Pieniądze a poczucie szczęścia

bob_2

Pieniądze a szczęście. Temat stary jak świat, opisany już milion razy, ale nadal ważny i aktualny. Amerykański ekonomista, noblista, Prof. Edmund Phelps powiedział w ostatnim wywiadzie dla magazynu Forbes, że obecnie szał innowacji zdaje się być zastąpiony szałem konsumpcjonizmu. To niebywałe. Luksus, którzy ludzie chcą posiadać dla splendoru, wydaje mi się objawem braku powagi.

Przypominam, że na moje pytania dotyczące szczęścia i psychologii pozytywnej odpowiada mój przyjaciel, psycholog i socjolog Tomasz Juńczyk.

K. – Czy pieniądze zapewniają nam szczęście?

T. – Obecnie udowodniono już niezbicie, że występują znaczne różnice międzykulturowe w poziomie odczuwanego dobrostanu. Charakterystyczna dla Polski (i generalnie krajów młodego kapitalizmu) jest wciąż korelacja pomiędzy pieniądzem a szczęściem.

K. – Im więcej pieniędzy tym jesteśmy szczęśliwi?

T. – Badania pokazuję, że pieniądze podnoszą poziom szczęścia do momentu kiedy są już zaspokojone potrzeby na poziomie optymalnym, tzn. mam dom, auto, mogę wysłać dzieci do szkoły. Ale to czy będę miał dom o powierzchni 100 m2 czy 200 m2, auto za 60 000 zł czy 200 000 zł już mi poczucia szczęścia nie podniesie. Podniesie poczucie sukcesu, ale nie szczęścia. W Stanach zaczynają to już dostrzegać, stad tam rozkwit badań nad psychologią pozytywną, która mówi wyraźnie, że więcej nie znaczy lepiej i udowadnia to empirycznie. W Polsce, ponieważ bogacimy się od niedawna, jeszcze długo mam wrażenie, nie będzie świadomości że „pieniądze szczęścia nie dają”.

K. – No właśnie. Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, ale to co możesz za nie kupić już tak. Czy kupowanie sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi?

T. – To nie jest do końca tak, że szczęście dają nam rzeczy, które kupujemy za pieniądze, lecz tak naprawdę „szczęście” (celowo w cudzysłowie) dają nam wartości, które niosą ze sobą rzeczy. Z psychologicznego punktu widzenie nie cieszy mnie nowy sweter lecz to, że będzie mi ciepło lub to, że zademonstruję prestiż, bo będzie to sweter modnego projektanta. Niemniej jednak, w takim wypadku szczęście potrwa maksymalnie godzinę i będzie bardzo pozorne.

K. – Dlaczego pozorne? Zgadzam się, że to chwilowe zadowolenie, ale żeby zaraz pozorne?

T. – Przypominam definicję szczęścia (dobrostanu) Seligmana i jej 5 elementów. Bo po co kupuję kolejny sweter? Żeby zabłysnąć, nakarmić narcyzm, udowodnić swoją pozycję? Na pewno nie po to, żeby znaleźć sens życia, zbudować trwały związek. Coś osiągnąć. Żeby była jednak jasność. Kupowanie nie jest negatywne jako takie. Problem zaczyna się wówczas, gdy kupowania uznamy za „zastępnik” wszystkich innych form poszukiwania szczęścia.

*

Podsumowując, wbrew obiegowej opinii nasze poczucie szczęścia okazuje się być skorelowane z ilością posiadanych przez nas zasobów, ale tylko do momentu zaspokojenia podstawowych ludzkich potrzeb. Potem, więcej nie znaczy lepiej, a materializm i konsumpcjonizm to prosta droga, ale z pewnością nie do szczęścia…

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • rogaczki

    Podoba mi się podejście Twojego rozmówcy :) staram się mieć podobne, chociaż nie zawsze mi ono wychodzi.
    Wydaje mi się, że pieniądze napędzają pewną spiralę – mam, ale przecież mogę mieć lepsze, droższe. Przestajemy myśleć o tym, czy nowszy telefon nas uszczęśliwi albo ułatwi nam życie bardziej niż obecny – musimy go mieć, bo tak… wypada?
    Nie mam za dużo, czasami wydaje mi się jak chyba każdemu, że mam za mało. Ale staram się wtedy myśleć o tym, czy coś, co chciałabym sobie kupić za kilka dodatkowych stówek w portfelu da mi cokolwiek, poza samym haczykiem na liście. Wtedy dużo mniejszych lub większych zachcianek zostaje zdeptanych przez zdrowy rozsądek :) Nadal szukam równowagi między tym co posiadam, a tym co reprezentuję.
    Pozdrawiam i z coraz większą przyjemnością się zaczytuje, A