Tajlandia. Co warto zobaczyć? Chiang Mai i okolice, czyli słonie, tygrysy i nocne zakupy

tajlandia-chiang-mai-elephant-camp

Zapraszam Was piątkowo na kolejną relację z naszej tajlandzkiej przygody. Zrobiliśmy tak długą trasę, że nie sposób wszystkich wiadomości i zdjęć wrzucić do jednego wpisu. Zabieram Was więc na weekendową podróż, gdzie królują słonie, tygrysy, nocne zakupy i lekcje tajskiej kuchni…

 

Zobacz także → Tajlandia. Co warto zobaczyć? Przystanek: Bangkok

Zobacz także → Tajlandia. Co warto zobaczyć? Przystanek: Ajutthaja i Miasto Małp

 

Wszystkie tytułowe atrakcje można znaleźć na północy Tajlandii, w mieście Chiang Mai. Dostać się tam z Bangkoku można samolotem (najszybciej), autobusem (niewygodnie) lub nocnym pociągiem (z przygodami). Oczywiście, jak przystało na poszukiwaczy przygód, wybraliśmy pociąg. Jak wiecie, do pociągu wsiadaliśmy w Lop Buri. Podróż trwa kilkanaście godzin, do Chiang Mai zajechaliśmy o poranku. Tutaj mogliście zobaczyć, jak wyglądam po całonocnej podróży :).

 

Chiang Mai jest popularną miejscówką wśród odwiedzających Tajlandię, głównie z uwagi na piękne położenie w górach, a co za tym idzie lżejszy klimat. Do tego oferuje mnóstwo lokalnych atrakcji. Kilka z nich zaliczyliśmy i my, mianowicie: wizytę w Elephant Camp, tzw. Tiger Temple, lekcje gotowania oraz oczywiście słynny Nocny Bazar w Chiang Mai. Po kolei więc…

 

Elephant Camp

Na temat tzw. obozów słoni przeczytałam przed wyjazdem stosy materiałów. Jak zwykle, opinie były podzielone. Od tych najbardziej skrajnych, że to wyzysk i męczenie zwierząt do tych hurraoptymistycznych. Na blogach, które przejrzałam przeważały raczej te pozytywne, tak samo w trip advisorze, którym posiłkowaliśmy się przy wyborze lokalnych atrakcji i agencji turystycznych. 

 

Wokół Chiang Mai takich Elephant Camps jest kilkanaście, ale wyglądają one bardzo podobnie, trochę jak stadniny koni. A i atrakcje są podobne. Praktycznie wszędzie możemy odbyć spływ łodzią po rzece, przejażdżkę na słoniu, przejażdżkę wozem zaprzężonym w woły (średnia atrakcja, ale wliczona w cenę) oraz zobaczyć występ z udziałem słoni.

tajlandia-chiang-mai-elephant-camp-8

tajlandia-chiang-mai-elephant-camp-10

 

Starałam się pojechać w to miejsce z otwartą głową. Tzn. nie zakładałam wcześniej, że jadę gdzieś, gdzie męczą zwierzęta, ale też byłam bardzo wyczulona na wszelkie drobne znaki, które mogłyby świadczyć, że coś jest nie tak. Pozytywnie się zaskoczyłam. Nie chcę tu przekonywać zdeklarowanych obrońców praw zwierząt, ale naprawdę nie widziałam tam nic innego, niż mogłabym zobaczyć w większości stadnin koni w Polsce czy Europie. Mam wrażenie, że z góry zakładamy, że słoń to takie milutkie zwierzątko i jak nosi turystów, to dzieje mu się straszna krzywda. Tymczasem słoń w Tajlandii to jak koń w Polsce. Od zawsze służył człowiekowi w pracy. Oczywiście, zastrzegam, że nie mówię tu o wypaczeniach, które zdarzają się wszędzie, niezależnie od tego, z jakim zwierzęciem mamy do czynienia, czy też w jakim kraju, tylko o normalnym traktowaniu zwierzęcia jako partnera w pracy, z zapewnieniem mu godnych i odpowiednich warunków życia. Przynajmniej w tym obozie, gdzie ja byłam słonie były w dobrej kondycji, nie zauważyłam, żeby miały ślady poganiania (zwłaszcza w tym newralgicznym miejscu za uszami). Jedyne, co mi się nie podobało, to mam wrażenie relatywnie mało miejsca w tzw. boksach, gdzie stały zwierzęta. Choć, z drugiej strony przecież konie też stoją w stajni w boksach i jeśli tylko zapewnia się im wystarczającą dawkę ruchu, to wszystko jest w porządku. Nasz przewodnik zapewniał nas, że słonie pracują jedynie przez kilka godzin dziennie, po czym mają cały teren obozu dla siebie i są puszczane luzem. Jedynie odgradza się matki z dziećmi i agresywnych samców. Cóż, nie wiem ile w tym prawdy.

tajlandia-chiang-mai-elephant-camp-7

tajlandia-chiang-mai-elephant-camp-2

 

Wracając do atrakcji dla turystów. Przejażdżka na słoniu to oczywiście żelazny punkt. Na słonia wsiada się do specjalnego siedziska we 2-3 osoby, a przewodnik siedzi za uszami :). Całość przejażdżki trwa ok 15-20 minut i nie jest to aż tak strasznie fajne, jakby się mogło wydawać :). Szczerze mówiąc, to strasznie kołysze zwłaszcza jak się jedzie po lesie :). Jak się trafi na właściwą godzinę to można zobaczyć, jak słonie są kąpane i myte przez swoich przewodników w rzece – mnóstwo przy tym zabawy i chlapania się wodą. Najciekawszym momentem jest tzw. występ słoni. I na temat tego właśnie występu czytałam najwięcej negatywnych opinii. Że słonie są zmuszane do pewnych aktywności (np. stawania na tylnych nogach, malowania czy przeciągania kłody drewna). Wiecie co? Widziałam to wszystko i miałam nieodparte wrażenie, że te słonie się świetnie bawiły w trakcie tego występu. Może to dziwnie zabrzmi, ale zachowywały się bardzo, ale bardzo podobnie do psów, które robią sztuczki w zamian za smaki. Oczywiście, słonie to niezwykle inteligentne stworzenia i poziom wykonywanych „sztuczek” wbił mnie w ziemię, naprawdę. Przeciąganie kłody czy też kopanie piłki to jeszcze nic w porównaniu z namalowaniem obrazu. I to nie takich tam bazgrołów. Byłam pod ogromnym wrażeniem inteligencji tych zwierząt.

tajlandia-chiang-mai-elephant-camp-9

tajlandia-chiang-mai-elephant-camp-1

tajlandia-chiang-mai-elephant-camp-11

tajlandia-chiang-mai-elephant-camp-13

tajlandia-chiang-mai-elephant-camp-4

tajlandia-chiang-mai-elephant-camp-5

tajlandia-chiang-mai-elephant-camp-12

tajlandia-chiang-mai-elephant-camp-6

tajlandia-chiang-mai-elephant-camp-3

 

Tiger Temple

Na początku nie zamierzaliśmy tam jechać wcale, chociaż podobnie jak w przypadku Elephant Camp czytałam na temat Tiger Temple różne opinie. Ale w trasie do słoni, część grupy zboczyła do Tiger Temple i będąc tam, postanowiliśmy wejść i wyrobić sobie zdanie. Niczego tak nie żałuję, jak tej decyzji. Gdybym mogła to cofnąć, zrobiłabym to bez wahania. Jestem zła na siebie, zażenowana, że dałam się namówić na wizytę w tym miejscu i że jeszcze za to zapłaciłam. Nie będę Wam pisać o szczegółach, jeśli pozwolicie. Powiem tak. Faktycznie, dotknięcie małego tygryska to było najbardziej niesamowite doświadczenie w całym moim życiu, ale cierpienie tych zwierząt w takim miejscu nie jest i nigdy nie będzie tego warte. Nigdy. Dlatego też, nie pokażę na blogu ani jednego zdjęcia z tego miejsca. Gdyż jest mi zwyczajnie wstyd, że jestem człowiekiem.

 

Night Bazaar czyli Nocny Bazar

 Nocny Bazar to jedna z największych atrakcji Chiang Mai. Podobno wyłącznie w soboty więc tak ustawiałam nasz pobyt, żeby zahaczyć własnie o weekend. Bez sensu :). Jak się okazało, nocne bazary w Chiang Mai są trzy, w trzech różnych lokalizacjach. Dwa z nich odbywają się w piątki, soboty i niedziele. Te zaczynają się ok. 18-tej i kończą ok. 22-giej. Trzeci z nich jest wyłącznie w soboty od ok. 21-szej. Pierwsze dwa są w okolicach tzw. starego miasta. Spokojnie, każdy Was pokieruje, mapka niepotrzebna :). Na tych bazarach znajdziecie głównie rękodzieło i mnóstwo jedzenia :). To te moje ulubione. Trzeci z nich, ten niby właściwy, to atrakcja dla kogoś, kto szuka markowych towarów w niskiej cenie czyli ordynarnych podrób wszystkich możliwych marek, choć królują ubrania, zegarki i kosmetyki do makijażu. Przedstawia to dość smutny widok więc nawet nie chciało mi się robić zdjęć. Natomiast na pierwszych dwóch bazarach (przeszliśmy oba) zrobiłam ich mnóstwo. 

tajlandia-chiang-mai-nocny-bazar-10

tajlandia-chiang-mai-nocny-bazar-14

Ręcznie robione mydełka.

 

tajlandia-chiang-mai-nocny-bazar-13

Niewiarygodnie wielki wybór notesów i notesików.

 

tajlandia-chiang-mai-nocny-bazar-11

Urocze, prawda? :)

 

tajlandia-chiang-mai-nocny-bazar-5

Handelek pod czujnym okiem Buddy.

 

tajlandia-chiang-mai-nocny-bazar-9

Przerwa na jedzenie.

 

tajlandia-chiang-mai-nocny-bazar-6

I lodziki! Że też w Polsce nie robią takich malutkich do degustacji!

 

tajlandia-chiang-mai-nocny-bazar-8

Jak zapłacisz, to Pani uwolni ptaszka na szczęście. Twoje szczęście, bo ptaszka łapie ponownie za rogiem…

 

tajlandia-chiang-mai-nocny-bazar-12

Chiang Mai słynne jest z wyrobu bawełny.

 

tajlandia-chiang-mai-nocny-bazar-3

Moje marzenie. Proste, bawełniane koszulki we wszystkich kolorach tęczy :).

 

tajlandia-chiang-mai-nocny-bazar-4

Gdyby ktoś miał wątpliwości, że to handmade…

 

tajlandia-chiang-mai-nocny-bazar-1

I to również. Robi wrażenie.

 

tajlandia-chiang-mai-nocny-bazar-2

Wyglądały ślicznie. Smakowały jak… Nie smakowały.

 

tajlandia-chiang-mai-nocny-bazar-7

 

Nauka kuchni tajskiej

Na lekcje tajskiej kuchni można praktycznie pójść wszędzie w Tajlandii, ale podobno te w Chiang Mai są najlepsze. Wybraliśmy szkołę pod miastem (The Chiang Mai Thai Farm Cooking School) i kurs całodzienny. Wyglądało to tak, że z samego rana nasza nauczycielka zgarnęła wszystkich z hosteli/hoteli i pojechaliśmy na lokalny targ pod miastem. Feeria dziwnych smaków i zapachów. Dużo opowiadała nam o poszczególnych składnikach, głównie tych, których mieliśmy potem używać do gotowania potraw. Zrobiła zakupy i pojechaliśmy na farmę.

tajlandia-chiang-mai-lekcje-gotowania-2

tajlandia-chiang-mai-lekcje-gotowania-4

tajlandia-chiang-mai-lekcje-gotowania-1

tajlandia-chiang-mai-lekcje-gotowania-3

 

Farma, na której odbywaliśmy lekcje jest w pełni ekologiczna. Nie używają na niej żadnych sztucznych nawozów czy też innego wspomagania. Oglądaliśmy owoce i warzywa, które śmiało jedliśmy właściwie prosto z krzaka.

tajlandia-chiang-mai-lekcje-gotowania-7

tajlandia-chiang-mai-lekcje-gotowania-5

tajlandia-chiang-mai-lekcje-gotowania-8

tajlandia-chiang-mai-lekcje-gotowania-9

 

Każdy mógł sobie wybrać, jakich potraw chce się nauczyć, ale generalnie były to różne odmiany curry, kilka zup i potraw z woka, w tym słynny pad thai, spring rollsy i desery. Zmuszę MM, żeby przygotował oddzielny post na temat tego, co się nauczyliśmy, ponieważ teraz nie byłabym w stanie zmieścić wszystko w jeden tekst. Było super, ale ja nadal nie lubię gotować :). Chociaż przyjemnie było zrobić samej sobie dokładnie takie żółte curry, jak lubię. Zdradzę Wam, że dla mnie cały sekret tajskiej kuchni leży w sporej ilości…. cukru palmowego :).

tajlandia-chiang-mai-lekcje-gotowania-11

Zaczynamy od utarcia pasty na curry. To wcale nie jest takie łatwe…

 

tajlandia-chiang-mai-lekcje-gotowania-14

Składniki na zupę Tom Kaa Gai z kurczakiem i mleczkiem kokosowym.

 

tajlandia-chiang-mai-lekcje-gotowania-12

Gotowa zupa Tom Yam z krewetkami

 

tajlandia-chiang-mai-lekcje-gotowania-15

Degustacja dań głównych. Zrobiłam sobie żółte curry (pycha!) i kurczaka z tajską bazylią.

 

tajlandia-chiang-mai-lekcje-gotowania-10

A na deser banany gotowane na słodko w mleku kokosowym z dodatkiem kwiatów, których się nie je, a w trakcie gotowania nadają potrawie waniliowy posmak i fioletowy kolor!

 

tajlandia-chiang-mai-lekcje-gotowania-13

Nie polubię gotowania i żadna ze mnie kucharka, ale staram się!

 

Chiang Rai – White Temple

Na koniec zostawiłam najpiękniejszą świątynię, jaką widziałam w życiu. I najdziwniejszą również :). Historia jej powstania jest niezwykła. Wat Rong Khun to współcześnie zbudowana, prywatna świątynia tajskiego artysty Chalermchai Kositpipat. Pan Kositpipat poświęcił zbudowaniu tej świątyni praktycznie całe swoje życie. Jest on znanym w Londynie malarzem, którego dzieła sprzedawano na aukcjach za naprawdę spore kwoty. Pan Kositpipat, który urodził się w okolicach Chiang Rai, postanowił zrobić coś dobrego dla lokalnego społeczeństwa i wybudować świątynię. Taką świątynię, która będzie przyciągać w tą okolicę rzesze pielgrzymów i turystów. Cóż, udało się. Co ważne, koszt wybudowania tej okazałej świątyni został praktycznie w całości pokryty przez Pana Kositpipat. Stanowczo i konsekwentnie odmawia on przyjmowania darowizn, które przekraczają 10 000 bahtów (1000 zł), ponieważ nie chce być zależnym od kogokolwiek. Odmówił również publicznego wsparcia za strony rządu czy też rodziny królewskiej. Robi wrażenie, prawda?

tajlandia-chiang-rai-white-temple-4

 

Budowa nie odbyła się bez komplikacji. W 2014 roku okolicę nawiedziło potężne trzęsienie ziemi, które doprowadziło do pożaru i częściowego zniszczenia świątyni. Przed wyjazdem słyszeliśmy, że podobno jest zamknięta, co okazało się nieprawdą. Widać co prawda nadal uszkodzenia po pożarze, zwłaszcza wewnątrz, ale konstrukcja świątyni nie została naruszona, a z zewnątrz prezentuje się przepięknie. Zdjęcia można robić wyłącznie na zewnątrz, ale za to wewnątrz kryje się prawdziwa perełka. Tą perełką jest ogromny mural, rozciągający się na 3 ściany i sufit, a przedstawiający.. cóż… jakby to opisać… odrobinę dzieje świata z naciskiem na świat współczesny. To niesamowita alegoria naszego świata, gdzie polityka (bin Laden, WTC, Bush, Lenin) łączy się z kulturą (Elvis i Michael Jackson), w tym filmem i komiksem (Supermen i Harry Potter). Tego nie da się opisać, trzeba zobaczyć po prostu.

tajlandia-chiang-rai-white-temple-1

tajlandia-chiang-rai-white-temple-5

tajlandia-chiang-rai-white-temple-6

tajlandia-chiang-rai-white-temple-3

tajlandia-chiang-rai-white-temple-8

tajlandia-chiang-rai-white-temple-9

Klasyczne ubranko do zwiedzania świątyni na bosaka :). 

 

tajlandia-chiang-rai-white-temple-7

tajlandia-chiang-rai-white-temple-2

 

***

To już przedostatnia część naszej relacji z Tajlandii. Pozostały mi tylko rajskie plaże tajskich wysp i wpis podsumowujący – bardziej organizacyjny. Mam nadzieję, że wyrobię się z tym do kolejnego wyjazdu, bo nosi mnie już strasznie :). Miłego weekendu!

 

Zadbaj o bezpieczeństwo. Zanim wyjedziesz na wakacje, pamiętaj o ubezpieczeniu.

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Arcyciekawa relacja! :) Dobrze, że oszczędziłaś nam widoku cierpienia tych zwierzątek, jednak świadomość, że tak się dzieje, i tak uwiera. Te gołąbki to też masakra. Kasiu, czego konkretnie to świątynia? Dla konkretnych wyznawców czy po prostu jako atrakcja turystyczna? Jest piękna tylko ciekawi mnie, czy służy jakiemuś konkretowu czy tylko ma przyciągać turystów :)

    • To świątynia buddyjska, jak przeważająca większość w Tajlandii, gdzie buddyzm jest główną religią. Ta świątynia to przede wszystkim miejsce kultu religijnego, ale jest tak niezwykła z uwagi na niespotykaną wizjonerską architekturę, jakiej nie ma nigdzie indziej na świecie, że przyciąga wielu turystów. Wstęp jest jednak bezpłatny dla każdego, nie zarabiają na tym.

      • Pytam, bo zmylił mnie ten mural. Superman i te sprawy ;)

      • Wcale się nie dziwię :). Ale powiem Ci, że zaskakująco to się wszystko łączy i nawet ma swój sens :).

  • Świetna relacja! Mnie Tajlandia marzy się już od dłuższego czasu, głównie właśnie ze względu na jedzenie – uwielbiam kuchnię tajską! Choć oglądając zdjęcia z targu, pewnie nakupowałabym również masę różnych rzeczy :)
    PS. Czy wyjeżdżając w tamte regiony trzeba się jakoś specjalnie szczepić? Może pisałaś o tym, a mi umknęło? Jeśli tak to podeślij link ;)

    • Jeszcze nie pisałam, będę pisać. Nie, nie ma obowiązkowych szczepień. Poza tężcem nie miałam żadnych, bo się obudziłam za późno. Generalnie, przydadzą się na pewno wzw i wścieklizna. Noi repelenty. Będę jeszcze pisać bardziej szczegółowo.

      • Ok, dzięki. W takim razie czekam na taki wpis ;) Ja od jednych słyszałam, że trzeba się szczepić, później wyczytałam, że w sumie nie trzeba, no i w razie podróży będę miała dylemat, a myślę że to dość istotne, choć jeśli się zdecyduję na podróż w tamte regiony to dopiero w przyszłym roku.

      • Magdalena

        Hej, ja mogę opowiedzieć jak my to zrobiliśmy, byliśmy w 4 osoby w Tajlandii i Laosie w październiku / listopadzie 2014. Wcześniej byli tam znajomi i szczepili się na wszystko (koszt 1000 zł), oraz używali leków antymalarycznych (bardzo silne skutki uboczne). My początkowo mieliśmy plan się zaszczepić na wzw, tężec i polio, ale jedna osoba z nas się pochorowała, i nie mogła przyjąć szczepień odpowiednio wcześniej przed wyjazdem. Wówczas zdecydowaliśmy, że wobec tego nikt z nas się nie szczepi (reguła muszkietera;)))) Nie spotkało nas nic złego, nawet nikt nie dostał rozstroju żołądka ani razu, mimo jedzenia na ulicy wprost z ruchomych budek gdzie gotuje się i serwuje posiłki. Przed komarami chroniliśmy się sprayami na komary, spędziliśmy noc w dżungli niemal pod gołym niebem (chatki były mocno dziurawe ale miały moskitiery). Tajlandia ma takie same wymogi co do szczepień jak…uwaga…Polska, więc pytanie czy jako obcokrajowiec przyjęlibyście całą listę zalecanych (bo nie obowiązkowych) szczepień jadąc do Polski?
        Nie chcę mówić, co należy zrobić przed takim wyjazdem, każdy ma swój rozum i zrobi co będzie uznawał na stosowne. Warto natomiast wiedzieć, że nie są to kraje podwyższonego ryzyka jak np większość krajów afrykańskich, a na mapie zagrożeń chorobowych znajdują się w tym samym przedziale co nasz kraj.

  • Maja

    W Chiang Mai wynajętym skuterem objechalismy cala okolice, dotarlismy nad spokojne jeziorko i do świątyni w górach, a także do wioski, gdzie suszyla sie kawa :). Żałuje ze nie wzielam udziału w kursie gotowania, ale i tak na wskroś poznalismy to miejsce. Chiang Rai i tamtejszy weekendowy bazar wspominam jednak najmilej. Wspaniała nie tak bardzo turystyczna atmosfera, bazar w Chiang Mai był bardziej komercyjny.

    Buziaki z Koh Samui :)

  • Kasiu zazdroszcze tajlandzkiej przygody, cudowne zdjecia, super relacja. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Kalutka

    Szacun, ze nie zamieściłaś zdjeć z Tiger Temple! My tez byliśmy tuż pod wejściem i byłam zbyt świadoma zeby tam wejść. Oprócz nas wszyscy weszli. Ludzie, którzy tam wchodzili robili wystarczająca anty-reklamę, czyli typowi turyści z Zachodu, którzy zwiedzają nie myśląc.
    Jadłaś zepsute jajo? Ja sie nie odważyłam. :)
    W Chiang Mai jest tez fajne wiezienie, gdzie więźniarki za drobna opłatę robią masaż.
    Po Twoim wpisie jak zwykle włączyły mi sie wspomnienia, jak bardzo bym chciała tam wrócić! :)

  • katarzyna

    A co to jest Tiger Temple? Piękna podróż. Marzę o takiej!

    • No tak, nie napisałam, o co chodzi… Tiger Temple to miejsce, gdzie trzymają tygrysy, żeby turyści mogli sobie z nimi zrobić zdjęcie i pogłaskać. Można sobie wybrać, czy chce się wejść do dorosłego osobnika czy do tygrysiątek.

      • Nina

        Boze slyszysz i nie grzmisz. Ludzie, nie odwiedzajcie takich miejsc! Wasz egoizm nie powinien sie karmic cierpieniem innych istot!!

      • Nino, przeczytaj proszę ze zrozumieniem tekst, który komentujesz.

      • Nina

        Slow szkoda Kasiu na to, co w tym artykule zaprezentowalas
        Mam tylko nadzieje, ze przemyslisz raz jeszcze swoje podejscie
        Ci ludzie, ktorym zaplacilas za wstep do parku i watpliwe atrakcje, katuja zwierzeta „za kulisami”. Oczywiscie wiedza o tym, ze turysta z Zachodu potrzebuje uspokojenia sumienia, wiec wciskaja te kity, ktore tu nam wszystkim opisalas. Rzekome „spontaniczne” reakcje sloni typu oblanie turysty woda, sa wyuczone i okupione bolem i upokorzeniem zwierzecia. Maja dac ci przekonanie, ze to kawalek ich nieskazonej natury wlasnie widzisz i jej doswiadczasz. Bujda na resorach, abre los ojos.

  • Jej, ta świątynia jest wprost cudowna! Marzę o wyjeździe do Tajlandii. Po skończeniu studiów to będzie chyba jedno z pierwszych miejsc, w które się udam! ;)
    PS. Kurs gotowania to fajna sprawa. Czy była możliwość zrobienia na przykład wegetariańskiego jedzenia?

    • Oczywiście! Jeśli jesteś wegetarianką, to zamiast kurczaka i krewetek używasz tofu, a sos rybny zamieniasz na sos sojowy. Jedna z dziewczyn w grupie była wegetarianką i nie miała żadnego problemu.

  • Jej, ta świątynia jest wprost cudowna! Marzę o wyjeździe do Tajlandii. Po skończeniu studiów to będzie chyba jedno z pierwszych miejsc, w które się udam! ;)
    PS. Kurs gotowania to fajna sprawa. Zdecydowanie przydałyby mi się takie zajęcia ;) Czy była możliwość zrobienia na przykład wegetariańskiego jedzenia?

  • red muse

    marzę o takim wyjeździe a po Twoim poście poczułam się jakbym była na miejscu, rewelacja!

  • Szacuun za własne zdanie na temat Tiger i wyrażanie go publiczne- szkoda, że tak mało ludzi ma świadomość jak traktuje sie tam zwierzaki dla turystów- odrywa się od matek, itd, podobnie niestety „łamie się” słonie dla zabawy turystów a także do pracy. Wkurzająco smutne- podróżowanie świadome- to powinien być kolejny trend na blogach, aby szerzyć edukację dokąd się jedzie i jak wyglądaja atrakcje dla turystów od kulis- ile cierpienia i krwi to kosztuje :(

    • Grzegorz Przytocki

      Tygryski cierpią, ale kurczaczki do zupy wskakują z własnej nieprzymuszonej woli. Nie bardzo rozumiem takie podejście.

  • Aube

    Jeśli chodzi o słonie, to wybrałam się w Chiang Mai do Baan Chang Elephant Park, gdyż szukałam miejsca gdzie nie będzie pokazywania żadnych sztuczek a na słoniach jeździ się na oklep. Czytałam wiele o tym jak słonie są przyuczane do wykonywania sztuczek – zazwyczaj karaniem hakami zamiast nagradzaniem sztuczkami, więc nie chciałam zwiększać zainteresowania takimi usługami. A co do siedziska to też obiło mi się o oczy, że wypaczają one słoniom kręgosłup bo są umiejscowione w nieodpowiednim dla nich miejscu (to jakby dla konia kłaść siodło na zadzie) więc zdecydowałam się na miejsce gdzie jakby co mnie będzie bardziej boleć ;-) I bolało, bo w takim rozkroku dawno nie podróżowałam jednak nie trzęsło tak bardzo jak bym się spodziewała -siedząc zaraz za uszami i steruje słoniem za pomocą stóp frajda była niesamowita. I na koniec mieliśmy szansę samodzielnie słonie umyć, więc za jazdę się odwdzięczaliśmy.
    Co do tygrysów, to też miałam mieszanie uczucia. Myśmy akurat wybrali się do Tiger Kingdom. Mieliśmy sporo czasu czekając na swoją kolej (wpuszczano do nich tylko parę osób na raz i raz na 3 godziny zmieniano wybieg na których wpuszczają ludzi) więc mogłam je poobserwować. Słyszałam wielokrotnie, że tygrysy są w takich miejscach narkotyzowane i szukałam wszelkich oznak naćpanych kotów i mogę powiedzieć, że tu ich nie znalazłam. Tygrysy były leniwe, bo jak każde koty nie ruszają się jak nie muszą. Ale jak się pojawił ktoś z japiącym pekińczykiem to zdecydowanie pokazały, że czujność zachowują i trochę trenerom zajęło odciąganie ich uwagi od potencjalnego posiłku …

    Generalnie miałam dylemat moralny czy odwiedzać te miejsca wogóle i napędzać turystyczny popyt na tego rodzaju miejsca, które skutkują powstawaniem katowni. Stąd, czytają dużo wcześniej, zdecydowałam się na te dwa miejsca – które zajmują się ratowaniem zwierząt od pracy przymusowej, jak w przypadku Baan Changa lub rozrodem gatunku zagrożonego, jak w przypadku Tiger Kingdom. I mając świadomość, że te zwierzęta nigdy nie będą w stanie żyć dziko, moje pieniądze będą tym co pozwoli je utrzymać.

    • Nie wiem jak w Tiger Kingdom, ale w Tiger Temple widziałam nieludzko zmęczone małe tygryski, którym pod pyszczki ukradkiem podkładano szmatki czymś nasączone, żeby nie spały, tylko grzecznie pozowały do zdjęć. Widziałam na zapleczu maleńkie klatki ze starszymi tygrysami i lwami, w których był beton na podłodze i blaszany stół. Też nie sądzę, żeby tygrysy były szczególnie narkotyzowane, ale jeśli tak ma wyglądać ratowanie gatunku, to nie mam słów…

      • Aube

        A więc potwierdziłaś o Tiger Temple co o tym miejscu pisali. W Tiger Kingdom tygrysy miały wybiegi z trawą, basenem i drewnianymi podestami na wielu poziomach gdzie mogły się położyć, do zabawy kokosy. Do małych akurat trafiliśmy tuż przed porą karmienia więc były bardzo pobudzone i skore do zabawy. Starsze tygrysy które akurat nie były z odwiedzającymi były rozsądnych rozmiarów klatkach,ale z otwartym wyjściem na wybieg, ale widać było, że wolą być w klatkach gdzie była woda i cień. A te które były z ludźmi dostawały małe kawałeczki kurczaka aby podnosiły głowy do zdjęć, więc nie było to chyba dla nich nieprzyjemne.

      • Kinga

        Aube, napiszesz coś więcej o wizycie w Baan Chang Elephant Park? Zajrzałam na ich stronę, wydaje się ok ale chętnie przeczytam coś od osoby, która tam była. Chyba się zdecyduję na wyjazd do Tajlandii:)

  • Piękne, szczególnie świątynia to jest naprawdę niesamowita część świata…

  • Kasiu uwielbiam Twoje fotki i realcje z podrozy. Nie wiem jak Ty to robisz, ze za kazdym razem piszesz genialne posty, a ja co tydzien nie moge sobie odmowic i wrzucam cos z Twojego bloga w moich linkach tygodnia. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Notesy mnie urzekły! Miałabym naprawdę duży problem z wyborem :)

  • Pingback: Co warto zobaczyć w Paryżu plus kilka dobrych linków. - WordPress()

  • Pingback: Co warto zobaczyć w Paryżu plus kilka dobrych linków. | VADEMECUM BLOGERA()

  • Pingback: Chiang Rai: White Temple, Golden Triangle i wioska Long Neck | Objechać świat()

  • goscwarszawa

    Niestety z przykrością oglądam zdjęcia z Twojej wycieczki. Nie rozumiem czemu oburzyło Cię traktowanie tygrysów, a skorzystałaś z usług obozów, które wykorzystują w okropny sposób słonie- chyba oczywiste jest, że nie robią tego na oczach płacących im turystów… Nie trzeba robić wielkiego researchu w internecie, aby dowiedzieć się jak ludzie ci „łamią” duszę słonia, aby się im podporządkował. Słoń jest jednym z najinteligentniejszych i rozwiniętych społecznie zwierząt, który cierpi żyjąc w niewoli – często widoczne jest ich bujanie na boki, który świadczy o zaburzeniach psychicznych, zachowanie takie można zauważyć tylko u tych trzymanych w niewoli. Obszernie opisywany w internecie zabieg Phajaan, któremu poddawane są najmłodsze słonie w celu zapobiegania ich buntu, nie jest tajemnicą, jest to fakt, który dostępny jest każdemu czytelnikowi, który zechce się więcej dowiedzieć przed wycieczką do takiego miejsca. Czy widok słonia w nienaturalnej pozycji, do której był siłą zmuszany, a który z uśmiechem uwieczniłaś na zdjęciu naprawdę nie mówi wiele? Zachęcam do solidniejszej lektury i głębszej refleksji przed kolejną podróżą, która wcale nie musi wspierać tak okrutnych miejsc jak to, a wręcz przeciwnie można odwiedzić wspaniałe fundacje, które wykupują maltretowane w ten sposób przez wiele lat słonie, aby spędziły swe ostatnie lata na wolności. I takie działanie warto wspierać. To jest moim zdaniem piękne w podróżowaniu.

  • Pingback: Kurczak po tajsku z orzechami nerkowca - Simplicite()

  • AnetaNieZajac

    Ciekawa opinia. Ja miałam odwrotnie – byłam w Tiger Kingdom w Chiang Mai, bo tak to było moje największe marzenie dotknąć tygrysa. Byłam też w elephant camp. To po kolei. Naczytałam się strasznie dużo o tym, że tygrysy są naćpane i bite. Te, z którymi ja się bawiłam były tak nieposłuszne nikomu, tak żywotne, że ciężko mi uwierzyć, by były czymś faszerowane. Nie widziałam też nic, co mogłoby wskazywać, że są bite. Tak, pan który wchodził z nami na wybieg miał patyk, ale raczej machał nim, żeby zwrócić uwagę tygrysa, gdy ktoś robił zdjęcie. Byłam zaraz po otwarciu, może dlatego mam inne jakieś wrażenia, bo tam praktycznie nie było ludzi, a zwierzęta robiły, co chciały. Jednak dalej to są zwierzęta w klatce… i to mi przeszkadza. Tłumaczenie, że są tam przywożone, żeby przeżyły mnie jakoś nie przekonuje, nie wierzę w to itd.

    Co ciekawe rozmawiałam z ludźmi, którzy pojechali do Tiger Temple w Kanchanamburi i mieli już zupełnie odwrotne zdanie do mojego. Koty były ospałe, przyprowadzane do ludzi w upale itd. tam faktycznie wyglądały jak naćpane. Z kolei Tiger Kingdom na Phuket obserwowałam tylko na fotkach, ale już po nich widać jak bardzo różni się od tego w Chiang Mai. Tam turystom wolno było dotykać głowy kota, kłaść mu się na brzuchu itp. To mnie bardzo niepokoi. W Chiang Mai wszystko na co pozwalali, to dotykania tyłu tygrysa i absolutnie nie wolno było się zbliżać do niego poza linią tylnych łap, więc jak to działa? Niby to samo miejsce, a zupełnie inne zasady.

    Co do słoni – przejechałam się, ale tak jak piszesz nic aż tak fajnego, by warto było to robić. Za to weszliśmy ze słoniami do rzeki i to była jedyna naprawdę fajna część tej „przejażdzki”, bo słoń oblewał nas wodą z trąby i zrzucił z pleców, kiedy miał na to ochotę. Wtedy miałam jakieś poczucie, że robi co chce. Poza rzeką jakoś tak mi źle z tym było, że ma łańcuch, że nie ma zbyt wiele miejsca dla siebie. Moje słonie nic nie podnosiły, nie robiły żadnych sztuczek itd. ale nie było to warte tyle, ile sądziłam, że będzie.

    A najgorsze wrażenie w tej okolicy zrobiły na mnie „długie szyje”. To dopiero był dramat… nie w turystycznym sensie, ale wtedy tak. Byłam zażenowana, zła na siebie i świat, że tam poszłam. Niestety…

  • Nina

    Slonie to mądre i inteligentne zwierzęta. Szkoda, ze skorzystałaś z tej wątpliwej atrakcji i dałaś zarobić tym potworm ludzkim, które z dzikich, pięknych zwierząt robią cyrk, szkoda, że przyłożyłaś sie swoimi odwiedzinami i oplatami to kontynuowania tego haniebnego procederu. Gdybym nie wiedziala, po tytule, ze to blog osoby dążącej do rownowagi wewnętrzej, pomyłsłabym, ze to blog luksusowej, rozpieszczonej sybarytki. Jak dla mnie, zadna z Ciebie minimalistka, budowanie minimalistycznej szafy to jeszcze nie wenwterzna skromnosc. Trafilam na blog przypadkiem, jakas ksiegarnia reklamuje Twoja ksiazke, zajrzalam z ciekawosci, nie kupie jej, jestes po prostu niewiarygodna.

    • Nino, każdy ma prawo do swojej opinii, chociaż jest ona powierzchowna i krzywdząca. Ja jednak wyłącznie rzetelnie opisałam to, co widziałam osobiście, na własne oczy. Nie ma to nic wspólnego z minimalizmem i moją w tym względzie wiarygodnością.

      • Nina

        Skoro każdy ma prawo do swojej opinii, dlaczego wciąż mnie banujesz – dlatego, że mam odmienną opinię od Twojej?

      • Gdybym Cię zbanowała, nie mogłabyś przecież zostawić tego komentarza :).

      • nina

        Niestety moje dłuższe wypowiedzi się nie pojawiają choć próbowałam kilka razy je zostawić. OK, mam chociaż nadzieję, że TY przeczytasz podlinkowane artykuły, jeśli moje słowa Cie nie przekonały co do tego, że tym, co zrobiłas, przyczyniłaś się do cierpienia dzikich zwierząt.
        pozdrawiam

  • Nina

    Wiesz, tak naprawdę plakac mi sie chce, gdy ogladam uwlaczajace naturze tych dzikich zwierzat zrobione przez Ciebie zdjecia. To są DZIKIE!!!! zwierzeta. Dzikie, nie oswojone jak konie czy psy. Chcialabym zobaczyc, jak w naturze wsiadasz na takiego slonia… wstyd. Pomyslalas, zastanowilas sie, w jaki sposob ci ludzie sklaniaja te DZIKIE zwierzeta do uleglosci, do malowania obrazkow? Czy to jest ich NATURALNE zachowanie? Czy tak sie zachowuja SLONIE W NATURZE? Czy moze ma to cos wspolnego z cyrkiem? Czy jestes na tyle naiwna, ze sadzisz, ze taki „przewodnik: przyzna sie, powie, JAK tak naprawde pracuje sie z takim zwierzetami? JAK sie je sklania do nienaturalnych zachowan? Jeszcze raz wstyd, ze robisz takie rzeczy i jeszcze je propagujesz.

    • No cóż, nie zgadzam się z Tobą do końca. Słonie w Azji od wieli, wielu lat są oswajane przez człowieka i używane dokładnie do takiej samej pracy, jak konie w Europie. A jednak jakoś nie widzimy nic złego w jeździe konnej, prawda? Co nie oznacza i nie daje absolutnie przyzwolenia na krzywdzenie. Czasami warto zobaczyć sprawę w szerszej perspektywie.

      • Nina

        Witaj Kasiu
        gdzie zniknely moje wczorajsze odpowiedzi na Twoje odpowiedzi i zalaczone linki do artykulow?

      • Nino, na blogu ustawiona jest moderacja na linki zewnętrzne z uwagi na bardzo dużą liczbę spamerskich komentarzy umieszczanych automatycznie.

      • Nina

        Niech to zdjęcie z portalu WWF będzie odpowiedzią

      • Magdalena Dudzik

        Porównanie do jazdy konnej chyba jednak trochę nietrafione, choćby dlatego ze slonie znacznie przewyższają konie inteligencją, wrażliwoscią, stopniem skomplikowania relacji rodzinnych i stadnych itp i dlatego łatwiej je skrzywdzić. Mnie też się Twój wpis wydaje naiwny. W zasadzie wszędzie gdzie człowiek zamieszał w naturze wykorzystując w ten czy inny sposób zwierzęta dzieje im się większa lub mniejsza krzywda, bo to stwarza ogromne pole do nadużyć. A że zwierzęta nie potrafią się poskarżyć a dla ludzi biznes to biznes to liczenie na to że jak czegos nie widać jak na dłoni to tego nie ma jest dość naiwne.
        Gratuluję fajnego bloga ale w tym temacie nie dziwią mnie emocje Niny. Pozdrawiam.

      • Równie inteligentne jak słonie, jeśli nie bardziej są delfiny, a jednak nie mamy nic przeciwko, żeby pracowały dla człowieka np. w trakcie terapii dzieci niepełnosprawnych (z ogromnymi sukcesami, zresztą). Prawie tak samo inteligentne jak słonie są psy, ale jednak korzystamy z ich pracy (psy przewodniki, psy pracujące w policji czy w służbach celnych), nie wspominając o wyjątkowo inteligentnych szczurach. Jeśli to, co piszę jest naiwne, to Twoja opinia jest lekką hipokryzją, niestety.

  • Janina

    To ogromna szkoda, że wpisy takie jak Twój propagują korzystanie z tak wątpliwych atrakcji jak obozy dla słoni. Ich występy, malowanie przez nie obrazów itp. zawsze obarczone wyczerpującą, często brutalną tresurą, i ich cierpieniem. Każdy przewodnik w takim miejscu zapewnia, że słoniom nie dzieje się krzywda, pracują tylko kilka godzin i są dobrze traktowane. Szkoda, że ślepo dałaś się zwieść takim zapewnieniom i teraz swoim wpisem przekonujesz inne osoby, że korzystanie z miejsc tego typu jest w porządku.