#lesswaste w mojej łazience

Po ostatnim tekście z cyklu Toaletka Minimalistki uświadomiłam sobie, że skupiałam się głównie na pokazywaniu Wam kosmetyków, których używam jako takich, w dość wąskim ich zakresie, a przecież zawartość łazienkowych półek nie kończy się na szamponie do włosów i czarnym mydle. Mamy jeszcze szczoteczki do zębów, waciki, dezodoranty, tampony itp. Dodatkowo, zagorzała dyskusja na temat kosmetyków naturalnych skłoniła mnie do przelania na papier kilku refleksji w tym względzie.

 

Od kiedy pamiętam,  kupowanie było obciążone dużą presją społeczną. Liczyło się to, co kupujemy, gdzie kupujemy i za ile kupujemy. I to się zupełnie nie zmieniło. Jedyne, co ulega zmianie, to rodzaj, a raczej kierunek nacisku. Jeszcze 5 lat temu nikt nie mówił o kosmetykach naturalnych, przynajmniej nie w takim zakresie, jak dziś. Nie było na rynku szamponów w kostce czy kryształu ałunu. Nasza świadomość rośnie, ale presja bynajmniej nie zmalała. Nadal chcemy musimy wyglądać świetnie, ale już bez SLS-ów, parabenów, aluminium i fluoru. Należy kupować wyłącznie wegańskie kosmetyki, najlepiej tylko te rodzimych marek – broń panie jeżu z korporacji, no i obowiązkowo w szklanych opakowaniach. 

 

Wyzłośliwiam się odrobinę, wiem. O swoim stosunku do nurtu zero waste pisałam już tutaj. Kontynuuję temat przede wszystkim dlatego, że ja też poddałam się tej presji. Dlatego, że też mi zależy. Też chciałabym mniej zaśmieconej planety, czystych lasów, zdrowszej skóry i świadomości, że nie krzywdzę zwierząt dla mojego urodowego widzimisię. Zaczęłam więc powoli przestawiać się na kosmetyki bardziej naturalne, czasami w dość skrajnej wersji. Niemniej jednak teraz wiem, że najważniejsze, co powinniśmy zrobić, to podejść do swoich wyborów i zakupów bardzo świadomie, bez poddawania się ślepo presji z zewnątrz – czegokolwiek by ona nie dotyczyła.

 

Fascynacja olejem kokosowym

 

Wszystko zaczęło się lata temu od oleju kokosowego. Ktoś pamięta może szał na olej kokosowy? Miał być dobry na wszystko, a już z pewnością najlepiej zastępował balsam do ciała. No to spróbowałam. Odstawiłam używany wtedy balsam Vichy i konsekwentnie przez kilka miesięcy smarowałam się tylko olejem kokosowym. Wysuszyłam sobie skórę jak nigdy.

 

Dopiero później pojawiły się publikacje i informacje, że olej kokosowy może być stosowany sporadycznie lub być cennym składnikiem kosmetyków. Czysty olej używany codziennie na skórę i włosy jako balsam lub odżywka może sprawić, że powstanie bariera i skóra/włos się wysuszy, nie będzie odżywiany, powstaną zmarszczki, a nawet reakcje alergiczne. Wróciłam do balsamów kosmetycznych, a moja skóra wróciła do normy. Do tego stopnia, że teraz nie muszę używać balsamu codziennie.

 

Kosmetyki naturalne

 

Nie jestem rygorystyczną konsumentką naturalnych kosmetyków. Może zabrzmię jak heretyczka, ale SLS w składzie zupełnie mnie nie przeraża. :) Tak samo, jak nie przeraża mnie opakowanie z plastiku, jeśli skład jest świetny. To zawsze kwestia wyważenia potrzeb i możliwości. Natomiast najbardziej interesuje mnie czy dany kosmetyk jest skuteczny i to czy nie był testowany na zwierzętach. 

 

Ostatnia kwestia, im bardziej się w nią wgłębimy, jest najbardziej problematyczna i mam z nią duży kłopot. Po pierwsze, większość z substancji stosowanych w kosmetyce była kiedyś testowana na zwierzętach. Po drugie, są Państwa (naturalnie z Chinami na czele), które wymagają prawem testów na zwierzętach. Po trzecie, są kosmetyki, które tak świetnie działają, że nie oszukujmy się – znam wiele osób, które nie publicznie, ale mówią wprost – nie przestanę używać, chociaż firma testuje w Chinach, bo to genialny produkt. Sama tak miałam do niedawna z kremem BB Missha – skład pozostawia wiele do życzenia, oczywiście jest sprzedawany w Chinach, ale wiecie co – pół blogosfery go używa, bo po prostu jest świetny. Używając go (zużyłam jedno małe opakowanie) miałam dużego kaca moralnego i nie kupiłam kolejnego. Na szczęście, coraz więcej marek świadomie decyduje się na nie wprowadzanie swoich produktów na rynek chiński, a i prasa donosi, że Chiny zamierzają znieść obowiązek testów. Super!

 

Poszukiwania dezodorantu idealnego

 

Antyperspirant lub dezodorant to jedyny kosmetyk, gdzie priorytetem jest dla mnie lepszy skład (bez kompromisu w kontekście działania). Jest to kosmetyk, którego używam codziennie, a mój stan zdrowia… cóż, jeśli mogę nie zwiększać ryzyka, to zdecydowanie wolę tego nie robić. Dlatego od 2 lat szukam kosmetyku, który będzie spełniał rolę antyperspirantu wystarczająco skutecznie, ale nie będzie zawierał soli aluminium. Odnoszę wrażenie, że próbowałam już chyba wszystkiego.

 

Na pierwszy ogień poszedł kryształ ałunu. W ramach jego krótkiej i efektywnej recenzji mogę śmiało napisać, że nie było absolutnie żadnej różnicy bez stosowania i po zastosowaniu. Nic, kompletnie żadnego efektu. Próbuję sobie przypomnieć, co się z nim potem stało, ale mam dziurę w pamięci. Potem kupiłam antyperspirant kosmetycznej marki, ale reklamowany jako niezawierający soli aluminium. Działał całkiem nieźle, ale jak większość tego typu kosmetyków – powstrzymywał nieprzyjemny zapach, ale nie powstrzymywał samego wydzielania wilgoci. Dla mnie to po prostu niezadowalający efekt. Za każdym razem wracam do wypróbowanego sztyftu na R. ;)

 

Przedostatnia próba to oliwa magnezowa w sprayu. Efekt? Coś pomiędzy kryształem ałunu a kosmetycznym sztyftem bez dodatku aluminium. Ponieważ jednak oliwa magnezowa ma więcej zastosowań i działa kojąco na moją trądzikową skórę – wykorzystam opakowanie do końca, ale nie jako antyperspirant.

 

Po tych wszystkich doświadczeniach, gdy ok. 3 miesiące temu odezwała się do mnie marka Schmidt’s z propozycją przetestowania ich naturalnych dezodorantów, byłam bardziej, niż sceptycznie nastawiona. Ponieważ jednak mi zależy – spróbowałam. Testowałam dwa produkty: wersję bezzapachową i wersję o zapachu bergamotki i limonki.

 

 

Sztyft Schmidt’s w opcji bezzapachowej dla mnie okazał się słabszy – jego działanie było trochę lepsze, niż wspomnianego wcześniej kosmetycznego antyperspirantu bez dodatku aluminium. Na co dzień sprawdza się nie najgorzej, ale w sytuacji stresowej czy też uprawiania sportu (wróciłam do biegania i regularnie chodzę na jogę) blokuje tylko nieprzyjemny zapach, ale nie wilgoć. Jest za to bardzo delikatny, łagodny dla skóry wrażliwej i przyjemny w użyciu. 

 

Za to sztyft Schmidt’s w opcji zapachowej to mój nowy faworyt. Sprawdza się zarówno na co dzień, jak i podczas uprawiania sportu. Wymaga przestawienia się na trochę inny sposób aplikacji, ale warto. Przed nałożeniem należy przyłożyć go do skóry, żeby się delikatnie rozgrzał. W składzie zawiera sodę oczyszczoną więc konsystencja jest dość chropowata. Z tego względu nie nakładam go na podrażnioną skórę czy też od razu po goleniu. Nie “trzyma” też tak długo, jak antyperspirant z aluminium, ale to pierwszy kosmetyk, który zostanie ze mną na stałe, bo jako jedyny naturalny nie tylko blokuje nieprzyjemny zapach, ale też zapewnia uczucie suchości. Dodatkowo, jest to produkt, który składa się wyłącznie z prostych składników pochodzenia roślinnego, mineralnego oraz naturalnych olejków eterycznych i jest to produkt cruelty-free, co, jak wiecie, ma dla mnie znaczenie. 

 


Jeśli chcielibyście wypróbować kosmetyki marki Schmidt’s, mam dla Was kod zniżkowy, który daje 20% rabatu. Link do sklepu (kliknij). Kod brzmi: SCHMIDTS20. Jeśli chcecie poczytać więcej o marce Schmidt’s, jej filozofii oraz produktach, zapraszam tutaj.


 

Higiena intymna

 

W zeszłym roku, na fali popularności kubeczków menstruacyjnych pomyślałam, że może najwyższy czas, żeby przestawić się psychicznie na inne, lepsze rozwiązanie. Czytałam sporo zachęcających recenzji i gdy nadarzyła się okazja, razem ze znajomą kupiłyśmy dwa kubeczki w promocji. Pomimo, że starannie sprawdzałam i doczytywałam, jaki wybrać rozmiar, okazało się, że nie mieszczę się w normach ;) i kupiłam za duży kubeczek. 

 

To nie był wysoki koszt, ale strasznie nie lubię takiego bezsensownego kupowania. Pieniądze wydane, a kupiony kubeczek mogę w sumie wyrzucić. Z ekologią niewiele ma to wspólnego. Zniechęciłam się i w tej chwili korzystam z ekologicznych tamponów, bodajże marki Ginger Organic – są wykonane z organicznej bawełny z całą rozwijana listą certyfikatów, bez żadnych chemicznych dodatków. To moje less waste w tej chwili.

 

Bambusowa szczoteczka i wielorazowe waciki

 

Mój romans z wielorazowymi wacikami trwa już długo, ale z przerwami. Najpierw używałam tylko żelu do mycia twarzy i takiej silikonowej myjki z wypustkami – bardzo ładnie pobudzała skórę. Potem zachorowałam i musiałam zmienić nawyki pielęgnacyjne. Zgodnie z zaleceniami dermatologa wróciłam do płynu micelarnego i obowiązkowo jednorazowych wacików. Teraz, już po zakończeniu leczenia używam wielorazowych, ale w chwili nawrotu trądziku przestawiam się od razu na jednorazowe. 

 

Z przestawieniem się na szczoteczkę bambusową zwlekałam długo, zwyczajnie dlatego, że miałam doskonale dobrą szczoteczkę plastikową, a wcześniej końcówkę do szczoteczki elektrycznej, której używaliśmy na zmianę z MM (każdy swoją końcówkę, oczywiście). Dopiero, gdy mi się zużyła, postanowiłam wypróbować bambusową. Szczerze mówiąc, nie zauważam szczególnej różnicy między szczoteczką bambusową, a plastikową. Jedynie musiałam się przyzwyczaić do tego, że bambusowa nie ma zaokrąglonej główki, co powodowało mały dyskomfort, ale tylko na początku. Na zdjęciu możecie też zobaczyć, w jaki sposób drewno odbarwia się od wody. Dostałam też od marki Schmid’s do wypróbowania pastę do zębów bez fluoru, ale tu zamierzam się najpierw skonsultować z dentystką, bo mam naprawdę słabe zęby.

 

Wydaje mi się, że udało mi się wypracować naprawdę rozsądny kompromis dla siebie. Mam poczucie, że robię dobre rzeczy i dla siebie, i dla środowiska. Oczywiście, że nie jest idealnie, ale w tym momencie to moje idealne #lesswaste. A jak to wygląda w Waszych łazienkach? Piszcie śmiało! Przypominam, że mój blog jest #zerowasteterror free. ;)

 


Tekst powstał we współpracy z marką Schmidt’s, która przekazała mi produkty do przetestowania, ale nie miała wpływu na przedstawioną tu opinię.


 

67 komentarzy

67
Dodaj komentarz

avatar
30 Comment threads
37 Thread replies
3 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
44 Comment authors
arabelaKahetHaniaEwaSylwia Recent comment authors
  Powiadomienia  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marcela
Gość
Marcela

Ja ostatnio kupiłam tonik do twarzy w butelce ze spryskiwaczem i dzięki temu nie używam już wacików wcale, po prostu spryskuję twarz i czekam kilka sekund aż się wchłonie. Ale chętnie wypróbuję ten sztyft :) Słyszałam też pozytywne recenzje dezodorantów w kremie firmy cztery szpaki.

Anna
Gość
Anna

Można kupić buteleczkę z pompką i tam przelać dowolny tonik, ja tak właśnie robię.

Kinga
Gość
Kinga

Ale wiesz, że ałun to właściwie czysta sól aluminium? ;)

SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska
Gość

Wtedy tego nie wiedziałam. :)

Anna
Gość
Anna

Dla mnie właśnie największy problem z rozpoczęciem przygody z kubeczkiem menstruacyjnym to fakt, że można nie trafić w swój rozmiar, to nie pierwszy raz, kiedy słyszę, że się nie udało kupić właściwego za pierwszym razem. Bo z takim nietrafionym już nie za bardzo jest co zrobić, raczej do wyrzucenia + pieniądze wyrzucone w błoto. Kolejne ryzyko – może się akurat u nas nie sprawdzić i finał takiej sytuacji jest analogiczny jak w przypadku nietrafienia z rozmiarem.

Joanna
Gość
Joanna

Ja używam na noc i w domu podpasek wielorazowych, są bardzo chłonne i jest w nich uczucie suchości, co mnie miło zaskoczyło. A zaczęło się od tego, że takie zwykłe podpaski obcierają mnie w pachwinach i mam uczucie przyklejenia i zablokowania przepływu powietrza. I którejś nocy w nerwach podłożyłam sobie wkład do pieluszki wielorazowej, który kupiłam dla córki i okazał się zbędny, a dla mnie był odkryciem…

Aneta
Gość

Również nie trafiłam z rozmiarem kubeczka. Kolejny raz boję się kupować, bo co zrobić z kolejnym niewypałem. Z tamponami również się boję ryzykować, bo do tej pory jedyne które toleruje to ob (pro comfort, bo pokryte są siateczką, która ułatwia mi aplikację). Myślę teraz nad tymi podpaskami wielorazowymi i przyznam, że trochę mnie zachęciłaś.

wendigo
Gość

Nie wiem z czego są robione te kubeczki, tzn. z jakiego materiału ale może jakiegoś wytrzymującego te 100 stopni? wtedy jeśli komuś nie przypasował, to można sparzyć albo nawet wygotować i oddać za darmo na jakimś portalu, który umożliwia oddawanie rzeczy za darmo. Wiem, że wiele kobiet pewnie ma opory jeśli chodzi o użycie czegoś co ma taki kontakt z ciałem i co niby nie jest nowe, ale z drugiej strony po wygotowaniu i jeśli wcześniej nie było przecież używane intensywnie (a tylko wypróbowane), to może się udać choćby dlatego, że inne też się mogą bać i nie chcieć ryzykować wydawania tej sumy pieniędzy – a tu mogą wypróbować choć za darmo.

Tatiana
Gość
Tatiana

Polecam skorzystać z pomocy cupfiterki z Betterland/drogeria ekologiczna. Pomaga nieodpłatnie w doborze kubeczków :) A co do gotowania- każdy kubeczek musi się dać wygotować inaczej prawdopodobnie jest bardzo cjej jakości…

Myszamysza
Gość
Myszamysza

wg instrukcji kubeczki zaleca sie gotowac po kazdym okresie… wytrzymuja 100st. Ja mam z rossmana, dobieralam w ciemno i jest git. Tylko trzeba sie nauczyc dobrze aplikowac, zeby nie przeciekal – to jest wazniejsze niz rozmiar

Kasia
Gość
Kasia

Mialam podobny problem, tyle, ze po ciazy. Przed ciaza kupilam MoonCup i pierwszy byl trafiony. Naczytalam sie, ze po ciazy potrzeby jest inny rozmiar i jakos tak wyszlo, ze jak kupilam nowy, to pozbylam sie poprzedniego (oczywiscie dlugi czas nie mialam miesiaczki – ciaza i karmienie piersia, w sumie 2 lata plus przeprowadzka z do innego kraju). Drugi kubeczek nie pasowal, kupilam trzeci. I niestety tez nie pasowal:( Zniechecilo mnie to i obecnie uzywam ekologicznych podpasek. Slyszalam, ze jest jakas firma, ktora oferuje komplet dwoch kubeczkow w roznych rozmiarach, wiec byc moze zrobie kiedys ostatnie podejscie.

Myszamysza
Gość
Myszamysza

Anno, to nie tylko kwestia rozmiaru, ale nauki aplikacji – ja kupilam “poporodowy” mimo, ze rodzilam CC (czyli pochwa nie brala udzialu w akcji). Eksperymentuje od pol roku i dopiero ucze sie wlasciwie zakladac – zeby nie przeciekal. Dobrze zalozonego w ogole nie czuc. Natomiast, choc producent zapewnia 12 godzin ochrony, mnie w nocy przelewa po 4 odzinach – takie mam silne krwotoki. W kolejnych dniach juz wytrzymuje dluuugo :) Po doswiadczeniach z kubeczkiem nie zamierzam wracac do zadnych podpasek (tamponow nienawidze). Kubeczek rulez – ale nie od razu krakow zbudowano. Trzeba poprobowac i warto :)!

Aleksandra
Gość
Aleksandra

W poście jest niestety błąd. Czytelnik zostaje wprowadzony w błąd, gdyż nie występuje antyperspirant bez dodatku aluminium soli, bo się takowego stworzyć nie da. Jednym słowem jest to wtedy dezodorant. :)

Benita
Gość
Benita

Hmm, mam podobny problem z antyperspirantami. Od paru tygodni piję szałwię co drugi dzeń. Mniej się pocę, poważnie.Jak hamowałam laktację, to piłam szałwię i bardzo pomogło, a że gruczoły mlekowego rozwijają się z potowych, to postanowiłam poczytać jak szałwia wpływa na gruczoły potowe. Chyba działa.Mniej się pocą też ręce i stopy, nie tylko pachy.
P.s. Z kubeczkiem menstruacyjnym trafiłam za pierwszym razem i nie zamienię na nic innego.

Ann
Gość
Ann

Antyperspiranty Schmidt’ są super, najlepsze ze wszystkich, których próbowałam, a było ich dużo tylko dlaczego takie drogie??? 50 zł za opakowanie. Używam ich tylko w lato i jak jest bardzo ciepło, a poza tym robię sama dezodorant właśnie na bazie oleju kokosowego plus soda, sok z cytryny, olejek eteryczny np lawenda czy herbaciany. Polecam – skuteczny i nie produkuję odpadów co miesiąc bo słoik po oleju można wykorzystać, natomiast aplikacja jest kłopotliwa, trzeba myć po niej ręce, no i bywa że zostawia plamy jeżeli nie wyschnie a ja już chcę się ubierać.

Joanna
Gość
Joanna

Ja jestem w kubeczku menstruacyjnym absolutnie zakochana, na codzień z braku problemów z upławami itd. nie używam również wkładek, zwyczajnie nie są mi potrzebne. W kwestii pozostałych kosmetyków ciężko tu o zero waste, jeśli chodzi o opakowania. Natomiast w mojej łazience nie znajdzie się chyba żadnego kosmetyku pożar szamponem i perfumami męża, które są testowane na zwierzętach. Nie zamierzam go zmuszać, zna moje zdanie ale to jego wybór. Fanatyczne przypominanie jak bardzo złe są jego wybory kosmetyczne na pewno nie pomoże w poprawie tej sytuacji.

Ostatnio poszłam o krok dalej i kupiłam proszek do prania Frosch. Jak na razie trwają testy, zobaczymy jak sprawdzi się przy ubraniach sportowych.

Agata
Gość
Agata

Ja pierwszy dezodorant z ałunu kupiłam na studiach, a więc około 10 lat temu :-) i od tamtej pory tak jak Ty szukam ideału:) naturalne kosmetyki miały się bardzo dobrze zanim trafiły do nazwijmy to mainstreamu, były dla tych, którzy byli ich ciekawi, ale oczywiście teraz są lepiej dostępne niż wtedy. Fajnie, że piszesz szczerze o swoim podejściu do wielu spraw. Ja nadal używam szczoteczki elektrycznej, ale pasty ze słoika :-)

Magda
Gość
Magda

Kasiu, mam pytanie: gdzie kupiłaś wielorazowe płatki do demakijażu? Czy pierzesz je w pralce? Czy udaje się je doprowadzić do względnego ładu- po zmyciu tuszu do rzęs ? Ja na codzień zamiast płatków używam gąbki konjac, jest naprawdę dobra, ale do oczu się nie sprawdza. Pozdrawiam.

Sylwia
Gość
Sylwia

Płatki można po użyciu przepłukać wodą i wtedy wrzucić do prania. Albo wyprać w rękach mydłem. Mi się jeszcze nie zdarzyło, żeby tusz z płatka zaplamił coś w praniu.

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Blokowanie pocenia w wyjątkowych sytuacjach, takich jak ważne spotkania, może być wskazane, ale ogólnie, człowiek wraz z potem wydziela toksyny i najgorszą rzeczą, jaką możemy sobie zrobić, to blokowanie oczyszczania organizmu. Są jednorazowe wkładki do bluzek, a na codzień polecam na dłoni odrobinę sody zmieszać z wodą utlenioną, dodać kroplę olejku lawendowego i wsmarować pod pachy – skutecznie powstrzumuje brzydki zapach. A uczucie mokra – po prostu codziennie zmienić bluzkę, jeśli zależy nam na zdrowiu.

iwona
Gość
iwona

tak, a przez 8 godzin w pracy paradować z mokrymi plamami pod pachą. Ja podziękuję.

Anne
Gość
Anne

Bez przesady, przecież pachy, gdzie używamy dezodorantu, to bardzo niewielka część naszej skóry… reszta poci się swobodnie ;-)

Ania
Gość
Ania

Mialam podobny problem z antypespirantami. Szukalam wiele lat skutecznego dezodorantu bez aluminum. I w koncu trafilam na dezodorant Ewy Chodakowskiej. Sprawdza sie nawet przy 10 km biegach. Jest niesamowicie skuteczny!

Ela - themomentsbyela.pl
Gość

Antyperspirant Schmid’s u mnie sprawdza się dość dobrze, lepiej radzi sobie z zapachem niż blokowaniem wydzielania wilgoci.

Kornelia
Gość
Kornelia

Mi za to się super sprawdza i w przypadku ochrony i blokowania wilgoci, ale niestety brudzi ubrania :( Mam wersję wanilia i róża. Wprawdzie czytałam przed zakupem, że może się coś takiego zdarzyć, ale chciałam spróbować, a akurat ten limonka i bergamotka był niedostępny :(
Kasiu czy w Twojej wersji zauważyłaś coś takiego?

Banan
Gość
Banan

Miałam każdą wersję chyba (też limitowane) i każda brudzi. Najgorzej – charcoral (wiadomo – aż dziw, że producent zdecydował się wypuścić dezodorant w tak ciemnym kolorze).

Kasia
Gość
Kasia

Moge z calego serca polecic kosmetyki cztery szpaki, w tym po prosttu kosmetyk nieziemski – dezodorant w kremie cytrusowo ziolowy. Tani nie jest, bo okolo 40zl, ale dzialanie……super ekstra sklad, sto procent naturalny plus przepiekny zapach,ktory sie utrzy uje caly dzien praktycznie. Czlowiek ladniempachnie:) polska firma:) i ja nie mam z tafirma nic wspolnego, od razu zaznaczam:) kupilam mamie, tez sie zakochala. Kupilam kolezance, ona tezzachwycona:) warto !!!

Capriola
Gość
Capriola

Również polecam. Jest rewelacyjny! I w szklanym słoiczku :)

Kahet
Gość
Kahet

U mnie się tak średnio sprawdził. Zimą i wiosną jeszcze było w miarę ok, ale teraz jak te upały przyszły to wróciłam do normalnego. Prócz tego, że się strasznie pociłam to jego “peelingowa” konsystencja obcierała mi skórę. Sama aplikacja nie jest też komfortowa, bo kosmetyk jest dość gęsty i zostaje pod paznokciami przy wyciąganiu, trzeba po aplikacji myć ręce. Plusem jest, to że jest bardzo wydajny. Pewnie jesienią do niego wrócę (szkoda mi wyrzucić) , ale drugiego opakowania już nie kupię. Będę szukać dalej :) Wiem jednak, że wiele osób jest z niego zadowolonych.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Fluor jest bezpieczny w dawkach jak w paście do zębów. Duże badania dowodzą jego bezpieczeństwa. Nie radzę z niego rezygnować.

wendigo
Gość

Jak zobaczyłem tytuł, to mi się przypomniało że mam tam jakieś pojedyncze maseczki do zużycia – od razu jedną użyłem i już mam mniej ;D Ja nie tyle mam ambicje zero waste, co raczej marzy mi się minimalizm w łazience czyli posiadanie jedynie: żelu do mycia 3w1 (może być Adidas, bo stosunkowo długo utrzymuje zapach na skórze, no i ma w porządku te zapachy cytrusowe), płynu do higieny intymnej (Ziaja Men), kremu do twarzy (L’oreal Men Expert Pure Power, bo mam przetłuszczającą się skórę, a on mi pomaga), mydła do golenia (obojętnie jakiego, byle w szerokim pudełku – dla wygody, ogólnie wolałbym piankę ale niestety mam zbyt wrażliwą skórę), kremu po goleniu, antyperspirantu (L’oreal Men Expert 96h non stop, bo to jedyny, po którym nie śmierdzę po kilku godzinach siedzenia na kanapie ;) no może trochę przesadzam, tak było 5 lat temu, z wiekiem chyba pocenie trochę ustępuje ale chyba nie chcę ryzykować i tego sprawdzać ;) ). To jest 6 kosmetyków. A no i jeszcze perfumy – ze 2 flakony (do pracy i od święta), no może trzeci bardziej letni. To mój łazienkowy ideał byłby, do którego jeszcze mi trochę brakuje (np. 4 flakony perfum do zużycia ;)… Czytaj więcej »

Agnieszka
Gość

Testuję ostatnio różne kosmetyki, które w składzie nie mają SLS-ów, parabenów i PEG, zwłaszcza dla dzieci. Jedna działają lepiej, inne gorzej. Są rzeczy, do których trudno mi się przekonać (i możliwe, że nigdy nie zacznę stosować), jak kubeczek menstruacyjny. Ale w łazience, tak jak i w kuchni, staram się raz, że ograniczać ilość produktów, ale też postawić na ich jakość. Nie przejdę na naturalny podkład czy puder, bo prostu za bardzo obciążą mój domowy budżet, a podkład BB, który stosuję mi odpowiada, a też nie zużywam go w ilościach hurtowych :) Do zmywania makijażu dostałam ostatnio rękawicę GLOV. Jest w porządku, ale i tak przy mocniejszym makijażu muszę użyć dodatkowo płynu micelarnego. Jeszcze przymierzam się do płatków bawełnianych wielorazowych.
I tak, jak piszesz, bardziej przyświeca mi idea less waste niż zero waste. Robię ile mogę na dany moment. bez spiny, powoli ograniczając zużycie plastiku, przechodząc na produkty bardziej naturalne i mniej oddziaływające na środowisko.

Natalia
Gość
Natalia

Chyba takie podejście jest dużo zdrowsze i ostatecznie bardziej efektywne. Wpadając dziko w totalne zero waste można się szybko zniechęcić, a działając sobie krok po kroczku bez presji rzeczywiście można coś zmienić na stałe i bez traumy. Trochę jak z odchudzaniem ;)

Dorota
Gość
Dorota

Już jak zobaczyłam tytuł tego posta, pomyślałam sobie – co też tym razem zareklamuje pani Kasia… no i nie pomyliłam się. Do tej pory mój ulubiony blog, teraz coraz częściej nie znajduję tu nic dla siebie, być może ja sie zmieniłam, wchodziłam tu dla szafy minimalistki, której coraz mniej, tematy psychologiczne mnie nie interesują, a jak ostatnio śmiałam zapytać o inne mieszkania na wynajem (ponieważ autorka nazywa się na oficjalnej stronie inwestorem na rynku nieruchomości), to mi się dostało, że jestem nieuprzejma. A zapytałam, ponieważ o tym jednym mieszkaniu na wynajem były dokładne posty, tzn o kupnie, cenach ,remoncie, wynajmie, więc zastanowiło mnie, dlaczego autorka bloga o jednej inwestycji pisze tak dużo , inne ukrywa. Ot zwykła ciekawość i zainteresowanie tematem wynajmu. Tyle. Co do reklam, to wiem (czytam loga regularnie), że wszystko jest dokładnie sprawdzane i weryfikowane, i p .Kasia nie zareklamuje nic, czego naprawdę nie używa itp, ale jakoś ostatnio dużo tego. A jak ostatnio zobaczyłam na insta zajawkę panelu do inteligentnego sterowania domem z polaniem firmy = nic tylko za moment będzie jego reklama. Jak to się ma do poprzedniego mieszkania, gdzie Pani Kasia sama mówiła, że pokazuje tylko niewielkie kadry, bo ma problem z pokazywaniem… Czytaj więcej »

Monika Joanna / Drugie imię
Gość

Wypróbowałam już tak wiele antyperspirantów o tzw. lepszym składzie, że mogłabym sklep poprowadzić:) Niestety dla mnie one są nieskuteczne, ale każdy poci się inaczej i to, co dobre dla jednego, dla kogoś innego nie będzie wystarczające.
Co do zachorowań, to ciekawe informacje znajdują się tu: https://www.youtube.com/watch?v=1SPhcX-aIcg
podmikroskopem omawia dokładnie skutki używania antyperspirantów.

Joanna
Gość
Joanna

Po przeczytaniu wpisu zakupiłam polecany dezodorant i jak rasowa zakupoholiczna kilka innych produktów tej firmy i zaczynam testowanie. Na razie wszystko jest ok, piękne zapachy,ceny po przecenie i Pani rabacie też bardzo dobre.Ja mam duże zaufanie do amerykańskich marek, bo od lat uzywam produktów naturalnych właśnie stamtąd. Na razie wszystko mi pasuje, dziękuję za polecenie.

Ewa
Gość
Ewa

Ja natomiast używam do zmywania makijażu pasty a następnie myje żelem do mycia twarzy. Natomiast tonik nalewam na dłoń i oklepuje twarz. W ten sposób w ogóle nie używam wacikow. A co do kosmetyków, jestem nietypowym przypadkiem. Z jednej strony staram się pilnować, żeby używać kosmetyków o dobrym składzie, oszczędnie, nietestowanych na zwierzętach. Z drugiej, mam łuszczycę i używam takiego szamponu i balsamu do ciała, że każda skladomaniaczka złapałaby się za głowę. Ale widzę, że mój chłopak zmienił bardzo swoje nawyki przez obserwowanie mnie i luźna dyskusje, więc chyba to jest moim największym #lesswaste osiągnięciem :)

Basia
Gość
Basia

Też mam od jakiegoś czasu zajawkę na naturalne kosmetyki. Do demakijażu mogę polecić taką pastę z Fresh&Natural – szalenie wydajna, delikatna, przyjemna… ja potem domywam się jeszcze żelem delikatnym, wklepuję tonik (wylewam na dłoń i rozprowadzam na twarzy, starcza dzięki tej metodzie na dużo dłużej :) ). Z antyperspirantów zrezygnowałam już jakiś czas temu. Staram się jednak mieć na stanie jakiś jeden zwykły (nie-naturalny), jak raz na jakiś czas zdarzy się ważne spotkanie czy coś tego typu gdzie zależy mi na większym bezpieczeństwie (i, nie ukrywam, na tym, żebym nie przepociła bluzki aż po żakiet, bo jednak nie lubię ganiać z nim do pralni chemicznej co chwila…). Na co dzień pryskam jakiś dezodorant, bo zależy mi najczęściej tylko na świeżości = braku zapachu. Nie przeszkadza mi już, że się pocę/uczucie wilgoci pod pachami itp. Początkowo mnie to krępowało, teraz jakoś na co dzień nie. Poza tym…nawet te drogeryjne antyperspiranty nie sprawiają, że jest całkiem sucho. Jest mniej mokro, ale nie sucho. A jak stosowałam codziennie, to miałam wrażenie, że w ogóle z każdym dniem stosowania działa na mnie słabiej, musiałam zmieniać często firmy – drugie opakowanie pod rząd tego samego to miałam poczucie, że nic nie daje ;)… a… Czytaj więcej »

Marzena
Gość
Marzena

Od dwóch lat używam sody oczyszczonej zamiast dezodorantu. Na wyjątkowe cięzkie momenty np trening, oliwa magnezowa, na to soda. Mieszkam w dużym mieście, pracuję z ludźmi, praca biurowa. Nie śmierdzę :) Balsamu do ciała nie używam od lat (ponad 5 na pewno). Zastąpiłam octem jabłkowym i olejem rzepakowym. Nie po każdej kąpieli muszę się smarować. Po zmianie diety na zdrowszą odstawiłam też kremy do twarzy. Płyn micelarny zastąpiłam wodą z olejem. Do 35r.ż. miałam problem z trądzikiem. Od dwóch lat otrzymuję komplementy jak dobrze wyglądam (głównie to zasługa zmiany diety).

Joanna
Gość

Jeśli chodzi o kosmetyki marki Schmidt’s, to muszę powiedzieć, że jestem jak najbardziej na tak. Zaczęłam ich używać, kiedy jeszcze nie były dostępne na polskim rynku. Jeśli chodzi o dezodoranty, to bardzo pozytywnie mnie zaskoczył ten limonkowy w słoiczku. Używałam go również latem. Nie działał jak typowy antyperspirant (czego nie można wymagać od kosmetyku o takim składzie), ale nie mogę też powiedzieć, że nie sprawdzał się w ogóle. Podczas umiarkowanej aktywności w mojej ocenie jest bardzo ok. Chętnie bym po niego sięgnęła ponownie, ale kuszą mnie inne zapachy i formy (mam na myśli sztyft). Jeśli chodzi o pasty do zębów, to nie masz się czego obawiać. Są bardzo dobre i na pewno Ci nie zaszkodzą. Mają świetny skład i dodatkowo pielęgnują dziąsła, ponieważ zawierają koenzym Q10, którego jak dotąd nie spotkałam w żadnej paście do zębów na polskim rynku.

Milena C.
Gość

Hm, ten wpis traktuję bardziej jako poradnik i wskazówkę, bo póki co nie mogę się utożsamić. Dopiero wprowadzam less waste do mojej łazienki :( Na razie jestem na etapie zużywania tego, co mam, maksymalnie do zera – uznałam, że to dobry początek do kosmetycznego minimalizmu. Interesuję się wielorazowymi wacikami, ale powiem Ci, że tym antyperspirantem mnie zaskoczyłaś! :O Nie wiedziałam, że znalezienie najlepszego, któremu można zaufać, może być takie trudne…

Ania
Gość
Ania

Hej, mam pytanie o te dezodoranty Schmidt. a raczej – do opakowań. Czy można oddawać je do recyklingu? Jestem zwolenniczką zero waste i unikam plastiku, ale czasem się nie da. Jako kompromis wybieram taki, który nadaje się całkowicie do recyklingu. Dezodorant to moje ostatnie pole walki w łazience zero waste i naturalnej. W tej chwili, od przeszło roku, używam dezodorantu Alterra, który jest bez aluminium i w szklanej butelce (z plastikową zatyczką), ale przy obecnych upałach zupełnie się u mnie nie sprawdza. Za to mogę podpowiedzieć, że całkiem dobrze radzi sobie sama soda oczyszczona, choć warto w ciągu dnia się odświeżyć – mam wrażenie, że po kilku godzinach się jakby “zużywa”, ale ogólnie przez kilka godzin naprawdę super wchłania i wilgoć, i zapach :) Tylko trzeba uważać na ewentualne ranki, bo szczypie ;p A robię to tak, że rano po prostu na dobrze osuszoną skórę pod pachami lekko wklepuję malutką garstkę (czy ja wiem, ok. płaskiej łyżeczki?) sody oczyszczonej. Dla zapachu używam perfum.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Dla mnie najbardziej skuteczny jest Schmidt’s w wersji Charcoal. Mój mąż tez używa. Niestety zostawia mi tluste ślady pod pachami na ubraniach. Mężowi, który na co dzień nosi się do pracy business casual zalatwil wszystkie koszule . Oczywiscie mozna uzywac odplamiczy, ale kaszmirowego sweterka tak nie potraktuję:( Niemniej używam, bo jest skuteczny ( mowie o zapachu nie redukcji wilgoci). Podobnie jak Ty uważam, ze gdzie jak gdzie, ale w węzły chłonne nie ma po co sobie wcierać byle czego.
Ostatnio kupiłam sobie też dezodorant Nuud i może będzie to konkurencja dla Szmidt’s . W każdym razie nie zostawia śladów na ubraniach no i nie trzeba go używać codziennie. Tak twierdzi producent ;)
Ja tez swoje pierwsze spotkania z tzw. kosmetykami naturalnymi dobrych kilka lat temu nie zaliczam do udanych, ale obecnie to zupełnie inna liga. To są genialne czasem formulacje , niezwykle skuteczne , w moim przypadku okazały sue dużo skuteczniejsze niż tzw. kosmoceutyki. Takie firmy jak Living Libations, Josh Rosebrook etc. to naprawdę przemyślane i skuteczne mazidla. Czy nawet polskie Creamy.

Banan
Gość
Banan

Dezorodoranty Schmitt’s to było moje odkrycie. Testowane w warunkach ekstremalnych (praca w samolocie, pomiędzy dwoma prysznicami około 24 godzin przerwy bez zdejmowania ubrania), sprawdzały się lepiej niż antyperspiranty-siekiery. Wersja lawendowa jest wg mnie najlepsza. Po tylu godzinach w ruchu, nie czułam na sobie tego specyficznego “złamania” zapachu sztyftu i własnego ciała, jaki występuje po kilku godzinach od użycia jakiegokolwiek produktu pod pachy. Po lawendzie nie było nic, skóra jakby dopiero umyta czystà wodà. Aż jednego dnia przestało działać. Jakbym nie użyła nic. W tej chwili jestem na Schmitt’s-detoksie, żeby zimà znów móc ich używać. Latem trzeba i tak uważać z jasnymi ubraniami, bo plamy żółte niestety, uprać to trudno. Innymi słowy – genialne dezodoranty, które trzeba kochać póki działajà + formuła barwiàca ubrania mogłaby zostać ulepszona.

Ewa
Gość
Ewa

Ale timing! Od miesiąca używam kubeczka menstruacyjnego, a od tygodnia sztyftu Schmidt’s. Odnośnie pielegnacji pach też przeszłam przez ałun, oliwę magnezową i ine sztyfty bez soli aluminium. Sztyf NuSkin dawał radę zimą, ale już nie latem, więc przetestowałam Schmidt’s w ekstremalnych warunkach i bingo! Jestem baaardzo zadowolona. Sprawdza się na 5! Z kubeczkiem jeszcze walczę, kupiłam drugi, wolę tak niż przez następne 20 lat zaśmiecać planetę tamponami i podpaskami.
Co do minimalizmu w łazience, od kiedy zaczęłam pracować dla NuSkin i testować ich kosmetyki i technologie, mam gamę, która mnie zadowala w 100% i przy niej zostaję!

Hania
Gość

Ja używam ręczniczka do oczyszczania twarzy. Po każdym użyciu wystarczy wyprać z użyciem mydła i jest gotowy do ponownego użycia ;) Szczoteczkę mam elektryczną, więc co jakiś czas tylko wymieniam końcówkę. Kiedyś testowałam dezodoranty bez alumminium, ale to była kasa wyrzucona w błoto. Mogłam się równie dobrze niczym nie wysmarować i efekt byłby taki sam. Szczere mówiąc w pielęgnacji i makijażu bardziej kieruję się polityką marki nt. testów na zwierzętach niż filozofią less wate czy zero waste.

arabela
Gość
arabela

Dopiero od ubiegłych wakacji wprowadziłam stopniowo większe zmiany w mojej łazience i są to:
-szampon stały w kostce
-rozcieńczony ocet jako płukanka do włosów
-mydło w kostce zarówno do mycia rąk jak i zamiast żelu pod prysznic
-tabletki do mycia zębów
-golarka z wymienną końcówką zamiast plastikowych tzw jednorazówek
-jako dezodorantu używam sody rozpuszczonej w wodzie i z olejkiem eterycznym, jakoś tak działa. Dodam, że po całkowitym odstawieniu antypespirantów miałam wrażenie, że pocę się jak dzik i zapach potu był bardzo dokuczliwy, co minęło po dłuższym czasie i teraz wszystko jest w normie.
-przestałam farbować włosy (to było dawniej, na początku)
-peelingu już nie stosuję ze względu na naczynkową cerę i skórę ale kiedyś próbowałam oliwy z cukrem – był bardzo fajny i delikatny,

co jeszcze zrobię na pewno:
obecna plastikowa szczoteczka do zębów będzie ostatnią

używam dalej:
– żelu do mycia twarzy, rónież ze względu na skłonność do pękających naczynek chociaż może spróbuję oleju
– kremu do twarzy (w słoiczku szklanym)
– kremu z filtrem
– balsamu do ciała (próby wykonania domowego z masła shea i oleju kokosowego hmm raczej nieudane, wszystko bardzo długo się wchłania)
– podpasek, tamponów
I to tyle, myślę że to całkiem nieźle, ale będę dalej nad sobą pracować.