Darmowe
planery, e-booki...

Podziel się:

Darmowe
planery, e-booki...

Szafa Minimalistki „od kuchni”. Pytania i odpowiedzi

Dostałam od Was sporo pytań i zdecydowałam, że po prostu podzielę je na dwie części i postaram się wyczerpująco odpowiedzieć na każde. Zapraszam więc na blaski i cienie projektu upraszczania szafy. Przypominam, że blisko pół roku temu zaczynałam tak:

 

Jest poranek, ubieram się do pracy, staję przed szafą pełną ubrań i? Tak, dokładnie tak, nie mam się w co ubrać. Znowu. Albo taka historia: ubrałam się, znowu w to samo. Niby dobrze wyglądam, ale znowu tak samo. Niby dobrze się w tym czuję, ale znowu tak samo. Tak samo jak ostatnio. Albo taka historia: idę na kolację lub ważne spotkanie, mam 10 minut, żeby doprowadzić się do stanu używalności po całym dniu w pracy. Szafa pełna, że bokami wypada, ale… tu Ci niespodzianka, nie mam się w co ubrać.

 

Ten post i to wyzwanie będzie też wyjściem z mojej osobistej strefy komfortu, ale zastrzegam sobie prawo do przerwania eksperymentu jeśli zupełnie mi nic z niego nie wyjdzie :).

 

Teraz, z perspektywy prawie pół roku, mogę z pełną świadomością napisać, że podjęcie wyzwania 7 ubrań w 7 dni to absolutnie najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjęłam w stosunku do mojej szafy i w kontekście ubrań w ogóle. Nie pamiętam, kiedy ostatnio zdarzyło mi się powiedzieć „nie mam się w co ubrać”! Możecie mi wierzyć na słowo lub nie, ale ten problem został praktycznie wyeliminowany. Po pół roku, choć nadal jestem w trakcie mojej drogi do idealnej szafy, to przynajmniej wiem już jak ta szafa będzie wyglądać.

 

Długo zastanawiałam się, w jaki sposób „puścić” to dalej, co zrobić, żeby jak najwięcej chcących osób mogło skorzystać z moich doświadczeń. I tak sobie myślę, że spróbuję dwojako, a Wy mi powiedzcie czy to ma sens :). Przede wszystkim, poniżej opowiem w jaki sposób komponuję ciuchy w wersji 7/7, jak je przygotowuję, jak to sobie ułatwić itp. itd. Do tego, cały czas chodzi mi po głowie (i trochę już na papierze też :)) taki PLANER SZAFY MINIMALISTKI, który pomógłby Wam wprowadzić Szafę Minimalistki do własnej garderoby. Dobry pomysł?

 

Przejdźmy zatem do sesji Pytań i Odpowiedzi

 

Część I

Organizacja Szafy Minimalistki

 

Mam pytanko, czy zestawy szykujesz np. w niedziele wieczorem na cały tydzień?

Tak, z reguły w niedzielę wieczorem lub w poniedziałek rano siadam sobie przed otwartą szafą z notesikiem i zastanawiam się, które ubrania wybrać na cały kolejny tydzień. Obowiązkowo sięgam do kalendarza, żeby zobaczyć jakie rzeczy mam zaplanowane do zrobienia. Prowadzę działalności, które wymagają ode mnie czasami dwóch kompletnie różnych „dress code”. Wybiorę inne ciuchy, gdy wiem, że mam w planach ważne spotkanie z Klientem czy rozprawę w sądzie, a inne, gdy będę siedziała głównie w zaciszu własnego biura czy kanapy, przy komputerze. Być stosownie ubranym jest dla mnie bardzo ważne i w tej kwestii nie chodzę na kompromisy, a przy odrobinie wysiłku da się to połączyć z ideą 7 ubrań w 7 dni.

Na początku starałam się spisywać poszczególne zestawy, żeby mieć pewność, że uzbieram 7. Pod koniec, robiłam tylko listę 7 sztuk ubrań i już w głowie wiedziałam, że będę w stanie z tego stworzyć 7 zestawów lub więcej. Praktyka czyni Mistrza, poważnie.

 

W jaki sposób komponujesz zestawy?

Gdy prześledzicie dotychczasowe wpisy z cyklu Szafa Minimalistki, zobaczycie, że komponuję zestawy wg podobnego klucza:

  • dwie pary butów (jedna para bardziej elegancka, druga bardziej sportowa)
  • spodnie
  • spódnica bądź sukienka
  • trzy „góry” takie, które mogę zestawić zarówno ze spodniami jak i spódnicą/sukienką

W moim przypadku, ten sposób się doskonale sprawdza i taki polecam, choć zdaję sobie sprawę, że każdy będzie musiał dojść do swojego, idealnego zestawienia. Np. w przypadku kogoś, kto nie chodzi w sukienkach, bo ich nie lubi lub jest chłopcem ;))

 

Czy kiedy wracasz do domu, przebierasz się w coś „po domu”?

Tak. Zawsze tak robiłam, nie tylko w trakcie wyzwania 7 ubrań w 7 dni. Nie wyobrażam sobie leżeć z 25 kg psem na kanapie w czarnej sukience i szpilkach. Gdy jestem w domu, z reguły wskakuję w wygodny dresik, który szczerze mówiąc domaga się wymiany, albowiem z nieznanych mi bliżej przyczyn, pewnego pięknego dnia Nela postanowiła wygryźć mi w nim dziurę na tyłku. Także na spacery z psem chodzę raczej w dresie i w kaloszach, zwłaszcza gdy biegamy z Nelanią po okolicznych łąkach i lasku. W przeciwnym razie, większość moich butów nadawałaby się do wyrzucenia po kilku takich wyprawach.

Gdy wychodzę, przebieram się w ubrania przygotowane na ten dzień, męczę MM „zrób mi pls zdjęcie szybko, zrób”, podczas gdy On „nie, nie teraz, spóźnimy się, wiecznie się spóźniamy przez te zdjęcia”. Po powrocie przebieram się z powrotem w domowy zestaw, chyba że jestem w jeansach – wtedy mi się często nie chce przebierać.

Także na ćwiczenia mam oczywiście ciuchy sportowe – dres sztuk 1, koszulka sztuk 1 i buty sztuk 1. To samo tyczy się pójścia na basen itp. Przecież nie będę wliczać do zestawienia stroju kąpielowego, to chyba jednak mijałoby się z celem.

 

Zastanawiam się czy to tylko taka „koncepcja artystyczna”, czy Ty faktycznie chodzisz w tych zestawach tydzień. :D

Faktycznie, faktycznie. Co więcej, gdybym nawet próbowała kiedyś oszukać system, to nie mam takiej opcji. Większość dziewczyn ode mnie z biura czyta bloga i widząc mnie na co dzień bardzo szybko zweryfikowałyby rzeczywistość :). Poza tym, jaki by to miało sens? Ja to robię przede wszystkim dla siebie, ŻEBY JUŻ ZAWSZE MIEĆ W CO SIĘ UBRAĆ.

 

Zastanawiam się, czy pierzesz ubrania np sweter, bluzkę po całym dniu noszenia?

Oto kwestia, która wzbudziła chyba najwięcej kontrowersji. Napiszę wprost – nie widzę potrzeby, żeby zawsze, każdą rzecz prać po każdym pojedynczym założeniu. Uff, napisałam to. Zanim spłynie na mnie fala krytyki za bycie flejtuszkiem, to zastanówcie się. Czy naprawdę potrzeba prać każdą spódnicę, każde spodnie, każdy sweter po każdorazowym założeniu? Dopóki nie spocimy się jak mysz czy też nie wykonujemy ciężkiej pracy fizycznej, to moim zdaniem jest to pozbawione sensu. Koszulki ok, zwłaszcza latem, ale kaszmirowy sweter?

Wiem, że każdy ma inne przyzwyczajenia jeśli chodzi o pranie, jedni robią je raz w tygodniu, inni dwa razy itp., ale moim zdaniem rezygnacja z wyzwania 7/7 tylko z powodu logistycznych kłopotów z praniem to czysta (nomen omen!) wymówka. Wybrudziła się koszulka? Wypierz w ręku, a jak Ci się już tak strasznie nie chce, to weź drugą. Dołożenie jednej czy dwóch koszulek do zestawienia aż tak nie wypaczy jego kontekstu, a Tobie odpadnie „praniowa” wymówka :).

 

Dużo rzeczy się pozbyłaś po tym, jak odkryłaś, że wcale nie trafiają do szafy 7×7? 

Po letniej edycji pozbyłam się 15 ubrań, których jak się okazało – nie założyłam wcale. Kolejne 7 się po prostu nie sprawdziło. Nie wszystkich udało mi się jeszcze fizycznie pozbyć z domu (część sprzedaję, część wyrzucam, a część oddaję), ale nie mam ich już w szafie. Teraz już widzę, że kolejne rzeczy wypadną po sezonie jesień-zima.

 

Część II

Plusy i minusy Szafy Minimalistki

 

Czy Szafa Minimalistki jest dla każdego?

Nie. Wiecie dlaczego? SzMin (pozwolę sobie na skrót) jest dla tej osoby, która faktycznie chce dokonać małej rewolucji w swoim podejściu do ubrań i w swoim sposobie ubierania się. SzMin wymaga konsekwencji i sporej dozy samozaparcia. Trudne? Tak, na początku nie jest to łatwe, choć to oczywiście będzie bardzo subiektywne odczucie. Główna kwestia do przezwyciężenia to psychiczne nawyki i przyzwyczajenia, które mamy zakodowane w stosunku do ciuchów. Jakie? Ano np. że nie wypada dwa razy pod rząd ubrać tego samego ubrania, że nie po to tyle pracuję, żeby teraz nie móc nosić kupy ciuchów, że będę się ograniczać, a nie chcę i takie tam…

Jeśli chcesz podjąć wyzwanie SzMin to musisz być gotowa/gotowy na zmierzenie się ze swoimi nawykami i demonami w licznych, kolorowych ciuszkach.

 

Czy jeśli mam ciuchy za którymi nie przepadam, ale noszę czasami „z braku laku” to czy robiąc rewolucję szafy powinnam je wyrzucić i chodzić w mniejszej ilości rzeczy, ale za to takich, które w pełni mi pasują czy może te mniej lubiane wyrzucać stopniowo dopóki nie kupię sobie bazowych ciuchów pasujących do wielu rzeczy?

To zależy. Naprawdę daleka jestem od radzenia czegoś w stylu: „wywal wszystko, czego nie lubisz i idź na zakupy” – to totalna głupota. W 99% przypadków skończy się na kupieniu kolejnych przypadkowych rzeczy. Głupio tak zachwalać, ale dla mnie odpowiedzią stała się właśnie Szafa Minimalistki i wyzwanie 7 ubrań w 7 dni. W bardzo naturalny sposób wybierałam do zestawień głównie te rzeczy, które lubię, w których dobrze się czuję i które do siebie pasują. Okazało się, że nie potrzebuję dużej liczby rzeczy, żeby spokojnie mieć się w co ubrać. Postanowiłam na początku dać sobie 3 miesiące – akurat przez lato. W ten sposób łatwo zweryfikowałam sobie letnie rzeczy, a tych, których nie nosiłam postanowiłam się pozbyć i problem z głowy.

Szafa pokazała mi też (choć tu dużą rolę pełniły zdjęcia), w których ubraniach wyglądam dobrze, okazało się też, że nawet mam zalążek czegoś, co mogłabym nazwać swoim stylem – super fajne odkrycie :).

 

Jestem ciekawa ile w ogóle posiadasz ubrań, liczyłaś je kiedyś?

Nie :). Tzn. liczyłam wybiórczo, np. buty i torebki, żeby nabrać pojęcia, ile ich jest, ale w sumie nie liczyłam. Od długiego czasu hołduję zasadzie 1 rzecz przychodzi – 2 wychodzą więc raczej mi nie przybywa :).

 

Naprawdę udaje Ci się wytrwać bez żadnych zakupów ubraniowych w między czasie? Może masz jakieś sposoby na zahamowanie chęci kupowania? Czy czasem jak znajdziesz coś przypadkiem, co bardzo Ci się spodoba, to musisz sobie wyjaśniać, że teraz nie czas na zakupy, że wcale tego nie potrzebujesz, że skoro przeżyłaś tyle bez tego, to i teraz dasz radę?

Naprawdę. I wcale nie jest mi z tym źle. Na początku musiałam być bardziej stanowcza w stosunku do samej siebie, teraz już nie muszę się tak pilnować. Szafa Minimalistki naprawdę pokazała mi jak dużo możliwości drzemie w ubraniach, które już mam, do tego stopnia, że teraz już nawet nie mam potrzeby kupowania nowych rzeczy. Są oczywiście takie, które by mi się przydały, ale spokojnie mogę się wstrzymać z zakupem do rundy zimowej (pewnie w okolicach połowy stycznia).

Klucz do niekupowania to po prostu unikanie okazji. Takie świadome unikanie miejsc, gdzie te zakupy można robić. Nie chodzenie do centrów handlowych, ulubionych sklepów, szlaban na sklepy online. I nieważne, jaką kwotę miałabym wydać – 5, 50 czy 500 zł. Po prostu nie kupuję. Wiem, że to nie jest łatwe, to jak z rzucaniem nałogu, ale korzyści są ogromne. Wtedy nie ma też problemu z tym, że coś akurat mi się podoba, a nie czas na zakupy.

 

A ja jestem ciekawa, czy po zakończeniu projektu slow fashion poczujesz różnicę, jak będziesz mogła każdego dnia wybrać cokolwiek do ubrania, co akurat masz w szafie, czy będziesz miała myśli typu „nie mam co na siebie ubrać”, czy raczej cały projekt ułatwił Ci podejmowanie decyzji ubraniowych.

Jeszcze nie skończyłam co prawda całego projektu i nie wiem, kiedy dojdę do takiego momentu, w którym stwierdzę, że to już koniec, że jestem na maksa zadowolona, ale pewne rzeczy są dla mnie jasne już dziś. Tak jak pisałam na początku – nie pamiętam, kiedy ostatnio zdarzyło mi się powiedzieć „nie mam się w co ubrać”. Naprawdę! Mam się w co ubrać i co więcej, wiem jak chciałabym, żeby moja szafa wyglądała w przyszłości. Jest to niesamowicie przyjemne uczucie i bardzo chciałabym, żeby więcej osób mogło się tak poczuć. Jestem absolutnie przekonana, że wyzwanie 7 ubrań w 7 dni to doskonałe narzędzie.

 

Czy jest jakiś „przepis” na idealną garderobę, w której znajdzie się „właściwa” ilość rzeczy…a one odpowiednio skomponowane będą pasowały na każdą okazję? Od czego zacząć? Pewnie od znalezienia odpowiedniego dla siebie stylu i kolorów, ale co dalej?

Zostawiłam sobie to pytanie na koniec, bo jest naprawdę trudne i trudno mi będzie na nie odpowiedzieć tak w kilku zdaniach. Powiem tak, ja nie jestem ani stylistką ani kompletnie nie znam się na ciuchach czy modzie generalnie. Był czas, gdy szukałam pomocy na zewnątrz, odwiedziłam np. dwie kolorystki. I każda z nich stwierdziła zupełnie coś innego :). Efektem tego były kompletnie nietrafione zakupy. Postanowiłam wtedy, że przecież nikt nie zna mnie tak dobrze, jak ja i sama sobie poradzę.

Efektem tego postanowienia jest Szafa Minimalistki, która tak naprawdę jest narzędziem, a nie skutkiem moich działań. Najpierw postanowiłam „przewietrzyć” szafę czyli pozbyć się rzeczy, których nie powinno w tej szafie być i tu absolutnie genialnym narzędziem jest wyzwanie 7 ubrań w 7 dni. Genialnym. Teraz przechodzę powolutku na kolejny stopień wtajemniczenia czyli capsule wardrobe. Mam nadzieję poprzez to narzędzie wypracować sobie właśnie coś, co będę mogła nazwać swoim stylem. On mi się klaruje właśnie dzięki Szafie Minimalistki.

Jeśli zaś chodzi o kolory, to dla mnie największą pomocą był blog Marii. Nigdzie nie znalazłam tylu praktycznych wskazówek i dopiero dzięki niej wszystko zaczęło mi się ładnie klarować. 

 

***

A na koniec, dla tych Najlepszych Czytelników, co przebrnęli przez cały tekst, zostawiłam coś do pośmiania się :). Wspominałam już kiedyś, że pozowanie do zdjęć jest dla mnie bardzo trudne. Nie lubię tego, nie czuję się dobrze przed obiektywem (dużo lepiej za) i ten projekt to też dla mnie spory stres i wyjście z osobistej strefy komfortu. Fotografując zestawienia Szafy Minimalistki nie urządzam sobie żadnych dedykowanych sesji zdjęciowych. Fotki robi MM, z reguły w kącie naszej sypialni, gdzie jest ładne tło i w miarę dobre światło. Ale czasami zdjęcia nie wychodzą…

 szafa-minimalistki-backstage-1

A nie wychodzą, bo Nela akurat chce się bawić, a my mamy 5 min na zdjęcia, albo cały czas kombinuję z ustawieniem i patrzę w lustro, które mam naprzeciwko zamiast w obiektyw.

 

szafa-minimalistki-backstage-2

Albo standardowo zamykam oczy lub naprawdę nie wiem jak się ustawić, żeby to jakoś wyglądało :). 

Sprawdź Także

Powiadomienia
Powiadom o
guest
51 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments