Minimalistka na zakupach. Czy marka ma znaczenie?

 

Czytając blogi o tematyce minimalizmu czy też slow life, bardzo często spotykam się ze swoistym demonizowaniem marki. Że jest to przerost formy nad treścią, że płacimy tylko “za markę” i tak dalej, i tak dalej. Kilkukrotnie byłam też pytana przez Czytelniczki bloga, co sądzę na temat roli marki przy zakupach.

 

Jak zapewne wiecie, poza blogowaniem, na co dzień zarabiam na życie pracując jako prawnik. W chwili obecnej prowadzę własną kancelarię patentową, gdzie wykonuję zawód rzecznika patentowego. Moja specjalizacja obejmuje prawo własności przemysłowej i intelektualnej (w tym prawa autorskie), zaś w szczególności zajmuję się ochroną znaków towarowych, powszechnie rzecz ujmując – marek. W momencie, gdy czytasz te słowa, ja prowadzę właśnie szkolenie z prawnej ochrony marki :), a napisałam ten tekst zainspirowana przygotowaniami do tegoż szkolenia.

 

Marka = obietnica jakości?

 

Otóż, czy tego chcemy czy nie, w dzisiejszych czasach wszyscy poniekąd jesteśmy markami. Na dźwięk określonej nazwy, niezależnie czy będzie to marka produktu (iPhone), marka osoby (Jan Kulczyk) czy marka usługowa (Orange), w głowie tworzą się nam automatyczne skojarzenia. Dzieje się tak, ponieważ podstawową rolą marki, czy też w prawnym ujęciu znaku towarowego jest właśnie określenie pochodzenia konkretnego towaru czy też usługi. Ten mechanizm jest znany od starożytności. Zarówno starożytni Grecy, Rzymianie, ale też ludy azteckie oznaczali swoje produkty czymś na kształt marki. Oznaczenie w określony sposób misy czy wazy miało zapewnić kupującego, że produkt został wykonany rękami wybranego rzemieślnika. Jak nietrudno się domyślić, zaraz za funkcją określenia pochodzenia, marka nabrała również funkcji gwarancyjnej. Zrobienie wazy przez tegoż rzemieślnika dawało gwarancję wysokiej jakości wykonania.

 

Dokładnie ten sam mechanizm działa w czasach współczesnych i, podobnie jak inne tego typu mechanizmy, niestety uległ częściowemu wypaczeniu. Ponieważ producenci przestali spełniać obietnicę jakości ukrytą za markami, my przestaliśmy tym markom ufać. Każde negatywne zderzenie ze złamaną obietnicą powoduje utratę zaufania. To bardzo naturalny proces, nawet nie zamierzam zaprzeczać. Jeśli raz kupiłam wełniany sweter w Benettonie, który rozpadł się po pierwszym praniu, pomimo stosowania się do wszelkich zaleceń producenta, to szansa, że drugi raz kupię sukienkę z metką Benetton będzie nikła.

 

Marka to nie tylko Dior 

 

Często utożsamiamy markę z dużymi przedsiębiorstwami, z sektorem fast fashion przykładowo. Natomiast okazuje się, że gdy się przyjrzeć, markami kierujemy się dużo częściej niż mogłoby się wydawać. Gdy robię zakupy na bazarku u konkretnej Pani też kieruję się Jej marką. Jej stoisko, choć nie obrandowane w żaden sposób również jest marką, daje mi gwarancję pochodzenia towaru z określonego źródła i jednocześnie gwarancję jakości tych warzyw czy owoców.

 

Co więcej, nie każda marka musi przecież być marką wysokiej jakości. Przyjęło się, że towar markowy to towar luksusowy, tymczasem podstawową funkcją marki jest określenie pochodzenia. Nałożenie danej marki na towar przede wszystkim oznacza, że towar ten pochodzi od określonego producenta. To może być produkt wysokiej jakości, ekskluzywny, ale wcale nie musi. Przykładowo, w segmencie prasy kobiecej mamy i tygodnik PANI DOMU, i miesięcznik PANI. Obie marki obiecują nam określoną jakość, ale każda zupełnie inną. Grunt, że sięgając na półkę z gazetami doskonale wiem, jakiego rodzaju treści mogę się w każdej z nich spodziewać. Natomiast, gdy marka obiecuje pewną jakość, a tej obietnicy nie wypełnia, to wtedy dopiero czuję się rozczarowana.

 

Ufam, ale sprawdzam

 

Minimalizm nie oznacza dla mnie odcięcia się od marek. W swoich wyborach zakupowych stawiam na jakość, ale jednocześnie nie chciałabym, żeby marek zabrakło. Traktuję je jako narzędzie do realizacji moich celów. Zwyczajnie dlatego, że ich istnienie niezwykle upraszcza proces zakupowy. Kierowanie się markami ułatwia zdefiniowanie i zasygnalizowanie wartości. Z reguły w ślad za marką pojawiają się wizualne wskazówki, które określają dany produkt jako  wartościowy lub tani.  W chaosie ofert i wobec niebotycznego wręcz wyboru produktów, usług, z którym się zderzam każdego dnia, marki stanowią dla mnie pewne światełko, pierwszy etap selekcji. Podkreślam, tylko pierwszy etap. Moje podejście do marek mogłabym streścić w jednym zdaniu: Ufam, ale sprawdzam. Idąc na zakupy, z reguły zamykam się w pewnym kręgu marek, które znam i cenię z uwagi na użyteczność, design, czy w przypadku ubrań styl lub jakość wykonania. To nie znaczy, że nie jestem otwarta na nowości, ale zawężony krąg znacząco upraszcza mi całe zakupy. Zaufanie do wypróbowanej marki nie oznacza ślepej wiary. To widać zwłaszcza w przypadku ubrań. Jeśli będę zadowolona z koszulki marki X nie oznacza wcale, że przy kupieniu swetra tej samej marki nie sprawdzę dokładnie metek.

 

Czuje się również zupełnie wolna od kupowania produktów oznaczonych konkretną marki z uwagi na chęć zaspokojenia potrzeby przynależności, co miało w moim przypadku miejsce w przeszłości. Zwłaszcza moda, poprzez użycie określonych marek, jest najłatwiejszym narzędziem służącym pokazaniu statusu społecznego. Gdy byłam dużo młodsza, wydawało mi się, że droga, markowa torba pozwoli mi wejść do określonego grona, do którego aspirowałam. Dziś, gdy już na tą torbę mnie spokojnie stać wiem, jak bardzo ślepa jest to uliczka. 

 

Ciekawa jestem ogromnie, czy na zakupach kierujecie się markami czy wręcz odwrotnie? Macie swoje ulubione marki?

50 komentarzy

50
Dodaj komentarz

avatar
28 Comment threads
22 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
32 Comment authors
asantipaulaWasze pytania. Moje odpowiedzi. Część 4 - SimpliciteDzień późniejIrmina Recent comment authors
  Powiadomienia  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ola
Gość
Ola

Myślę, że bardzo trafnie to ujęłaś – dla mnie metki również ułatwiają proces zakupowy, do pewnych sklepów już nie wchodzę, do pewnych wchodzę bo się sprawdziły a czy coś kupię to zależy od danego egzemplarza :) chociaż najchętniej kupowałabym jak w Zalando czyli opcja szukaj po składzie :)

Katarzyna Kędzierska
Gość

Dokładnie za to samo lubię Zalando :). Ale byłoby fajnie, gdyby w każdym stacjonarnym sklepie ubrania byłyby ułożone według rodzaju tkaniny :)

Natalia
Gość
Natalia

Tak. Trzymam się marek top secret, wittchen, Ryłko, wojas dzięki temu zawsze znam rozmiar i mogę kupić przez internet

Bernadetta Pasternak
Gość

Ojej, czemu taki krótki tekst? Ja się dopiero rozkręcałam, a tu koniec:( Ale wracając: ja nie mam jeszcze mocno wyrobionej świadomości marki, dopiero zaczynam, ale cała sprawa robienia researchu np. w kwestii jesiennych płaszczy mnie przerasta. Z drugiej strony – potencjalne korzyści bardzo do tego zachęcają.

Katarzyna Kędzierska
Gość

Benia, rozbudowałam trochę tekst, żeby mniej niedosytu było ;).

Bernadetta Pasternak
Gość

O, super:) widzę po komentarzach, że nie byłam jedyną chętną na więcej. Zainteresowało mnie to, że prowadzisz szkolenie dot. marki (zdjęcie z instagrama) i liczę na kontynuację tematu:)

Katarzyna Kędzierska
Gość

Jeśli zdążę, to już w przyszłym tygodniu pojawi się tekst na ten temat.

Joanna Cosel
Gość
Joanna Cosel

Wiele o współczesnych markach można dowiedzieć się z książki “Luksus. Dlaczego stracił blask”. Pozycja bardzo otwiera oczy!

tessa
Gość
tessa

o tak,tak,tak ja tez bardzo polecam ksiazke ,uwazam ,ze kazdy powinien ja przeczytac.
Ja na pierwszym miejscu stawiam jakosc ,a pozniej marke
niestety “markowe” zeszlo na psy;) wielkimi literami pisza np kaszmir ,a po dokladnym wczytaniu sie w sklad ,wychodzi ,ze kaszmir to 3%,piekne sukienki ale 100% poliester
wykonczenie ,grrrr ,zobaczcie jak wykoczone sa koszule meskie ,wszedzie kryte szwy,
koszule damske ,plytkie szwy na owerloku
Wiekim logowaniom z napisem marki ,stanowczo mowie nie;)

ika901
Gość
ika901

Nie mam swoich ulubionych marek, bo jeszcze żadna z tych, które są dla mnie dostępne cenowo, nie zachwyciła mnie wybitną jakością. Za to wiem, gdzie najczęściej kupuję ubrania, bo relacja ceny do wykonania jest dla mnie znośna – to 4-5 marek, których jest w mojej szafie najwięcej.

Jak dzisiaj pamiętam dyskusję, w której jedna z czytelniczek zarzuciła Ci bycie fałszywą minimalistką – bo to wstyd w okularach od de la Renty… A moim zdaniem to właśnie jest clue minimalizmu – mieć jedną parę ale porządną, na lata.

Z pewnością, gdyby moje fundusze były większe, wolałabym mieć mniej rzeczy ale najlepszej jakości. I nie wzbraniałabym się od znanych marek, jeśli za znaną metką i wysoką ceną stała by właśnie jakość.

Thoughts Blender
Gość

Serio ktoś coś takiego zarzucił? W takim razie chyba niezbyt dokładnie śledzi tego bloga :)

Katarzyna Kędzierska
Gość

Tak. Wiesz, każdy ma prawo do swojej opinii, jednak mam nadzieję, że z całości bloga wypływają inne wartości :).

Thoughts Blender
Gość

Zdecydowanie :)

Justyna Rolka
Gość

Mam swoje ulubione marki, ale one czasami zawodzą mnie słabą jakością…Staram się kierować intuicją, przez co częściej sięgam po coś innego, nowego:)

Wiola Starczewska
Gość
Wiola Starczewska

Trochę za krótko było:) Marki i związane z nimi skojarzenia skracają czas wyboru danych produktów.

Katarzyna Kędzierska
Gość

O, a ja się bałam, że zanudzę, stąd szybko przeszłam do sedna sprawy ;). Mam nauczkę :), ale niedługo będzie o budowaniu marki w nieco innym kontekście.

Monika
Gość

Też myślałam, że to dopiero wstęp do tekstu :)

Katarzyna Kędzierska
Gość

W takim razie uzupełniłam i rozbudowałam wpis, mam nadzieję, że teraz bardziej usatysfakcjonuje, pozostawiając jednak nutkę niezaspokojenia ;)).

Thoughts Blender
Gość

Wyznaję tę samą zasadę – ufam, ale sprawdzam. Nawet w moim ulubionym COSie zawsze sprawdzam sklady materiałów. Kilka razy się nawet zawiodłam, ale to pojedyncze przypadki.
I bardzo mnie denerwuje, jak np marki w sklepach internetowych próbują wykorzystać i naciągnąć zaufanie klientów. Nazwa produktu “wool cardigan” a zagladasz w szczegóły produktu, a tam tej wełny 5 %. Albo leather pants, a w opisie, że vegan leather (czyli nic innego jak sztuczny materiał). Ugh!
Ufajcie, ale sprawdzajcie!

Katarzyna Kędzierska
Gość

O tak, bardzo mnie to irytuje. Zwłaszcza w przypadku wełny – moim zdaniem jest to działanie wprowadzające klientów w błąd, może wreszcie ktoś się tym zajmie.

Justyna
Gość
Justyna

Mam swoje ulubione marki (zarowno odziezowe, jak i techniczne) – i dzieki temu wybor kolejnego zakupu jest znacznie prostszy. W galeriach sklepowych omijam 80% sklepow, gdyz ich oferta zwyczajnie nie trafia w moj gust. Raz weszlam, poogladalam, pomacalam, i doszlam do wniosku, ze to nie dla mnie, wiec 2 szansy nie daje.
Wybor kolorow/ faktury/ materialu tez mam okreslony na palcach jednej reki – dzieki z powodzeniem w mojej szafie znajdziesz ubrania 10- letnie, ktore dzieki swej wysokiej jakosci wyprzedzaja o lata swietlne popularne dzisiaj sieciowki.
A ze sa to klasyczne szarosci, granaty, blekity i biele – nie wychodza z mody :)
Bardzo brakuje mi dunskiej marki Jasckpot by Carli Gry (jak rowniez meskiej linii Cottonfield) – gdyz marka ta byla dla mnie gwarantem wysokiej jakosci i ekologicznych surowcow. A meski zapach perfum – wrecz nieziemski…

Natalia | minimalnat.com
Gość

U mnie to zawsze jakość, potem marka. Sa sklepy do których zaglądam, sprawdzam bo pasuje mi np. styl projektów, ale nigdy nie stawiam najpierw na markę ;)

Katarzyna Kędzierska
Gość

A widzisz, najpierw idziesz do sklepów, które z jakiś względów Ci pasują (bo np. styl idący za marką Ci odpowiada) – wydaje mi się, że to jest właśnie zdrowe kierowanie się marką w tym pierwszym kroku. Potem następuje weryfikacja jakości przed zakupem.

Koneserka Czekolady
Gość

Nie zwracam uwagi na marki, bo głównie kupuję na szmatach. Jednak, gdy już zdarza mi się robić zakupy w normalnym sklepie, to wybieram raczej M&S. Jeśli buty, to Lasocki albo Ryłko.

Jolanta
Gość
Jolanta

Ja kieruję się jakością produktów. Owszem jest kilka marek/sklepów które lubię, ale nie biorę wszystkiego jak leci. Robię dokładną selekcję. Irytuje mnie natomiast podejście do marki jak do znaku towarowego wyeksponowanego na zewnątrz w bardzo wyraźny sposób. Widywałam torebki czy okulary przeciwsłoneczne, które bardzo mi się podobały, jednak ogromne złocone litery przekreślały jakiekolwiek myśli o zakupie.

Katarzyna Kędzierska
Gość

To prawda, też mnie irytuje to umieszczanie logotypów lub charakterystycznej dla marki grafiki wszędzie. Między innymi dlatego nigdy nie kupię torby Louis Vuitton z charakterystycznym wzorem, albo szala Burberry w kratkę.

Katsunetka
Gość

Po wpadce z firmą Levis nie ufam bezgranicznie marką i sprawdzam metkę. Choć i tu można się naciąć. Chyba jeszcze długo nie zapomnę ile zapłaciłam za spodnie, które po około 2 tygodniach noszenie miały startą farbę przez płaszcz. Najgorsze, że po tej wpadce z Levisem boje się uwierzyć, że jak zapłacę więcej za markę i niby dobre jakości materiał to tego zaraz nie oddam na reklamację. U mnie dzięki Tobie wygrywa jakoś i jest już od dłuższego czasu na pierwszym miejscu, a marka? Drugorzędna.

utiva
Gość
utiva

Marki odzieżowe już dawno nie mogą być utożsamiane z producentem odzieży. Większość marek odzieżowych ( zarówno z wysokiej jak i niskiej półki) niczego nie produkuje. Produkcja zlecana jest podwykonawcom. Jeśli mamy szczęście to takim w Europie – którzy posiadają własne marki (niewidoczne na metkach) jednak w większości podwykonawcami są anonimowe szwalnie we wschodniej Europie, na Madagaskarze czy na dalekim wschodzie. Nigdzie tam nie stoją szwalne z szyldem H&M, Primark, M&S. Pracownik szyjący ubrania danej marki rano, po południu szyje ciuchy dla innej marki. Często z tych samych materiałów, tymi samymi nićmi, na tych samych maszynach. Powiem więcej, duża część procesu projektowania nie odbywa się w biurach marek, a właśnie u wschodnich podwykonawców. Gotowe wyroby pakowane są do nieoznakowanych kontenerów i trafia do wielkich magazynów należących do marek logistycznych a nie odzieżowych. Tymi samymi kontenerami w drugą stronę może być przewożona żywność czy inne towary. Często na takich magazynach niedaleko siebie wiszą ciuchy rożnych marek. Pracujący tam ludzie nie są pracownikami marek odzieżowych, a marki logistycznej lub agencji pracy. Dopiero w sklepach produkt danej marki trafia w ręce pracownika zatrudnionego przez markę odzieżową. I to nie zawsze ;-) Bywa i tak, że ekspedientka obsługująca was w sklepie znanej marki, zatrudniona… Czytaj więcej »

Katarzyna Kędzierska
Gość

Niewątpliwie masz dużo racji, tak właśnie wygląda przemysł fast fashion, ale towary markowe to przecież nie tylko fast fashion. Jeśli na bazarku kupujesz warzywa tylko od konkretnej Pani to ona w Twoich oczach stała się marką gwarantującą jakość :).

Świeczek
Gość

Bardzo ciekawy tekst!

Mam swoje ulubione marki: zarówno takie “pewniaki’, gdzie prawie zawsze coś znajdę (Bialcon), jak i sklepy, do których zaglądam, bo raz na jakiś czas coś się trafi (Reserved)). Ulubioność polega raczej na preferowanej stylistyce, bo jeśli chodzi o jakość, to bywa różnie, i każdą sztukę odzieży sprawdzam osobno. Niemniej, te ulubione, eleganckie marki przynajmniej w sporej części mają odzież z porządnych tkanin i porządnie uszytą.

Marta Re
Gość
Marta Re

Tu mam mieszane uczucia, bo są według mnie rzeczy, przedmioty czy produkty których marka gwarantuje jak dla mnie jakość i są warte większych pieniędzy i są też przedmioty gdzie płaci się za logo konkretnej firmy i nie ma to nic wspólnego z jakością.

daywithcoffee
Gość

Mam kilka ulubionych sklepów, ale w żadnym przypadku nie jestem od nich uzależniona i często zdarza mi się kupić super produkt tam, gdzie się go nie spodziewałam. Kupując markowe rzeczy zdarzyło mi się, że właśnie po paru praniach straciły one fason/ jakość materiału. Kieruje sie głównie rozsądkiem cenowym, bo buty za 500 zł nie zawsze okazują się spełnieniem marzeń :-)

Angelika Debowska
Gość
Angelika Debowska

Mam swoje ulubione marki, ale jakiś czas temu przestały być dla mnie jedynym wyznacznikiem podczas zakupów. Jakoś jest czymś co odgrywa dla mnie pierwsze skrzypce, dlatego jeszcze chętniej zaglądam do ciucholandów i zawsze zaskakuje mnie fakt jak wiele świetnych gatunkowo ubrań tam znajduję. Kupiłam kilka kaszmirowych swetrów, bardzo dobrych jakościowo jeansów czy skórzanych torebek. Zawsze sobie myślę, że skoro dana rzecz była już używana przez kogoś i pewnie wielokrotnie prane a nadal jest w świetnym stanie to znaczy, że została wykonana starannie i również mi powinna posłużyć długo. Marka ma mimo wszystko duże znaczenie, choć ewidentnie nie powinna być jedyną rzeczą braną pod uwagę podczas zakupów.

Bardzo podoba mi się Twój wpis i cieszę się, że poruszyłaś kwestię demonizowania marek. Uważam, że tak jak wszędzie trzeba kierować się rozumem i zadać sobie pytanie: czy płacimy za metkę czy za dobrze wykonany produkt.

Maja
Gość
Maja

Marka ukierunkowuje w jakiś sposób, to prawda…. Te sklepy “markowe, do których wchodzę, są tymi które oferują to, co jest w moim stylu, w moim charakterze. Ale jakość jest na pierwszym miejscu. Oryginalność na drugim Jeżeli w sklepie, w którym zaopatruję się dotychczas nie znajdę produktu, który nie spełni moich wymagań, co do kroju, odszycia, tkaniny – nie kupię niczego nie będąc przekonaną. Nie istnieje dla mnie logo i przymus kupienia z uwag na znaczek. Elegancja nie ma znaczka. Lubię bardzo, kiedy za marką (którą cenię za jej wyroby) idzie jakaś ładna historia… (np. Sisley, której właściciele są polskiego pochodzenia i są szalenie ciekawymi ludźmi…). Lubię w markach konsekwencję (np. Massimo Dutti, które cały czas zachowuje styl nonszalanckiego, kolonialnego szyku), nie lubię gonitwy za trendami, wolę pewną stabilność, pewność, że jeżeli tam wejdę – to znajdę to co zawsze, tę samą dobrą kategorię ubrań, w określonym stylu. Inna sprawa, że rzeczy wyjątkowe ( te które ubieram na wyjścia; teatr, filharmonia) mam szyte u krawcowej według swojego pomysłu, albo kupowane u niszowych projektantów. Nie lubię być częścią tłumu. Wolę zatem mieć na sobie piękny, stylowy, ponadczasowy “no name” niż dwie literki C wielkości słonia – na plecach :))) Konkluzja; marka… Czytaj więcej »

Monika Wyderka-Chodak
Gość

Kieruję się markami wybierając dany produkt, ale tak jak ty nigdy im ślepo nie wierzę. Dlaczego?
Ponieważ marki już nie do końca spełniają swoją funkcję. Producent obiecuje wysoką jakość, bezpieczeństwo, a potem nagle jakaś afera wszystko burzy. Za markami kryją się ludzie, którym czasami żądzą pieniądza przesłania wartości jakie miała wyznawać marka.

Emily
Gość
Emily

Właśnie znalazłam ten blog, i po przeczytaniu kilku wpisów, stwierdzam, że bardzo mi się tu podoba :) Co do marek…nie kieruję się nimi w wyborze ubrań, aczkolwiek lubię markę Villa, która nie ma swojego osobnego sklepu w Polsce
( przynajmniej z tego co wiem) za to znam outlet, w którym ta marka się pojawia. Po za tym, najważniejsze czy ubranie będzie do mnie pasować, nie ma znaczenia czy z markową metką,czy też z second handu :)

Anna
Gość
Anna

Ze swojej strony bardzo polecam markę Gino Rossi .Mają bardzo dobrej jakości buty i świetnej jakości torebki . Marka jest gwarantem polskiej dobrej firmy . Często u nich kupuję ( na wyprzedażach bardzo się to opłaca ) i nigdy się nie zawiodłam. Kilka lat temu mąż kupił mi torebkę , którą noszę prawie codziennie , niestety paragon przepadł. W trakcie wakacji poluzował się zamek. Pomimo że nie miałam paragonu , w ciągi trzech dni wymieniono mi zamek na nowy . Przyznam ,że mi to zaimponowało . Nie wiem którą zachodnią markę byłoby stać na taki gest ( nie , to nie jest reklama). Polecam również Simple , doskonała jakość , częste zniżki , promocje . Pozdrawiam, życzę wszystkiego dobrego.Anna

555
Gość
555

ja zwracam dużą uwagę na markę – przede wszystkim na marki, które, poza wysoką jakością wyrobu, zapewniają najwyższą jakość obsługi.. o ile jestem w stanie wybaczyć, że coś stało się z produktem (pomimo kontroli jakości, wada może umknąć), o tyle nie wybaczam wpadek w obsłudze klienta, szczególnie związanej z reklamacjami..

Katarzyna Kędzierska
Gość

Ostatnio, moją koleżankę okradziono w hotelu Hilton, a hotel odmówił rekompensaty, której wysokość była dla hotelu raczej symboliczna. To pokazuje, że absolutnie jakość obsługi klienta jest czasami równie istotna, co sam produkt czy usługa.

rogaczki
Gość

Mam kilka markowych produktów, które lubię, ale nie czuję się od nich uzależniona w żaden sposób. Nie patrzę też ślepo na ich kolejne produkcje, bo jeśli znajduję coś równie dobrego w niższej cenie u konkurencji, czemu nie spróbować ;) Lubię jednak mieć pewność, że jeśli do jakiś produktów wracam, ich jakość jest równie dobra i mnie nie zawiedzie. Czasami się to udaje, a czasami firmy tak ‘mieszają’, że powroty kończą się boleśnie zarówno dla naszego ego jak i portfela :)
pozdrawiam, A

Ola
Gość
Ola

Ja ostatnio przestałam zwracać uwagę na marki, ponieważ coraz częściej niestety się rozczarowuję. Jednocześnie też gotowość wydania większej sumy na “szlachetną” tkaninę, nie gwarantuje jej trwałości. W zeszłym sezonie zimowym skusiłam się na kaszmirowy sweter (na szczęście była to już cena wyprzedażowa, choć i tak wysoka) i niestety, na początku tej jesieni jest już widocznie zmechlony. Tak samo buty gino rossi, założone dosłownie może z 10 razy okazały się naprawdę niezwykle podatne na uszkodzenia. Także bycie konsumentem w dzisiejszych czasach określiłabym jako trudne, bo wszędzie czyhają na nas pułapki.

Katarzyna Kędzierska
Gość

Ola, czysta wełna czy też kaszmir będzie się mechacić, taka już jej uroda, szczególnie na rękawach, na bokach czy pod pachami – tak gdzie tkanina ociera się o siebie lub np. o torebkę. Polecam golarkę do ubrań. Kosztuje kilkanaście złotych, a sweter delikatnie potraktowany golarką będzie wyglądał jak nowy.

Ola
Gość
Ola

A ja myślałam, że to wina słabej jakości! No to całe szczęście, jednak nie wyrzuciłam pieniędzy, zaraz po pracy jadę szukać golarki, przyda się nie tylko do tego swetra :) Dziękuję Kasiu!

Irmina
Gość
Irmina

Oj Kasiu nie zgadzam się z Tobą. Miałam ,,szetlandy” kupowane w ,,Pewexie” oraz kupowałam włóczkę szetlandzką i mohery gdyż sama robiłam czapki, szaliki,swetry bo wiadomo ,że w latach 80-tych w sklepach były pustki,a ja jako nastolatka chciałam oryginalnie wyglądać.Nigdy nie miałam problemu aby 100% wełna mi się mechaciła.Kupiłam kiedyś włóczkę 100% polskiej wełny z Jeleniogórskich Zakładów Włokienniczych i kiedy zrobiłam z niej piękny sweter/kardigan/ z różnym warkoczami nigdy mi się nie zmechacił. Z uwagi na to ,że był trochę na mnie za duży postanowiłam go po jakimś czasie popruć i zrobić inaczej. Włóczkę potem zwijałam na dłoniach na mokro. Dziś sweterek ma 10 lat i nigdy byś nie powiedziała,że włóczka ma 20 lat ! Ona naprawdę wygląda idealnie bez żadnych supełków.Mam też sweterki przez mnie zrobione ,których wełna ma domieszkę anilany 50%,więc te trochę się mechacą pod pachami,a te z domieszką 75% anilany to już dramat.Dziś nie kupuje wełny z domieszką sztucznych włokien .Choć najlepszy z nich jest poliamid .Zauważyłam również ,że bawełna bawełnie nierówna.Mam stare sweterki ,które wyglądają jak nowe /żadnych zmechaceń/,oraz moje nowe bawełniane sweterki ,które są szorstkie i wyglądają na bardzo stare.Poza tym o wełniane wyroby trzeba dbać i prać ją ręcznie i w płynach do… Czytaj więcej »

Katarzyna Kędzierska
Gość

Nie mam doświadczenia z wełną szetlandzką, wiem jednak, że wszelkie źródła i analizy dotyczące materiałoznawstwa mówią wyraźnie, że wełna mechaci się,tzn. mówiąc bardziej profesjonalnie pilinguje się, czyli na powierzchni będą powstawały małe kuleczki, zwłaszcza na swetrach od tarcia w trakcie noszenia.

Dzień później
Gość
Dzień później

A ja mam takie pytanie: czy Twoim zdaniem można wycenić markę i w jaki sposób to zrobić?

Katarzyna Kędzierska
Gość

Tak, oczywiście. Wycenia się znaki towarowe. Są różne metodologie wyceny i z tym należy się zgłosić do odpowiedniego eksperta.

trackback

[…] zaczynam od sklepów i marek, które znam, choć coraz mniej kieruję się markami jako takimi (choć są one czasami pierwszym kryterium). Jeśli nie uda mi się nic znaleźć szukam dalej, głównie w internecie. Gdy szukałam […]

paula
Gość
paula

Dla mnie marka ma znaczenie, ale to musi być marka sprawdzona. A raczej długo się do różnych rzeczy przekonuję. Ale zdarzają się takie miłości od pierwszego wejrzenia, jak mi się np. zdarzyło z marką pepe y flor. Polskie ubrania, które sprawiają, że się wygląda rewelacyjnie w każdej sytuacji, a do tego najwyższa jakość. Wiem, że jak coś u nich kupuję, to na pewno będzie strzał w dyszkę

asanti
Gość
asanti

A to zabawne, że właśnie czytam o tej marce, bo parę dni temu ją odkryłam i bardzo mi się spodobały ubrania z ich kolekcji. Żałuję, że nie natknęłam się na pepe y flor wcześniej, bo na pewno bym sobie kupiła to ich pareo – wygląda na mega wygodne.