Darmowe
planery, e-booki...

Podziel się:

Darmowe
planery, e-booki...

O tym, jak zminimalizować swój stan posiadania w 6 prostych krokach

 

Nieoczekiwanie dla siebie samej zaczęłam biegać półtora miesiąca temu, a w zeszłym tygodniu po raz pierwszy w życiu przebiegłam 5 kilometrów. A na samym początku nie byłam w stanie biec przez jedną minutę bez przerwy. To nowe dla mnie doświadczenie okazało się być zaskakująco podobne do… przygody z minimalizmem.

 

Każda nowa sytuacja jest trudna. I nie ma znaczenia czy mierzycie się z domem pełnym nadmiaru czy dystansem 5 kilometrów do przebiegnięcia. Okazuje się, że każdy z tych procesów ma identyczne fazy/kroki.

 


Faza nr 1 Świadomość celu


 

Pierwsza faza jest relatywnie łatwa. Chodzi w niej o świadomość celu. Celem procesu minimalizowania jest najczęściej potrzeba uporania się z nadmiarem, dopiero potem bywa, że przeradza się w coś poważniejszego. Jednak najczęściej od razu mamy w tyle głowy świadomość, że uporanie się z przedmiotami materialnymi to tylko część całości procesu.

 

Podobnie jest z bieganiem. Na samym początku zależało mi, żeby zwyczajnie się sprawdzić, zobaczyć czy jestem w stanie przebiec te kilka kilometrów, zdobyć pierwszy medal jako symbol ukończonego wyzwania, a potem odnalazłam przyjemność w samym ruchu, w bieganiu jako takim.

 


Faza nr 2 Plan działania


 

Przygotowując się do biegania szukałam planu treningowego, prosiłam o radę bardziej doświadczonych biegaczy. Od czego zacząć? Jaki sposób treningu przyjąć? Jak często biegać? Czy koniecznie kupować nowe buty? Wiecie, że jest nawet tzw. minimalistyczne bieganie??? Pytań było mnóstwo. Zaczęłam się gubić w odpowiedziach, aż uświadomiłam sobie, że to błędne koło. Bo najważniejsze to zacząć. Bez fajerwerków. W starej bluzie i zwykłych adidasach. Tak zwyczajnie i banalnie zacząć. Od małych kroków. Od wyjścia na dwór. Od próby przebiegnięcia choćby kilkudziesięciu metrów.

 

Pomocny tekst ⇒ Jak się motywować?

Pomocne narzędzie ⇒ Zeszyt ćwiczeń Domowy minimalizm w praktyce

 

Podobnie jest początkiem oczyszczania przestrzeni z nadmiaru. Szuka się metod, sposobów, czyta książki, zbiera inspiracje. Jakże tego dużo! Do tego kuszą przemyślne organizery, kolorowe pudełka – może wystarczy je kupić i nadmiar zniknie jak za dotknięciem magicznej różdżki. A tak naprawdę tu też trzeba po prostu zacząć. Od jednego miejsca, małego bastionu chaosu. Zamiast planu działania, lepsze jest samo działanie.

 


Faza nr 3 Żmudna praca


 

W praktycznym wymiarze, minimalizowanie stanu posiadania to proces, w którym nie ma za grosz romantyzmu, jest raczej pozytywistyczną pracą u podstaw. Minimalizowanie nadmiaru przedmiotów to codzienny, niemały wysiłek. Ponieważ w którymś momencie trzeba zwlec się z kanapy, wygospodarować sporo czasu z zapchanego kalendarza i przyjrzeć się bez wymówek stertom rzeczy, które w magiczny sposób opanowały naszą własną przestrzeń życiową. Znaleźć w sobie siłę i motywację, żeby te przedmioty przejrzeć, posegregować, podjąć decyzję, wystawić na sprzedaż, oddać, wyrzucić.

 

Podobnie… nie, czekajcie, IDENTYCZNIE jest z bieganiem. Ponieważ w którymś momencie trzeba zwlec się z kanapy, wygospodarować sporo czasu z zapchanego kalendarza i ruszyć tyłek na trening.

 


Faza nr 4 Pierwsze sukcesy


 

Gdy po raz pierwszy przebiegłam 2 kilometry bez zatrzymywania się i zawału serca byłam z siebie niemożebnie wręcz dumna. Coś, co wydawało mi się nie do pomyślenia, okazało się rzeczywistością. Mój mały sukces.

 

Podobnie jest, gdy po raz pierwszy zobaczysz namacalny wynik oczyszczonej z nadmiaru przestrzeni. Gdy szuflada „na wszystko” zacznie się domykać i przestanie straszyć. Gdy po otworzeniu szafy zobaczysz półkę z równiutko ułożonymi rzeczami, a rano otwierając szafę uśmiechniesz się sama do siebie myśląc, że nareszcie MAM się w co ubrać. Przyjemnie, prawda?

 


Faza nr 5 Jeszcze więcej żmudnej pracy


 

Patrz faza nr 3. 

Pomocny tekst ⇒ Sztuka pozbywania się rzeczy

 


Faza nr 6 Meta!


 

Załóżmy, że założony cel został zrealizowany. Nadmiar został usunięty. Co dalej? Być może pojawi się ochota na więcej? Na uporanie się także z sferą niematerialną? Możliwe. Ale może być to również satysfakcjonujący koniec przygody z minimalizmem. Najczęściej wybierana droga leży gdzieś pośrodku, gdy ziarenko prostoty zostało zasiane. Gdy powrót do niczym nie ograniczonej konsumpcji uwiera, gdy zmienił się światopogląd.

 

Podobnie jest z bieganiem. Czy wezmę jeszcze udział w zorganizowanym biegu np. na 10 kilometrów. Nie wiem. Czy będę biegać? Tak. Zapewne nie tak intensywnie i regularnie kilka razy w tygodniu, ale będę. Bo poczułam przyjemność z biegu jako takiego, z prostoty tego sportu. Bo ziarenko zostało zasiane.

 

A Ty? Biegasz, minimalizujesz? A może i jedno i drugie? Widzisz podobieństwa? Podziel się swoim doświadczeniem proszę, to ogromnie wzbogaci nas wszystkich.

Sprawdź Także

Powiadomienia
Powiadom o
guest
36 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments