Darmowe
planery, e-booki...

Podziel się:

Darmowe
planery, e-booki...

O tym, dlaczego nie pokazuję zdjęć swojego mieszkania i nie piszę o prywatnych rzeczach

Gdy sześć lat temu rozstałam się z moim ówczesnym partnerem, ludzie byli tak ciekawi tego, czy byliśmy małżeństwem, że próbowali składać wnioski o udostępnienie dokumentów posiadanej przez nas spółki, żeby sprawdzić nasz stan cywilny.

Gdy wyprowadziłam się ze wspólnego domu i przeniosłam do mieszkania w Warszawie, ktoś, na jednym z ogólnopolskich forów internetowych, w wątku dotyczącym mojego rozstania, podał nazwę ulicy, przy której leży moje mieszkanie i zapytał czy ma podjechać zrobić mi zdjęcia.

To nie są pojedyncze przypadki. Podobnych historii jest więcej, ma je wiele z blogujących osób, które znałam.

Nie piszę o tym, żeby się pożalić, to historie sprzed wielu lat, ale były jednym z powodów, dla których, konsekwentnie, coraz mniej i mniej pisałam i pokazywałam swoją prywatność. Skupiłam się na tematach zawodowych, na rozwoju osobistym, próbując odnaleźć jakiś balans miedzy tym, czym chcę się podzielić, a formą, w jakiej to robię.

Czy brakuje mi tego „starego” blogowania?
Tak.

Wiem, że Wam też brakuje. W ostatnim newsletterze zrobiłam ankietę. Poprosiłam o propozycję tematów na bloga bez tabu i granic. Poczułam, że chcę świeżości, dostałam od Was dużo więcej! Dostałam sporo maili i odpowiedzi, w których przewijał się wątek ciekawości tego, co u mnie. W moim życiu, tego jak wygląda moje mieszkanie, moje związki. Wszystko w przemiłym tonie i z ogromnym szacunkiem, za co jestem bardzo wdzięczna.

Czy chciałabym móc o tym pisać?
Tak, ale jest sporo rzeczy, które mnie powstrzymują.

Chciałabym mieć w sobie taką otwartość, którą miałam dwanaście lat temu, gdy zakładałam bloga. Gdy nie myślałam tyle o konsekwencjach, a radośnie dzieliłam się tym, co mnie akurat zachwycało czy fascynowało. Oczywiście, nadal tak jest, ale treści filtruję przez pryzmat prywatności i odpowiedzialności, nie tylko za siebie, ale za osoby, z którymi dzielę teraz swoje życie.

Jestem gotowa wziąć na siebie koszt dzielenia się swoim życiem z innymi (jak przez ostatnie dwanaście lat), ale nie chcę wymagać tego od bliskich, którzy są zupełnie poza internetowym światem i mogą przecież takiej ekspozycji nie chcieć. Mój obecny partner nie ma nawet mediów społecznościowych, co bardzo sobie cenię, bo jak wiecie, ze swoich też zrezygnowałam. Mamy swój prywatny świat, który jest piękny i nie wiem chyba jeszcze, jak mogę się nim podzielić z Wami, nie narażając go.

Może masz jakiś pomysł?

Napisałam ten tekst i czuję ulgę. Wręcz czuję ja w ciele. Pisanie go sprawiło mi wiele frajdy, było jakby namiastką tego „starego blogowania”, gdy dzielę się czymś ważnym dla mnie, z bandą fajnych i, w pewien sposób, bliskich ludzi, chociaż się przecież nie znamy.

Pogadajmy. Co o tym wszystkim myślisz?

PS Tym tekstem zaczynam serię wpisów, które są Waszą propozycją. Chcę je jeszcze przemyśleć, ale spodziewajcie się niespodziewanego ;)

Sprawdź Także

Powiadomienia
Powiadom o
guest
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy
Inline Feedbacks
View all comments