Minimalizm w praktyce. 3 skuteczne sposoby na chomika

 

Wydawać by się mogło, że na ten temat powiedziano już wszystko, co mogłoby zostać powiedziane. A jednak kwestia relacji pomiędzy domownikami w kontekście posiadania rzeczy jest nadal problemem wzbudzającym wiele skrajnych emocji. Oto 3 skuteczne sposoby na chomika w rodzinie.

 

Mówi się, że pieniądze są jednym z najczęstszych problemów występujących w związku. Jednak, gdy się przyjrzymy, zobaczymy, że to nie pieniądze same w sobie są zapalnikiem, ale różne wizje sposobów i celów, na które je wydajemy. Jakiś czas temu usłyszałam historię o parze, która miała bardzo sprawiedliwe podejście do nabywania i posiadania rzeczy. Mianowicie, gdy Ona kupiła sobie ubrania o wartości np. 500 zł, automatycznie oznaczało to, że On również może sobie wydać 500 zł na cokolwiek, nawet jeśli ta rzecz zupełnie nie jest potrzebna i de facto, niezależnie od tego czy było ich na to stać. Grunt to się dogadać, prawda? :)

 

Co jednak, gdy się dogadać trudno? Nasze podejście do posiadania i gromadzenia rzeczy jest najczęściej wynikiem przekonań i doświadczeń zbieranych przez lata! Czy da się nawrócić kogoś na minimalizm? Sprawić, żeby przestał chomikować śmieci na półkach, wyrzucił „durnostojki” i „odklamocił” swoje otoczenie? Może zastosować przymus? Zagrozić kijem lub ewentualnie zanęcić marchewką? Jak włączyć najbliższych w wielkie porządki? Jak żyć, żeby się nie pozabijać?

 

Poniższy fragment pochodzi z mojej książki CHCIEĆ MNIEJ. Minimalizm w praktyce.

 

Czy minimalista jest w stanie żyć z chomikiem?

 

Dosłownie kilka dni temu MM poprosił mnie o pomoc w uprzątnięciu jego ubrań. Czy muszę opisywać stopień mojego zachwycenia? Koniec ze stertami ciuchów zalegającymi w szafie, rzucanymi do prania i piętrzącymi się na krześle. Jakiś czas temu koleżanka zwróciła się do mnie o wsparcie w odgruzowaniu szafy. Był czas, gdy moja mama regularnie informowała mnie o postępach w uwalnianiu przestrzeni w moim rodzinnym domu, jakby zdawała relację z pola bitwy. Te wszystkie doświadczenia mówią mi bardzo wyraźnie, że do skorzystania z narzędzia jakim jest minimalizm, nie da się kogoś namówić lub zmusić.

 

Jak to zwykle bywa, najskuteczniejsza droga jest również tą najtrudniejszą, wymagającą największej cierpliwości i konsekwencji. Mnie zajęła ona lata. Był to czas mówienia i pisania o tym, jak świetnie i wygodnie jest mieć mniej, oraz bycia przykładem dla innych. To podejście, choć trudne, czasochłonne i nie gwarantujące sukcesu, zakłada również duży szacunek do drugiego człowieka, tego, który żyje obok mnie. Do jego przyzwyczajeń i upodobań, również w kontekście gromadzenia rzeczy, zwłaszcza, że te nawyki mogą być zupełnie różne. Osoba, która ma kłopot z nadmiarem rzeczy, musi go sama dostrzec. Sama musi zechcieć zmiany. Jednocześnie jest mało prawdopodobne, że ukochany mąż, który z błyskiem w oku kupuje kolejny sprzęt sportowy, stanie się nagle ascetą żyjącym z jedną parą skarpetek. Nie o to jednak chodzi. Wystarczy, gdy zrozumie, że jeden rower zamiast pięciu to dość i że nie potrzebuje kupować co sezon nowych akcesoriów, które po miesiącu i tak powędrują do szafy lub piwnicy. Potrzebuję mało, ale nie chcę i nie zamierzam narzucać tego moim najbliższym. Zbyt mocno ich kocham. Nawet Leo Babauta, wspomniany już przeze mnie guru minimalizmu, do setki posiadanych przez siebie rzeczy nie wlicza tych, z których korzysta wspólnie z żoną i dziećmi.

 

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że w wypadku dość skrajnych zachowań najbliższych, przejawiających nawet momentami cechy charakterystyczne dla toksycznego zbieractwa, sytuacja będzie odrobinę inna. Zachowując dużą dozę delikatności, podpowiem kilka skutecznych metod, które mogą okazać się przydatne dla osób żyjących z typowym chomikiem. Zakładam, że jeśli jesteś osobą, która boryka się z problemem posiadania zbieracza w swojej rodzinie, przeprowadziłaś z nim już niejedną rozmowę na ten temat. Wiem, że próby uświadamiania mu zaistniałej sytuacji mogą niestety nie przynosić rezultatów, dlatego też podsunę Ci kilka innych rozwiązań.

 


Strefa odleżenia


Pierwszy sposób to wyznaczenie umownej strefy w mieszkaniu, która będzie służyła do tymczasowego przechowywania rupieci (według Ciebie), a według zbieracza – niezwykle przydatnych skarbów. Wybierz miejsce, które znajduje się na widoku i którego zagracenie będzie Ci jak najmniej przeszkadzać w codziennym życiu – na przykład balkon. Obawiam się, że piwnica czy strych nie spełniłyby tej funkcji, a pozostawione przedmioty ugrzęzłyby tam na zawsze. Niech do tej strefy trafią pudełka po butach, nienoszone ubrania i zepsuta elektronika. Jest szansa, że chomikowi wystarczy, że te rzeczy odleżą swoje, i za jakiś czas, gdy wykażesz brak jakiejkolwiek ich przydatności, pozwoli je wyrzucić.

 


Syndrom świętego Mikołaja


Możesz wpaść w pułapkę tego syndromu w trakcie minimalizowania stanu posiadania, ale jeśli żyjesz ze zbieraczem, spróbuj go wykorzystać na swoją korzyść. Jest nam dużo, dużo łatwiej pozbywać się rzeczy, gdy wiemy, że trafią w dobre, kochające i wdzięczne ręce. Twój mąż kolekcjonuje sportowe gadżety, które już się nigdzie nie mieszczą, ale nadal są sprawne? Spróbuj go namówić, żeby część kolekcji przekazał na rzecz dziecięcego koła sportowego, gdzie te rzeczy będą stale używane. Podobnie można postąpić właściwie z każdym zbędnym przedmiotem. Oddać plastikowe nakrętki na zbiórkę na rzecz osób niepełnosprawnych. Sprzedać makulaturę, a dochód przeznaczyć na schronisko dla zwierząt. Przekazać zabawki domom dziecka lub domom samotnej matki. Oczywiście, znalezienie osoby, której taką rzecz można przekazać, lub miejsca, w którym można ją zostawić, wymaga czasu i wysiłku. Jednakże ten drobny podstęp to doskonały sposób, by nauczyć chomika, że rzeczy są po to, aby ich używać. Wdzięczność obdarowanej osoby może stać się dla niego doskonałą motywacją do dalszych zmian.

 


Podstęp


Ostatni sposób nie bez przyczyny umieściłam na samym końcu. Jest to metoda, której do końca nie czuję i nie pochwalam, ale z poczucia obowiązku wobec Czytelnika chcę o niej wspomnieć. Wiem bowiem, że w niektórych wypadkach jest niezwykle skuteczna. Polega na pozbywaniu się rzeczy chomika podstępem. Chomiki są przebiegłe, ale mają też swoje słabe punkty. Niektóre doskonale znają lokalizację każdej zebranej rzeczy i w takim przypadku podstępem niewiele zdziałasz. Jeśli natomiast trafił Ci się roztargniony osobnik, możesz spróbować zabierać (wyrzucać, sprzedawać lub oddawać) pojedyncze rzeczy z jego norki, licząc że nie zauważy tego braku. Jak wspomniałam na początku, nie stosuję tej metody, ponieważ w mojej opinii w zbyt dużej mierze ingeruje w cudzą niezależność, ale jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację, w której może nie być innego wyboru.

 

Powyższe metody to miks doświadczeń moich, mojej rodziny i przyjaciół, ale też Czytelników bloga. Mam nadzieję, że okażą się przydatne i skuteczne. A Ty? Jesteś minimalistą czy chomikiem? A może masz chomika w rodzinie?

 

PS Znalazłam też quiz Chomik czy minimalista? ;)) Jaki wyszedł Wam wynik???

75 komentarzy
  • Moj problem to jak zmusic balaganiarza do utrzymywania porzadku :(

    • Jutka

      Kurcze, też mam z tym problem! Mój mąż nigdy nie odkłada niczego na swoje miejsce, coś jak przeciwieństwo pedantyzmu. Taki charakter. Mam tylko nadzieję, że syn nie będzie taki sam… ;)

      • Dziewczyny po prostu to zostawcie, wiem, że może ciężko się żyć w takiej zagraconej przestrzeni, ale jak mężczyźnie zabraknie czystych ubrań, bo brudy walają się po podłodze zamiast w koszu na pranie to w końcu je podniosą. Jak zbraknie mu kubka do wypicia herbaty to umyje itd. Tylko nie sprzątajcie za nich, bo się nigdy nie nauczą. Ja odkładam swoje na miejsce, swoje układam itd. Jak mają przyjść goście – jego koledzy, to od razu sprząta bo mu wstyd, że ma taki syf:P Albo jak ma przyjść jego Mamusia hehhee, aż miło się patrzy. Mi wstyd nie jest, bo to nie moje brudne gacie walają się po kątach, a jego:P

      • ymra

        Dziewczyny, wybaczcie im! W moim związku to ja jestem bałaganiarą i rpzysięgam, nie robie tego na złość, to po prostu wypadkowa roztargnienia,zmęczenia i braku czasu.

      • Mój Luby też nie robi tego na złość tylko “optymalizuje logistykę” ;) A mnie szlag trafia, bo mieszkanie małe i każdy grat na wierzchu zagraca. I chodzi nie tylko o jego rzeczy, ale również wspólne. A ja się źle czuję w bałaganie – przytłacza mnie.

      • Marta Re

        Ale właśnie brak czasu bierze się z bałaganu bo nie odkłada się na miejsce i potem się szuka. Jak co rusz szukasz czegoś robisz się roztargniona a to wszystko męczy.

      • Rany, mam wrażenie, że to wrodzona cecha całego rodzaju męskiego ;).

      • Ania

        jest na to metoda – szkoła oficerska ;) mój Z jak tylko ściągnie spodnie są już w kostkę złożone ;)

      • No nie wiem, pół mojej rodziny to żołnierze i jakoś nie zauważyłam, żeby przeszkolenie na długo wystarczało :). Po nabyciu stopnia oficerskiego chyba wraca do normy ;))).

      • Izabela K.

        Twój syn będzie dokładnie taki jak go wychowacie ;-) Bałaganiarstwo nie jest na szczęście cechą wrodzoną, a konsekwencją wyręczania dziecka przez rodziców. Lepiej od małego uczyć odkładania na miejsce. Znam problem z autopsji.

      • skak Anka

        Śmiem się nie zgodzić 🙂 również z autopsji: jako matka trójki, wyznając jedne i te samy zasady, mam zaskakująco różne efekty. Kwestia charakterów, nie wychowania – czyli jednak geny mają coś do powiedzenia. Pozdrawiam

    • Nie zawsze się da, co więcej – zmuszanie działa zupełnie odwrotnie :P

  • W mojej rodzinie chomikiem jest babcia, ale na szczęście nie przypadkiem znanym z amerykańskich programów, ale zbiera np. ręczniki czy pościel. Gdy niespełna dwa lata temu przeprowadzałam ją z Pomorza na Śląsk wiele rzeczy udało się wyrzucić (miałam tydzień na spakowanie jej 50-letniego dobytku z 3-pokojowego mieszkania), ale do tej pory mi wypomina, że wszystkie jej rzeczy oddałam.
    Sama niestety też mam tendencje do chomikowania i w naszym domu to widać. Czasem mam zryw i zabieram się za porządki, przez tydzień jest fajnie, a potem znowu zaczynam zbierać. Próbuję sobie z tym radzić, ale szczerze mówiąc marnie mi to idzie.

    • Tak to już podobno jest, że wiele cech dziedziczymy po dziadkach. Moi też są okropnymi chomikami :), a jednak mnie udało się z tego schematu uciec. Znaczy, da się :).

  • Trzeba rozmawiać, rozmawiać. Ja na przykład pokazałam mojemu mężowi Twoją książkę i przeczytał spory kawałek, spodobała mu się :)

    • No proszę! Ciekawe, co z tego wyniknie…. :)

      • Mąż jest nawróconym chomikiem świadomym problemu, więc wspieramy się nawzajem i wszystko idzie ku dobremu :)

  • MaKo

    Ten problem jest tak bliski jak mało co. Mój mąż jest potwornym chomikiem i jeszcze nie znalazłam dobrej metody jak go przekonać do pozbycia się bezsensownych rzeczy. Na moje “pozbądźmy się tego czy tamtego” on odpowiada “może się przyda”, “przecież jest jeszcze dobre”, “nie rozumiem dlaczego mamy wyrzucać coś, co jest dobre”, “to pamiątka”, “prezentów się nie wyrzuca” itp. itd. Ciężko mi walczyć z tego typu tekstami, chyba metoda małych kroków tu się przyda. Uprzątnę swoje rzeczy i zacznę powoli próbować go doprowadzić do pozbycia jego rzeczy. Rady z tego posta na pewno się przydadzą! :)

  • anwen

    w mojej rodzinie chomikiem jestem ja :D niestety z jednej strony mam tego swiadomość i wieeeeeelką chęć zmian, a z drugiej zwyczajnie nie potrafię i rady 1 i 3 zupełnie na mnie nie działają (tzn z 3 to po prostu niewykonalne ;) ), najlepiej na mnie działa właśnie to co opisałaś w 2 punkcie, ale zwyczajnie nie umiem znaleźć tych dobrych rąk dla wszystkich moich zbędnych rzeczy.. ale cały czas szukam :)) i co jakiś czas pozbywam się kolejnego pudła…

    • Wiesz, byle nie wpaść w taką pułapkę syndromu Św. Mikołaja. Czasami, gdy nikt nie chce wziąć za darmo naszych rzeczy to zapewne po prostu nadają się na śmietnik…

  • Marta

    A ja z mężem się mocno wspieramy w naszym dążeniu do minimalizmu, ja weryfikuje jego potrzeby co do zakupów nowinek komputerowych on moje zachcianki do domowych dupereli. Naszym celem są zakupy rzeczy dobrej jakości w niskiej cenie i w ten sposób ograniczamy rzeczy. Wspólny cel na pewno pomaga. Powodzenia w zwalczaniu gryzoni.

    • Super! Fantastycznie, że się wspieracie i macie wspólny cel. To ogromnie pomaga :).

  • ana

    zastanawiający wynik testu: minimalista aż do przesady…

    • To tak jak u mnie! A wynikiem bym się nie przejmowała, nawet nie wiadomo, kto ten quiz skonstruował :)

    • Daag

      Mam to samo ;) Ale ja tak lubię …Naprawdę …

  • sunnyhill

    Bardzo często piszesz o minimalistycznym stylu ubierania, a mnie przydałby się poradnik jak nie kupować tylu kosmetyków i jedzenia…

    Bo niestety jestem chomikiem, ale obecnie bardziej w tych dziedzinach. Wchodzę do drogerii po tusz do rzęs, a wychodzę z kolejną odżywką do włosów, szminką, kremem pod oczy i zestawem maseczek do twarzy. Ostatnio zajrzałam do lodówki, gdzie trzymam te zapasy i w zasadzie ponad pół półki to same kremy i maseczki… Już od dawna sobie obiecuję, że się za to wezmę, ale to wcale nie jest łatwe. Bo znowu przecena 50%, a ja właśnie zapodziałam ulubiony rozświetlacz, bo szampon się kończy, a skoro już jestem, to przejrzę inne promocje, bo na pewno o czymś zapomniałam… Udało mi się nie wejść do drogerii przez 2 miesiące, a potem przy następnej wizycie nadrobiłam zaległości…

    Moją zmorą są też promocje żywności w marketach.Moim jedynym ratunkiem jest w tej kwestii wysłanie do sklepu partnera z listą, a on na szczęście ma silną wolę i nie kupuje głupot, tyle że pracuje do późna i zwykle nie mam sumienia, żeby go jeszcze dodatkowo fatygować :P

    • slythia

      Polecam kupowanie przez internet (także żywności). Masz więcej czasu na zastanowienie się w komfortowych warunkach, w spokoju, bez nacisków. Można w każdej chwili sprawdzić, czy dany produkt naprawdę się kończy, czy jeszcze nie. Widzisz od razu cały koszyk wraz z ceną – bardzo prosto w tym momencie o refleksję “czy ja naprawdę tego potrzebuję”.

      Gdy muszę kupić coś stacjonarnie to w głowie mam listę zakupów i nie kupuję nic więcej. Staram się też jak najszybciej uciec ze sklepu – teraz w kurtce jest gorąco (a na kilka minut nie będę jej zdejmować), tłok, po co mam tam przebywać?

    • Marta Re

      Robienie spisów swojego stanu posiadania kosmetyków ułatwia panowanie nad zakupami kolejnych.

    • Sunnyhill, napisałam na ten temat całą książkę :). Na blogu polecałabym Ci szczególnie dwa teksty: https://simplicite.pl/minimalizm-w-praktyce-jak-przestac-kupowac/, ale przede wszystkim ten, choć króciutki https://simplicite.pl/sztuka-pozbywania-sie-rzeczy/.

  • Marta Re

    Nie zgodzę się ze stwierdzeniem o nienarzucaniu małej ilości rzeczy swoim najbliższym. Wynika to po prostu z użytkowania wspólnej przestrzeni, a do tego osoba, która gromadzi rzeczy nie jest wstanie sama sobie z tym poradzić. Jest to jakby sygnał do wszystkich wkoło, że z czymś sobie nie radzi. I jeśli jest to osoba bliska to nie możemy zostawić jej samej sobie.

    • slythia

      O nieradzeniu sobie możemy mówić tylko w przypadku chorobliwego zbieractwa.

      • Marta Re

        Z obserwacji swoich bliskich i rodziny i przyjaciół będę upierała się, ze gromadzenie i nie umiejętność rozstawania się z popsutymi, uszkodzonymi czy nie potrzebnymi rzeczami jest niemym krzykiem, że jakaś część ich życia wymaga posprzątania i zmiany.

      • slythia

        Popsutymi czy uszkodzonymi – być może. Jednak samo gromadzenie rzeczy (o ile ma jakieś sensowne granice) nie jest chorobą i nie jest wołaniem o pomoc. Jest po prostu innym stylem życia.

      • Marta Re

        Jest wołaniem, tylko kwestia czy otoczenie chce to usłyszeć. Nie napisałam, że jest chorobą, ale jest jakimś zaburzeniem funkcjonowania, traceniem panowania nad otaczającym światem. I kwestia etapu do którego ktoś dochodzi.

  • Ja mieszkam z rodzicami i nie interesuje mnie co oni sobie zbierają dopóki nie próbują mi się wtrącać w moje rzeczy :) Tacie często szkoda jak chce oddać albo wyrzucić jakiś ciuch, ale on w tym chodził nie będzie, ja też nie więc decyzja i tak należy do mnie :D A partnera do mieszkania mam nadzieję że znajdę podobnego do mnie. W quizie wyszło mi że jestem minimalistką :D Trochę niewiarygodne, chociaż podejście pewnie mam dobre, tylko troszkę bałaganu i milion butów zostało :)

  • slythia

    Muszę pochwalić podejście. Wiele osób zaczynających wyznawać nową ideologię (jeśli minimalizm można pod to podciągnąć) zaczyna mieć misję nawracania świata, chce wszystkich przekonać, że to podejście jest jedyne słuszne i tylko tak można żyć. Nigdy dobrze się to nie kończy, generuje tylko niepotrzebne konflikty. Nie ma nic gorszego od nawracania na siłę.

    Dla mnie najlepszym sposobem był “na lenia”. Mniej zagracone przestrzenie o wiele prościej jest utrzymać w porządku, samo sprzątanie także trwa znacznie krócej. Można także zaoferować pomoc w ogarnięciu mieszkania bądź szafy.

  • Lidia Kajdas

    A ja taki chomiki minimalista. Niby pozbywam się części rzeczy które do mnie nie pasują o się już nie nadają. Ale z drugiej strony kupię nowe niby dobrej jakości dopasowane do mojej osobowości. Niestety ciągle czuje taki nielad i przeszkadza mi ten nadmiar.

    • Hmm, coś czuję, że Ty też czujesz, że to bardziej nie “jak pozbyć się nadmiaru”, ale “jak nie kupować” :).

      • Lidia Kajdas

        Walczę i to ciężko…moja cała nadzieja w tym ze obecnie mam dalej do miasta i raczej często tam zaglądać nie będę…

  • Meg

    Jestem w 100% minimalistką. Przeprowadzałam się kilkanaście razy, mieszkam już w 4 mieście i moje wszystkie ubrania mieszczą się w niewielkiej szafie na wieszakach plus bielizna (dolna i górna szafka tejże szafy jest zajęta). Mam naprawdę malutko rzeczy, zrobiłam niesamowite czystki i dopiero po nich złapałam oddech, osiągnęłam spokój i, o dziwo, dopiero mam w co się ubrać codziennie rano :) Wydaje mi się poza tym, że wyglądam lepiej niż kiedyś, nie kombinuję, nie poszukuję, nie sprawdzam i nie testuję – skoro mam ochotę nosić różne damskie koszule (najczęściej krata w różnych kolorach) i jeansy (obowiązkowo ciemne), to po co mam sprawdzać 3716487532423 raz, czy nie lepiej mi w marynarce/spódnicy itp. Już wiem, że nie lepiej :D Zainwestowałam w porządne skórzane buty na każdą porę roku (baleriny, za kostkę, kozaki, szpilki), które pasują do każdej z moich stylizacji (czasem praca wymaga ode mnie wskoczenia w jedną z trzech sukienek, stąd szpilki). Nie mam też zbyt wiele biżuterii, ale za to noszę tylko złotą – mnóstwo srebrnych pojedynczych kolczyków i wisiorków z serduszkiem z gimnazjum wymieniłam u jubilera na złote kolczyki, niby tamtych miałabym więcej, ale co z tego, skoro ich nie nosiłam, a szkoda mi było pieniędzy na złote. Mam wystarczającą liczbę kosmetyków, żeby umalować się codziennie rano i od święta (w sumie różnica to mocniejsza pomadka), umyć się (codziennie, nie tylko od święta :P) i zadbać o siebie, z pielęgnacji też już w końcu wybrałam najlepsze dla mnie produkty i na inne nie spoglądam. To wszystko trwało, nie olśniło mnie z dnia na dzień, ale też nigdy nic nie chomikowałam i zawsze uwielbiałam (wiem, dziwne :D) wyrzucać wszystko zbędne do kosza i tutaj wypada dać jakiś happy end o życiu w czyściutkiej przestrzeni rodem z instagrama, ale…

    mój mąż jest potwornym chomikiem, nie daję rady tego w nim zwalczyć, ma stosy zalegających ciuchów, książek, gazet, gier, przydasi wszelkiej maści. Przy tym jest najlepszy na świecie, dlatego jeszcze wytrzymuję ten chaos, ale bałagan dookoła wpływa na związek, na nastrój. Szukam pomocy, podeślę mu ten wpis, może tym razem…?

  • Ja od zawsze lubiłam jak nic nie leży na wierzchu. Ostatnio już do końca pozbyłam się nie potrzebnych rzeczy i ubrań. Dałam sobie cel żeby nic nie mieć na strychu :) Zawsze denerwowało mnie przechowywanie zapsutych, nie potrzebnych, zniszczonych rzeczy. Jak na złość teraz zostałam z dwoma domami pełnymi takowych rzeczy gromadzonych przez sto lat …. To się nadaje do pokazywania takim chomikom i pytania ich czy chcę żeby też ktoś musiał potem poświęcać masę czasu żeby te ich graty wywalać …. i jeszcze musiał płacić za kontenery bo inaczej raczej się nie da :/

    • Aleksandra

      Mnie przeraża wizja takiego bałaganu w spadku. W rodzinnym domu mojej mamy oprócz w miarę ogarniętej przestrzeni mieszkalnej jest strych, garaż, chlew i jeszcze jakieś szopy – w większość zawalone śmieciami i “przydasiami”. Brrr… przeraża mnie sama wizja sprzątania, bo jeden człowiek tego łatwo nie ogarnie, a moja rodzinka coraz więcej rzeczy gromadzi.

  • Czytałam książkę jakiś czas temu, a nadal pamiętam cały fragment! Tak bardzo utkwił mi w głowie :)

    Mój chomik jest oporny na kije, marchewki, przekupstwa innego rodzaju., ale znalazłam inny sposób. Po którymś dniu z kolei, gdy już nie mógł znaleźć czegoś w swojej szafie z ubraniami zaproponowałam, że posprzątam. Przystał bez wahania, ale zastrzegł, że “zakaz wyrzucania bez mojej zgody”. Oczywiście przystałam na to :D I co się okazało? Że ma 18 par jeansów, a ja mam dwie :D Co zrobiłam? Zapytałam go – “Słonko, wiesz ile masz par jeansów?” Odpowiedź: “yyy, 3, 4… nie 4, 5. Tak 5” Musiałaby Pani zobaczyć jego minę, gdy powiedziałam, że 18. Nie uwierzył póki nie zobaczył :D I co stwierdził? “Nie no, faktycznie za dużo, to co z tym teraz zrobić?” Nietrudno wyobrazić sobie moją radość i poczucie triumfu :D

    • Ruda

      Mąż robi raz na jakiś czas przeglądy szafy (z mojej inicjatywy) i wyrzuca nieużywane ubrania. Z drugiej strony ostatnio rzucił: przydałaby się mi nowa marynarka. Gdy przejrzeliśmy szafę, to okazało się, że kupiona niedawno ma urwany guzik, a dwie poszły do krawca do zwężenia i już nie ma problemu.

      • XD ja też czasem zapominam, że coś mam już w szafie i nie muszę koniecznie biec do sklepu, a naprawdę bym siebie o to nie podejrzewała :D Ważne, że nie będzie czwartej marynarki xD Szafa uratowana przed marynarkową inwazją :D

      • Ruda

        On ma 6 marynarek – po prostu chodził tylko w trzech… czyli nie będzie siódmej :)

      • Wow! 6 marynarek to wystarczająco dużo, to fakt xD

    • Liczenie się sprawdziło!!! :))))

  • Renata

    Gdy powiedzialam mezowi, ze czytam (Twoja) ksiazke o minimalizmie, zazartowal: “Niedlugo i mnie wyrzucisz” :) I cos w tym jest. Moja zamilowanie do pustych szafek nie moze byc wazniejsze niz on sam, nawet jesli ma tendencje do zbieractwa w kilku dziedzinach. Na szczescie nie jest najgorszym chomikiem. Natomiast tesciowie maja ogromny dom zawalony ogromem rzeczy, oczy bola, gdy tam wejde i to mimo ze tesciowa w kolko sprzata (lub wlasnie dlatego w kolko sprzata). To jest ich styl zycia i ich dom, wiec nic nie mowie, ale wydaje mi sie, ze taka przestrzen przytlacza moja tesciowa, ktora i tak musi monitorowac wrodzona depresje. Chyba chcialaby miec bardziej pusta przestrzen, ale mowi, ze “jestem zapominalska, wiec wszystko musze miec na wierzchu”.

    • Życie z depresją nie jest łatwe, wiem coś o tym. Powoli, zmiany muszą następować powoli i od podstaw.

  • Izabela K.

    Ja, mimo iż od kilku lat dążę do zminimalizowania swojego stanu posiadania, to w pewnych kwestiach wciąż walczę z wewnętrznym chomikiem. Cieszę się, że wreszcie zdecydowałam się na oddanie dużej części swoich butów – byłam do nich przez długi czas przywiązana, jednak trzymanie czegoś, czego się nie używa, nie ma sensu. Zrobiłam też kolejny przesiew w szafie i już wiem, że wylatują też sukienki, których nie noszę. Zostają 2 wyjściowe, które lubię najbardziej i są moimi perełkami :-) Wprowadzam też projekt denko – mam zapas żeli do twarzy, kremów i maseczek, obiecałam sobie nie kupować nowych, dopóki nie zużyję starych. Udało mi się wyczyścić kosmetyczkę ze zbędnej kolorówki, na co dzień i tak maluję się bardzo delikatnie, szalone szminki i cienie to nie dla mnie. Jest jeszcze kilka dziedzin, w których czekają mnie porządki (karton z książkami) – wszystkie mam zapisane w notesie, odhaczam punkt po punkcie.
    Udało mi się przekonać do porządków w szafie narzeczonego – co prawda nadal nie jest idealnie, ale juz i tak dużo lepiej, uporał się też z walającymi się dokumentami :-)

  • Emilia Maciejewska

    Troszkę tego się spodziewałam patrząc na swoje ostatnie odczucia. Jestem Minimalistką do przesady.
    Tylko, że skoro mi dobrze to ta przesada jest… przesadzona :D

  • m.

    Świetny blog, tematyka trafia idealnie w mój gust i mój punkt widzenia. Wolę czegoś nie mieć wcale niż mieć tego dwa, bo od razu pojawia się chaos w mojej głowie. Z quizu wynika, że jestem minimalistą :)
    M.

  • Ale super, że udostępniasz nam fragmenty swojej książki! ;) Muszę ją wreszcie przeczytać w całości. W życiu raczej jestem minimalistką ale nie zaszkodzi się dokształcać jeszcze bardziej!

  • Prawdziwy minimalizm zaczyna się wtedy kiedy mieszkasz z drugą osobą w kawalerce 25 m², na których macie jedną wspólną szafę, jedno biurko z krzesłem i jedno łóżko. Nie ma wtedy miejsca na zbędne rzeczy i upychanie ich po kątach. Do tego bardzo pomaga też bycie studentem, dzięki czemu nie można sobie pozwolić na wydawanie na niepotrzebne rzeczy. Wtedy każdy chomik chcąc, nie chcąc zamienia się w minimalistę :D

    • Owszem, owszem, zakładając, że nie zostawiło się 3/4 dobytku w domu rodziców :).

      • Haha, no tak. Osobiście jestem w domu rodzinnym 2-3 razy w roku, więc nie było sensu tam zostawiać nic oprócz mebli. Aczkolwiek, co racja to racja. :)

    • kawa

      Mam podobną sytuację, tylko większy metraż (32 m2) i niestety sam fakt małego mieszkania nie sprawi, że w magiczny sposób zapanuje porządek, a zbędne przedmioty znikną ;) Swoje rzeczy od rodziców przywiozłam już dawno, ale ich ogarnianie idzie mi tak powoli… Ale dążę do minimalizmu i stopniowo robię postępy ;)

  • Podstępu nie polecam. W czasach kiedy byłam strasznym chomikiem stosował ją mój tata. Kiedy odkryłam ten “podstęp” gromadziłam w złości jeszcze bardziej zapalczywie :) Do minimalizmu trzeba dojrzeć – nie ma drogi na skróty.

  • aga

    Porządki świąteczne – pytanie z quizu. Nie rozumiałam, nie rozumiem i nie będę w stanie nigdy pojąć tego szału sprzątania na święta, u mnie w domu tego nie było, sprzątało się cały rok normalnie, na bieżąco i w swoim domu postępuję tak samo.

  • Hej Kasia, w quizie wyszła mi minimalistka. Moja mama i mąż są chomikami, mamie co jakiś czas pomagam odgruzować łazienkę, kuchnię i piwnicę, ale to jest długi i żmudny proces. Niedawno wprowadziliśmy się z mężem z Irlandii, do PL wróciły 2,5 mojej paczki i 7, 5 jego. Nie rozumiem, ale akceptuję. :)

  • vesper

    Ja jednak stosuje metodę podstępu. Przykład – butelki po winie. Mój chomiczy mąż zabronił mi wyrzucać wyjątkowo ładnych, jego zdaniem, butelek. moim zdaniem to po prostu szklane śmieci. Po jakimś czasie zalegania schowałam je do kartonu na szafie i poinformowałam o tym męża, żeby się czasem na mnie nie złościł, że wyrzucam jego skarby :p A teraz, po jakimś roku, wyrzuciłam połowę tych butelek do śmieci, bo mąż już na pewno nie pamięta, że w ogóle tam są. To samo tyczy się stosu gazet, kapselków po piwie, biletów z kina i miliarda innych odpadów.

  • skak Anka

    To ja dorzucę sposób mojej mamy, który sama praktykuję w stosunku do własnego męża. Oddałyśmy należną część szafy i komody szanownym panom i uznałyśmy, że dopóki drzwi i szuflady się domykają, a zawartość nie próbuje wydostać się na zewnątrz, to jest ich królestwo. Próby abordażu są skrupulatnie duszone w zarodku, bo umowa była za obopólną zgodą wypowiedziana głośno na forum przy świadkach. A argumenty- mam za mało miejsca- kończą się wspólnym przepatrzeniem zawartości i uporządkowaniem przestrzeni (wychodzi raz na pół roku). Tym sposobem wszystko jakoś się ogarnia, nawet takie bałaganiarskie chomiki 🙂 pozdrawiam

  • Anna Maria Piechocińska

    Od razu zastosowałam ostatni sposób, kiedy odgruzowywałam łazienkę mojej mamie. Niestety nie mogę u niej siedzieć dłużej, żeby zrobić porządek w całym domu, ale przynajmniej kawałek przestrzeni jest ogarnięte, a ona po dziś dzień nie zauważyła braków w łazienkowych gratach. ^^

  • KarMagKat

    Ja działam podstępem, przyznaje się do tego i wiem, że inaczej usłyszałabym “jeszcze się przyda”. Niestety, starsi ludzie (nie tylko, ale u nich najczęściej to obserwuję) mają tendencje do aktywnego chomikowania wszystkiego. Gdybym regularnie po sezonie letnim nie wyrzucała zbędnych rzeczy z naszego letniego domu, to pewnie zginęlibyśmy pod sterta plastikowych opakowań, słoików, reklamówek i innego badziewia. Ubrania i buty to rzecz osobista, tego nie dotykam. Ale 5 nieznanych nikomu szczoteczek do zębów i 8 używanych przez nie wiadomo kogo golarek jednorazowych musi wylądować przeze mnie w koszu, bo inaczej nie znajdzie się tam nigdy. To już nawet nie jest podstęp, to są działania prewencyjne do zachowania względnej higieny w najbliższym otoczeniu… Można się ze mną nie zgodzić, ale uważam, że jako młode pokolenie mam obowiązek kontrolować trochę moich dziadków, bo ich siły umysłowe nie są już na takim poziomie jak być powinny. Czystki w lodówce też bywają niezbędne (żeby tego dokonać należy wysłać babcię z misją poszukania jakiegoś zdjęcia czy książki wśród bibelotów, zyskuje się czas na akcję).
    A z moją drugą połówką to działamy na tych samych falach. Mamy to, co jest faktycznie potrzebne i/lub ładne i sprawia nam przyjemność (np. obrazy). Pozdrawiam!

  • ann

    Wiem sporo o chomikowaniu. Moja mama jest strasznym zbieraczem. Moja babcia też była. Ile ja się nawalczyłam żeby uporządkować nasze życie! Niestety ze zbieraczem nie jest to łatwe i poległam. Mama mowiła, że wynagradza sobie czasy z dzieciństwa kiedy nic nie miała. Jak kupi nowy ciuch to mówi, że wydała na to pieniądze i na pewno się tego nie pozbędzie nawet jeśli dana rzecz ma 15 lat! Czasem jak ją sposobem zachęce to wywalimy kilka dużych worów z ciuchami, ale to jest kropla w morzu. Zawsze mnie to tyle nerwów kosztowało. Teraz jak ją odwiedzam to jak widze zawalone pokoje to nadal mnie to wkurza i najgorsze, że nic nie da się przetłumaczyć. To jest walka z wiatrakami. Bywało, że jak wywalałam swoje ciuchy, to musiałam to robić ukradkiem, ale i tak potem mama się pytała czemu jej tych ciuchów nie pokazałam zanim je wyrzuciłam. Żadne pomieszczenie nie nadaje się do przyjmowania gości co mnie tym bardziej irytuje. I nadal uważa po tylu latach, że ona nie jest zbieraczem i że jej ten temat nie dotyczy.

  • Zuza

    Nie jestem chomikiem. Ale czy jestem minimalistką? Staram się od dawna i koleżanki twierdzą, że tak, choć przede mną jeszcze dużo pracy. Ale mój M to zbieracz. Może nie nałogowy, ale sentymentalny. Na przestrzeni naszego wspólnego 20 letniego życia pozbyliśmy się setek kg książek. Mi to idzie łatwo, jemu serce pęka.
    Ale generalnie jest dzielny i raz na pół roku przechodzi do działania i “oczyszcza swoje otoczenie” (pod naciskiem ofkors) – czy to odzież, czy książki czy inne skarby z przeszłości. I tak sobie żyjemy – rozwijająca się minimalistka i ewoluujący chomiczek. W przypadku dzieci nie jest najgorzej, ale to dlatego, że jeszcze mam na nie wpływ. Minimalna ilość mebli do przechowywania ogranicza możliwości gromadzenia.
    Czytam blog od kilku tygodni, zakładka po zakładce. Jest świetny. Gratuluję i pozdrawiam.

  • Aga

    Trochę to dla mnie dziwne, to stwierdzenie, że nie wlicza się do posiadanych rzeczy tych, które się używa z pozostałymi domownikami. Bo tak na to patrząc, to sporo ludzi nie ma setki rzeczy tylko swoich, z których nikt inny nie korzysta.