciąga się, jest delikatny i niepraktyczny. Kupuję nieraz swetry akrylowe i z innych sztucznych włókien, czasem coś z domieszką bawełny i sobie chwalę. Niektóre rzeczy noszę latami i jest w porządku. Dla mnie ten modny wymiar minimalizmu to okropne przepłacanie. Trzeba żyć normalnie, nie w minimalizmie ani też nie w konsumpcjonizmie. To cały sekret.

    • Era

      Dlaczego odrazu dziwadztwo? To tylko sposób na uproszczenie życia… sposob na ogarniecie chaosu… sposób na spokój ducha i świadome podejście do różnych aspektów. O ile ty deklaruje sz umiar we wszystkim wiele osób zagubilo się w pędzie współczesnego życia a Kasia z Simplicite daje tylko delikatne wskazówki jak uzyskać Więcej mając mniej

      • Sylwia

        Jezeli komus pomaga idea minimalizmu to dlaczego nie. Nie uwazam, ze to jest dziwactwo. Ja bardzo sie pogubilam I dzieki minimalizmowI udalo mi sie odnalezc swoja droge. Powoli na nia wchodze I pilnuje sie aby nie zboczyc :)
        Wszystko zalezy od czlowieka. Moj maz jak czyta wpisy na blogach albo moje ksiazki o tej tematyce to dziwi sie bo dla niego rozmawiamy o rzeczach oczywistych. Widzi jednak I wie, ze czasami mozna sie tak zagubic ze czlowiek potrzebuje takich oczywistych oczywistosci :)

      • Magda

        Właśnie! Dlatego dla mnie minimalizm w obecnej formie to jest jakby sposób wychodzenia z nałogu konsumpcjonizmu. Wiem, że minimalizm nie równa się swetrowi z wełny ale głównie o tym można czytać na blogach minimalistów. W kółko wełna, kaszmir, do znudzenia.:) Ja nigdy nie dałam się porwać konsumpcjonizmowi, dlatego nie daje porwać się minimalizmowi.:) Nie czuję chaosu, nie muszę życia dodatkowo upraszczać, nie czuję przytłoczenia zakupami. Jeśli coś chce kupić to kupuję, nawet dla poprawy humoru, czy z ciekawości. Jeśli mam potrzebę, chęć, pieniądze to nie analizuje tylko po prostu kupuję. Dzięki temu mam wolny umysł i wolnego ducha.:)
        Super pomysł na post Katarzyno! Chętnie poczytam co chcesz przekazać. Dla mnie lepsza jakość nie oznacza wełny, kaszmiru, jedwabiu.:) Czasem stosunkowo tania rzecz jest świetnej jakości. Nie muszę kupować koszulki za 100 zł, czy swetra za 300 zł bo ma kaszmir. Wolę kupić sweter za 70 zł i będzie świetny, to dopiero minimalizm.:)
        Jak sobie kupiłam szal z wełny i założyłam go (nie dotykał ciała!) to po chwili zrobiłam się czerwona, jakbym raptem miała gorączkę. Co więcej, nie łączyłam tego z szalem.:) Myślałam, że się przeziębiłam. Dopiero jak go ściągnęłam to skojarzyłam fakty, a jak założyłam sweter z kaszmirem (200 zł) to w pracy myślałam, że padnę, skóra mnie piekła i bolała, byłam cała czerwona. Musiałam czym prędzej iść do najbliższego sklepu (chiński market) i kupić jakiś inny sweter (29 zł)- mam go do dziś, jest świetnej jakości, nie gniecie się, nie niszczy, nie musze o niego wyjątkowo dbać. Podobnie było ze swetrem z domieszką alpaki (199zł), coś strasznego, dlatego nigdy więcej.:)

    • Magda, z tą wełną i kaszmirem masz dużo racji. Będę o tym pisać (głównie w kontekście alergii), zebrałam sporo materiałów i układam je w rozsądną całość. Minimalizm nie ma nic wspólnego z kupowaniem akurat swetrów z wełny. Chodzi o pewne inwestowanie w rzeczy lepszej jakości, a kupowanie mądrzej i rzadziej. Niekoniecznie akurat w wełnę tak samo jak niekoniecznie ściany trzeba malować na biało :).

  • beata

    Minimalizm to dla mnie kolejna moda. Tak, jak nagle projektanci odkryli trend norm core. O ile na początku faktycznie się tym zachłysnęłam, o tyle dziś patrzę na ten temat z innej perspektywy. Jako dziecko i nastolatka żyłam bardzo biednie, kupno zimowych butów w głupim nawet Deichmannie wiązało się z oszczędzaniem na nie przez pół roku. Nie mogłam kupić tego, co mi się podobało, tylko byłam zmuszona kupować rzeczy uniwersalne. Żadnych ekstrawagancji, bo nas nie było stać. To był silny stres, bo mając te 17 lat widziałam, jak moje koleżanki się stroją, a ja chodzę w jednym swetrze kolejny rok z rzędu, choć mam go już serdecznie dość. Później, gdy poszłam do pracy i zaczęłam na siebie zarabiać, zachłysnęłam się tym i kupowałam dosłownie wszystko, eksperymentując ze stylami, wydając fortunę na ubrania, buty. Byłam autentycznie szczęśliwa, że mogę wybrać spośród czterech par butów, w których pójdę do pracy, zamiast zmuszać się codziennie do jednej. I wiecie co? Wcale nie czułam przesytu, ani nadmiaru, nic mnie nie przytłaczało. Dopiero później przyszła refleksja i zastanowienie się, jaki mam styl, jak chcę się ubierać i na jakie ubrania mnie stać. Odkryłam minimalizm i z miejsca stwierdziłam, że to jest to. Nawet szarpnęłam się na ułożenie swojej pierwszej, sezonowej capsule wardrobe. Jak spore było moje zdziwienie, gdy się okazało, że nie mam nawet tych 34 elementów ubrań na sezon… ;) to małe odkrycie było wielkim kubłem zimnej wody.

    Chciałabym napisać ludziom, którzy uważają, że z ich stylem życia jest coś nie tak: otóż nie jest. Mój styl życia, choć w sporej mierze poświęcony kupowaniu, nie był zły, ponieważ sprawiał mi radość. Tak, kupowałam czasem rzeczy na poprawę humoru, tak, kupowałam ubrania spontanicznie, i w sumie wiele z tych spontanicznych, nieprzemyślanych zakupów służy mi dobrze do dzisiaj. Nie czuję się dobrze wpychana w jakiekolwiek ramy. Czy to minimalizmu, czy konsumpcjonizmu. Jest mi dobrze z tym, że nie ustalam sobie sztywnych zasad, kupuję wtedy, gdy chcę/muszę, więc jeśli i Ty czytelniku, nie czujesz potrzeby ograniczania się, to też jest spoko. Warto to podkreślać. Pozdrawiam :)

    • Powiem tak, jeśli ktoś prowadzi styl życia, polegający na kupowaniu i jest mu z tym dobrze, to mi jest dwa razy tak dobrze :). Ja piszę dla osób, którym jest z tym stylem życia źle i chciałyby coś zmienić, a nie wiedzą jak lub od czego zacząć. Wiem ze swojego doświadczenia, że kupowanie nie przysparza radości w życiu, to chwilowe uczucie i sama też przyznałaś, że u Ciebie tak było.

      Jeszcze raz powtórzę, jeśli Ty Czytelniku czujesz, że Twój życia Ci odpowiada, to naprawdę jest to w jak największym porządku. Jeśli jednak chcesz coś zmienić i szukasz inspiracji, to chętnie pomogę pokazując swoją ścieżkę.

      • beata

        nie przyznałam, że i u mnie tak było. kupowanie nadal sprawia mi radość i nie widzę niczego złego w tym, że cieszy mnie nowa para butów, tak jak cieszy mnie długi spacer po parku w tychże nowych butach ;) refleksja przyszła w temacie mojego stylu i tego, co do mnie pasuje. uważam, że kluczem do odczuwania takiej szczerej radości z kupowania jest po prostu rozsądek. czyli: nie kupuję masowo, ale też sobie nie odmawiam. uważam, że wrzucanie się w ramy i skrajnego kapitalizmu, i skrajnego minimalizmu, jest tak samo zgubne. brakuje mi w tym wszystkim po prostu normalności i takiego zdrowego podejścia.

  • Il

    Ja ja ja! Ja mam różowe ściany i do tego biało różową tapetę na jednej z nich i czuję się w może nie w 100% minimalistką, ale tak w 80-90% ;) Pracuję nad sobą. Na początku straszne podobał mi się ten temat minimalizmu, a zaczęło się właśnie od wnętrz i ubioru. Tylko że nagle okazało się, że muszę przemalować ściany, zmienić meble, poszukać białej koszuli i najlepiej wyrzucić wszystkie bibeloty. Po długich przemyśleniach i kilku miesięcznym pracowaniem nad sobą, stwierdziłam że to chyba jednak nie o to chodzi. Że minimalizm to znalezienie własnego spójnego stylu, bez chaosu. Dlatego do tej tapety dokupiłam tylko białe zasłony, żeby współgrało. Pozmieniałam kilka dodatków na szare, bo szary z różowym wygląda przepięknie. I wyrzuciłam pstrokaty dywan, ale dlatego bo sama czułam frustrację za każdym razem jak na niego patrzyłam odkąd się pojawił. (Tzn nie wyrzuciłam tylko przekazałam dalej- minimalistycznie ;) Uspokoiłam w ten sposób trochę tę kolorystykę i czuję się z niej o wiele lepiej. Ale białych ścian na pewno nie będę miała, bo biel kojarzy mi się z zimnem. Ale co się jeszcze zmienia w mojej drodze do minimalizmu. Kupuję mniej (nie w ogóle tylko mniej, to czego naprawdę potrzebuję) i czuję się z tym dobrze. Ubrania nagle zaczęły współgrać ze sobą, bo dowiedziałam się w jakich krojach mi najlepiej i w jakiej kolorystyce + przeanalizowałam się jakie kolory ubrań lubię najbardziej. Oddałam ciuchy, z którymi nigdy nie było mi po drodze, a zostały kupione na wyprzedaży.
    Także co najważniejsze, minimalizm dla mnie do porządek! Bo nie ważne czy mamy modny kolor ścian i meble z Ikei. Tylko najważniejsze to wysprzątane mieszkanie, pościelone łóżko, brak ubrań na krześle, brak nieumytych naczyń w zlewie i czysta podłoga. Odkryłam że w takim pomieszczeniu czuję się po prostu lepiej, spokojniej, mniej się stresuję. Dla mnie minimalizm to też zachwycanie się chwilą. Przyglądanie się drzewom i dochodzenie do wniosku, że są piękne. Czasem warto tak usiąść na chwilę i przyglądać się ptakom, to też uwrażliwia. Oczywiście nie każdy musi patrzeć na naturę, mi to akurat daje przyjemność. Lecz nie róbmy niczego wbrew sobie- 100% minimalizmu w minimaliźmie.
    Pół roku temu kupowałam rower, bardzo podobają mi się modne holenderki, takie dziewczęce miejskie rowery z kwiatami koszyku. Ale zaraz zaraz, przecież jazda po mieście w sukience, to nie ja. Więc kupiłam rower krosowy, którym można jeździć w dresie po ulicy, ale też bo piaskowych dróżkach wolnymi popołudniami i to był właśnie zakup tego czego naprawdę chciałam i potrzebowałam, nie kierując się modą. Do tego kupiłam go na jesiennych wyprzedażach rowerów ;) Tą krótką anegdotką skończę bardzo długi komentarz, pozdrawiam serdecznie :)

    • Dokładnie! Dokładnie o to mi chodzi! Dziękuje Ci za ten komentarz :)

      • Il

        Gdybym wiedziała, że dostanę puchar to popracowałabym nad stylistyką, a nie pisała na szybko :( Dzięki za wyróżnienie, tym bardziej że podczytuję Cię od dawna. Fajnie, że nie jesteś blogerką, która zachowuje się jak alfa i omega, jak Guru, które może odpisze albo tylko raczy odczytać komentarz, by go zmoderować. Tutaj można poczuć, że jest się na równej płaszczyźnie z Tobą, a nie na hierarchicznej, szczeblowanej (nie umiem tego inaczej określić, ale jesteś prawnikiem więc wiesz o co chodzi :D). Bo przecież „tyle pracy i maili, na które trzeba odpisywać”.

      • Dziękuję :). Możliwość pogadania w komentarzach z Czytelnikami to jedna z najfajniejszych rzeczy w blogowaniu. Jeśli kiedykolwiek mi odbije, mam nadzieję, że ładnie sprowadzicie mnie na ziemię :).

      • Kalutka

        krótko, zwięzle i na temat, jak zawsze. :) tyle jest blogów na ten temat (takie modne) a żaden, tak jak Ty, powoli i skutecznie nie odkrywa, nie tłumaczy tylko syci białymi ideowymi zdjęciami i inspiracjami.
        Nienawidzę białych ścian, kojarzą mi sie z latami 80-90 kiedy nie było kolorów i każdy miał takie ściany.
        Ja mam w jednym pokoju eldorado srebrno-fioletowe, w drugim wielka tapetę na cała ścianę przedstawiajace wybrzeże w RPA i zielonkawe ściany, a w przedpokoju pomarańcz. Wszystko pasuje :)

      • teresa

        nie zmianiaj sie Kasiu ;)
        komentarze są „oknem na swiat” bloga
        przeciez komentujac zawsze piszemy subiektywnie
        warto wiedziec ,co ,kto mysli ,jakie ma spojrzenie na „zycie”
        ja np ,bardzo sie zniechecilam i przestalam zagladac na jeden z polecanych tutaj blogow;) pod ktoryms z wpisow ,byly komentarze mniej wiecej tak jak teraz u Ciebie ,rozne ,rozne spojrzenia ,Ty weszlas w dyskusje
        przedstawilas jak Ty widzisz problem ,jakie sa Twoje wlasne doswiadczenia ,przeciez moga byc zupelnie inne od osoby komentujacej ,wolna wola;)
        zaznacze ,ze komentarze nie zawieraly obrazliwych slow ,ot wymiana pogladow
        ze zdumieniem przeczytalam ,ze komentarz jednej z uczestniczek(notabene tej od ktorej sie wszystko zaczelo)zostal usuniety…..

    • Nie potrafiłabym ująć tego lepiej. Świetny komentarz.

  • Marta

    Dla mnie minimalizm nie jest żadną modą. Być może jest modny ale modą raczej tego bym nie nazwała. To pewien sposób na życie. Ja sama zawsze gromadziła, kupowałam niekoniecznie rzeczy, które potrzebowałam. A to była promocja, przecena, wyprzedaż…Tak nagromadziłam kupę bibelotów, ubrań, które okazało się do niczego nie pasują. Kilka razy w tygodniu stawałam przed wypełnioną po brzegi szafę i zastanawiałam się z czego zrezygnować, co sprzedać, żeby zwolnić miejsce nowemu… i tak w kółko. Twój blog to dla mnie mobilizacja. Mobilizacja do tego czego zawsze mi brakowało a nie wiedziałam od czego zacząć, jak to ma wyglądać. Postanowiłam coś zmienić. Na początek wyciągnęłam kilka sztuk ubrań w których od dawna nie chodzę. Miałam je odsprzedać ale wymieniłam się dzisiaj z bratową na inne, dla mnie „nowe”:) Mam nadzieję, że w najbliższych dniach znów coś odstawię, bo jest w czym wybierać. Piękny pierścionek poszedł dzisiaj do cioci, bo choć piękny nie ubrany od 4 lat:)
    To, że zmobilizowałaś mnie do ogarnięcia siebie i stania się dla siebie lżejszym, wyrzucenia pewnego rodzaju balastu nie nazwałabym modą:)

  • Dobrze, że napisałaś ten wpis, bo to rozgraniczenie jest ważne. Ja nigdy nie uważałam siebie za minimalistkę, choć wszystko co się w nim zawiera jest mi bardzo bliskie i dobrze mi się, żyje według tych zasad. Ostatnio jednak zauważyłam, że równie blisko mi do minimalizmu estetycznego, z każdą wizualizacją mojego wymarzonego miejsca widzę coraz więcej bieli i mniej dodatków.

  • W.

    W nawiązaniu do stereotypów to ja ostatnio często spotykam się z hasłem minimalizm=snobizm i sprzecznością w uzasadnianiu tego. Rzekomo, by być minimalistą trzeba mieć na to pieniądze, bo wszystko musi być markowe i najlepszej jakości. Dlatego też kupuje się mało. Większej bzdury nie słyszałam, a ta jak na złość dość często wraca.
    W kwestii koloru też się nie zgodzę – nie lubię białego, a najbardziej nie lubię białych ścian, co za tym idzie nie jestem w stanie utożsamić tego z minimalizmem. Nie jestem wprawdzie minimalistką, choć ten prąd staje się mi co raz bliższy. Ograniczam posiadanie, praktykuję wyrzucanie (albo raczej przekazywanie nadmiaru dalej), ograniczam wydatki, dążę do balansu w życiu, ale minimalizm – zwłaszcza w formie przedstawianej przez Leo Babutę nie jest mi bliski.

  • Wydaje mi się, że ten stereotyp, jak i pewnie inne, mogę się brać z bezkrytycznego przyswajania czytanych wiadomości i informacji i traktowania minimalizmu jako trend. Innego wytłumaczenia nie umiem znaleźć.
    A to dlatego, że jeśli idea prostoty płynie z wnętrza to czujesz, że nie będziesz zmieniać wszystkiego na raz, nie punkt po punkcie i nie dokładnie tak jak mówią inni. To musi pasować do Ciebie i wynikać z Ciebie, i jeśli nie lubisz białych ścian, to nawet nad nimi się nie zastanawiasz.

  • Jola

    Harmonia to idea minimalizmu, przesada nie jest konieczna.

  • Super, że to rozróżniłaś! :)

  • Pati

    jeju nareszcie ktoś odważył się napisać o minimalizmie. Tak mnie denerwuje takie mylne stereotypy, propagowane w mediach. Teraz połowa dziewczyn są minimalistkami bo noszą czarno białe stroje. A nawet nie wiedzą na czym polega idea minimalizmu. Wszyscy naokoło nazywają się minimalistami. Najbardziej rozwala mnie to, że znane blogerki nazywają się minimalistkami, bo „przez ostatni tydzień nosiły ciągle tą samą torbę” lub wybierają stonowane kolory. Daleko mi do minimalizmu (acz małymi kroczkami się do niej zbliżam) . Ale wiem czym się różni minimalizm w ubiorze a czym w stylu życia. I niesamowicie irytuje mnie to, że ktoś mówi , że prowadzi minimalistyczny styl życia , bo lubi stonowane kolory i wystrój minimalny, a jego szafa ugina się pod stertą ciuchów na sprzedaż , bo ciągle kupuje nowe. Ta hipokryzja sprawiła, że ilość blogów jakie przeglądam wciąż maleje. Po przeczytaniu postów na blogach, gdzie Autorka zna się na rzeczy, wciąż zauważam popełniane te same błędy. Przekaz masowy czasami potrafi nadać nowego znaczenia niektórym pojęciom , a ludzie , którym nawet nie chce się poszukać rzetelnych informacji, tylko wola łazić po jakiś blogach gdzie obraz wizualny ma przewagę nad treścią, bo w sumie po co czytać jak można bezmyślnie pooglądać obrazki, sprawia że ludzie zaczynają wierzyć w coś, co jest głupotą i nieprawdą. Kreuje się wyimaginowany świat, stworzony na potrzeby dobrej sprzedaży. Wszędobylna moda na minimalizm w ubiorze , powoduje we mnie odrazę i irytacje. Przepraszam za chaotyczną wypowiedź, ale często jeśli chce dużo napisać wychodzi jeden wielki bałagan. Acz staram się to wszystko uporządkować.
    Pozdrawiam! ;)

  • Dla mnie minimalizm to przygoda, pomysł na wprowadzenie do mojego życia kilku zmian. „Bawię się” w to od ponad dwóch lat i chociaż nie nazwałabym się minimalistką nawet w 50%, to czerpię z tego dużo satysfakcji. Szczerze mówiąc nieprzesadnie rozumiem osoby, które wchodzą na minimalistyczne blogi i krytykują tę „modę” – przecież nikt nikogo nie zmusza do wdrażania takich zmian w swoim życiu. Nie masz problemu z nadmiarem – super, gratuluję! Ci, których nadmiar uwiera mają prawo się nawzajem wspierać i motywować w działaniach zmierzających do poprawy jakości ich życia. A ten blog moim zdaniem robi to akurat bardzo fajnie, sympatycznie i bez żadnego nadęcia.

    • Magda

      Ja akurat wchodzę na blog i wyrażam zdanie, ponieważ interesuje mnie prąd minimalistyczny jako zjawisko społeczne. Co do tego bloga, zgadzam się. Jest świetny, ale mimo wszystko zawsze zastanawia mnie dlaczego raptem, w pewnych kwestiach ludzie zaczynają mówić na jedną modłę.
      Dziwi mnie też to, że w biednym społeczeństwie. Nie ma co ukrywać, że 2 miliony Polaków wyjechało za granicę, bo tu nie mieli szansy na normalne życie, że mamy bezrobocie, że mamy europejskie pensje a ceny polskie, czterokrotnie wyższe mamy problem z nadmiarem.:)Nie zgodzę się, że to wina ludzi bo wydają na głupoty. To jest bardzo destrukcyjne pojęcie tematu.

      • OK, moja odpowiedź dotyczyła między innymi takiego postawienia sprawy przez Ciebie: „Ja uważam, że cały minimalizm to dziwactwo. Za dużo definiowania, filozofowania. Ja nigdy nie kupowałam za dużo, więc też nie muszę tego ograniczać.”

        Jeżeli jednak chodzi Ci o to, skąd się w ludziach w naszym społeczeństwie biorą takie potrzeby, to myślę, że wiele osób bardzo chętnie z Tobą o tym podyskutuje. Zresztą, jeżeli naprawdę uważnie przejrzysz blogi, to praktycznie każdy autor (z reguły gdzieś na początku) tłumaczy, jak doprowadził się do stanu nadmiaru, z którego chce się uwolnić. O tym, skąd to się wzięło w naszym społeczeństwie jest spora część książki Anny Mularczyk-Meyer, a przedsmak jej opinii na ten temat możesz znaleźć między innymi w jej wczesnych wpisach (np. o jej Rodzicach).

        Od siebie mogę dodać, że brak zamożności w żaden sposób nie wyklucza nadmiaru, często nawet wręcz przeciwnie. Jak zarabiałam za mało, żeby sensownie oszczędzać, to nie widziałam celu w odmawianiu sobie niewielkich tanich przyjemności, typu kolejny kolorowy t-shirt, czy świeczka. Po drugie, często nie mogłam sobie pozwolić na poszukiwanie czegoś, co doskonale spełni moje potrzeby, więc kupowałam coś, co było tanie i „prawie dobre”. I chociaż tego używałam, to najczęściej się do tego jednak do końca nie przekonywałam, więc przy kolejnej okazji kupowałam kolejną „prawie dobrą” rzecz. Po trzecie, jak zaczęłam zarabiać trochę lepiej, to uznałam, że muszę odreagować czasy, w których musiałam sobie wielu rzeczy odmawiać. Zgadnij, jak to się skończyło – otóż kolejną stertą rzeczy.

        Jeszcze jedno – to nie jest tak, że ja (albo inni ludzie) nie mają w ogóle wyczucia i kupują wyłącznie „głupoty”. Wiele z moich impulsywnych zakupów było fajne, poprawiało mi w tamtej chwili humor i w sumie nie żałowałam, że je mam, tylko z czasem zajęły prawie całą przeznaczoną na życie przestrzeń i pomyślałam, że byłoby fajnie mieć ich mniej. Przy okazji odkryłam też, że w minimalizmie nie chodzi tylko o rzeczy, a na przykład też o szanowanie swojego czasu, relacji z innymi ludźmi, swojego zdrowia, a to są już kwestie nie związane bezpośrednio z pieniędzmi.

  • Właśnie takie teksty powinny trafiać do prasy i szerszego grona odbiorców. Może dzięki nim mniej by się kurzu zbierało i mniej stereotypem stawało myślenie nie tylko o minimalizmie.

  • Czytałam komentarze i pojawiło się sporo różnych głosów dotyczących minimalizmu jako mody, ideologii „na siłę”, bezsensownego definiowania, nawet nazywanie minimalizmu dziwactwem. Jeśli za minimalizm przyjmujemy samoświadomość (np. w nabywaniu rzeczy), to jak można pomyśleć, że jest dziwactwem czy bezsensowną modą? Mogę się tylko domyślać, że nie każdy rozumie minimalizm jako poszerzenie swojej świadomości i stąd tyle krytyki. Jeśli coś pozwala nam (lub komuś innemu) żyć lepiej, bez względu czy jest to „moda” na minimalizm, zdrowe odżywanie, fitness, to super. Korzystaj albo nie – twój wybór.

  • zocha

    To najważniejszy dla mnie tekst, jaki przeczytałam! Właśnie czegoś takiego potrzebowałam, jako siły napędowej, dzięki! :D

    • Właśnie takiego komentarza potrzebowałam jako siły napędowej :))). Naprawdę. Dzięki wielkie!

  • Minimalizm (i ten estetyczny, i ten duchowy, ma jedną zasadniczą zaletę) Jest totalnie, nieprzyzwoicie wygodny i praktyczny.

    A praktyczność to coś co kocham ponad wszelką miarę!

  • Pingback: Minimalistyczne wnętrze. Sypialnia - Simplicite()

  • Myślę, że minimalizm polegający na białych ścianach i jednym materacu byłby bardzo prosty! Aż za prosty :) Też należę do tych, którzy nie podążają za ideą ascetyzmu mieszkaniowo-ubraniowego. Minimalizm traktuję jako narzędzie, które pomaga mi w filtrowaniu moich pragnień i dzieleniu na potrzebne i niepotrzebne/zachciankowe :) Przed każdym zakupem zastanawiam się przez dłuższy czas, analizuję opcje.. i po jego dokonaniu zazwyczaj odkrywam, że tak przemyślane gruntowanie działanie gwarantuje większą przyjemność i cieszenie się z tego, co się pojawiło :) Dzięki temu bardziej doceniam to, co kupuję.
    Najprostszym filtrem w moim wystroju wnętrz, który powstał z inspiracji ideą minimalizmu jest pragmatyzm. Ograniczenie dekoracji i innych bibelotów, które były, „bo były”, nie wnosząc nic więcej poza gromadzącym się kurzem i uważniejsze przyjrzenie się przestrzeni sprawiły, że teraz sprzątanie mieszkania zajmuje mi 2 godziny. W tygodniu! Oczywiście, poza odkurzaniem i przecieraniem blatów :) Dzięki temu mam czas na inne, ważniejsze rzeczy. Na przytulanie, relaks, bycie. :)