Pułapka niekupowania czyli Minimalistka idzie na zakupy

Kupiłam sobie granatową marynarkę. Właściwie uszyłam na miarę. W Tajlandii. Szukałam takiej od dawna, potrzebowałam, ale nie kupiłam, ponieważ… wpadłam w pułapkę niekupowania.

 

Nie wiem, jak to możliwe, ale kiedyś mogłam biegać po centrach handlowych nawet kilka godzin bez przerwy. I bez śladu zmęczenia. Odwyk zakupowy i zmiana przyzwyczajeń w tym względzie sprawiły, że przestawiło mi się w głowie o 180 stopni. Zakupy mnie męczą. O ile z przyjemnością zdarza mi się wyszukać dla Was jakąś perełkę (zwłaszcza, gdy dysponuję dobrym kodem rabatowym, wtedy informacja ląduje na Facebook’u), to zakupy dla siebie są coraz trudniejsze.

 

Oczywiście, to dotyczy wszystkich materialnych rzeczy, które można kupić, ale ponieważ jest to przykład zawsze najbardziej nośny, skupię się na ubraniach. Mam w szafie czerwoną marynarkę. Całkiem niezłą, stałym Czytelniczkom Szafy Minimalistki zapewne doskonale znaną. Wybrałam tą marynarkę do zimowej capsule wardrobę, ponieważ w moim zawodzie prawnika dobra marynarka często się przydaje. Jeśli mnie pamięć nie myli, a zaraz to jeszcze potwierdzę, nie włożyłam jej ani razu. Sprawdziłam, wisi na wieszaku od lata zeszłego roku, gdy to miałam ją na sobie dosłownie dwa razy. Powód? Nie lubię jej. Noszenie tej marynarki nie sprawia mi przyjemności i zawsze, gdy tylko mam jakikolwiek, choć zgniły wybór, zostawiam ją na wieszaku.

 

Jednocześnie, łapię się na myśli, że granatowa byłaby dużo lepsza. Bardziej uniwersalna, bardziej pasująca. Bardziej elegancka. Lepiej wyglądająca. Ale przez wiele miesięcy jej nie kupuję, nawet nie szukam, ponieważ przecież mam już jedną. Co z tego, że czerwona. 

 

Podobną sytuację mam z wieloma rzeczami. Jeszcze się nadają do noszenia, ale ich nie ubieram, ponieważ przestałam je lubić, przestały pasować do mojego wieku, aktualnej sytuacji zawodowej i obowiązków, jakie mam teraz. Mam również wiele rzeczy, które zwyczajnie się zużyły. Trudno mi się z nimi pożegnać, ponieważ je lubię, ale już naprawdę, ale to naprawdę pora, żeby je zastąpić. W swoim minimalizmie na chwilę zapomniałam, że to przedmioty mają służyć mi, a nie ja mam być ich niewolnikiem. Nie tylko można uzależnić się od kupowania, ale od niekupowania również.

 

Dlatego uprzedzam, że tej wiosny Minimalistka idzie na zakupy. Mam ustalony budżet. Określone potrzeby. Powstała lista zakupów. Wpisałam je sobie do kalendarza ;). Idą drobne zmiany i nawet się na nie cieszę.

 

Czy w ogóle i w jakie zakupowe pułapki zdarzało się Wam wpadać?

 

Dziękuję, że jesteś. Pozostańmy w kontakcie:

Simplicite Newsletter
zawsze unikatowe treści, bonusowe materiały, poradniki zakupowe i konkursy

 

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Zosia

    Zakupowy perfekcjonizm – moja zmora :) . Kiedy potrzebuję konkretnej rzeczy zaczynam ją sobie wyobrażać ze wszystkimi niezbędnymi szczegółami i oczywiście nigdzie nie mogę takiej znaleźć. Z reguły kończy się to tym, że zrezygnowana zadowalam się tym co jest dostępne albo szlag mnie trafia i nie kupuję wcale ;) Najchętniej wszystkie rzeczy zamawiałabym u krawcowej, gdyby tylko to tyle nie kosztowało… ;)

  • Ja też odzwyczaiłam się od kupowania …. i też muszę się wybrać na zakupy. Staram się jednak za bardzo w głowie nie wymyślać jak ma wyglądać moja marynarka (chociaż trochę tak – czarna, nie za długa, nie za krótka, z kołnierzem, bez zamków, dobrze układająca się na sylwetce). Ciekawe czy uda mi się ją znaleźć… Pozdrawiam!

  • Ewka

    Jedna marynarka? Wow 😊 ja sie ostatnio zakochałam w marynarkach i to granatowych. W ogóle zakochałam się w granatowym. U mnie sprawa wygląda nieco inaczej bo dwa lata temu zmienił mi się styl i powoli uzupełniam moją szafę. Mam koralową marynarkę i podobnie noszę ją sporadycznie bo jej nie lubię. Kupiłam ją jakieś 3 lata temu bo potrzebowałam marynarki. Potem wpadla biala w paski, rok potem jedna lekka granatowa i druga mniej oficjalna też granatowa. Teraz na wyprzedaży kupiłam wełnianą w prążek oczywiście granatową. Ostatnio weszłam na stronę sklepu i już na oku mam 2 granatowe i jedną niebieską. Dodam, że we wszystkich chodzę. Czy to nie szaleństwo?
    Ze wszystkich tych rzeczy jestem zadowolona i we wszystkich chodzę. Chciałabym stworzyć klasyczną szafę ale wiem, że co za dużo granatowych marynarek to nie zdrowo.
    P.s. też pracuję jako prawnik ale w małej firmie więc mam je gdzie nosić. Bardzo lubię też koszule. Koszulki mam tylko na mega upały.

    • Ola

      A gdzie kupujesz marynarki?

    • Olga

      Ja mam dużo marynarek i w różnych kolorach :) Dwie czarne, ciemnoszara, z jasnoszarego dresu, granatowa, kobaltowa, miętowa i pudrowy róż. Wszystkie w użyciu bo wszystkie na różne sezony. Fakt część jest jeszcze poliestrowa ale noszę je póki sie nei zużyją bo wsystkie uwielbiam :)

  • Marta J

    A ja jestem bardzo ciekawa tej nowej granatowej marynarki szytej na zamówienie w Tajlandii. Warto? Nie warto? Strata czasu, czy strzał w 10??? jaki materiał, skład, wykończenie? No i oczywiście jestem ciekawa nowej listy zakupowej:) proszę, zdradz na co polujesz w najbliższym czasie:)

    • Pokaże ją, więc sama ocenisz, ale ja jestem bardzo zadowolona. Świetnie dopasowana, tkaninę wybrałam sama, to wełna z domieszką kaszmiru, piękna. Wykończenie również bardzo ładne, dobrze odszyta, dokładnie tak, jak chciałam. Ubieram ją z przyjemnością. Listę pewnie pokażę w najbliższym czasie :).

      • Marta J

        O Ooo brzmi fantastycznie! Już się nie mogę doczekać kolejnego wpisu! Pozdrawiam:)

  • Sandra

    Żebyś się nie zdziwiła na tych zakupach! Ja ostatnio miałam w planach wielkie łowy – na liście zakupów chyba z 10 pozycji (przy minimalistycznym trybie życia ubrania niszczą się w zastraszającym tempie). Skończyło się na tym, że nie kupiłam absolutnie nic, oprócz bielizny, którą wybłagałam u pani w Triumphie „czy ma pani, proszę, coś bez poliestru?!” Niestety, w pozostałych sklepach już tak dobrze nie było. A nauczyłam się, że jakość przede wszystkim o tego będę się trzymać choćby nie wiem co! :)

  • Kalina

    Cześć, czy mogłabyś pokazać jak wygląda marynarka, którą uszyłaś sobie w Tajlandii? Pozdrawiam, Kalina.

  • Magda

    Kasiu, z nieba mi spadł Twój post! Naszło mnie na fuksjową torebkę- bo ja fuksję darzę miłością wielką tylko hmm… do tej pory nic nie kupiłam w tym kolorze :D

    No i tak się waham całe dziś! Czytając o Twojej czerwonej marynarce oczyma wyobraźni widziałam swoją torebkę upychaną w głąb szafy (gdzie po okresie fascynacji pewnie pozostanie na stałe).

    Zauważyłam również, że długie niekupowanie powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu :) Zanim kupię jakąś rzecz to tysiąc razy ją oglądam i przymierzam. I pod wpływem Twojego bloga, wszystkich zawartych tu rad i wskazówek, przestałam zwracać uwagę na akryle i poliestry. Nie ma ich, ja ich nie widzę. Jak jest ładne i poliestrowe to nawet nie rozważam, tylko wychodzę ze sklepu :) Taki mały sukces.

    • mai

      Odkad czytam bloga tez zaczelam inaczej patrzec na swoja szafe. Dzielnie od 2 tyg kolezana z pracy tobi mi zdjecie i pozniej je analizuje i wyciagam wnioski. Ale mialo byc o torebce☺bardzo lubie fuksje i mam kilka ubran w tym kolorze. Radzilabym Ci przeanalizowac swoja garderobe i zastanowic sie do jak wielu zestawow ubran , bedziesz mogla ja nosic. Jesli masz duzo ubran w kolorze czarnym , szarym bialym czy granatowym , a do tego kurtke czy plaszcz tez w tych kolorach , to kupilabym ta torebke. Bedzie swietnie podkreslac i przelamywac Twoj wizerunek. Doda Ci wyrazistosci i takiego pazura. Dodatkowo nie jest to rzecz ktora masz ze soba caly czas , kak np bluzka , wiec nie przytloczy Cie. Tak to sobie wydedukowalam 😊

      • Olga

        Bardzo polecam fuksjową torebkę. Bardzo porządne skórzane można kupić za około 100zł na Allegro :) Moja letnia torebka. Świetnie komponuje sie z bielą, szarościa, jeansem, kobatlem i czernią ale też z khaki i i pudrowym różem :)

      • Magda

        Dziewczyny, ale mnie zaskoczyłyście! :) Dziękuję za odpowiedzi!

        Chyba się zdecyduję, czasem brakuje mi mocnego akcentu w szafie (a ubrania faktycznie mam białe, szare, czarne, beżowe).

        Pozostawię sobie teraz odrobinę luksusu i będę wybrzydzać szukając- bo tę, co sobie upatrzyłam zrobiono ze skóry licowej. A może skuszę się na skórę saffiano, jeżeli znajdę idealną. O ile na czarnym licu jakoś chyba można zamaskować ewentualne zabrudzenia, czy przetarcia, to nie wiem, jak rzecz się ma z fuksją… :)

  • Anna S-B

    Ostatnio zrobiłam naprawdę spore zakupy, ale nie było innego wyjścia. Przeprowadziłam się ponad rok temu, klimat inny, obowiązki inne i nagle coś, co było moim uniformem przez lata, w ogóle nie pasowało do niczego :( Poszalałam, ale wybrałam dobre jakościowo produkty, zajęło mi sporo czasu znalezienie ich w przystępnych cenach, ale było warto. Naturalne, jasne ( to dla mnie nowość ) kolory, całe pasujące do siebie zestawy sweter-koszula (też nowość ) okazały się strzałem w 10! Noszę je z ogromną przyjemnością, i wiem, że na pewno nie będą leżeć w kącie. I zgadzam się, kolorowe, wystrzałowe rzeczy są cudowne, ale potem i tak przegrywają z jakąś neutralną klasyką ;) Dziękuję za wszystkie inspiracje :) dzięki Tobie pokochałam szary a kremowemu kolorowi dałam szansę ;)

  • W mojej szafie brakuje mi naprawdę wielu rzeczy. Ale też wpadłam w pułapkę niekupowania i po wielu zakupionych bublach ciężko mi wybrać się na zakupy. Myślę sobie – po co, skoro pewnie znów nie znajdę nic odpowiedniego. Zimowych butów szukałam tak długo, aż zima się skończyła. :(
    Chciałabym zobaczyć Twoją zakupową listę i marynarkę. Tej części garderoby też szukam, :) Ale musi być idealna, a to jest trudne do zrealizowania kryterium.
    Pozdrawiam! :)

  • Maya

    Moją największą pułapką zakupową było kupowanie czegoś innego niż zwykle, czyli nie w moim stylu :P albo czegoś nie do końca w moim kolorze – ze względu na dobrą jakość i krój. Te rzeczy do niczego mi nie pasowały i wylądowały w torbie do oddania. Wczoraj na wyprzedaży kupiłam 3 rzeczy w bardzo korzystnych cenach: czarne skórzane kozaki, granatową sukienkę i granatową parkę. Mam nadzieję, że to nie będą zmarnowane pieniądze :P Granatowy kolor dominuje w mojej szafie. Na wiosnę/lato muszę kupić jakieś bluzki do pracy, sandały i klasyczne czarne baleriny.

  • Ja od stycznia nie kupiłam ani jednej rzeczy, jeśli chodzi o garderobę. Postawiam sobie ban do końca kwietnia…Chcę doprowadzić sylwetkę do porządku, oszczędzić, a następnie z dumą udać się na zakupy. O dziwo, już wiem co chcę kupić, więc chyba coś mi się na stare lata zmienia w sposobie myślenia;)))

  • Mam podobnie, od jakiegoś czasu zakupy są dla mnie męczące i troszkę z niechęcią wchodzę do sklepów odzieżowych… Powodzenia na zakupach i czekam na nowości! :)

  • Oj ja wpadlam w taka pulapke niekupowania, bo skoro od kilku lat siedze w domu na wychowawczym i nie pracuje, to czy mam prawo kupic sobie cos nowego. Moja odpowiedz byla nie. I od ponad 5 lat nic nowego nie kupilam. A teraz wracam do pracy i nie mam co na siebie wlozyc. Doslownie, bo wszystkie ciuchy albo sa powycierane, dziurawe, porozciagane, nie mam w czym isc do ludzi. Jakbym przez ostatnie 5 lat mieszkala na bezludnej wyspie. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • O rany, mam dokładnie tak samo. Tylko chyba powód mam inny, bo nigdy nie przyszło mi do głowy, że mogę nie zasługiwać na nowe ciuchy. Po prostu uważałam, że skoro wystarczają mi te co mam to po co mi nowe. Jednak przyjrzałam się sobie ostatnio w lustrze i okazało się, że chodzę w dziurawych ubraniach! Chyba powinnam coś jednak kupić :)

  • Krystyna Szlezak

    Coś w tym jest, ja przez ostatnie 2 lata byłam słownie 4 razy na zakupach ciuchowych, prawie rok myślałam o kupnie prostych czarnych spodni ( tez prawniczy dress code, przydałyby się) ale ich nie kupowałam, bo przecież miałam granatowe (noszę, ale średnio lubię), bezowe (trochę sztywny materiał) i tweedowe (szybko tracą kształt), w końcu w styczniu zmusiłam się do zakupów, kupiłam bardzo fajne w zarze, które mogłabym nosić non stop 😄

  • Tak bardzo przestałam kupować, że teraz trudno mi zacząć. Czasem nawet wchodzę do sklepu, wybieram coś, przymierzam i… wychodzę. Tłumaczę się sama przed sobą różnymi rzeczami, głównie tym, że miałam sobie zaplanować dokładnie to, co chcę mieć w szafie i potem dokładnie to kupić, a jeszcze tego planu nie mam, więc nie wiem, czy dana rzecz w ogóle będzie na mojej liście. A jeśli nie, to co z nią potem zrobię? :) Nie chcę mieć nic czego nie chcę mieć, co nie pasuje do mojej wizji szafy idealnej. Chociaż jeszcze nie wiem jak ta szafa dokładnie ma wyglądać :) Na razie żyję z coraz mniejszą ilością rzeczy, wszystkie mieszczą się w jednej szufladzie, dwóch półkach i 10 wieszakach. Nie chodzę w co najmniej połowie. Ale boje się, że jak pozbędę się tych także, to już nie zostanie nic. Czy jestem w pułapce??

    • Olga, ale źle Ci z tym, że masz tak mało? Jeśli nie masz potrzeby kupić konkretnej rzeczy, to przecież w porządku. U mnie jest ten kłopot, że potrzeba obiektywnie jest, ale odsuwałam ją długo i wpadłam w pułapkę.

      • Och z niekupowaniem jest mi cudownie. Ale gorzej z tym, że zaczynam wygladać jak menel, bo wszystkie ubrania mam stare, czasem nawet dziurawe :) hahaha. Najgorsze, że do tego stopnia mi z tym jest ok, że przestałam się przejmować jak widzą to ludzie. Wszystko mi jedno :) Jednak obiektywnie rzecz biorąc, szafę powinnam odświeżyć. Bo co jakiś czas znajduję się w sytuacji jakiegoś większego wyjścia albo chociażby śniegu pod nogami – a ja bez butów :) I ciągle sobie powtarzam: zabiorę się za to. Już z rok co najmniej :)

      • Agata

        Znam to z własnego doświadczenia. Ja się nawet tłumaczę sama przed sobą, że „wcale nie wyglądam jak menel tylko jestem wyluzowana” :D. Trudno tu o obiektywną prawdę ale w głębi duszy wiem, że wolałabym ubierać się ładniej. Dla samej siebie. Żeby tylko ciuchy chciały się same pojawić w szafie – bez szukania i podejmowania decyzji o kupnie.

  • Ten tekst daje do myślenia, bo w sumie jednym z celów minimalizmu jest upraszczanie, eliminowanie zbędnych rzeczy i czynności. A jednak może doprowadzić do straty czasu na ciągłe szukanie rzeczy idealnych. To tak jak bycie perfekcjonistą – ciągłe poprawianie prezentacji, artykułu, swojej pracy, a 80% doskonałości, które jest w użyciu, jest lepsze niż czas spędzony na 20% i przesuwanie w nieskończoność użycia. Pozdrawiam

    • patti

      Ja właśnie tak mam – godzinami przeszukuję sieć w poszukiwaniu np. wełnianej marynarki, w nadziei że w końcu się trafi. A że wełnianych marynarek dla kobiet prawie nie ma (a jak są, to potwornie drogie), odchodzę od komputera rozgoryczona. Następnego wieczoru to samo. A minimalizm miał mi przecież ułatwić życie, a nie zżerać czas, który mogłam poświęcić na coś rozwijającego lub chociaż przyjemnego.

      • Agata

        Mam tak samo – aż wstyd się przyznać jak wiele czasu poświęcam na przeglądanie internetu w poszukiwaniu ideału, najlepiej takiego do 200zł (he he he, dobre sobie). Masa otwartych zakładek, zmarnowanego czasu – w końcu i tak niczego nie kupuję. Efektem jest mieszanka rozczarowania z jakimś niezdrowym poczuciem dumy z tego że nic nie kupiłam. Paradoks – zwłaszcza, że ubrań mam bardzo mało a już takich, które lubię to dosłownie 5 sztuk.

      • patti

        …i z niezdrowym poczuciem wyższości nad tymi, co kupują poliester i akryl :-/

      • Joanna K.

        Ja również poszukiwałam marynarek z wełny-może nie w 100% bo takie są koszmarnie drogie, ale żeby przynajmniej połowa składu to była wełna. Znalazłam je w sklepie Massimo Dutti. Osobiście uważam, że mają wygórowane ceny, a z jakością bywa bardzo różnie. Żeby się nie zrujnować czekałam na wyprzedaże i się doczekałam. Kupiłam 3 bardzo porządne marynarki wełniane (ok 60-70% wełny) za mniej niż 200 zł. A ponieważ wszystkie marynarki z tego sklepu w rozmiarze 38 są na mnie dobre, więc czatowałam na stronie internetowej aż pojawią się rozmiary i tym sposobem mam w swojej szafie to czego szukałam.

        A tak na marginesie odkąd odkryłam właściwości wełny – staram się kupować jak najwięcej rzeczy z tego materiału. Jest po prostu cudowny.

        Na zalando kupiłam też ostatnio płaszcz przejściowy z 75% wełny za … 150 zł. Był przeceniony z 500 zł przez jakiś tydzień a później wrócił do normalnej ceny.

        Warto śledzić w sklepach internetowych konkretne modele, ponieważ ich ceny często ulegają zmianie.

        Żeby nie było tak pięknie, to od wielu miesięcy nie mogę znaleźć czarnych cygaretek…

      • patti

        Popieram Twój entuzjazm do wełny, Joanno K. Ja też mam wełnianą marynarkę z Massimo Dutti (granatową), teraz poluję na szarą stamtąd. Znając jednak moje szczęście, gdy tylko zacznie się wyprzedaż nie będzie już mojego rozmiaru i całe polowania trzeba będzie zacząć od nowa. Dlatego waham się, czy nie odżałować i nie kupić za cenę regularną. Jeśli chodzi o skład materiałów z massimo, to naprawdę odbiegają na korzyść od innych, choć jak się weźmie rzeczy do ręki i pomaca, to już tak różowo nie jest.

      • Joanna K.

        Zgadzam się z Tobą co do oceny materiałów z massimo. Często kiedy się widzi tkaninę na żywo nie wygląda ciekawie, czuć jakąś sztuczność i bylejakość. Aczkolwiek na marynarkach się nie zawiodłam nigdy. Chyba wiem o jakiej szarej marynarce mówisz:) też bardzo mi się podoba. Obserwując moje marynarki w szafie, i to ile lat noszę niektóre z nich, stwierdzam, że czasem warto odżałować te pieniądze, bo korzyść z posiadania pewnych rzeczy, szczególnie typu basic jest nieoceniona.

      • patti

        Masz rację, też o tym pomyślałam, że taką marynarkę parę lat ponoszę, więc koszty się rozkłożą. A co do czarnych cygaretek, sprawdź w Simple (warto zajrzeć do zakładek Sale i Outlet). Obok spodni z poliestru, mają również sporo wełnianych. Uwaga – rozmiarówka zawyżona.

      • Ja mam na oku spodnie z szarej wełny i też się nie mogę zdecydować. Cena nie jest zbyt zachęcająca :). Ale wełna.

      • patti

        Na Twoim miejscu uszyłabym na miarę w Tajlandii :) (marynarka przepiękna! aż mam ochotę wsiadać w samolot i zamawiać :)) Uważam, że swoimi wyborami zakupowymi powinnyśmy pokazywać firmom ubraniowym, że zależy nam na jakości. Sama sprawdziłam, że na stoiskach męskich składy są dużo lepsze (np. swetrów w H&M). Może jeśli choć garstka z nas (kobiet) będzie stawiała na jakość, a nie ilość, powstanie dla tej garstki nisza ubrań lepszej jakości za trochę rozsądniejszą cenę…

    • Masz dużo racji, ale mi chodziło o coś trochę innego. Bardziej o to, że w niekupowaniu tak dalece przesuwam granicę, że nagle nie kupuję nawet, gdy obiektywnie coś jest mi potrzebne, nie jest wcale zachcianką. A na wartościową rzecz warto poczekać, byle nie wpadać w obsesję notorycznego szukania, wtedy będzie tak, ja @disqus_1CffSzNfmy:disqus napisała poniżej.

      • Riverina

        Ile czasu trzeba przeznaczyć na odwyk od kupowania? Mam tyle rzeczy ( i to we właściwym rozmiarze), ze mogłabym przez cały rok ubierać coś innego, a oczywiście używam pewnie z 30 rzeczy góra, w tym ciągle tej samej torby i moze z 5 par butów. reszta się kurzy i zapominam, co mam. Kupiłam 2 dni temu 2 garsonki granat i szarą ze spodniami i oczywiście pasuje mi do nich ze 20 bluzek i topów, ale w sklepie widziałam zieloną w żywym kolorze w kwiaty i oczywiście ciagle walczę z sobą, zeby po nia nie pojechać. Pasuje do obu marynarek, ale do niczego więcej. Nie wiem, jak sobie przetłumaczyć, ze wydawanie ok 2 tys miesiecznie i oddawanie worów do kontnerów to zupełnie bez sensu. Policzyłąm swoja szafę i samych małych czarnych mam 8, marynarki po min 2 we wszystkich kolorach poza żółą i khaki, bo te oddałam… Czytam ten blog od kilku miesięcy i podoba mi się idea minimalizmu, uważam ją za najsłuszniejszą na świecie, ale nie mam pojęcia , jak ograniczyć te manię zakupów. Myślę, ze brak mi mojego własnego stylu i podobają mi się prawie wszystkie propozycje z blogów modowych, jak coś fajnego zobaczę, momentalnie zamawiam lub kupuję.

      • Riverina, przeczytaj „Slow fashion” Joanny Glogazy.

      • Riverina

        Dzięki, A swoją drogą miło Cię znów spotkać Ewo od szybkiej przemiany :).
        Trafiłam kiedyś na Slow Fashion, jakoś mnie nie zainteresował, ale wrócę do niego.

      • Ubolewam, że już nie zaglądasz do mnie :-)

      • Riverina

        Zaglądam ;)

      • Riverina, obawiam się, że moja odpowiedź może Ci się nie spodobać :). Jeśli chcesz przestać kupować, po prostu przestań. Naprawdę. Od teraz. Podejmij decyzję, że nie kupujesz od dziś, choćby przez miesiąc. I trzymaj się obietnicy złożonej samej sobie. Bo jeśli sama sobie nie możesz zaufać, to komu możesz?

        A w kwestii stylu odsyłam też do ostatniego tekstu: https://simplicite.pl/slow-fashion-w-praktyce-jak-znalezc-swoj-styl/.

      • Riverina

        Kasiu, pewnie, ze mi się nie podoba Twoja rada :(. Zwłaszcza, ze na świeta lecę do Londynu, spodziewam się tam kompletnej klęski finansowej.
        Ale poważnie to muszę znaleźć jakąs silną motywację do rezygnacji z zakupów.

      • Ale poważnie, każda motywacja płynąca z zewnątrz (np. odkładanie na wakacje, zamiast kupienia marynarki) będzie przydatna, ale finalnie może okazać się niewystarczająca. Motywacja płynąca z wewnątrz jest zawsze najskuteczniejsza, ale to wymaga szczerości wobec samego siebie.

      • Riverina

        Niestety… wiadomo, ze zwykle jest cos zamiast…Kupię w tym Londynie tylko 1 rzecz. Ciekawe, czy to się uda. Spróbuję sobie zaufać. Dzięki.

      • Makala

        Skądś to znam :-) odwyk od zakupów można zacząć od analizy i wglądu we własne potrzeby. Co dają nam ubrania, po co chcę coś mieć, jakie potrzeby są wtedy zaspokajane… Może potrzebuję zaopiekowania przytulenia towarzystwa albo mam kompleksy i nadrabiam wyglądem albo potrzebuję nagrody za coś żeby poczuć wyróżnienie. Może w życiu wciąż na coś czekam a zakupy są od ręki i natychmiast…. Wiele pytań trzeba sobie zadać. Jeśli się trafi na swój słaby punkt wtedy praca nad nim zadziała jak dźwignia do przemiany a chęć zakupowania sama zniknie lub zmaleje. Ograniczanie na siłę kupowania powoduje tylko efekt jojo i nie zwalcza przyczyny.

      • Riverina

        Ponad tydzień nic sobie nie kupiłam. Takze znacznie mniej czasu spędziłam na stronach sklepów internetowych, z rozmysłu, zeby nic mnie nie kusiło. Zobaczymy, czy uda się wytrwać kolejny tydzień i jak to zadziała- jak odwyk czy jojo? Głeboko zastanowiłam sie nad przyczynami, oczywiscie w kontekscie uzależnień i na pewno coś z tego, o czym sugerujesz jest na rzeczy. Bo normalnie nikt nie ma aż tylu potrzeb. Na razie jestem z siebie niesamowicie dumna.

  • Monika

    Przepraszam, że piszę nie na temat, mam jednak pytanie. Czy możesz polecić (lub któraś z czytelniczek?) sklep z eleganckimi sukienkami dla dziewczynek? Nie satysfakcjonują mnie sukienki z sieciówek, chcę kupić coś eleganckiego dla córki, takiego na okazję i mam z tym dużo problem. Córka ma 9 lat. Nie jest już maluszkiem i nie lubi bajkowych wzorów, tiulowych spódniczek itp a jednocześnie jej dziecięca figura nie pasuje na sukienki szyte dla nastolatek. Nie wiem gdzie szukać. Będę wdzięczna za wskazówki lub link.

    • Moniko, niestety, osobiście niewiele Ci mogę pomóc. Może któraś z Czytelniczek coś podpowie?

    • Poszukaj w Zalando, bardzo duży wybór, jak coś nie podpasuje, to odsyłasz za darmo (kurier zabiera od Cebie z domu).

  • Pingback: Puffa poleca: Internety #1 | Puffa()

  • Natalia Browarska

    Jakbym czytała o sobie ! Też mam taką wisząca czerwoną marynarkę. Niby wszystko z nią ok ale jednak jej unikam. Mi marzy się taka w odcieniu złamanej bieli o kroju smokingowym. A problem jest ten sam… Po co mi drugą marynarką skoro tej pierwszej prawie nie noszę ?
    Przelamałam się ostatnio z niekupowaniem. Kupiłam skórzane botki na obcasie. Mimo że była to miłość od pierwszego wejrzenia strasznie żałowałam spontanicznie podjętej decyzji. Myślałam, że nie potrzebne mi są takie buty bo przecież na codzień biegam w płaskich… Okazało się, że … z wysokimi notkami nie potrafię się rozstać i cały dzień w nich jest całkiem przyjemny ;)
    Teraz tylko muszę zmienić podejście w kwestii małej czarnej, czarnych rurek i czarnych szpilek, które niby mam w szafie ale jednak nie są już takie jak powinny być.

  • Rozsądne zakupy od niedawna zagościły i u mnie. Łapie sie na tym, że przeglądając sklepowe wieszaki myślę „po co mi to właściwie?!” . Pomaga też metoda przesłania sie z pomysłem – wtedy najcześciej juz nie wracam po „upatrzony” ciuch i pieniądze zostają w portfelu :-)

  • Żaneta Wojtyna

    U mnie długie niekupowanie skutkuje tym, że idąc w końcu na zakupy nie potrafię nic znaleźć. Mam listę rzeczy do kupienia, ale gdy wchodzę do sklepu rzadko kiedy coś kupuję, gdyż staram się by produkt w jak największej mierze odpowiadał oczekiwaniom z listy. I tak moja szafa od dłuższego czasu świeci pustami bo chociaż muszę ją uzupełnić to ciągle spotyka mnie rozczarowanie w sklepach…

  • Lidia Kućmierz

    Bardzo, bardzo zgadzam się z tym tekstem. Minimalizm jest przecież drogą do życia bardziej świadomego. Jak tylko znajduję w sklepie to, czego szukałam długo najczęściej kupuję. Wszystkie przypadki kiedy nie kupiłam są dla mnie wspomnieniem straconej okazji. Na szczęście jestem wybredna i rzadko spotykam w sklepie ubranie perfekcyjne ;)

  • Mam podobnie. Trzymam w swojej szafie ciuchy, które już dawno powinny wylądować w worku na śmieci. Albo takie, które pięknie wyglądały na mnie jakiś rozmiar temu. Trzymam je, bo lubię, bo ciężko mi się z nimi rozstać. A poza tym wydałam na nie tyle pieniędzy… Wraz z mężem mamy ograniczone możliwości finansowe. Stać nas na sporo rzeczy, bez przesady, ale staramy się ograniczać wydatki, jeśli coś nie jest nam mega potrzebne. I w końcu okazuje się, że w mojej szafie mam zaledwie kilka rzeczy, które lubię, w które się mieszczę i w których chodzę na co dzień. Bo mogłam kupić sobie coś nowego, ale tego nie zrobiłam. Od jakiegoś czasu jednak mam trochę łatwiej, bo w potrzebie jest moja młodsza siostra. Mama nie nadąża z kupowaniem jej ciuchów, a te, w które ja się nie mieszczę, na nią są idealne. Tak więc powoli rozstaję się z bluzkami, które choć śliczne, już nie są dla mnie. Ze spodniami, w których nie mogę zapiąć guzika. Rzeczy zużyte wyrzucam, powoli, ale jednak. I będę musiała wybrać się na giełdę – to miejsce, gdzie lubię robić zakupy ciuchowe. Galerii nie znoszę.

  • Też muszę sobie stworzyć taką listę! :)

  • Kasiu, zmieniasz sie, zmieniają sie twoje potrzeby. Wywal ta czerwona marynarkę i kup sobie granatową! Sama trzymalam czerwona (całkowity przypadek) koszulkę tylko dlatego, zeby ‚miec cos w zapasie’, w rezultacie nie założyłam jej w 2015 ani razu. Nie lubiłam jej, ani koloru ani kroju. W końcu ja wywaliłam i kupiłam na jej miejsce zwykla biala. Jest duzo, dużo lepiej! Myslę, ze nie tylko u mnie proces pozbywania sie rzeczy jest jeszcze nieskończony ;) Krzepiące, że nie jestem sama!

  • Pingback: Szafa Minimalistki w wersji capsule wardrobe. Zima 2015/16. Tydzień 8 - Simplicite()

  • Nie znoszę kupowania ciuchów! Po 3 sklepach mam wrażenie ze w każdym jest to samo i nic mi nie odpowiada. Dlatego kupuję przez internet. Wymyślam sobie kolor, fason etc i szukam w sieci. Co ciekawe kupowanie ubrań dzieciakom lubię.

  • Wiem o czym piszesz:)
    Ale to dobrze, wygląda na to, że faktycznie dojrzałaś i potrzebujesz zakupów. Ja mam podobnie, choć z funduszami różnie ;)
    Ale to może dobrze, że mam taki trochę przymusowy odwyk, bo zrobiłam się wybredna i moje rzadkie zakupy sa bardzo trafione zazwyczaj:)

  • Justyna Z

    Jak widać w każdej kwestii musimy pilnować, aby nie popadać z jednej skrajności w drugą :) Ale tak, wiem, że „łatwo powiedzieć: :)

    Ja również od jakiegoś czasu interesuję się tematyką minimalizmu, a raczej racjonalizmu – dlatego Twój Kasiu blog bardzo mi odpowiada :) Postępy poczyniłam duże, ale ciągle zdarzają mi się wpadki. Wyrzuciłam kilka worków starych ciuchów (niektóre jeszcze z LO, a jestem po 30), uzbierałabym jeszcze dodatkowe jeden lub dwa wory, ale chyba muszę do tego dojrzeć…Natury chomika nie da się tak łatwo okiełznać… Poza tym u mnie najgorsze jest to, że lubię czasem i po długim czasie wracać do starych ubrań – zwłaszcza tych klasycznych – dlatego brak mi pewności w wyrzucaniu takich, nawet długo nieużywanych… Zakupy też mocno ograniczyłam, i faktycznie, muszę przyznać, że po „odwyku” coraz mniej rzeczy mi się podoba. Kiedyś potrafiłam znaleźć coś (niby) fajnego kilka razy w tygodniu. Teraz mam wrażenie, że nic mi się nie podoba, ale z raz lub dwa razy w miesiącu zdarzy mi się kupić cokolwiek „na głodzie”. I tak duży sukces! Dobrze, że chociaż trafność tych „wykroczeń” się poprawiła i większość tych rzeczy staje się moimi ulubionymi :)

    Z ostatnio popełnionych grzechów to: klasyczna czarna sukienka z Simple na urodziny (od dawna marzyła mi się jakaś rzecz tej firmy), skórzane sztylbety, granatowe rurki dźinsowe. Wszystkie dodane do kategorii ulubionych.

    Inna rzecz, że mam również tendencję do „oszczędzania” – najlepsze rzeczy zostawiam na lepsze okazje (skąd my to znamy…), a donaszam te już lekko zużyte rzeczy (bo przecież jeszcze się nadają…). Ile razy już obiecałam sobie, że z tym kończę… i nadal klops ;/

  • makate

    Och, ja mam tego typu problem do jakiegoś czasu. Po pierwsze – rzeczy, które się zużyły i powinnam mieć coś nowego. Niekoniecznie takiego samego, ale jeśli w ostatnim tygodniu na dwóch moich koszulkach odnalazłam miniaturowe dziurki, to chyba znaczy że naprawdę już na nie czas ;) a nie pamiętam kiedy ostatni raz kupiłam jakąś bluzkę i od pewnego czasu odczuwam ten brak. Druga kategoria to z kolei rzeczy, których nie mam, ale przymierzam się do nich od wielu miesięcy. Powiedzmy że po wielu poszukiwaniach wiem już, że właśnie taką a taką torbę chcę kupić, znalazłam miejsce, idealny kolor, formę – ale nie kupuję, bo…. no właśnie, tak bardzo chcę dokonać dobrego wyboru, tak bardzo obawiam się wyrzucenia pieniędzy na zły zakup, że to mnie ogromnie hamuje. Trochę też przeraża cena – bo niby wiem, że od dawna nie kupiłam torby i że nie kupie zaraz kolejnej…. ale jednak ta kasa!
    Widzę że wpadłam w pułapkę poszukiwania rzeczy absolutnie idealnej, a że z natury jestem typem wszystko rozważającym to podjęcie decyzji że „to jest właśnie to” staje się ogromnym problemem. Jestem tak dumna z wyrzucenia rzeczy których nie lubię nosić, że przeraża mnie kupno czegoś, co może za rok stać się niechciane. Ale to bez sensu, bo mój styl ciągle się kształtuje i pewne zmiany na pewno się wydarzą – nie będą jednak aż tak straszne jak to sobie wyobrażam. No i dopóki nie ponoszę danej rzeczy, nie będę wiedziała jak ostatecznie się sprawdzi. A skoro od kilku miesięcy jestem prawie pewna że to będzie super…. to chyba ostatnim krokiem do przekonania siebie może być tylko używanie. To znaczy żadna skrajność nie jest dobra – w czymś muszę chodzić i tak jak napisałaś: to ubrania mają mi służyć.
    Kasiu, czekam na porady jak wyjść z impasu :)

  • Marta Re

    Chyba doskonale i jak nikt inny Ciebie rozumiem. I nie jest to u mnie kwestia sknerstwa, nie umiejętności wydania pieniędzy na swoje potrzeby tylko według mnie tzw ” dojrzenia do zakupu” odczekania w czasie i określenia czy ta potrzeba jest realną potrzebą czy nie. Zresztą przy nadmiarze jaki jest w sklepach i ogólnemu trendowi notorycznych okazji mam świadomość, że mogę to kupić w każdej chwili.

  • Agnieszka

    Jestem uzależniona od zakupów. … chciałabym ograniczyc kupowanie i nie ulegać pokusom. Głównym powodem nadmiernego kupowania jest fakt, że obecnie miałam na to mnóstwo czasu ( byłam na dłuższym zwolnieniu lekarskim), a tak styczeń jak i luty jest miesiącem, kiedy okazji nie brakuje. Ehhhh… swoją szafę końcem roku przeorganizowalam w kierunku klasyki i minimalizmu.Stworzyła tzw. Bazę dzięki której teraz mam się w co ubrać :)
    Granatowa marynarka super na Tobie leży! Widać, że bedzie to perełka w Twojej szafie. Sama nie kupuje marynarek, również szyję u krawca, podobnie jak płaszcze i kurtki. Lubie dobre materiały i ubrania dopasowane do mojej sylwetki ( nie za długie, nie za krótkie i nie za obcisłe ), a że nie mam figury modelki każdą rzecz praktycznie musze albo skrócić albo zwęża. … Jako córka krawcowej i synowa krawca mam fachowców, którym mogę zaufać.

  • Też się męczę na zakupach;-)Pisałam, właśnie ostatnio na blogu Doroty Zalepy, że nie jestem typową kobietą bo mimo, że lubię dobrze wyglądać, to kupować już nie :) Właśnie, dlatego często wybieram zakupy przez internet.

  • Moją pułapką są spódnice i sukienki – nie noszę ich prawie wcale, ale jakoś nie potrafię się ich pozbyć, bo zawsze myślę sobie, że będzie mi ich brakować, zwłaszcza latem (a potem i tak cały sezon chodzę w spodenkach). Z kolei marynarek mam sporo i jedną z moich ulubionych jest krwiście czerwona :) A co do kupowania i nie kupowania to jakiś czas temu odkrłam imprezy swap i teraz tylko czekam od jednej do drugiej i na potęgę wymieniam się ubraniami, które z jakiś powodów przestałam lubić albo mi się znudziły. W ciągu ostatnich kilku miesięcy kupuję właściwie wyłącznie spodnie, buty i torebki, bo mam w tym zakresie bardzo konkretny gust i nie chcę iść na ustępstwa, cała reszta nowości w garderobie pochodzi z czyjejś szafy :) Czasem są to prawdziwe odkrycia, czasem rzeczy, których bym nie kupiła, ale fajnie, że je mam, a te nietrafione wymieniam przy kolejnej okazji!

    • kawa

      Co do spódnic, to mam tak samo, tylko ze spodniami. Co z tego, że danej pary nie miałam na sobie od kilku lat, przecież za parę lat może jednak okaże się, że jest mi bardzo potrzebna, więc nie mogę się jej pozbyć :D

  • Mam chyba podobne odczucia co Ty odnośnie mojej szafy. Doszłam do takiego stanu, że mam odpowiednią – by się wydawało – ilość ubrań. Ale w ferworze walki zabrakło mi kilku podstawowych ciuchów: t-shirty, zwykłe jednokolorowe bluzki, dobrej jakości wygodne spodnie (na spacer z dziećmi, po domu). I dopiero niedawno odważyłam się poczynić zakup, bez poczucia winy. Potrzebowałam, więc mam, bez spiny. I to dobrej, polskiej jakości, w dodatku z polskiej równiez bawełny! Prawda, że cięzko zdobyć?