Syndrom trampek czyli czego nie wypada robić po 30-tce

trampki_newage

Czy z magicznym trzecim krzyżykiem na karku należy być już śmiertelnie odpowiedzialnym? Czy odpowiedzialny znaczy nudny i przewidywalny? Czy w pewnym wieku już pewnych rzeczy czynić nie wypada? Zadając te pytania czuje się bez mała jak Carrie z Seksu w Wielkim Mieście, która zastanawiała się czy po 30-tce wypada uprawiać seks na pierwszej randce.

 

Nie wiem czy 30-ka to nowa 20-ka, a 40-ka to nowa 30-ka. Ostatni Newsweek trąbi wszem i wobec, ze 30-latki maja syndrom Piotrusia Pana (Princess Pan) i żyją uczepione mamusinej spódnicy, a co najważniejsze mamusinego portfela. A jeśli już jakimś cudem portfel ten puszczą to stają się nieodpowiedzialnymi, bezmyślnymi egoistkami, które własne dobro przedkładają nad wszystkie inne społeczne wartości i świętości. Choć mają 30-40 lat, nie wyglądają na tyle. Biada im. W tym wieku należy przecież mieć stałą prace, fundusz emerytalny, dzieci i mieszkanie. Mieszkanie, tudzież dom pod miastem (koniecznie z garażem na co roku nowe autko) może być na kredyt.

 

Miałam kiedyś takiego chłopaka… lata temu. Był 4 lata starszy i poddawał w wątpliwość sens pójścia na studia. I to nawet nie była kwestia niechęci do nauki. Mówił, za 4 lata to ja już odłożę trochę pieniędzy, kupię lepszy samochód i mieszkanie na kredyt. Będę ustawiony. 

 

Matko, co to za straszliwie obrzydliwe słowo: ustawiony. Nic, już tylko umrzeć.

 

Cóż, każdy wybiera taki styl życia, jaki mu odpowiada. Ale czy Ci, którzy żyją wbrew społecznym oczekiwaniom są gorsi? Moja decyzja o porzuceniu pracy w korporacji (wcale nie stresującej, z fajnymi ludźmi i nieźle płatnej) dla niektórych moich przyjaciół była trudniejsza do zrozumienia niż jakakolwiek inna moja decyzja (a bywały już całkiem kontrowersyjne :). Czy fakt braku posiadania stałego zatrudnienia czy też decyzja o braku dzieci (choć już po 30-tce) jest objawem braku odpowiedzialności? Może czas już dopasować się do społecznych oczekiwań i jak przystało na 30-latkę wykonującą stateczny zawód prawnika, zrzucić tenisówki? Bo nie wypada?

 

W życiu. Za dużo mam jeszcze marzeń do spełnienia. Mam 32 lata, nie wyglądam na tyle i dobrze mi z tym. Be who you are and say what you feel, because those who mind don’t matter and those who matter don’t mind.

 

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Kasia

    Hmmmm…. Każdy żyje po swojemu, swoim życiem i albo wpisuje się w ogólnie przyjęte zachowania (tzw. normy) albo nie…. prawda jest taka, że czasy się zmieniają, „ogólnie przyjęte zachowania” również! Moja córka Alicja urodziła się, gdy skończyłam 34 lata… a trampki lubię mimo, że przekroczyłam już 40(!) i to filetowe!!!! Pozdrawiam :)

    • Wiesz Kasia, masz rację. Czasy się trochę zmieniają, normy społeczne też będą musiały. Dzięki wielkie za komentarz! Dobrze wiedzieć, że trampki się nie przeterminują ;).

  • Nie tak dawno sama porzucałam pracę na etacie na rzecz niepewnego losu we własnej firmie. Nadal jest niepewny, ale tak mi dobrze, a tam było nie do zniesienia. Oczywiście, nie każdy rozumiał moją decyzję, ale to moje życie.

  • Pingback: Przyjemnego weekendu - Simplicite()

  • Jestem w tym samym wieku co Autorka. Chodzę i jeżdżę na koncerty rockowe, zaliczam wszystkie juwenalia w mieście, łażę po starych fabrykach, robię spontaniczne wypady po Polsce. Mam pracę, sama się utrzymuję. Nikomu nie robię krzywdy swoimi pasjami, niczego przez to nie zaniedbuję, więc… :)

    • Nieobiektywniej, Kameralna – bardzo się cieszę, że jest nas tak dużo! :)

  • U mnie „3” pojawi się w metryce w tym roku i jeszcze nigdy nie miałam takiej kolekcji trampek jak teraz :)

    • U mnie 3 z przodu za około 3 miesiące i też chodzę w czerwonych trampkach. I love it.

  • Iwka

    ja mam 32 lata i tez nie zyje wg. standardow i przekonan powszechnie propagowanych w PL:) poprostu zyje i ciesze sie kazdym dniem, mam super kolekcje butow :) nie mam jeszcze dzieci ale mam w palnach i jak wychodze z pracy to jade do domu w starym maluchem :) ktory pamieta pierwsza randke moich rodzicow :) po 30 zrozumialam ze nie ma co sie przejmowac i wciskac sie w ramy czyjegos myslenia :)

    • „Wciskać się w ramy czyjegoś myślenia” – świetne napisane. Taki maluch musi być mega fajny!

  • as

    31 lat, 3 pary trampek, 0 dzieci, 0 mężów, 1 mieszkanie, podróżowanie przynajmniej 1 w roku, w tym roku do Portugalii :)) Tak właśnie znalazłam Pani bloga. :))

    • O, super! Mam nadzieję, że info o Portugalii się przydało :). Lizbona i okolice w planach, czy na dłużej?

  • as

    Lizbona, Sintra, Cascais, Belem, Cabo da Roca, Coimbra, Aveiro, Porto i wszystko co po drodze, może nawet Fatima ??

    • Porto! Do Porto nie dotarliśmy już niestety, a z Fatimy zrezygnowałam świadomie. Przerażają mnie tłumy :).

  • Pingback: Kwiecień 2014. Podsumowanie miesiąca + instagram mix Nr 4 - Simplicite()

  • Też mam 30+ a w ogóle się na tyle nie czuję ;) Z elegancji rezygnuję na rzecz wygody, jeżdżę wszędzie rowerem, nie mam dzieci i mam w nosie konwenanse ;)

  • rogaczki

    Bo w życiu chodzi o to, żeby uszczęśliwiać przede wszystkim siebie :) Kolejnych par trampek życzę!
    Pozdrawiam, A

  • Ola (Pani Swojego Czasu)

    O rany, początkowo się wystraszyłam, że będzie właśnie coś w stylu, że po 30-tce to już pewnych rzeczy nie wypada. Mi już coraz bliżej 40-tki (gdyby to była waga to szalka tam by się już skłaniała) a wciąż biegam w dżinsach z dziurami na kolanach i w trampkach właśnie.
    I dzieci (które mam w ilości 2 sztuki:)) nie mają nic do tego. To po prostu pewien stan ducha. Najwyraźniej widzę to na szkoleniach, które prowadzę.
    Wysoka kadra menedżerska często aż się ksztusi, gdy widzi moje trampki (bo szkolę również w trampkach), lecz dość szybko rozumie, że to nie trampki lecz zawartość głowy robi z nas dorosłą i myślącą osobą

    • K.

      Gdy pracowałam w korpo, moje trampki budziły spore zainteresowanie, nawet w piątki ;).

      • Też chodzę w trampkach w korpo! W sumie jeszcze „gorzej” mam, bo są ciut podarte. No ale białe covnersy mają swój urok…. I nie zrezygnuje z nich nawet gdy się z przodu pojawi trójeczka. :)

  • Agnieszka

    Kasia, czytam Twojego bloga od początku, bo podczytuję od jakichś 4 miesięcy, a chcę poznać wszystko :)
    Trampki świetne! A skusiłaś się może na te Inkkas-y, które polecałaś? Bo ja od rana przez Ciebie nie mogę przestać o nich myśleć :)

    • Nie… Stwierdziłam w końcu, że są zbyt drogie jak na tempo, w którym zużywam tenisówki :). Ale jak o nich wspomniałaś, to znowu mam je w głowie :).

      • Agnieszka

        Mają fajną promocję teraz. Ja kupiłam :)
        To tak, żeby nie było tak minimalnie ;)

  • A ja mam 38 i ani nie wglądam ani się nie czuję. Jak idę pod rękę z moim dorosłym synem biorą nas za rodzeństwo. Syn się kumplom chwali mamą :) Jak studiowałam prawo chodziłam na wykłady ubrana na żółto z poszarpaną pomarańczową grzywką. Zawsze siedziałam w pierwszej ławce, sama, bo taka dziwna byłam. Nikogo nie znałam, za to mnie znali wszyscy. Byłam najlepsza na roku, lepsza od tych wszystkich sztywniaków w gajerach. Kiedy na nich patrzyłam myślałam sobie : „ale wy jesteście starzy”, a byłam jedną ze starszych studentek. Dociera do mnie ile mam lat, gdy rozmawiam z dwudziestoparolatkami i nagle uświadamiam sobie, że jestem od nich kilkanaście lat starsza. Z równolatkami nie mam o czym gadać. Jeszcze nie zgnuśniałam, jeszcze we mnie jest życie :) choć dom i dwójkę dzieci mam.

  • Kropeczka

    Ja mam 34 lata i nigdy nie lubiłam trampek ani butów sportowych poza siłownią, no i jakimiś wypadami w góry/morze, itp. Sportowe buty wkładam niezwykle rzadko i to jeszcze z przymusu. I chyba nigdy bym ich nie polubiła, gdyby nie pojawiły się sneakersy, czyli trampki na koturnie. To mój typ i pewien rodzaj kompromisu ;-) Odkryłam jakiś czas temu Twój blog i często tu zaglądam. Bardzo spodobał mi się pomysł szafy minimalistki. Minimalistką raczej nie jestem i nie zostanę, ale na pewno powoli zmieniam swoje nastawienie do konsumpcji/zakupów/życia. Zanim trafiłam na Twój blog stosowałam uproszczoną zasadę minimalizmu w kosmetykach i bieliźnie – żelazna zasada, że nie kupuję nic nowego zanim nie zużyję starego. Niestety, ciągle brakuje mi samozaparcia i silnej woli przy kupowaniu ubrań i butów – to moje słabości. W tym miesiącu podjęłam wyzwanie – zero zakupów ciuchów/butów. I jak na razie mamy 17 marca i nic nie zakupiłam. Tylko oglądam ;-) Zobaczymy jak mi pójdzie?

  • 60-latka

    hmhm… jeżeli mam być szczera to wyglądasz na 33 lata (2015), dałabym spokojnie 40 – po prostu fajnie wyglądająca 40-tka;) ale to może kwestia stylu ubierania i fryzury… a może moje pojęcie o 30-latkach jest inne – więcej luzu i eksperymentów wizualnych, więcej szaleństwa… zresztą to wszystko jest w głowie – my ciągle żyjemy jakimś obrazem przełomów wiekowych które kojarzymy z naszymi rodzicami czy dawnymi czasami… a teraz nie wiem a styl życia decyduję gdzie się jest… a tekst fajny :))

  • a ja myślę, że społeczne konwenanse to teraz właśnie robienie kariery (na opak, bo korpo to największe zło i chodzenie w tramkach :)) bo zupełnie niemodne jest mieć męża i dzieci, z pewnością wtedy życie się kończy – przynajmniej tak można trochę z twojego tekstu wywnioskować :)
    nie obraź się, ale dla mnie mąż, mieszkanie i dzieci nie są ograniczeniem marzeń, wręcz przeciwnie, przecież marzenia można spełniać razem :)!

    • Być może się to zmienia w Warszawie i w innych dużych miastach. W Malborku, skąd pochodzę, posiadanie własnej firmy i brak dzieci po 30-ce jest traktowany, delikatnie mówiąc, jak dziwactwo :). I nie napisałam nigdzie i nawet nie sugerowałam, że życie się kończy jak się ma męża i dzieci. Wręcz przeciwnie, wyraźnie napisałam, że ” niech każdy wybiera taki styl życia, jaki mu odpowiada” :).

  • Marta

    Mam od kilku dni 39, ale jestem szczupła, styl mam podobny do autorki bloga i zawsze miałam trampki. W tej chwili różowe, ale reszta jak najbardziej stonowana i bez efektu „dzidzi piernik”. Córa też ma różowe ;-) Tak trzymać. Aha, nie starajcie się aż tak bardzo wyglądać na młodsze. Bądźcie po prostu schludne, wypoczęte i uśmiechnięte, to daje lepszy efekt.

  • kasia

    34 lat, roczne maluszek i kilka pierwszych zmarszczek po nieprzespanych nocach – ale czuję się na 16 i wyglądam na znacznie mniej – ale najważniejsze że poczucie humoru też mam na około 16 lat :)
    trampek brak ale mam 2 pary adidasów :)

  • Marlena

    Przepraszam, ale myślę, że wyglądasz na nawet więcej niż 32 lata. Gdy nie wiedziałam ile masz lat stawiałam na okolice 40-tki. Nie wiem, ale może to jest właśnie kwestia stylu i ubioru. Mam wrażenie, że stroje które dobierasz, które są minimalistyczne postarzają. W człowieku nie mam tej świeżości, Efekt odwrotny niż zamierzony bo minimalizm w ubiorze ma zwracać uwagę na blask człowieka. Dla mnie w minimalizmie jest raczej postarzenie się i smutek. Sama w pewnym momencie zaczęłam fascynacje minimalizmem stąd znalazłam się na tym blogu, zaczęłam go stosować. Porzuciłam na około roku swoje bardziej ekstrawaganckie ubrania na rzecz prostoty. Złote buty, porwane, wymyślne spodnie poszły w kąt, bardzo ograniczyłam zakupy. Wszystko stonowane, proste i w pewnym momencie (miałam wtedy 28 lat) poczułam się bardzo poważnie, jakoś tak starzej. W końcu wybrałam się na zakupy. Puściłam wodze fantazji, kupiłam najmodniejsze fasony ubrań i poczułam się kilka lat młodsza. Od tamtej pory nie chcę wracać do minimalizmu. Chcę czuć się świeżo, kupować ładne ubrania. Tobie dziwię się, że porzuciłaś korporację, sztywne ramy ale wciąż wyglądasz jakbyś w niej pracowała. Nie ma w Tobie luzu, młodzieńczości. Wyglądasz bardzo poważnie, a jedyny szalony akcent to trampki.:)

    • Aldona Sikorska

      Myślę, że w minimalizmie nie chodzi o to, żeby mieć ubrania w stonowanych kolorach, chyba że tak jak autorce bloga takie kolory odpowiadają. Chodzi o to, żeby nie gromadzić przedmiotów, które są zbędne a wytwarzanie ich powoduje szkody dla środowiska naturalnego. Chyba właśnie o to chodzi, że przez kreowanie popytu na „rzeczy” jest coraz więcej śmieci a wokół nas panuje chaos. Jeśli lubisz kolorowe, wymyślne jak napisałaś ubrania to minimalizm nie zabrania Ci ich posiadać. Chodzi o to żebyś ich nie miała 4 szafy ;) ja bardzo lubię kolorowe ubrania, nie jestem zwolenniczką czerni, bieli i szarości (chociaż w małych dawkach nie mam nic przeciwko) a minimalizm jak najbardziej mi odpowiada i staram się go stosować chociaż dopiero go oswajam.

  • Joanna Jj

    Ja mam 35 + partner Portugalczyk ;) ( o zgrozo zyje w wolnym zwiazku :o ) + dziecko. 3 pary trampek, bo co komus do mojej daty urodzenia, dziecka czy zwiazku. Wydaje mi sie, ze strasznie dajemy sie zasegregowac. Mamy czy nie mamy dzieci to spoleczenstwo chce zebysmy czuly wyrzuty sumienia jak tylko wydamy pieniadze na siebie- bo albo nie mamy dzieci, a powinnysmy, albo mamy dziecie i na te dzieci powinnysmy te pieniadze wydawac!
    Jestem za rozpoczeciem rewolucji – zyjcie i dajcie ludziom zyc :)

  • Sad girl

    Dziewczyny nie dobijajcie….ja póki co bez stałej pracy, mieszkająca kątem u rodziców…nieustannie poszukująca pracy (jakiejkolwiek bo pozbyłam się złudzeń w naszym wielce obiecującym kraju); bez faceta (w zeszłym roku zakończyłam swój 11 letni związek, przeprowadziłam się do rodziców, a w ciągu ostatniego roku spotykałam się z 3 różnymi „mężczyznami” którzy byli nimi tylko z nazwy). Praca jeśli już to dorywcza. Albo mam za wysokie kwalifikacje albo za niskie…Whatever.
    Jak słucham że po 30tce to należy posiadać te wszystkie ww dobra materialne plus fantastyczną pracę + niesamowitego faceta i genialne dziecko, to dostaję depresji. Przydałoby się trochę więcej realizmu w umysłach co poniektórych osób wygłaszających te brednie.

    Jeśli chodzi o wygląd to wyglądam na mniej niż moje 31 lat, z reguły ludzie są w szoku poznając prawdę. To bywa akurat zabawne. Noszę się w stylu casualowym / miejskiej elegancji, trampki jeśli już to tzw sneacers’y na koturnie ze skórzaną kurtką. Młody wygląd (sylwetki jak i twarzy) zawdzięczam genom po rodzicach i codziennej pielęgnacji.
    Ale nie o tym ja chciałam,.. podziwiam szczerze kobiety. Nie mężczyzn. Kobiety, które same bez udziału: rodziców, faceta, dziadków etc. doszły do tego że mają skończone studia,kursy, wszelkiego rodzaju szkolenia, są wykształcone, rozwijają się cały czas, spełniając się przy tym. Mają dobrą pracę, własne mieszkanie (niekoniecznie na własność), auto itp. itd. Naprawdę ja podziwiam i się chcę od takich osób uczyć. Od takich kobiet. W dobie posiadania spadków, nadzianych facetów /sponsorów, czy majętnych rodziców to mnie motywuje do działania.

  • każdy żyje tak jak chce i tak by czuł się szczęśliwy, tyle w temacie :)

  • Emka

    „Mam 32 lata, nie wyglądam na tyle” – też po zdjęciu po lewej myślałam, że więcej lat :)

    • Emka

      Oczywiście chodziło mi o zdjęcie po prawej

  • A ja mam 37 lat i na stanie co najmniej 5 par trampek, 1 męża, 1 kota, 1 dom i 0 dzieci (na razie ! – tak ośmielam się mimo mego wieku powiedzieć „na razie”). Tańczę flamenco, uprawiam sport, czytam, robię biżuterię i pracuje na pełnym etacie. I choć czasem czuje się zmęczona to czuje się (i wyglądam) młodziej niż niektóre z moich koleżanek, które maja nawet 10 lat mniej. Jasne – nie założę miniówki, ale nie dlatego, ze po 30 nie wypada, ale dlatego, ze nigdy tego nie robiłam, bo ich nienawidzę i źle się w nich czuje. Nosze za to opadające z ramienia t-shirty i nie zamierzam szybko się z nimi rozstać. To nie ile lat mamy jest ważne, ale ile lat chcemy mieć, a w zasadzie, w jakim wieku chcemy się czuć. Znam młodych ludzi, którzy czuja się staro, zachowują się staro i emanują energia która wskazuje na to ze są tak znudzeni życiem, ze już chętnie zeszliby z tego padołu. Im założenie czerwonych trampek do głowy by nie przyszło nawet w wieku 16 lat. Znam starych ludzi, z którymi sprawy się maja zupełnie na odwrót. Każdy żyje jak mu się podoba, i nawet jeśli w wieku 25 lat ktoś chce być już na emeryturze to jego sprawa. Ja pójdę swoja droga (a raczej pobiegnę). I kto wie, może właśnie w czerwonych trampkach! Bo JA uważam, ze mi wypada.

  • Anna Pryć-Futkowska

    mam 33 lata i mogę śmiało stwierdzić, że od momentu skończenia 30-tki zaczęłam żyć pełniej. Mam odwagę robić co chcę, nie przejmuję się tak opiniami innych. Mam męża, 2 dzieci, dom na kredyt, garaż, 10-letnie auto. Mam też 5 par trampek, śpiewam na głos w samochodzie (biedne dzieci) i uwlelbiam skakać na koncertach! I robię to co kocham, choć niekoniecznie przekłada się to na finanse :P Jestem sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Choć na słowa „jestem rzemieślnikiem-stolarzem” większość rozmówców jakoś dziwnie się uśmiecha ja mam to w nosie!

  • Hester

    A ja mam 32 lata i czwórkę dzieci, i uwierz mi – po komentarzach bardzo wyraźnie widzę, że też się ze swoją „statecznością” nie mieszczę w kanonie ;)

  • Kasia

    Na wszystkich zdjęciach wyglądasz na okolicę 40-tki. Poważnie, stonowanie a Twoje spojrzenie jest bardzo dojrzałe.

  • Em

    Ja mam 27 lat i czas trampek mam już za sobą, ale uważam, że to kwestia gustu. Lubiłam je bardzo, ale jak miałam 18 lat, teraz to po prostu nie mój styl. Bardzo lubię eleganckie buty :) jest mi w nich najwygodniej. Co do dzieci, zupełnie rozumiem to, że nie każda kobieta to dzieciolub i denerwuję mnie to że czasami inne dziewczyny są zdziwione że nie ciumkam nad dzieckiem…ALE,ale wiem też że długie czekanie na dziecko może mieć później negatywne skutki. Moja mama urodziła mnie mając 38 lat, przez co po pierwsze nie mam rodzeństwa, po drugie dzieli nas tyle lat, że to bardziej moja babcia niż mama, to dokucza, nawet w życiu dorosłym…

  • Moja mama kiedyś powiedziała mi, że nie wie kiedy i jak minął jej okres między 38 a 48. Nie czuła tego, nie czuła, że ma 48 lat i dorosłe córki:) Trafiłam tu przypadkiem i zostaję na dłużej. Jest mi bliska taka koncepcja życia… Odkrywanie życia w innym tempie, w swoim czasie i w szczęściu (które trzeba sobie wypracować) mi odpowiada. Dziękuję Ci bardzo, że wskazujesz kierunek i pokazujesz, że można. Pozdrawiam serdecznie!

  • Ola

    Lata trzydzieste to piękniejsza dekada, niż dwudzieste. Bardzo mi się podoba, a za rok ją pożegnam. A teraz znowu idę na studia, i nie mogę się doczekać :), bo to dużo bardziej świadomy wybór niż dwadzieścia lat temu. Mąż, syn nastolatek, dwa koty – a poza tym, lata dwudzieste i trzydzieste należały do korporacji z sektora FMCG. Żadnego dnia nie żałuję – ale lata czterdzieste będą inne. I jestem ich bardzo ciekawa :)

  • Bartek

    Z wielkim szacunkiem, bo bloga lubię, autorkę również. Wygląda Pani, nawet na więcej ;)

  • Słowo w słowo

    Moja historia jest nie co inna. Na studiach już z obecnym.. wtedy chłopakiem dziś mężem otworzyliśmy działalność. Gdy koleżanki z roku chodziły na imprezy my planowaliśmy, inwestowaliśmy i pracowaliśmy. Dziś mając lat 30 prowadzę swoją małą działalność już 10 lat… ciężko pracowaliśmy na ten nasz mały zakątek.. ślub w wieku 21 gdy koleżanki jeszcze nawet o tym nie myślały. magistra zdawałam tóż po porodzie. Pierwszy syn. Dzieci to była nasza przemyślana decyzja. Tak sobie myślę, że ja tak naprawdę nigdy nie byłam na czasie.. zawsze odstawałam do przodu.. myślałam o konsekwencjach. Jestem osobą energiczną, optymistyczną i szybko nawiązującą nowe znajomości. I jestem szczęśliwa.. niby wpisuje się w ramy, choć uważam, że kobieta powinna słuchać siebie, ja wiedzaiłam, że dzieci i rodzina jest tym czego chcę. I jestem szczęśliwa.. bo wypracowałam sobie swój azyl. I nadal się czuje młodo.. o matko 30 to dopiero początek ;)

  • Travelling Milady

    Jakbym czytała o sobie, niestety. Brak kredytu, dzieci i stałej pracy i czuję, że przestaję pasować do ludzi w mojej grupie wiekowej. Za to podróżuję, korzystam z życia jak tylko potrafię i łapię życie po swojemu. Zdarza mi się jednak samej popadać w mechanizm karcenia siebie za nietypowe podejście do społecznych oczekiwań. Ale czy jest jeden przepis na szczęście?

  • O rany, mam podobne, a do tego szare, czarne, niebieskie i białe. I wpisuję się w kanon ponad 30-letniej wiecznej artystki. I nie obchodzi mnie co myślą inni, każdemu wolno żyć po swojemu.
    Pozdrawiam :)
    PS A czerwone to moje ulubione!

  • karola

    mam 35 lat męża i córke ale trampki podarte jeansy i sportowe ciuchy to moja codziennośc czuje się na 20 lat i jestem pielegniarką

  • Ela

    Jak cudnie mieć 30 parę lat ;-)) dziewczyny bądżcie zyciowymi optymistkami na tyle aby za kolejne 20 lat nie martwic się czy wypada..nosić np. ….trampki ;-)

  • Nina M.

    Dobry tekst. Bardzo interesujące są także wpisy o ubieraniu się. Podobają sie. Przypadkowo natknęłam się na Twój blog i wciągnął mnie. Na końcu wpisu napiszę ile ja mam lat, ale już teraz napiszę, że nie wyglądam na tyle 😏. Pięknie, że masz marzenia i je realizujesz. I rób tak dalej, brawo.
    Chyba mnie zainspirowałas abym założyła blog. Może o naszym (moim i męża) ukochanym i wariackim Los Angeles ? Latamy tam od 2002 roku, wspaniałe się bawimy i znamy wiele takich miejsc, których 10 dniowy turysta nie ma szans zobaczyć . No i mamy setki niezłych zdjęć z Kalifornii. Nasze pobyty zwykle są paromiesięczne (mieszkamy u syna). W zeszłym tygodniu wróciliśmy po 3 miesięcznym pobycie.
    Co o tym myślisz, jesteś na topie, znasz się na tym ?. Jesteśmy z mężem emerytami, ja mam 68 lat.

    • Nino, no pewnie, zakładajcie bloga! Mnie osobiście bardzo brakuje w polskiej blogosferze treści pisanych przez osoby starsze niż dwudziestoparolatki. Trochę pomocy technicznej (ja bez mojego Opiekuna Bloga bym nie dała rady blogować :)), wiedzy na temat pozycjonowania (przydaje się przy blogach podróżniczych) i gotowe!

  • Monika Rudnicka

    Aż muszę się wtrącić, chociaż wtrącenie jest poniekąd bolesne – to straszne, ale po trzydziestce to jest już czwarty krzyżyk. Niestety, znajomość krzyżyków masowo zanika w narodzie i zawsze mi szkoda wtedy. :)

    Krzyżyk stosuje się do określenia dziesięciu lat. Dziecko w wieku od pierwszego do dziesiątego roku życia ma swój pierwszy krzyżyk. Kiedy zacznie jedenasty, zaczyna więc swój drugi krzyżyk. Dwadzieścia jeden to jest trzeci krzyżyk. Ale dalej też jest fajnie. Pozdrawiam! :D

  • Akai

    Mam uczulenie na słowa „nie wypada”. Nieważne w jakim wieku, ale w życiu nie warto liczyć ile ma się dzieci, mężów, karier i trampek. Bo przecież nie o trampki tu wcale chodzi. Jak dla mnie powinno chodzić o to, żeby po trzydziestce (można i wcześniej) wreszcie dojść do etapu kiedy nie liczymy sukcesów, ale dążyć do tego by je osiągnąć. Żeby nie rozglądać się wieczne na boki i porównywać co ma nasza koleżanka i czy jesteśmy takie jak reszta, czy mamy tyle samo lat, czy kredyt na tę samą kwotę. Powiedzmy sobie, że tak, wszystko z nami w porządku bez względu na to jak wychodzi nam ten bilans dopóki same ze sobą jesteśmy szczęśliwe. Nieważne czy nam wypada czy nie, czy mamy lepiej czy gorzej jak sąsiadka, po prostu róbmy swoje. Życie to nie konkurs, każdy ma inaczej. Gwarantuję, że z takim nastawieniem żyje się lżej i z uśmiechem. A z uśmiechem wygląda się na młodszą ;-)