Sztuka pozbywania się rzeczy

minimalizm sztuka pozbywania się rzeczy

Wiosna to nowy początek. Wiosna to oczyszczanie. Wiosna to porządki. Na blogach i w mediach wypączkowało mnóstwo poradników dotyczących oczyszczania i porządkowania, jak to zwykle wiosną bywa. Sama jestem już raczej na etapie, gdy pozbywanie się przedmiotów mi nie ciąży i nie zajmuje aż tak mocno, ale wiosna i w moim przypadku upomina się o nowy start.

 

Ostatnio, kilkanaście razy odpowiadałam na pytania: co zrobić, żeby zacząć minimalizowanie swojego otoczenia, gdzie możemy natrafić na trudne momenty, ile to powinno/może trwać, jak się zmotywować. Odpowiedź na te pytania o tyle nie ma sensu, że będą to odczucia bardzo subiektywne. Niemniej jednak, jedna kwestia nigdy nie ulegnie zmianie. Albo chcesz się pozbyć zbędnych rzeczy, albo nie.

 

Nie tylko wiosną lubimy szukać podpowiedzi, które mają stać się remedium na wszystkie bolączki. Szukamy, czytamy, analizujemy. Inspiracja jest cenna, ale motywacja do procesu zmiany i oczyszczania nie przyjdzie z zewnątrz. Motywacji trzeba szukać głęboko w środku. Drogi Czytelniku, Droga Czytelniczko, możesz czytać książki o minimalizmie, poradniki, blogi, ale dopóki nie weźmiesz się do pracy, nic z tego nie wyjdzie, a zmiana nie nastąpi. Albo wyrzucisz śmieci, oddasz co do oddania i wystawisz na sprzedaż, co do sprzedania się nadaje, albo nadal będziesz siedzieć w zagraconym mieszkaniu szukając wymówek. Bo mąż, bo dzieci, bo teściowa, bo sentyment, bo nie ma czasu… Szukaj motywacji wewnątrz. Zdobądź się na szczerą refleksję w stosunku do siebie samego. 

 

Po co Ci minimalizm?

Po co Ci ograniczanie? 

 

Wielokrotnie opisuje się minimalizm używając wielkich słów i zamaszystych metafor. Robi się z niego nową filozofię życia. Tak, przyznaję. Minimalizm to niesamowite narzędzie, którego efekty mocno odczułam w swoim życiu. Jednak, nie podoba mi się mitologizowanie. W praktycznym wymiarze, minimalizowanie stanu posiadania to proces, w którym nie ma za grosz romantyzmu, jest raczej pozytywistyczną pracą u podstaw. Nie ma w nim nic metafizycznego. Minimalizowanie nadmiaru przedmiotów to codzienny, niemały wysiłek. Ponieważ w którymś momencie trzeba zwlec się z kanapy, wygospodarować sporo czasu z zapchanego kalendarza i przyjrzeć się bez wymówek stertom rzeczy, które w magiczny sposób opanowały naszą własną przestrzeń życiową. Znaleźć w sobie siłę i motywację, żeby te przedmioty przejrzeć, posegregować, podjąć decyzję, wystawić na sprzedaż, oddać, wyrzucić. Robię, co mogę, żeby Wam ten proces ułatwić. Pokazuję metody, rozwiązania, podpowiedzi. Ale ja za Was nie posprzątam.

 

Bardzo często oczyszczanie przestrzeni jest trudne i trwa długo. Tym dłużej, im bardziej czujemy się odpowiedzialni za rzeczy, które weszły w nasz stan posiadania. Ja czuję się odpowiedzialna i nie lubię, gdy przedmioty zbyt szybko trafiają na wysypisko śmieci. To żadna sztuka wyrzucić. Trudniejsze jest wystawienie na sprzedaż (trzeba wszystko opisać, sfotografować, ustalić właściwą cenę, zapakować, wysłać) czy oddanie (znalezienie domu rzeczom jest czasami bardzo trudne, nawet za darmo). Trudne jest również finalne podjęcie decyzji o wyrzuceniu konkretnego przedmiotu.

 

Odpowiadając samemu sobie na pytania o cel minimalizowania możesz też dojść do wniosku, że minimalizm wcale nie jest narzędziem, z którego chcesz korzystać. Bo w gruncie rzeczy dobrze Ci z przedmiotami, które Cię otaczają. I to może być duże odkrycie, za które bądź wdzięczny. Minimalizm staje się coraz bardziej rozpoznawalną i nośną ideą. To dobra wiadomość. Cieszę się, że więcej osób będzie miało wybór i być może znajdzie w dobrowolnym ograniczaniu swoją drogę. Jednak minimalizm nie jest łatwą odpowiedzią na wszystkie problemy, z którymi się borykamy. Na blogu pokazuję i opisuję moje osobiste doświadczenia, moje przemyślenia i mój sposób na życie, który mnie doprowadził do miejsca, w którym czuję się szczęśliwa. Cieszę się ogromnie, że dla tylu osób moja ścieżka jest inspiracją, ale zdaję sobie sprawę, że nie znam odpowiedzi na każde pytanie.

 

Pozbywanie się rzeczy nie jest sztuką. Wiedzieć, co się chce, to jest dopiero sztuka.

Wiesz już, po co Ci minimalizm?

 

Dziękuję, że jesteś. Pozostańmy w kontakcie:

Simplicite Newsletter
zawsze unikatowe treści, bonusowe materiały, poradniki zakupowe i konkursy

 

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Ola

    Minimalizm to spokój i przestrzeń

    • Magda Kędzierska

      Dokładnie, spokój i przestrzeń:) A u mnie wielkie porządki i droga do minimalizmu zaczęły się latem, a nie wiosną:)

      • Marta Re

        Każdy ma swoją porę roku!!!

      • Magda Kędzierska

        i tak powinno być:)

  • Marta Re

    Dla mnie porządki są sposobem na stres. Nie żyję na pustyni, więc codziennie spotykam różnych ludzi, którzy niestety robią w jakimiś stopniu w moim życiu chaos i bałagan, Ogarnianie swojej prywatnej przestrzeni w domu jest dla mnie właśnie takim resetem w zaciszu domowym. Oczyszczeniem.

  • Mojego podejścia nie nazwałabym minimalizmem, ale raczej świadomym kreowaniem swojej przestrzeni. Chcę samodzielnie i rozsądnie decydować, jakie przedmioty będą mnie otaczać, a nie ulegać impulsom czy innymi sposobami pozwolić się życiu zagracić. Nie nazywam tego minimalizmem, bo chyba nie lubię takich etykietek, ale sama filozofia jest mi bardzo bliska, zwłaszcza jeśli chodzi o pożyczanie i wykorzystywanie tego, co się ma.

    • Ja nazywam się minimalistką, ponieważ tak mi łatwiej. To upraszcza mi wiele rzeczy. Ale moim zdaniem, „świadome kreowanie przestrzeni” to właśnie kwintesencja minimalizmu :).

      • Bo, jak sądzę, nie liczy się ilość czy liczba, tylko samodzielne decyzje i rozsądek :) Minimalista też może coś zbierać albo mieć ulubione, choć zbędne rzeczy.

      • O zbieraniu już chyba kiedyś pisałam w kontekście kolekcji użytkowych, chociaż coraz mniejszą odczuwam potrzebę kolekcjonowania czegokolwiek. A co do ulubionych, zbędnych rzeczy, to myślę, że wszystko jest kwestią skali.

  • Ja ostatnio mam bardzo silną potrzebę ograniczenia ilości rzeczy w mojej przestrzeni.l, ponieważ bardzo źle się w niej czuję. Trudno mi dążyć do minimalizmu, ponieważ moja miłość do rękodzieła i brak pracowni sprawiają, że w domu mam ogromną ilość rzeczy, która może się przydać. Ale małymi kroczkami robię postępy, pozbywam się nadmiaru kosmetyków, ubrań, gazet i innych pierdół, których nie używałam od dłuższego czasu. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się ogarnąć tę moją przestrzeń i osiągnąć wewnętrzny spokój, którego tak bardzo potrzebuję.

  • Żeby zacząć pozbywać się rzeczy a przed wszystkim nie znosić do domu nowych przedmiotów trzeba się umieć odciąć, uodpornić na zewsząd zalewające nas reklamy, które tylko zachęcają nas do kolejnych zakupów. I ich źródłem jest już w mniejszym stopniu telewizja, zwłaszcza dla młodego pokolenia, a w większym internet. Tu np. sklepy internetowe z odzieżą aż proszą żeby w nie kliknąć. Ciężko oprzeć się pokusie. A wiadomo, czego oczy nie widzą tego sercu nie żal…

  • To ja moze zaproponuje temat do poruszenia w przyszlosci: czego mozemy pozbyc sie na szybko, wlasnie przez wyrzucanie? Mysle ze taki krok na poczatek szybko przynioslby zauwazalne efekty motywujac do tego, by isc w to dalej :)

  • Ja jestem maniakiem wyrzucania, mój mąż mnie pilnuje żebym nie wpadała w błędne koło pod tytułem „wyrzucę i zaraz kupię coś lepszego”. Nie jesteśmy idealnym domem, do tego obydwoje strasznie bałaganimy, ale jestem dumna z pozbycia się 50% naszych rzeczy, w które dzięki odkryciu minimalizmu nawet nie zdążyliśmy obrosnąć (jesteśmy 2 lata po przeprowadzce). Nie rozumie tego nikt z naszych rodzin, gdzie w domach są schowki do których mama mojej lepszej połowy nie zaglądała od lat i krytykuje nas, mówiąc, że mamy puste mieszkanie i za dużo w garderobie. Cóż ;-)

    Problem durnostojek i nietrafionych prezentów nie istnieje bo pierwszych nie kupujemy, a drugie oddaję albo wyrzucam bez żalu i śladu sentymentu. Tak samo z ubraniami – zdarza mi się jeszcze wyrzucać, ale nie mam nienoszonych ubrań z metką ani rzeczy, których nie kojarzę i nagle się znajdują. Żyje się zdecydowanie lżej.

  • archistacja

    Przygotowuję się do generalnych porządków i pozbycia się zbędnych rzeczy z mojego otoczenia, bo trochę się tego nazbierało. Twój blog jest dla mnie wielką inspiracją, dzięki :)

  • Ja myślę, że do pozbywania się rzeczy trzeba dojrzeć. U mnie było to proces długotrwały i przebiegał bardzo powoli. Myślę, że to dość ważne, aby nie wyrzucać na siłę wszystkiego jednego dnia wbrew sobie, tylko zrozumieć po co się to robi i wyrzucać może dłużej, w bardziej rozłożony w czasie sposób, ale świadomie. Wtedy po takim sprzątaniu świadomym nie zagracimy się już ponownie.

    • Tak, dokładnie tak. Dojrzeć, zajrzeć w siebie, uświadomić sobie po co ten minimalizm i czy w ogóle jest potrzebny. Wtedy jest szansa, że materialny efekt jojo nie nastąpi.

  • Uwielbiam sztukę minimalizmu! Przeprowadziłam się teraz po studiach z powrotem do domu i próbuję nauczyć moją Mamę, że lepiej mniej, a lepszej jakości :)

  • Motywujący wpis ;) Czegoś takiego potrzebowałam. Jestem właśnie na etapie takiej minimalizacji, a muszę przyznać, że jestem osobą, która „strasznie” przywiązuje się do przedmiotów (sentyment?). Lada moment jednak będę potrzebowała duuuużo miejsca na nowe rzeczy nowego członka rodziny <3 Biorąc pod uwagę, że mieszkanie raczej się nie powiększy czeka mnie duuuużo wyrzucania :D Dzięki za inspirację :*

  • December

    Witam serdecznie :) bloga podczytuję już jakiś czas, ale dzisiaj pierwszy raz udzielę komentarza. Dzięki temu miejscu w sieci, oraz książce Asi Glogazy w końcu odkryłam, że podświadomie całe życie chciałam wprowadzić zasady minimalizmu, ale… robiłam zupełnie odwrotnie, myśląc, że mnie na to nie stać finansowo i to nie dla mnie. Zawsze chciałam mieć poukładane życie i sprawdzone przedmioty (w odpowiedniej liczbie egzemplarzy dla danego zastosowania), a ograniczone fundusze i źle zdefiniowane pojęcie życia na poziomie pchały mnie w sidła kupowania większej ilości rzeczy (ciuchów, akcesoriów) marnej jakości w imię dużej ich ilości. Dopiero w momencie wyjazdu na Erasmusa, gdzie musiałam bardzo uważnie spakować się w ograniczoną liczbę bagaży dostrzegłam jak mało moich rzeczy jest dobrej jakości i na których mogę polegać; wtedy też wzrosło moje zainteresowanie blogami. Powoli zmieniałam swoje nastawienie ograniczając zakupy, kupując rzeczy najlepszej jakości, na jaką mnie stać i zastanawiając się porządnie przed każdą transakcją. O dziwo, nagle okazało się, że świat się nie zawali jak kupię sobie porządną nieprzemakalną kurtkę, zamiast dwóch średniej jakości czy solidne buty, które przetrwają lata.
    Po powrocie wyrzuciłam bez śladu sentymentu masę kiepskich butów, częściowo zużytych czy niewygodnych ubrań i kilka sztuk kiczowatej biżuterii, pozostawiając tylko to, co reprezentuje sobą jakąś wartość. Poświęciłam też trochę czasu na przemyślenia, jakich ubrań najbardziej potrzebuje do mojego stylu życia i w ten sposób uzupełniłam (i uzupełniam) swoją garderobę. Uczę się, na co oszczędzać i jak dbać o ubrania, by zachowały swoją wartość (uprzednio zamiast oddać do krawcowej/pralni/przyszyć coś samemu po prostu kupowałam nową rzecz, nie pozbywając się starej…), doceniam bardziej wszystko, co mam i naprawdę lubię swoją garderobę. Może minimalizm jest obecnie modny, a za kilka lat powitamy nowy styl – ja jestem jednak pewna, że filozofia minimalizmu zostanie ze mną na dłużej, a modzie jestem wdzięczna, że pozwoliła mi świadomie zdefiniować swoje potrzeby.
    Dziękuję Kasiu, kawał dobrej roboty wykonałaś :)

    • Bardzo dziękuję za miłe słowa, były mi dzisiaj potrzebne :)). Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za Twoją dalszą drogę :).