Szafa Minimalistki (capsule wardrobe). Październik 2015. Tydzień 2

slow fashion minimalizm szafa minimalistki capsule wardrobe

Zapraszam do obejrzenia dugiego tygodnia jesiennej Szafy Minimalistki w wersji capsule wardrobe. W tym tygodniu próbuję również odpowiedzieć na pytanie, ile kosztuje minimalizm w szafie?

 

Raz na długi, długi czas, pojawia się w komentarzach do Szafy Minimalistki, może nie zarzut, ale uwaga, że prezentowane ubrania są za drogie, bądź też, że są niedostępne cenowo dla osób zarabiających mniej. Podobny komentarz zostawiła w zeszłym tygodniu Kasia. Kasiu, dziękuję Ci bardzo za tą uwagę, ponieważ już dawno chciałam poruszyć tą kwestię na blogu.

 

Ile kosztuje minimalizm w szafie?

Zgadzam się, że prezentowane przeze mnie ubrania mogą być dla niektórych osób za drogie, a dla innych za tanie. Dzieje się tak, zwyczajnie ponieważ są to moje ubrania i ich koszt ma odpowiadać mojej kieszeni i mojemu portfelowi. Zdaję sobie również sprawę, że był w moim życiu czas, gdy nie mogłabym sobie pozwolić na zakup niektórych z ubrań, na które stać mnie dziś. Niemniej jednak, będę dziś próbować udowodnić, że mądrze planując zakupy, takie lub podobne ubrania są w zasięgu większości z nas.

 

Odwołam się po raz kolejny do wspomnianej wypowiedzi Kasi, ponieważ daje mi ona pewien punkt wyjścia. Kasia napisała: „przy pensji 2 tyś trudno pozwolić sobie na pelerynkę za 330 zł”. Na początek, trochę matematyki. Na zakupy chodzę raz na kwartał. Przy pensji 2000 zł, odkładając co miesiąc jedynie 5%, dysponowałabym kwotą 300 zł. Skoro budżet jest ustalony, możemy przejść do inspiracji.

 

Właśnie, inspiracja. W cotygodniowych zestawieniach Szafy Minimalistki nie jest moją intencją podawanie Wam konkretnych rozwiązań. Chcę Wam jedynie pokazać, że idea slow fashion jest możliwa do zaimplementowania w rzeczywistości, że nie jest to jedynie abstrakcyjna lista 10 must have w szafie, z białą koszulą na czele. Jednocześnie, są to moje ubrania, noszone przeze mnie na co dzień. Dla każdej innej osoby mogą się one stać fajną inspiracją. Przynajmniej taką mam ogromną nadzieję :).

 

Nie są to też aż tak drogie ubrania, jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać, a nawet jeśli, można je dość łatwo zastąpić, żeby nie przekroczyć założonego budżetu. Dość jednak teorii. Poniżej kilka przykładów z praktyki. Przełożyłam wybrane zestawy z aktualnej Szafy Minimalistki na propozycje znalezione w sklepach online. Nie uwzględniam tu second handów, które z oczywistych powodów pozwoliłyby zbić cenę dużo, dużo bardziej. W każdym razie, moją intencją było zejście poniżej wyliczonych 300 zł budżetu na zakupy bez uszczerbku na jakości kupowanych ubrań (żadnego akrylu!). Nie wliczałam jedynie butów i kurtek, ponieważ te części garderoby kupujemy rzadziej i raczej na kilka lat.

 

slow fashion minimalizm szafa minimalistki capsule wardrobe

Białe jeansy Mango – cena: 69 zł

Błękitna koszula NewLook – cena: 69 zł

Wełna na sweter DIY (10 motków) – cena: 85 zł

Cena za zestaw: 223 zł

 

slow fashion minimalizm szafa minimalistki capsule wardrobe

Błękitna koszula NewLook – cena: 69 zł

Kupon wełny na szal, poncho lub kamizelkę DIY – cena ok. 30 zł

Cena za zestaw – 188,9 zł

 

slow fashion minimalizm szafa minimalistki capsule wardrobe

Granatowe spodnie Mango – cena: 89,9 zł

Szary sweter R essentiel – cena 47,04 zł

Cena za zestaw – 136,94 zł

 

Szafa Minimalistki. Październik 2015. Tydzień 2

 

Pełna lista ubrań wybranych do październikowej szafy znajduje się tutaj → klik

Dla kogoś, kto być może jest tu pierwszy raz przypominam również zasady Szafy Minimalistki w wersji capsule wardrobe oraz generalnie o co chodzi w projekcie Szafa Minimalistki.

 

slow fashion minimalizm szafa minimalistki capsule wardrobe
PONIEDZIAŁEK/WTOREK

 

koszulka – Zara Boys

spodnie – Mango (podobne)

szalik – DIY

sztyblety – 7Mil

slow fashion minimalizm szafa minimalistki capsule wardrobe
ŚRODA

 

koszula, szpilki – Zara

spodnie – Mango (podobne)

peleryna – Gosia Strojek

 

slow fashion minimalizm szafa minimalistki capsule wardrobe
CZWARTEK

 

sweter, buty – Zara

spodnie – Mango (podobne)

zegarek – Daniel Wellington 

 

slow fashion minimalizm szafa minimalistki capsule wardrobe
PIĄTEK

 

koszula – Zara

sweter – DIY by Mama

spodnie – Mango (podobne)

sztyblety – 7Mil

okulary – Oscar de la Renta

kurtka – Cubus

slow fashion minimalizm szafa minimalistki capsule wardrobe
SOBOTA

 

jeansy – Mango 

sweter – H&M

peleryna – Gosia Strojek

zegarek – Daniel Wellington 

sztyblety – Eden

slow fashion minimalizm szafa minimalistki capsule wardrobe
NIEDZIELA

 

sweter – H&M

jeansy – Mango 

zegarek – Daniel Wellington 

Dziękuję, że jesteś. Pozostańmy w kontakcie:

Simplicite Newsletter
zawsze unikatowe treści, bonusowe materiały, poradniki zakupowe i konkursy

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • W.

    Zdecydowanie pod kątem garderoby jesień jest moją ulubioną porą, podoba mi się każdy dzień i sama chętnie dobrałabym swoje ubrania w takie zestawy. W zestawieniu brakuje mi jedynie Nelanii. ;)
    Odnośnie kosztów, już jakiś czas temu przeglądając komentarze doszłam do wniosku, że część czytelników oczekuje od Ciebie porad na każdą kieszeń jednocześnie zarzucając, że to co prezentujesz jest nieodpowiednie dla nich, nie zwracając uwagi, że to (w mojej ocenie) przede wszystkim powinno być odpowiednie dla Ciebie, bo – przynajmniej dla mnie – Szafa Minimalistki to projekt robiony ‚przy okazji’ Twojej codzienności, nie jest Twoim głównym i jedynym celem i właśnie za tę naturalność, codzienność i ‚zwykłość’ projektu tak go lubię. I również traktuję go jako inspirację i jeżeli coś mnie zainteresuje szukam odpowiednich dla siebie, często tańszych zamienników. Bardzo podoba mi się Twoje podejście, które wyraziłaś w tej krótkiej notce.

    • Dokładnie tak. Dbam bardzo, żeby szafa odzwierciedlała moje wybory takie, jakie są na co dzień. W przeciwnym razie, jaki miało by to sens? Nie byłoby autentyczne. A Nelania coś wyjątkowo w tym tygodniu nie pchała się przed obiektyw :). Chyba dlatego, że chorowała :).

  • The GhostWriter

    Pieniądze, ach pieniądze :) To akurat ostatnia rzecz, jaka mnie interesuje przy przeglądaniu Twoich zestawów. Bardziej zwracam uwagę na fasony, kolorystyczne połączenia czy tez wykorzystanie konkretnej rzeczy w kolejnych zestawach. To czasami oznacza odkrywanie, że z pozoru zwykła bluzka może sprawdzić się także w stylizacji ciut bardziej eleganckiej.
    I o to chyba tu chodzi. O inspirowanie, o pokazanie, że nie trzeba mieć tysiąca ubrań, a znacznie mniej, ale za to tworzących zgrany zespół do wielu zadań i na wiele okazji.

  • Sandra

    Świetne spostrzeżenie, że prezentowane przez Ciebie ubrania dla niektórych są za drogie a dla innych za TANIE! :) w sumie to prawda. Zarzucanie Ci, że sugerowane przez Ciebie jako inspiracja części garderoby są nie na kieszeń wszystkich czytelników jest tak samo mądre jakby ktoś czynił zarzut, że ręcznie tkany szal z jedwabiu zebranego w trzecią pełnię księżyca w parzystym roku przy południowo-wschodnim wietrze przez niewidome dziewice z królewskiego rodu za 3000 zł na który trzeba czekać w kolejce 17 lat i mieć rekomendację od Brytyjskiej Królowej jest dużo lepszy niż polecany przez Ciebie wełniany szalik za 200 zł i że zupełnie nie opłaca się kupować takiej taniochy, więc po co w ogóle produkujesz się na tym blogu. Widać jakie to idiotyczne, ale w drugą stronę jest zupełnie tak samo.

    • Monika

      Ale z ciebie głupie dziewucha !

      • Moniko, Twój komentarz został usunięty, ponieważ na tym blogu nie akceptuję obrażania innych uczestników dyskusji.

  • Ania.aa

    tu nie chodzi o pieniądze a inspirację, kopa, by mieć szafę poukładaną, by kupować ubrania które mogą sie wzajemnie łączyć, tworzyć różne kombinacje przy mało zagraconych półkach i wieszakach – Kasia pokazuje, że to możliwe.

    Też mnie nie stać by duże pieniadze inwestować w ubrania. Warto jest kupować rzeczy basicowe, które nam się na co dzień przydadzą, a nie będę po prostu leżeć i odbierac szansę na zakup czegoś bardziej do codziennego używania (wzbogacające codzienny styl). W domu mam zestaw do domu – nie to, ze zniszony, ale szkoda mi ubrań, które noszę do pracy, o które dbam. Bo własnie dbam – to jest kolejna oszczędność. Dużo rzeczy piorę ręcznie by mi dłużej posłużyły.

    Chciałabym rocznie mieścić się w wydatkach na ubrania (w tym buty i kurtki i może kosmetyki) – 2000. Ale jak to było możliwe 6 lat temu teraz chyba mało wykonalne.

    • Ania.aa

      dopisze cos jeszcze. Kilka lat temu zmieniłam styl. To znaczy zaczęłam poszukiwac swojego. Odrzucilam styl szarej myszki. Wcześniej (wcześniejszymi laty) często zdarzało mi sie kupować coś, co okazywało się zupełnie nie trafione, pozbywałam się tego bez noszenia lub nosiłam na siłę. Bo tak się konczy jak się komponuje szafę pod styl szerej myszki a nie swój ;) I mija drugi rok, gdy tych nietrafionych zakupów jest mniej. Drugi rok od kiedy odkrywam siebie (na różnych płaszczyznach dodam) i tego co mi w sercu gra. Moim marzeniem jest właśnie taką szafę skomponować, tak odkryć fasony, styl, który mi pasuje, by jedynie co roku uzupełniać zniszczone rzeczy.

      Nigdy nie nosiłam sukienek. A chcę. Oczywiście moja przygoda zaczęła się od nietrafionych zakupów. Zakup sztywnej sukienki, w której i źle się czuję, I zle wyglądam. Przybyła mi nowa. Wyglądam w niej ok. Ale jest chyba jeszcze jakies ale… To chyba jeszcze nie ja. Ale zrobiłam już krok (na błędach się uczac) do tego by pozbyc się nielubianych spodni i marynarek na rzecz sukienek, które mi się marzą. Po prostu musze poszukać czegoś mniej podkreslającego figurę – bo tego nie lubię, choc mam figurę niczego sobie ;) a wyeksponować nogi. Je lubię podkreślać, choć są zwyczajne :)

  • Mam wrażenie, że wiele (nie twierdzę, że wszyscy) osób myli pojęcie „nie stać mnie” ze „szkoda mi wydać tak dużo na jedną rzecz”. W takich rozmowach lubię przytaczać swój własny przykład z pierwszymi porządnymi zimowymi butami, kupionymi jeszcze w okresie poszukiwania pracy, czyli w momencie kiedy nawet o tych 2 tysiącach mogłam tylko pomarzyć.
    Cena butów: 300 zł (owszem, wymagało sięgnięcia do oszczędności). Cena zimowych butów, które zwykle kupowałam w sklepach typu Deichmann/CCC: ok. 100 zł.
    Wszystkie tańsze buty rozklejały mi się po ok. 2-3 miesiącach (po mieście chodzę, nie jeżdżę samochodem). Za to te porządne właśnie zaczną swoją czwartą jesień/zimę, i nadal są w doskonałym stanie, co oznacza że posłużą jeszcze co najmniej kolejny rok. Nie tylko finansowo wyszłam na zero, ale też 1) wreszcie mam zimą suche stopy! 2) zaoszczędziłam mnóstwo czasu, które co roku poświęcałam na szukanie kolejnej pary. Osoba o wrażliwszym zdrowiu mogłaby doliczyć koszty ciągłych przeziębień od mokrych, przemarzniętych stóp. Jak dla mnie, to właśnie te droższe buty są bardziej oszczędnym wariantem :)

    Widać po wpisach, że Tobie też wiele rzeczy służy dłużej niż tylko przez jeden sezon. I dobrze, że pokazujesz, że można wyglądać super w obecnie posiadanych ciuchach, jedynie uzupełniając, a nie wymieniając co roku całą garderobę. Zastanawiałaś się może kiedyś, które z Twoich ubrań/dodatków są z Tobą najdłużej? To mogłoby pokazać opłacalność takich zakupów w dłuższej perspektywie. Dobrze wydane kilkaset złotych potrafi urządzić nas na długie lata :)

    • Zosia

      Twój komentarz od razu przypomniał mi cytat z książki mojego ulubionego autora, Pratchetta: „Weźmy na przykład buty. Vimes zarabiał trzydzieści osiem dolarów
      miesięcznie, nie licząc dodatków. Porządna para skórzanych butów
      kosztowała pięćdziesiąt dolarów. Ale para butów, na jaką mógł sobie
      pozwolić – całkiem przyzwoita na jeden czy dwa sezony, bo potem zupełnie
      przetarła się tektura, przeciekająca jak demony, to koszt około
      dziesięciu dolarów. Takie właśnie buty zawsze kupował Vimes i nosił je,
      aż podeszwy były tak cienkie, że w mgliste noce po kamieniach bruku
      poznawał, gdzie w Ankh-Morpork się znajduje.

      Jednak dobre buty wytrzymywały lata, długie lata. Bogatego stać na
      wydanie pięćdziesięciu dolarów na parę butów, w których po dziesięciu
      latach wciąż będzie miał suche nogi. Tymczasem biedak, którego stać
      tylko na tanie buty, wyda w tym czasie sto dolarów -a nogi i tak stale
      będzie miał przemoczone.

      To właśnie kapitan Vimes nazywał obuwniczą teorią niesprawiedliwości społecznej” – Terry Pratchett, „Zbrojni”

      Wszystko zależy od konkretnej sytuacji ale generalnie uważam tak samo – rozsądnie kupiona rzecz z wyższej półki zastąpi nam kilka sztuk gorszych jakościowo, starczy na dłużej i przyjemniej się będzie nosić :)

      • Dobry tekst, choć jak to u Pratchetta mocno przejaskrawiony – buty za 1,5 miesięcznej pensji? To też długo chodziłabym w tańszych :)
        To prawda, że dla osoby z mniejszym budżetem taki wydatek to spore wyzwanie. Ja też kupując rzeczy na dłużej posiłkuję się często zaskórniakami. Z drugiej strony, jestem zdania że im mniej zarabiamy, tym bardziej powinniśmy dbać o to, żeby jakiekolwiek oszczędności jednak mieć. W przeciwnym razie pogrąży człowieka byle mandat, awaria lodówki czy koszty leków/lekarza. Ale to już temat na osobną dyskusję :)

      • Ruda

        To samo pomyślałam :) Pozdrawiam wielbicieli prozy Pretchetta.

    • Doskonały przykład z butami, takich historii dociera do mnie mnóstwo, zawsze z identyczną konkluzją :). Co do Twojego pytania… na przykład ta skórzana kurtka z Cubus’a, którą widać na zdjęciach ma już prawie 10 lat! Pamiętam, jak ją kupowałam, była droga i chodziłam do sklepu oglądać ją kilka razy, aż w końcu kupiłam i jestem z niej bardzo, bardzo zadowolona, jak widać zresztą, bo od dekady jest w stałym użyciu.

      • Ja kupiłam (dostałam od męża) w tym roku idealnie klasyczną ramoneskę. Podejrzewam, że będzie ją nosić jeszcze moja córka :) (w ogóle zabiera mi za dużo ciuchów …)

      • To jest też ciekawa sprawa. Wiele z nas odziedziczyło ubrania noszone kiedyś przez nasze mamy, i te ciuchy czy dodatki potrafią być nadal w niezłym stanie. A jakbym miała spojrzeć na swoją szafę, to po niewielu rzeczach spodziewałabym się przetrwania takiego okresu :)

      • Mam torebkę po/od babci :). Nadal wygląda jak nowa. Obawiam się, że może 1-2 moje rzeczy góra nadawałyby się do przekazania dalej…

      • Miałam tak z jesienno/wczesnozimowym płaszczykiem. Chodziłam koło niego z miesiąc, w końcu odżałowałam, kupiłam i w tym roku obchodzi swoje 9 urodziny w mojej szafie :)

    • verónica

      ale to nie tylko kwestia pieniędzy, ale także kwestia chęci- poszukania czegoś dobrej jakości w odpowiedniej cenie.
      ja też nie lubię przepłacać za ciuchy czy buty, ale to nie znaczy, że kupuję rzeczy sezonowe.

      wiadomo- cen z secondhendów nic nie przebije- ale są jeszcze outlety, wyprzedaże, jest tkmaxx ;-)
      i można na spokojnie sobie wyszukiwać właśnie takie „klasyki” i perełki w odpowiednim dla nas zakresie cenowym.
      jeżeli np. potrzebuję prostej białej koszuli- to przecież to nie musi być rzecz z najnowszej kolekcji, bezstresowo wyszukam coś takiego w outlecie.

      bo cena nie zawsze idzie w parze z jakością.
      najdłużej- 10 lat nosiłam spódnicę kupioną za 40 pln w vero modzie ;-)

      • Czasami to zwykła kwestia szczęścia czy odpowiedniej serii. Moje najlepiej trzymające się koszulki (zwykłe proste czarne) kupiłam w Housie za …10 zł :) Mam wrażenie, że z czasem i z każdym kolejnym zakupem łatwiej rozpoznawać jakość materiału (bawełna bawełnie nierówna) i móc w miarę przewidzieć czy dana rzecz wytrzyma więcej niż dwa prania, czy nie :)

      • verónica

        jasne, że szczęście też jest ważne.
        skórzane zimowe buty, które teraz będą obchodzić już chyba piąty sezon mam tkmaxx,
        kupiłam je za jakieś 80 pln ! na letniej wyprzedaży ;-)

    • Marta Re

      Buty z CCC są całkiem fajne, ale do pierwszej wymiany fleków.

      • U mnie żadne CCC ani Deichmanny nigdy nie wytrzymały całej zimy w stanie nie-przemakającym :(

      • bbika

        Chyba dwa lata temu kupiłam buty w jednym z tych sklepów, jednak są one z tych droższych(ok 300 zł?). Nie pamiętam ich marki, jednak są z tych bardziej „górskich”, w typowo kartonowym pudełku. Dwie zimy wytrzymały, trzecią najpewniej też. Nie straszny im mróz ani plucha, wyglądem też nie odstraszają. Myślę, że warte polecenia :)

      • Marta Re

        Justyno ja kupiłam buty za 60 zł ( przecenione z 120 zł) były bardzo wygodne i nie zamokły mi na śniegu ani roztopach. Obcas był dobrze wyważony i wszystko ekstra, pomimo że był to skay wyglądały na skórę. Wszystko było super dopóki nie wpadłam przed wyjazdem na pomysł wymiany fleków bo tamte były już nieco zniszczone. ps. dając 60 zł za buty akurat liczyłam się z tym, że będą to buty na jeden sezon. I gdybym fleków nie wymieniała to by starczyły na ten jeden sezon.

    • Marlena

      Ciekawi mnie jakiej marki buty zakupiłaś?

  • Ola Kozak

    Zrobiłam dziś kolejne w ciągu ostatniego miesiąca porządki w szafie, ale wydaje mi się, że dużo jeszcze przede mną. Pozbyłam się około 40 zbędnych szmatek, które teraz leża zapakowane w worki próżniowe i czekają na nową właścicielkę. Niestety otrzymany wynik wciąż mnie nie zachwyca, a najgorszy problem stanowią dla mnie lżejsze góry – topy, t-shirty i koszulki polo, ale i do nich jestem nastawiona bojowo i mam wciąż zamiar zmniejszyć ich liczbę o kolejne kilkanaście sztuk ;)

  • Kwestie cenowe zawsze budzą spore poruszenie :) Nie wiem dlaczego, ale niektórzy chcieliby znajdować gotowe recepty na blogach, odpowiednie do ich aktualnego stanu posiadania i możliwośco finansowych. Jeśli jest za drogo – źle, bo kogo na to stać. Jeśli jest za tanio – też źle, w sumie nie wiem czemu, jeśli jakość jest dobra. Mam nadzieję, że mimo wszystko to inspiracja zostanie największą wartością ;)
    pozdrawiam, A

  • Hania

    Pieniądze są akurat ostatnią rzeczą, o której myślę czytając Twojego bloga. Bardziej chodzi o inspirację, pokazanie że spójna szafa daje mnóstwo możliwości! Sama dążę do tego aby moja szafa była lepiej zorganizowana, Jeszcze dużo pracy przede mną, ale jestem na dobrej drodze:) Kolejny worek wyniesiony:)

  • Joanna Kowalczyk

    Kolejny fajny wpis! :) Cieszę się, że pokazałaś sposoby na skompletowanie zestawów ubraniowych w niższych cenach i że włączyłaś w to elementy rękodzieła. Nie stać mnie na drogie ubrania, ale z doświadczenia wiem, że czasami wystarczy się dobrze rozejrzeć, żeby upolować dobre, niedrogie a przy tym efektowne ubranie. Przykładowo, kupiłam sobie wygodne, klasycznie wyglądające granatowe spodnie w drobniutkie kropeczki… w Jastarni podczas urlopu, na straganie ;) Zapłaciłam za nie 60 zł, a zbierają wiele komplementów, w tym od kolegów z pracy (pracuję z nimi już kilka lat i wiem, ze jeśli zwrócą uwagę na jakiś ciuch – a bardzo rzadko im się to zdarza – to znaczy, że coś musi w sobie mieć).
    Często też

  • Monika

    Dzieki za super pomysł na ten szal z wełny, właśnie zamówiłam chabrowy kawałek :)

  • Zabawne, że własnie do kwestii pieniędzy ludzie musza się czepiać. Szkoda, że nikt nie sprawdza tego jakiej jakości są ubrania, które prezentujesz i nie popatrzą na siebie jak długo mogą im służyć. Osobiście patrząc na pewne rzeczy, które mi się podobają uważam, że tyle nie dam, ale nie dlatego, że nie mam. Wiem po prostu, że za chwilę mi się znudzą. Zawsze tak patrze na to pod kątem torebek u mnie. Nie to, że mnie nie stać, nie wydaję na nie wiele, bo lubię je często wymieniać. Gdybym jednak znalazła ideał to myślę, że nawet i 200 zł to nie wiele w przeliczeniu na pewnie 2 – 3 lata a może i więcej jak ze mną będzie.

  • BM

    Juz nasze babcie mawialy „jestesmy za biedni na tanie rzeczy” i jest w tym wiele prawdy. Mysle, ze lepiej zacisnac pasa i pol roku nie kupowac nic aby potem troche poszalec na wyprzedazach i kupic te drozsze rzeczy w lepszej cenie. Kiedys gdzies czytalam o sposobie przeliczania ceny rzeczy na ilosc uzyc. Jesli cos nosimy czesto to warto zainwestowac wieksza sume, jednostkowa cena za uzycie i tak bedzie niska. A szafa minimalistki to inspiracja przeciez i mozna sobie cos znalezc podobnego w innej cenie.

    • Ruda

      W mojej byłej firmie leasingowano ksero, gdyż podobno tak się opłacało. Wtedy również myślałam o tym, co by było gdyby za ubrania (i nie tylko za nie) nie płaciło się jednorazowo, ale za każde użycie. Jest to oczywiście financial fiction, ale co gdyby przy cenie każdego produktu była informacja o kwocie, którą wydaje się na „jedno noszenie”. Wtedy okazałoby się, że buty za 100 zł, które wytrzymają sto dni (często przypadek), a wyglądają dobrze połowę tego czasu są droższe od tych za 350 zł, które można nosić przez 3 lata (powiedzmy, że przez 6 miesięcy – jeśli to buty jesienne czy jesienno-zimowe) i przy normalnej konserwacji są ciągle piękne. Wtedy metka na pierwszych butach nosiłaby napis (cena = 1 zł/dzień), a przy drugich ok. 65 gr/dzień.

      • Genialny pomysł :). Gdyby jeszcze ubrania były rozlokowane wg tkanin – tu strefa wełny, a tam poliestru ;).

  • Janet

    Chyba mi gdzieś umknęło… Kasiu sama dziergałaś szalik? Matko jak ja ubolewam nad tym, że nie potrafię robić na drutach!

    • Tak :). Szalik i czapkę zrobiłam sama, na sweter jeszcze nie mam odwagi, ale się przymierzam :).

      • Anna

        Niczym nie ryzykujesz, zawsze można spruć i poprawić;). Wieki już nie robiłam na drutach, bo największa moja aktywność w tej materii przypadła na przełom podstawówki i liceum (a mam teraz 32 lata). Jedną z pierwszych trudniejszych rzeczy, którą sama wydziergałam, była obcisła bluzka bez rękawów z golfem, wg wykroju w Twoim Stylu – kto to jeszcze pamięta, że w tej gazecie na ostatniej chyba stronie były takie wykroje? W każdym razie, golf okazał się zbyt obcisły, żebym mogła przecisnąć przez niego głowę :D. Wtedy stwierdziłam, że trzeba zmodyfikować projekt, bluzka wg mojego projektu golfu już nie miała, tylko średniej wielkości dekolt. I dość długo ją nosiłam.

      • Ja pamiętam! Pamiętam też pierwszy numer Twojego Stylu i jak czekałam na każdy kolejny ;).

  • em

    A ja uważam, że to super Kasiu iż pokazujesz jak minimalizm w szafie wpływa na finanse. Fajnie mieć świadomość faktu oszczędzania przy jednoczesnym wydawaniu większych pieniędzy na ubrania. Buty są chyba najlepszym przykładem jak bardzo opłaca się wydać więcej gotówki za dobrą jakość. Moja wcześniejsza sytuacja zdrowotna spowodowała że zostałam uroczo bezrobotna ale zanim to się stało kupiłam dobrą spódnice, baleriny i zwykły czarny golf. Niby nic ale wszystko dobrej jakości i sprawdza się na rozmowach o pracę, do ciotki na imieniny i milion innych okazji. A co do stylizacji, no còż świetnie się ciebie ogląda i tyle. Sama jestem raczej babka metr pięć z dużym cycem więc zapożyczyć coś ciężko :) ale i tak tu zostanę na długo.

  • Ewa

    Poniedziałek jest najlepszy! Sweter jest genialny!
    Chciałam zapytać o spodnie i buty. Spodnie sięgają trochę przed kostkę, a buty chyba do kostki… Co tam jest pomiędzy? Skarpety?
    Mam podobnej długości spodnie,latem nosiłam do balerin i szpilek, ale teraz??
    Mam botki, ale sięgają tak do kostki i jakoś dziwnie mi to u siebie wygląda.

    Fajny tekst na temat pieniędzy.
    czytam twojego bloga od prawie roku i sporo się nauczyłam. Teraz kupuję jedną rzecz – ale porządną, często dość drogą.
    Teraz poluję na kaszmirowy kardigan, gdyby był idealny, nie wahałabym się trochę więcej zapłacić.

  • Moim zdaniem taka minimalistyczna szafa to ogromna oszczędność, z resztą widzę po sobie. Może i jednostkowo rzeczy są droższe, ale wystarczają na dłużej. Poza tym lepiej się prezentują i pewniej się w nich czujemy, mając świadomość, że ta rzecz to był słuszny i przemyślany wybór i że dobrze w tym wyglądamy :)

  • Monika

    A ja jestem w szoku, że ktoś zarzuca, że te ubrania są drogie! No to ja sie pytam ile np powinna kosztować para butów czy marynarka żeby być w „normalnej” cenie.
    Ja na pojedyncze ubrania wydaje raczej wiecej i bardzo mnie wkurza, że dla niektórych minimalizm=bardzo tanio. To samo jest na forum oszczędzamy na Gazetapl, tam cześć osób uważa ze nie można oszczędzać wydając kilka tys na wakacje.
    Każdemu wg potrzeb!!!

  • Stare powiedzenie naszych Mam: nie stać mnie na niską jakość, należy brać na serio.
    Kupione przeze mnie buty zeszłą jesienią buty Diesel w tym roku nie tylko wyglądają tak samo, ale też są topowo modne.
    Płaszcz z Arytonu sprzed 5 lat (najmarniej) jest nieustannie modny i piękny. /
    Z innymi ciuchami, o dobrej jakości, i pierwotnie wysokiej cenie jest podobnie. Warto więc kupować je na wyprzedażach. I mieć idealną elegancką bazę przez wiele lat.
    W ogóle uważam, że chcąc skompletować szafę minimalistki (uważam ją za świetny pomysł, choć wiem już, że to nie moja bajka, zbyt przypomina mi podróż z bagażem podręcznym :) ) należy sięgać po wysoką jakość. Skoro nie rozdrabniamy się na wiele egzemplarzy byle czego, to stać nas na jedną sztukę czegoś specjalnego.
    W swojej nie-minimalistycznej szafie bazowe ubrania typu ponadczasowe sweterki czy klasyczne spodnie kupuję kierując się jakością! Zresztą …. najnowszy SHOW pokazuje w najnowszych trendach moją stylizację opartą na ciuchach sprzed 5-6 lat!

    • Ależ mi się podoba ten fragment, że „Szafa Minimalistki jest jak podróż z bagażem podręcznym”! :)

    • Magdalena Samo Zloo

      Dokladnie tak. Mnie tez nie stac na niska jakosc, a juz na pewno nie na fatalny kroj (a mam 183cm wzrostu, szerokie ramiona, dlugie rece wiec nie jest latwo).
      Pare lat temu kupilam w Wielkiej Brytanii (na lotnisku, wiec taniej ;-)) zimowy czarny plaszcz Burberry. Cena szokujaca, ale kroj, material (kaszmir i welna) oraz klasyczny model powoduja, ze nie tylko uzywam go od 4 lat, ale bede co najmniej 10 zamiast kupowac co pare lat zle uszyte plaszcze z sieciowek, ktore i tak kosztuja okolo 500 PLN a maja w skladzie polyester (zdarzylo mi sie z braku alternatywy, jak jeszcze bylam mloda i glupia kupic plaszcz, ktory talie mial pod moimi pachami i wygladalam fatalnie).
      Kiedys myslalam, ze jestem za barczysta na koszule az kupilam pieknie skrojona koszule ‚tall’ w Jcrew. Odczucia jak wyzej.

  • Elly G

    Zawsze mnie smuci zaglądanie do cudzych kieszeni. Ja np jestem ogromnym zmarzluchem i marzyły mi się Uggsy, bo dojeżdżam do pracy autobusem, co niekiedy wiąże się z długimi minutami oczekiwania na przystanku. Więc kiedy w końcu udało mi się je dostać (a zamawiałam z ich oryginalnej strony, bo wtedy w Polsce nie znane mi były sprawdzone sklepy online) wszyscy komentowali wyłącznie ich koszt, nikt nie rozumiał, że odkładałam na nie niewielkie sumy przez prawie rok. Mam wrażenie, że problemem ludzi jest chęć posiadania wszystkiego już, nie za dwa miesiące czy pół roku, jest to też pewien problem organizacji. Ja np. o zimie myślę już od maja i mam trochę odłożone, bo potrzebuję nowej kurtki.
    P.S. pozdrawiam również fanów Pratchetta powyżej, cytat o butach jest jednym z moich ulubionych ;)

  • Brdzo fajny post. Jasno, klarownie i obrazowo :)
    Przez wiele lat, jak wiele Twoich czytelniczek, kupowałam ubrania powiedzmy przeciętnej jakości. Jednak już od kilku sezonów staram się dokładnie czytać metki i wolę wydać więcej za rzecz, którymi będę mogła cieszyć się przez dłuższy czas.
    Producenci odzieży niestety nie ułatwiają nam zakupów. O ile z butami i dodatkami nie ma większych problemów to jeśli chodzi o pozostałą odzież nie jest już tak łatwo. Przykład: od 2 tygodni poszukuję cieniutkiej czapki na pierwsze zimne dni niestety w sklepach akryl, akryl i akryl – nie ustaję w poszukiwaniach. Podobnie jak Justyna chętnie zobaczyłabym rzeczy, które są z Tobą najdłużej, a które nadal lubisz i nosisz, pozdrawiam

    • Alina

      Ja zrobiłam taką czapkę ze starej bluzy dresowe. Zszyłam w rękach. Spędziłam nad tym jeden wieczór i jest mega zadowolona. Możesz poszukac w sklapach z tkaninami materiału takiego jak na bluzy.

  • Julka

    Mam jedno pytanko :) zastanawia mnie co robi Pani w sytuacji gdy szykuje się Pani na randkę? czy układa Pani zestaw z aktualnej capsul wardrobe czy jednak ma jakieś specjalne „kreacje” przygotowane na takie okazje?:) pozdrawiam serdecznie, wierna fanka :)

    • Julka

      Pani Pani Pani,.. za dużo „paniowania”, przepraszam zakręciłam się :)

    • Cześć Julka, układam zestaw z aktualnej capsule wardrobe, z reguły wystarczy dodać szpilki :). Gdybym miała jakąś wyjątkowo szczególną okazję, to pewnie uwzględniłabym ją planując capsule wardrobe na kolejny miesiąc lub sięgnęła po małą czarną spoza zestawienia. Pozdrawiam! :)

  • Dzień później

    W Polsce kwestia pieniędzy jest wymówką na wszystko: nie jadę na wakacje, bo mnie nie stać, nie kupię porządnych butów, bo mnie nie stać, nie czytam książek, bo mnie nie stać, etc….Stara śpiewka.

  • Catalina

    Kasiu, również zaglądam do Ciebie po inspiracje, czasami po wsparcie.. tak właśnie, po wsparcie, gdy już wszyscy wkoło obrzucą mnie błotem że na buty 300 zł wydałam. Mimo wszystko nie odnoszę wrażenia, że Twoje zestawienia są oderwane od realiów. Każdy sam decyduje o swoich zakupach, ale każdy w butach chodzi więc kolejna parę też musi kupić. I teraz zadaje sobie pytanie: co kupić? i za ile? Najczęściej słyszę że ma być jak najtańsze. A potem narzekanie, że tu przecieka, tam odpada i wg jakiś badziew. Pozdrawiam,

  • Ewitka

    Podobną symulację można zrobić dla osoby zarabiającej 1000-1300zł
    Odładając 5% miesięcznie (50-65zł) co kwartał mamy kwotę 150-195zł
    Z taką kwotą w lupku to dopiero można zaszaleć ;)
    Ale jest zasada! Nie chodzę po sklepach by szukać „czegos” samemu nie wiedząc czego a kupuję TYLKO to co jest na liście (np.biała bluzka, granatowy sweterek, jeansy)
    Więc nawet w takich sklepach trzeba się pilnować!
    Szukam, szukam, szukam – Nie ma tego co szukam, to wychodzę! a nie, biorę kilka innych sweterków bo są akurat fajne, bo tylko 10/20 zł
    Z doświadczenia wiem, że lepiej te pieniążki trzymać np.w oddzielnej kopercie (wkładamy tam również resztę jaka nam została z zakupów!-będzie na zaś)

  • Moja mama zawsze mawiala, ze osoba ktora ma malo pieniedzy powinna kupowac drozsze rzeczy (dobre jakosciowo), bo w ten sposob dlugofalowo oszczedza. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Emily

    Jest takie zdanie- nie stać mnie na tanie rzeczy,i jest ono bardzo prawdziwe :) Zawsze warto inwestować w jakość :)

  • Twój środowy look jest dla mnie genialny! Zresztą cały tydzień świetny, a może nawet szerzej powiem – październikowa szafa mam wrażenie, że jest taka bardziej dojrzała, spójniejsza niż poprzednie, właściwie każda góra pasuje do każdego dołu i odwrotnie. Bardzo mi się ona podoba. Nie założyłaś jednak jeszcze spódnicy w październiku, a jestem ciekawa jakie buty do niej dobierzesz ;) Bo ja jesienią mam zwykle problem ze spódnicami, a właściwie z doborem butów do nich – balerinki już odpadają, bo za zimno, w szpilkach nie umiem prowadzić samochodu, a na kozaki jeszcze mi się wydaje za wcześnie I dlatego spodnie wydają się najwygodniejszym rozwiązaniem ;)

    • Mam dokładnie tak samo ze spódnicami! Na przykład dziś mam na sobie spódnicę do półbutów, ale tylko dlatego, że przemieszczam się właściwie tylko samochodem do biura. W październiku i listopadzie moją inspiracją jest komfort, a komfort=spodnie ;).

  • Ewa

    Ja też wolę kupić jedne buty, a droższe, dobrej jakości, w których pochodzę kilka sezonów.
    W ubiegłym roku kupiłam dobre, skórzane botki, polskiego producenta. Chodziłam w nich praktycznie codziennie całą ubiegłą zimę, teraz wyjęłam i są jak nowe.
    Dla mnie to oszczędnosć, bo nie muszę w tym roku biec po buty, ale dla koleżanek z pracy to dziwactwo, bo jak mozna ciągle te same buty ciągle nosić? To już drugi sezon? One mają po kilka par, bo słabe, niszczą sie, ale co 2 miesiące nowe buty.
    Ja przyzwyczajam się do ubrań, butów i zwyczajnie mi żal, jak się szybko niszczą.

    • Monika

      Ja też obserwuję wśród moich koleżanek taki trend-co chwilę coś nowego. Sama miałam taki czas po studiach, kiedy po okresie dużego zaciskania pasa mogłam sobie pozwolić na więcej. Zaczęłam wtedy najzwyczajniej w świecie marnowac pieniądze kupując co chwilę coś za jedyne 50, 70, 100 zł. Finał tego był taki, że nie była w stanie nosić tego co kupiłam-nie miałam kiedy. Przerażało mnie wydanie 500 zł na jedną porządną rzecz, zamiast niej kupowałam 5 po 100 uważając, że rozsądnie gospodaruję budżetem. Apogeum osiągnęłam kiedy urodziłam dzieci, w dziale dziecięcym traciłam głowę zupełnie.
      Jakiś czas temu zaczęłam sie interesować ideą slow fashion i odpowiedzialnością za śmieci, które produkujemy robiąc nierozsądne zakupy ubraniowe. Dodatkowo zaczęłam zapisywać wydatki na ubrania i w końcu się obudziłam.
      Zmieniłam sie. Teraz jak rasowa neofitka z pogardą patrzę na koleżanki kupujące tony akrylu i poliestru:).

      • Ewa

        o tak, ja również do niedawna tak kupowałam, bo okazja, bo przecena, bo może schudnę…

        Guzik, nie schudłam, nie było okazji… mam pełną szafę ciuchów z metkami… a i tak noszę kilka.
        Jak już idę na zakupy, to po konkretną rzecz, już nie biegam bez sensu i nie szperam w szmatach.
        No i teraz zawsze czytam metki! Czasem dziwnie patrzą w sklepie, a zapytana ostatnio pani ekspedientka o to, z jakiego materiału jest polecany przez nią sweterek powiedziała z przekonaniem, że z dobrej wełny.
        tylko, że tej wełny było tam 5%… reszta to akryl.

        Jedyne, czego na razie nie mogę zrobić, to oczyścić szafy ze zbędnych ciuchów…. chyba jeszcze nie czas.., ale powoli dojrzewam.

      • Marlena

        Zupełnie nie rozumiem pejoratywnych wypowiedzi na temat akrylu i poliestru. Ja np. od wełny mam okropne uczulenie, mała domieszka alpaki i kaszmiru powoduje, że drapię się jak szalona i o wiele bardziej wolę swetry z akrylu. Nic mi się z nimi nie dzieje, nosze kilka sezonów, nie mechacą się i jestem z nich zadowolona. Dlatego tez uważam, że rzecz która długo nosimy nie zawsze musi dużo kosztować. Posiadam pięcioletnią ramoneskę, którą kupiłam za 150 zł. Jest jak nowa i chętnie ją noszę. Płaszcz pikowany kosztował 250 zł i noszę trzeci sezon. Mam kilka akrylowych swetrów kupionych kilka lat temu, buty które przypadkowo kupiłam w chińskim sklepie bo nigdzie nie mogłam dostać takich jak chciałam a tam akurat były, w cenie 99 zł, noszę je trzeci sezon i wyglądają bardzo dobrze, przetrwały wiele innych droższych butów. Zaznaczam, że jestem przeczulona na wszelkie efekty znoszenia ubrań i nie nosiłabym tych rzeczy gdyby były w kiepskim stanie. To, że ograniczamy liczbę rzeczy nie oznacza, że musimy mieć tylko kaszmir, wełnę, len itp. Zwłaszcza, że wiele ubrań z tych włókien i materiałów jest trudne w utrzymaniu. Myślę, że w wieloletnim noszeniu rzeczy nie cena i nie tworzywo, z którego zostały wykonane (choć oczywiście ma to znaczenie) a niezmienność figury i budowy ciała odgrywa kluczową rolę. Co nam z akryli, wełny, szlachetnych materiałów za wysoką cenę jeśli nie możemy się w to zmieścić lub wisi to na nas jak na patyku.

        .

      • kawa

        Przypuszczam, że wypowiadające się tu osoby nie kupują ubrań z droższych materiałów ze snobizmu, tylko dlatego, że takie odpowiadają im potrzebom. Np. dla mnie noszenie akrylu jest tak samo nieprzyjemne, jak dla Ciebie wełny – często drapie, strasznie się w nim pocę, marznąc przy tym (do przeziębienia niedaleka droga :P) i z reguły podejrzanie szybko się zużywa – np. akrylowy szalik po 2 miesiącach noszenia wyglądał jak zużyta ścierka :/ (a dbam o ubrania, np. piorę ręcznie, żeby dłużej mi służyły etc.). I to prawda, że dobre ubranie nie musi kosztować dużo – ja często kupuję na wyprzedażach, bo uważam, że jeśli pierwotna cena danego produktu była 90zł, a potem to sprzedają po 30zł, to znaczy, że wcześniej nie było warte swojej ceny ;) A ostatnio udało mi się kupić czapkę nie-z-akrylu, i to w sieciówce, za 24 zł, a już myślałam, że zostaje mi tylko zamawianie z COSa za grube pieniądze. Nosi się ją super :)

      • Marlena

        Myślę, że czasem nie cena, nie ideologia odgrywa rolę ale fakt, że coś komuś bardziej odpowiada. Komuś odpowiada wełna, kaszmir i jedwab. Mi te włókna nie odpowiadają. Po kilki minutach wełny na sobie jestem cała czerwona i mam stan podgorączkowy, w kaszmirze i alpace drapię się okropnie i czuje nieprzyjemne gryzienie. W jedwabnych koszulach jest mi okropnie zimno. Sprawdza się za to u mnie bawełna. Uważam tylko, że dosyć szybko jeśli chodzi o swetry stają się one szorstkie i sztywne po praniu, ale i tak je lubię. Fakt, niektóre swetry akrylowe nie grzeją, tak jak i cienkie swetry kaszmirowe. Posiadam kilka swetrów akrylowych bardzo ciepłych, z nierozprasowanego, gęstego tworzywa. Nie pocę się w nich, dobrze się piorą, nie niszczą się. Nie posiadam tych rzeczy wiele, ograniczam kupno kolejnych jeśli służą mi te już posiadane. Uważam też, że ich cena, mimo że to akryl na polskie warunki też nie jest niska. Średnio jest to cena 120, 150 zł. To samo tyczy się wyżej wspomnianego jedzenia. Nie zawsze droższe oznacza, że jest zdrowsze, lepsze. Można kupić bardzo drogi ser z podpuszczką mikrobiologiczną i mlekiem pasteryzowanym a gdzie indziej znaleźć 100 procent naturalny ser w niżej cenie. Na półkach też jest mnóstwo niby zdrowych, ekologicznych produktów w wysokich cenach a okazuje się, że składy tych produktów niczym nie różnią się od ich odpowiedników z „normalnych” półek. Różni ich tylko napis na opakowaniu BIO i cena.

      • Maryś

        Z ciekawości – gdzie kupiłaś rzeczoną czapkę? Nie mogę nigdzie znaleźć takiej w sensownej cenie, z naturalnych materiałów (mam bawełnianą, przydałaby się cieplejsza). W poliestrowej marznę, elektryzuje mi włosy i od tych małych kłaczków przy twarzy kicham.

      • kawa

        Przepraszam, że tak późno, nie siedzę codziennie w internecie. W H&Mie, czarna, skład: 30% moher, 30% wełna, 20% poliamid, 20% akryl (no niestety). Ale jak kupowałam, to sklepie były tylko dwie takie (po moich zakupach jedna ;)), a już reszta akcesoriów zimowych to 100% akryl.

      • Monika

        To był taki trochę skrót myślowy- ja też mam sporo ubrań ze sztucznych materiałów, które całkiem dobrze sie noszą. Tyle, że np w takich sztucznych rzeczach cześciej,mimo użycia antyperspirantu, czuję sie nieświeżo. Albo rzeczy które sie elektryzują z włosami przy ściąganiu przez głowę!
        Moim zdaniem jakość kosztuje. To tak jak z jedzeniem- można kupić kurczaka za 8 i 18 zł. Czy bedzie to taki sam kurczak? Nie sadzę.
        odkąd zwracam uwagę na skład to zdarzyło mi sie kupić cos tańszego chociaż sztucznego, ale nie zdarzyło mi sie zapłacić dużo za sama markę. Jeśli widzę cos w moim odczuciu drogiego, co mi sie podoba, ale skład jest go bani to tego teraz juz nie kupię. Jestem bardziej świadomym konsumentem.
        I jasne, jeśli tyłek mi urośnie o 2 rozmiary to ani w poliester ani w kaszmir sie nie zmieści ????.

      • Ewa

        Nie noszę akrylu,poliestru bo bardzo się pocę. Kiedyś skusiłam się na kilka akrylowych sweterków, cóż z tego, że maja ładne, trwałe kolory, wyglądają ok, jak po kilku godzinach mam ochotę go zdjąć i wejść pod prysznic.

        Oczywiście nie mam uczulenia na wełnę czy kaszmir, gdybym miała, to inna sprawa.

      • Marlena, napisałam nawet cały ebook o materiałach włókienniczych (dostępny tutaj: https://simplicite.pl/biblioteczka-simplicite/) i jest tam rozwianych wiele stereotypów na temat akrylu czy poliestru. Z poliestrem czy poliamidem sprawa jest bardziej złożona, ale jeśli tylko ktoś nie ma uczulenia na wełnę (tak, jak Ty), to stanowczo i zdecydowanie odradzam akryl. Jest łatwopalny, niezbyt wytrzymały, zupełnie nie ogrzewa i sprawia, że się szybko pocimy.

  • Oj marzlabym w Twoich zestawach… Ciekawe co pokazesz za tydzien????u mnie juz buty i plaszcz zimowe, a dzis zamowilam legginsy merino pod spodnie☺

  • bru

    Wydaje mi się, że kupowanie tańszych rzeczy, a częściej, jest łatwiejsze dla naszej psychiki i, niestety, w jakiś pokręcony sposób bardziej akceptowane społecznie. Łatwiej jest wydać 4×50 zł na t-shirty, nawet w ciągu jednego dnia, niż raz wyjąć z portfela 200 zł na jedną porządną bluzkę. Moja mama jest chyba dobrym tego przykładem – ustala sobie jakąś górną kwotę, którą „można” wydać na określony typ ubrania (i nie chodzi o to, że nie mogłaby wydać więcej – więcej po prostu NIE MOŻNA, bo…?). Dlatego od jakiegoś czasu nie mówię jej, ile kosztowały moje ciuchy – dla mnie sukienka za 200 zł czy torebka za 400 powoli zaczyna być ceną… hm, no może nie „normalną”, ale wiem, że to są rzeczy warte tych pieniędzy – w przeciwieństwie do sztucznych lub pół-sztucznych ciuchów z sieciówek (na marginesie, wiecie, że np. w Diversie koszulka 100% bawełny kosztuje 30 zł, a mieszanka z poliestrem 70?).

    • O, tak! To doprawdy pokręcony sposób, ale faktycznie więcej tanich zakupów jest bardziej akceptowane społecznie, w końcu więcej na półkach leży :).

    • Marta Re

      Bru!
      Całkowicie się z Tobą zgadzam. Mnie się wydaje, że u podłoża tych tanich zakupów leży tez wpajana skromność w naszej kulturze. Stąd tak jakby nie wypada kupić czegoś bardzo drogiego. Natomiast mając kilka dobrych drogich rzeczy chodzi się w nich cały czas. Czyli znowu :” bo ktoś powie, że mnie nie stać” i chodzę na okrągło w tym samym.

      • bru

        O właśnie – po prostu „nie wypada” wydać jakiejś większej sumy na ubranie, bo od razu pojawia się zarzut, że marnujesz pieniądze albo wydajesz je na głupoty. Ale kiedy raz w tygodniu przynosisz do domu głupią szmatkę za 30-40 zł, problem może nie znika, ale łatwiej to przełknąć otoczeniu. Pamiętam, jak tej wiosny kupiłam sobie marynarkę bodajże za 230 zł czy coś koło tego. Przyznałam się kilku dziewczynom, że trochę się wykosztowałam – chyba żadna nie zrozumiała. Najbardziej oburzona była moja bliska koleżanka, która podobne kwoty wydaje co miesiąc w lumpeksie.

      • Marta Re

        Bru właśnie na takich tanich szmatkach czy podczas regularnego odwiedzania szmateksów wydaje się najwięcej pieniędzy. Bo małe kwoty umykają naszej uwadze. A potem się okazuje, że jednak gdzieś jest plamka, lub coś nie do końca leży dobrze, ale przecież to było za małe pieniądze nieraz się usprawiedliwiamy.

  • Czytam tę dyskusję i od razu przypomina mi się historia mojej kurtki. Kupiłam ją na pierwszym roku studiów, kosztowała około 200zł i była to wówczas kwota ogromna (biorąc pod uwagę środki, jakimi dysponowałam i fakt, że chodziło o materiałową kurtkę bez kaptura). Rodzice oczywiście uznali, że oszalałam („za tę cenę miałabyś ze trzy”, „200zł za takie byle co” itp.). Dziś z pewnego rodzaju satysfakcją zakładam ją, wybierając się do nich w odwiedziny – tak, nadal ją noszę!

    • Ewa

      o, to to! Gdy kupiłam swoją windstoperową kurtkę sportową, a było to ponad 10 lat temu – zapłaciłam za nią 600 zł. Była to dla mnie wówczas gigantyczna kwota, ale za namową M kupiłam.
      Noszę ja do dzisiaj,bardzo ją lubię, jest w świetnym stanie i uważam, że to jeden z moim najlepszych zakupów.

  • Kasia

    Przeczytałam tekst, dzięki którego zrozumiałam, że chodzi o wybranie odpowiedniego zestawu w ramach swoich możliwości finansowych a te, które są prezentowane są takie właśnie dla Kasi autorki. Co do komentarzy, to nie dyskutuje z takimi sprawami jak kurtka czy dobre buty, za które warto dać więcej i mieć je na dłużej. Reszta, jak to komentarze, każdy ma prawo wypowiadać myśli znając swoją, a nie innych „skórę” :)

  • Ludzie widzą to tak – wrzucanie tutaj linka do strony sklepu, to jak wciskanie im tej rzeczy do koszyka. Tej wiesz, KONKRETNEJ.
    Nie rozumiem tej zasadniczości i potrzeby widzenia wszystkie w B&W. Tylko i wyłącznie. Można ruszyć pupkę do lumpka (swoją drogą brakuje mi ich w UK) albo pod butik Prady.

    • Maja

      A co z tak zwanymi „charity shop” ? :) Mają tak wyśmienite rzeczy…

      • Rozmiarówka zaczyna się średnio w okolicach 12. Ja noszę 8. A żeby upolować coś mniejszego trzeba naprawdę dużo łazić i najlepiej robić to regularnie, a to nie moja bajka.

  • An

    Witam :) Chciałabym kupić sweter/sweterek, jednak nie mogę znaleźć odpowiedniego, ale chłodne dni już zawitały pełną parą, więc dobrze by było się na coś zdecydować, aby nie marznąć. Chodzi mi o to, żeby nie był z akrylu, ale też i mój budżet to maks 200zł….. Czy któraś z Was zna takie miejsce, w którym coś ciekawego znajdę?
    Z góry dziękuję i cieplutko pozdrawiam,

    • An, 200 zł to naprawdę dużo i spokojnie coś znajdziesz. Wystarczy zwracać uwagę na metki. Zobacz, tutaj jest np. sweterek Benetton, 100% wełna, dużo kolorów i rozmiarów w cenie 129 zł – http://bit.ly/1jsZubE. Polecam też dział z męskimi swetrami w TKmaxx.

    • iwona

      ja polecam woolovers, cena podobna jak w benettonie, ale za to bardzo miły w dotyku, czego o tych z benettona powiedzieć nie można (mówię o woolovers merino i kaszmir)

  • Mirosława

    Trudno mi się z Paniami nie zgodzić. Moja Babcia też mawiała, że „tanie mięso to psi jedzą”. Lepiej dać więcej za buty, które na pewno ponosimy kilka sezonów, niż co i rusz kupować coś za przysłowiowe 19,99. Ale trzeba też pamiętać, że o rzeczy trzeba dbać. Niestety mijając setki kobiet i mężczyzn na ulicach z przykrością zauważam zupełny brak szacunku dla własnych, bądź co bądź, pieniędzy. Szczególnie jeżeli chodzi o buty i wyroby skórzane. Odnoszę czasami wrażenie, że jakaś zaraza wydusiła wszystkich szewców i kaletników, nie mówiąc o stoiskach z pastą do butów. Nie dziwię się, że ktoś twierdzi, że nie kupi butów za 300 zł. bo i tak po roku się rozpadną, skoro nie o nie nie dba.
    A wracając do wysokości wydatków – po wielu latach „nauki” opanowałam sztukę „polowania” na wyprzedaże i zazwyczaj w tej chwili kupuję rzeczy za 1/5 ich wartości, często jeszcze w sezonie, i to w nie najgorszych sklepach. Bo prawdą jest to, co napisała jedna z Pań – jeżeli coś kosztuje na wyprzedaży 30 zł. a przedtem kosztowało 120 zł. to znaczy, że warte było właśnie 30 a nie więcej.
    Po za tym – ceny to temat na zupełnie inną dyskusję, bo czasem naprawdę ciężko pojąć, czym kierują się sprzedający ustalając ich wysokość – szczególnie w sieciówkach takich np. jak C&E albo H&M
    Pozdrawiam. Miłego dnia.

  • Justyna

    Jest takie powiedzenie, że biednego nie stać na tanie buty.
    Tak a propos jest jeszcze kwestia rzeczy, które dostaje się w prezencie lub od kogoś (np. ja dostaję od mamy bo już coś jej się nie podoba i jest niezniszczone, a mnie świetnie pasuje- mamy podobny gust i rozmiar) wtedy ma się więcej rzeczy niż w założeniu minimalistycznej szafy, a nie kupuje się ich. Takim sposobem nie wydaję pieniędzy a mam „nowe ubrania”

  • Joanna Kamińska

    Jest jeszcze jeden aspekt posiadania w swojej szafie ubrań dobrej jakości i zadbanych – oszczędność czasu. Nie trzeba co sezon biegać po sklepach w pogoni za nowymi ubraniami. Wystarczy je wyjąć z szafy i po prostu założyć.

  • Wolę kupować rzeczy, które są uniwersalne i będą mi służyć przez kilka sezonów :)

  • Doskonały pomysł! Moje Drogie Panie, jeśli którakolwiek z Was zechciałaby opowiedzieć jakąś historię, związaną ze swoimi doświadczeniami z pogranicza minimalizmu i slow fashion, nie napisze do mnie na blog@simplicite.pl. Bardzo proszę!

    • W skrócie: wynajem mieszkania z wizją kolejnych przeprowadzek w przyszłości :) Kto raz musiał na własnych plecach wnieść swój dobytek na czwarte piętro bez windy, dwa razy zastanowi się czy chce robić to jeszcze raz… i jeszcze raz… i jeszcze raz :)

      • Justyna, a miałabyś ochotę szerzej opisać tą historię? Jeśli tak, to podeślij proszę na blog@simplicite.pl, tak maks. 1000 znaków. Oczywiście, jeśli będę chciała ją opublikować to za Twoją zgodą i z adresem bloga :). Dzięki wielkie z góry!

  • Ewelina

    Kasia przepiękną masz tą pelerynę nie mogę się napatrzeć :) jak Ci się sprawuje ? Kusi mnie ,żeby ją sobie kupić …

    • Bardzo dobrze. Odrobinę się mechaci przy otworach na ręce, ale to normalne przy 100% wełnie. Jest super ciepła i lubię ją nosić zamiast marynarki, albo na skórzaną kurtkę.

  • Ewelina

    Kasiu piękną masz tą pelerynę ,nie mogę się napatrzeć ! :) Jak Ci się sprawuje ? Kusi mnie ,żeby ją kupić…

  • Kiedyś kupowałam byle tanio i dużo. Ostatnio kupuję mniej, ale za to przemyślanych ciuchów z wyższej półki. Bo ważna jest jakość. Więc nie zgadzam się z twierdzeniami, że nie stać nas na drogie rzeczy – po prostu to kwestia tego, do jakiej szafy dążymy.
    P.S. Wciąż nie mogę oderwać oczu od tego swetra made by Twoja mama ;)

  • Jak czytam Twojego posta to przypominam sobie własne sprzed „ery” slow fashion (w którą dobrze jeszcze nie wkroczyłam, ale uważam, że zmiana i tak zaczyna się od myślenia:)). Pamiętam swoje podejście pt. „Wolę tańsze, jak się rozwalą (np. buty) to kupię nowe” albo „A to i tak tylko na ten sezon…”. W efekcie buty na jesień czy zimę kupowałam co roku… kierowało mną raczej lenistwo i chęć szybkiego zakupu, co wydaje się paradoksalne, bo przecież musiałam co roku odbyć ten sam rytuał zakupowy zamiast raz na powiedzmy 3 lata. Pierwszy raz porządne buty jesienne kupiłam 2 lata temu, nie były bardzo drogie (ok. 230 zł), a są skórzane i noszę je trzeci rok, sumiennie wymieniając fleki i czyszcząc je, dzięki czemu wciąz wyglądają dobrze. Może widać, że nie są to nowe buty, ale według mnie dodaje im to uroku:) Jak się przyłożyłam, pomyślałam, czego potrzebuję, a potem konsekwentnie tego szukałam aż znalazłam, to okazało się, że nie potrzebuję nowej pary co roku, ba, mam nadzieję, że obecna wytrzyma jeszcze trochę. U mnie problem jest z torebkami, bo te ze skóry ekologicznej całkiem mi odpowiadają i nie wiem, czy mam jakiś dar, ale potrafię nosić torbę 2 lata i nie wygląda jak wyjęta psu z gardła (co często zdarza się moim koleżankom). A może w tej kwestii jeszcze nie mam takiego uniwersalnego faworyta jak w przypadku botków?

    Wydaje mi się, że najważniejsze faktycznie jest planowanie budżetu i, w moim przypadku, trzymanie się listy (dobrze przemyślanej listy). No, i trochę cierpliwości:) Od kilku tygodni poszukuję szarego, szlafrokowego płaszcza i nie mogę znaleźć odpowiedniego, ale tym razem jakoś nie mam parcia, bo wiem, że jak juz go znajdę, to posłuży mi długo. (Może mogłabyś polecić jakiś sklep z tego typu „minimalistycznym” asortymentem?:)).

    Osobiście myślę sobie też o „społecznym przyzwoleniu” na kupowanie droższych rzeczy. Ktoś tutaj wspomniał o tym, że łatwiej kupić cztery tańsze rzeczy niż jedną droższą, a w efekcie wydajemy podobną kwotę. Niestety widzę też to po swoich bliskich, że pierwszą rzeczą, jaką robi się przy zakupach to sprawdzenie metki z ceną i jeśli, nie daj Boże, przekracza ona 200 zł, to od razu „a czemu to takie drogie”/”nie dam tyle” itd.

  • Monia

    kiedyś też tak myslałam że 300zł za pelerynke to drogo i kupowałam duzo tanich rzeczy. Bilans był taki że szafa pękała w szwach a portfel był pusty. Czesto przegladajac kolorowa prase marzyłam o niesmiertelnych rzeczach od projekntanów. Teraz zarabiam mniej niż kiedyś a właśnie zamówiłam w outlecie wełnianą sukienke isabel marant. Kiedys pomyslałabym że to głupie wydać zawrotna sumę na jedną sukienke. Ale od kiedy zrobiłam detoks szafy kupuję jedną ale mega porządną rzecz. Szafa jest przejrzysta, zawsze mam sie w co ubrać no i finansowow też nie bankrutuję. Kupuję niesmiertelne klasyki, które służa latami, i jestem szczesliwa bo mam wymarzone rzeczy i to wcale nie jest takie drogie jak kiedys myslałam. Wcale nie trzeba kupować nowych kolekcji, grunt to miec swój styl i dobrze sie czuc w tym co nosimy.

  • Jak zawsze mi się podoba, stylowo, elegancko, klasycznie :) Lubię Twój styl ;) A co do cen za ubrania, myślę, że to też przychodzi z wiekiem. Ja dopiero od niedawna „wzięłam się” za moją garderobę i pozbywam się wszystkiego czego nie noszę, co mi nie pasuje. Kiedyś kupowałam na potęgę bo nowy sezon, bo tego nie mam a to modne. Teraz podchodzę do tego inaczej. Wole mieć mniej rzeczy, ale takich w których czuję się świetnie i są dobrej jakości ;)
    Ściskam! :)

  • Przemawia do mnie cały artykuł, w którym wyjaśniasz to i owo :)

  • Kasia

    Witaj:)

    Bardzo niedawno trafiłam na Twój blog wpisując w wyszukiwarkę jakże modne ostatnio hasło „minimalizm w szafie”:) Zaprowadziłam już minimalizm w kosmetykach, dokumentach, materiałach biurowych, ale pomimo porządków w szafie minimum dwa razy w roku niestety mojej szafie daleko było do doskonałości. Wyrzucałam ubrania raz w sezonie jesienno/zimowym i raz w wiosenno/letnim. Niestety okazało się, że tak jak piszesz z niektórymi ubraniami bardzo trudno było rozstać się ze względu na sentyment. Koniec z sentymentami. W tym tygodniu do kontenerów z odzieżą powędrowało chyba lekko licząc 40 sztuk odzieży w tym nieskończona ilość tych „pod domu”;) Kolejne 10 czeka na wystawienie na sprzedaż. Skłamałabym gdybym powiedziała, że mnie zainspirowałaś, bo inspiracja pojawiła się wcześniej, ale na pewno pomogłaś w podjęciu decyzji. Inspirujesz za to niezmiernie swoimi klasycznymi, eleganckimi zestawami. Już idą do mnie 4 nowe rzeczy do mojej mocno przerzedzonej szafy:) Ot, taka nagroda;) Dziękuję, pozdrawiam

    Kasia