Czy polskie marki fashion są naprawdę slow? [wywiad]

targi-slow-fashion-recenzja-simplicite

W zeszłym miesiącu, w Warszawie odbyła się kolejna edycja targów mody Slow Fashion. Postanowiłam je odwiedzić, tym razem z notatnikiem i dyktafonem w telefonie, żeby sprawdzić czy polskie marki faktycznie mają coś wspólnego ze slow fashion. Ciekawi?

 

Targów modowych (i nie tylko) w samej Warszawie pączkuje niewiarygodnie wręcz dużo. Byłam na wielu z nich, bardziej z ciekawości, niż na zakupach i przyznam szczerze, że… mnie zmęczyły. Początkową radość i zachwyt rękodziełem zastąpiła nuda i powtarzalność. Ubrania? Tylko szary dres kiepskiej jakości. Do domu? Lampy na sznurkach, niemalże te same na każdym stoisku, ewentualnie drewniane deski. Dlatego na długo zrobiłam sobie przerwę, nawet magiczny zwrot slow fashion w nazwie nie robił na mnie wrażenia, wręcz przeciwnie, traktowałam go bardzo podejrzliwie.

 

Ponieważ, w gruncie rzeczy, co to znaczy, że dana marka, dany produkt jest slow? Zapytałam Was o to jakiś czas temu na Facebooku i odpowiedzi były dość naturalne i intuicyjne.

 

Według Was produkt slow to rzecz:

  • wysokiej jakości (zarówno materiały, jak i wykonanie) i wytrzymała
  • produkowana w Polsce lub w Europie
  • unikatowa i klasyczna (bez udziwnień), ponad trendami, ale ciekawa w formie
  • z naturalnych, nie syntetycznych materiałów
  • w cenie adekwatnej do jakości (nie sztucznie zawyżana)

 

Natomiast marka slow to producent, który:

  • zna i komunikuje źródło swoich produktów
  • dba o poszanowanie natury i praw pracowniczych/farmerów przy produkcji surowców
  • podejmuje działania dla lokalnej społeczności (choćby miejsca pracy itp.)
  • ma dobry kontakt z klientem, którego szanuje
  • gra fair – uczciwie traktuje prawo, środowisko i biznesowe obyczaje

 

Dlatego też, ostatnie targi mody na Stadionie Narodowym odwiedziłam z zamiarem sprawdzenia ile jest slow w tym polskim fashion? Na tychże targach, oczywiście. Na sam początek postanowiłam przepytać Izę Miłosz, jedną z organizatorek, bezpośrednio odpowiedzialną za wybór wystawców.

 


Wywiad z Izą Miłosz – współorganizatorką targów Slow Fashion

 

 

Izo, intrygują mnie przede wszystkim kryteria wyboru dostawców. Przekopałam się przez Waszą stronę i tam oczywiście macie dekalog marki slow itp., to właśnie stanowi kryterium wyboru?

Te kryteria muszą być trochę bardziej elastyczne, niż spisane zasady. Gdybyśmy się restrykcyjnie trzymali zasad to nie każdy wystawca spełniłby je w 100%. Przede wszystkim muszą być to rzeczy wytwarzane w Polsce, ale nie zawsze są to materiały, tkaniny wyłącznie polskie. Coraz więcej polskich producentów odeszło od tego przysłowiowego szarego dresu, który jakiś czas temu zawojował rodzimy rynek mody i idą w elegancję, w naprawdę wysoką jakość.

 

KLIKNIJ i PRZECZYTAJ CAŁY WYWIAD ⇓

Wełny?

Tak. Wełny, kaszmiry, jedwabie. I to są tkaniny, które, niestety, muszą sprowadzać z zagranicy. W Polsce mamy dostępne niezłe dzianiny, ale lepsze tkaniny czy skóry dostać bardzo trudno. Nie chcemy więc ograniczać wystawców do określonego asortymentu. Tu mamy więc odstępstwo, ale pilnujemy, żeby pochodziły nadal z Europy, a nie np. z rynku azjatyckiego, np. skóry są najczęściej włoskie. Dodatkowo, nie chcemy, żeby były to firmy produkujące masowo. Zależy nam na małych firmach z ogromną pasją.

 

Jak to wygląda technicznie? Wy im dajecie jakąś ankietę do wypełnienia, którą następnie weryfikujecie?

Przede wszystkim sprawdzamy informacje o dostawcach dostępne w internecie oraz stawiamy na weryfikację w bezpośrednim kontakcie (osobistym, telefonicznym, mailowym).

 

Czy to znaczy, że w zasadzie musicie im uwierzyć „na słowo”?

Tak, trochę tak. Nie mamy technicznej możliwości zajrzeć komuś „w papiery”. Też sami wystawcy pilnują, żeby ktoś taki się nie przedostał do naszego grona. Mieliśmy np. przypadek dziewczyny, która wprowadziła do swojej kolekcji gotowe rzeczy sprowadzone z Chin. Może chciała pójść na skróty… Od razu zostało to wyłapane przez innych wystawców i zgłoszone do nas. Przeprowadziliśmy z nią rozmowę, w wyniku której zrezygnowała ze sprzedawania tej kolekcji u nas.

 

Taka samoregulująca się społeczność? :)

Tak, dokładnie tak. Sami wystawcy nas mocno mobilizują do trzymania poziomu. Pilnują siebie wzajemnie.

 

Zdarza się Wam odrzucać zgłoszenia?

Tak, czasami dlatego, że firma jest zbyt mała, jeszcze raczkuje, brakuje jej rozpoznawalności. Nie w ujęciu lajków na Facebooku tylko braku pewnej twórczej spójności. Stawiamy na marki, które są wyraziste i wyjątkowe w swoim nurcie, w swojej specjalizacji. To pomaga w późniejszym wyborze Klientom.

 

W takim razie na zakończenie, Twoje 3 ulubione marki? Takie, które są najbliższe Twojemu sercu i dlaczego? :)

Uwielbiam koszule od LaWoman. Są genialnie uszyte, kroje są idealne i personalizowane. Druga marka, z którą jestem sentymentalnie związania, choć nie do końca jest to mój styl to Madelle. Podziwiam ją za jakość wykonania i dobór materiałów. Założycielka to dla mnie taka „Mała Francuzeczka”. ;) Piękne rzeczy, choć dość drogie.

 

A dziś, co masz na sobie? Taka babska ciekawość… :)

Dziś mam na sobie bluzkę od Polanka, spodnie to mój autorski projekt. Kiedyś miałam swoją markę, którą potem zarzuciłam, ale w moim życiu stąd właśnie wzięło się slow. Zaczęłam szyć, realizując swoje ubraniowe fantazje i marzenia. Kolczyki, które mam na sobie to projekt Darii Siwiak [piękne! – przyp. mój]. Staram się nosić projekty polskich projektantów, bo są najlepsze!

 

Izo, na koniec moja prywata. Szukam ciepłego, wełnianego płaszcza. Które marki byś mi poleciła?

U kilku marek znajdziesz klasyczne płaszcze, u Polanki, u Talii (wełna z poliestrem z podpinką), u Madelle są przepiękne, ale droższe, bo z wełny z kaszmirem.

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

 


 

Moje największe zaskoczenie na targach Slow Fashion? Mała liczba wystawców. Jadąc na stadion narodowy spodziewałam się dużej hali wystawowej, a zastałam bardzo selektywny wybór marek z różnych półek cenowych. Gdy postanowiłam zrobić kilka mini-wywiadów z wystawcami, chciałam przede wszystkim poznać ich punkt widzenia, wziąć ich trochę „pod włos”, dowiedzieć się, z jakiego względu określają swoje produkty mianem slow. Nieoczekiwanie zyskałam coś jeszcze. Coś, o czym organizatorzy piszą w swoich zasadach slow fashion: poznaj osobiście projektanta, u którego robisz zakupy. Wpadnij na targi, do butiku, napisz maila. Porozmawiaj o projektach, o jego pracy. Zobaczysz, że warto. Potwierdzam!

 

Zrobiłam bodajże 4 wywiady, z czego 2 z nich znajdziecie poniżej. Jednocześnie, są to marki, które wzbudziły mój szczególny zachwyt. Nie tylko z uwagi na same produkty, ale przez wzgląd na właścicieli – ludzi z niekłamaną pasją, pełnych zapału i przekonania! I to widać, moi Drodzy, widać też w ich produktach.

 


zurbano-simplicite 

 

 

ZURBANO „Piękno nie idzie na kompromis”

 

 

 

 

Marka ZURBANO to genialne buty, za którymi stoi fantastyczny duet – siostry Monika i Gabriela Łukacijewskie. Świetnie się nam rozmawiało, jeszcze na długo po wyłączeniu dyktafonu :), odwiedziłam też ich warszawski showroom. Zakochałam się w jednych butach i postanowiłam zabrać je do domu.

 

Dziewczyny, dlaczego Wasza marka obuwnicza to marka slow?

Dlatego, że produkujemy buty wysokiej jakości. Są szyte ręcznie za granicą, w Hiszpanii, w Portugalii i we Włoszech. Produkujemy z najlepszych materiałów, każdy produkt jest maksymalnie dopieszczany. Dodatkowo, każdy model to maksymalnie kilkanaście par, które trafiają do sprzedaży. Nie idziemy w ilość, idziemy w jakość. Chcemy, żeby każdy szczegół był dopracowany, żeby nasze buty były wyjątkowe. Buty, których nie ma na rynku.

 

KLIKNIJ i PRZECZYTAJ CAŁY WYWIAD ⇓

Większość producentów, z którymi rozmawiam, wręcz szczyci się tym, że produkuje, szyje w Polsce. Tymczasem Wy produkujecie za granicą. Dlaczego?

To prawda. Produkujemy za granicą i mówimy o tym otwarcie, chociaż być może nie kojarzy się to w 100% z pojęciem slow działającym na polskim rynku. Jednak, o produkcji za granicą zdecydowała nasza dbałość o szczegóły i to, że jesteśmy bardzo wymagające przygotowując każdą kolekcję. Szyjemy w małych, rodzinnych zakładach z wielopokoleniową tradycją szewską, których właścicieli poznałyśmy jeszcze na etapie pierwszych pomysłów o własnej firmie obuwniczej i z którymi świetnie się zrozumiałyśmy, podzielając te same przekonania co do jakości i wygody obuwia.

 

W skąd bierzecie skóry? Bo Wasze buty są ze skóry naturalnej, prawda? Byłybyście w stanie szyć wyłącznie z polskich skór?

Tak, skóra naturalna to materiał najlepszy dla stopy. Szyjemy ze skór włoskich. Przygotowując kolekcję, wybieramy skóry kierując się naszą estetyką i wizją projektu. Jeśli jest taka potrzeba radzimy się specjalistów od strony technicznej. Są świetne polskie garbarnie, ale jednak Włosi wciąż przodują i te skóry są lepiej przygotowane. Choć trzeba przyznać, że polskie skóry bardzo często trafiają do Włoch i tam są przerabiane. Mówi się potem, że skóry są włoskie, ale tak naprawdę pochodzą z Polski!

 

Jakiś czas temu przygotowałam na blogu poradnik o tekstyliach i planowałam kolejną część na temat butów. Jednak odnoszę wrażenie, że informacje na temat butów są jedną wielką tajemnicą. Przykładowo, wyściółka bywa ze skóry naturalnej, ale też tekstylna. Przy czym, nie wiadomo, co to do końca znaczy…

To prawda. Często producenci oszczędzają na komponentach, które nie są widoczne „od razu”. U nas buty są skórzane w całości, łącznie z wyściółką, podszewką i podeszwą zewnętrzną. But nie tylko ma wyglądać, ale też sprawiać stopie komfort.

 

Czy na co dzień, jak kupujecie dla siebie ubrania, zwracacie uwagę, żeby nosić polskie marki? Jakie marki macie dzisiaj na sobie?

[Gabriela] Tak, chociaż w wyborze ubrań najważniejszy jest zawsze materiał. Zawsze czytam metki, nieważne w jakim jestem sklepie. Marka mniej się liczy, bardziej jak ten ciuch wygląda, co mnie w nim urzekło i to, z czego jest zrobiony. Uwielbiam naturalne materiały! To moje wewnętrzne slow :).

Ja [Monika] mam na sobie Calvina Kleina, chyba od góry do dołu. A ja [Gabriela] Hugo Boss i Michael Kors. A buty swoje, oczywiście, że swoje! Tylko Zurbano!

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

 


niebagatela-simplicite

 

 

 

NIEBAGATELA „Luxury wooden eyewear”

 

 

 

 

Łukasz Marzecki – właściciel marki, projektant i główny wykonawca jest tajemniczym mężczyzną, który lubi, gdy zamiast niego przemawiają produkty jego rąk ;). A produkty, trzeba przyznać, robi wyjątkowe. Jeśli uważnie czytacie posty na blogu, wiecie, że para okularów wykonana przez Łukasza trafiła już do mojej szafy. Długo się nad nimi zastanawiałam, oj długo… Głównie dlatego, że należę do osób, które gubią okulary. Po 2 tygodniach bicia się z myślami, gdy wciąż nie mogłam wyrzucić ich z głowy, stwierdziłam, że powinny być moje ;). 

 

Łukasz, co pozwala Ci twierdzić, że Twoja marka jest slow?
Niebagatela to pierwsza w Polsce manufaktura drewnianych okularów, powstała w 2013 roku. Slow dlatego, że okulary robię sam, ręcznie, czas wykonania oprawy to ok. 2 tygodni. Jest to starannie dopieszczony produkt, od wycięcia przez klejenie i lakierowanie. Typowy handmade.

 

KLIKNIJ I PRZECZYTAJ CAŁY WYWIAD ⇓

Skąd bierzesz tworzywo?
Ze składów drewnianych. Są to forniry i głównie drzewa egzotyczne, które mają swój niebywały urok. Są dużo ładniejsze, niż nasze polskie, głównie z uwagi na uwarunkowania geograficzne. Zdecydowanie ładniejsze.

 

Produkcja, rozumiem w Polsce?
Oczywiście, to rodzinna firma, pomaga mi mój tata i pies.

 

Ostatnie pytanie. Nosisz swoje okulary? No i pytanie, które zadaję dziś wszystkim swoim rozmówcom. Co masz na sobie, chodzi mi o marki ubrań?
Okulary swoje, oczywiście, przeciwsłoneczne. Jeśli chodzi o marki ubrań to nie podaję takiej informacji, tak samo jak nie podaję, jakich używam perfum. Lubię tajemnice…

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!


Czy wszystkie polskie marki, które dumnie określają się mianem slow, na takie miano zasługują? Nie. Czy wszystkie tworzą produkty wysokiej jakości? Nie, zresztą widzieliście sami w ostatniej recenzji ubrań z Szafy Minimalistki. Jednak, przy odrobinie zaparcia możemy znaleźć prawdziwe perełki. Coraz więcej rzeczy w mojej szafie pochodzi z polskich firm i ogromnie mnie to cieszy.

 

Chętnie poczytam Wasze opinie na temat targów ubraniowych sensu stricto (chodzicie, kupujecie?) i nurtu slow fashion generalnie. Do podyskutowania w komentarzach!

 

Dziękuję, że jesteś. Pozostańmy w kontakcie:

Simplicite Newsletter
zawsze unikatowe treści, bonusowe materiały, poradniki zakupowe i konkursy

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Xoxo

    Piekne Slow marki to Wislaki, Dream Nation, wearso, elementy, balagan, Karina Królak, pracownia warszawa – ale ich na targach SLOW nie znajdziesz, nie ta jakość ;) warto sie przyjrzeć!

    • Do Elementów się wybieram i wybieram. W końcu muszę tam dotrzeć. :)

      • Xoxo

        Elementy polecam mocno! A i Balagan jest godny uwagi ;)

  • ti

    Nie sledzę mody, przy wyborze ubrań kieruję się ich jakością i moimi potrzebami. Lubię za to zdolnych ludzi z pasją, dlatego od czasu to czasu wpadam na różne tego typu targi. Przyznaję, że raczej oglądam, ale zdarzyło mi się też kupować (na design jestem w stanie wydać więcej). Niestety trafiałam raczej na ubrania typu „kiepsko uszyty dres”, kruszace sie nadruki i plecak do noszenia powietrza, bo obciazony wrzyna sie w cialo. Kiedy j
    zanioslam do krawcowej do zwezenia plaszczyk – dowiedzialam sie ze amatorsko uszyty i trzeba poprawic bo bedzie tracil fason. Wyjatki – rekawiczki kupione podczas targow Moustache (niestety odcielam metke), sukienka z eventu na Nowym Swiecie. Polecam za to butkiki z polskimi cichami z polskich szwalni. Gorszy design, ale ubrania sa bardzo solidne + wyselekcjonowane przez wlascicieli.

  • Xoxo

    Jasne, zgadzam sie, ale pomysł jak „ekologiczna i slow” moze być bluza za 120 zł? Dla mnie marka slow to tez marka ktora wynagradza swoich pracownikow, płaci im godnie a nie 7 zł za h. Jezeli ktos głośno mowi o tym, ze kocha marki spod szyldu „slow” to warto pamietać ze i dobry materiał sporo kosztuje, konstrukcje, nici, stopniowanie i milion innych czynników. Swego czasu Black dresses swietnie ujęła ten temat!

    • Marta Zet

      Sure. Tylko wtedy pamiętajmy, ze slow jest tylko dla ludzi mających dużo kasy i naklanianie przeciętnie zarabiajacych, by zaczęli byc świadomi i wspierać marki slow – jest co najmniej dziwne.
      I niestety, bywalam na targach i większość to były dresowki z naszytymi metkami z logo, za ktore spiewano po kilka stówek…Moze to sie juz zmieniło, bo z 1,5 roku nie byłam. Ale niestety cena nie przekładała sie jednak na jakość. Wiec w tym przypadku większość zarobku nie szla na świetne materiały i zarobek super zdolnych szwaczy…

      • Xoxo

        Hej hej pamiętajmy ze jest TONA polskich marek tak złych, ze nawet 100 zł niewarto wydać. I tu sie chyba wszyscy zapetliliscie – ja podałam przykład kilku Marek o których wiem, ze jakość jest prima sort i umiem wytłumaczyć cenę produktu i sie na nia zgadzam. Wy podajecie przykłady „płaszcz z shwr za 600 zł” i „szarej dresowki” – super ale nawet nie wiadomo co to marka, skad ma materiały, wiec ja sie do tego nie odnosze.

      • Marta, chyba naprawdę już dawno nie byłaś na targach :), kiedyś faktycznie tak było. Nie twierdzę, że się nie zdarza, ale na tych targach takich „kwiatków” nie było. Oczywiście, że są firmy, które pod przykrywką slow tworzą buble, drogie buble. Jednak, w większości przypadków za ceną idzie konkretna jakość – zresztą odnosiłam się już do tego na KONKRETNYCH liczbach – http://simplicite.pl/ubranie-jako-inwestycja/.

    • ti

      Nie zgodzę się z tym tak do końca. W Berlinie lub Amsterdamie są sklepy, w których takie ubrania szyte na miejscu kosztują podobnie lub nawet mniej w przeliczeniu na zlotowki. Czyli np. to co tam mozna kupic za 1/20 pensji mlodej osoby po studiach u nas za 1/5. A praca niemieckiej szwaczki tez pewnie jest lepiej wynagradzana niz w pl. Poza tym np. w szwalniach w Lodzi i okolicach bluze mozna uszyc za 20-30 zl i to na wypasie. Przyklad – jako pamiatke z berlina przywiozlam sobie solidnie uszyta tunike z eko certyfikowanej bawelny, stan po roku noszenia – idealny, swietny design – cena okolo 50 euro. Z Londynu mam genialne buty – cena (po negocjacjach :)) jak u nas w sieciowkach typu Wojas. Dla porownania – plaszcz z showroomu, ktory musialam poprawiac zeby nadawal sie do noszenia – 600 zl z giga przeceny, slaby material, podszewka w kieszeniach popruta po paru zalozeniach, kontakt z projektantka – bez komentarza, za to fajna sesja zdjeciowa i projekt.

      • Xoxoc

        Hej hej pamiętajmy ze jest TONA polskich marek tak złych, ze nawet 100 zł niewarto wydać. I tu sie chyba wszyscy zapetliliscie – ja podałam przykład kilku Marek o których wiem, ze jakość jest prima sort i umiem wytłumaczyć cenę produktu i sie na nia zgadzam. Wy podajecie przykłady „płaszcz z shwr za 600 zł” i „szarej dresowki” – super ale nawet nie wiadomo co to marka, skad ma materiały, wiec ja sie do tego nie odnosze i na pewno nie bede próbowała bronić takich projektow, takiej jakości i takich cen. Jezeli natomiast mowa o bluzie za 50 euro yo jest to ok 240 zł. Realia berlińskie sa nieco inne niż nasze, wiec czy serio ta bluza za 50 euro to taki super przykład? I mówienie ze to 1/20 pensji tam? Serio?

    • Zgadzam się i polecam analizę kosztów, która nie tak dawno zagościła na blogu: http://simplicite.pl/ubranie-jako-inwestycja/.

  • iwona

    no właśnie.
    Ja dokładając 100 zł mam szytą na miarę (nie MTM, tylko pełne bespoke) koszulę z najlepszej włoskiej bawełny. Naprawę z najlepszej.

  • Też wpadłam na te targi i rzeczywiście dresu jest sporo. Moim zdaniem na tym tle rzeczywiście wyróżnia się Madlelle i Polanka. Ceny są jednak dość wysokie. I rozumiem, że można kupić mniej, ale lepiej. Tyle, że jeśli sukienka kosztuje ok. 700 zł to ktoś z pensją nieco powyżej minimalnej krajowej raczej sobie na nią nie pozwoli. Nawet gdyby chciał odłożyć bo zawsze będzie miał pilniejsze potrzeby. I oczywiście, że lepiej jest kupić mniej a lepiej, ale w jednej bluzce czy sukience ciężko na okrągło chodzić. Ktoś może sobie więc przeliczyć, że w cienie jednej sukienki będzie miał trzy. I tu sieciówki wygrywają. Żeby nie było. Ja jestem za ideą slow i mam nawet kilka rzeczy od naszych młodych rodzimych marek. Jestem z nich zadowolona. Wszystko jednak wygląda inaczej, zwłaszcza ceny, z perspektywy Warszawy czy innych dużych miast a inaczej z punktu widzenia kobiety z małego miasta powiatowego.

    • Kasiu, zgadzam się, oczywiście. Kwestia ceny zawsze będzie relatywna i będzie zależała od wysokości zarobków, nawet niekoniecznie od miejsca zamieszkania.

  • Wydaje mi się, że często stoimy na cienkiej granicy pomiędzy slow fashion a po prostu chęcią byciem snobem. Bo ja rozumiem rozumiem, że cena to design, koszty produkcji na małą skalę, trend na rynku (sprzeda się bo modne) – ale czym kierujemy się tak na prawdę przy zakupie np. dresówki za 700zł? U Was też siedzi w środku taki mały snobek? ;)

    • Trochę nie bardzo rozumiem, do czego się odnosisz. Żadna z marek, o których piszę, nie sprzedaje dresówki za 700 zł…

      • Oczywiście że nie. Ty masz podejście do slow fashion – to naturalne, proste i słuszne. Ale jakie gro ludzi kupuje slow bo jest modne, nie zastanawiając się np. nad stosunkiem ceny do jakości. Komentarz tyczy się innych wypowiedzi i dywagacji co do kosmicznych cen. Może nie precyzyjnie napisałam.

      • A, jasne, rozumiem! No pewnie, że czasami tak jest i też mnie to drażni. Płaszcz z poliestru, z 5% domieszką wełny za 1000 zł pod przykrywką slow i polskiej marki. Nadużycia są wszędzie. Moja filozofia w tym względzie to chyba właśnie „ufam, ale sprawdzam”. :)

      • Dlatego tak bardzo cieszę się, że jesteś i otwierasz oczy innym! Pozdrawiam!

      • :)))

  • Joanna

    Buty Zurbano piękne jednak cena 700-1000zł jest poza zasięgiem mojego portfela. Myślę, ze dla wielu kobiet czytających Twojego bloga górną granicą są buty z Rylko albo Wojas. Sama należę do takich osób. Kasiu czy mogłabyś przygotować post o polskich dobrych markach, ktore są w zasięgu znacznie większej grupy osób?

    • Joanno, właśnie weszłam na stronę Ryłko i średnia cena ich szpilek to 300 zł. Szczerze mówiąc, wolę zamiast dwóch par takich, kupić jedne dwa razy droższe, ale szyte ręczne w najlepszych fabrykach z najlepszych jakościowo komponentów. To kwestia wyboru. Naprawdę, chciałabym bardzo sprostać wymaganiom w postaci: najlepsza jakość za niską cenę, ale im dłużej szukam, tym bardziej widzę, że cuda się nie zdarzają. :(

      • Myślę że Asi chodziło o to że… No cóż jedne szpilki Wojasa z wyprzedaży to to na co my proste przecietne polki z prowincji ;) możemy sobie pozwolić. Ech. Fajnie ze możesz wydać 600 zl na buty. Ciężko na to pracujesz. My na swoje 170 zl też. Dlatego szukamy sposobu by wydać je najmądrzej :) Nie oczekuję postu o który prosiła Asia bo to zupełnie nie Twoja bajka, to co robisz robisz świetnie i jesteś bardzo inspirująca.

      • Ej, bez przesady z tą prowincją! ;) A ja to niby skąd jestem? ;) Wiem, ja to wszystko naprawdę rozumiem, bardzo chciałabym móc napisać: oto super polska marka, genialna jakość i niskie ceny, tylko nie mogę, bo takich nie ma. :( Jakby były to też wolałabym na buty wydać 100 czy 200 zł, zamiast 600! Testowo kupiłam sukienkę polskiej marki, super cena, niby wszystko fajnie, ale po dwóch praniach mam szmatę do podłogi (opisywałam w ostatnim poście z recenzjami).

      • Joanna

        Niestety wyzsza cena nie zawsze idzie w parze z jakością . Przekonałam się o tym wielokrotnie. W drugą stronę działa to tak samo. Miałam balerinki z H&M, które przetrwały 3 albo 4 sezony a kosztowały tylko 40zl:) Bardziej chodziło mi o to czy istnieje moda slow dla przeciętnie zarabiających, dla których, cena za 1 parę butów w granicach okolo 300 zl to górna granica. A nie jest to wcale malo jak za buty. Znam osoby, ktore przewracaja oczami gdy słyszą, ze kupiłam szpilki w Wojasie za 300zl. A nie zarabiają najniższej krajowej. A to, ze można kupić dobre buty w tych cenach doświadczam na własnej skórze. Za tyle kupiłam kozaki na poświątecznej wyprzedaży w Rylko i jestem z nich zadowolona. Ubieram je dosyc czesto do spódnic i sukienek. Fajnie, ze dobra jakosciowo moda slow się rozwija jednak jest ona nadal niedostępna dla większości jej odbiorców.

      • iwona

        tylko że slow to nie tylko cena vs jakość, to też pochodzenie materiału i wynagrodzenie pracowników. Rzekłabym nawet, że jakość produktu to jakby efekt uboczny takiego a nie innego podejścia do produkcji. I jak się to wszystko zbierze, to nie da się wyprodukować balerinek za 40 zł

      • Joanna

        Balerinki za 40 zl były akurat przykładem iż nie zawsze trwałość idzie w parze z ceną. Absolutnie nie były slow. Mnie cały czas chodzi o coś innego. Czy można stworzyć modę slow w bardziej przystepnych cenach. Dzięki temu skorzystaloby z niej więcej osób. A gdy sprzedaż jest większa to więcej rzemieślników jest dobrze oplacanych. Jak na razie to moda dla wąskiego grona. W każdym możliwym poradniku grzmią- kup jedna rzecz ale porządną. Starczy na dłużej. Co jeśli ta super jakościowo rzecz jest powyżej zasięgu wiekszosci? Nierealne jest posiadanie jednej sukienki czy pary butów do wszystkiego.

      • Justyna Z

        Absolutnie nie zgodzę się z tym, że porządne skórzane buty trzeba kupować za 700 czy 300 zł. Takie ceny są, ale w galeriach, w sieciówkach. A czy poszukałyście w swojej okolicy zwykłych małych sklepików ze skórzanymi butami polskich producentów? Wyglądają niepozornie, a można się mile zdziwić. Ja kupiłam idealne klasyczne szpilki polskiej marki Żurek – skórzane. Biją Wojasa na głowę. Kosztowały 170zł. Wystarczy się rozejrzeć szerzej, poza wielkie galerie. Prawda jest taka, że takich polskich marek jest wiele, ale nie mają silnego marketing, aby przebić się do szerszej publiki…

      • ti

        Justyna, zgadzam się. W Polsce jest wielu producentow, ktorzy produkuja na potrzeby malych sklepow i robia to dobrze. Nonstop chodze w butach Wolski – nie do zdarcia, ale maja za malo klasycznych modeli. Arkado – mam piekne botki. Mam tez sandaly kupione w zwyklym obuwniczym (Warszawa al. Solidarnosci niedaleko Zelaznej – pieknie wykonane i solidne, skora). Nie bylo potrzeby reklamacji, nie byly drogie, kazda z tych par posluzy mi jeszcze lata. Czyli mozna. Rozumiem, ze sa osoby, dla ktorych obciachem jest sie pokazac w niedesignerskich butach ze sklepu dla babc, nawet moga nie wiedziec, ze takie sklepy sa.

      • Marta Zet

        No wlasnie o to mi chodzi – czy te kosmiczne ceny to naprawdę muszą takie być, żeby było dobrze i etycznie czy to tylko taki marketing, bo nie ukrywajmy – slow jest modne…? Ja mam podejście takie, ze jako osoba lubiąca uważać sie za rozsądną – wybieram najlepsza ofertę. Czyli najlepsza jakość i design w najlepszej cenie. I jeśli buty np. Ryłko czy Wojas spełniają moje kryteria – to nie kupię butów dwa razy droższych tylko dlatego, żeby było slow. Bo mi jakość powyższych marek wystarczy. Rozumiem i popieram ideologie slow, ale nie jestem w stanie jej wspierać kwotą kilkuset złotych na jednym zakupie. Proza życia.

      • I na tym tle powinno się zadać pytanie: Która marka jest rzeczywiście slow: Żurek, Wolski czy Zurbano? I czy w ogóle możemy mówić o marce lub biznesie slow? Czy slow tzn. przemyślane a nie impulsywne, wynikające z potrzeb a nie zachcianek, zostające na lata a nie wyrzucane po sezonie, nie powinny być raczej nasze wybory zakupowe? Slow marka i slow biznes jakoś mi nie pasują,slow możemy być w sferze intelektualnej, duchowej i emocjonalnej. W sferze wyborów, uwagi i rozsądku.

      • Marta Góra

        Slow to też rozsądny zakup i takim dla wielu kobiet są właśnie buty od polskich producentów. Dla mnie Ryłko, Wojas czy Badura to jeszcze bardziej slow, bo buty pokonują w drodze do sklepu max 50 km a nie 3000:) Mieszkam w tym zagłębiu szewskim i wiem jak ważną rolę na rynku lokalnym odgrywają te firmy – dają ludziom pracę, której w małych miasteczkach i wsiach wciąż brakuje. Poza tym polskie skóry są całkiem niezłe i często lepiej wypadają niż włoskie. Dla mnie z powodów etycznych buty muszą być też fair trade, dlatego nigdy ich nie kupię ani w Zarze ani w H and M ani innej wielkiej sieciówce. W malinowych butach Zurbano się zakochałam (pewnie jak połowa czytelniczek tego bloga), na szczęście chciejstwo mnie omija bo od lat nie chodzę prawie wcale na obcasach. Poza tym jeszcze coś – buty na skórzanej podeszwie są eleganckie ale niepraktyczne. Miałam raz w życiu – po pierwsze też ciągle z tyłu głowy kołatało się że kosztowały bardzo dużo (i tak w pociągu facet najechał na stopę walizką na kółkach – nie dało się rozciętej skóry uratować), po drugie ciągle musiałam je nosić do szewca żeby podbić od spodu co znacznie jeszcze podwyższyło koszt użytkowania. Buty były przepiękne, miałam je długo i chyba nigdy ani wcześniej ani później żadne inne nie były tak wygodne. To nie są jednak buty do codziennego użytkowania, zresztą buty skórzane muszą odpoczywać i trzeba mieć drugą parę na zmianę. Od ponad 20 lat jestem wierna butom Ryłko i nigdy mnie nie zawiodły. Ta firma ma jeszcze coś czego brakuje gdzieś indziej – nietypowe rozmiary i połówki numerów. Ja właśnie u nich kupuję takie połówki, moja mama szpilki w rozm 35. Nie narzekam też na buty Wojasa, obecnie mam 2 pary i całkiem dobrze się sprawują. Zimą od wielu już lat chodzę w sztybletach, teraz mam dwie pary, jedne od Ryłko, drugie Carinii – obie kupione na wyprzedażach po jakieś max 250 zł. Są ze mną 4 sezony i jeszcze na pewno 2 wytrzymają. Czyli zimowe buty kosztują mnie niecałe 100 zł rocznie wliczając w to wymianę fleczków. Carinii mają lekką ocieplinę i na duże mrozy się nie nadają, ale za to super sprawdzają się jesienią i wczesną wiosną. Dla mnie to jest właśnie slow fashion – szukać rzeczy w dobrym gatunku i w cenie dla nas akceptowalnej. Latem w Londynie mierzyłam oxfordy – dokładnie takie jakich szukam, cudownej jakości, z pięknej skóry fantastycznie ręcznie odszyte. Prawie je kupiłam, jednak cena 170 Ł (to wyprzedażowa) była dla mnie nie do przełknięcia. I żeby nie było różowo, trafiły mi się skórzane buble polskich producentów które wytrzymały z trudem jeden sezon. Wiem, że gdyby sprzedawali nawet najpiękniejsze buty to i tak nic więcej tam nie kupię.

        Poza tym przydałby się post jak dbać o skórzane buty:)

      • Ej ale ty nie jesteś przecietniakiem ;) (ps. W życiu nikt mnie nie zmusi do wyprowadzki z mojego zadupia. Tak po prawdzie zastanawiam sie nad przeniesieniem na jeszce większe :D )

        No właśnie z tą jakością jest problem. Dlatego moje slow to jednak głównie SH, krawiec, szewc i kaletnik. Moje najwieksze zmartwienie to buty, bo nigdy nie kupiłabym używanych. Z jakości Wojasów jestem bardzo zadowolona. To nie jest slow marka, ale IMO jeśli z jednych butów korzystam 6 czy 8 sezonów (a nadal nie widać zużycia) to zakup zaczyna sie wpisywać w ten nie do końca sprecyzowany nurt.

      • Ruda

        Ja kupuję drogie buty, ale drogie to właśnie ok. 350 zł od Ryłko. Pewnie mogłabym kupić takie za 700 zł i nawet bym nie odczuła w portfelu, ale… Ostatnio staram się kupować droższe ubrania w dobrej jakości, co w praktyce oznacza, że w tym roku kupiłam bluzkę jedwabną z More by less (oczywiście z Twojej rekomendacji). Problem jest taki, że gdy ją noszę, to z tyłu głowy mam ciągle: uważaj, żeby jej nie pobrudzić, nie zaczepić o nic, bo ona kosztowała prawie 400 zł. Co do butów nie mam takich problemów przy tej kwocie (w końcu służą mi już 4 lata, a teraz kolejną zimę), ale przy białej bluzce to na razie moja cena zaporowa, jeśli chodzi o komfort noszenia. I tego bałabym się, gdybym miała buty za 700 zł – bałabym się chodzić po chodnikach, bo zaraz do jakiejś szczeliny wpadnie obcas. A buty są faktycznie piękne…

  • Akurat Wearso szyje z organicznej, certyfikowanej bawełny, na którą często muszą czekać, bo… dopiero rośnie. :) A to kosztuje. Coś za coś.

  • monika

    Zubrano produkuje buty w Portugalii,a inspiracje czerpie z Madrytu. Sama uwielbiam wielokulturowość i czerpanie tego co najlepesze z różnych źródeł, ale jednak mam mieszane uczucia. Jak dla mnie transport butów z Portugalii ( 3000 km) to juz trochę mniej slow niż by pewnie marka chciała. Transoport 3000 km jest nie bez znaczenia ani dla środowiska ani dla kosztów. Poza tym włoska skóra z której te buty są robione to znowu koszty transportu i niepotrzebna biurokracja. Jakby w Polsce brakowało i wspaniałej jakościowo skóry i doskonałych rzemieśliników. Nie powaliły mnie na kolana. :)

    • To, czy akurat te buty Ci się podobają czy nie, to kwestia gustu, oczywiście. No właśnie okazuje się, że w Polsce brakuje takiego wykonania, jakiego oczekiwały właścicielki Zurbano – wystarczy przeczytać wywiad. Opowiadały mi, że odwiedziły chyba wszystkie liczące się zakłady w Polsce i ANI JEDEN nie był w stanie zapewnić im takiej jakości wykonania, jakiej oczekiwały, głównie chodzi o ręczne szycie butów. Podobnie sytuacja wygląda z dostępnością tkanin wyższej jakości – wełen czy jedwabiu.

      • monika

        W takim razie pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że z czasem sytuacja się poprawi i u nas. Wygląd niektórych z ich butów mi się podoba, pozostaje jednak poczucie, że konsument pokrywa nie tylko super jakość butów ale też i zaawansowany proces logistyczny. Takie moje wrażenie. Pozdrawiam serdecznie.

  • Ewa

    Nie czuje się „gorsza” nosząc buty polskiej marki Anis za ok 300 zl.bardzo dobra jakość i wygodne.a mam bardzo delikatne stopy a tej marki buty spełniają moje oczekiwania na kilka sezonów.

  • I właśnie z tego powodu,ja już nie szyję swoich kolekcji, nie szyję ubrań na sprzedaż, powiem szczerze że po 10 latach bardzo mnie to zmęczyło – i w końcu zrobilam cos innego,co przyszło mi do głowy podczas mojego urlopu wychowawczego – założyłam thecostiumer. Nawet zastanawialam się czy nie wystawic się na tych tagach, ale tez mam podobne przekonanie jak TY I W KOŃCU się nie zdecydowałam….

    Teraz wszystkie moje projekty sprzedaję teraz po porostu w wersji papierowej – czyli każdy moze kupić szablon odzieżowy , na każdą rzecz – spodnie, koszulę, spódnicę i uszyć taki wzór sobie samemu lub oddać dobrej krawcowej. Wtedy raz że mozna samemu wybrać swoją ” kapsułę – zestaw ” jeśłi chodzi o ulubione fasony – dwa wybierasz materiał z jakiego chcesz nosic dane ubranie. Markę thecostiumer rozwijam od roku.

    każdy decyduje z czy materiał drogi, czy tani, czy uszyjesz tanio sama, czy oddasz do kogoś ktos zrobi to perfekcyjnie.
    W każdej firmie taki szablon – konstrukcja jest najbardziej strzeżoną rzeczą – sercem kolekcji – jednak ja przybrałam inną strategię – po to aby kazdy miał wybór- i powiem szczerze że jestem bardzo zadowolona :)

    Kiedy widzę z jaką przyjemnością dziewczyny szyją sobie sukienki, spodnice czy nawet plaszcze to czuję się świetnie, poniewaz tak naprawdę z dobrze przygotowanym wykrojem szycie jest naprawdę przyjmne :) i daje dużo satysfakcji – a przy okazji można samemu zaznać co znaczy i ile pracy trzeba włozyc w to aby ubranie – było świetnie uszyte i świetnie leżało.

    Do tego mialam dość, tego , że wszędzie jest to samo, te same materialy z danej hurtowni, te same skopiowane wzory z firmy x, to teraz nagminne….

    A.