Ponad 20 rzeczy, których nie kupuję (lub kupuję mało)

 

Minimalistyczne życie to nic więcej, jak suma pojedynczych, drobnych decyzji, które sprawiają, że wpadamy w nadmiar lub nie. Bez których przedmiotów ja potrafię się obejść? Poniżej lista 20 rzeczy, których nie kupuję lub kupuję mało.

 

20 rzeczy

 

1. Świece

Dziwny początek, wiem :). Nie bez powodu jednak świece trafiły na pierwsze miejsce mojej listy (dalsza kolejność zupełnie przypadkowa). Świeczki są dla mnie osobistym przykładem rzeczy, które kupowałam, bo chciałam. Bo są ładne. I pachną czasami. I nigdy nie zużywałam ich tyle, ile kupowałam. Od ponad roku nie kupiłam ani jednej świeczki, choć przejście przez dział świec i dekoracji w Ikea boli :). Nie kupię nawet najpiękniejszej świeczki dopóki nie wypalę ostatniej, którą mam w domu. Nie mam ich znowu aż tak dużo, ale jak się okazuje i tak więcej, niż zużywam regularnie i na bieżąco.

 

2. Dekoracje

Skoro od świeczek wyszłam, na drugim miejscu lądują dekoracje. Nie pamiętam, kiedy ostatnio kupiłam jakikolwiek przedmiot, którego zastosowanie byłoby czysto dekoracyjne, a kiedyś znałam katalog Ikea na pamięć. Dziś już ta marka nie budzi we mnie aż takiego zachwytu, ale mnogość choćby pięknego, polskiego rzemiosła robi swoje. Niezależnie od liczby pokus, nie kupuję dekoracji, bo tylko zalegają mi potem na półkach i w szafkach. Do tej pory mam girlandę cotton balls, którą bezskutecznie próbuję sprzedać. To dotyczy również obrazków na ścianę. Kiedyś miałam chęć obwieszenia każdej ściany, dziś już mi przeszło. To samo tyczy się doniczek.

 

3. Gazety

Kiedyś kupowałam więcej, dziś okazjonalnie kupuję Wysokie Obcasy lub Urodę Życia. Nadal lubię poprzeglądać babskie pisemka, ale mam na to inny sposób, niż ich kupowanie. Oczywiście, czasami pożyczam, ale rzadko. Zaległości z reguły nadrabiam u fryzjera lub kosmetyczki, albo w kawiarni. Raz na jakiś czas mam ochotę wyskoczyć sama i popisać, poczytać w innym otoczeniu, niż zwykle. Wtedy kupuję kawę i nadrabiam lekturę czasopism. Poza oczywistą przyjemnością sprawioną samej sobie, jest to też sposób zwyczajnie dużo bardziej opłacalny.

 

4. Książki

Kupuję mało z kilku względów. Po pierwsze, odkrywam przyjemność pożyczania. Biblioteki, również te znajomych, są cudownym źródłem. Po drugie, jeśli już zdarza mi się kupić upatrzone pozycje, z reguły jako ebooki. Po trzecie, odkrywam bezpłatne strony z książkami, o których niedługo napiszę więcej. Po czwarte i ostatnie, zdarza mi się również otrzymywać wybrane książki z wydawnictw, ponieważ bloguję. Wiem, że ten ostatni sposób z oczywistych względów nie jest dostępny dla każdego.

 

5. Płyty

Kocham dobra muzykę, jak wiecie sama też trochę śpiewałam. Kiedyś kupowałam więcej płyt CD, teraz nie kupuję wcale. Rzadko kiedy jest tak, że podobają mi się wszystkie utwory na danej płycie. Jeszcze parę lat temu nie było wyboru, nawet dla jednej piosenki trzeba było kupić całą płytę. Teraz kupuję bardzo wybiórczo – raczej ściągam pojedyncze piosenki na telefon, a w domu i samochodzie mam głośniki, z którymi mogę się połączyć przez bluetooth. Dodatkowe sprzęty i płyty nie są mi potrzebne.

 

6. Papiernicze

Notesy i notesiki, zeszyty, długopisy, pisaki, kolorowe samoprzylepne karteczki. Wszystkie te kuszące motywacyjne obrazki. Organizery i planery. One nie są złe, ale ich nie kupuję. Już nie. Są piękne, nie zaprzeczam, ale wystarczy mi podziwianie, nie muszę ich mieć. Mam notes, którego używam na co dzień, darmowe planery od Design Your Life, które co miesiąc sobie drukuję i wklejam do notesu, kilka długopisów, bo gubię i drobny zapas artykułów biurowych w pracy. Więcej mi nie potrzeba i więcej nie kupuję.

 

7. Biżuteria/Ubrania

Stali Czytelnicy bloga wiedzą, bo widzą, że nie noszę zbyt wiele biżuterii. Nie noszę i nie kupuję, a to co mam, w większości dostałam w prezencie. Ostatni mój zakup biżuterii to zegarek Daniel Wellington, który kupiłam jesienią 2014 roku. Moje podejście do ubrań, butów znacie. Piszę o nim na blogu od paru lat. Nie będę więc tego opisywać po raz kolejny, a jedynie odeślę do wpisów z cyklu Szafa Minimalistki.

 

8. Kosmetyki

Żelazna zasada, nie kupuję konkretnego kosmetyku dopóki mi się nie skończy ten aktualnie używany. Kropka. Żadnego kompulsywnego chodzenia po drogeriach. Swoją zawartość kosmetyczki regularnie pokazuję na blogu w cyklu Toaletka Minimalistki, z grubsza wiecie więc, jakich kosmetyków używam na co dzień. Ostatnio coraz częściej zdarza mi się otrzymywać próbki czy też pełnowymiarowe kosmetyki w ramach prowadzenia bloga, ale rzadko zostają w mojej kosmetyczne na stałe. Jeśli zostają piszę o nich, a resztę najczęściej rozdaję.

 

9. Kubki/filiżanki

Kubki do kawy, moja miłość. Wydawało mi się, że muszę mieć każdy piękny kubek, dziś już wiem, że nie muszę. I nie chcę. Ostatni kubek dostałam w prezencie dawno i teraz raczej pozbywam się zniszczonych egzemplarzy, niż kupuję nowe. Wiem już też dokładnie, w jakich kubkach najbardziej lubię pić kawę i nie idę na kompromis. Ostatnio, na targu śniadaniowym w Warszawie zobaczyłam przepiękne kubki prosto od polskiego producenta, który się wystawiał. Kiedyś kupiłabym od ręki, dziś już wiem, że np. nie lubię kubka bez ucha, a podstawki do filiżanek to dla mnie zupełnie zbyteczny element. Nie kupiłam.

 

10. Zastawa kuchenna

Podobnie, jak z kubkami,sprawa ma się z talerzami, miseczkami, sztućcami itp. Mamy w domu po kilka podstawowych elementów zastawy, po 4 talerze, miski, 4 komplety sztućców i nic więcej. I nic więcej nie kupuję. Tak po prostu, bo nie potrzebujemy. Gdybym nagle musiała urządzić przyjęcie na kilkanaście osób, pewnie zwyczajnie pożyczyłabym lub wypożyczyłabym potrzebne rzeczy. Nie widzę sensu trzymania ich w szafkach na wszelki wypadek.

 

11. Kuchenne akcesoria

Dobra, tu się nie wymądrzam, bo nie lubię gotować i generalnie niewiele rzeczy jest mi w kuchni potrzebnych. Jednak MM gotuje i czasami trzeba kupić patelnię, gdy stara się zniszczy. Ale patelnia to nie czwarty robot kuchenny, czy termometr do pieczenia mięsa, bo w Lidlu była promocja. Albo taka śliczna malutka tarka, która tak pięknie wygląda na zdjęciach na Instagramie. Nie kupuję takich rzeczy.

 

12. Obrusy/podkładki na stół

Mam w domu 1 (słownie: jeden) obrus, który dostałam od Mamy lub Babci, nie pamiętam. Bialutki, na wyjątkowe okazje. Więcej mi nie potrzeba i nie kupuję, choćby były najpiękniejsze. Podkładki na stół się przydają, żeby mocno nie zniszczyć drewna. Wymieniam, gdy się zniszczą, nie trzymam i nie kupuję na zapas.

 

13. Słodycze

Płynnie kontynuując omawianie zawartości kuchennych szafek, przechodzę do jedzenia. Nie kupujemy z MM  i nie trzymamy w domu słodyczy. Wyjątkiem są lody, na które czasami chodzimy (mamy kilka ulubionych lodziarni w Warszawie), chipsy, ale tylko w trakcie meczów ;) i takie malutkie pudrowe cukierki, które zawierają chyba całą tablicą Mendelejewa, ale to smak z dzieciństwa i poprawiają mi humor w trakcie PMS ;). Kupuję raz w miesiącu.

 

14. Alkohol

Nie jestem abstynentką, ale alkohol piję bardzo rzadko, właściwie jedynie w trakcie spotkań z przyjaciółmi i znajomymi. Alkohol, który mamy w domu to wino do risotto i kilka butelek, które dostaliśmy kiedyś w prezencie i tak sobie leżakują najczęściej stając się ponownie prezentem ;). Do tego mam uczulenie na wino i piwo (pleśń!) więc z reguły jeden kieliszek mi wystarczy, żeby się zasmarkać, co skutecznie sprawia, że unikam alkoholu.

 

15. Papierosy

Paliłam na studiach. Wtedy wszyscy palili i chyba nawet się nad tym zbytnio nie zastanawiałam. Na szczęście, mój organizm pewnego dnia (prawie 10 lat temu) sam postanowił mi powiedzieć, że dość, więc przestałam palić. Tak z dnia na dzień i dziś nie wyobrażam sobie powrotu do tak paskudnego nałogu. Pomijam fakt, że to też kosztowny nałóg.

 

16. Butelkowana woda mineralna

Woda z kranu w Warszawie jest doskonałej jakości i spokojnie można ją pić bez konieczności wcześniejszego przegotowywania. Czasami zdarza się, że kupię małą butelkę jadąc na squasha, ale na co dzień do domu nie kupujemy wody butelkowanej.

 

17. Imprezy “na mieście”

Szczerze mówiąc, prowadzę dość emerycki styl życia. Chyba wyszalałam się na studiach i teraz nie mam najmniejszej ochoty na weekendowe imprezy do rana. Zdecydowanie wolę “domówki” i bardziej kameralne spotkania. A co za tym idzie, nie płacę za taki tryb życia ani zdrowiem, ani pieniędzmi. 

 

18. Kawa “na mieście”

Czasami kupuję, gdy spotykam się kimś, gdy idę poczytać gazety raz na 2-3 miesiące, ale nie na co dzień. Nie będę się wymądrzać, że kawa w kawiarni jest dużo droższa i to takie “nieminimalistyczne”. Bywają chwilę, gdy się ma ochotę zmienić otoczenie i wypić dobrą kawę w pięknej przestrzeni. Na co dzień jednak piję kawę w domu i w biurze. Kiedyś zdarzało mi się kupować kawę na wynos w trakcie podróży samochodem czy pociągiem, ale dbam, żeby pamiętać o zabraniu kawy na wynos z domu w kubku termicznym. Specjalnie kupiłam sobie taki ładny, żebym lubiła go zabierać :).

 

19. Karty abonamentowe

Po dokładnym policzeniu nie zdecydowałam się lub zrezygnowałam z wszelkich abonamentów. Z siłowni, prywatnej opieki lekarskiej czy karty do kina. W większości przypadków, kupując pojedyncze towary czy usługi bez abonamentu i tak wydaję mniej, niż kosztowałby mnie abonament.

 

20. Psie gadżety

Podobnie jak matki potrafią zaszaleć z zakupami dla dzieci, tak psiarze wariują czasami na punkcie gadżetów dla psów :). Przyznaję, że kolorowe obroże, bandany i śliczne smycze kuszą, ale nie daję się :). Z zoologicznego wychodzę tylko z karmą i smakami, a raz na jakiś czas kupuję Neli nową zabawkę-szarpaka, gdy stary zostanie zjedzony. Dosłownie zjedzony. Dla niej i tak najlepsza zabawka to zwinięta w kulkę stara skarpeta. 

 

21. Pamiątki

Nigdy nie miałam szczególnej skłonności do kupowania pamiątek, ale zdarzyło mi się przywieźć dziwny naszyjnik z Egiptu czy figurkę z Grecji. Dziś, jeśli zdarzy mi się coś kupić to jest to albo coś do jedzenia/wypicia, albo coś potrzebnego np. do ubrania – jak spodnie czy marynarka przywiezione z Tajlandii.

 

22. Akcesoria do zdjęć

Oczywiście, że mogłabym uzasadnić każdy zakup zbędnej pierdołki faktem, że przydałyby mi się do zdjęć na bloga. Tacki, kubki, słomki, słoiki, podkładki, talerzyki, sztućce, ozdobne nożyczki. Mogłabym tak wymieniać bez końca. A skoro zdarza mi się na blogu zarabiać, to przecież właściwie inwestycja! Nic bardziej błędnego. Nie kupuję takich rzeczy na potrzeby bloga. Korzystam z tych przedmiotów, które mam i używam na co dzień.

 

23. Pudełka do przechowywania

Najprzyjemniejsze i najbardziej oczywiste na koniec :). Mniej rzeczy to jednocześnie duuużo mniej potrzebnego miejsca do przechowywania i gadżetów potrzebnych do organizacji przestrzeni. Za każdym razem, gdy widzę w internecie czy prasie kolejny artykuł o super-hiper gadżecie czy rozwiązaniu ułatwiającym przechowywanie mam ochotę krzyczeć, że nie tędy droga. Nie dla pudełek, pudełeczek i organizerów.

 

Potrzeby każdego z nas są inne, inna więc będzie każdorazowo lista rzeczy, bez których można się obejść. Ciekawa jestem czy znalazłyście na niej punkty wspólne ze swoimi?

105 komentarzy
  • Dorota

    no niestety nie zgodzę się co do jakości wody w stolicy – toż to woda z dna Wisły, tyle że schlorowana – moim zdaniem absolutnie nie zdatna do picia, no może po przegotowaniu…

    • Dorota, polecam listę artykułów na tym portalu pijewodezkranu.org. Nawet lekarze bardzo pochlebnie wypowiadają się na temat jakości wody z kranu w Polsce. “W przeszłości z czystością wody bywało różnie. Dzisiaj jest naprawdę bezpieczna” – mówi Konstanty Radziwiłł, wiceprezes Naczelnej Izby Lekarskiej. Większość moich znajomych w Warszawie od lat pije wodę z kranu i wszystko jest ok.

      • Katarzyna Schulz

        Ale proszę sobie wyobrazić przez jakie rury przepływa od punktu w którym ktoś ją pod względem jakości kontrolował. Ja przestalam pić olsztyńska (w smaku bardzo dobrą) kranowke po tym jak na wyobraźnię podziałala przeczytana gdzieś informacja, że osoby pijące taka wodę mają dużą szansę na goszczenie w organizmie pasożyta. Nie wiem na ile jest to twierdzenie słuszne…ale wystarczylo(;

      • Nie wiem, jak w Olsztynie, ale na temat rur i mitów z tym związanych również jest sporo informacji pod linkiem, który podałam.

      • Marta Zet

        Kasia, ale wystarczy dzbanek typu Brita, Aquaphor czy Dafi. Koszt minimalny a woda smakuje lepiej i jednak jest przefiltrowana. Od lat w ten sposób filtruję warszawską wodę:)

      • Wiesz, nawet myślałam o Brita, ale jakoś nie czuję tej potrzeby. Może, gdybym wypróbowała i poczuła różnicę… Nie zarzekam się.

      • Zuzka

        Ja wierzę, że woda w Warszawie jest ok, ale rury w moim domu na Starym Mokotowie są tak zarośnięte, że to, co trafia do mojego kubka z kawą nie jest już godne polecenia. Kupuję 5 litrową wodę i w pierwszej kolejności trafia ona do miski mojego psa (bo jak tu truć malucha żółtawą breją z kranu ;).

      • Madeleine

        mała korekta- mówi Konstanty Radziwiłł, dziś już minister zdrowia :)

  • zocha

    Emerytka wita Emerytkę ;) Pasuje do mnie każdy punkt oprócz… słodyczy. Ale jak można się oprzeć czekoladzie orzechowej, jak???

    Ja właśnie jestem przed zakupami z powodu zmiany mieszkania i okazuje się, że w nowym brakuje paru rzeczy, które miałam pod ręką. Przede mną więc zakup talerzy i szklanek, czajnika, ociekacza do sztućców czy szczotki do toalety. Co do reszty to brakuje mi jeszcze butów na zimę i moja torebka postanowiła – całkiem niespodziewanie – zakończyć swój żywot.

    Tez mam psa, który uwielbia skarpety, najlepsza zabawa jest jednak wtedy, gdy może je ściągnąć wprost ze stopy, a jeszcze lepsza, gdy nikt nie zwróci na to uwagi – np. podczas oglądania filmu – i w takiej skarpecie można wyciamczyć dziurę albo… zjeść kawałek ;) Z zabawek uznaje tylko piłki, które posiada dwie – małą i dużą. A tak to jeszcze dwie smycze – jedna na spacery, druga do biegania, dwie obroże – jedna zwykła z adresówką, druga przeciwko kleszczom.

    Co do wody butelkowanej, mam w domu dzbanek filtrem, więc przed wypiciem ją filtruję – jakoś nie jestem przekonana do wody we Wrocławiu na tyle, żeby pić ją prosto z kranu… Nawet psiak i chomiki dostają przefiltrowaną :p

    • Czytając Twój komentarz uświadomiłam sobie, że od dawna nie mamy czajnika :).

      • Dorota

        to jak parzysz herbatę? zaintrygowało mnie to

      • Dorota, bardzo rzadko pijemy herbatę. Głównie piję kawę z ekspresu, a jeśli potrzebuję wrzątku, gotuję w rondelku. Stało się to tak naturalne, że w ogóle nie odczuwam potrzeby kupienia czajnika :).

      • zocha

        Moje (i mojego partnera) uzależnienie od herbaty jest jednak zbyt duże, żeby nie mieć czajnika ;) Był czas, gdy gotowałam wodę w rondlu, ale przy tych ilościach wrzątku, które wypijamy codziennie, zwyciężyła ekonomia, ponieważ koszt zagotowania wody w czajniku elektrycznym jest dużo niższy w rozliczeniu rocznym, niż gotowania na kuchence.

    • marcjanna

      Moja przygoda z dzbankiem z filtrem zaczęła się własnie od zwierzaków :) Jeden z kotów miał chore nerki i zaczęłam mu filtrować wrocławska kranówkę. Teraz i ja z tego korzystam.

  • Zgadzam się z większością. Z gazet kupuję tylko Twój Styl, okazjonalnie WO, płyt w ogóle nie kupuję. Nie palę, słodycze jem, gdy dostanę w prezencie;), alkohol też tylko w prezencie (mam już niezłą kolekcję). Mam jednak słabość do książek. Nie lubię e-booków, a czasem nie chce mi się czekać, aż wyczekiwana książka zostanie zakupiona do biblioteki (jeżeli w ogóle). Co do wody też nie jestem do końca przekonana – ja kupuję niestety butelkowaną. A co do psich lub dziecięcych gadżetów – jestem mamą, ale córce nie kupuję praktycznie nic-oprócz jedzenia oczywiście;) – chyba coś jest ze mną nie tak :)
    Pozdrawiam.

  • Anna

    Do mnie też pasuje wiele punktów z Twojej listy. Kupowanie wody mineralnej też znacznie ograniczyłam, w domu piję przefiltrowaną kranówkę (i żyję!). Przerażała mnie po prostu generowana ilość plastikowych odpadów. Z podróży jako pamiątki przywożę głównie miody i dżemy, bo to na pewno zjemy. Bo z alkoholem to jest jakoś tak, że w domu prawie go nie pijemy. Lubię czasami wypić kieliszek wina do obiadu, ale raczej nie więcej, bo mam słabą głowę. Mój M. preferuje piwo, które i tak pije poza domem przy okazji spotkań towarzyskich. A mocne alkohole to zalegają mi w szafce latami. Dlatego ostatnio uskuteczniam redystrybucję (żubrówka dziadkowi na imieniny, whisky koledze;). Kawę (jedną dziennie) piję albo w pracy, albo w weekendy w domu, bo kiedyś w prezencie dostałam uroczą kawiarkę i żal z tego nie korzystać. Czasami się skuszę na zakup na mieście, ale dużo rzadziej niż kiedyś, gdy każde wyjście do kina czy na zakupy wiązało się z wypiciem kawy w kawiarni. Z kosmetykami mam jeszcze problem, ale po poważnych czystkach i rozdaniu wielu rzeczy mamie i siostrze znacznie zminimalizowałam nowe zakupy. Brakuje mi jeszcze czasami konsekwencji, czasem pokusa jest silniejsza, ale małymi krokami dochodzę do miejsca, w którym nie ma już tego kompulsywnego “muszę to mieć”.

  • A co Kasiu uważasz o tygodnikach opinii typu Polityka,Wprost czy do Do Rzeczy, czy nawet dzienniki typu GDP czy Rzeczpospolita? Dlaczego kobiety mają czytać tylko babskie gazety? Stereotyp o tym, że tak się dzieje, jest na tyle silny, że u fryzjera czy przed gabinetem ginekologicznym możemy spotkać na stoliku głównie plotkarskie tytuły typu Show
    Bo mi się wydaje, że jednak inteligent powinien być na bieżąco z wydarzeniami społeczno-politycznymi, z ekonomią. A ograniczanie się tylko do czytania newsów z onet. pl czy wp.pl niczego nie daje bo tam są skrawki wiadomości bez żadnej pogłębionej analizy. A te wiadomości czy newsy mają później wpływ na nasze życie. Dlatego pytanie jest o to czy warto zawczasu wiedzieć co w trawie piszczy?…

  • Gdybym sama zrobiła tego typu listę, prawie wszystkie z wymienionych przez Ciebie rzeczy znalazłyby się na niej, no może oprócz książek, choć staram się ograniczać ;) i muszę przyznać, że pojedyncze sztuki czy to kosmetyków czy świeczek w zupełności mi wystarczają :) A najbardziej lubię to uczucie, gdy pomimo wielkiej ochoty kupienia jakiejś rzeczy, nie kupuje jej i później uświadamiam sobie, że wcale nie była mi potrzebna – wtedy jestem taka z siebie dumna ;)

  • Ev

    Na mojej liście rzeczy, których nie kupuję znalazło by się o wiele mniej pozycji… zdecydowanie. :)

  • Pod wieloma punktami mogłabym się podpisać. Kiedyś, wręcz obsesyjnie, szukałam nowe gadżety do zdjęć na blog. Teraz zmieniłam swoje nastawienie, znalazłam swój styl i nie potrzebuję tylko rzeczy. Pod okryciu Spotify przestałam też w nadmiarze kupować płyty, teraz patrzę głównie na winyle. Książek mam małą listę, które chciałabym kupić, ale nie spieszy mi się do wypełnienia listy.

  • aga

    To ja wolę kupić gazetę niż kawę.

  • disqus_TEDIsvII1h

    Ja też większości rzeczy z tej listy nie kupuję. Wyjątki stanowią książki, kuchenne akcesoria (dużo gotuję i pikę, lubię to) i ubrania (dla dzieci np. muszę, bo raz, że rosną, a dwa, że niszczą), rzeczy papiernicze (dzieci potrzebują do tworzenia, a nie zamierzam ich kreatywności hamować), alkohol (lubimy z mężem od czasu do czasu napić się wina), ale i tu staram się ograniczać. Inne rzeczy, których nie kupuję to zabawki (kupuję 2 razy w roku – na gwiazdkę i na urodziny, chociaż nie zawsze zabawki są prezentami), ręczniki, pościel, elektronika (nie jesteśmy gadżeciarzami na szczęście). Kawę piję od jakiegoś czasu prawie wyłącznie w domu. Z podróży lubię przywozić jadalne “pamiątki”. Mam dwa koty, ale też im nie kupuję nic oprócz żwirku i karmy – żadnych kocich zabawek itp. rzeczy (mają drapak, ale to konieczność jeśli nie chce się mieć doszczętnie zniszczonych mebli).

  • Dzienniki i tygodniki opinii na papierze czytam wyjątkowo rzadko, raczej sięgam do tych treści dostępnych online, chyba że coś mnie szczególnie interesuje. Treści na onecie i wp nie czytam wcale. Jest to część diety informacyjnej, na której jestem od lat. Gdy potrzebuję, czytam opinie ludzi, których postrzegam jako autorytet w danej kwestii, jakoś nic szczególnie istotnego mnie nie ominęło.

    • Anna

      Właśnie uświadomiłaś mi, że stosuję dietę informacyjną:) od jakiegoś czasu odcinam się od nadmiaru informacji, zarówno tych w skali makro, jak i mikro (społecznościówki). Jest mi z tym świetnie. Nie wiedziałam, że to się tak ładnie nazywa:) ale polecam każdemu.

    • Manufaktura Zdjęć

      Właśnie…Kasiu, mogłabyś napisać coś więcej o Twojej diecie informacyjnej?

  • Uwielbiam, te Twoje minimalistyczne teksty:) przez ostatni rok sporo zmieniłam u siebie w tym temacie (rownież za sprawą Simplicite), jednak miłość do papierowych pierdółek i kawy na mieście jest nadal większa od miłości do minimalizmu. Chociaż tydzień temu wyszłam z TK MAXXa bez żadnego z 3 ZACHWYCAJĄCYCH notesów, więc może i tu coś się zmienia?;)

  • Nic z tych rzeczy nie kupuję. No może wodę butelkowaną, gazety i trochę książek. Reszta jest zbędna. Te pierdoły tylko zagracają przestrzeń i nie chce się potem sprzątać. Jedynie czego mi brakuje to ładna duża świeczka do pokoju. To tyle. Na dodatek kasa leci jak jest się fanem takich bezużytecznych dupereli.

  • Riverina

    Fajna lista. Większości z tych rzeczy również nie kupuje, jak również zadnych gadzetów do samochodu, elektroniki ( poza laptopem, jak wysiądzie), aparatów fotograficznych ( mam dobra lustrzankę, a i tej nie uzywam), zapasów pościeli itp. Kupuję niestety ciągle ubrania, kosmetyki – jak nie kupię 1-2 miesiące, to potem wydam 3 razy tyle i ksiązki, bo lubię czytać drukowane, nie lubię czytników. Ale potem zwykle je oddaję, bo nie miałabym się gdzie ruszyć w domu. Z bibliotek nie korzystam, bo mają dosyć stare książki, a ja lubię czytac nowości na bieżaco. To duży wydatek bo między 100-200 zł miesięcznie. A jeszcze wino….bardzo żałuję, ze nie mam uczulenia :)

  • Emilia Maciejewska

    Zasada, że rzeczy używa się aż umrą jest zawsze dobra. Równie dobrą jak ta, żeby przed każdym zakupem zastanowić się co najmniej 3 razy czy dana rzecz jest nam potrzebna i czy przypadkiem nie możemy tej rzeczy zdobyć od kogoś. Zdecydowanie wolę kupować bilety na wydarzenia czy coś w knajpie podczas spotkania towarzyskiego niż kolejny grat do domu. Tak samo popieram rezygnację z jedzenia na mieście bo tak, bo nie chce się gotować. Akurat to lubię, ale to też nie skłania mnie do posiadania masy sprzętu. Talerze i sztućce mam każdy z innej parafii, ale póki się nie stłuką nie kupię nowych. Nie urządzam wystawnych przyjęć, a na parapetówki tak planuję dania by dało się je zjeść bez wyszukanych zastaw.
    Najistotniejsze w kontroli wydatków jest ich spisywanie i planowanie. Spisywanie pokazuje gdzie najwięcej pieniędzy ucieka, planowanie pomaga ten wypływ zatrzymać i oszczędzić na to co naprawdę będzie potrzebne :) Jedynie punkt z prywatną opieką medyczną w moim odczuciu to już daleko ryzykowny krok. Mam złe doświadczenia z państwową służbą zdrowia i teraz intensywnie korzystam ze swojej karty Medicover czy to regularnie chodząc na badania czy tez lecząc zęby, które dentyści “darmowi” leczyli mi nie tak jak powinni.

    • Emilio, ale ja nie napisałam, że nie korzystam z prywatnej opieki zdrowotnej, tylko że nie mam wykupionego abonamentu. Jeśli potrzebuję, chodzę do lekarzy specjalistów w miarę potrzeby, płacąc jednorazowo, np. do ginekologa, dentysty czy laryngologa. U internisty, odpukać, nie byłam chyba już ze 3 lata :).

      • Emilia Maciejewska

        Gratuluję możliwości omijania lekarzy :) A nie boisz się tak bez abonamentu? Bo mi opłacania go daje spokojną głowę, że jak tylko będzie potrzeba to kilka kliknięć i umówię wizytę online. No chyba, że w przychodni z której korzystasz tez masz takie warunki. Inna sprawa, że gdy miałam państwowe tylko (czyli jak nie zarabiałam) to zaniedbałam parę spraw i teraz gdybym miała bez karty zapłacić za całe leczenie zębów to poszłabym z torbami. Każda wizyta u specjalisty to koszt ok. 100-150zł a tyle mniej więcej płacę co miesiąc za limitowany tylko moim i lekarzy czasem dostęp do leczenia.

      • Blisko 7 lat korzystałam z abonamentu zapewnionego przez firmę i zebrałam sporo doświadczeń. Odchodząc nie zostawiłam sobie abonamentu, stwierdziłam, że po czasie zobaczę, czy faktycznie jest mi potrzebny. Reszta to już czysta matematyka. Dentystę mam “swojego”, i tak nie wliczam go do ewentualnego abonamentu. Pozostaje mi korzystanie z lekarzy specjalistów i ewentualne badania. W ciągu roku byłam dosłownie 2 razy u ginekologa, raz u laryngologa (mam przewlekle chore zatoki). To mi daje koszt ok. 400 zł. rocznie.A abonament niech kosztuje 150 zł miesięcznie, czyli 1800 zł. rocznie. Prosta kalkulacja – abonament mi się nie opłaca.

      • Powiem Ci że mi się taki abonament zwrócił w najmniej oczekiwanym momencie, dzięki fizjoterapii w luxmedzie w miesiąc zwróciły mi się 2 lata opłacania abonamentu – życzę tylko, żeby inni czytelnicy nie mieli tego typu problemów ;)

      • Emilia Maciejewska

        Wyliczenie kosztów rocznych robi wrażenie, natomiast jak pomyślę, że zrobię za to wszystkie zęby i sprawdzę stan swojego zdrowia kompleksowo – zwłaszcza pod kątem wyników badań krwi jest to dla mnie istotne, bo przez intensywne uprawianie sportu miałam problemy w tej kwestii – to traktuję to jako inwestycję we własne zdrowie. Oszczędności szukam gdzie indziej. Mamy różne doświadczenia i potrzeby :)

  • Ohoho sporo tego wspólnego :) szczególnie kosmetyki, woda butelkowana,świece i dekoracje do domu. Jedno z czego póki co nie zrezygnuję to biblioteczka – to było zawsze moje marzenie takową mieć, więc tego nie zmieniam ;) Ponadto nie kupuję na zapas chemii gospodarczej – jak się kończy, dopiero wtedy.

  • Beata

    Większości też nie kupuję, ale nie uświadomiłabym sobie tego dopóki nie przeczytałam posta.
    Z tym, że u mnie są to jeszcze:
    – pachnidła do domu
    – kolejne środki do czyszczenia nie wiadomo czego, mleczko do czyszczenia i płyn do wc wystarczą
    – dodatki do jedzenia potrzebne tylko okazjonalnie, jak np. specjalny ocet truskawkowy, który zostanie użyty aż 2 razy i się przeterminuje :)

    :)

    • O, to też mogę dodać do listy! Chociaż czasami ulegam MM w temacie dodatków do jedzenia, on lubi próbować nowych rzeczy bardziej, niż ja :).

  • disqus_b2bJMvS3tu

    Ze świecami to jest jeszcze jeden aspekt, że najczęściej są wyprodukowane z ropopochodnych substancji, a my wdychamy te opary i podtruwamy się. Niedawno czytałam składy bardzo drogich świeczek w markowej i ‘zdrowej’ drogerii i wszystkie były z parafiną.

  • Panna Mysza

    Moja lista praktycznie w całości pokrywa się z Twoją oprócz ciuchów, których mimo,że kupuję mało, to jednak jeszcze za dużo :) jednak na bieżąco pozbywam się takich, których np. nie miałam na sobie kilka miesięcy. Nie mówiąc już o takich, których nie miałam na sobie rok… Pozbyłam się też wszystkich kosmetyków, których nie używam. Lakierów w dziwnych kolorach, cieni do powiek, jakiś rozświetlaczy etc, Wyrzuciłam wyszczerbione albo nielubiane talerzyki, kubki, miski. Tak samo jak nieużywane akcesoria, poupychane. po kątach dekoracje, pudełka po telefonach i laptopach i innym sprzęcie Notatki ze studiów, które leżały kilka lat w pudełkach. Papiery, rachunki, stare długopisy… Matko jedyna, ileż to szpargałów się nazbierało… A sądziłam,że mam mało rzeczy. Dość spora część została i czeka na decyzję, ale pewnie jeszcze wiele rzeczy pożegna się z mieszkaniem :) Od razu jest mi lepiej psychicznie. Wysprzątanie kuchennych szafek to prawdziwe katharsis… A kiedy już przeczytam wszystkie papierowe książki, które kupiłam, a nie przeczytałam, kupię sobie Kindla i będę korzystać tylko z e-booków. Odkryłam też dawne, mega proste smaki, które są najlepsze na świecie. Kanapka z twarogiem i naturalnym masłem. Ze świeżym pomidorem. Spaghetti z pomidorem, oliwą i bazylią. Owoce bez żadnych dodatków… itd. A to wszystko dzięki takim blogom jak ten. Czuję, że powoli zbliża się lepsze.

  • eV

    Z wymienionych rzeczy jest tylko jedna, której nie mogę powstrzymać – artykuły papiernicze. Kocham pisać, kocham rysować, kocham mieć do tego szkicownik z przyjemną w dotyku okładką i wygodny, miękki długopis (nie wiem jak inaczej określić tę cechę długopisów, więc nawiążę do ołówków). Papiery wizytówkowe to moja ostatnia mania – próbuję różnych, dotykam ich w sklepach, patrzę jak chłoną atrament domowej drukarki. A każda taka kartka to kolejna złotówka, niestety. Pozostałe pozycje na liście albo nigdy nie były moimi problemami, albo mnie nie dotyczyły. Co prawda czasem kupię jakiś kubek w Ikei czy pudełko w Biedronce, ale to dosłownie raz na parę lat.

  • Kucyk92

    Kasiu, a gdzie kupowałaś kubek termiczny? Może masz jakiś godny polecenia? Aktualnie poluję na jakiś ładny :)

  • Mam bardzo podobną listę :) chyba dwie rzeczy tylko się nie zgadzają ale pracuję nad nimi :)

  • Nie kupuję gazet od bardzo dawna, bo nie potrzebuję, jeśli już mam coś przeczytać, to podejrzę w internecie ważne informacje, a czytam z reguły tylko książki – i ich też staram się nie kupować teraz, raczej się ostatnio pozbywam, jeśli już coś kupię, to tylko e-booki. Płyt też nie kupuję, muzyki słucham w internecie. Kosmetyki ostatnio tylko i wyłącznie, jak się coś skończy. Papierosów nie kupuję, bo nie palę i mnie od nich odrzuca. Na imprezy nie chodzę, nigdy ich specjalnie nie lubiłam, wolę spokojniejsze spotkania w domu… Pamiątek też nie kupuję. Więc chyba pod większością rzeczy mogłabym się podpisać, jeśli nie pod wszystkimi :)

  • Czy któreś punkty mamy wspólne? Raju, tylko kilka się nie pokrywa ;) Namiętnie kupuję akcesoria kuchenne i książki, bo to dwie moje pasje. No i wodę piję wyłącznie butelkowaną, ale nie jest tego dużo, bo w ciągu dnia przyjmuję głównie hektolitry zielonej i czerwonej herbaty :)

  • verónica

    1. gazet nie kupuję od wieków. co jakiś czas wystarcza mi zwykły skarb rossmannowy.
    2. z książkami jest różnie- w zasadzie kupuję pozycje tylko kilku autorów, ewentualnie rzeczy bardzo sentymentalne, których nie chcę mieć w ebooku tylko na papierze.
    jak np. sobowtór profesora rawy szklarskiego- to książka mojego dzieciństwa.
    3. świec nie kupowałam nigdy, mam kilka sztuk otrzymanych w prezencie, których ciągle nie mam kiedy “wypalić”.
    4. tak jakoś byłam i pozostałam dzieckiem nie lubiącym słodyczy- o wielkanocnym czekoladowym zajączku najczęściej przypominam sobie w okolicach sierpnia ;-)
    5. nigdy nie rozumialam osób kupujących kosmetyki na tony, no ale ludzie są różni
    6. kieedyś, kiedyś miałam coś na punkcie kolorowych i zabawnych skarpetek, ale w sumie ich przecież nie widać, to teraz już aż tak nie szaleję, czasami kupuję coś po prostu dla siebie, ale w rozsądnej ilości.
    7. kiedyś byłam torebkoholiczką, ale udało mi się wyleczyć tę jednostkę chorobową ;-)
    8. nie mam dużo biżuterii, ale czasami zdarza mi się kupić jakiś drobiazg, to chyba jedna z niewielu słabostek na które czasami sobie pozwalam.

  • U mnie w sumie bardzo podobnie, poza płytami. Te kupujemy i mamy ich trochę, bo muzyka z prawdziwej płyty i prawdziwych głośników brzmi zupełnie inaczej.

    • Z “prawdziwej płyty” w sensie CD czy winylowej? Bo jeśli CD to przecież zupełnie nie ma różnicy – oba są plikami cyfrowymi.

      • Mp3 sa skompresowane stratnie, w przeciwienstwie do cd gdzie nie ma kompresji, wiec jest roznica w jakosci dzwieku. Nie jest slyszlana na ipodzie czy czyms takim, ale na wiekszym sprzecie bedzie slyszalna.

      • kkkk

        zgadzam sie. szczegolnie jesli ma sie dobry sprzet i nie mowie tu o glosnikach komputerowych :P

  • Z wieloma rzeczami się zgadzam. Tzn. teoretycznie z wszystkimi – ale pewne rzeczy technicznie, to znaczy w praniu wychodzą inaczej. Jestem dopiero na etapie urządzania sobie życia, nowe mieszkanie, wciąż relatywnie nowe małżeństwo i własne życie ;) Staram się nie zagracić, ale też mam inny styl życia (np. gotowanie i wydawanie przyjęć jest moją pasją, więc moja kuchnia nie będzie minimalistyczna, choć nadal może być rozsądna!). Ale w tym wszystkim właśnie rozsądek jest kluczem – jeśli się kupuje, żeby kupować świadomie, a nie impulsywnie. Dobierać takie przedmioty, które naprawdę są użyteczne i dają szczęście. I wtedy może to być świeczka czy obrus ;)

  • Jakze mi ten post był potrzebny! Bo tak właśnie jest, kupujemy niby drobne i nie za drogiw rzeczy, które zagracaja nam przestrzeń…

  • Marzena

    Ja odpowiem, bo też kiedyś uważałam, że inteligent to powinien. I kupowałam i tygodniki opinii i babskie pisma. Tygodniki opinii porzuciłam, jak na placu zabaw zaczęłam czytać prasę/publikacje branżowe (jestem geodetą) jako te ważniejsze dla mnie. Jak już cokolwiek później kupowałam, to babskie pisma, bo na te “wydumane przemyślenia” już nie miałam ochoty. Babskie pisma porzuciłam, jak pojawiły się świetne blogi tematyczne, które imho wygrywają z pismami drukowanymi.
    Czasem tylko mąż się śmieje, że ja w “Czechosłowacji” żyję. Cóż, taki wybór. Ze mną nie pogadasz na temat aktualnych wydarzeń społeczno-politycznych. Czasem nawet czyste fakty do mnie nie docierają, o komentarzach nie wspomnę. Kiedyś mi było wstyd, teraz po prostu milczę jak ktoś mnie zagaduje.

  • Paulina

    a ja tam lubię otaczać się ładnymi przedmiotami, a dzięki pudełkom do przechowywania wiem, że mam porządek w domu i nie mam niczego na wierzchu. mam 8 ozdobnych pudeł w całym domu, służą mi już kilka lat i nie wyobrażam sobie ich nie mieć – zwłaszcza gdy liczba mieszkańców domu wynosi więcej niż 2 osoby.

    tak samo jest z obrazkami czy innymi duperelami – jeśli ich ilość jest rozsądna to nie widzę w nich nic złego.

    Nie chciałabym krytykować postu, ale jak to mówią = nigdy nie mów nigdy i rozumiem, ze ktoś może czuć się komfortowo przy pustych ścianach, ja jednak lubię mieć w ramkach różne obrazki/zdjęcia/grafiki i nie czuję się stłamszona.

    Po prostu nie rozumiem takiego minimalizmu “na siłę” – ograniczmy się – ok, wiadomo, co za dużo to niezdrowo, ale nie popadajmy w kontrasty, że najlepiej mieszka się pustych ścianach i śpi na materacu.

    • Paulina , w tym momencie sama wrzuciłaś mnie w “kontrast”, o którym piszesz i od którego się tak odżegnujesz. To, że nie kupuję wielu rzeczy nie znaczy, że mieszkam w pustych ścianach i śpię na materacu. Też mam na ścianach kilka plakatów i obrazów mojej mamy i nie czuję się, jak to napisałaś, “stłamszona”. To nie jest minimalizm “na siłę”, to właśnie na tym polega minimalizm, że nie kupujesz rzeczy, które nie są potrzebne.

  • Zawsze podziwiam Twoje podejście i zdolności do minimalizmu, co podkreślam w wielu komentarzach, zwłaszcza jeśli chodzi o szafę czy podejście do kosmetyków. Sama wydaję mnóstwo pieniędzy na rzeczy, które niekoniecznie są mi niezbędne, królują ubrania, książki, zwłaszcza te o dietach, kosmetyki, a także woski zapachowe. Sama nie wiem po co mi tyle tego, bo nasze mieszkanie jest zagracone już do granic możliwości. Niestety mam coś takiego, że jak coś zobaczę, to muszę to kupić już, teraz, natychmiast, bo potem może nie być… Ale nadal nie potrafię nauczyć się ograniczać…

  • Zuzka

    Jeśli chodzi o świeczki, ozdoby i inne pokusy z IKEA, jestem twarda jak stal – gdy się już wybieram do Janek, przeglądam dokładnie stronę sklepu i robię żelazną listę, którą drukuję i przez sklep idę jak czołg, realizując tylko i wyłącznie rzeczy z listy. Ponieważ nie lubię jeździć tam zbyt często, robię zapas ulubionych białych serwetek i świeczek – podgrzewaczy, i mam spokój na dwa lata ;) Naczynia i kieliszki do wina kupiłam hurtem raz – wszystko w bieli, więc nic się nie nudzi, wszystko pasuje i też jest spokój.
    Niestety podobna silna wola zupełnie nie dotyczy zakupów ubraniowych – lubię się “relaksować” przeglądając oferty sklepów, i jak łatwo się domyślić – nie jest to żaden relaks, bo zawsze znajdzie się coś fajnego, co buduje napięcie pt. “muszę to mieć”. Co prawda nie poszukuję swojego stylu, bo już go wypracowałam, a moja garderoba jest dość spójna i większość rzeczy pasuje do siebie nawzajem, ale jednak pokusa kupienia np. kolejnego “perfekcyjnego” białego T-shirtu jest silna i często źle się kończy (portfel wyje). Regularnie robię czystkę w szafie, bo lubię mieć mało rzeczy (oddaję przyjaciółce lub na aukcje dla schroniska). MARZĘ o dojściu do punktu, w którym nie będę chciała niczego wyrzucać i wymieniać na coś bardzo podobnego, tylko nowego.
    Książki kupuję falami – jak mnie najdzie, robię większe zakupy książkowe w dyskoncie online i potem mam zapas. Płyty CD to już rzadki zakup – niestety zdarza się w chwilach słabości “żeby puścić sobie to w samochodzie, bo mam dziś taki nastrój”. Kupno kolorowych pism staram się ograniczać, bo to jest również podyktowane chwilowym nastrojem.
    Idea minimalizmu przemawia do mnie w 10000% – muszę “tylko” znaleźć jakiś patent na swoje uzależnienie od nowych ubrań (które kuszą, bo zawsze są śliczne, uprasowane i pachną nowością). Walczę więc i tak łatwo się nie poddam ;) Już teraz drukuję sobie pliki, które mają pomóc mi uporać się z wydatkami i mam nadzieję, że to dobry start.

    • Zuzka, spróbuję Ci pomóc. Widzę u Ciebie pewien mechanizm, który już dawno chciałam opisać na blogu. Stay tuned :).

      • Zuzka

        Super, bardzo się cieszę i będę śledzić bardzo uważnie wszystkie posty :)

  • Z wyjątkiem punktu 15, ponieważ w UK woda z kranu nie nadaje się do picia, przybijam piątkę!

    • tak? ja pije już 11 lat i nadal lubię :) i nawet bardziej mi smakuje niż w Polsce. Co zresztą potwierdzają przyjezdni znajomi i rodzina – wszyscy chwalą kranówę w UK

      • Może to zależy od regionu? Między Manchester a Liverpool woda z kranu śmierdzi chlorem bardziej niż na basenie (to nasza druga lokalizacja, nie odnotowałam zmian w obrębie jednego miasta). Nadaje się tylko do mycia, nad czym ubolewam, bo butelkowana woda schodzi w ekstremalnych ilościach przy dwójce dzieci.

  • Mała Kacha

    Moja lista pokrywa się z Twoją, mam tylko problem z ciuchami. Zdradź mi jak Ty to robisz, że nie nudzą Ci się ubrania? Ja nie kupuje ich nie wiadomo jak dużo, ale na większość sprzed np. dwóch lat nie mogę już patrzeć. I nie chodzi o to, że sie zniszczyły tylko zwyczajnie mi sie opatrzyły i mam ich dość, chociaż wcześniej bardzo mi sie podobały. A Ty naprawdę chodzisz w swoich non-stop i to w niektórych od kilku lat i wciąż dobrze sie w nich czujesz. Jak to możliwe? :)

    • Kacha, ale ja wbrew pozorom sporo rzeczy wymieniam. Mam ich mało więc relatywnie sporo mi się zużywa i wtedy szukam zamienników. Fakt, dużo ubrań ma 3-5 lat, ale właśnie przez cały projekt Szafy Minimalistki ćwiczę ich miksowanie i to chyba sprawia, że paradoksalnie mi się wcale nie nudzą :). Spróbuj skorzystać ze Slow Fashion Sudoku – może pozwoli CI świeżym okiem spojrzeć na garderobę. Do tego łatwość ubierania się, którą mi daje mała liczba ubrań wynagradza mi chyba wszystko :).

  • Kasia Os

    Z Calym szacunkiem, minimalizm minimalizmem- sama jestem przeciwko zasmiecaniu mieszkania ale…ten post wyglada jak rachunek sumienia Pani po 80, ktora “nie kupuje bo juz mi Nic w zyciu nie potrzeba” ;) troszke spontanu… :) 1 swieczka jeszcze nikomu krzywdy ni zrobila;) pozdrawiam

    • Widzisz Kasiu, tylko na tym właśnie polega minimalizm, że nabywasz tylko te rzeczy, które są Ci potrzebne. A mnie nie są potrzebne kolejne świeczki. Twoje wybory będą inne, niezależnie czy masz 20 czy 80 lat ;). A spontan nie ma nic wspólnego z kompulsywnym, albo kompensacyjnym kupowaniem 10 świeczki.

      • Kasia Os

        A nie mowie o kompulsywnym kupowaniu, a tym by czasem sobie odpuscic I kupic cos naprawde ladnego :) ja rowniez staram sie zyc w zgodzie z minimalizmem – oddalam/ wyrzucilam tony ubran itp, nie kupuje glupot, kazda rzecz ogladam I analizuje czy mi potrzebna, ale nie chce zyc w zupelnej ascezie:)

      • Założenie, że muszę sobie coś odpuścić jest pozbawione sensu. Tak samo jak założenie, że żyję w ascezie, bo nie kupuję określonych rzeczy. To by oznaczało, że minimalizm w życiu jest jak dieta, a czasami pozwalam sobie na ciastko. A to nie o to chodzi. Ja po prostu mam wysoką świadomość tego, co mi potrzebne, a co nie. To nie jest ograniczanie się, tylko wybór. A wtedy nie muszę sobie niczego “odpuszczać”. Po prostu wybrałam, że chcę przeznaczać pieniądze na rzeczy, które są dla mnie bardziej wartościowe. Na przykład, wolę jechać na wakacje niż kupić świeczkę, choćby najpiękniejszą.

      • Kasia Os

        Trudno mamy nieco inne zdanie, ale przykro, ze nie mozna go tu wyrazic… To moj pierwszy I ostatni udzial w komentarzach na tym blogu :( mimo wszystko pozdrawiam I zycze troche wiecej dystansu

      • Kasiu, szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem. Wyraziłaś swoje zdanie, ja swoje i teraz zarzucasz mi brak dystansu :). Szkoda, że nie chcesz rozmawiać, ale rozumiem i dziękuję za Twoją opinię :).

      • Riverina

        Kasiu Os, masz dużo racji z tym, ze minimalizm najlepszy jest dla starszej osoby, bo własciwie wszystko już ma i to w nadmiarze. A rzeczy nie niszczą się za szybko. Dla młodego człowieka jest to bardzo trudne wyzwanie. I trzeba zapytać siebie, czy rzeczywiście mamy na to chęć, czy , jak pisze Katarzyna K. jest to życie na wiecznej diecie, w wyrzeczeniach, co z góry skazane jest na porażkę. Ale zawsze to my wybieramy.Jeden woli świeczki, inny płyny do kąpieli, inny książki. Nie wydaje mi się, że trzeba koniecznie zmieścić się w foremce z napisem minimalizm, bo takiej foremki nie ma. Kto ustala, czy dobrze jest mieć 37 ubrań, czy wystarczy 10? Czy minimalizm to 2 pary butów czy 10? Dla mnie minimalizm to swiadomość, ze nie muszę mieć wszystkiego, co mi się spodoba. To też świadomość, ze nie kupując czegoś nie przyczyniam się do psucia klimatu, wykorzystywania ludzi, zaśmiecania planety. To pomyślenie o dzieciach i wnukach. Dlatego z każdego niekupienia jestem dumna, a żal błyskawicznie mija, z każdego potrzebnego zakupu także jestem dumna, a za zbędny wydatek się ganię. I obiecuję sobie, ze już nigdy więcej… na pewno nie jestem minimalistką i raczej nią nie będę, bo lubię kupować i lubię ładne otoczene, poza tym lubię zmiany, wiec nudzi mnie noszenie i używanie w kółko tego samego. Więc każde ograniczenie uważam za zwycięstwo świadomosci, którą uzyskałam czytając blog Simplicite.

      • Kasia Os

        Dzieki za ten post! Mysle dokladnie tak samo! Szkoda tylko, ze Autorka blednie mnie zinterpretowala :( kazdy wybiera I najwaznjejsze to byc swiadomym swych potrzeb – ja od conajmniej roku nie kupilam rzeczonej swieczki ani innej durnostojki, ale nie oznacza to, ze juz nigdy nie kupie :p Najwaznjejsze to nie popasc w obsesje bo z tym jak z dieta I efektem jojo

      • Kasiu, wydaje mi się, że właśnie Ty błędnie zinterpretowałaś Autorkę :). Zobacz, w tekście, jak i we wszystkich komentarzach mocno podkreślam, że to rzeczy, których JA nie kupuję, to MÓJ wybór. Dawno temu napisałam, że minimalizm to życie na własnych warunkach i to są właśnie MOJE warunki. To Ty zarzuciłaś mi brak spontaniczności, zachowywanie się jak 80-latka, obsesję i brak dystansu. A ja cały ten czas mówię o SWOICH wyborach. Żaden z Czytelników nie musi chcieć żyć dokładnie tak, jak ja, ale z drugiej strony moja postawa musi być mu bliska i inspirująca skoro tu przychodzi. Pozdrawiam :).

      • Kasia Os

        A ja nie chcialam nikogo obrazic, a jedynie wyrazilam moje skojarzenie poniewaz moja 80letnia babcia zawsze mowi, ze juz nic nie chce I nic nie kupuje ;) czesto tu po cichu zagladam I lubie twoj minimalizm I podziwiam bo mi blizej jednak do slow fashion innej blogerki;) Pozdrawiam szczerze :)

      • kkkk

        przeciez wyrazilas swoje zdanie a autorka bloga w kulturalny sposob przedstawila ci swoje zdanie i stanowisko. nie rozumiem o co ci chodzi? autorka bloga nie zgadza sie z tobą,uzywa racjonalnych argumentow a ty jestes wielce oburzona, ze nie mozesz wyrazic swojego zdania? ty tak powaznie? dystansu zdecydowanie zabraklo ale niestety tobie. osobiscie jeszcze nigdy nie spotkalam sie z taką kulturalną odpowiedzią na odmienne zdanie jak ta wyrazona przez autorke bloga. Autorka bloga mowi ci jedynie jasno i wyraznie, ze kupuje rzeczy POTRZEBNE DLA NIEJ SAMEJ. nie zaprzestala kupowania swieczek ale kupuje kolejne dopiero wtedy gdy zuzyje te ktore posiada juz w domu. Jej zycie nie zmieni sie na lepsze dzieki temu, ze kupi kolejną rzecz ktora z reszta posiada.

  • Większości rzeczy również nie kupuję, zwłaszcza w nadmiarze, ale do kilku mam zdecydowanie słabość… głównie są to kubki i świece. I o ile te drugie kupuję już dużo razważniej i palę dość regularnie, tak na kubki nie mam żadnego usprawiedliwienia. Z ładnego napój smakuje mi po prostu lepiej ;D Co do kosmetyków, to z racji bloga kupuję ich wcale nie tak mało, ale staram się bardzo tego pilnować i teraz moje zakupy wyglądają już zupełnie inaczej, niż choćby jeszcze rok temu. Z gazet kupuję regularnie tylko jedną, którą wiem, że przeczytam w całości ;)

  • Kinga

    Kasiu,
    A może chciałabyś napisać dopełnienie tego posta, czyli “co kupuję/ na co wydaję zaoszczędzone na niekupowaniu pieniądze”? Przyznam, że chętnie bym przeczytała nawet z samej z ciekawości co lubisz (poza podróżami:)).

    Post mi się podoba, bo pokazuję jak na drobnych kwestiach można oszczędzić dużo. Myślę, że niewiele osób wydaje na te 20 kilka kategorii ale sporo narzekających, że na nic ich nie stać myślę, że ma kilka z tych grzeszków na sumieniu. Może nie taki był Twój cel ale to super post o rozsądnym wydawaniu pieniędzy.

    A i masz dwie szesnastki.

    • Tak, dokładnie taki tekst mam w planach :). I też trochę taki miałam cel, żeby pokazać, że pozornie nieistotne zakupy przekładają się na spore wydatki. W książce mam poszerzoną analizę z kwotami.

      O, zaraz poprawię te dwie 16ki, dzięki!

  • Izabela K.

    Możemy sobie przybić piątkę ;-) Niestety tylko z butelkowanej wody nie mogę zrezygnować, bo kranówka w moim mieście jest zdecydowanie niezdatna do spożycia. Co do pamiątek – z każdego miejsca przywożę 1-2 pocztówki, które trafiają do albumu razem ze zdjęciami z podróży, więc nie zagracają mi przestrzeni. Od pewnego czasu nie kupuję też książek – doczytam te, które mam i przerzucam się na e-booki, bo planuję zakup Kindle. Na szczęście moja biblioteka jest dość dobrze zaopatrzona w nowości, więc czytam głównie za darmo :-)

  • Olga

    Też staram się nie gromadzić niepotrzebnych rzeczy. (Nie)stety, mam słabość do książek – nie mogę przestawić się na ebooki. Teraz będą walczyła z pościelą i ręcznikami. Jeżeli to nie jest zbyt osobiste pytanie to mogłabyś zdradzić ile kompletów pościeli masz w domu? Ja nagromadziłam ich całkiem sporo, ale część z nich już jest lekko nadgryziona zębem czasu;-)

    • Aktualnie, mam 3 komplety. Jeden kupiony pomyłkowo (zły rozmiar) do oddania. Poza tym, dwa używane na co dzień, na zmianę w zupełności mi wystarczają. Nie wiem, czy już o tym pisałam, ale pościel staram się kupować niedrogą i relatywnie często ją wymieniam, bo pozwalamy Neli spać w nogach łóżka. To sprawia, że szybko się niszczy (pościel, nie Nela ;)).

  • Wszystkie punkty się zgadzają :D

  • O tak, pod kilkoma z tych rzeczy mogłabym się podpisać bez zawahania. Ale jeśli chodzi o kawę nie do końca – kawa bez dostępu powietrza kwaśnieje – dlatego taka z termosa po czasie jest niestrawna do wypicia. Nie mam więc przekonania czy kawa w kubku termicznym to najlepszy pomysł. Ale możesz wyprowadzić mnie z błędu.

  • Świetny wpis :) Większości rzeczy z listy też nie kupuję lub JUŻ nie kupuję. Co ciekawe, nie kupując tych rzeczy na co dzień, naprawdę miło jest zdecydować się na nie od święta. Np. zawsze gdy jedziemy na wakacje mój partner kupuje mi “Zwierciadło” do poczytania w samochodzie – to już jest jak rytuał. :) Co do książek, kupuję duuużo mniej niż dawniej, w zasadzie tylko wtedy, gdy mam pewność, że do książki będę często wracać i w formie ebooka mi nie wystarczy, ew. gdy myślę o książce jak o drogowskazie, który chciałabym dać do przeczytania mojemu dziecku. Takich książek jest niewiele. Niestety, najczęściej kupuję je po pierwotnym zakupie wersji elektronicznej ;)

  • Też tak kiedyś myślałam, ale w praktyce, mimo że newsy mają wpływ na moje życie, to czy o nich wiem czy nie, niczego nie zmienia (poza nie denerwowaniem mnie). Od kilku lat nie oglądam telewizji, nie czytam gazet ani portali politycznych, a jednocześnie o wszystkich ważnych wydarzeniach wiem jeszcze tego samego dnia, np. z tablic znajomych na Facebooku. Przed wyborami z kolei przeprowadzam pogłębiony research i wtedy bardzo dokładnie wszystko studiuję. Zyskuję harmonię i dobre samopoczucie, a także czas na czytanie artykułów czy książek, które będą mieć realny wpływ na moje życie, np. tych związanych z rozwojem, inspirujących mnie, etc. Jeśli coś tracę na tej decyzji to co najwyżej poważanie w oczach osób, które uważają, że inteligent coś powinien (nie mam na myśli Ciebie :) ). Ale zupełnie mnie to nie dotyka, więc nie uważam tego za żadną stratę, a zyski widzę ogromne. :)

    • Spoko. Kasię zapytałam jako gospodarza tek strony. Ciekawi mnie jednak każda opinia.
      A zapytałam dlatego, że mam wielu znajomych, którzy nie czytają gazet ani nie oglądają telewizji. A później przed wyborami pytają na kogo mają głosować bo nie wiedzą. Nie żebym była nie wiadomo jakim ekspertem, ale interesuję się i trochę zawodowo się tym param.
      Z jednej strony wiem, że ludzie są zmęczeni całym tym przekazem medialnym i wiecznymi aferami, ale są jednak specjalistyczne treści, które warto czasem poczytać. Mam na myśli chociażby prasę branżową dla prawników czy żółte strony w Rzepie.
      Zaś w niektórych tygodnikach godne uwagi są reportaże. Np. w Polityce mają świetne pióra jeśli chodzi o tematykę społeczną.
      A co do tematów politycznych to mamy tak prasę podzieloną, że albo jest prawicowa, albo lewicowa. Każdy kreuje przekaz gazety według swojej modły. Dlatego jeśli ktoś chciałby mieć wiedzę z obu stron zawsze radzę poczytać z jedne strony Do Rzeczy a z drugiej Politykę. Jednoprofilowe media to jednak nie tylko specyfika polska. Rozumiem jednak, że ktoś może być polityką zmęczony.

      • Wydaje mi się, że kiedyś już o tym pisałam, ale może w książce… nie pamiętam. Nie jest łatwo znaleźć balans pomiędzy unikaniem nadmuchanych medialnie historii, a byciem świadomym obywatelem. Prasę branżową czytam w miarę potrzeb, naturalnie, chociaż mój zawód jest wysoce wyspecjalizowany i nie potrzebuję wiedzieć, co nowego np. w ordynacji podatkowej czy prawie papierów wartościowych. Przed wyborami wolę przejrzeć programy wyborcze poszczególnych partii, żeby wyrobić sobie zdanie, niż polegać na politycznym bełkocie w mediach. To mój kompromis.

    • Marta – Warszawa

      Na studiach tj. 10 lat temu od czasu do czasu czytałam Politykę, Gazetę Wyborcza, Newsweek. Potem przeszłam na “Do Rzeczy’, “W sieci”. Potem w 2012 r. sięgnęłam po “Gościa Niedzielnego” – jedyny tygodnik który zaprenumerowałam i prenumeruję do dziś. Bardzo polecam – mądre artykuły, nie tylko “kościelne” (choć tak wcześniej myślałam), poruszane tematy to: kultura, społeczeństwo, polityka, podróże, nauka. Polecam artykuły Tomasza Rożka o nauce. Ciekawostka : Gość Niedzielny ma najwyższą sprzedawalność, wyższa od Polityki, Wprost, Newsweeka.

  • Ja muszę jeszcze sporo popracować nad takim minimalizmem… póki co kupuje i kupuje, ale w nowym mieszkaniu nie było nic :P

  • kpirozek

    Od jakiegoś czasu czytam Twojego bloga, wcześniej czytałam tez Droga do minimalizmu i coraz częściej dochodzę do wniosku, że jestem minimalistką z urodzenia :D Serio, z tego, co wymieniłaś to chyba tylko dekoracje kupuję czasem niepotrzebnie. Ostatnio znów kupiłam dwa świeczniki a potem zajrzałam do szafki i okazało się, że stoi tam nieużywanych kolejne 5 ;) na szczęście dom jest duży, jest to gdzie rozstawić i cieszyć się wyglądem. No, ale fakt, ze świadomość już mam, ze to zupełnie zbędne.
    Trochę mam problem z pościelą, bo faktycznie jest jej dużo, ale tez dlatego, ze miewamy gości na noc a nie jest to coś, co można pożyczyć w razie potrzeby. Rozważam jednak, żeby oprócz naszych kompletów zostawić 4 komplety dla gości (tyle mamy dodatkowych miejsc do spania), a resztę wyrzucić/oddać w zależności od stanu.

  • Prawie pod każdym z tych punktów mogłabym się podpisać (alkohol i papierosy nigdy mnie nie dotyczyły), choć te pudełka do przechowywania to jeszcze u mnie nie takie 100%, choć mogę się bez tego obejść. Kiedyś dużo robiłam różnych organizerów, teraz zupełnie tego nie potrzebuję. Choć ostatnio kupiłam pudełka do przechowywania i cieszę się, bo dobrze mi służą, ale jednocześnie wiem, że więcej w tym momencie nie potrzebuję.

    Dzięki za ten wpis, bo uświadomiłam sobie jak w ostatnich latach wiele się u mnie zmieniło pod względem takich przydasi i jestem z siebie dumna :)

  • Ale mi się podoba ten post!
    Nie mogę się powstrzymać i piszę o sobie:
    1. Świece
    Nie tylko nie kupuję ale i nie używam. Dwie naprawdę piękne, otrzymane jako prezenty zachowałam jako dekoracje
    2. Dekoracje
    Nie kupuję… za to zbieram co nieco… Skarby trzymam w piwnicy, rotacyjnie wynoszę na górę w zależności od sezonu. Poza tym wykorzystuję prace plastyczne moich dzieci, kwiaty, owoce… Np. jesienią układam orzechy w ceramicznym naczyniu do zapiekania, latem będą to muszle (uzbierane), zimą wystawię stary radioodbiornik albo grill od syrenki. Na ścianie powiesiłam mapę Azji wyszperaną w starym budynku… W zasadzie dekoruję tylko komodę w przedpokoju – na wprost wejścia. Jej dekorowanie to taki sezonowy rytuał: O! Idzie Wielkanoc – pora na bazie i pisanki! W pozostałej części domu wolę puste płaskie powierzchnie. I jeszcze- czy ładna lampka na biurku do dekoracja czy nie?
    No tak… i czy zbieraczka może być minimalistką?
    3. Gazety
    Kupuję sobotnią wyborczą z WO. Starcza mi na tydzień. Poza tym śledzę paru polityków i dziennikarzy na twitterze (są to przedstawiciele prawie wszystkich opcji politycznych). Ze dwa lata temu odcięłam się od magazynów kobiecych i plotkarskich portali. Zupełnie nie wiem co słychać u Beckhamów. Czytam kilka blogów – jako czytnika używam i polecam feedly.
    Co do kontrowersji… Czytanie programów wyborczych to nie najlepszy pomysł. Zazwyczaj są to obietnice bez pokrycia. “Po czynach ich poznacie”. Przyznaję, że bycie na bieżąco bywa przygnębiające. Ale coż począć…
    4. Książki
    Przede wszystkim ebooki – obecnie mam abonament na Legimi. Córka woli papierowe – wiec kupujemy jak wychodzi kolejny tom ulubionej serii.
    5. Płyty
    Abonament Spotify
    6. Papiernicze
    Używam rozmaitych aplikacji – p.w. dysku gogle. Kalendarz dostaję służbowo – używam go na zebraniach gdzie nie mam komputera – żeby notować.
    7. Biżuteria/Ubrania
    Biżuterii raczej nie noszę. Próbowałam, ale jakoś nie lubię jak mi coś dynda. Mam „markowy” zegarek vintage (prezent od męża), korekcyjne okulary (zwykłe i w wersji przeciwsłonecznej), no i obrączkę. Noszę paski, chusty (po babci)..
    Ubrania.
    Mam wrażenie że zdecydowana większość (choć nie wszyscy) osób deklarujących, że kupują „mało” kupuje po prostu mniej niż by chciało. Stąd mało to może być nawet kilkadziesiąt sztuk rocznie.
    Przede wszystkim kupuję gdy muszę wymienić coś z mojej bazy – bo się zniszczyło. Najczęściej chyba t-shirty i buty (ta sól i te szpary w chodnikach!). Bluzki, płaszcze, sukienki służą mi po kilka lat. Prowadzę listę rzeczy, których potrzebuję: teraz są na niej brązowe sandały na obcasie (ale nie za wysokim i nie na koturnie) – takie w stylu safari / massimodutti i biała letnia sukienka za kolano. Nie przypominam sobie, żebym od wielu lat kupiła coś „modnego” – typu baskinki w minionym sezonie czy klapki z futrem w tym. Chociaż… mam dżinsy z dziurami :P i już trzeci rok w nich chodzę.
    8. Kosmetyki
    Zużywam do końca. Krem na noc/dzień. Jakiś żel do mycia twarzy. Szampon. Puder od swięta i tylko lekko kryjący (raczej jakaś baza rozświetlajaca). Za to szminek mam cztery: różową, jasno czerwoną, ciemno czerwoną i cielistą. Dwa tusze: czarny i brązowy.
    9. Kubki/filiżanki
    I jeszcze szklanki do wody/soku. Minimalna ilość – jednak trochę tego potrzeba na 6-osobową rodzinę i jeżeli trzeba zapełnić dużą zmywarkę. Czyste szkło lub biała ceramika.
    10. Zastawa kuchenna
    Jak wyżej.
    11. Kuchenne akcesoria
    Gotuję (w stylu mise en place) i trochę rzeczy potrzebuję. Dziś mam w planach leczo z cukinii. Rodzina ma się najeść i jeszcze bym chciała zamrozić. To oznacza olbrzymi gar :) Tareczka jest potrzebna do ścierania parmezanu i gałki. Bez robota bym nie zagniotła kilo mąki na pizzę. Do tego przyprawy, słoiczki, saszetki…
    12. Obrusy/podkładki na stół
    Jeden wiekowy obrus po mamie – na wigilię. Stół w kuchni, na którym gotuję i przy którym jemy jest poznaczony kółkami i rysami – ale mi się podoba.
    13. Słodycze
    Mąż niestety zajada i kupuje. No i ten Mikołaj znosi, i co chwilę ktoś ma urodziny… Osobiście nie lubię w ogóle słodyczy. Nawet lodów. Wolę korniszony.
    14. Alkohol
    Lubię wino i kupuję. Do picia i do gotowania.
    15. Papierosy
    Nigdy
    16. Butelkowana woda mineralna
    Mam brita. Ale mocno gazowaną wodę też lubimy więc kupujemy.
    17. Imprezy „na mieście”
    Też wolę domówki – najlepiej u mnie w domu :)
    Podczas wakacji i na wycieczkach odwiedzamy restauracje – szczególnie w poszukiwaniu lokalnych smaków. Zdjęcia potraw i wspomnienie smaku to nasze wakacyjne pamiątki (oprócz muszelek i kamyków ofkors)
    18. Kawa „na mieście”
    Niet. Czasem, gdy droga daleka to ewentualnie latte na orlenie.
    19. Karty abonamentowe
    Opieka lekarska – mam kartę z pracy do lekarzy specjalistów i korzystam. Siłownia – z dużym dofinansowaniem z pracy (aż żal i wstyd, że nie korzystam). Jak pisałam – opłacam spotify i legimi. Do tego Netflix.
    20. Psie gadżety
    Dzieci kupują za kieszonkowe. A niech tam :P
    21. Pamiątki
    Muszelki, kamyki, woda morska w butelce. W tym roku nawet dzieci się dostosowały.
    22. Akcesoria do zdjęć
    Nic
    23. Pudełka do przechowywania
    Mam kilka (np. koszyków w kuchni, segregatorów na domowe papiery, do zamrażarki) – więcej nie potrzebuję.

  • Magdalena

    Witaj Kasiu, dziękuję Ci za ten post, bo mimo, że staram się jak mogę ograniczać przedmioty wokół siebie, to nadal takie wpisy otwierają mi oczy. Pamiątek, gadżetów i ogólnie dupereli nigdy nie znosiłam, z zakupem nowych książek nieustannie walczę, bo mam polonistę w domu :) Ale zaciekawiła mnie kwestia wody. Sama wielokrotnie słyszałam, że woda w moim rejonie (Warszawa, okolice Parku Skaryszewskiego) jest świetna, i po Twoim wpisie zaczęłam ją pić prosto z kranu, niczym nie śmierdzi, nie ma w ogóle zapachu i zupełnie neutralny smak. Moje pytanie jest takie, czy Ty filtrujesz wodę, czy pijesz taką prosto z kranu?

  • Monika

    Witam. W zasadzie mogę podpisać się pod większością stwierdzeń. Co do książek mam słabość… pewnie też z racji zawodu, który wykonuję pracując w wydawnictwie ale czasem lubię mieć konkretny tytuł u siebie na półce. Trudno. Wtedy kupuję ale często trafiają mi się okazje albo idę do Składu Tanich Książek. Bardzo dużo jednak wypożyczam z biblioteki publicznej. To cudowne miejsce. A książki dezynfekuję i obkładam w swoją papierową obwolutę (zauważyłam, że sporo ludzi ma właśnie z tym problem, ja też do nich należę, że ktoś już dotykał egzemplarza a poza tym chronię przed wścibskim wzrokiem współpasażerów w środkach komunikacji, nie lubię jak ktoś zagląda co czytam). Swoją szafę ogarnęłam choć buty to moja druga słabość ale czekam zawsze na wyprzedaże i wtedy dokupuję coś brakującego mi do stylizacji. Generalnie od dłuższego już czasu jestem też minimalistką, staram się we wszystkim, to faktycznie bardzo ułatwia życie a pokusy są!!!Dlatego też często bawię się w recykling, przerabianie przedmiotów do dekoracji. Przedmioty użytkowe zminimalizowałam.
    Prawda też jest taka, że czasem mam poczucie iż mnie coś omija… bo wszystko kontroluję i czegoś sobie odmawiam ale to chwilowe. Jak chcę iść na dobrą kawę z ciachem, idę bez skrupułów bo zdarza się to rzadko, kupuję ulubiony babski miesięcznik bo to dla mnie też relaks po pracy móc usiąść na balkonie i zatopić się w lekturze. Nie udało mi się jednak nakłonić mamy do tego typu zmiany życia. Ciuchy wysypują się z szafy a i tak dokupuje kolejne… Cóż może z czasem.

  • no świetnie! Część z tych rzeczy rzeczywiście jest kompletnie niepotrzebna do życia! ;) Też staram się unikać chociaż bywa ciężko! ;)

  • Bea

    Nigdy nie robię list przed zakupami, kupuję za to tylko to, co potrzebne lub co mi się naprawdę podoba i pasuje do innych rzeczy, natomiast ja mogę tak robić, ponieważ dokładnie wiem, co mi odpowiada. Impuls? Czemu nie? Taka rzecz bardzo cieszy, nie jesteśmy zakupowymi męczennicami. Lepiej kupić czasem coś mniej potrzebnego, niż potem latami wyrzucać sobie, że się nie zakupiło jakiejś wyjątkowo pięknej filiżanki w Barcelonie, a cóż, nie wyskoczymy tam jak do sklepu za rogiem. Natomiast ja nie mam żadnej, ale to żadnej żyłki zbieractwa, wręcz nie lubię starych rzeczy, bibelotów i łatwo się ich pozbywam. W ogóle nie przywiązuję się do przedmiotów a każda rzecz, której się pozbywamy, robi miejsce dla następnej, albo po prostu “robi” przestrzeń i więcej powietrza wokół nas.

  • Camila

    Bardzo celne :) Z większością się zgadzam i stosuję od paru lat. Jedyne co mogłabym poddać pod dyskusje to kwestia kupowania kosmetyków zanim się skończą :)…Sama nie używam wielu ani kolorowych (jeden podkład, jeden tusz, jedna kredka ,jeden błyszczyk i jedna szminka) ani pielęgnacyjnych (przekonałam się że duzo lepiej sprawdza się jeden dobry krem nawilżający niz pojedyńcze kremy pod oczy na twarz na szyje na dzien na noc….)….Ale….jeśli w którejś z popularnych sieciowych drogerii jest promocja na podkład, tusz albo błyszczyk za 40-50% to będąc minimalistka (z testów wychodzi mi że nawet skrajna;)) i tak z satysfakcją zakupie takie produkty na zapas (oczywiscie jako minimalistka nie więcej niż po dwie sztuki z każdego – w prostym rachunku wychodzi mi 2 w cenie 1 co całkowicie mnie zadowala:))

    • Chwilami

      To chyba zalezy ile czego zuzywasz :)
      Ja sie prawie nie maluje, podklady itp. starczaja mi na wiele miesiecy i kupuje dopiero jak mi sie skonczy aktualny. Nie zalega mi wtedy w szafie X miesiecy.
      Za to jesli chodzi o pasty do zebow, mydla czy zele to robie jak Ty, bo to jedak u mnie duzo bardziej uzywane produkty od podkladu :)

  • Chwilami

    Kasiu a czemu uwazasz, ze kobiety “maja czytac tylko babskie gazety”? Mnie nikt nie zmusza to czytania takich gazet ;) i w moim domu takich nie znajdziesz.
    Za to znajdziesz gazety popularno naukowe, bardziej naukowe, regionalny dziennik i czasem cos wnetrzarskiego.

  • sylvi

    :)