Darmowe
planery, e-booki...

Podziel się:

Darmowe
planery, e-booki...

Recenzje ubrań z Szafy Minimalistki: koszulka Muji, jeansy Levis i koszula Bazee

Daaaawno temu miałam na blogu taki cykl, w którym recenzowałam ubrania z mojej własnej szafy. Tak subiektywnie i rzeczowo jak tylko potrafię. Dziś do niego wracam biorąc na tapet trzy ubrania, o które były najczęstsze pytania i prośby:

  • koszulkę z surowej bawełny Muji,
  • jeansy Levi’s oraz
  • lnianą koszulę polskiej marki Bazee.

Kryteria oceny i inne ważne informacje

Ważne informacje:

  • recenzja każdorazowo dotyczy jednego, konkretnego produktu, nie jest ogólną opinią na temat marki,
  • bazuję zawsze na osobistych doświadczeniach w użytkowaniu danej rzeczy,
  • informacje na temat samej marki zbieram ze źródeł ogólnodostępnych.

Kryteria oceny:

  • kraj produkcji/pochodzenia marki,
  • tkanina (rodzaj i jakość),
  • cena,
  • wykończenie,
  • trwałość.

W ramach każdego z kryteriów przyznaję 1 – 5 punktów. W sumie, najwyższa nota, jaką może dostać ubranie to 25 punktów. Szczególnie chcę premiować marki lokalne, które pochodzą z Polski i szyją w Polsce.

10 rzeczy

które musisz wiedzieć przed zakupami.

KOSZULKA MUJI

Kupiłam ją na samym początku tego roku, bo byłam ciekawa, jak surowa bawełna będzie się sprawowała w użyciu. Nosiłam ją przez ten rok niezbyt intensywnie, szczerze mówiąc.

Kraj pochodzenia i produkcji: Wietnam. Brak dodatkowych informacji.

Tkanina: surowa bawełna, niewybielana, ale barwiona. Solidna waga i splot. Jednak, sam materiał, mimo że nie był intensywnie użytkowany, wygląda na mocno zmęczony. Odrobinę zmechacony, ale to ogólne wrażenie „zniszczenia”, które jest mocne, wynika chyba z faktu, że kolor się nierówno wypiera z włókien i przy ciemnym kolorze źle to wygląda.

Cena: koszulka kosztowała 49 zł więc ani nie najtańsza, ani nie najdroższa.

Wykończenie: porządne szwy i wykończenia rękawów. Podoba mi się też dodatkowe wzmocnienie dekoltu z tyłu. Po roku trzyma fason prawie idealnie.

Trwałość: minus za materiał, duży plus za porządne wykończenie.

PODSUMOWANIE: w sumie jakość całkiem zadowalająca. Być może ja po prostu nie jestem fanką surowej bawełny w ciemnym kolorze i się czepiam, ale moja finalna ocena to 12 punktów (0+2+2,5+5+2,5)

JEANSY LEVI'S

Kupiłam je rok temu jesienią. Jest to model 721 high rise skinny. Dokładnie takie, jakich szukałam – z wysokim stanem, ciemnogranatowe, dopasowane i wygodne.

Kraj pochodzenia i produkcji: Polska. Niewiele osób wie, że jedną z najbardziej cenionych fabryk marki Levi’s jest ta polska, w Płocku. Mimo wielu pięknych słów, które znalazłam odnośnie zrównoważonej produkcji mało jest jednak twardych konkretów.

Materiał: to mieszanka: 81% bawełna, 17% poliester i 2% elastan. Nie jest to gruby, ale porządny jeans. Rozciąga się, ale nie wyciąga. Po roku ultra intensywnego użytkowania trzyma fason. Także kolor nie wyprał się, chociaż zdarza się, że farbuje! Moja jasna płócienna torba, która ociera się o bok spodni przy noszeniu, jest po jednym dniu błękitna. Kiedyś zdarzyło mi się też, że miałam brudne dłonie. :/

Cena: kosztowały 295 zł w outlecie. Nie jest to super wysoka cena, szczególnie jak na markę Levi’s, chociaż wyższa, niż w sieciówkach.

Wykończenie: naprawdę porządne szwy, wykończenia w talii, kieszeni czy nogawek. Nie mam im nic do zarzucenia.

Trwałość: jesienią, zimą i wiosną nosiłam je prawie non stop. Latem miały przerwę, bo ciemny jeans się okrutnie nagrzewa. Jak na tak intensywne użytkowanie są w świetnym stanie. Fason się nie zmienił, nic się nie siepie, nie pruje, zamek działa bez zarzutu. I co ważne – wcale strasznie nie obłażą psią czy kocią sierścią!

PODSUMOWANIE: Gdyby nie farbowały (co sprawia, że boję się je nosić z drogim białym swetrem z Seaside Tones) to byłby to zakup idealny. Moja finalna ocena to 21 punktów (3,5+3,5+4+5+5)

KOSZULA BAZEE

Koszulę dostałam 3 lata temu od marki, do swobodnych testów. Oznacza to, że mogłam ją nosić i pokazać na blogu, ale równie dobrze tego nie zrobić.

Kraj pochodzenia i produkcji: Polska. Koszula jest uszyta w Polsce, ale i len, z którego jest zrobiona, jest polskiej produkcji (ma też certyfikat OekoTex 100). Marka przykłada też wagę do szczegółów, przykładowo wszywki są z syntetyku z recyklingu.

Materiał: 100% polskiego lnu. Ten len jest dość gruby i wystarczająco sztywny, że koszula trzyma fason, nie jest taka „lejąca” jak często przy mocno zmiękczanym lnie. Czy to dobrze czy nie – kwestia gustu. Osobiście wolę, żeby letnia koszula była bardziej „zwiewna”, ale wystarczyło mi jej nie prasować, żeby ją „zmiękczyć”.

Cena: regularna cena tej koszuli w 2021 roku wynosiła 299 zł, obecnie 399 zł. Czy zapłaciłabym za nią tyle? Raczej nie. Przypuszczam, że jednak szukałabym czegoś tańszego. Wiem, że marka stawia na wyjątkowe doświadczenie zakupowe, np. każda koszula jest pięknie zapakowana w karton i przychodzi ze swoim własnym drewnianym wieszakiem. Szanuję to, ale wolałabym tego nie doświadczyć, ale zapłacić mniej. 

Wykończenie: nie mam jej absolutnie nic do zarzucenia, poza przyszyciem guzików, które odpadały po drugim czy trzecim praniu. Zwróciłam na to uwagę dziewczynom z Bazee i miały poprawić ten szczegół. Poza tym piękne wykończenie, szczególnie dekoltu. Pięknie odszyty karczek i kieszeń.

Trwałość: guziki przyszyłam i koszula wygląda tak samo jak wtedy, gdy ją dostałam. Tylko prasować mi się jej nie chce. ;)

PODSUMOWANIE: Przyczepić się mogę do drobiazgów, w tym ceny, ale coś za coś. Jest to wysoka jakość za wysoką cenę, stąd moja finalna ocena to 21 punktów (5+4,5+2+4,5+5)

Z niecierpliwością czekam na Wasze zakupowe doniesienia z frontu.
Jakieś hity czy kity?

Sprawdź Także

Powiadomienia
Powiadom o
guest
42 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments