6 zasad minimalizmu czyli czym minimalizm NIE jest

1. Minimalizm to nie cel. To droga.

 

Od lat wielu, z uporem godnym maniaka powtarzam wszem i wobec, że minimalizm to nie jest filozofia. To nie jest religia, która ma swoje przykazania. To nie jest cel sam w sobie. Minimalizm to droga, a bardziej dosadnie i mniej filozoficznie rzecz ujmując, minimalizm to narzędzie. Narzędzie do dobrego życia, albo do jakiegokolwiek innego celu, który tylko przyjdzie Wam do głowy. Nie mnie to wybierać, nie mnie to oceniać. Uważam jednak, że podobnie jak pieniądze, ograniczanie nie powinno stać się celem samym w sobie.

 

Jeśli wybierzecie minimalizm za swój cel, wkroczycie na grząską ścieżkę (chyba, że świadomie dążycie do ascetyzmu w prawdziwym rozumieniu tego słowa). Zamiast świadomie pozwalać sobie na MNIEJ, badając granice własnych potrzeb (o czym szerzej za chwilę), staniecie się znowu niewolnikami swojego stanu posiadania. Z tym, że nie będziecie dążyć do WIĘCEJ, ale do MNIEJ. Fiksacja na punkcie rzeczy pozostanie.

 

2. Minimalizm nie musi być luksusowy.

 

Za postrzeganie minimalizmu jako posiadania małej liczby najdroższych rzeczy winię Dominique Loreau. To ona genialnie pisząc o upraszczaniu, wprowadziła pojęcie minimalizmu luksusowego. Minimalizm w takim wydaniu jest bardzo elitarny i snobistyczny, dla wielu osób nieosiągalny. Jednocześnie wypacza prawdziwe zalety minimalizmu, gdzie poprzez pozbywanie się nadmiaru dążymy do lepszego, dobrego życia. Dobre życie to nie jest życie, w którym posiadamy luksusowe rzeczy, nieważne ile byśmy ich nie mieli. A już wyrzucanie dobrych, zdatnych do użytku przedmiotów tylko dlatego, żeby je zastąpić innymi, lepszymi, ale w mniejszej ich liczbie jest po prostu głupie.

 

Gdy potrzebuję coś nabyć – rzecz, której mi brakuje, a która jest prawdziwie potrzebna to oczywiście szukam jak najlepszej jakości w budżecie, jaki mam i na jaki mnie stać. Taki budżet przez jednych może być postrzegany jako luksusowy, przez innych jako ubogi. To nie ma znaczenia – chodzi o to, żeby był właściwy dla mnie. Załóżmy, że chcę kupić ciepły sweter na zimę. Wiadomo, że kaszmir ma cudne właściwości grzewcze, poszukam więc swetra z kaszmiru, który może kosztować dużo więcej, niż akrylowy twór kupiony w sieciówce. Jednocześnie nie wydam połowy moich miesięcznych zarobków na kupno kaszmirowego swetra super-hiper-znanej marki, chociażby jego jakość powalała na kolana i miał mi służyć przez 20 lat (naturalnie, można takiego swetra poszukać w second handzie, ale nie o tym teraz mówimy).

 

3. Minimalizm to nie optymalizm.

 

Punkt, z którym najbardziej chciałam się rozprawić (czy istnieje ikonka zacieranych rączek?) ;) Od lat mówię i piszę, że minimalizm to narzędzie, nie cel. Że każdy musi odnaleźć swoje tempo zmian i odpowiedzieć na pytanie, co mi jest naprawdę potrzebne. I w każdym przypadku będzie to wyglądało inaczej. Czym zatem minimalizm różni się od popularnego trendu na tzw. optymalizm? Otóż, jest jedna zasadnicza różnica.

 

Minimalizm to jest również stałe badanie granic swoich potrzeb. Wiem, to znowu brzmi straszliwie górnolotnie, lecimy zatem z przykładem. Kiedyś wydawało mi się, że jest jedna rzecz, z której nie chcę rezygnować – z mojej kolekcji kubków do kawy. Uwielbiam kubki, korzystam z nich codziennie, cieszą moje oko i byłam przekonana, że nie chcę z nich rezygnować (też z kupowania kolejnych okazów do mojej użytkowej kolekcji). Potem zaczęłam powolutku badać granice moich potrzeb w tym względzie. Narzuciłam sobie pewien chwilowy dyskomfort – przestałam kupować nowe okazy nawet, gdy straszliwie mi się podobały. Nagle okazało się, że granica moich potrzeb przesunęła się i nie potrzebuję kupować nowych kubków. #podziwiamniekupuje

 

Badanie granicy swoich potrzeb + narzucenie sobie chwilowego dyskomfortu to właśnie różnica pomiędzy minimalizmem, a optymalizmem.

 

4. Minimalizm to też nie ascetyzm.

 

Skoro minimalizm nie jest szukaniem optimum, a stałym badaniem granic swoich potrzeb, to przecież w takim badaniu można się nigdy nie zatrzymać i tym celem w istocie będzie asceza. Dążenie w stronę ascezy nie jest niczym złym, ale myślę, że nie jest to cel dla większości z nas. Do tego asceza jest najczęściej rozumiana jako surowy tryb życia bez przyjemności i wygód, a przecież jej podstawowym znaczeniem jest rezygnacja z dóbr i wielu aktywności życiowych w celu uzyskania świętości i zbawienia duszy. Wniosek jest oczywisty – minimalizm to nie ascetyzm.

 

Przeczytaj też: Rzeczy, których nie wyrzuciłam.

Przeczytaj też: 5 rzeczy, na które wydaję pieniądze.

 

5. Minimalizm to nie wyścig.

 

Współczesny świat oparty jest na wyścigu. Wyścigu o więcej, bardziej, lepiej. Minimalizm miał być odpowiedzią na ten wyścig, a do niego dołączył. Czasami zdarza mi się (choć coraz bardziej niechętnie) dodawać zdjęcia pokazujące mój faktyczny stan posiadania. Uważam, że w Polsce mało blogerów-minimalistów decyduje się takie odsłonięcie. A to uwiarygadnia to, o czym mówimy i piszemy. Niestety, spotyka się to często z dwojakiego rodzaju reakcją:

  • “ja bym tak nie mogła, to bez sensu!” albo
  • “a ja mam mniej”.

Obie reakcje są zrozumiałe, ale czasami krzywdzące i zabierające chęć do dzielenia się rzeczywistością. Zwłaszcza reakcja nr 2 jest wyjątkowo niefajna, bo narzuca, właśnie, WYŚCIG. Wyścig o posiadanie mniej. Nie dajcie się do tego wyścigu wciągnąć. Róbcie, co macie robić WE WŁASNYM TEMPIE. Minimalizm to nie wyścig.

 

Przeczytaj też: Jestem wystarczająco dobrą minimalistką.

 

6. Minimalizm to nie sposób na szczęście.

 

Hygge, lagom, wabi-sabi, ikigai, esencjalizm – w ostatnim czasie wyroiło się od koncepcji, które mają zapewnić nam szczęście – szybko i w prosty sposób. Do tego grona, chcąc nie chcąc, dołączył również minimalizm.  Najpierw zrozumieliśmy, że pogoń za rzeczami i zewnętrznymi oznakami dobrobytu nie daje gwarancji dobrego samopoczucia. Potem rzuciliśmy się na doznania – bo może nie MIEĆ, ale BYĆ zapewni radość, spokój i szczęście? Też się nie udało, bo tak samo jak w MIEĆ, można zapomnieć się w nadmiarze BYĆ. Pojawił się więc minimalizm, ale i tu okazało się, że samo posprzątanie w domu nie zapewnia nam mitycznego szczęścia.  I zapewnić nie może, choć może stać się dobrym, pierwszym krokiem. Głęboko wierzę, że pozbycie się nadmiaru pozwala odkryć wspaniałe rzeczy i skupić się na tym, co naprawdę ważne, choć dla każdego może to oznaczać coś zupełnie innego.

 

Przeczytaj też: Minimalizm. Od czego zacząć?

 

***

Myślę, że nie jest to potrzebne w tak mądrej społeczności, ale napiszę na wszelki wypadek: słowa “zasady” użyłam oczywiście z przymrużeniem oka, a wszystkie treści są bardzo subiektywne. Do każdego punktu mogłabym dodać “w mojej opinii”. A opinie mają to do siebie, że można się z nimi nie zgadzać. :)

38 komentarzy

38
Dodaj komentarz

avatar
16 Comment threads
22 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
21 Comment authors
KiddaGabaagnitzCaritaKasia Recent comment authors
  Powiadomienia  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Renata
Gość
Renata

Mam mieszane uczucia po przeczytaniu tekstu. Odebrałam go jako ucieczkę od tematu minimalizmu, odżegnanie tego, jakobym kiedykolwiek mówiła, że to dobre.. Bez sensu.
Celowo wchodzę na tę stronę, aby u Pani na blogu zobaczyć co i jak. Szczególnie zainteresował mnie temat domu, w którym przyjdzie Pani mieszkać. Reszta tematyki jest do podejrzenia, poczytania, a swoje zdanie i tak mam. Mogę wyrobić sobie pogląd, spojrzeć z innej perspektywy-czyjejś w końcu, nie własnej..
Być może jest ten tekst skierowany do osób, które bardzo poważnie kierują się tego rodzaju wpisami i do serca biorą sobie każde zdanie jako bezkrytyczny przymus?
Wg mnie najbardziej niezrozumiały tekst.

Askadasuna
Gość

Dla mnie ten tekst to niestety odgrzewane kotlety :-(

Askadasuna
Gość

Myślę, że Kasia napisała już o minimalizmie wszystko, co było do napisania. Więcej z tego tematu nie da się wyciągnąć na miejscu Kasi, przynajmniej moim zdaniem. Osiągnęła takie miejsce docelowe i niewiele nowego, świeżego da się tu pokazać. Myślę, że każdy kolejny tekst o minimalizmie będzie powtórką tego, co było napisane, tylko opakowany w inne słowa. Lubię ten blog bardzo, ale nie bardzo widzę go za kolejne kilka lat, przynajmniej w tematyce minimalizmu. Nawet w tej tematyce trzeba o coś nowego, coś co zaintetesuje stałych czytelników. Dla mnie te teksty o minimalizmie to ciągle to samo. Długo zastanawiałam się czy o tym napisać, bo krytyka jest źle widziana, ale myślę, że warto zwrócić uwagę na to, że teksty o minimalizmie stanęły w miejscu. Miło się je czyta, owszem, ale nic poza tym. To takie teksty na podtrzymanie i potwierdzenie, że to blog o minimalizmie. Brzydko mówiąc – zapchajdziury, żeby coś opublikować.

Kasia
Gość
Kasia

Jeżeli ktoś uważa teksty Kasi za “odgrzewane kotlety”/”zapchajdziury” to zwyczajnie powinien przestać odwiedzać tą stronę i kropka.
Od razu nasuwa mi się stare powiedzenie: jak nie masz nic miłego do powiedzenie, to nic nie mów.
Zdaję się, że autorki negatywnych komentarzy mają już wyrobione zdanie na temat tego co zostało powiedziane/napisane o minimalizmie…

Askadasuna
Gość

Wydaje mi się, że jeżeli jestem stałym czytelnikiem od lat, wyrażam swoke zdanie w sposób kulturalny i zwracam uwagę kulturalnie na to, co moim zadaniem jest nie tak, to powinno być to uszanowane, a nie piętnowane. Rozumiem, że miłe komentarze napędzają autora, ale te szczere, zwracające na coś uwagę, są również potrzebne i myślę, że dają autorowi więcej niż komentarze tylko z zachwytem.

Eufemia
Gość
Eufemia

Ale jest piętnowane i ja to też zauważyłam. Co więcej, wydaje się, że autorka chce tylko napędzających ją poztywnych komentarzy Jesli tekst jest skierowany do nowych czytelników, to dlaczego nie mogą poszperać w archiwum? Bo nie ma tego w archiwum – więc jednak nie jest tylko do nowych. A jak nie tylko do nowych, a starzy się odezwą, to nie wolno pisać o odczuciach, no chyba że tylko zachwyty. Straszne to i bałabym się tak żyć – tylko w atmosferze poklasku. Oczywiście można nie wchodzić i mozna nie czytać. Zaraz to pewnie ktoś znów napisze, ale to też nie tak: bo jesli się wchodzi i czyta, ale za którymś z kolei razem te odczucia nie są poztywne, dlaczego nie można dać temu wyrazu? To, że coś jest kotletem odgrzebanym wiadomo dopiero PO przeczytaniu, a komentarz o tym nie pojawia się pod każdym tekstem. Ja się tutaj róznym rzeczom przyglądam, jestem obserwatorem, lubię patrzeć jak ludzie zyją i co z tego wynika :) Pod wieloma względami ten blog jest odkrywczy. Nikt jednak nie jest doskonały, ani nieomylny. Trochę pokory jest potrzebne dla zwykłego własnego dobra.

Eufemia
Gość
Eufemia

A jeśli coś w tym jest? Jeśli jest w tym ziarenko prawdy? Nigdy nie masz wątpliwości?

Anne
Gość
Anne

No ale nowa osoba może sobie zajrzeć do archiwum i tam znajdzie te teksty, w których jest to samo co w nowych. Gdzie w tym sens?

Pat
Gość
Pat

Bardzo podoba mi się to co napisałaś. Uważam, ze to świetne podsumowanie, tego co można przeczytać na Twoim blogu a echem minimalizmu jako chwilowej mody.
Szczególnie pierwszy punkt mocno do mnie trafia. Dziękuję!

Bożena
Gość
Bożena

Dla mnie dystans taki jak Twój jest bardzo dobry.

Eufemia
Gość
Eufemia

Osobiście myślę, ze minimalizm jest tym wszystkim po trosze właśnie i nie ma co dzielić włosa na czworo. A religia to również droga, jak i filozofia zresztą też.

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Każdy z nas powinien sobie “wyrobić” zdanie na temat swoich zasad życiowych. Dziękuję Kasiu, że to podkreślasz za każdym razem, bo mam wrażenie, że niektórzy tego nie rozumieją i traktują wszystkie koncepcje jak nowinki, które trzeba na siłę wprowadzić w swoje życie. Dla mnie minimalizm to kreowanie własnego zdania w niektórych aspektach życia. Budowanie jego kształtu poprzez pryzmat swoich wartości. Cudownie jest do wszystkiego dochodzić od razu, ale drogi życiowe często bywają kręte.

Luiza
Gość
Luiza

Ten tekst jest dobry, aby co jakiś czas sprawdzić, czy w swoim minimalizmie nie dochodzimy do przesady, czy nie wchodzimy w ślepą uliczkę. Dziękuję, Kasiu :)

j.ulka
Gość
j.ulka

Czasem warto coś podsumować i ja z pewnością nie odbieram tego jako zapchajdziurę:) Tekst jak zwykle warty przeczytania. Kasiu mam nadzieję,że nie zniechęcisz się do pisania po przeczytaniu tych dziwnych komentarzy.pozdrawiam

Ewa
Gość
Ewa

Bardzo dobry tekst. Potrzebny. Szczególnie dla osób, które zawsze oczekują “przewodniką” po wszystkim. Przypomina, że należy myśleć samodzielnie a nie podążać za każdym nowym, aktualnie modnym trendem. Dominique Loreau też należy traktować jako jej doświadczenie a nie dosłowny przewodnik minimalizmu. Nie rozumiem komentarzy, że blog musi koniecznie za każdym razem być o czymś nowym w minimalizmie. To rozmowa miedzy ludźmi, którzy wierzą, że rzeczy maja nam służyć. Pani Katarzyna pisze świetne, uczciwe teksty. Zawsze chętnie przeczytam jakie ma przemyślenia. Niekoniecznie musi mnie zaskakiwać nowymi pomysłami jak być jeszcze bardziej minimalistycznym! Po prostu fajnie jest jest z kimś dzielić się refleksjami na temat życia bardziej uporządkowanego i zdyscyplinowanego. Minimalizm to nie moda ale sposób na życie bez zbędnego balastu…

Namysłowska 3
Gość

Dobre podsumowanie, a właściwie przypomnienie :)
Dla mnie minimalizm to z jednej strony ułatwienie, a raczej ułatwianie i upraszczanie; z „de luxe” niewiele ma wspólnego :)

BeaTA
Gość
BeaTA

Kasiu, ja lubię Twoje teksty. A poza tym potrzebuję raz na jakiś czas sprawdzić czy nawet skonfrontować swoje działania i drogę z tym co sobie założyłam, bądź też z tym jak chciałabym żyć. Twoje wpisy w których mogę znaleźć tego typu podsumowania pozwalają mi skorygować obrany kurs.
Tak na marginesie zdarza mi się zaszaleć na zakupach (ubrania) po których przychodzi refleksja o braku konsekwencji bądź też dobrowolnym uczestnictwie w tym wyścigu na najlepiej ubraną. Oczywiście nie mnie oceniać, które miejsce zostało mi przyznane ;-)) ale sam fakt, że świadomie w to wchodzę denerwuje mnie. Na tym polu wciąż dużo pracy przede mną. Tak więc, jak już wspomniałam na początku – ja potrzebuję tych przypomnień.
Dziękuję Ci za to.

Pimposhka
Gość
Pimposhka

Bardzo fajny post. Muszę przyznać, że już kilka razy czytając Twoje posty o minimalizmie miałam się zapytać, czy przypadkiem nie jesteś też esencjalistką. Nie jestem teoretykiem tych zagadnień ale mam wrażenie, że minimalizm, ten w Twoim wydaniu ma bardzo dużo zarówno z optymalizmu jak i esencjalizmu ale też chyba te pojęcia w dużej mierze się pokrywają? Zresztą to mi się bardzo w Twoim podejściu podoba. Nie tam żadne, że masz mieć tylko 100 rzeczy ale miej tyle rzeczy ile potrzebujesz, ale żeby równocześnie Cię nie przytłaczały (czyli optymalizm, mieć optimum rzeczy dla mnie i dla moich potrzeb). Po drugie minimalizm w Twoim ‘wykonaniu’ to rezygnacja z pewnych rzeczy aby mieć czas i pieniądze na to co Cię interesuje/kręci/sprawia radość (czyli esencjalizm). Tak jak napisałam, nie jestem teoretykiem i nie potrafię jakoś zrozumieć punktu trzeciego. Dla mnie w dalszym ciągu są to bardzo podobne pojęcia. Jesteś osobą, która bardzo konsekwentnie realizuje swój plan i pomysł na życie i bardzo mi się to w Tobie podoba.

ps. O rany, czy ja przypadkiem nie napisałam całego komentarza bez czepiania się? ;)

agnitz
Gość
agnitz

Ja sobie tak myślę, że dla osób, które sporo czytają (o minimalizmie, innych stylach życia, znają pojęcie esencjonalizm itd;)), różnica w trzecim punkcie może być nieco zatarta. W sumie, jeżeli nie fiksujesz się na rzeczach, to raczej nie prowadzisz codzienne debat ze sobą “czy 4 pary rajstop to już o jeden krok za dużo”.
Ale… jestem członkiem grupy Kasi “minimalizm w praktyce” na FB. I tam często dziewczyny mają naprawdę podstawowe pytania i rozważania.
Nie potępiam tego i nie krytykuję! Dobrze mnie zrozumcie. Chcę tylko podkreślić, że postawa: “a ja mam dużo spódnic, świetnie się z tym czuję i nie chcę tego zmienić, chcę być za to minimalistką w bluzkach” jest bardzo powszechna.
Myślę , że Kasia po prostu wychodzi z pytaniem: “ja mam bardzo dużo kubków, są wspaniałe, ale…co by było gdybym jednak musiałabym ich mieć mniej. Czy nadal dobrze bym się czuła, czy muszę mieć wszystko co sobie wymyślę?
Dla mnie to chyba raczej taka chęć samopoznania i próba wyjścia poza swoje przyzwyczajenia, które nie wiadomo skąd się wzięły. Trochę taka mini-próba innego życia i nie usadawiania się w świecie tak wygodnie, że przyśniemy sobie na kanapie nie wiadomo kiedy…

Ania
Gość

Dobre podejście do minimalizmu :) Super!

Gosia
Gość
Gosia

Kasiu, jestem Twoją czytelniczką od dość dawna. Możliwe, że nie każdy tekst przeczytałam z pełną uwagą, możliwe, że pewne kwestie mi umknęły, a na inne nie byłam jeszcze gotowa i myślę też, że nie jestem jedyną osobą, która nie koduje w pamięci każdego słowa. I dlatego właśnie Twoje teksty nie są w stanie mi się znudzić… i z pewnością nie tylko mi :) W tym tekście pojawił się temat, który od jakiegoś czasu poddaję refleksji, a mianowicie to, że minimalizm też może być zafiksowaniem się na rzeczach. Może ten temat już był, ale do mnie akurat dotarł wraz z tym tekstem. Jestem teraz w takim punkcie, w którym zamiast cieszyć się czasem, który zyskałam, poświęcam go na myślenie, co by tu jeszcze uprościć, aby żyło mi się jeszcze lepiej. A kiedy popada się w taką fiksację, to chyba nigdy nie dojdzie się do tego punktu, w którym jest wystarczająco dobrze? U mnie niby jest już wystarczająco dobrze, ale fakt, że wciąż o tym myślę, czy aby na pewno jest wystarczająco dobrze nie pozwala w pełni cieszyć się tym, co już osiągnęłam.

Carita
Gość
Carita

“minimalizm to nie jest filozofia. To nie jest religia, która ma swoje przykazania. To nie jest cel sam w sobie. Minimalizm to droga, a bardziej dosadnie i mniej filozoficznie rzecz ujmując, minimalizm to narzędzie”. Pani Katarzyno, ani religia, ani filozofia nie są celami samymi w sobie, każda jest drogą. Zdumiało mnie takie Pani podejście, gdyż z tego, co kojarzę, jest Pani humanistką. Minimalizm z kolei też ma swoje przykazania, zasady, które Pani sama bardzo często punktuje w swoim życiu (nawet w powyższym tekście mamy pewną punktację). Tak naprawdę minimalizm to pewna sympatyczna moda, która jak każda tego typu nowinka, ładnie nazwana, o wiele prościej niż wymienione przez Panią nurty, które trudno zapamiętać i wymówić (hygge, lagom, wabi-sabi, ikigai…) szybko wzeszła w nasze życie, głównie życie internetowe, i też szybko zniknie (szybko w perspektywie dziejów świata, dziejów filozofii i religii). A tak naprawdę minimalizm to całkiem świecka, nienaukowa metoda, która swoje korzenie ma jak najbardziej w religiach i w filozofii. To nic nowego, tylko wycinki z powyższych, uproszczone, podane potocznym, współczesnym językiem i trafiające do kobiet, gdyż skupia się przede wszystkim na posiadanych rzeczach, ubraniach (piszę “przede wszystkim”, gdyż religia i filozofa skupiają się na bardziej wyrafinowanych sprawach duchowo-wewnętrznych, na… Czytaj więcej »

Kidda
Gość
Kidda

Ja tu nie widzę sprzeczności. Filozofia, religia i minimalizm to drogi, ale minimalizm nie jest religią ani filozofią. Każdy słoń to zwierzę, ale nie każde zwierzę jest słoniem. Za to niektórzy mogą z minimalizmu zrobić cel i dlatego warto przypomnieć że nie o to chodzi. Ale podkreślenie że to jest droga nie przekreśla automatycznie innych dziedzin jako dróg.

agnitz
Gość
agnitz

Kasiu, mnie ten tekst się bardzo podobał. Koryguje w żołnierskich słowach wiele nieprawdziwych wyobrażeń ludzi, którzy traktują minimalizm jako cel objawiony. Lubię te Twoje podsumowania, bo pomimo prostoty niektórych myśli, nie mają w sobie ani odrobiny banału. Brawo!

Gaba
Gość
Gaba

Dzięki za tekst. Mimo ze przeczytałam kilka książek o minimalizmie, to czasem gubię się czym on powinien być, a czym nie w moim życiu. Czasem dopada mnie chęć pozbywania się i oczyszczania przestrzeni (tej wokół siebie, jak i w sobie), a czasem mam okres „wszystko się przyda” albo kupuję bez zastanowienia. Warto chyba znaleźć drogę środka i pamiętać w codziennych wyborach, co dla nas jest ważne w minimalizmie, jakie wartości wiążą się z nim – np. ekologia, zdrowie, świadomość swoich potrzeb czy niepoddawanie się bezsensownej konsumpcji. Pozdrawiam i czekam na kolejne teksty.