Motywuj się jak zawodowy sportowiec!

gudzowaty-szaolin

No wiem, przesadziłam lekko z tytułem, ale gdy wskazówek udziela Ci psycholog olimpijski i do tego cytuje wyczynowych sportowców, to jakoś tak wykrzykniki same się wstawiają :). Zapewne pamiętacie, że blisko miesiąc temu rozmawiałam z psychologiem Kasią Selwant o źródłach motywacji. Pod tekstem zostawiliście sporo pytań, kilka przyszło mailem, dorzuciłam też parę swoich i powstał całkiem niezły motywacyjny kopniak, a przy okazji rozprawimy się też z kilkoma treningowo/motywacyjnymi mitami. Czytajcie.

 

1. Pytanie Czytelniczki: Jak mogą radzić sobie sportowcy, którzy odczuwają psychiczne zmęczenie? Wiadomo, że jest to często skutek przetrenowania. Można sobie pomóc inaczej niż ograniczeniem jednostek treningowych? Nie oczekuję cudów oczywiście, ale może można sobie poradzić z tym podupadaniem na duchu przy ciężkich treningach?

[Kasia Selwant] Zapytałam o to profesjonalnych sportowców i oto ich odpowiedzi:

Na zgrupowaniach nie odpuszczam, takich sytuacji jest zdecydowanie mało. Jest grupa, która na ciebie czeka i trener każe iść na trening. Ale gdy jestem w domu, to są takie dni, kiedy rzeczywiście, jestem bardzo zmęczony i mi się nie chce. Mam na przykład do zrealizowania tygodniowy plan treningów, więc wolę jeden czy dwa treningi odpuścić i nie iść na nie, tylko po to żeby nabrać mocy, energii i chęci do robienia pozostałych 5 dni. Wolę sobie odpuścić te 2 na korzyść pozostałych 5, aby wszystko było dobrze zrobione. A nie przez cały tydzień chodzić niezadowolony i myśleć sobie „Znowu muszę…”.

Jeśli jest to zmęczenie tylko fizyczne to pomaga odnowa biologiczna np.: sauna, basen, masaż. Jeśli jest to także zmęczenie psychiczne to trzeba na chwilę zmienić klimat myślenia. Przewietrzyć głowę, oderwać się od treningu, robić coś innego lub tak po ludzku nic nie robić. Po prostu musi wrócić ochota na trening.

[KS] A taka ochota wraca zawodnikom po kilku dniach, bo z tyłu głowy mają cały czas wyznaczony cel sportowy i marzenie o medalu. To jest kwestia priorytetów. Pamiętam, jak niedawno nagle rozłożyło mnie przeziębienie (także z przemęczenia) i czułam się okropnie. Na początku były myśli, że przecież tyle rzeczy miałam dzisiaj zrobić, mam mnóstwo spotkań, ja nie mogę być chora… Później przyszedł czas na koncentrowanie się na czuciu się lepiej, bo nic innego się już nie liczyło. Dopiero wtedy mogłam zająć się chorowaniem, zdrowieniem i powrotem do rzeczywistości. Wróciłam. Wszystko, co miałam zrobić ważnego – zrobiłam, a rzeczy mniej ważne – okazały się być rzeczywiście mniej ważne. To jest kwestia perspektywy.

 

2. Pytanie Czytelniczki: Czy to prawda, że “najważniejszy jest ten trening, kiedy najbardziej Ci się nie chce”?

[KS] W sporcie wysokiego wyczynu to tak nie działa. Kiedy zawodnikowi naprawdę się bardzo nie chce, gorzej się czuje i może sobie odpuścić, bo na przykład to jest taki moment w procesie przygotowawczym, to odpuszcza. Ładuje akumulatory i przychodzi następnego dnia w świetnej/lepszej formie. Znany jest jednak cytat znanego sportowca, który ma inne zdanie na ten temat. I to jest bardzo motywujące do dalszego działania.

Co robisz, kiedy nie masz nastroju na trening? Zmieniam nastrój! (Michael Phelps)

Chciałabym, żebyśmy my wszyscy też tak działali, jak Michael Phepls, ale to chyba nie jest możliwe. Z psychologicznego punktu widzenia przełamanie swojej bariery jest wejściem na kolejny poziom. Był taki wieczór, kiedy za oknem brzydko i zimno, koleżanka dzwoni, że jej nie będzie dzisiaj na aquaaerobicu, mąż rozkłada się na kanapie i namawia na oglądanie filmu… A ja mimo wszystko (nie wiem skąd była ta siła tego wieczoru) biorę zapakowany plecak na basen i idę. Po zajęciach czuję się fantastycznie, dumna z siebie i myślę „Niech ci, co zostali w domu teraz zazdroszczą, bo ja jestem naładowana pozytywną energią, a oni są w tym samym miejscu, co godzinę temu”.  Hihi.

 

3. Pytanie Czytelnika: Co zrobić, kiedy piętrzy się lista spraw do zrobienia, a ja nie mogę się za nie zabrać? Może jakieś konkretne ćwiczenie na zagubioną motywację?

[KS] Wszystko to kwestia priorytetów, właściwego postawienia sobie celów i odpowiedniej motywacji. Podam przykład z własnego życia, ale pewnie takie sytuacje zdarzają się każdemu. Miałam tego dnia długą listę rzeczy bardzo, bardzo pilnych do zrobienia. Częściowo nawet odhaczone punkty „zrobione”, ale jeszcze wiele zostało. Zastanawiałam się, jak ja znajdę czas na jakikolwiek posiłek tego dnia, bo tak bardzo byłam zawalona robotą, kiedy… zadzwonił do mnie ktoś z rodziny z prośbą o pomoc w ważnej życiowej sprawie. Rzuciłam wszystko, żeby się spotkać, porozmawiać i podtrzymać na duchu. Rzeczy ważne poszły w odstawkę, bo był inny priorytet i nie była to wymówka, żeby „robić wszystko tylko nie to, co trzeba”, to było natychmiastowe zmienienie celów.

Z moich obserwacji wynika jeszcze inne wytłumaczenie „piętrzenia listy spraw do załatwienia”. W dzisiejszych czasach za dużo na siebie bierzemy. Koncentrujemy się na wielu rzeczach naraz. Mamy tendencję do nieodmawiania. Martwimy się problemami wszystkich wokół i próbujemy zaspokoić ich potrzeby do tego stopnia, że w końcu uginamy się pod ich ciężarem. Powinniśmy częściej mówić „nie”, odmawiać i przestać brać na siebie tak wielką odpowiedzialność za wszystko. Gdzie w tym wszystkim czas na siebie, na koncentrację tu i teraz, na refleksję?

Postanowiłam zastosować taką zasadę, (chociaż nie zawsze mi się to udaje): przemyśl, co na siebie bierzesz zanim wpiszesz to w kalendarz. Ostatnio dwa razy się zawahałam zanim wpisałam w kalendarz, idzie mi z tym coraz lepiej, ale do perfekcji daleko.  Niedawno też przeczytałam:

Za każdym razem, kiedy mówisz TAK, równocześnie mówisz NIE komuś albo czemuś innemu, prawdopodobnie samemu sobie.

Powinniśmy częściej mówić NIE niż TAK”. Ale to takie trochę idealistyczne podejście, szczególnie dla osób pracujących w korporacjach. Konsekwencja w działaniu będzie najlepszym sposobem, plus rezygnacja ze spraw nieistotnych. Jak bardzo mi na tym zależy? Jeśli bardzo – to nigdy ta sprawa nie będzie leżała na półce i nigdy nie zdąży się zakurzyć. Jeśli ja mam niekończącą się listę spraw do załatwienia, to od samego patrzenia na nią robi mi się słabo. Albo robię wszystko po kolei, albo grupuję sprawy na te do zorganizowania razem. Jeśli planuję np. wyjście na pocztę, to od razu: apteka, szewc, piekarnia, bo są obok siebie, a po drodze wyrzucam jeszcze śmieci. Taka mała ergonomia poświęconego czasu na różne czynności. Co się da deleguję, ale mało się da niestety… Pomagam sobie nowoczesnymi rozwiązaniami np. zakupy przez Internet. No i najważniejsza kwestia. Nie pytajmy siebie „czy”, pytajmy „jak”. Zgodnie z powiedzeniem: „Kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu”. Ja zawsze szukam sposobu, jak to zrobić!

 

4. Pytanie ode mnie (K.): Jak zawalczyć z prokrastynacją? Czy jest jakiś drobny trik, sposoby na poradzenie sobie z odkładaniem spraw na przyszłość?

[KS] Moim ulubionym sposobem jest motywowanie siebie po przez dążenie do sukcesu (1), bo to na dłuższą metę zawsze się sprawdza. Wyobrażam sobie, jak będzie wspaniale, kiedy np. zakończę ten projekt i będę mogła świętować. Na krótki dystans czasowy, zadziała również motyw unikania porażki (2), czyli myślenie o tym, co będzie, jeśli tego nie zrobię… Aż strach się bać! Brr… Można także po prostu zmuszać się do działania (3). W ten sposób przezwyciężamy własne słabości i zaczynamy działać konkretnie. Obserwacja własnych postępów zawsze działa motywująco, gdyby doszła do tego mała pochwała, to już mamy ideał!

Jest wiele innych czynników, które pomagają w walce z „odkładaniem” np.

– faktyczne zainteresowanie tematem,

– zadanie jako wyzwanie które może przynieść zadowolenie,

– zaangażowanie z ważnego powodu,

– znaczenie mojego wkładu pracy, uznanie jakie mogę zdobyć, poczucie wpływu na sprawę,

– kreatywność rozwiązań, niezależność w rozwiązaniu,

– bezpieczeństwo dalszego zatrudnienia,

– pozytywny odbiór otoczenia itp.

Nie wspominam tu pieniądzach, gdyż jak pokazują badania, podwyżka nie zawsze czyni nas bardziej zmotywowanymi i nie ma bezpośredniego wpływu na nasze poczucie szczęścia. 

 

 ***

Kasia tak dobrze zanalizowała temat i opowiedziała na pytania, że miałam już nic nie dodawać od siebie, ale podczas opracowywania tego tekstu naszło mnie kilka refleksji:

 

1. W czasie czytania książki Leo Babauty Skup się Prosta droga do sukcesu uderzyła mnie jego koncepcja pozbycia się celów. I choć w całej rozciągłości nie jest dla mnie do zaakceptowania, ja potrzebuję wyznaczać i realizować cele, zadania, także w dziennym ujęciu, to ograniczenie, czasami znaczne, moich obowiązków bardzo dobrze na mnie wpłynęło. Nagle okazało się, że wiele czynności mogę delegować, a wielu nie muszę (bo nie chcę) wykonywać. I świat się nie zawalił! Ważne, żeby godzić się na pewne konsekwencje naszych wyborów. Nadal jest wiele rzeczy, które robię (choć nie lubię), często dla wspólnego dobra (taak, piszę o sprzątaniu ;). Kasia dołożyła ważną kwestię, mianowicie asertywność. Zgadzam się w całej rozciągłości, że za każdym razem, kiedy mówisz TAK, równocześnie mówisz NIE komuś albo czemuś innemu, prawdopodobnie samemu sobie.

2. Czasami własna firma, prowadzenie biznesu przypomina uprawianie wyczynowego sportu. Kiedy przychodzi psychiczne zmęczenie, warto odpuścić sobie dwa dni, poskromić ambicje, przemyśleć sprawę i wrócić do zadania z większą energią.

3. Bardzo często muszę upominać sama siebie, że skuteczne działanie możliwe jest wyłącznie w mojej strefie wpływu. Znacie to pojęcie? Ja się go nauczyłam od guru skuteczności, czyli Stephen’a Covey’a (autora książki 7 nawyków skutecznego działania). To bardzo proste. Łopatologiczny przykład: Czy mam wpływ na to, że Klient łamie biznesową etykę? Nie. Czy mogę nie zaczynać z nim współpracy/przestać z nim pracować? Tak. Nie martwię i nie zastanawiam się nad tym, na co nie mam wpływu, działam tam, gdzie mogę coś zrobić. Banalnie proste i dramatycznie trudne jednocześnie.

 

Hmm, ciekawe kto dotarł do końca tego dłuuugiego tekstu :).  Kto dotarł to czeka na niego teraz niespodzianka. Niedługo, do wygrania będzie książka naszego eksperta pod dużo znaczącym tytułem Zejdź z Kanapy. Odkryj swoją sportową ścieżkę. Śledźcie naszą stronę na FB, a najlepiej zapiszcie się na Simplicite Newsletter – wtedy na pewno nie przegapicie konkursu :).

 

PS Po raz drugi uświadomiłam sobie, że nie mam zdjęć ze sportowej tematyki :(, dlatego też wyjątkowo wspomagam się najlepszymi. Uwielbiam ten fotograficzny reportaż Tomasza Gudzowatego, który powstał w Klasztorze Szaolin. Majstersztyk.

 

10 komentarzy

10
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
KajtekMichał StolarczykagatamuszKameralnasimplicite Recent comment authors
  Powiadomienia  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
wielokropka
Gość

Sportowców trzeba podziwiać! Mają tyle samozaparcia w sobie, że nie można tego po prostu zignorować “phi, ja też tak mogę.”. Odnośnie motywacji – jestem z siebie dzisiaj bardzo dumna! Od południa siedzę nad tekstem, który muszę napisać i mimo, że na początku myślałam że się rozpłaczę z braku motywacji, pomysłu i czegokolwiek, zaczęłam zupełnie od nowa i… Już skończyłam! W miarę pisania było coraz lżej i przyjemniej. Zmusiłam się, bo nie lubię jak coś nade mną wisi. W końcu nie wisi i jutro, po dzisiejszym dziesięciogodzinnym prawie maratonie nie dotykam komputera! Super, że mogę sobie na to pozwolić! (a tak chciałam się podzielić, mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza) :)

Qchniazdrowia.pl/blog
Gość

Bardzo przydatny tekst. Już wiem, że na długo zapadnie mi w pamięci zdanie, gdy komuś mówisz TAK samemu sobie mówisz nie… Wierzę, że dzięki tym słowom częściej pomyślę o sobie i stanę się bardziej asertywna:)

Kameralna
Gość

Na zgrupowaniach sportowców, tak po 3 dniu przychodził kryzys, nie tylko u mnie, ale u większość kadrowiczów. Objawiał się on przesytem, totalną niechęcią, zakwasami i zwyczajnym zmęczeniem. Co pomagało? Odnowa biologiczna owszem, ale przede wszystkim dzień wolny. Niestety nie zawsze trener dawał nam chwilę oddechu i trzeba było wykrzesać z siebie resztki silnej woli i iść na trening.
Ja podchodziłam do treningów nad wyraz poważnie. Nie potrafiłam zrezygnować z choćby jednego (nawet podczas choroby), bo miałam wrażenie, że na zawodach potem zabraknie mi tego jednego treningu. Teraz, z perspektywy czasu, wiem, że to nie było zbyt mądre podejście, ale może dzięki niemu osiągnęłam sukces.

agatamusz
Gość

Słyszałam teorię, że zawsze to “3” powoduje kryzys. Trzeci dzień, trzeci tydzień, trzeci miesiąc. Ciekawe, jak to się ma do rzeczywistości, ale jeśli chodzi o trzeci dzień to też odczułam nie raz.

Michał Stolarczyk
Gość
Michał Stolarczyk

Ja dotarłem do końca :) i bardzo dziękuję za czas przeznaczony na przygotowanie tego tekstu. Jest bardzo inspirujący.
Pomógł mi uporządkować moją wiedzę na temat produktywności i zainspirował do przygotowania kursu na ten temat :)

Swoją drogą dodam, że jedną z kluczowych kwestii w motywowaniu siebie jest zrozumieć, że:
a) nie ma magicznych tricków
b) motywacja nie zawsze wiąże się z przyjemnymi uczuciami

ad.a) Jest oczywiście wiele fajnych sposobów jak zmniejszyć swój opór przed działaniem, zwiększyć koncentrację etc. ale finalnie ostatecznie działa “wewnętrzne zmuszenie się” – myślę, że jest to taki nawyk dyscypliny.
Jeśli się o tym nie wie / zapomni, to czeka się na magiczny sposób, magiczny moment i to jest wtedy problem.

ad.b) Niektórzy czekają na to, żeby wszystko robić z chęcią, pasją i flow i jak tego nie ma, mówią, że nie mają motywacji.
Jest wiele rzeczy, które robimy bez pasji i bez wielkiej chęci, ale po prostu robimy. I to jest pełna motywacja – jestem w 100% zmotywowany jeśli coś robię i kończę na odpowiednim poziomie.
Niektórzy uznają, że motywacja jest wtedy, gdy jestem na maksa podekscytowany tym, że coś będę robił i… już zaraz zacznę ;)

Kajtek
Gość

Ciekawy artykuł. Motywacja dla każdego sportowca jest niesamowicie istotna. I warto mieć swojego idola.