Pragnienia a Potrzeby

potrzeby-pragnienia

Pragniemy i potrzebujemy w życiu wielu rzeczy. Materialnych i niematerialnych. Często, gdy piszę o ograniczaniu stanu posiadania, jest to dla wielu osób bardzo kuszące, zdają sobie sprawę z korzyści, ale jakoś tak ciężko się powstrzymać przed kupowaniem. Mówi się, że świadomość to połowa drogi do sukcesu. Dziś chciałabym się więc zająć uświadamianiem, w jaki sposób działa nasz mózg :).

 

Zacznę od trywialnego przykładu. „Potrzebuję nowych butów na wiosnę”*, mówię sobie. Stare już się lekko przetarły, nie wyglądają najlepiej, a i głupio tak przecież 3 rok chodzić w tych samych butach. Czy kupienie tych butów to faktycznie potrzeba czy jedynie pragnienie?

 

Potrzebuję czy pragnę?

Do niedawna nie rozróżniałam tych dwóch pojęć, były dla mnie tożsame. Ostatnio przeczytana książka** uświadomiła mi różnicę. Zasadniczą różnicę. W gruncie rzeczy człowiek ma niewiele prawdziwych, pierwotnych potrzeb. Musimy oddychać, jeść, pić i mieć co na siebie zarzucić, żeby okryć się przed chłodem. To naprawdę wszystko. To jedyne prawdziwe, biologiczne potrzeby każdego człowieka. A co z resztą? Co z potrzebą bezpieczeństwa, potrzebą kochania i bycia kochanym, potrzebą bycia szanowanym, potrzebnym, potrzebą szczęśliwego, komfortowego życia, potrzebą posiadania przedmiotów, które te potrzeby zaspokoją? Otóż, według rozróżnienia to wszystko są pragnienia, które sami przekształciliśmy w potrzeby. I bardzo z tego powodu cierpimy. Bo niezaspokojone potrzeby rodzą smutek, frustrację, poczucie porażki i niezadowolenia, prowadzą do chorób, w tym depresji.

 

Wracając do mojego przykładu. Jak mam rozróżnić, czy chęć kupienia nowych butów to jedynie pragnienie czy potrzeba? To dość proste. Wystarczy wyobrazić sobie, co będę czuła, gdy tych butów nie kupię. Lub gdy kupię, ale je nagle utracę (bo mi ukradną, albo pies mi zje :)).

  1. POTRZEBA = Muszę kupić te buty, bo jak znowu będę musiała chodzić w tych samych to będzie mi głupio, będę wyglądać jak fleja, a co w pracy dziewczyny sobie pomyślą?!
  2. PRAGNIENIE = Byłoby fajnie, gdybym kupiła te buty, są piękne, ale jeśli nie będzie mnie stać, to trudno, nadal będę zadowolona z siebie, a w starych wyglądam super.

 Widać różnicę? To trochę jak muszę, a mogę

 

Pragnienia minimalisty.

Często zarzuca się minimalistom, że ograniczając swoje pragnienia, zamykają sobie drogę do marzeń czy też szczęśliwego życia. Bo przecież fajnie jest wyskoczyć do galerii i raz na jakiś czas kupić sobie coś ładnego. No pewnie, że fajnie :). Jeśli tylko nadal jest to w sferze pragnień, nie potrzeb. Jeśli NIE idąc na zakupy (bo np. nie masz pieniędzy) nadal czujesz się dobrze sama ze sobą, to wszystko jest super. Gorzej, gdy bez kupienia nowych butów jest Ci źle, smutno, czujesz się gorsza, mniej zadbana. Lub odwrotnie, po prostu musisz coś sobie kupić, bo miałaś gorszy dzień. Tu powinna Ci się zapalić w głowie ostrzegawcza lampka? Czy czasami nie przykładasz zbyt dużej wagi do czegoś tak błahego, jak nowa para butów…?

 

Sztuczne potrzeby.

Zdaję sobie sprawę, że przykład przeze mnie wybrany jest banalny, ale prawdziwy. Ten sam mechanizm przekładamy niestety na dużo ważniejsze dla nas kwestie. Cienka granica pomiędzy pragnieniem, a potrzebą występuje również w odniesieniu do potrzeb/pragnień niematerialnych. Jeśli nadamy pragnieniom zbyt duże znaczenie, zaczną nas niszczyć. Bo pragnienia dostarczają nam przyjemność, radość, a potrzeby, niezależnie od tego, czy je zaspokoimy czy nie, będą powodować zaburzenia emocjonalne. Stąd nadmierny perfekcjonizm, niepewność, lęk, poczucie przegranej, niezadowolenie.

Muszę to zrobić najlepiej, albo wcale!

Wszystko musi się ułożyć tak, jak sobie wymyśliłam/łem.

Chcę odnieść sukces.

Muszę się z kimś związać.

Brzmi znajomo?

 

Dlatego staram się trzymać swoje pragnienia w ryzach. Chcę mniej. Pragnę, żeby pewne rzeczy się wydarzyły, ale jeśli tak się nie stanie, to trudno. Nie będę przez to gorsza czy mniej wartościowa. Pamiętacie, startowaliśmy w konkursie Blog Roku. Nie udało się przejść do kolejnego etapu. Czy to znaczy, że mój blog jest zły i powinnam rzucić go w cholerę? Skądże :). Z drugiej strony, kupiliśmy wczoraj nowy samochód. Czy to znaczy, że „sprzedałam” swoje minimalistyczne wartości? Też nie. Fajnie jest kupić bardziej komfortowy samochód, ale gdyby nie było mnie na niego stać, to bym go nie kupiła. Moje życie nie stałoby się przez to gorsze. Taka świadomość daje ogromny komfort, w obie strony. 

 

Ten tekst jest kontynuacją wpisu Chcieć mniej.

c.d.n.

 

* zamiast butów możesz wstawić cokolwiek innego :)

** Twój umysł na detoksie Rafaela Santandreu

  

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, to pozostańmy proszę w kontakcie:

 

→ Zapisz się do Simplicite Newslettera. Zyskasz m.in. priorytetowy dostęp do nowych tekstów, zanim pojawią się na blogu, możliwość uczestniczenia w „bez-zadaniowych” konkursach oraz Planer Szafy Minimalistki.

→ Polub na fanpage na Facebooku lub profil na Bloglovin. Zyskasz bieżący dostęp do wszystkich aktualności.

→ Simplicite możesz śledzić też na Instagramie. Znajdziesz tu dużo z mojego bieżącego życia i sporo zdjęć kawy ;).  

 

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Almondcake

    Bardzo mądrze napisane, ja na razie jestem niestety na etapie powtarzania sobie „nie potrzebuję tego” – chciałabym kiedyś wiedzieć to bez wmawiania sobie ;)

  • Marta Re

    Najważniejsze jest oddzielenie właśnie tego co naprawdę jest nam potrzebne od tego co jest naszym kaprysem i wymysłem czyli rzeczą nie do końca potrzebną.

    • Michał Stolarczyk

      Problem w tym, że nie ma takiej ostrej i obiektywnej granicy :D

  • kinga

    Świetny, dający do myślenia tekst.

  • To, co umieściłaś w definicji potrzeby, mi wydaje się być pragnieniem. Jest związane z akceptacją (być może wyimaginowaną, koleżanki pewnie i tak nie zwracają uwagi na to, co masz na sobie. I nie liczą Ci ile razy z rzędu ubierzesz daną rzecz ;)) Całą zimę przechodziłam w jednej parze butów (może ze trzy razy ubrałam inną parę) i sama nie pomyślałam, ze ktoś mógł źle na to patrzeć. Wiem wiem, trochę się czepiam, w końcu to tylko przykład, ale zupełnie mi tu nie pasuje.

    Co do pragnień – od trzech miesięcy przymierzam się do zakupu palety do makijażu, jednak ciągle to odkładam, bo to ‚dziewczyńskie bzdury’ i obawiam się wyrzutów sumienia ;) (mój przelicznik – przecież za to można było kupić 0,2 dobrego obiektywu!) Zachcianki lubię spełniać w nagrodę za dobrze wykonaną pracę. Jak dobrze pójdzie, kupię tę paletę w połowie marca. Jak zasłużę ;)

    • Zobacz, kłopot w tym, że ja inaczej (tylko na potrzeby tego tekstu) zdefiniowałam słowa potrzeba i pragnienie. To, co piszesz, jest oczywiście prawdą, ale zakłada, że pragnienie to coś trywialnego, a potrzeba to coś ważnego. A ja definiuje je zupełnie inaczej, choć chyba zbyt słabo to podkreśliłam.

      • Być może czegoś nie zrozumiałam, ale starałam się przeczytać w skupieniu . Chodzi mi dokładnie o ten moment, kiedy piszesz pragnienie=, potrzeba=, a potem porównujesz porównujesz to do ‚muszę’ i ‚mogę’. Dla mnie to dwa ‚mogę’. Dobra, już za bardzo wchodzę w definiowanie słówek, przepraszam ;))

      • Aha, w tym sensie! Ok, rozumiem. Dlatego napisałam „to trochę” jak muszę i mogę. Zdaję cobie sprawę, że to duże uproszczenie. I można mieć przecież inne odczucie. Pozdrawiam!

  • Yvonne

    Kasiu, artykuł super, ALE. Jest jedna rzecz, z którą nie mogę się zgodzić. ” Co z potrzebą bezpieczeństwa, potrzebą kochania i bycia kochanym, potrzebą bycia szanowanym, potrzebnym, potrzebą szczęśliwego, komfortowego życia, potrzebą posiadania przedmiotów, które te potrzeby zaspokoją?”
    Każdy człowiek składa się z ciała (i ono ma swoje potrzeby) oraz z duszy (psychika, emocje, pamięć). wszystkie potrzeby, które wymieniłaś oprócz ostatniej to są właśnie potrzeby duszy. Niezaspokajanie tych pragnień rodzi między innymi frustarcję, ale co gorsze: wypacza naszą psychikę. Jeśli zaniedbamy ciało, możemy doprowadzić je do „kalectwa”, niewłaściwego działania.Jeśli zaniedbamy duszę, doprowadzimy do dysfunkcji naszej psychiki, co będzie utrudniało nam normalne funkcjonowanie ze sobą i z innymi. Jestem osobą twardo stąpającą po ziemi, ogarniętą, stawiającą sobie realne cele i nie przywiązaną jakoś mocno do przedmiotów i miejsc. Ale nawet ja miałam w swoim zyciu moment, kiedy sięgnęłam po pomoc psychologa, żeby pomoc sobie uzdrowić emocje, wspomnienia (a przecież nie pochodzę z rodziny definiowanej naukowo jako patologiczna). Nie przeszłam całej terapii, przeszłam tyle, ile potrzebowałam, i uwierz mi zaczęłam być świadoma potrzeb mojej duszy i wiem, jak mogę je zaspokajać w zdrowy sposób, nie rekompensując sobie tego niczym np. kompulsywnym kupowaniem. Zaczęłam mieć większą kontrolę nad swoim życiem i zaczęłam być szczęśliwa, bo umiem w zdrowy sposób zaspokajać swoje psychiczne potrzeby.

    • Zgadzam się z tym, że miłość, bezpieczeństwo i akceptacja to absolutnie podstawowe potrzeby i nie można tego mieszać z „zachciankowymi” pragnieniami ;)

    • Niedobrze. Twój komentarz oznacza, że nie do końca wyjaśniłam, co mam na myśli. Zobacz, nigdzie nie napisałam, że te potrzeby (w znanym tego słowa znaczeniu) nie są ważne. One są oczywiście ważne, ale ja właśnie twierdzę, że są to pragnienia, nie potrzeby.

      W tym tekście nadałam słowom „potrzeba” i „pragnienie” nieco inne znaczenie, niż używane dotychczasowo. Spróbujmy inaczej. Zamiast potrzeba użyjmy „wariant 1”, a zamiast pragnienie „wariant 2” i weźmy na przykład chęć kochania i bycia kochanym.
      W wariancie 1 powiem: „muszę mieć kogoś, kto mnie kocha i kogo ja kocham, w przeciwnym razie moje życie będzie smutne i bez wartości”
      W wariancie 2 powiem: „chcę kochać i być kochanym, ale jeśli nikogo właściwego nie spotkam, to nadal mogę wieść dobre życie”.
      Który wariant wydaje się być „zdrowszy?

      Pragnienia duszy są ważne, ale jeśli nadamy im zbyt duże znaczenie (jeśli będą potrzebami, nie pragnieniami – wg mojej definicji), to prowadzić to będzie do frustracji, o których piszesz.

      • Michał Stolarczyk

        Czy to oznacza, że:

        potrzeba to coś, co bezwzględnie muszę
        pragnienie to coś co chce, ale mogę z tego zrezygnować

    • Daria

      Odnioslam podobne wrazenie – ze Kasia nie wszystko przemyslala i pewne kwestie potraktowala powierzchownie.
      Czytajac mialam w glowie piramide Maslowa.

      • Dario, dla mnie to bardzo poważny zarzut. Szkoda, że go nie uargumentowałaś, mogłabym się wtedy do niego odnieść. W tej chwili nie pozostaje mi nic innego, jak napisać, że absolutnie każdy tekst jest przeze mnie bardzo starannie przemyślany.

      • Daria

        Kasiu, wybacz, nie chcialam Cie urazic.
        Juz sie tlumacze. Chodzi o to, ze Twoj blog jest poczytny i znaczacy, a to oznacza, ze masz wladze nad czytelnikami. Dla wielu jestes zrodlem inspiracji, a sa i tacy, ktorzy traktuja Cie jak guru absolutne. To zobowiazuje.
        Wierze, ze ten wpis poprzedzily przemyslenia – to nie podlega dyskusji. Ale obawiam sie, ze wszystko, co napisalas, oparlas o swoje wlasne odczucia i doswiadczenia. Nie podparlas sie podstawowa wiedza psychologiczna. A fakt jest taki, ze niezaspokojenie jakichkolwiek potrzeb prowadzi do dysfunkcji.
        Byc moze jest to tylko kwestia nazewnictwa (a Ty wybralas wlasnie takie) ale wlasnie w zwiazku z nim calosc jest w moich oczach zdyskwalifikowana.
        Nie znam ksiazki, ktora sie posilkowalas, wyglada jednak na to, ze autor chcial maksymalnie uproscic zagadnienie, wiec wszystko, co nie jest zwiazane z fizjologia uznal za fanaberie. Ja sie z tym nie zgadzam. O ile rozumiem, ze kupno n-tej pary butow z cala pewnoscia podstawowa potrzeba nie jest, o tyle nie miesci mi sie w glowie, jak ktokolwiek moglby uznac potrzebe przynaleznosci, poczucia bezpieczenstwa i bycia kochanym za zbytek!
        Mam nadzieje, ze zrozumiesz moj punkt widzenia. Byc moze pokusisz sie nawet o ponowne zastanowienie sie nad niektorymi punktami (np. czy naprawde jest Ci wszystko jedno, gdy poklocisz sie z przyjaciolka, lub MM? moglabys z nich w swoim zyciu zrezygnowac? bylabys wciaz szczesliwa?)…
        Pozdrawiam Cie serdecznie.

      • Daria, zobacz, nigdzie nie napisałam, że potrzeba „przynależności, poczucia bezpieczeństwa i bycia kochanym” jest zbytkiem, albo że jest nieważna. To bardzo zero-jedynkowe. Uważam natomiast, że zdarza się, że przykładamy do tych potrzeb zbyt dużą wagę. A w istocie są to pragnienia, ważne pragnienia, ale nadal pragnienia. Piszę to z pełną odpowiedzialnością, jest to przemyślane i poparte moimi dotychczasowymi doświadczeniami życiowymi.

        Oczywiście, że nie jest mi wszystko jedno, gdy pokłócę się z MM, ale wiem też, że jeśli tak by się złożyło (z jakiejkolwiek przyczyny), że byśmy się rozstali, to nadal mogę prowadzić szczęśliwe życie. I to nie oznacza wcale, że go nie kocham lub kocham za mało. W naszym społeczeństwie gloryfikuje się mit Romea i Julii, nadaje się tym potrzebom zbyt dużą wagę, co prowadzi do wypaczeń, patologicznej zazdrości w związku (jak już się zaspokoi potrzebę miłości) lub do poczucia beznadziejności w życiu (gdy nie można jej zaspokoić).

        Pragnienie miłości, przynależności są ważne i naturalnym jest, że dążymy do ich zaspokojenia. Istotne jednak, co się z nami dzieje, gdy nie możemy ich zaspokoić. Jaka wtedy jest nasza reakcja? Jeśli zdrowa, to oznacza, że w gruncie rzeczy było to pragnienie (wg mojej definicji), jeśli jednak jej niezaspokojenie prowadzi do przesadzonej reakcji („wpadam w depresję, bo on mnie już nie kocha”), to moim zdaniem oznacza, że nadaliśmy pragnieniu zbyt dużą wagę w życiu.

        Pozdrawiam serdecznie!

      • Michał Stolarczyk

        Problem jaki widzę, polega na tym, że ani „pragnienie” ani „potrzeba” nie zostały w żaden sposób zdefiniowane. Zostały określone poprzez przykłady, ale nie została wyciągnięta ich istota.

        W związku z tym cała dalsza dyskusja rozbija się o definicję.

        Przychodzi mi dodatkowo do głowy, że polutuje tutaj popularny, choć fałszywy i ostry podział na potrzeby ciała (biologiczne) oddzielone od psychicznych, jakby psychika była oderwana od ciała.

        Potrzebę bezpieczeństwa uznać można np za taką samą potrzebę biologiczną jak głód.
        Jesteś głodny, bo jeśli nie czułbyś, że musisz coś zjeść i nie zjadł to po 20-40 dniach być umarł.
        Czujesz się zagrożony, bo jeśli byś się zagrożony nie czuł (jeśli cofniemy się do czasów prehistorycznych) to stałbyś na otwartej równinie przez cały dzień i umarłbyś z przegrzania albo zjadłby Cię lew :)

        Odnośnie potrzeby miłości – były takie badania (dodam, że była to obserwacja sytuacji zastanej, a nie celowy eksperyment), że noworodki zostawione bez opieki matki i w ogóle bez takiej opieki emocjonalnej bym powiedział popadały w depresję i wiele z nich umierało, choć ani nikt ich nie głodził, ani nie umierały z brudu, ani nic ich nie pożerało itd.

        Suma sumarum – o ile podział na pragnienia i potrzeby jest bardzo ważny i potrzebny, o tyle ten konkretny podział niestety, ale:

        – jest nieprecyzyjny,
        – oparty o niewłaściwe założenia,
        – sprzeczny z wiedzą psychologiczną,
        – de facto gubi swoją wartość, który mógłby mieć

        Na pewno dobrym pomysłem, jest propozycja paru osób, aby napisać nowy tekst na ten temat rozbudowując obecny.
        Chyba, że argumentacja podana pod tym wpisem Cię absolutnie nie przekonuje, no to wtedy nie ma to sensu :)

      • Michał Stolarczyk

        Wydaje mi się, że zarzut jaki stawia Daria jest ten sam, który wcześniej opisała Yvonne

      • Michał Stolarczyk

        Zwracam tylko uwagę, aby piramidy Maslowa nie traktować jakoś szczególnie poważnie. Jest to pewna koncepcja psychologiczna. Jedna z wielu.

        Jej siła polega głównie na tym, że jest popularna i prosta, jednak nie ma zbyt silnego wsparcia, a wręcz nawet są przeciwko niej argumenty wskazujące, że nie opisuje ona rzeczywistości.

  • Rozumiem ideę stojącą za tekstem, ale nie do końca mieści się ona dla mnie w opozycji pragnienia vs potrzeby. W opozycji muszę a mogę (albo lepiej „chcę) – już tak. „Musze kupić nowe buty, bo stare są dziurawe” vs „Chciałabym kupić nowe buty bo to to i tamto, ale nic się nie stanie, jeśli ich nie kupię”. Masz jednak rację, że uświadomienie sobie tej różnicy, jak by jej nie nazwać, jest bardzo ważne.

  • Od razu przypomina mi się tablica potrzeb Maslowa, który wymienił 5 potrzeb człowieka i tylko jedna mówi o zupełnie podstawowych potrzebach jakimi są jedzenie, picie, spanie, a kolejne cztery dotyczą właśnie naszej sfery emocjonalnej, czyli potrzeba bezpieczeństwa, przynależności, szacunku i samorealizacji. I coś w tym jest, bo jednak bez nich czujemy się równie nieszczęśliwi, jak bez jedzenia i picia.
    Zgadzam się absolutnie, że nie zawsze dostrzegamy, że tak naprawdę nasze potrzeby mogą być zaspokojone, jeśli trochę obniżymy wymagania. Wtedy zaczynamy zauważać, że jesteśmy kochani, czujemy się bezpiecznie i realizujemy się w tym co robimy. :) „Chcieć mniej” to jest świetne motto życiowe.

    PS Kasiu, osiągnęłaś ogromny sukces w konkursie Blog Roku! Dowiedziałaś się, że Twoi Czytelnicy stoją za Tobą murem, a to cenniejsze niż każda inna nagroda, która zależy od subiektywnej oceny jury. Gratuluję :)

    • Michał Stolarczyk

      Zwracam tylko uwagę, aby piramidy Maslowa nie traktować jakoś szczególnie poważnie. Jest to pewna koncepcja psychologiczna. Jedna z wielu.

      Jej siła polega głównie na tym, że jest popularna i prosta, jednak nie ma zbyt silnego wsparcia, a wręcz nawet są przeciwko niej argumenty wskazujące, że nie opisuje ona rzeczywistości.

  • Dobre pytanie. Warto zastawiać się nad opowiedzią.

  • Wydaje mi się, że od zawsze mam problem z rozróżnieniem co jest potrzebą a co tylko moim pragnieniem. Z racji braku określenia wolę się tymi dwoma słówkami nie posługiwać, a jeżeli już to robię to minimum 3 razy przemyślę. Chociaż ostatnio pewnie bardziej skłaniam się mówić o większość „pragnienia”, tak dla bezpieczeństwa. :)

  • pieceofsimplicity

    Dokładnie tak, nie chodzi o to by ograniczać się tylko po to, by mianować się tytułem minimalisty czy jakimkolwiek innym. Trzeba po prostu kupować świadomie, rzeczy które są nam naprawdę potrzebne (estetyka i wygoda to również potrzeby).

  • Olga Polak-Jakubowska

    Kwestii potrzeb vs pragnien autor „Twojego (ale nie mojego) umyslu na detoksie” poświęca stronę, może dwie. Mało zborną stronę lub dwie, sprowadzając potrzeby do oddychania, żarcia i wydalania. Sugeruje, że w samotności i bez miłości czlowiek poradzi sobie świetnie. O ile bedzie wiedzial, że w tych zgrzebnych okolicznościach ograniczonych do fizjologii powinien czuć się OK. Jasne, jasne. Miłość tez jest OK, o ile można bez niej żyć. Zdarza się – dobrze. Nie zdarza się – jeszcze lepiej. Zasadniczo książka ślizga się po powierzchni problemu (rozdział o wyższości psychologii poznawczej nad innymi szkołami terapii nie zawiera ANI JEDNEGO KONKRETU!). Do końca – tak naprawdę – nie wiadomo jakiego problemu. Książka zdecydowanie antypatyczna. Pozycjonująca odbiorców na WY, CZYTELNICY, KTÓRZY BŁĄDZICIE i autora JA, KTÓRY WIEM. Moze powinnam dać jej szansę. Przeczytalam jedną trzecią.

    • A dla mnie to jest bardzo odkrywcze. Stale wkłada się nam do głowy schematy, przykładowo, że bez miłości romantycznej życie jest puste i beznadziejne. I faktycznie, finalnie w takich okolicznościach jej brak powoduje u wielu osób poczucie braku, niespełnienia, pustki, a nawet depresji. Ta książka to pierwsza pozycja, która łamie ten schemat i ja się z nią ogromnie zgadzam, choć wiem, że dla większości to nie będzie łatwe lub nawet zupełnie nie do zaakceptowania.

      Wiesz, ja nie jestem psychologiem i traktuję ta książkę na zasadzie: albo mi odpowiada, albo nie. Mnie odpowiada, a Tobie nie – zdarza się. Przecież ludzie mają różne opinie. Muszę jedynie zaznaczyć z obowiązku, że kwestii potrzeby versus pragnienia i kwestiom pobliskim poświęcona jest większość pierwszej części książki, choć nomenklatura się zmienia, oczywiście.

  • Czasami dobrze sprawic sobie cos na poprawe humoru, ale rzeczywiscie taka rzecz ceni sie duzo bardziej i sprawia ona na prawde wiele radosci tylko wtedy gdy jest to wyjatkowe. Kasiu przeciez Twoj blog przeszedl do nastepnego etapu – 10 ciu wyroznionych blogow – to ogromny sukces i naleza Ci sie z tego powodu ogromne gratulacje. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Pingback: Podsumowanie tygodnia #2 |()

  • Pingback: Wspomnienie lutego… | Sonrisa Art()

  • Bardzo prowokacyjny tekst. Też chyba nie do końca rozumiem, co miałaś na myśli. Chyba cd. musi nadejść prędko, bo wyciągam pochopne wnioski… Nie da się nie pragnąć miłości, szacunku czy sukcesu. To jest zakodowane w nas, bardziej niżbyśmy chcieli.

  • Widzę, że dziewczyny ostro dyskutują na temat powyższego tekstu i dobrze o to przecież chodzi: o wymianę myśli nieuczesanych:)

  • Pingback: Wspomnienie lutego… | Polskie Rękodzieło()

  • Pingback: Minimalistyczna piramida potrzeb. Co ma wspólnego Maslow z minimalizmem? - Simplicite()