Ile to jest dla Ciebie wystarczająco dużo? (niekoniecznie ubrań)

Data

Podziel się:

Pogadajmy o pieniądzach. W końcu, minimalista to człowiek wysoko świadomy wartości i znaczenia pieniądza. Do odpowiedzi na poniższe pytania nie trzeba być jednak minimalistą, ani minimalistką. To dotyczy nas wszystkich.

 

Ile to jest dla Ciebie wystarczająco dużo?
Wystarczająco dużo jedzenia.
Wystarczająco dużo rzeczy.
Wystarczająco dużo ubrań.
Wystarczająco dużo pieniędzy.
Ile konkretnie?
No, ile?

 

Kiedyś, gdy byłam jeszcze na studiach, ktoś zapytał mnie, ile chciałabym zarabiać. Odpowiedziałam, że chciałabym mieć w życiu taki luksus, żeby móc nie zastanawiać się czy kupić buty na zimę czy jedzenie. Dziś dobijam do czterdziestki i to podejście się niewiele zmieniło, ale zdarza mi się o nim, niestety, zapomnieć.

Wydawałoby się, że gdy dochodzimy w życiu do takiego momentu, że eliminujemy pewne niedogodności codzienności, jest nam względnie wygodnie, to powinniśmy być zaspokojeni i szczęśliwi, prawda? W kranie bieżąca woda, w lodówce świeże warzywa, na tyłku ciepłe spodnie, dach nad głową. To skąd ta pojawiająca się (u niektórych rzadziej, u niektórych częściej) swędząca potrzeba, żeby coś zmienić, na lepsze oczywiście! Kran mógłby być miedziany, lodówka bardziej inteligentna, portki w lepszym kolorze, a dach nad głową większy.

 

Czy nie możemy się nasycić, bo zwyczajnie nudzimy się tym, co mamy?
Czy żyjemy w stanie znudzonej niepewności?

 

Gdy swędzi trzeba się podrapać, prawda? ;) Gdy się nudzę, trzeba sięgnąć po nowe. Nowe jest zawsze lepsze? Jeśli mam dużo, chcę jeszcze więcej? Kiedy rozwój zamienia się w kompulsywne zaspokajanie, a rozumni ludzie w pogodni za nowością, w zahipnotyzowane zombie? Ach, mam poczucie, że delikatnie dotykam tylko powierzchni niezwykle ważnych tematów.

 

A może jest dokładnie odwrotnie?

 

Okoliczności, których doświadczamy od kilku lat, są obarczone niezwykle wysoką zmiennością i niepewnością; najpierw pandemia i powiązany z nią kryzys ekonomiczny, dziś wojna, wysoka inflacja i podwyżki cen, szokujące momentami. Może właśnie dlatego szukamy w materialnej stabilizacji poczucia bezpieczeństwa?

Myślę, że każdy z nas ma gdzie indziej przesunięty ciężar poczucia bezpieczeństwa w życiu i gdzie indziej go lokuje. Zależy to od sposobu i środowiska, w którym byliśmy wychowywani, oczywiście. Może kiedyś, w rodzinnym domu, brakowało na wszystko. Może mama powtarzała Ci, że jak nie zarobisz, to nie będziesz miała. Może wcześnie złożono na Ciebie odpowiedzialność za utrzymanie rodziny. Niektórzy z nas do poczucia bezpieczeństwa potrzebują romantycznej miłości, inni siatki rodzinnych i społecznych powiązań, a niektórzy solidnej poduszki finansowej na koncie w banku. To nie o tym, co jest lepsze i właściwsze. To o tym, żeby sobie szczerze odpowiedzieć – jak jest u mnie? Czy i jak dużą rolę pełnią pieniądze, status materialny czy społeczny dla mojego poczucia bezpieczeństwa? W sytuacji zewnętrznej niepewności, gdzie szukasz komfortu i ulgi? Wypłacasz z bankomatu gotówkę? Robisz zapasy jedzenia? A może odruchowo przytulasz kogoś bliskiego?

Myślę, że w całej obecnej dyskusji o pieniądzach, minimalizmie i materializmie, konsumpcji i inflacji, wojnie i pokoju; wśród teorii ekonomicznych, społecznych i psychologicznych brakuje nam uważności na własne myśli, emocje i uczucia oraz szczerego uświadomienia sobie osobistych przekonań, schematów myślenia i działania powiązanych z posiadaniem, pieniędzmi czy rzeczami. A TERAZ jest ku temu najlepszy moment! Nasze automatyzmy nie odpalają się wtedy, gdy jest nam ciepło, różowo i milusio, tylko wtedy, gdy czujemy zagrożenie, niebezpieczeństwo, niepokój lub strach. Jeśli tylko chcesz, możesz ten moment wykorzystać, żeby uświadomić sobie jak to jest u Ciebie.

 

Na ile swoje poczucie bezpieczeństwa lokujesz w tym, co materialne?
Na ile wierzysz, że pieniądze dają szczęście?
Na ile Twoje aspiracje zależą od tego, co mają inni?
Albo od tego, co Ty miałaś kiedyś?

Ile to dla Ciebie wystarczająco dużo?

Więcej
artykułów

4.8 16 votes
Article Rating
Powiadomienia
Powiadom o
guest
27 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Joanna

Mam wrażenie, że jedyną materialną rzeczą, która buduje moje poczucia bezpieczeństwa jest własne mieszkanie. Cała reszta wydatków w kryzysowych momentach tylko to poczucie zaburza. Nowy ciuch? – Wyrzuty sumienia, bo szkoda teraz kasy, bo inflacja, wojna i czasy niepewne. Bo lepiej inwestować, oszczędzać, czy wypłacać gotówkę. Mam poczucie, że to nie jest czas na zbędne wydatki. Czy pieniądze dają szczęście? W moim odczuciu tak, bo budują to poczucie bezpieczeństwa właśnie. Bo gdy ktoś zachoruje, gdy trzeba uciekać z kraju to pieniądze są i nie są wtedy zmartwieniem, a narzędziem które pozwala spokojnie spać w nocy.

Iwona

Mnie polaczenie jednego i drugiego – i pieniedzy i relacji – zapewniloby taki komfort. To by byla dla mnie sytuacja idealna w mocno nieidealnej rzeczywistosci. Osobiscie cieszylabym sie i czula o wiele pewniej majac kogos, do kogo moge uciec i kto pomoglby mi sie odnalezc w nowych realiach przez jakis czas. Jednoczesnie czulabym sie niekomfortowo powodujac na dluzsza mete obciazenie dla takiej osoby (logistyczne, finansowe, emocjonalne). A z tego co widze, to dluzsza meta jest bardzo realna (czas potrzebny na podstawowa nauke jezyka, zalatwienie formalnosci, znalezienie mieszkania, dostep do rynku pracy wreszcie tej pracy znalezienie).

Zastanawiam sie, jakie relacje wytrzymalyby taka probe i od jakich relacji mamy prawo czegos takiego oczekiwac.

magda

Kasiu, bardzo mi się spodobało to określenie swędząca potrzeba hehe :) Już dużo się od Ciebie nauczyłam, ale czasem, wlrawdzie już bardzo rzadko, zdarza się, że zaswędzi. Postaram się wtedy przypomnieć Twoje słowa i nie podrapać :)

anna

W zeszłym tygodniu spalciliśmy caly kredyt mieszkaniowy, pozbywajac sie wszystkich oszczednosci. Moj mąż sie cieszy, ja przez to, ze nie mam teraz finansowej poduszki bezpieczenstwa czuje sie zle. Pomagam materialnie dwóm ukrainkom z dziecmi. caly czas majac poczucie, ze to moglam byc ja. Też bym uciekala z dwojka malych dzieci. I gdyby mnie to spotkalo, to chyba wolalabym te pieniadze niz splacony kredyt za mieszkanie… wiec dla mnie wystarczajaco duzo, to byla poduszka finanansowa na rok zycia naszej calej rodziny bez zadnych dochodow. Dyskomfort tej sytuacji caly czas mnie uwiera, chociaz wiem, ze jestesmy w stanie pomału odbudować oszczednosci.

Alicja

Dacie radę, będzie wszystko dobrze.

lol

Skąd wiesz, że da radę i wszystko będzie dobrze??

AgnieszkaM

Mam kredyt jeszcze wielki, więc absolutnie nie do całkowitej spłaty [marzenie], ale też się zastanawiam, czy trochę nadpłacić czy mieć większą poduszkę na obecne czasy. Rozumiem sytuację.

SuryKatka

Jak dla mnie w tekście poruszone są dwie kwestie. Pierwsza to poczucie bezpieczeństwa. Dla mnie to własne mieszkanie, stała praca, brak kredytów do spłacenia, oszczędności na koncie, na tyle duże, abym nie musiała się zastanawiać czy wystarczy mi pieniędzy na lekarza, nieplanowanego dentystę lub naprawę mojego niemłodego już auta. Druga sprawa to właśnie ta swędząca „potrzeba” czyli kupowanie czegoś, bo znudziła nam się stara rzecz. U mnie to głównie ciuchy, ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że są one zawsze z drugiej ręki. Chociaż i tak staram się z tym walczyć, bo nadmiar rzeczy mnie stresuje, a poza tym czasami łapię się na tym, że główną wartością kupionych przeze mnie ubrań jest to, że są one dla mnie nowe (nawet jeśli z second handu).

Estera

To bardzo głęboki temat. Dla mnie pieniądze są narzędziem potrzebnym do życia, ale nie celem samym w sobie. Podobnie rzeczy materialne – mają mi służyć i sprawiać radość, ale nie być ciężarem – fizycznym i emocjonalnym.
Ktoś bardzo mądry kiedyś powiedział: „Życie nie zależy od tego, co człowiek posiada, choćby opływał w dostatki”. I rzeczywiscie – w momencie nieszczęśliwego wypadku czy zagrożenia życia zostaje z nami tylko to co jest w nas, w naszych umysłach i sercach. Dlatego staram się dbać o moje wnętrze i duchowość, to okazuje się najcenniejsze.
Mój wniosek jest taki: Ile to jest wystarczająco dużo? Tyle, ile nam jest niezbędne do życia, by znaleźć w nim radość, ale by nie stało się zbyt wielkim ciężarem w momencie straty – byśmy umieli zostawić to za sobą i pójść dalej jeśli będzie taka konieczność.

Paulina

Mama zawsze powtarzała mi: „W życiu dąż zawsze do takiej samodzielności, żebyś w każdej chwili mogła wstać (ewentualnie zabrać dzieci jeśli masz) i wyjść.” oraz „Gdziekolwiek jesteś, zawsze miej przy sobie pieniądze na taksówkę.”.

Te dwa zdania są ze mną do dziś i dla mnie wystarczająco dużo to właśnie tyle, żeby nie być zależną finansowo od nikogo, żeby zawsze móc o samodzielnie decydować o tym, na co wydam pieniądze. Pieniądze dają mi poczucie wolności i bezpieczeństwa, ale nie tylko one. Ważne są też dla mnie dobre relacje z rodziną i możliwość wspierania ich. Za szczyt luksusu uważam możliwość przyjęcia członka rodziny pod swój dach, zaproszenie całej rodziny na wykwintną kolację albo w podróż i nie zastanawianie się, czy będzie mnie na to stać.

Last edited 1 miesiąc temu by Paulina
Izabela

Bardzo mądre rady od Twojej mamy. Ta pierwsza przypuszczam dotyczy życia prywatnego, ale rozciągnęłabym ją również na życie zawodowego. Ostatnio odeszłam z pracy – poziom organizacji i szacunku dla pracy przeciętnego pracownika przez zarządzających był zerowy. Wokół słuchałam przez cały rok od kolegów i koleżanek z pracy jak jest coraz gorzej, jak ich ta praca wykańcza. Ale tylko ja odeszłam. Dlaczego? Ponieważ miałam ten luksus, że nie musiałam tam pracować. Nie mam żadnych hipotek, mam oszczędności, drugą pracę. Osoby z hipotekami, bez oszczędności po prostu się boją. Myślę, że inni też mogliby odejść, ale przekonanie, że gdzieś indziej jest jeszcze gorzej powstrzymało ich przed działaniem.

Iwona

Widze faktycznie takie obawy w swoim (40+) pokoleniu. Mlodsi mam wrazenie sa odwazniejsi w tym zakresie i bardziej mobilni. To pewnie poklosie doswiadczen z przeszlosci i wchodzenia na rynek pracy przy kompletnie roznych poziomach bezrobocia.

Małgorzata

Ile to jest wystarczająco dużo?
Tyle, żeby być wolnym od niedoboru, jak i nadmiaru.
Dotyczy to zarówno pieniędzy, jak i wszelkich dóbr materialnych.
Nie mam i nigdy nie miałam potrzeby życia na pokaz, udowadniania innym czegokolwiek, rywalizacji w nabywaniu kolejnych dóbr konsumpcyjnych.Markowe torebki, ciuchy, sprzęt, ekskluzywne samochody, czy posiadłości, nie robią na mnie wrażenia.
Dla mnie zawsze najważniejszy w życiu będzie drugi człowiek – mąż, dziecko, rodzic, przyjaciel. I nieznajomy, którego mogę obdarzyć swoim uśmiechem, dobrym słowem lub konkretną pomocą

Iwona

Jaki fajny temat poruszylas. Z ciekawoscia bede sledzic dyskusje pod tym wpisem.

Dla mnie pieniadze to narzedzie pomagajace we w miare beztroskim zyciu. Czyli np brak tych wyborow miedzy wizyta u lekarza a nowymi butami. Wiedza, ze jesli trzeba bedzie, to bede mogla oplacic prywatna wizyte lekarska dziecka. Zatankowac do pelna. Ale rowniez: poleciec samolotem o ludzkiej porze zamiast w srodku nocy, nie przejmujac sie wyzsza cena takiego lotu. Moc sobie pozwolic na mieszkanie w okolicu, ktora przynosi mi ukojenie i jest zgodna z moim poczuciem estetyki (przyroda w miescie zamiast betonozy: to kosztuje). Mieszkam w takiej okolicy od prawie 7 lat i nadal po tych latach WIDZE ten zielen, cieszy mnie ona nieziemsko i DOCENIAM ten przywilej (wiec byc moze innych w ten sposob cieszy latami kran?).

Oraz srodkiem zapewnienia bezpieczenstwa, czyli jak pisala jedna z przedmowczyn: gdy trzeba uciekac z kraju, nie sa zmartwieniem. Jeszcze dwa miesiace temu nie myslalam w takich kategoriach.

Ania

Odnoście rzeczy materialnych lubię określić sobie dokładnie powinno mi wystarczyć np: skarpetki muszą zmieścić się w tym pudełku, albo ubrań muszę mieć minimum tyle, żeby nie było problemu z praniem, a maksymalnie tyle, żeby wszystkie mogły zmieścić się na wieszakach z szafie, kosmetyki w koszyczku w łazience itp. Lubię też obserwować zmiany, szczególnie gdy okazuje się nagle, że na daną kategorię wystarcza mniejsza przestrzeń.

Finansowo tyle żeby nie musieć martwić się gdy nagle będzie trzeba zapłacić za kanałowe, pójść prywatnie na cytologię albo kupić pralkę. Chciałabym też móc podróżować nie martwiąc się że minimalny koszt noclegu w danym miejscu to 400 zł…

Zawodowo trudniej mi to określić… może dlatego, że jestem na początku mojej drogi i nie wiem jak ją ukierunkować? Wiem na pewno, że chcę pracy by móc poza nią o niej nie myśleć, móc się rozwijać, mieć satysfakcję z zrealizowanych projektów i nie musieć walczyć o jakąkolwiek podwyżkę…

To chyba tyle

Patrunia

W związku z ostatnimi wydarzeniami na świecie, naszła mnie taka myśl, że gdyby trzeba było nagle uciekać z rzeczy materialnych wzięłabym tylko telefon, żeby móc się kontaktować z bliskimi. I tyle. Teraz nie wiem co zrobić z całą resztą gratów, spod których nawet koniuszek nosa mi nie wystaje.

aga

Może to dobry początek na pierwszy kroczek do zmiany… powodzenia :)

AgnieszkaM

Też się zastanawiałam i jednak nie tylko tel. Trochę bielizny, mydło, szczoteczka do zębów i przede wszystkim leki, które biorę na stałe.

Alicja

Ja dobijam 50-taki. Pochodzę z Polski południowo-wschodniej. Kiedy skończyłam moja edukacje w Polsce było bezrobocie 28%. Były możliwości pracy na czarno, bycie na garnuszku u rodziców, szukania pracy w innych miejscowościach. Pamietam pensje 650 złotych, a za wynajem pokoju płaciłam 400 zł. Na buty zimowe zbierałam cały rok. Postanowiłam wyjechać z Polski. Od prawie 30 lat z przerwami pracuje za granica. Życie na dwóch walizkach było dla mnie normalne, minimalizm nieświadomy :) Oczywiście jak w 90-tych latach pracowałam w UK i za tygodniówkę mogłam kupić buty, to był szok dla mnie. Nie mogłam sie nasycić i oczywiście zaczęłam kupować rzeczy, ale przeprowadzki przez to były coraz kosztowniejsze. Po wielu latach wzlotów i upadków w życiu prywatny, finansowym itd. wiem, ze rzeczy nie dają bezpieczeństwa. Pewny zasób gotówki tak ale dla mnie wystarczy zabezpieczenie na „czarna godzinę”. Komfortowo jest kiedy mogę bez problemu zapłacić rachunki i nie martwić sie, ze zabraknie mi na jedzenie. Nie mam samochodu, mieszkania bo nie wiem gdzie będę jutro. Ważni są dla mnie ludzie i miłość do nich. Smierć bliskich mi osob i porządkowanie ich dorobku życia uświadomiła mi tez, ze to tylko rzeczy. Lubie miec tylko rzeczy które mi sluza i są wygodne (np.wygodne krzesło). Jestem bardzo szczęśliwa i nie boje sie utraty rzeczy materialnych. W tej chwili lubie rozwijać serce, dusze i poznawać siebie.

Sylwia

Uważam, że to bardzo mądre podejście. Ja z kolei mam 33 lata, od czasu pandemii dzięki pracy zdalnej przeprowadzałam się z mężem już kilka razy i wiem, że nadmiar rzeczy może bardzo utrudniac takie zmiany. Nie mieliśmy bardzo dużo rzeczy, ale zminimalizowalismy je do ilości, która mieści się w samochodzie osobowym (wcześniej na przeprowadzki potrzebny był bus). Samochód kupiliśmy rok temu, aby być bardziej mobilnymi i móc mieszkać w różnych miejscach. Ja kocham taką wolność. Niektórzy pytają kiedy kupimy mieszkanie, ale wcale tego na razie nie potrzebujemy. Nie chcemy kredytów, oszczędzamy, inwestujemy i mamy sporą poduszkę finansową, która daje nam spokój. Pamiętam, jak 2 lata temu, też przed pandemia, kolega z pracy kupił dom na kredyt na 30 lat. Ja byłam wtedy tuż po ślubie, zapytał mnie, kiedy ja kupię dom/mieszkanie. Powiedziałam, że nie spieszy nam się, że chcemy kupić kiedyś za gotówkę. Kolega zaśmiał się, powiedział, że jego siostra z mężem też mieli takie plany, przez 10 lat mieszkali u rodziców żeby zaoszczędzić i udało im się zaoszczędzić tylko niewielką kwotę, więc jednak zdecydowali się na kredyt na 30 lat. Ja jestem przekonana, że moja historia taka nie będzie. Nie dążę za wszelką cenę do posiadania mieszkania, posiadania czegokolwiek. Jestem szczęśliwa, nie mam kredytu, nie mam zobowiązań, umiem żyć oszczędnie i czerpać radość z codzienności. Czuję się wolnym człowiekiem, a bezpieczeństwo daje mi zaplecze finansowe pozwalające na spokojne życie oraz wsparcie męża. Czasem łapie się na tym, że bardzo chce coś mieć, ale zwykle czas pokazuje, że ta zachcianka jest zbędnym balastem. Nie warto nadawać rzeczom większego znaczenia niż mają.

Monika

Dla mnie pieniądze są ważnym elementem w życiu abym miała poczucie bezpieczeństwa i niezależności. Od jakiegoś czasu staram się regularnie budować swoją poduszkę finansową, żeby w razie potrzeby mieć za co żyć. Żałuję trochę, że tak późno zaczęłam ją budować.
Moim marzeniem jest własne mieszkanie lub mały domek, co dałoby mi poczucie bycia u siebie i bezpieczeństwa.
Jestem z pokolenia, które pamięta czasy gdy w sklepach nie było nic, więc potem wchodząc w dorosłość próbowałam sobie ,,wynagrodzić,, zakupami to, że kiedyś miałam niewiele:)
Parę lat temu poczułam, że cały ten nadmiar rzeczy, ubrań mnie przytłacza. Poczułam, że potrzebuję więcej przestrzeni. Od tamtej pory powoli pozbywam się zbędnych rzeczy. Dlatego treści, które prezentuje Kasia na blogu mocno ze mną rezonują.
Dziękuję Kasiu :) Mam do przerobienia jeszcze kurs Szafa Minimaliski, który mam nadzieję pomoże mi uporać się z moją szafą:)
Pandemia w dużym stopniu wyleczyła mnie z zakupów ubraniowych. Odzwyczaiłam się od chodzenia po sklepach i po promocjach:)
Teraz jestem na etapie zużywania ubrań, które mam w szafie. Sporadycznie zdarza mi się kupić coś nowego.
Gorzej jest w temacie książek:) W czasie pandemii ,,nauczyłam się,, kupować książki przez Internet. Wcześniej wolałam wertować książki na półce w księgarni i dopiero decydowałam o zakupie. Teraz już czuję, że mam ich za dużo i stopniowo czytam chcę oddać do biblioteki.

Szczególnie teraz, gdy sytuacja na świecie jest jaka jest, mocno czuję nadmiar rzeczy materialnych. Cieszę się bardzo, że od zawsze najważniejsze dla mnie były relacje z ludźmi i starałam się mieć czas dla rodziny i przyjaciół. Świadomość, że mam wokół siebie ludzi, którzy naprawdę dobrze mi życzą i okazują wsparcie w trudnych chwilach jest bezcenna. Dziękuję im za to:)

Pat

Nie znam w pełni odpowiedzi na tak postawione pytanie, szukam. Wiem, że z myślą o przeprowadzce za kilka mies. i potrzebie kredytowania domu, bo z oszczędności nie wystarczy, pozbyłam się rzeczy oddając tym, którzy chcieli je mieć lub potrzebowali (kuzynka zaczynająca pracę, odsprzedaż i przekazanie 50% na PAH, oddanie nowych lub w dobrym stanie rzeczy używanych do „Ubrania do oddania”, nie kupuję nowych.
W intencji w medytacji proszę o wyzbycie się potrzeby posiadania, by nie chcieć. Postanowiłam przeczytać raz jeszcze Twoją książkę „Chcieć mniej” i przypomniała mi o kilka istotnych kwestiach – dziękuję!

Katarzyna Kędzierska

Cała przyjemność po mojej stronie. :)

Kasia

Wspaniały, inspirujący i skłaniający do refleksji tekst. Dziękuję za niego :)
Wystarczająco dużo pieniędzy – dla mnie to tyle, by móc kupić dobrej jakości żywność dla rodziny, bez kalkulowania czy mi wystarczy na cały miesiąc; to brak konieczności wyboru „dentysta czy nowa kurtka”; poduszka finansowa, bo pieniądze dają mi poczucie bezpieczeństwa. Komfort powiedzenia sobie samej „chcę to mnie stać, ale w sumie to nie potrzebuję”. Taki luksus posiadania wyboru :) ciężko to ubrać w słowa.
Wystarczająco dużo rzeczy – gdy mam to co potrzebuję i z tego faktycznie korzystam. Duży ukłon w Pani stronę w tym temacie, bo dzięki Pani tekstom zanim kupię coś do domu to dwa razy myślę „czy potrzebuję/czy nie mam podobnego/czy mi się to podoba-nawet w kontekście miski ;)”.
Wystarczająco dużo ubrań/butów – gdy mam się w co ubrać nawet, gdy półtorej tygodnia nie miałam czasu zrobić prania, czy wyprasować tego co już wyschło ;) szafa „względnie kapsułowa” ratuje mi skórę.
Wystarczająco dużo ludzi wokół – gdy Ci którzy mnie otaczają faktycznie chcą mieć ze mną kontakt i akceptują mnie taką jaka jestem. Nawet gdy oznacza to minimalnizm w kwestii relacji rodzinnych. Cenię sobie zdrowe, serdeczne relacje.
Wystarczająco dużo planów/marzeń/aspiracji – gdy wytyczane cele dodają skrzydeł i motywują do działania, a nie frustrują. Można mieć pełną listę „to do”, której widok jedynie przytłacza. Małe kroczki, ale konsekwentnie do przodu :) może w końcu uda mi się wyskoczyć na ten weekend do Rzymu :)?

Dużo pozytywnej energii dla wszystkich komentujących i czytających :) bo tego nigdy nie jest za wiele :)!