Zaplanowałam ten wpis na początek marca. Sięgam właśnie po telefon i próbuję ułożyć zdjęcia w jakiś rozsądny sposób. Chronologicznie? Tematycznie? Mam poczucie, że tej zimy działo się naprawdę dużo, a jednocześnie było przytulnie i spokojnie.
Pierwsze zdjęcie, które zaraz zobaczysz, nie jest ani szczególnie piękne, ani ulubione, ani wyjątkowe w żaden inny sposób, poza jednym. To zdjęcie jest dla mnie mini symbolem dobrej codzienności. Naszych rytuałów, bezpiecznej powtarzalności, radosnej spontaniczności. To symbol domu. Domu pachnącego kawą, pełnego książek, które się czyta, niekoniecznie trzyma. Domu z piękną energią.♡
A na zdjęciu są wszystkie bibliotekowe książki, które teraz czytamy. Poniżej to już te przeze mnie przeczytane. Wpadłam miesiąc temu do biblioteki z ogromną potrzebą czegoś nowego, świeżego dla mnie. Zapytałam pani Bibliotekarki (świetne są panie Bibliotekarki!), co ją ostatnio zachwyciło i poleciła mi kilka pozycji, z których, jak dotychczas, każda miała coś w sobie.
- 444 Macieja Siembiedy ma wciągającą fabułę w klimacie Dana Browna. Zakończenie odrobinę mnie rozczarowało, jakby pisane na na szybko, na kolanie, ale ma sens, nie powiem. :)
- O mrówkach i dinozaurach właśnie kończę i ta książka jest dla mnie jedną z najbardziej zaskakujących, jakie ostatnio czytałam. Koncepcja tak prosta, tak alegoryczna w kontekście dzisiejszego świata, że aż porażająca.
- Rozdarta zasłona to cykl kryminalny osadzony w Krakowie końca XIX wieku. Język, do którego potrzeba się przyzwyczaić i świetny wątek seksualno-językowy o płciowości. Niby nic strasznie wciągającego, ale sięgam po kolejną. :)
Będąc na Sylwestra w Bieszczadach, w domku przyjaciół znalazłam całą kolekcję wnętrzarskich albumów. Spędziłam z nimi sporo prze-przyjemnego czasu, przed kominkiem i z filiżanka kawy. I oczywiście remontów mi się zachciało, a jakże! :)
Skoro już o Bieszczadach mowa… To był mój pierwszy raz w Bieszczadach i już troche rozumiem, co wszyscy mają na myśli mówiąc o ucieczce w Bieszczady.
Nie wiem, czy to atmosfera tego konkretnego miejsca, domku, tych konkretnych ludzi, ale poczułam tam, jakbym naprawdę, na chwilę, uciekła od wszystkiego. Przestały się liczyć plany, projekty, zobowiązania, praca, straciłam poczucie czasu. Dosłownie, jakbym przeszła na drugą stronę magicznych drzwi.
Był za to śmiech i śnieg.
Książki i karty.
Jedzenie i spacery.
Psy i wilki.
Ognisko i bitwa na śnieżki.
I cudowni ludzie, którym nie straszna akcja wyciągania dwóch samochodów z zaspy. O północy.
30 minut od domku.
Trudno było wrócić do rzeczywistości.
Ale wróciłam.
Wróciłam mocno do pracy.
W styczniu i lutym poprowadziłam dwie edycje kursów MBSR (stacjonarną, w Warszawie i online) oraz Noworoczną Grupę Medytacyjną 2026, tym razem poświęconą tematyce medytacji compassion czyli współczucia. Niezmiennie jestem wdzięczna, dumna i wzruszona, że obdarza mnie zaufaniem tyle osób, które poświęcają swój czas i zasoby, żeby ze mną pracować, medytować, rozwijać się.♡
Noworoczna grupa skończyła sie wczoraj, kursy też dobiegają końca, dlatego moje myśli idą ku nowym projektom.
- Kolejną edycję kursu MBSR w Warszawie zaplanowałam na maj. Zapisy są już otwarte więc jeśli czujesz, że stres i lęk Cię zjada, to może być dobry moment, żeby nauczyć się wykorzystywać medytację do redukcji napięcia.
Przed zapisaniem się na kurs spotykamy się online na krótką rozmowę (bezpłatną i niezobowiązującą), która może być też okazją do rozwiania ewentualnych wątpliwości lub pogłębienia wiedzy o kursie. Jeśli czujesz, że to coś dla Ciebie, możesz zapisać się tutaj: MBSR|Konsultacja wstępna.
- 31 marca ruszy też nowa, Wiosenna Grupa Medytacyjna 2026, której tematem ponownie będzie medytacja compassion – pogłębienie. Temat współczucia okazał się szczególnie ważny i potrzebny, dlatego będziemy go eksplorować dalej. Tym razem skupię się na współczuciu w kontekście: nawyków, relacji z innymi, wybaczania, trudnych emocji czy wzorców myślenia.
PS Wszystkim, którzy czekają na temat mindfulness dla kreatywnych, obiecuję, że będzie latem!
Mnóstwo działo sie też na blogu!
- Napisałam (ponoć ciekawy) tekst o wolności ubierania się w Arabii Saudyjskiej. Kto by pomyślał, że to był ostatni moment, żeby tam bezpiecznie pojechać… :/
- Spowiadałam się ze swoich najlepszych zakupów w 2025 roku i z tego, ile w 2025 roku wydałam na ubrania.
- Pisałam też o swoim procesie pogłębiania uważności i tym, czego uczę się od swoich grup.
- Pokazałam też kosmetyki, których używam i odkrycia około-kosmetyczne w tekście Toaletka minimalistki 2026.
- Utrzymałam regularność publikowania zestawień z Szafy Minimalistki. Tutaj zestawienia ze stycznia, a tutaj z lutego. A tutaj tekst o ubraniach domowych i szafie kapsułowej w domu.
Pracowałam też sporo przy swoich projektach offlinowych. Za chwilę kolejny sezon lodowy – gdy jest się producentem lodów, zmiany pór roku zaczyna postrzegać się inaczej. ;) W kancelarii prowadzę kilka ciekawych projektów międzynarodowych, kończę też jedną inwestycję mieszkaniową.
Zdecydowanie nie nudzi mi się w życiu zawodowym, dlatego podjęłam ostatnio kilka decyzji i działań w celu uproszczenia, odpuszczenia i ograniczenia liczby projektów i obowiązków. Ogromnie mie to cieszy, daje mi dużo ulgi i poczucia wolności na nowo. ♡
Poczułam na nowo wiatr w żaglach. Może to odpuszczenie, może to krótki lutowy urlop, a może po prostu pierwsze promienie słońca, ale czuję przypływ energii i chęci do działania. I tworzenia.
I ruchu! Nie sądziłam, że to kiedykolwiek napiszę, ale od listopada jest regularną bywalczynią siłowni. Czekam już też na wyciągnięcie roweru z piwnicy. :)
Ostatnio ulubione – marchewka i pietruszka pieczone w airfryerze, z dodatkiem pieczonego buraka, sera feta i natki pietruszki.
Obłędnie pyszne!
Zrobiłam też pierwsze podejście do żytniego chleba… Podobno zakwas nie był najlepszy. Całe szczęście, że lubię zakalec. ;)
Artystyczne ćwiczenia i wprawki 11-latka. W stylu Picassa. Uwielbiam.
I moje wprawki do serii odcienie emocji.
Chwila na startych śmieciach.
𓂃𓂃𓂃
Na koniec tych zimowych impresji zostawiłam jedno spełnione marzenie.
Jestem absolutną wielbicielką basenów termalnych pod wszelkimi postaciami. Blue Lagoon było na mojej bucket list od kiedy pamiętam, ale jakoś się nie składało. Złożyło się teraz i niech mówią, że to przereklamowane i za drogie – jestem ZACHWYCONA! Idealna temperatura wody, cudowne islandzkie widoki, krzemionkowe maseczki i wszystko wspaniale zorganizowane.
Cudownie jest móc spełniać swoje marzenia. Staram się świadomie i nieustannie przypominać sobie, jak wielki jest to luksus w życiu.
Islandia mnie zachwyciła. Islandzkie przestrzenie, kolory, estetyka, autentyczność i pieczołowitość, z jaką Islandczycy się odnoszą do swojego kraju i wszechobecny, staranny design, sztuka, fotografia, ceramika. W mojej głowie zostało wspomnienie kolorów, odcieni – fascynującej mieszanki bieli, błękitów, szarości i czerni. Tak mało, a tak dużo jednocześnie.
Ogromnie bym chciała tam wrócić latem.
Gullfoss czyli Złoty Wodospad.
Złoty krąg.
Zorza islandzka nie była tak spektakularna, jak w Norwegii w zeszłym roku, ale udało się ją zobaczyć prosto z okna wynajmowanego mieszkania w centrum Reykjavíku. ;)
Mam poczucie, że zdjęcia nie oddają tych przestrzeni, widoków, odcieni i barw. Byliśmy na Islandii tylko trzy dni; to za mało, żeby wypuścić się dalej, niż okolice Reykjavíku, ale i tak warto ogromnie. Sam Reykjavík tez mnie zachwycił, ponieważ jest niezwykle klimatyczny. Miszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu w samym centrum i do większości atrakcji byliśmy w stanie spokojnie dojść na piechotę. Staranna architektura, nieobecność chińszczyzny i podgrzewane wodą termalną chodniki rekompensowały 93 zł, które w restauracji trzeba było zapłacić za zupę z jagnięciną. Doskonałą zresztą.
Ulice Reykjavíku.
Graffiti Reykjavíku.
Muzeum Penisów w Reykjavíku. Byłam tylko w holu, ale Ci, co zwiedzili, byli zniesmaczeni, a dodam, że to lekarze. ;)
A tak wygląda szczęśliwy człowiek w podróży. :)
Czekam na tę wiosnę. Czekam mocno. Tęsknię za słońcem, za lżejszym powietrzem. Energią odnawiania. Czekam na pąki magnolii w Przystani.
Życzę Wam pięknych wiosennych tęczy.♡


