3 sposoby na wiosenne przesilenie

wiosenne-przesilenie

Co roku łudzę się, że mnie ominie. I co roku boleśnie przekonuję się na własnej skórze, że wiosenne przesilenie to nie jest żaden mit. Przynajmniej w moim przypadku. W tym roku trzymało mnie wyjątkowo długo, a w zeszłym tygodniu nastąpiła chyba kumulacja. I żadna kawa nie pomogła! Na początku stwierdziłam, że nie będę się żalić publicznie, żeby nie zarażać złym humorem i nie marudzić. Ale wreszcie nie wytrzymałam i wyżaliłam się Wam na Instagramie :).

 

I wiecie co? Jak już się pożaliłam, to stwierdziłam, że coś z tym muszę zrobić, ponieważ niechęć do wszystkiego sięgała już szczytów, prokrastynacja stanowiła moje drugie imię, a momentami nawet pierwsze. I tak, postanowiłam podejść do sprawy metodycznie i po prostu przetestować różne metody, żeby zobaczyć, co na mnie działa, a co nie. Może moje doświadczenia się komuś przydadzą.

 

Na początku króciutko o tym, co nie zadziałało, albo nie do końca u mnie się sprawdza. Suplementacja witaminą D to z pewnością bardzo skuteczna metoda. Badania pokazują niezbicie, że jesienią i zimą w naszym klimacie brakuje nam codziennej dawki słońca i z oczywistych względów narażeni jesteśmy na braki witaminy D w organizmie. Niestety, w moim przypadku, to nie to. Suplementuję się witaminą D przez całą zimę więc ten sposób odpada. Spacery (z oczywistych względów często polecane) to również bardzo dobra metoda, ale nie dla osób posiadających psa ;). Chodzę na spacery codziennie, czy chcę czy nie i wierzcie mi, to nie są krótkie spacerki wokół bloku. Nela wymaga momentami żelaznej kondycji. Zapewne najlepiej podziałałyby wakacje. One zawsze się sprawdzają, ale w tej chwili nie bardzo mogę wyjechać… jakoś coś zawsze wypada. Ponieważ teraz piszę do Was będąc już (prawie) w całkiem dobrej formie, to poniżej kilka moich wynurzeń na temat tego, co mi faktycznie pomogło.

 

Zwolnić tempo

Tak po prostu zwolnić. Wydawało mi się, że skoro mam całkiem dobrze opanowany balans pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym, to takiego zwolnienia nie potrzebuję. Bardzo się myliłam, oj bardzo. Moja praca polega na praktycznie ciągłym kontakcie z ludźmi. Blogowanie również polega na stałej interakcji. Okazało się, że pomimo że niesamowicie to lubię, to mój organizm po prostu domagał się odpoczynku i swoistego chwilowego „odcięcia” od ludzi i bodźców.  Nie wiem czy to zauważyliście, czy może nie, ale miałam kilka takich dni, kiedy po prostu musiałam przestać odpowiadać na maile, wiadomości czy komentarze, ograniczyć media społecznościowe do minimum*. Potrzebowałam czasu na wyciszenie, odcięcie od świata wirtualnego, od komputera. Spodobało mi się to na tyle, że teraz świadomie staram się wyłączać, ograniczać co się da. Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że jeśli nie odpowiem na maile tego samego dnia, to świat się nie zawali, choć pewnie parę osób będzie się musiało przystosować do mojego zmienionego rytmu. Zwolnienie tempa mnie bardzo pomogło.

* jeśli zastanawiacie się, co robiłam w tym czasie, to zajrzyjcie tutaj ;)

 

Ustalić (w miarę) sztywny plan dnia

Ten punkt jest bardzo specyficzny, dotyczy on pewnie tylko osób, które mają raczej nienormowany czas pracy. Uwielbiam tą elastyczność czasową, którą daje mi moja praca, bardzo lubię też jej niejednorodność. Mogę sobie sama wybrać, kiedy i gdzie najlepiej mi się pracuje, to jest absolutnie wielki bonus i nie wyobrażam sobie, że miałabym z tej wolności zrezygnować. Czasami jednak czuję, że muszę sobie tą wolność sama ograniczyć. Paradoks, prawda? :) Dlatego też wprowadziliśmy z MM w miarę stabilny tygodniowy grafik, żeby poukładać sobie w nim nasze aktywności i nie tracić czasu na zbędne dywagacje, dojazdy itp., ale też żeby wprowadzić do naszego życia pewien element stabilności i rutyny. Choć nie zawsze udaje się nam trzymać ustaleń, to jednak to pomogło.

 

Oczyścić przestrzeń

Tym punktem wzorowo strzelam sobie w kolano. Jak tylko MM go przeczyta, to za każdym razem, gdy będę miała kryzys, będzie mi kazał sprzątać, zamiast mnie pocieszać ;). Niemniej jednak, prawda jest taka, że w przełamaniu chandry pomogły mi też… porządki. Zaczęłam od zwykłego ogarnięcia przestrzeni wokół siebie, potem zrobiłam generalne porządki na razie w sypialni (wiecie, czyszczenie i wietrzenie materaca, wymiana pościeli i takie tam). Tym razem, na szczęście, zadziałało to pierwsze. Jak tylko zaświeciło słońce, zaczęłam robić plany uporządkowania i zagospodarowania tarasu. Jak co roku, planuję posadzić kwiatki, dokupić brakującą tuję. Zobaczymy, jak to wyjdzie w praktyce, ale to, co już zrobiłam pomogło.

 

 Jakie Wy macie sposoby na wiosenne przesilenie?

 

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, to pozostańmy proszę w kontakcie:

 

  • Zapisz się do Simplicite Newslettera. Zyskasz m.in. priorytetowy dostęp do nowych tekstów, zanim pojawią się na blogu, możliwość uczestniczenia w „bez-zadaniowych” konkursach oraz Planer Szafy Minimalistki.
  • Polub na fanpage na Facebooku lub profil na Bloglovin. Zyskasz bieżący dostęp do wszystkich aktualności.
  • Simplicite możesz śledzić też na Instagramie. Znajdziesz tu dużo z mojego bieżącego życia i sporo zdjęć kawy ;).  

 

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Ja sama walczę z przesileniem, tylko bym spała :) Porządki mam za sobą, ale dalej mnie nie mobilizują. Juz mi tęskno do słońca -ot tak, po prostu :)

  • Gdzieś czytałam, że przesilenie wiosenne to ściema :) ale nie wierzę, bo mnie też czasami dopada (może nawet co roku, nie pamiętam jak było rok temu). Ostatnio też mam z tym problem. Najpierw zwaliłam wszystko na infekcję gardła, ale ta minęła a ja nadal miałam problem ze zmobilizowaniem się do działania. Też trochę odpuściłam. Po pierwsze dlatego, że mój organizm chyba tego potrzebował, a po drugie dlatego, że najlepiej pracuje mi się pod presją czasu – jak zbliżam się do deadline’u to wstępują we mnie nowe siły.
    I tak jak u Ciebie sprawdza się to ustalenie planu dnia, tak u mnie przygotowanie jakiejś konkretnej listy rzeczy do zrobienia. Teraz sobie tylko rozmyślam, że przydałoby się przygotować rower do sezonu albo kupić ziemię do kwiatków, a jak to spiszę w formie listy to od razu nabierze to większego znaczenia i mocy. Muszę sobie zrobić taką wiosenną „to do” listę. Może nawet opublikuję ją na blogu – to tak a propos tych wiosennych tematów, które teraz wszyscy poruszają :D.
    P.s. Podeślesz mi namiary na tą panią od tai chi, o której wspominałaś na spotkaniu? :)

    • Zastanawiałam się głęboko, czy publikować ten wpis i wchodzić w „wiosenną tematykę”, ale stwierdziłam, że może się przyda :). Jasne, puściłam Ci namiary mailem.

  • Karolina Mojko

    Przesilenie co roku mnie bierze. Pomaga zwykle porządne umycie okien i nie ukrywajmy po prostu słońce :)

  • Wlasnie piszę posta na ten temat. Mnie w tym roku strasznie rozłożyło psychicznie….

    • Marta Re

      Karolino to coś tak jak mnie. Jestem zaskoczona, bo myślałam, że te efekt różnych zdarzeń a nie wiosny.

    • No właśnie mnie również, chociaż okoliczności zewnętrzne by na to nie wskazywały. Aż mnie to zaskoczyło… Ciekawa jestem, jak sobie poradziłaś.

      • Post też jest już na blogu – u mnie też żadnych realnych przyczyn takiego rozbicia nie było, a jednak….

      • A ja ogłosiłam, że przestaję pisać bloga. Też nieźle…

  • zielone soki z warzyw z dodatkiem młodego jęczmienia.. daje takiego kopa,że człowiekowi chce się skakać z radości, dostaje przypływu energii

  • Ja ratuję się ustalonym harmonogramem, w przeciwnym wypadku przesiedziałabym cały dzień na dworze ;)

  • U mnie raczej na wiosnę wszystko gra, ale jesienią… Tragedia. Wtedy ratuje mnie właśnie w miarę sztywny plan dnia ale przede wszystkim nastawienie!

  • Spadasz z nieba z tym postem! Nigdy nie miałam takich problemów (jeśli już, to jesienią), a tu – bum! Samopoczucie nie najgorsze, ale non stop śpię i chodzę nieprzytomna.

  • Przesilenie wiosenne to paskudna sprawa. Dookoła świat budzi się do życia, a ja nie mam sił ani ochoty na nic. Robię tylko to co muszę i ani milimetra dalej. Ubieram się w cokolwiek, makijaż jakiś tam tylko żeby był, przez co moje samopoczucie tylko się pogarsza. I najgorsze, że niestety nie znalazłam jeszcze złotego środka na takie dolegliwości. :(

    • Dokładnie! Po dwóch tygodniach dosłownie zmusiłam się do pomalowania paznokci. I wcale mi to nie pomogło.

  • Ja zaczynam dzien od ulubionej pisenki (co pozwala mi się pozytywnie nastroić), plan dnia też jest niezwykle ważny w tym wszystkim;)

  • Myślałam, że w tym roku wiosenne przesilenie mnie nie dotyczy, ale jednak ostatnie pochmurne dni nie zostawiły wątpliwości, że i mnie dopadło. Dzienna rutyna bardzo pomaga, jedyny sposób na to, by nie zmarnować dnia. Dziękuję za polecenie, mam nadzieję, że już więcej nie będę wpędzać Cię w kompleksy :)

  • Widzę, że stylistyka zdjęć z banku przypadła Ci bardzo do gustu? ;)

    Już dawno temu miałam Ci pisać, że miniaturka Twojego zdjęcia na disqus w ogóle mi się z Tobą nie kojarzy, ba, przywodzi mi na myśl jakąś zbuntowaną nastolatkę ^^

  • thatgirlwithasketchbook

    Oj… co za wpis. Wiesz… czasami zmiana miejsca jest potrzebna. Krotko mowiac urlop bez telefonu i internetu i bez siedzenia w domu. Jedzcie gdziez z MM na weekend za miasto. Dajcie sie zainspirowac i absolutnie nic nie musiec. Zlapanie dystansu jest wazne :-).

    Ale ja w innej sprawie. Jestem duza fanka Twojej szafy minimalistki i staram sie trzymac rowniez moja w ryzach, tym niemniej przeraza mnie liczba zaproszen na slub ktore dostaje w tym roku. Jedno mojej siostry, jedno kolegi z pracy i jeszcze dwa kolezanrk mojego chlopaka… oczywiscie konieczna jest sukienka i tu sie rodzi pytanie… jaka… by mozna bylo ja wlozyc zarowno jako swiadkowa jak i czasem wykorzystac po prostu bez okazji. Mam sylwetkr bardzo podobna do Twojej i zastanawiam sie… czy masz jakis pomysl na tego typu rzecz? Nie wiem ponadczasowy fason, kolor a moze po prostu sprawdzone marki gdzie moznaby cos dla siebie znalesc co daloby sie wlozyc takze za rok czy dwa niekoniecznie na slub? Prawde mowiac dawno nie bylam na zadnym weselu i wszystkie te wiosenno-letnie zaproszenia nieco mnie przerastaja… bede Ci wdzieczna za kazda rade ^–^! Pozdraeiam cieplo!

    • Hmm, poszukałabym chyba czegoś w sukienkach koktajlowych, ale gładkich i żeby fason był jak najprostszy. Wtedy wykorzystasz ją do pracy (pod marynarkę) czy też po prostu na co dzień. Nie wiem jakie kolory i długości preferujesz, ale ja szukałabym czegoś jasnego, może kremowa, pudrowy róż albo szarości, o długości maksymalnie do kolana. Wtedy masz bardzo uniwersalny ciuch.

      • thatgirlwithasketchbook

        Kasiu, dziękuję za odpowiedz! Faktycznie myslałam o jakimś jasnym kolorze – w końcu to lato. Gorzej z fasonem i materiałem. Od koronek po jakieś wzory wszystko już przeszło mi przez głowę. Masz jednak rację. Im prostrza tym lepsza. Czas się opwoli rozglądać! Dziękuję za radę i czekam na środowy wpis o materiałach :)!

  • Ala S

    U mnie właśnie witamina D zdziałała cuda. Zawsze myslałam że to już tak musi być że na przełomie lutego i marca czuję się jak kupa a tu się okazało, że to zwykły niedobór. W kategoriach suplementacji polecam też b12 jak komuś siada na psychę bez wyraźnego powodu, może pomòc.

  • W.

    Zwolnienie tempa u mnie też działa jak nic. Zrobiłam sobie weekend offline i bardzo, ale to bardzo dobrze się z tym czuję, a liczba wiadomości w skrzynce odbiorczej wprawdzie spora, ale jak do jutra ich nie przeczytam to nic się im nie stanie. Przez długie lata na przesilenie stosowałam oczyszczanie przestrzeni, w myśl, że porządki to stały punkt zmiany pory roku, ale też w międzyczasie na poprawę humoru, rozpoczęcie nowego etapu w życiu etc. Niestety zbyt częste stosowanie tej terapii porządkowej sprawiło, że teraz jedynie wpędza mnie w frustrację.

  • Jak na chwilę obecną to herbata, bo kawa nie pomaga tak samo w ogóle, ciepłe łóżko, spanie trochę dłużej i dużo przytulania no i obowiązkowo dobry serial albo książka. Zdecydowanie dla mnie są też spacery.

  • Zdecydowanie zwolnienie tempa! Praktykowałam cały weekend + bonusowe dwa dni, wyspałam się za wszystkie zawalone noce i ze spokojem wracam do codzienności. Dodam tylko, że przesilenie u wielu osób potęguje alergia na pyłki! Załzawione oczy, wkurzający katar czy senność to już czasem nie tylko przesilenie.

  • Też kiedyś myślałam, że takie przesilenie to mit, jednak od kilkunastu dni u mnie nastąpiło jakieś apogeum, bo po powrocie z pracy najchętniej drzemałabym na kanapie lub robiła nic. Nawet moja aktywność fizyczna, nad którą tak pracuję od dłuższego czasu poszła w odstawkę, co wprawia mnie w nie najlepszy nastrój :/

  • Wiosenne przesilenie na prawdę istnieje. U mnie zdecydowanie wtedy gdy widzę za oknem okropną pogodę. Wiatr, deszcz, zimno… wtedy od razu mi się wszystkiego odechciewa…
    Ostatnie dni natomiast są dla mnie przychylne i wygląda na to, że pozbyłam sie tego paskudztwa jakim jest spadek formy. Nawet zaczęłam pisać posta o tej wiosennej mobilizacji :)

  • Pingback: Eksperymentuję ze szczęściem - Simplicite()

  • Marta Re

    Dla mnie porządki są lekiem na całe zło. Hitem kiedyś było gdy po małym spięciu z ojcem posprzątałam kilka półek z książkami ( odkurzając, układając, ale nie zmieniając ich miejsca)…Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie były to nie moje półki a ojca, bo swoich skarbów u rodziców nie trzymam już od mnóstwa lat.