Tajlandia. Co warto zobaczyć? Przystanek: Ajutthaja i Miasto Małp

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-ajutthaja-0

Po przerwie, zapraszam Was na kolejną część relacji z naszej wyprawy do Tajlandii. Po kilku pierwszych dniach spędzonych w kolorowym Bangkoku wyruszamy na północ. Kolejnym naszym przystankiem są dwa miasta: Ajutthaja, dawna stolica Tajladnii oraz Lop Buri zwane także malowniczo Miastem Małp.

 

Zobacz także → Tajlandia. Co warto zobaczyć? Przystanek: Bangkok. 

 

O ile Ajutthaja od samego początku była w naszym planie wyjazdu, to początkowo zupełnie nie planowaliśmy zajeżdżać do pobliskiego Lop Buri. Uwielbiam jednak te momenty, gdy poddajemy się chwili i postanawiamy ruszyć przed siebie, delikatnie ignorując wcześniejsze plany. Ale tylko delikatnie ;). Oba miasta można zwiedzić w jeden dzień, a dojechać tam można spokojnie pociągiem z Bangkoku. Wszelkie techniczne informację zbiorę i opiszę jeszcze, dziś chcę Was wirtualnie zabrać do tych fascynujących, choć zupełnie różnych miejsc.

 

Ajutthaja

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-ajutthaja-14

Ajutthaja (Ajutthaya) to miasto położone ok. 80 km na północ od Bangkoku. Jest to dawna stolica Tajlandii, którą warto odwiedzić z pewnością dla kompleksów starożytnych świątyń i pałaców. Szczegółowe informacje znajdziecie w każdym przewodniku, ja uzupełnię o garść praktycznych informacji, których próżno szukać nawet w najlepszym przewodniku.

 

Jak wspominałam, do Ajutthaja można dostać się z Bangkoku pociągiem i jest to najtańsza i najwygodniejsza opcja transportu. Podróż trwa ok. półtorej godziny i można ją spędzić nawet w pociągu 3 klasy. Nic to strasznego, standard jak Kolej Mazowiecka :). Można oczywiście jechać tam i z powrotem, dla nas Ajutthaja (i dalej Lop Buri) było przystankami w drodze na dalszą północ, do miasta Chiang Mai. Dlatego też, zabierając bagaże, wyjechaliśmy z Bangkoku rano. W Ajutthaja zostawiliśmy bagaże na stacji w przechowalni i pojechaliśmy zwiedzać. Planowo, zamierzaliśmy spędzić w Ajutthaja cały dzień, a na wieczór mieliśmy już wykupiony bilet do Chiang Mai. Większość przewodników opisuje Ajutthaja jako atrakcję na cały dzień zwiedzania. Nie zgadzam się z tym, w zupełności wystarczy pół. Co prawda, ruin kompleksów świątynnych jest w mieście dużo więcej niż te najpopularniejsze 6-10, ale mogę się założyć, że po odwiedzeniu tych największych, zupełnie nie będziecie mieć ochoty na pozostałe. O ile nie jesteście zagorzałymi fanami i znawcami tajskiej kultury i religii.

 

Faktycznie, zwiedzanie Ajutthaja zajęło na 4 godziny, po czym zostało nam pół dnia oczekiwania na pociąg bezczynnie na stacji. Bez sensu prawda? Przed wyjazdem czytałam co nieco o mieście Lop Buri, opinie czy warto je zwiedzić były podzielone. Skoro jednak i tak mieliśmy czas, to postanowiliśmy tam pojechać. Po krótkich, acz owocnych ustaleniach chyba z kierownikiem stacji (starszy Pan w mundurze z mnóstwem odznaczeń – robiło wrażenie :)) udało się przepisać bilet tak, żebyśmy za darmo pojechali do Lop Buri, a dopiero tam wsiedli w pociąg do Chiang Mai. Tyle wygrać :).

 

Po opuszczeniu pociągu, Ajutthaja można zwiedzać na dwa sposoby. Można wypożyczyć rower lub tuk-tuka z kierowcą. Szczerze mówiąc, nie polecam rowerów, choć to zdecydowanie tańsza opcja. Z prozaicznego powodu. Jakby nie było, z reguły Tajlandię zwiedzamy, gdy jest dość gorąco, prawda? Do tego wilgotno. A odległości pomiędzy poszczególnymi kompleksami ruin świątyń wcale nie są małe i droga czasem wiedzie pod górkę. Tuk-tuków na stacji kolejowej jest mnóstwo, jest też oficjalny cennik. Za 3-4 godziny zwiedzania, w trakcie których kierowca wiezie Was do największych (i najładniejszych) ruin płaci się 900 bahtów. Można się targować, choć raczej nie są chętni do obniżek. Ewentualnie można skrócić trasę.  W każdym kompleksie jest ok. 15-20 minut na zwiedzanie, po czym jedzie się do kolejnego. Wstęp do większości świątyń jest płatny, ceny wahają się od 30-50 bahtów od osoby (3-5 zł), a czasami jest bezpłatny.

 

Co prawda, to prawda, te ruiny są przepiękne. Niektóre bardziej oblegane, niektóre mniej. Zresztą, zobaczcie sami…

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-ajutthaja-21

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-ajutthaja-16

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-ajutthaja-15

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-ajutthaja-12

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-ajutthaja-9

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-ajutthaja-8

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-ajutthaja-22

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-ajutthaja-7

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-ajutthaja-6

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-ajutthaja-5

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-ajutthaja-4

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-ajutthaja-2

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-ajutthaja-1

 

Jedna uwaga praktyczna. Po zwiedzeniu kilku świątyń z pewnością zachce Wam się jeść :). Nam się zachciało. W którymś z przewodników, które czytałam przed wyjazdem było napisane, że o rekomendację restauracji najlepiej prosić kierowcę tuk-tuka, ponieważ najpewniej zawiezie on po prostu do swojej żony na domowy obiad, tani i pyszny. No cóż, nasz kierowca chyba był kawalerem… Zabrał nas do okropnej, klimatyzowanej restauracji, stylizowanej na europejską, gdzie jedzenie było dwukrotnie droższe niż normalnie i niezbyt dobre, niestety. Cóż, najwyraźniej czasami się trafi, czasami nie.

 

Miasto Małp

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-6

Jak wspomniałam, na temat Lop Buri, zwanego Miastem Małp czytałam przed wyjazdem różne opinie. Że warto odwiedzić i że nie warto. Dominowały te, że jest małe, brudne i brzydkie, a małpy Cię ugryzą i dostaniesz wścieklizny :). Postanowiliśmy to sprawdzić osobiście. Do miasta dojechaliśmy późnym popołudniem, a ze stacji postanowiliśmy skierować się bezpośrednio do Świątyni Małp.

 

Zanim jednak o świątyni.. Muszę Wam coś napisać o Tajach… Większość z nich wyznaje buddyzm, w który wpisany jest obowiązek pomagania innym. Jest on tak mocno zakorzeniony, że w większości przypadków, prosząc o pomoc, a nawet nie prosząc, znajdziesz pomocną dłoń. No więc, wychodząc ze stacji kolejowej, po zostawieniu bagaży w poczekalni, zapytaliśmy o drogę. Wiedziałam, że ze stacji jest ok. 200 metrów do świątyni. nie wiedziałam jedynie, czy w prawo, czy w lewo. No i przemiły pan na stacji powiedział wyraźnie w lewo. Przeszliśmy kawał drogi, zanim uświadomiliśmy sobie, gdzieś w polu, że miły pan chyba nie miał pojęcia, co nam powiedzieć, wiec strzelił. I chybił, najwyraźniej. Zawróciliśmy do stacji, poszliśmy w drugą stronę, wypatrując małp. I nic.

 

Aż tu nagle je zobaczyliśmy. Całe stado. Całą watahę. A właściwie to cały gang, czekający na kolację, którą najwyraźniej przywiozła im starsza Pani. W Polsce dożywiają koty, w Tajlandii małpki :).

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-1

 

Świątynia Małp to naprawdę Świątynia Małp, której wejścia bronią dwa wielkie, okropnie brzydkie pomniki :). Na terenie świątyni i w okolicach podobno żyją setki małp, które praktycznie władają okolicznym terenem. Brudzą, kradną, obsiadają wszystkie słupy, krawężniki i co się tylko da.

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-2

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-5

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-18

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-14

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-9 

Okoliczne budynki wyglądają na nie zamieszkałe, a knajpki na parterze są oplecione czymś, co do złudzenia przypominało przewody pod napięciem. I tak oto człowiek koegzystuje ze swoimi kuzynami. A same małpki? Są przeurocze, silne i żeby dostać jedzenie ściągną Ci plecak, pomacają pod koszulką i poszarpią za włosy. Trudno. I tak karmienie i ich fotografowanie było fantastycznym doświadczeniem. Na terenie świątyni, za 20 bahtów (2 zł.) można kupić woreczek jedzenia i dać się obsiąść dziesiątkom małp. I tak się bawiliśmy, obserwowaliśmy i fotografowaliśmy małpy, aż zapadł zmierzch.

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-8

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-13

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-20

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-7

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-12

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-3

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-16

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-19

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-11

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-15

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-17

tajlandia-przewodnik-co-warto-zobaczyc-lop-buri-10

 

Po zmroku wróciliśmy zmęczeni na stację poczekać na nasz nocny pociąg na drugi koniec kraju. W międzyczasie dosiadł się do nas pewien mnich buddyjski i próbował leczyć przeziębionego lekko MM tajskimi specyfikami. A miał tych leków ze cztery pełne worki! No, ale to już historia na kolejną część opowieści…

 

 ***

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, to pozostańmy proszę w kontakcie:

→ Zapisz się do Simplicite Newslettera. Zyskasz m.in. priorytetowy dostęp do nowych tekstów, zanim pojawią się na blogu.

→ Polub na fanpage na Facebooku lub profil na Bloglovin. Zyskasz bieżący dostęp do wszystkich aktualności.

→ Simplicite możesz śledzić też na Instagramie. Znajdziesz tu dużo z mojego bieżącego życia i sporo zdjęć kawy ;).

 

Zadbaj o bezpieczeństwo. Zanim wyjedziesz na wakacje, pamiętaj o ubezpieczeniu.

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Oj tam, oj tam, od razu wścieklizna. Dla takich wspomnień chyba było warto. :)

    • Ola, z tą wścieklizną to wcale nie jest tak łatwo… Nie zdawałam sobie sprawy (bo kto w Europie ostatnio chorował na wściekliznę, prawda?), że wbrew pozorom, to duży problem. Bo wiesz, okazuje się, że wścieklizna dla człowieka jest chorobą śmiertelną. Nie ma skutecznego lekarstwa.

      • Wiem, wiem, trochę sobie żartowałam w tym komentarzu. Tak nawiasem mówiąc, dopiero niedawno dowiedziałam się, że wścieklizna jest nieuleczalna. Człowiek uczy się całe życie. :)

      • No właśnie ja też dopiero ostatnio. Gdy pomyślę o tym wszystkich psach, które beztrosko głaskałam na Kubie….

  • Uwielbiam oglądać Twoje zdjęcia. :) Jest w nich tyle życia i emocji. Ciężko mi powiedzieć kiedy sama pojadę na urlop, ale dzięki takim obrazom mogę chociaż na chwilę przenieść się do innego świata. Buziaki :)

    • Taki był właśnie mój cel. Żeby na chwilę przenieść się tam, gdzie ciepło :).

  • Maggie S-B

    Z jednej strony na pewno ciekawe doświadczenie, a z drugiej trochę przerażająco wygląda miasto ‚opanowane’ przez małpy.Ja bym się chyba trochę bała.

  • Ale, że nie obawiałaś się tych małp? Ja bym się trochę bała, że ugryzą, albo coś. No i ta wścieklizna…myślałam, że wystarczy zrobić serię zastrzyków w brzuch i po kłopocie.

    • Raz się żyje ;). Karmiliśmy je tylko na terenie świątyni, gdzie Pan sprzedający owoce odganiał je, gdy były zbyt natarczywe. Są przyzwyczajone do ludzie więc raczej nie były niebezpieczne, a jedynie bardzo, bardzo natarczywe w poszukiwaniu jedzenia. Z tą wścieklizną to nie przelewki, jeśli nie jest się zaszczepionym…

  • Ale tam jest niesamowicie!

  • Pingback: Tajlandia. Co warto zobaczyć? Chiang Mai i okolice, czyli słonie, tygrysy i nocne zakupy - Simplicite()

  • Intrf071

    A gdzie pozostałe obiecane relacje z Tajlandii? jest szansa?