Pierwszą firmę założyłam przed trzydziestką. Drugą też przed trzydziestką. Trzecią tuż po trzydziestce. Pierwszą sprzedałam, drugą i trzecią prowadzę do dziś. Tuż przed czterdziestką zrobiłam małą zawodową woltę i do portfolio dołożyłam jeszcze jedną firmę. Po czterdziestce jeszcze jedną (tu jestem wspólniczką) i jeszcze jedną dodatkową działalność inwestycyjną.
Z perspektywy czasu widzę wyraźnie, że nie była to żadna rewolucja, raczej powolna ewolucja i odkrywanie sensu życia, zawodowego sensu życia.
Praca na poważnie zaczęła się w korporacji, jeszcze na studiach. Daleka jestem od demonizowania pracy w korpo, uważam, że miałam tam świetne warunki, wartościowych ludzi, od których wiele się nauczyłam i super możliwości rozwoju. Dowiedziałam się wiele, też o sobie, w tym tego, jak pracować nie chcę. Zrozumiałam, że w pracy potrzebuję więcej wolności, bycia poza schematem, działania zupełnie na własnych warunkach i… nie wstawania rano do pracy oraz zrobienia sobie wolnego dnia wtedy, kiedy ja chcę, a nie wtedy, gdy wypiszę wniosek urlopowy, a ktoś to zaakceptuje.
Po siedmiu latach wypadłam z systemu pracy na etacie i nigdy już do niego nie wróciłam. Życie przedsiębiorcy jest wymagające, momentami trudne, ale i okazało się ogromnie satysfakcjonujące. Dodatkowo, dawało mi wolność, też wolność wyboru branży czy rodzaju działalności, którą chciałabym się zająć.
A te zmieniałam i eksperymentowałam.
Pierwszą firmą było biuro coworkingowe, które po latach sprzedaliśmy. Drugą kancelaria patentowa (jestem z wykształcenia prawniczką, rzecznikiem patentowym), którą prowadzę do dziś. Potem doszło blogowanie, które szybko przekształciło się też w biznes. Wycofałam się ze współprac reklamowych z czasem, ale zaczęłam tworzyć swoje własne produkty, napisałam dwie książki. Tuż przed czterdziestką zrobiłam certyfikację i zaczęłam prowadzić kursy MBSR.
Przez lata robiłam swoje, nie oglądając się na innych. Robiłam to dobrze, rozwijałam firmy i siebie, zarabiałam nieźle. Wypracowałam duże zaufanie do siebie, do swojej biznesowej i zawodowej intucji.
Dlatego wtedy, gdy pomyślałam o czymś zupełnie nowym, co przyszło do mnie po czterdziestce (zostałam wspólniczką w Perla di Gelato – założyliśmy kameralną pracownię lodową, która obecnie jest Mistrzem Polskie 2026 w lodach rzemieślniczych), to nawet mi do głowy nie przyszło, że mogłabym tego nie spróbować! Podobnie, gdy zaczęłam inwestować na rynku nieruchomości dwa lata temu.
Chyba nikt mi nigdy nie powiedział, że muszę wybrać.
Nikt mi nie powiedział, że powinnam się skupić tylko na jednym temacie, albo jeśli nawet powiedział, to go zwyczajnie nie posłuchałam.
Czy potrzebowałam zmiany akurat przy okazji 40-tki?
Czy czegoś się bałam?
Czy miałam poczucie, że nie wypada zaczynać od nowa?
Czy miałam poczucie, że „wszyscy inni już wiedzą, co robią”, a ja zaczynam od nowa?
Nie.
Szczerze mówiąc, to nie tak, że radziłam sobie jakoś szczególnie z tymi kwestiami, po prostu żadna z tych myśli zwyczajnie nie przyszła mi do głowy. Byłam nauczona eksperymentowania, nauczona zaufania do siebie. Oczywiście, kalkulowałam ryzyko, inwestycję, czasami był jakiś niepokój, szacowanie szans i zagrożeń, ale w mojej głowie nie było ograniczeń wynikających z faktu, że mam tyle i tyle lat. Dwadzieścia, trzydzieści czy czterdzieści. Co za różnica? :) Co jak co, ale po czterdziestce jest łatwiej. Mam zasoby, mam wypracowane kompetencje, relacje. Mam poduszkę finansową. Jeśli już, to wtedy jest łatwiej, nie trudniej! Wiek postrzegam bardziej jako atut, niż jakąkolwiek przeszkodę.
Chciałabym też, żebyś nie miała fałszywego i lukrowanego obrazu. Takie wybory mają swoje konsekwencje. Muszę zadbać o swoją emeryturę (bo ta przy prowadzeniu działalności gospodarczej jest raczej zabawna). Gdy przestanę pracować, w dużej mierze przestanę tez zarabiać. Prowadzenie biznesu wiąże się z ryzykiem, widzieliśmy już przykłady spektakularnych upadków. Zdarzyło mi się też przeszarżować, w zeszłym roku wzięłam na siebie zbyt dużo obowiązków, co odbiło się na pozostałych, prowadzonych przeze mnie firmach.
Niezależnie od tego, czuję dziś ogromną wolność.
⇥ Mam duże poczucie sensu tego, co robie zawodowo.
⇥ Inaczej definiuję sukces, niż jak miałam osiemnaście lat.
⇥ Dziś bardziej cenię żywą pracę z drugim człowiekiem.
⇥ Pracuję w zgodzie ze sobą, chociaż moje decyzje mogą innych zaskakiwać.
Dzisiejszy świat zmienia się tak szybko. Tak samo może zmieniać się, ewoluować nasze życie zawodowe. Nie ma w tym nic złego, jeśli tego chcesz, a wcale nie musisz chcieć. Ta opowieść to moje życie. Moje wybory. Moje decyzje. I to ja ponoszę za nie pełną odpowiedzialność. Ty możesz chcieć inaczej.
Jeśli jednak czytasz ten tekst i czujesz, że w swoim życiu potrzebujesz zmiany, to przygotuj się do tego. Przekalkuluj. Zaplanuj. A potem zrób to. I zobacz, co się stanie. :)
Myślisz o zmianie?
A może masz już ją za sobą?


