Wielozadaniowość. Mit, hit czy kit?

Wielozadaniowość czyli słynny multitasking. Gdy mnie pytają: czy jesteś wielozadaniowa? – muszę odpowiadać: i tak, i nie. Dziś podsumowuję swoje doświadczenia i przemyślenia, okraszając je sporą dawką rzetelnej wiedzy.

 

Na temat wielozadaniowości napisano już wiele tekstów. Niektóre wieszają na niej psy, niektóre wychwalają pod niebiosa. Z jakiegoś powodu naturalny tok myślenia prowadzi od minimalizmu do negowania wielozadaniowości. Bo jak można być wielozadaniowym, skoro jest się minimalistą. No jak? :) Słownikowo ‘wielozadaniowy’ oznacza ‘mogący spełniać wiele zadań’ lub ‘dający możliwość wykonania jednocześnie wielu zadań’. Pies pogrzebany w tym, ile zadań można robić jednocześnie i które. Zatem, w jednych sferach życia można być wielozadaniowym, w innych nie. I dokładnie tak jest w moim przypadku.

 

Wielozadaniowość mózgu

 

Fascynuje mnie ludzki mózg. Niesamowicie ciekawe jest odkrywanie, które nasze zachowania są warunkowane czysto biologicznie, a które można świadomie rozwijać. Naukowcy dość jednoznacznie wypowiadają się na temat wielozadaniowości naszego mózgu. Co do zasady, ludzki mózg jest jednozadaniowy, a wszystko skupia się na efektywności wykorzystania dostępnej energii. Okazuje się, że nasz mózg używa dużo większej ilości energii na wykonanie dwóch zadań jednocześnie, niż każdego z nich po kolei. To z kolei przekłada się na jakość wykonanych działań. Wielozadaniowość w tym aspekcie sprawia, że zużywamy więcej energii, a zadania są zrealizowane gorzej. Niefajnie.

 

Zdaniem doktora Etienne’a Koechlina z Institut National de la Santé et de la Recherche Médicale (INSERM) w Paryżu ludzki mózg może wykonywać w jednej chwili dwa zadania, ale jeśli dołożymy mu kolejne, nie będzie w stanie sobie z nim poradzić i nad jedną z czynności zwyczajnie stracimy kontrolę. (…) Mózg jest urządzeniem niezwykle energochłonnym. Jeśli zużyje energię, która została mu przydzielona, gorzej pracuje. Jest więc oczywiste, że kiedy musi wykonać kilka czynności jednocześnie, energię zużyje szybciej i szybciej zacznie mieć kłopoty – mówi dr Radosław Sterczyński, psycholog poznawczy z sopockiej SWPS.

 

Naukowcy spierają się natomiast co do tego, jak długo nasz mózg jest w stanie utrzymać uwagę w skupieniu. Doniesienia mówią o przedziale pomiędzy 8 a 11 minut w zależności od badania. Popularna technika pracy Pomodoro mówi o utrzymywaniu pracy w skupieniu przez 25 minut po czym następuje 5 minut przerwy. Po 4 cyklach mamy zrobić sobie dłuższą przerwę. Konkretne liczby niewątpliwie zależą od indywidualnych preferencji, ale nie podlega wątpliwości, że ewolucyjnie jesteśmy coraz mniej predestynowani do utrzymywania uwagi w dłuższych odstępach czasu. Im więcej informacji trafia do mózgu, tym mniejsza umiejętność skupienia się. Truizm.

 

Jestem wielozadaniowa, bo…

 

…realizuję na co dzień różne projekty zawodowe. Teraz równolegle prowadzę 3-4 projekty, zupełnie od siebie niezależne. Nie oznacza to jednak, że robię wszystko w tym samym czasie! Nie oznacza to nawet, że mam wyznaczone dni do zajmowania się konkretnymi rzeczami, np. dziś piszę posty, a jutro pracuję dla Klienta w kancelarii. Tak się zwyczajnie nie da. Gdybym pracowała wyłącznie solo i sama narzucała sobie terminy, byłoby to do zrobienia. Jednak, gdy mam pracowników, dostępnych w konkretnych godzinach, którym muszę służyć pomocą oraz Klientów, dla których muszę być dostępna w określonym czasie, nie jest możliwe narzucenie sobie z góry sztywnych schematów. Nie przeszkadza mi to, ponieważ oczywiście nie odpisuję na maila Klientowi w trakcie pisania tekstu na bloga, równolegle rozmawiając z mamą przez telefon. :)

 

Jestem wielozadaniowa również w sytuacji, gdy słucham podcastu w trakcie sprzątania czy prasowania. Jestem wielozadaniowa, gdy oglądam film w trakcie mycia zębów. Jestem wielozadaniowa, gdy tarmoszę się z Nelą podczas rozmowy z MM i słuchania muzyki. Kluczem jest dobór odpowiednich zadań do zrealizowania jednocześnie. Od naukowej strony nazywa się to automatyzmem

 

Intensywne ćwiczenia mogą jednak sprawić, że określoną czynność będziesz wykonywać niemal automatycznie, czyli bez specjalnego angażowania kory przedczołowej. Tym samym mózg zużyje mniej energii. Na przykład gotując po raz kolejny wielbioną przez rodzinę zupę pomidorową, możesz bez przeszkód rozmawiać przez telefon (bądź jednak skupiony w kluczowych momentach, np. kiedy dosypujesz sól). – Nie oznacza to jednak, że jesteś wielozadaniowcem, lecz że jedną z tych czynności wykonujesz automatycznie – uważa dr Koechlin.

 

Nie jestem wielozadaniowa, bo…

 

…empirycznie doświadczam dokładnie tego samego, co dowiedli naukowcy. Dużo szybciej męczę się, gdy muszę zrobić dwie wymagające uwagi czynności naraz i widzę, że są one zrobione niedokładnie. Mój mózg zużywa wtedy chyba masakrycznie dużo energii. :) Jest to dla mnie najważniejsze podczas pisania. Nieważne czy piszę książkę, artykuł na bloga czy pozew sądowy. Jest to czynność, która wymaga ode mnie zdecydowanej jednozadaniowości i skupienia.

 

Nie jestem również wielozadaniowa, bo się do tego zmuszam. Oczywiście, że dopada mnie syndrom grania na telefonie w trakcie oglądania filmu. Nie lubię tego u siebie i staram się walczyć. Z różnym skutkiem, niestety. Staram się wyłapywać momenty, w których mój mózg się rozprasza i skutecznie temu przeciwdziałać, ale nie zawsze jest to łatwe. Wiem, że jest to skutek tego, że moja głowa jest codziennie bombardowana setkami informacji, które muszę przetworzyć. Mózg się adaptuje i domaga zdecydowanych bodźców, chociaż mu to nie służy. Świadomość to pierwszy krok na drodze do zmiany. Pomaga mi fakt, że od lat jestem na tzw. diecie informacyjnej, a obecnie nie mam zupełnie telewizji. Minusem regularnego blogowania jest też obecność w mediach społecznościowych. Staram się robić sobie regularne detoksy i czuję, że właśnie przyszedł czas na kolejny.

 

***

Nie traktuję wielozadaniowości jako czegoś złego, nawet zła koniecznego. Korzystam chętnie z zalet automatyzacji, łącząc czynności, które mogę robić jednocześnie i oszczędzać czas. Uczę się, które to dla mnie czynności. Obserwuję, w jaki sposób działa moja głowa i staram się stawiać jej rozsądne ograniczenia. Ogromnie pomaga mi w tym codzienna medytacja, ale to już temat na zupełnie inny tekst. Jeśli chcielibyście o tym poczytać, dajcie proszę znać.

 

A dla Ciebie wielozadaniowość to mit, hit czy kit?

 

* Cytaty pochodzą z niezwykle ciekawego artykułu w Newsweek “Jak nauczyć się robić kilka rzeczy naraz”.
29 komentarzy

Dodaj komentarz

29 komentarzy do "Wielozadaniowość. Mit, hit czy kit?"

avatar
  Powiadomienia  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
SunnyHill
Gość

Tez mi sie zdarza grac na telefonie w trakcie filmu, ale to akurat najczesciej, kiedy ogladam cos wybitnie niewymagajacego i wlasnie trwa strzelanina i wybuchy. Nudza mnie takie sceny, wiec gdy tylko moge przewijam do przodu i patrze, kto zostal przy zyciu…
Z ambitniejszymi dzielami nie mam tego problemu. Moze to kwestia doboru filmu po prostu?

Namysłowska 3
Gość

Jestem totalnie jednozadaniowa. Nie potrafię się nawet rozdwoić. Wiele razy próbowałam, z marnym skutkiem. Zdecydowanie wolę zrealizować jedno zadanie – dobrze i w miarę szybko i dopiero później brać się za kolejne.

Joanna Kamsk
Gość

Ja się chyba nigdy nie spotkałam z pochwałą multitaskingu – zawsze słyszałam tylko, że mam się skupić na jednej rzeczy i że jeśli zajmuję się czymś innym, to na pewno robię to źle. ;) Moje próby życia jednozadaniowego spełzły jednak na niczym – zwyczajnie nie potrafię skupić się na jednej rzeczy i o ile nie zapewnię mojemu mózgowi wystarczająco wiele bodźców, to odleci w jakieś niekontrolowane rejony. Tak że obecnie wyznaję teorię, że każdy powinien pracować i funkcjonować tak, jak mu najlepiej i najwygodniej.

Zacisze Lenki
Gość

Z wielozadaniowością różnie u mnie bywa, zależy od sytuacji i dnia. Na telefonie nie gram i nie mam w nim netu, jakoś nie czuję takiej potrzeby. Z chęcią przeczytałabym o medytacji.

Agnieszka
Gość

No pewnie, że napisz o doświadczeniach medytacyjnych :)

Renata
Gość

dołączam się do prośby.

Gosia
Gość

Swietny tekst – ja z czasem nabrałam dystansu do wielozadaniowości.
Napisz proszę o medytacji – ja właśnie próbuję się tego uczyć (chyba idzie mi coraz lepiej, ale miewam gorsze dni ;)) – chętnie poczytam o doświadczeniach innych osób

Karo
Gość

Dla mnie to mit, ale jeśli nie odpowiem twierdząco na to pytanie na rozmowie rekrutacyjnej nie mam co liczyć na pozytywną odpowiedź ;) Ciągle gramy w tą grę – im ktoś jest bardziej zajęty i robiący 10000 rzeczy na raz, tym bardziej się go podziwia. Dobrze, że to powoli zaczyna się zmieniać…:)

Lidia
Gość

Pytanie, czy robi 10000 rzeczy na raz (wierzę, że nieliczne jednostki to potrafią), czy tylko ma chaos, bo tych rzeczy nie potrafi ogarnąć? Mój Mąż już raz z tym zawalczył. Dostał upomnienie, ponieważ jako jedyny nie zostawał w pracy po godzinach. Wtedy się wkurzył i zapytał wprost, czy wolą mieć pracowników, którzy się nie wyrabiają, czy takich co kończą pracę o czasie i mają wszystko zrobione. Mój dawny Szef odkrył to już dawno i stawiał na zatrudnianie matek małych dzieci (nienormowany czas pracy). Im zawsze spieszyło się do domu, dlatego szybciej kończyły pracę. Robiły więcej i efektywniej, niż “zapracowani” kawalerowie bez zobowiązań. Prawda jest taka, że te “wielozadaniowe” osoby, często tracą czas na bzdety… narzekania przy kawie, konsultacje, które i tak nic nie wnoszą, bzdurne telefony, komunikatory, zebrania itd. Mam nadzieję, że zacznie się to zmieniać szybciej. Między innymi dzięki takim tekstom jak Autorki :) Kult wiecznie zajętej jednostki jako synonim sukcesu musi się kiedyś skończyć :)

Ewa|daywithcoffee
Gość

Fakt, sama zauważyłam, że męczę się podczas robienia dwóch wymagających rzeczy naraz. Często np. śledzę IG i oglądam ulubiony serial po czym orientuje się, że niewiele wiem z jednego i drugiego;) Choć np. przy prasowaniu, jednoczesne oglądanie seriali się sprawdza świetnie!

Ela - themomentsbyela.pl
Gość

Nie da się porządnie pracować robiąc kilka rzeczy na raz bo w końcu coś u ucierpi i zaczną się wkradać błędy. Niemiło przekonałam się o tym gdy zmienił mi się dyrektor wymagając żeby 50 rzeczy zrobione było w jednym czasie i od razu. Zresztą hamstwo tego pana to już zupełnie inna historia. Zawsze miałam taki system że robiłam sobie listę spraw do załatwienia i się to sprawdzało a potem pod nowymi rządami panował taki balagan że bardziej się nie dało. Owszem można jechać samochodem i słuchać radia, gotować obiad i oglądać telewizje czy rozmawiać z przyjaciółką i sprzątać ale w momencie gdy praca wymaga skupienia na jednej konkretnej rzecy nie da się zajmować jeszcze czymś innym.

Aga
Gość

Bardzo ciekawy i dobrze napisany tekst :)

Renata
Gość

Ciekawy artykuł. Dziękuję. :-)
Jestem na etapie zastanawiania się: dokąd zmierzam. Ciągle rozproszona, łapiąca się kilku rzeczy naraz, co chwilę przeglądająca telefon…robię to automatycznie. Tak wyglądają moje ostatnie lata, z tendencją do wielkiej zmiany.
Na przestrzeni ostatnich 3-4 lat telewizor prawie nie oglądany, politycznie niezorientowana, filmy niestety też rzadko na poczet muzyki, książek i poświęcając czas nauce. Pracuję nad sobą, odnalezieniem balansu między chaosem jaki dopuściłam, aby zagościł w moim zyciu i spokojem.
Funkcje mózgu i jego wielozadaniowość. Zgadzam się, zresztą literatura naukowa to potwierdza. Potwierdza to również nasze życiowe doświadczenie: nie da się robić kilku rzeczy na raz równie dobrze. To wyczerpujące, a efekty bywają marne. Ceną jest wyczerpanie i niezadowolenie z wykonania zadań.
Dzisiaj podczas jazdy autem mąż stwierdził, że mam opóźnioną reakcję i bardzo powoli podejmuję decyzje przed wykonaniem manewru, powoli ruszam i takie tam… Być może. Z wiekiem zapewne to się zmienia, ale przyjemność sprawia mi jazda sama w sobie, jeżdżę jak dotąd bekolizyjnie, więc dlaczego mam piłować auto tylko dlatego, aby za chwilę stać za współuczestnikiem ruchu na czerwonym świetle?
Uważam, że wielozadaniowość jest kitem.

Beata
Gość

Jestem w pracy wielozadaniowa i to lubię. Wolę mieć kilka zadań i się pomiędzy nimi przełączać niż pracować nad jednym. Nie chodzi o wcale o to że lubię wrażenie osoby zajętej, bo nie ważne ile ich jest i tak pracuję 8h.Wynika to z tego że jak ktoś wyżej wspomniał mózg odlatuje w niekontrolowane rejony ;)

Nie chcę żeby zabrzmiało to jak laurka sanej siebie, ale znam swoje mocne strony, słabe też, więc napiszę to ze swojej perspektywy.

Realizując zadanie w pracy mam zawsze mnóstwo pomysłów jak coś zrobić, jak ulepszyć i jak dane zadanie zrealizować. Napędza mnie rozwiązywanie problemów, które dla mnie są kwestią do analitycznego rozgryzienia, najlepiej jak są skomplikowane i trzeba znaleźć powiązanie wydawałoby się niezwiązanych elementów. Zbyt długa praca nad danym zagadnieniem powoduje, że problemy znalezione, konsepcja jest i trzeba przejść do mniej intensywnej dla mózgu pracy, jak np spisanie całości. Jeżeli nie mam kolejnego zadania, w którym

Beata
Gość
mogę się nagłowić zwyczajnie zaczynam kombinować jak tu zmienić strukturę dokumentu, który piszę, układ, czy proces, czyli rzeczy w tym momencie nieistotne. Wielozadaniowość pozwala mi więc płynnie przechodzić pomiędzy intensywnymi etapami pracy i tymi mniej wymagającymi, tak żeby pracować tak jak lubię i nie zaczynać się nudzić tym, że zadanie nie wymaga myślenia. Lubię znać swoje kolejne zadania i ich priorytety, wtedy wiem pomiędzy jakimi zadaniami przechodzić. Poza tym w pracy takiej jak moja, czyli koncepcyjnej, wielozadaniowość pozwala też na odpoczynek od zadania. Jeżeli się zapętlę w danym problemie i potrzebuję odetchnąć, żeby móc go ugryźć innej strony, przechodzę do innego zajęcia. Tematów rozgrzebanych mam zazwyczaj kilka, ale nie znaczy to że jednocześnie robię jeden i drugi na drugim monitorze, tylko w ciągu dnia przeznaczam kilka godzin na jedno, klika na inne zadania. Kończę zadanie lub nie, i płynnie wybieram następne. Do tego dokłada się silan potrzeba i chęć działania, jest temat,zadanie, problem, najchętniej podeszłabym do tego od razu, więc robię szybkie rozeznanie tego co mam do zrobienia i często nie mogę się doczekać, żeby zacząć coś nowego, więc lubię mieć kilka zadań i robić to co mnie akurat zafascynuje. Mogę o sobie powiedzieć, że jestem wielozadaniowa, bo taka… Czytaj więcej »
Jola
Gość

Beata, mogłabym być autorką Twojej wypowiedzi, mam dokładnie tak samo, dla mnie minimum dwa zadania powodują, że się nie nudzę, jestem skupiona i ciągle na odpowiednio wysokich obrotach :)

Marta
Gość

Matki muszą być wielozadaniowe, inaczej byśmy nie wyrobily czasowo…Ale na pewno cierpi na tym uważność-na męża, dzieci, siebie. Wykształca się nawyk, żeby każdą chwilę wykorzystać maksymalnie.
Ostatnio mój mąż gotował. Krok po kroku realizowal przepis przez 3h, skupiając się po kolei na smażeniu mięsa, siekaniu i duszeniu pora, gotowaniu makaronu. Wydawał się dość zrelaksowany:) Ja zrobilabym to szybciej, wstawiając półprodukty jednoczesnie w trzech garnkach, zmywajac na bieżąco, włączając pranie, nakrywajac stół i odpisując na smsy A potem padlabym z westchnieniem, jakie to gotowanie męczące:)

Agnitz
Gość

Za młodu😉 szczycilam się wielizadaniowym stylem pracy. Niestety wymagał tego pracodawca, a potem sama przejęła ten sposób. Z wiekiem przyszło opamiętanie, a dodatkowo widzę, że sprawność umysłowa faktycznie nieco się zmienia. Lubię być skupiona na jednym. Wtedy praca idzie zdecydowanie lepiej. Lubię też różnorodność zadań, co nie pozwala się nudzić. Uff. Trochę mi ulżyło, że nie tylko ja grzebię w tym telefonie… Z chęcią poczytam o Twoich doświadczeniach medytacyjnych. Ja trochę próbuję, ale zdecydowaną reguralność zapewnia mi tylko joga. Jakoś nie mogę sobie ułożyć dnia i sama sobie stawiam przeszkody.

Królowa Karo
Gość

Ja do tego podchodzę nie naukowo, ale intuicyjnie. Kiedyś robiłam wiele rzeczy na raz, ale wprowadzało to chaos, często o czymś zapominałam, a rzeczy zabierały mi więcej czasu, bo odrywałam się od czegoś, a potem musiałam się ponownie na tym skupiać. Teraz staram się wykonywać rzeczy po kolei i skupiając się na jednej rzeczy jednocześnie praca idzie mi szybciej, jestem bardziej skupiona i rzadko mi się zdarza o czymś zapominać czy coś przeoczyć.

FCE
Gość

Wiele ostatnich badań neuronaukowych mówi nam, że mózg tak naprawdę nie wykonuje zadań jednocześnie, jak myślelano, że może. W rzeczywistości szybko przełączamy zadania. Za każdym razem, gdy przechodzimy od słuchania muzyki do pisania tekstu lub rozmowy z kimś, następuje proces zatrzymania / uruchomienia, który zachodzi w mózgu. Innymi słowy, to, co nam się wydaje wielozadaniowością, w rzeczywistości jest szybkim przełączaniem się pomiędzy zadaniami.

Kinga
Gość

Mam podobnie… Oglądam film lub odcinek serialu, na który czekałam, a nagle bezwiednie sięgam po telefon, żeby przejrzeć Instagram… 🤦 dlaczego? 🤷

Asia
Gość

Całkiem zabawna sprawa – siedzę właśnie nad pracą magisterską (temat uproszczony: Wykonanie zadania multitasking a preferowany styl poznawczy). Myślę sobie – OK, chwilka relaksu, wejdę na Twojego bloga. I patrz! Idealnie w punkt :) Wiele nasłuchałam się na studiach, że multitasking nie istnieje, ale nie do końca można się z tym zgodzić. Twój tekst świetnie to wszystko podsumowuje. Szacunek :)