Żyć wolno, żyć szybko. Czym jest dla mnie slow life?

 

Czym jest dla mnie slow life? Czy uważam, że żyję wolno? Skąd biorę czas na realizowanie tylu projektów? Czy każdy musi żyć slow? Czy to jedyna droga, aby odnaleźć szczęście i spełnienie w życiu?

 

Ostatnie tygodnie były dla mnie bardzo intensywne. Prace nad książką wymagają sporo zaangażowania i współpracy z wydawnictwem – zaprojektowaliśmy okładkę, wprowadzamy ostatnie poprawki do tekstu po korekcie, planujemy skład. Do tego ostatnie dni spędziłam w podróży, prowadząc warsztaty z prawnej ochrony marki w ramach kursu Akademia Marki z Klasą zarówno w w Katowicach, jak i w Gdańsku. Dziś wróciłam do domu, wyszłam na spacer z Nelą, MM zrobił mi pyszne śniadanie, które zjadłam na tarasie i wtedy to do mnie dotarło. Po raz kolejny.

 

Slow life wcale nie polega na życiu w ślimaczym tempie, ale na odnalezieniu niezbędnego balansu i harmonii w tym, co robimy i w tym, kim jesteśmy.

 

Żyć we własnym tempie. Nie pamiętam zupełnie, kto to powiedział po raz pierwszy, ja to określenie usłyszałam od Ani Mularczyk-Meyer. Dla mnie to jest właśnie kwintesencja slow life, choć dodałabym jeszcze kwestię niezbędnego, świadomego balansu, zachowania koniecznej harmonii właśnie. Kiedy chcę, żyję szybciej, kiedy potrzebuję, zwalniam. To dotyczy zarówno dużych spraw, jak i tych mniejszych, codziennych. 

 

Bardzo lubię to, co robię. Prowadzenie dwóch firm, bloga i szkoleń daje mi ogromną satysfakcję, umożliwia stały rozwój. W związku z tym bywają okresy, gdy żyję szybko, realizuję wiele projektów, uwielbiam ten stan bycia w stałym ruchu, gdy dużo się dzieje, nawet gdy męczy. Taki czas mam właśnie teraz. Tak wybrałam. Zeszły rok był zupełnie inny. To był czas, gdy świadomie wybrałam wolniejszy tryb, skupiałam się na pisaniu książki, to było dla mnie wtedy najważniejsze. I to jest ten balans, o którym mówię. To jest dla mnie slow life w szerszym obrazie, w szerszej perspektywie.

 

Świadomość potrzeby harmonii jest już częścią mnie. Czuję, gdy chcę i mogę więcej, a kiedy potrzebuję się zatrzymać. Nawet w intensywnym czasie szukam tych momentów spokoju i odpoczynku na co dzień. Wystarczą drobiazgi. Na spacer z psem nie zabieram telefonu, wyłączam się i wyciszam. Szukam sposobów, dzięki którym odpoczywam nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Czytam wybrane książki. Okazuje się, że bardziej relaksuje mnie fantastyka (pożyczyłam od młodszego brata Wiedźmina Sapkowskiego i jestem zachwycona!), niż najlepsza współczesna proza. Śniadanie na tarasie zamiast przy komputerze. Wyjście z przyjaciółmi do kina. Wizyta w rodzinnym mieście i domu w drodze na szkolenie. Takie drobne rzeczy, które pozwalają mi na chwilę zapomnieć o obowiązkach i terminach.

 

Czy uważam, że żyję wolno? Nie zawsze.

Czy każdy musi żyć slow? Absolutnie nie.

Czy jest to jedyna droga do szczęścia? Nie wiem.

 

Podobnie, jak zamiast slow fashion, coraz częściej nazywam to, co robię raczej smart fashion, tak samo o swoim stylu życia coraz częściej myślę jako o stylu smart life, niż slow life.

 

Czym jest dla Was slow life?

 

36 komentarzy
  • Tak jak napisałaś, dla mnie slow life to bardziej powinno być smart life, sposób na znalezienie równowagi w codziennej plątaninie obowiązków. Sama jeszcze nie odnalazłam na to sposobu, ale może kiedyś i mnie się uda.

    • Smart life zdecydowanie bardziej mi pasuj niż slow :) Tempo życia i działania najlepiej “smartnie” dostosować do swoich potrzeb i zewnętrznych okoliczności. Tak by mi się marzyło…

  • kinga

    U mnie te okresy przeplatają się znacznie częściej – intensywny tydzień/ miesiąc, a potem spokojnieszy. Problem właśnie w tym, że podczas tych intensywnych wszystko jest chaotyczne, dzieje się na bieżąco. Mam wrażenie niepanowania nad sytuacją i poczucie, że zaprzepaszczam tę “slow” część życia.

    • I jesteś na siebie zła, że nie jesteś wtedy slow? Paradoks, prawda? To przecież naturalne, że bardziej intensywne momenty mogą się przeplatać z tymi spokojniejszymi. Nie ma co wzbudzać w sobie poczucia winy, że nie jesteśmy wtedy tacy “sloł”. Byle nie przesadzić w drugą stronę.

      • kinga

        Tak, jestem zła, że nie potrafię w ten sposób kierować swoim życiem, aby cały czas było na tym samym poziomie intensywności. Paradoks w czystej postaci, bo, nie wiem, dlaczego, założyłam sobie, że właśnie na tym polega styl życia, do jakiego dążę. To oczywiście jest utopijne w samym założeniu…

      • No właśnie straszliwie łatwo wpaść w taką pułapkę założeń pod tytułem “teraz będę żyła slow”. To grozi popadnięciem ze skrajności w skrajność, albo ciągłym poczuciem, że nie spełnia się swoich wygórowanych oczekiwać. Harmonia to moim zdaniem klucz do wszystkiego.

  • Pola

    Sapkowski! Uwielbiam, calego Wiedzmina “wciagnelam” w 3 tygodnie, dosłownie nie mogłam się oderwać. Ale chyba najlepsza rekomendacja dla niego jest fakt, że mój mąż, który nie zbyt dobrze zna polski tak bardzo nie mógł się doczekać przekładu kolejnej części, że teraz sam sobie po kilka akapitów dziennie tłumaczy w polskiego na francuski ;)

  • Grunt to żyć tak, by być ze swojego życia zadowolonym. Nie ma idealnego szablonu na każdego. Są ludzie, którzy uwielbiają mieć wiele na głowie, są tacy, którzy muszą ograniczyć liczbę obowiązków, bo zamiast pozytywnej adrenaliny nabawią się stresu. Nie każdego zachwyci leniwy spacer po lesie, bo w ramach odpoczynku wybierze się na wspinaczkę. Ja jestem gdzieś pomiędzy. Nie lubię nudy, lubię moją pracę, ale lubię też lenistwo. Tak po prostu :)

  • Ja w zasadzie obiektywnie żyję dość wolno, pracuję na niepełny etat, by mieć czas dla dzieci. W praktyce życiowej jednak, gdy moje dzieci potrzebują morza energii i gdy gonie do nich po pracy, wcale nie czuję jakbym żyła wolno. Taki paradoks.Ale, tak, masz rację, życie jest na tyle zmienne, że nie da się utrzymać jednego tempa za wszelką cenę. Harmonia i zgodą ze sobą sa w tym wszystkim najważniejsze

    • Utrzymywanie na siłę stałego tempa jest moim zdaniem o tyle bez sensu, co próba minimalistycznego zejścia poniżej 100 rzeczy. Narzucanie sobie mądrych ograniczeń jest dobre, dopóki nie “fiksujemy” na temacie.

  • Świetnie to ujęłaś :) dokładnie tak, chodzi o życie we własnym tempie – przy czym dla każdego to tempo może być zupełnie inne, a i tak będzie mógł powiedzieć o swoim życiu “slow”.

  • Paulina Pawełek

    Od dłuższego czasu temat slow life, jako trendu, czy mody, chodził mi po głowie. Żyjemy w dziwnych czasach, z jednej strony jesteśmy społecznie zobowiązani do sukcesu, do “zajętości”, zaangażowania na rzecz pracy wykraczającego poza granice absurdu, a z drugiej ta niesamowita wręcz popularność idei slow w każdej praktycznie dziedzinie życia…
    Ja też zdecydowanie bardziej opowiadam się za ideologią zdrowego balansowania między szybkim, a wolnym życiem!

  • mjz

    Piękny wpis. Taki właśnie zrównoważony w przekazie i bez nadęcia. Dziękuję.

  • Ola

    Wszystkim. Spokojnym umysłem. Jakością. Odpoczynkiem i brakiem materializmu.

  • Moja definicja jest podobna. U mnie też okresy intensywne przeplatają się ze spokojniejszymi, a najważniejsza jest równowaga pomiędzy nimi. Na dłuższą metę nie mogłabym żyć w ciągłym pośpiechu, bo wtedy szybko odczuwam, że to co robię jest gorszej jakości… Z kolei kiedy okres spokoju się wydłuża, zaczynam się rozleniwiać i popadać w jakiś marazm. Generalnie slow life to dla mnie przede wszystkim uważność i taka mocna świadomość siebie, swoich potrzeb i działań… Nie wiem czy potrafiłabym taka być, gdyby moje życie cały czas miało szybkie tempo. Raczej nie, ale pewnie są osoby, które potrafią. Dla każdego inne tempo życia będzie odpowiednie.

    • Ja też sobie nie radzę, gdy szybkie tempo utrzymuje się zbyt długo, męczy mnie to. Z drugiej strony jest dokładnie tak, jak piszesz “kiedy okres spokoju się wydłuża, zaczynam się rozleniwiać i popadać w jakiś marazm”. Świadoma równowaga i harmonia są nieodzownie potrzebne.

  • Zanim doczytałam do końca to pojawiło sie w mojej głowie, skad nazwa slow life. Nazwałabym to raczej harmonized life, balanced life. Zgadzam się z definicjami, które przytoczyłaś i dla każdego oznacza to coś innego. Jednak twój artykuł pozwolił mi zrozumieć inna kwestię. Ciągle wahałam się, w sprawie doboru garderoby, czy chcę być minimalistką, pozostać przy kilku sztukach, dobrych jakościowo ubrań, czy chcę mieć pełna szafę. Lubię ubrania, lubię kupować nowe rzeczy, dobrej jakości głownie te, które wiem, że są podstawą. Ale, pozwalam sobie na zwykły kolorowy T-shirt, by urozmaicić bazę. I to moja harmonia – harmonized wardobe :) dzięki

    • Tak, zdecydowanie. Balanced life odpowiadałoby mi dużo bardziej. Bo ja wcale nie chcę czasami żyć wolno, szybsze tempo mi odpowiada, ale nie na stałe :).

  • Patsy

    Twój post jest smart ;). Zgadzam się z Tobą, że slow life oznacza balans. Kojarzy mi się to także z brakiem “ciśnienia” na życie : nieprzejmowanie się porażkami i podnoszeniu się po upadkach, znajdowanie radości w małych rzeczach, celebrowanie chwil dla siebie zamiast ciągłego myślenia “o matko, tyle rzeczy do zrobienia!”. Ten balans w życiu jest potrzebny, szczególnie w szybkich czasach, gdzie wszystko “musimy”. Ostatnio się zastanawiałam nad nauczeniem się medytacji, ponieważ za dużo stresu mam ostatnio.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Patsy

    • Spróbuj! Medytacja bardzo pomaga się wyciszyć, nie wymaga szczególnych umiejętności, ani wiele czasu.

  • Bardzo ważne jest to, co napisałaś! Dopiero teraz do mnie dotarło, że to slow life to raczej, tak jak piszesz, smart life. Dzięki!

  • Jak się lubi to co robi to nie ma problemu z faktem, że czasami trzeba więcej popracować. Co więcej, jeśli się pracuje na własny rachunek przetrwanie okresów wzmożonej pracy nie jest tak drenujące bo wiesz, że nie harujesz dla korpo tylko zaprocentuje to dla Twojej firmy. A później można to zbalansować oczywiście okresami spokojniejszymi

  • Ja się przychylam do wizji Doroty (Kameralnej), że slow life oznacza po prostu “uważne życie”. Takie, żeby nie przegapić tego co ważne, w codziennej pogoni. I tego staram się trzymać.

  • SMART LIFE <3 genialne określenie, nie spotkałam się jeszcze z taką filozofią, ale myślę, że może to być faktycznie recepta na spełnienie ;)

    • Czy na spełnienie to nie wiem, ale z pewnością na zdrowszy i bardziej harmonijny tryb życia tak ;).

  • Odnalezienie niezbędnego balansu i harmonii w tym, co robimy na co dzień to bardzo ważna sprawa, i wcale nie taka łatwa! My ciągle jeszcze się tego uczymy. Na co dzień prowadzimy dwie firmy – jedna to nasze studio graficzne, a druga to nasz blog. Praca przynosi nam bardzo dużo satysfakcji, ale często tempo jest szaleńcze. W takich chwilach zwalniamy, przypominamy sobie o tym, co jest dla nas najważniejsze, i odnajdujemy naszą równowagę. A na blogu staramy się pisać o tym, jak żyć na co dzień kreatywnie i uważnie, poświęcając czas sobie i swoim bliskim.

  • Mam dokładnie tak samo! Moje życie to przeplatające się pasmo momentów intensywnych i powolnych. I to właśnie ta zmienność daje mi szczęście – nie chciałabym i nie potrafiłabym zrezygnować z żadneg z tych skrajnych biegunów. Przy nawale pracy zawsze “wykradam” sobie chwile na relaks, np. jadąc na szkolenie czy spotkanie z klientem robię na drutach albo któregoś dnia nie ustawiam budzika robiąc w moich planach poprawkę na późniejszy start.
    Twoje określenie “smart life” idealnie oddaje ten stan – przy moim trybie życia “slow life” kompletnie się nie nadaje :D

  • Zgadzam się z ideą artykułu, ale czy naprawdę potrzebujemy anglojęzycznych zwrotów, żeby opisać nasze życie? :) Dla mnie określeniem na Twoje “smart life” jest po prostu “uważne życie”. Czasem może być szybkie i intensywne, a czasem “ślimaczyć się w żółwim tempie”, ale chodzi o to, żeby to były nasze wybory.

  • Dokładnie tak samo myślę :) Dla niektórych wolne tępo byłoby męczące i odwrotnie … Najważniejsze jest wyczucie siebie a nie twardo wyznaczone kanony mody …

  • Raczej to prawdziwe slow :) Polecam “Pochwałę powolności” – tam jest właśnie kwintesencja tego, o czym piszesz :)

  • Świetnie wyjaśniony termin, który często mylony jest z powolnością i funkcjonowaniem w ślimaczym tempie… Na pewno będę polecała tej wpis dalej! :)

  • Bardzo mi się podoba idea życia w rytmie slow ;)

  • Zdecydowanie lubię, kiedy mam dużo zajęć i jestem pełna energii… Gorzej, jeśli z natłokiem obowiązków nie idzie za mną energia. A niestetyniie umiem nawet chwilę odpocząć, kiedy mam dużo zadań do wykonania. Nawet jeśli usiądę obejrzeć ulubiony serial, czy spotkać się z przyjaciółmi dalej moja głowa pracuje… Brakuje mi tej harmonii…