Szafa Minimalistki „od kuchni”. Pytania i odpowiedzi

szafa-minimalistki-backstage-3

Przyznaję, że do tego tekstu zabierałam się iście jak pies do jeża. Dostałam od Was sporo pytań i zdecydowałam, że po prostu podzielę je na dwie części i postaram się wyczerpująco odpowiedzieć na każde. Zapraszam więc na blaski i cienie projektu upraszczania szafy. Przypominam, że blisko pół roku temu zaczynałam tak:

 

Jest poranek, ubieram się do pracy, staję przed szafą pełną ubrań i? Tak, dokładnie tak, nie mam się w co ubrać. Znowu. Albo taka historia: ubrałam się, znowu w to samo. Niby dobrze wyglądam, ale znowu tak samo. Niby dobrze się w tym czuję, ale znowu tak samo. Tak samo jak ostatnio. Albo taka historia: idę na kolację lub ważne spotkanie, mam 10 minut, żeby doprowadzić się do stanu używalności po całym dniu w pracy. Szafa pełna, że bokami wypada, ale… tu Ci niespodzianka, nie mam się w co ubrać.

 

Ten post i to wyzwanie będzie też wyjściem z mojej osobistej strefy komfortu, ale zastrzegam sobie prawo do przerwania eksperymentu jeśli zupełnie mi nic z niego nie wyjdzie :).

 

Teraz, z perspektywy prawie pół roku, mogę z pełną świadomością napisać, że podjęcie wyzwania 7 ubrań w 7 dni to absolutnie najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjęłam w stosunku do mojej szafy i w kontekście ubrań w ogóle. Nie pamiętam, kiedy ostatnio zdarzyło mi się powiedzieć „nie mam się w co ubrać”! Możecie mi wierzyć na słowo lub nie, ale ten problem został praktycznie wyeliminowany. Po pół roku, choć nadal jestem w trakcie mojej drogi do idealnej szafy, to przynajmniej wiem już jak ta szafa będzie wyglądać.

 

Długo zastanawiałam się, w jaki sposób „puścić” to dalej, co zrobić, żeby jak najwięcej chcących osób mogło skorzystać z moich doświadczeń. I tak sobie myślę, że spróbuję dwojako, a Wy mi powiedzcie czy to ma sens :). Przede wszystkim, poniżej opowiem w jaki sposób komponuję ciuchy w wersji 7/7, jak je przygotowuję, jak to sobie ułatwić itp. itd. Do tego, cały czas chodzi mi po głowie (i trochę już na papierze też :)) taki PLANER SZAFY MINIMALISTKI, który pomógłby Wam wprowadzić Szafę Minimalistki do własnej garderoby. Dobry pomysł?

 

Przejdźmy zatem do sesji Pytań i Odpowiedzi. Głupio tak samemu sobie zadawać pytania i na nie odpowiadać, niezależnie od tego, że to Wy mi je wcześniej podesłaliście ;).

 

Część I

Organizacja Szafy Minimalistki

 

Mam pytanko, czy zestawy szykujesz np. w niedziele wieczorem na cały tydzień?

Tak, z reguły w niedzielę wieczorem lub w poniedziałek rano siadam sobie przed otwartą szafą z notesikiem i zastanawiam się, które ubrania wybrać na cały kolejny tydzień. Obowiązkowo sięgam do kalendarza, żeby zobaczyć jakie rzeczy mam zaplanowane do zrobienia. Prowadzę działalności, które wymagają ode mnie czasami dwóch kompletnie różnych „dress code”. Wybiorę inne ciuchy, gdy wiem, że mam w planach ważne spotkanie z Klientem czy rozprawę w sądzie, a inne, gdy będę siedziała głównie w zaciszu własnego biura czy kanapy, przy komputerze. Być stosownie ubranym jest dla mnie bardzo ważne i w tej kwestii nie chodzę na kompromisy, a przy odrobinie wysiłku da się to połączyć z ideą 7 ubrań w 7 dni.

Na początku starałam się spisywać poszczególne zestawy, żeby mieć pewność, że uzbieram 7. Pod koniec, robiłam tylko listę 7 sztuk ubrań i już w głowie wiedziałam, że będę w stanie z tego stworzyć 7 zestawów lub więcej. Praktyka czyni Mistrza, poważnie.

 

W jaki sposób komponujesz zestawy?

Gdy prześledzicie dotychczasowe wpisy z cyklu Szafa Minimalistki, zobaczycie, że komponuję zestawy wg podobnego klucza:

  • dwie pary butów (jedna para bardziej elegancka, druga bardziej sportowa)
  • spodnie
  • spódnica bądź sukienka
  • trzy „góry” takie, które mogę zestawić zarówno ze spodniami jak i spódnicą/sukienką

W moim przypadku, ten sposób się doskonale sprawdza i taki polecam, choć zdaję sobie sprawę, że każdy będzie musiał dojść do swojego, idealnego zestawienia. Np. w przypadku kogoś, kto nie chodzi w sukienkach, bo ich nie lubi lub jest chłopcem ;))

 

Czy kiedy wracasz do domu, przebierasz się w coś „po domu”?

Tak. Zawsze tak robiłam, nie tylko w trakcie wyzwania 7 ubrań w 7 dni. Nie wyobrażam sobie leżeć z 25 kg psem na kanapie w czarnej sukience i szpilkach. Gdy jestem w domu, z reguły wskakuję w wygodny dresik, który szczerze mówiąc domaga się wymiany, albowiem z nieznanych mi bliżej przyczyn, pewnego pięknego dnia Nela postanowiła wygryźć mi w nim dziurę na tyłku. Także na spacery z psem chodzę raczej w dresie i w kaloszach, zwłaszcza gdy biegamy z Nelanią po okolicznych łąkach i lasku. W przeciwnym razie, większość moich butów nadawałaby się do wyrzucenia po kilku takich wyprawach.

Gdy wychodzę, przebieram się w ubrania przygotowane na ten dzień, męczę MM „zrób mi pls zdjęcie szybko, zrób”, podczas gdy On „nie, nie teraz, spóźnimy się, wiecznie się spóźniamy przez te zdjęcia”. Po powrocie przebieram się z powrotem w domowy zestaw, chyba że jestem w jeansach – wtedy mi się często nie chce przebierać.

Także na ćwiczenia mam oczywiście ciuchy sportowe – dres sztuk 1, koszulka sztuk 1 i buty sztuk 1. To samo tyczy się pójścia na basen itp. Przecież nie będę wliczać do zestawienia stroju kąpielowego, to chyba jednak mijałoby się z celem.

 

Zastanawiam się czy to tylko taka „koncepcja artystyczna”, czy Ty faktycznie chodzisz w tych zestawach tydzień. :D

Faktycznie, faktycznie. Co więcej, gdybym nawet próbowała kiedyś oszukać system, to nie mam takiej opcji. Większość dziewczyn ode mnie z biura czyta bloga i widząc mnie na co dzień bardzo szybko zweryfikowałyby rzeczywistość :). Poza tym, jaki by to miało sens? Ja to robię przede wszystkim dla siebie, ŻEBY JUŻ ZAWSZE MIEĆ W CO SIĘ UBRAĆ.

 

Zastanawiam się, czy pierzesz ubrania np sweter, bluzkę po całym dniu noszenia?

Oto kwestia, która wzbudziła chyba najwięcej kontrowersji. Napiszę wprost – nie widzę potrzeby, żeby zawsze, każdą rzecz prać po każdym pojedynczym założeniu. Uff, napisałam to. Zanim spłynie na mnie fala krytyki za bycie flejtuszkiem, to zastanówcie się. Czy naprawdę potrzeba prać każdą spódnicę, każde spodnie, każdy sweter po każdorazowym założeniu? Dopóki nie spocimy się jak mysz czy też nie wykonujemy ciężkiej pracy fizycznej, to moim zdaniem jest to pozbawione sensu. Koszulki ok, zwłaszcza latem, ale kaszmirowy sweter?

Wiem, że każdy ma inne przyzwyczajenia jeśli chodzi o pranie, jedni robią je raz w tygodniu, inni dwa razy itp., ale moim zdaniem rezygnacja z wyzwania 7/7 tylko z powodu logistycznych kłopotów z praniem to czysta (nomen omen!) wymówka. Wybrudziła się koszulka? Wypierz w ręku, a jak Ci się już tak strasznie nie chce, to weź drugą. Dołożenie jednej czy dwóch koszulek do zestawienia aż tak nie wypaczy jego kontekstu, a Tobie odpadnie „praniowa” wymówka :).

 

Dużo rzeczy się pozbyłaś po tym, jak odkryłaś, że wcale nie trafiają do szafy 7×7? 

Po letniej edycji pozbyłam się 15 ubrań, których jak się okazało – nie założyłam wcale. Kolejne 7 się po prostu nie sprawdziło. Nie wszystkich udało mi się jeszcze fizycznie pozbyć z domu (część sprzedaję, część wyrzucam, a część oddaję), ale nie mam ich już w szafie. Teraz już widzę, że kolejne rzeczy wypadną po sezonie jesień-zima.

 

Część II

Plusy i minusy Szafy Minimalistki

 

Czy Szafa Minimalistki jest dla każdego?

Nie. Wiecie dlaczego? SzMin (pozwolę sobie na skrót) jest dla tej osoby, która faktycznie chce dokonać małej rewolucji w swoim podejściu do ubrań i w swoim sposobie ubierania się. SzMin wymaga konsekwencji i sporej dozy samozaparcia. Trudne? Tak, na początku nie jest to łatwe, choć to oczywiście będzie bardzo subiektywne odczucie. Główna kwestia do przezwyciężenia to psychiczne nawyki i przyzwyczajenia, które mamy zakodowane w stosunku do ciuchów. Jakie? Ano np. że nie wypada dwa razy pod rząd ubrać tego samego ubrania, że nie po to tyle pracuję, żeby teraz nie móc nosić kupy ciuchów, że będę się ograniczać, a nie chcę i takie tam…

Jeśli chcesz podjąć wyzwanie SzMin to musisz być gotowa/gotowy na zmierzenie się ze swoimi nawykami i demonami w licznych, kolorowych ciuszkach.

 

Czy jeśli mam ciuchy za którymi nie przepadam, ale noszę czasami „z braku laku” to czy robiąc rewolucję szafy powinnam je wyrzucić i chodzić w mniejszej ilości rzeczy, ale za to takich, które w pełni mi pasują czy może te mniej lubiane wyrzucać stopniowo dopóki nie kupię sobie bazowych ciuchów pasujących do wielu rzeczy?

To zależy. Naprawdę daleka jestem od radzenia czegoś w stylu: „wywal wszystko, czego nie lubisz i idź na zakupy” – to totalna głupota. W 99% przypadków skończy się na kupieniu kolejnych przypadkowych rzeczy. Głupio tak zachwalać, ale dla mnie odpowiedzią stała się właśnie Szafa Minimalistki i wyzwanie 7 ubrań w 7 dni. W bardzo naturalny sposób wybierałam do zestawień głównie te rzeczy, które lubię, w których dobrze się czuję i które do siebie pasują. Okazało się, że nie potrzebuję dużej liczby rzeczy, żeby spokojnie mieć się w co ubrać. Postanowiłam na początku dać sobie 3 miesiące – akurat przez lato. W ten sposób łatwo zweryfikowałam sobie letnie rzeczy, a tych, których nie nosiłam postanowiłam się pozbyć i problem z głowy.

Szafa pokazała mi też (choć tu dużą rolę pełniły zdjęcia), w których ubraniach wyglądam dobrze, okazało się też, że nawet mam zalążek czegoś, co mogłabym nazwać swoim stylem – super fajne odkrycie :).

 

Jestem ciekawa ile w ogóle posiadasz ubrań, liczyłaś je kiedyś?

Nie :). Tzn. liczyłam wybiórczo, np. buty i torebki, żeby nabrać pojęcia, ile ich jest, ale w sumie nie liczyłam. Od długiego czasu hołduję zasadzie 1 rzecz przychodzi – 2 wychodzą więc raczej mi nie przybywa :).

 

Naprawdę udaje Ci się wytrwać bez żadnych zakupów ubraniowych w między czasie? Może masz jakieś sposoby na zahamowanie chęci kupowania? Czy czasem jak znajdziesz coś przypadkiem, co bardzo Ci się spodoba, to musisz sobie wyjaśniać, że teraz nie czas na zakupy, że wcale tego nie potrzebujesz, że skoro przeżyłaś tyle bez tego, to i teraz dasz radę?

Naprawdę. I wcale nie jest mi z tym źle. Na początku musiałam być bardziej stanowcza w stosunku do samej siebie, teraz już nie muszę się tak pilnować. Szafa Minimalistki naprawdę pokazała mi jak dużo możliwości drzemie w ubraniach, które już mam, do tego stopnia, że teraz już nawet nie mam potrzeby kupowania nowych rzeczy. Są oczywiście takie, które by mi się przydały, ale spokojnie mogę się wstrzymać z zakupem do rundy zimowej (pewnie w okolicach połowy stycznia).

Klucz do niekupowania to po prostu unikanie okazji. Takie świadome unikanie miejsc, gdzie te zakupy można robić. Nie chodzenie do centrów handlowych, ulubionych sklepów, szlaban na sklepy online. I nieważne, jaką kwotę miałabym wydać – 5, 50 czy 500 zł. Po prostu nie kupuję. Wiem, że to nie jest łatwe, to jak z rzucaniem nałogu, ale korzyści są ogromne. Wtedy nie ma też problemu z tym, że coś akurat mi się podoba, a nie czas na zakupy.

 

A ja jestem ciekawa, czy po zakończeniu projektu slow fashion poczujesz różnicę, jak będziesz mogła każdego dnia wybrać cokolwiek do ubrania, co akurat masz w szafie, czy będziesz miała myśli typu „nie mam co na siebie ubrać”, czy raczej cały projekt ułatwił Ci podejmowanie decyzji ubraniowych.

Jeszcze nie skończyłam co prawda całego projektu i nie wiem, kiedy dojdę do takiego momentu, w którym stwierdzę, że to już koniec, że jestem na maksa zadowolona, ale pewne rzeczy są dla mnie jasne już dziś. Tak jak pisałam na początku – nie pamiętam, kiedy ostatnio zdarzyło mi się powiedzieć „nie mam się w co ubrać”. Naprawdę! Mam się w co ubrać i co więcej, wiem jak chciałabym, żeby moja szafa wyglądała w przyszłości. Jest to niesamowicie przyjemne uczucie i bardzo chciałabym, żeby więcej osób mogło się tak poczuć. Jestem absolutnie przekonana, że wyzwanie 7 ubrań w 7 dni to doskonałe narzędzie.

 

Czy jest jakiś „przepis” na idealną garderobę, w której znajdzie się „właściwa” ilość rzeczy…a one odpowiednio skomponowane będą pasowały na każdą okazję? Od czego zacząć? Pewnie od znalezienia odpowiedniego dla siebie stylu i kolorów, ale co dalej?

Zostawiłam sobie to pytanie na koniec, bo jest naprawdę trudne i trudno mi będzie na nie odpowiedzieć tak w kilku zdaniach. Powiem tak, ja nie jestem ani stylistką ani kompletnie nie znam się na ciuchach czy modzie generalnie. Był czas, gdy szukałam pomocy na zewnątrz, odwiedziłam np. dwie kolorystki. I każda z nich stwierdziła zupełnie coś innego :). Efektem tego były kompletnie nietrafione zakupy. Postanowiłam wtedy, że przecież nikt nie zna mnie tak dobrze, jak ja i sama sobie poradzę.

Efektem tego postanowienia jest Szafa Minimalistki, która tak naprawdę jest narzędziem, a nie skutkiem moich działań. Najpierw postanowiłam „przewietrzyć” szafę czyli pozbyć się rzeczy, których nie powinno w tej szafie być i tu absolutnie genialnym narzędziem jest wyzwanie 7 ubrań w 7 dni. Genialnym. Teraz przechodzę powolutku na kolejny stopień wtajemniczenia czyli capsule wardrobe. Mam nadzieję poprzez to narzędzie wypracować sobie właśnie coś, co będę mogła nazwać swoim stylem. On mi się klaruje właśnie dzięki Szafie Minimalistki.

Jeśli zaś chodzi o kolory, to dla mnie największą pomocą był blog Marii. Nigdzie nie znalazłam tylu praktycznych wskazówek i dopiero dzięki niej wszystko zaczęło mi się ładnie klarować. 

 

***

A na koniec, dla tych Najlepszych Czytelników, co przebrnęli przez cały tekst, zostawiłam coś do pośmiania się :). Wspominałam już kiedyś, że pozowanie do zdjęć jest dla mnie bardzo trudne. Nie lubię tego, nie czuję się dobrze przed obiektywem (dużo lepiej za) i ten projekt to też dla mnie spory stres i wyjście z osobistej strefy komfortu. Fotografując zestawienia Szafy Minimalistki nie urządzam sobie żadnych dedykowanych sesji zdjęciowych. Fotki robi MM, z reguły w kącie naszej sypialni, gdzie jest ładne tło i w miarę dobre światło. Ale czasami zdjęcia nie wychodzą…

 szafa-minimalistki-backstage-1

A nie wychodzą, bo Nela akurat chce się bawić, a my mamy 5 min na zdjęcia, albo cały czas kombinuję z ustawieniem i patrzę w lustro, które mam naprzeciwko zamiast w obiektyw.

 

szafa-minimalistki-backstage-2

Albo standardowo zamykam oczy lub naprawdę nie wiem jak się ustawić, żeby to jakoś wyglądało :). 

 

 ***

Jeśli spodobał Ci się ten tekst zapisz się proszę do Simplicite Newslettera. Wszystkie najfajniejsze rzeczy znajdziesz też na fanpage na Facebooku oraz na Bloglovin, a Simplicite od kuchni też na Instagramie. Do zobaczenia!

 

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Ja cały czas kibicuję Twojemu projektowi i nawet rozważałam wprowadzenie go u siebie, ale to jednak by się nie sprawdziło. Ty masz ten komfort, że mniej więcej wiesz jak będzie wyglądał Twój tydzień, a u mnie plany często zmieniają się z dnia na dzień. Nigdy w niedzielę nie wiem co dokładnie będę robić w najbliższych dniach. W poniedziałek zazwyczaj trochę się ten plan kształtuje, ale też rzadko jest to plan ostateczny.

    Co do kontrowersyjnej kwestii prania – ja Cię doskonale rozumiem, też nie wyobrażam sobie prania wszystkich rzeczy po jednym założeniu. Po co mam prać coś, co jeszcze pachnie i nie zostało ubrudzone? Dla zasady? Szkoda wody i środowiska. Po jednym założeniu zazwyczaj piorę tylko podkoszulki i stroje sportowe, bo te często faktycznie tego wymagają. Ale żeby sweter, spodnie czy spódnice? Nie robię tego i jeśli to świadczy o byciu flejtuszkiem, to jest nas dwie ;).

    • Mam identyczne podejście do prania. Nie ma plam, nie pachnie brzydko – nie ma problemu. Czasami coś się przepoci i faktycznie wymaga pod rząd, a czasami przez kilka założeń jest świeże. Rozsądek się liczy, a nie sztywne zasady.

  • Prać sweter, spodnie i spódnice po jednym założeniu? Nigdy nie nazwałabym kogoś, kto tego nie robi, flejtuszkiem. ; )) Bardzo wartościowy wpis! Muszę przyznać, że przy zakupie nowych ubrać już bardziej rozmyślam, czy będą pasowały do większej ilości rzeczy. Szafa coraz łatwiej się domyka. :)

    • Tzn. zdarzało mi się prać spodnie albo sweter po 1 założeniu, ale było to spowodowane 1 z 2 sytuacji: a) coś na siebie wylałam albo w inny sposób się pobrudziłam, b) w wyniku stresu albo wysiłku rzecz jest nieświeża (czasem się zdarzy ze swetrem). Przyznaję, że nie ogarniam prania np. dżinsów co 1 założenie – są ludzie, którzy to robią? ;)

      • Nie wiem. Pewnie każdy ma swoje przyzwyczajenia. W każdym razie, faktycznie pytanie o pranie pojawiało się najczęściej :).

      • Natalia Kurowska

        jedyną rzeczą nad której praniem po jednym razie bym się zastanawiała są koszulki. no ale jak sama piszesz kto nie chce szuka wymówki:) bardzo się cieszę że zdecydowałaś się napisać ten wpis tym bardziej że wg mnie jest to odsłonięcie się i wymaga odwagi :)

  • Ula

    Siostro! Z tym praniem nie jesteś osamotniona, nie czuj się flejtuszkiem! ;)

    A szafę minimalistki niechcący wprowadzam u siebie. Może nie w postaci konkretnych zestawów na każdy dzień tygodnia, ale tak jakoś wyszło, że powoli, powoli to zaczyna przypominać SzMin ;)

  • Sylwia

    Bardzo fajny tekst I super zdjecia na koncu :) tez nie piore rzeczy po jednym zalozeniu (chyba ze tego wymagaja, albo jeatem po treningu etc.) ale w pracy kiedys zdarzyla mi sie sytuacja gdzie kolega (!) zwrocil uwage, ze drugi dzien mam te sama koszule na sobie I zasugerowal, ze nie jest to dobre rozwiazanie wizerunkowe. Zatkalo mnie :)

    • Mega fajny przykład z tym kolegą! Naprawdę mnie zastanawia skąd w ludziach się biorą takie szkodliwe przekonania i stereotypy?

      • Magda

        Sylwia trafiła w sedno! Mój własny MM zapytał mnie kiedyś dokładnie o to samo – ‚Dlaczego tak rzadko pierzesz swoje koszulki?’. Zrobiłam później mały research wśród znajomych i okazało się, że większość dziewczyn postępuje jak ja, natomiast mężczyźni piorą po jednym założeniu. Powód jest prozaiczny – oni się dużo bardziej pocą i taki T-shirt nie nadaje się do ponownego założenia, natomiast kobiece nabierają jedynie zapachu perfum po całym dniu noszenia.

      • Sylwia

        Magda, jak to napisalas to wlasnie pomyslalam, ze moj maz czesto nastawia pranie I zawsze jest zdziwiony ze wiekszosc ubran jest jego :) Nie pomyslalam o tym wczesniej ale jego mina za kazdym razem jak sortuje ubrania przy pralce… jest nieoceniona :)

      • Dzięki dziewczyny! Już myślałam, że ze mną jest coś nie tak i jestem największym brudasem świata, bo drugi raz założyłam bluzkę bez prania. Uff … A mój mąż też tak jak Wasi mężczyźni, nie raz zadawał mi to pytanie ;-)

  • Magda

    Kasiu, świetnie napisane. Myślałam o Twoim blogu ostatnio, gdy prasowałam ciuchy i byłam z siebie dumna, bo po potem ułożyłam te rzeczy obok siebie i tak ładnie wyglądały: kremowy sweterek, beżowa koszula, koszulka w biało-czarne paski, sweter w biało-czarne paski, granatowe dżinsy, czarny żakiet, ciemnoniebieska sukienka. Może to i nudne, mało szałowe, ale idealnie w moim stylu.
    Jakoś nie przyszło mi nigdy do głowy pytać Cię o pranie :D

  • Basia

    Zainteresowal mnie fragment o kolorystce :) Wiesz już może jakim „typem” jestes? Ja czytam bloga Marii i szczerze mówiąc to mi niczego nie rozjaśniło, mam jeszcze wiekszy metlik w glowie. Nie wiem nawet czy jestem typem cieplym czy zimnym…
    Pozdrawiam :)

    • Rozjaśniło mi się, gdy przeczytałam w którymś ze starych tekstów, że Polki to najczęściej typ zgaszonego lata i że w tym przypadku często trudno zakwalifikować się jednoznacznie do chłodnego/ciepłego typu. I ja tak właśnie mam – wyglądam dobrze i w srebrze i w złocie. A w każdym razie tak to sobie tłumaczę ;).

  • Świetny post! Coś w rodzaju planera szafy minimalistki znajdziecie u Caroline tutaj: http://www.un-fancy.com/capsule-wardrobe-101/how-to-build-a-capsule-wardrobe/ Po polsku jednak nie widziałam, więc super pomysł:)

    • Dzięki! Widziałam planer u Caroline, ale szczerze mówiąc mnie by się on zupełnie do niczego nie przydał… Zupełnie coś innego chodzi mi po głowie.. chyba muszę zacząć spisywać :).

  • Bardzo podoba mi się Twoje zdroworozsądkowe podejście do sprawy – dzięki temu minimalizm nie kojarzy się z ascezą. Mam wręcz wrażenie, że projekt szafy minimalistki byłby utrudnieniem tylko przez pierwsze tygodnie, bo nabyta przy nim umiejętność kompletowania zestawów z tego, co mamy w szafie szybko zaprocentowałaby nawet przy nagłej zmianie planów i wyjściu, na które nie można było przygotować outfitu z wyprzedzeniem :).

  • Bardzo przydatny i oczekiwany wpis.
    Co do zniechęcającego prania, można po prostu umieścić kilka podobnych bluzek czy koszulek jak „jedno” ubranie (ewentualnie np. jedwabną bluzkę, którą i tak powinno się prać ręcznie + schnie szybko) i „obejść” system. Doły i swetry raczej nie wymagają częstego prania, o ile nie są pobrudzone. Po sobie widzę, że z czasem ręcznie przepranie ulubieńszej bluzki stanowi znacznie mniejszy problem niż wybranie tej świeżej i mniej fajnej.;]
    Uważam, że skatalogowanie ubrań bardzo pomaga, zwłaszcza w uświadomieniu sobie jak zbyt wiele ciuchów się posiada oraz jak wiele z nich do siebie jednak pasuje.

    • O! Masz skatalogowane ubrania? W jaki sposób?

      • Sama tego chciałaś. ;]
        Mam wypisane wszystkie ubrania oprócz pidżam i „po domu”. W arkuszu Excela osobne zakładki na ubrania uniwersalne, letnie i zimowe, tam podział w kolumnach na bluzki, T-shirty, swetry, spodnie, spódnice itd.. W wierszach opis konkretnego ciucha, gdzie zaznaczam co mi się w nim nie/podoba lub co go wyróżnia np. „ciepły rudy sweter” (ciepły jest zaletą, rudy u mnie jest wadą). Dla każdej kolumny podliczam obecną ilość ubrań oraz do jakiej liczby najlepiej by je było ograniczyć. Ponadto mam też podliczone kolory/odcienie- ile przypada w danej zakładce, np w zimie toleruję kolor śliwkowy, ale w lecie nie lubię go na sobie mieć itp.. Ale moim ulubionym trickiem jest kolorowanie pół – w zależności jak pewna jestem danego ubrania, dostaje ono „lepszy” kolor. Dzięki temu od razu widzę, w jakim dziale mam komplet „ideałów”, gdzie mam sporo ubrań do potencjalnego odrzutu, gdzie coś wymaga wymiany na nowszy model lub uzupełnienia (na liście mam też ubrania z przyszłości;).
        Ja bardzo lubię listy i planowanie, ale mam świadomość, że nie każdemu by się tak chciało. Idźmy krok dalej…;]
        Kilka dni temu zaczęłam korzystać z polyvore.com, gdzie wrzucam „moje” ubrania i je razem zestawiam (te zestawy mam zamiar też testować w praktyce). Tutaj od razu widać, że niektóre ubrania są trudne i może nie warto się z nimi męczyć. Widać także, że nawet z kilku można mieć kilka świetnych i „pewnych” połączeń. Ogólnie znacznie łatwiej jest mi się pozbywać ciuchów, gdy mam świadomość, że i tak mam mnóstwo możliwości i to lepszych pod każdym względem.

      • Rany, to brzmi jak kosmos, ale podziwiam tak poukładanych ludzi <3

      • Marta

        Właśnie tworzę coś podobnego :D

      • Rany, jestem pod wrażeniem, ale muszę szczerze przyznać, że by mi się tak chyba nie chciało :). W sumie, wystarczy, że otworzę szafę i wszystkie ciuchy mam na widoku :).

  • Mam wiele do nauczenia się :)

  • Uwielbiam Cię za tę serię ;) Teorie slow fashon u Styledigger robią wrażenie, ale Ty po prostu inspirujesz do działania. Już wiem, że moja najbliższa przeprowadzka to będzie ogromne wietrzenie szafy.

    Na razie mam minimalizm akademika w praktyce ;) A ponieważ nie noszę spodni w ogóle, ubieranie się jest jeszcze prostsze, zwłaszcza przy wyborze sukienki.

  • karolajnus D

    Uwielbiam czytać Twoje wpisy, bo po prostu inspirują. Po cichu włączyłam 7 ubrań w 7 dni i jestem bardzo zadowolona! Jestem dopiero na początku drogi, ale najważniejsze dla mnie jest to, że zauważyłam problem i staram się go rozwiązać. Czekam na kolejne wpisy! :)

    • Hej, jeśli zaczynacie z projektem u siebie to błagam, nie róbcie tego po cichu! Dajcie znać, proszę! Nic mnie tak nie motywuje jak świadomość, że to się komuś faktycznie przydaje :). Trzymam kciuki :).

  • Bardzo dobry post! Zawsze chciałam dowiedzieć się od Ciebie, jak to wygląda od strony, hm, zaplecza ;) U mnie to póki co jest tak, że wdrażam w życie „projekt”, który wymaga ode mnie baaardzo rozsądnych zakupów. Żeby nie było takiej sytuacji, że w mojej „nowej” szafie są rzeczy, których i tak nigdy nie włożę. Nie powiem, żeby wszystko do siebie pasowało i żebym była stworzyć z tych elementów 7 zestawów na 7 dni tygodnia, ale podobno nie ma rzeczy niemożliwych – wszystko jest do zrobienia ;) Nie mniej jednak topy/podkoszulki zmieniam codziennie i to raczej się nie zmieni :D

  • Brnąc w każdy następny tekst o Szafie Minimalistki zaczynam zastanawiać się nad własna. Co prawda z pewnych przyczyn zmusiłam się do schowania tego w co nie w chodzę, ale co będzie jak to wyciągnę? Znowu tona ciuchów i czasem nawet kilka razy przed wyjściem przebieranie się bo coś mi nie pasuje. Chwilowo mimo tego, że mam tylko kilka ubrań nie mam problemu typu „nie mam się w co ubrać” co wydawało mi się dziwne. Co prawda projektu typowo nie zrobiłam, ale teraz w pewnym sensie go wykonam (nie muszę codziennie wychodzić do pracy czy na spotkania). Po weekendzie jak już rozjadą się goście otworzę worki i zobaczę co się nadaje, co nie, co sprzedać, co wyrzucić, co zostawić do noszenia po domu. Obym nie wykazała nadmiernego sentymentu do posiadanych ubrań, w końcu to tylko rzeczy.

  • verónica

    wiadomo, że z praniem to są historie. wszystko zależy od pory roku i stopnia zabrudzenia. no i od części garderoby ;-)
    ale o ile wszystko jest czyste ( mam na myśli, że bez plamy na przedzie* czy koszulka po tygodniowym noszeniu), wyprasowane, estetyczne- to w ogóle nie ma tematu.
    * na przedzie- to wiadomo, że błąd zamierzony, cytat z klasyka ;-)

  • Agnieszka Kulawczyk

    Skłamałabym, gdybym zaprzeczyła, że zastanawiam się jak wygląda pranie u Ciebie ;) podziwiam za ekshibicjonizm, jednak bycie bloggerem wymaga dużego dystansu do siebie.
    Z nieukrywaną dumą powiem, ze ponieważ jestem świeżo po przeprowadzce (szafa się niestety nie zmieniła, zmieniła jedynie miejsce i została trochę okrojona jej powierzchnia wewnątrz) miałam okazję spojrzeć świeżym okiem na moje ubrania w nowym miejscu i doszłam wreszcie do wniosku: jest ok :) jedyną kolorową rzeczą jest u mnie koralowy sweter, wszystko inne to szarość, czerń, granat i biel. uwielbiam szary i czarny. Maria zawyrokowała „ciemna (intensywna) zima”, czyli jednak nie typowa Polka :D – swoją drogą to bardzo ciekawe, że typowa Polka jest zgaszonym latem, jeśli spojrzymy na historię naszego kraju i jego etnografię.

  • Roma

    Dziękuję za odpowiedź na pytanie. Faktycznie, podjęte przez Ciebie wyzwanie jest świetnym sposobem na określenie swoich preferencji i ukształtowanie osobistego stylu. Może i ja się na to zdobędę… Planer szafy minimalistki na pewno mi w tym pomoże. Czekam z niecierpliwością ;)

  • Dla mnie najbardziej kontrowersyjne jest wlasnie wygladanie „prawie” tak samo dzien po dniu, jakos zawsze tak kombinowalam zeby zakladac cos innego- mysle, ze u takich osob jak ja sprawdzilaby sie wersja dwutygodniowa lub na miesiac- rozplanowanie „outfitow” z kilkunastu ubran ale tak, by nie powtarzaly sie przez kilka dni pod rzad ;)

    • W takim razie capsule wardrobe będzie dla Ciebie jak znalazł :), chociaż naprawdę polecam eksperyment 7 ubrań w 7 dni – pozwala dowiedzieć się o sobie ciekawych rzeczy ;).

  • kasia

    Trafiłam tu wczoraj przypadkiem i już się zakochałam! Muszę nadrobić calutkiego bloga :-D Ciągle się przymierzam do uproszczenia szafy i ciągle mi nie idzie ;-) Może z Twoją pomocą się uda. Co do prania spodni czy swetra po jednym założeniu to w ogóle tego nie pojmuję. Przecież raz założony na koszulkę sweter nie jest w ogóle nieświeży. Przyznaję uczciwie, że swetry czy dżinsy piorę nawet po 4-5 założeniach (chyba, że są deszcze czy pluchy, wtedy wiadomo, że spodnie u dołu brudzą się bardzo szybko). Nie czuję się flejtuchem :-)
    Na pewno będę Cię czytać regularnie :-)
    Pozdrawiam,
    Kasia :-)

    • Cześć Kasiu, fajnie widzieć nowe osoby! Mam nadzieję, że blog okaże się pomocny w upraszczaniu szafy :). Pozdrawiam!

  • Eve S

    W ogóle nie rozumiem problemu z praniem – ja po prostu wącham swoje rzeczy po założeniu i decyduję, czy nadają się do ponownego założenia, czy nie. I tak naprawdę nie ma reguły – czasem piorę sweter po jednym założeniu (jak dzień był długi i stresujący), a czasem noszę tydzień i jest wciąż świeży. Chociaż zapewne z T-shirtami byłoby mi ciężej. Ale kusisz kusisz Szafą Minimalistki (ale! muszę sama sobie pogratulować bo oddałam w dobre ręce jakieś 10 worków ciuchów z domu uff. Nie wiem gdzie one leżały, bo wciąż szafy są pełne:D). Pozdrawiam serdecznie – wierna czytelniczka.

  • Bardzo fajny wpis :) Po mojej przeprowadzce, gdzie mogłam zabrać tylko jedną dużą walizkę ( lot samolotem ) moja szafa sama w sobie bardzo się ograniczyła i muszę przyznać że wyszło mi to na dobre. Szukam teraz rzeczy, które mogą być przydatne do więcej niż jednego zestawu itp. Minimalizm to naprawdę super sprawa !

  • Powoli dojrzewam do tego, żeby wprowadzić w swoje życie takie wyzwanie. Chociaż na miesiąc, żeby się przekonać czy moja szafa jest tak naprawdę MOJA. I póki co, największym dla mnie wyzwaniem jest to, że nigdy nie wiem, jak się ukształtuje mój tydzień. Na 7 dni jestem w stanie przewidzieć, co będę robiła przez może 3…
    Pozdrawiam! :)

  • Świetny wpis, bardzo dobrze wszystko wytłumaczyłaś, na pewno teraz zainteresowanym łatwiej będzie samemu zrobić coś podobnego!
    Podobałoby mi się bardzo, gdyby osoby zainspirowane Szafą Minimalistki podzieliły się z Tobą i z nami swoimi efektami :)

  • rogaczki

    Świetny wpis :) Bardzo podoba mi się Twoje podejście do ubrań i pewnie kiedyś będzie mi ono bliskie. Póki co mam tak mało ubrań, że ich komponowania specjalnie planować nie muszę. Pozbyłam się zdecydowanej większości rzeczy, których nie nosiłam – zostały jedynie do przetasowania rzeczy, które noszę rzadko :) Później zacznę uzupełńiać braki, ale do tego mi daleko. Jak już pisałam wcześniej, nie lubię ciuchowych zakupów, więc chodzę do upadłego w tym co mam. Nie mam na szczęście wymagającej ubraniowego kodu pracy, więc i problem mniejszy :)
    Pozdrawiam, A

  • Ola

    Mnie zastanawia ciągle słowo „projekt”.
    Czego to jest projekt?
    Czego szkic, zarys?
    Tego nie ogarniam.
    Samo założenie, by mieć mniej ciuchów ale dobrej jakości do mnie przemawia.
    Chyba je realizujesz już, wrażasz w życie, czy to ciągle faza projektowania?
    Ola

  • foka loka

    Ja mam swój patent na zakupach. Z reguły robię przemyślane zakupy, wiem czego potrzebuję, ale bywa tak, że bardzo spodoba mi się coś, czego nie miałam w planie kupić, staram się wymyślić na poczekaniu 3-5 stylizacji ubrań, z którymi dana rzecz by fajnie się komponowała. Jeśli nie mogę niczego wymyślić to znaczy, że nie kupuję, bo po co mi coś, czego nie mam z czym skomponować?
    Ogólnie dopiero zgłębiam tajniki projektu SzMin, bo za każdym razem jak otwieram szafę to stwierdzam, że nie mam co na siebie włożyć, ale żeby powiesić coś w szafie to też już nie ma miejsca.
    Mam nadzieję, że uda mi się ten projekt wdrążyć w życie :)
    Pozdrawiam, Patrycja :)

  • Monika

    Ja przeszłam przymusowo projekt „Szafa minimalistki” będąc w ciąży, kiedy w większość dotychczas noszonych ubrań nie mogłam się zmieścić a na kupowanie drogich ubrań ciążowych szkoda mi było pieniędzy. Kupiłam tylko spodnie, leginsy i łączyłam to z kilkoma bluzkami, w które się wciskałam, do tego kilka sukienek. I dziwiłam się sama sobie po co mi szafa pełna ciuchów, skoro mając ograniczony zbiór ubrań i tak miałam w czym chodzić bez większych problemów komponując zestawy.
    Teraz z kolei sporo schudłam (zasługa małego ruchliwego dziecka:) i z tej okazji przymierzam się do poważnego przewietrzenia szafy, ale obawiam się co to będzie jak znowu przytyję. Pewnie kolejna wymówka;)

  • Marlena

    Kurczę, strasznie zainspirowałaś mnie tym swoim minimalizmem w kwestii ubrań :) Od jakiegoś czasu zgłębiam tajemniki tego sposobu kupowania, ubierania się.. i mam nadzieję że uda mi się w końcu wprowadzić to w życie !

  • Gość

    Generalnie koncept mi się podoba i jest mi bliski bo lubię mało mieć w szafie :). Tylko co do tego prania mam inne doświadczenia: owszem jeansy, ciemne spódnice czy spodnie noszę kilkakrotnie zanim wylądują w praniu, ale cała reszta już jest „jednorazowa” łącznie z cienkim kardiganem. Moje górne części garderoby są po całodniowym czy półdniowym noszeniu zwyczajnie nieświeże, jasne spodnie letnie przybrudzone. Dlatego moje rzeczy są nieustannie prane-noszone-prane-noszone. Dlatego aby jak najdłużej zachowały niezłą formę piorę w pralce w temp 30 stopni i większość w siatce, co chroni je przed rozciągnięciem. Z powodu konieczności ciągłego prania i ubogiej szafy, dosuszanie rzeczy na grzejniku elektrycznym to u mnie norma ;)