Pokora czy poczucie własnej wartości?

pokora-poczucie-wlasnej-wartosci-quality-life

Jestem najlepsza. Doskonale wykonuję swoją pracę. Zasługuję na docenienie. Jestem z siebie dumna. Które zdanie przejdzie Ci przez gardło? Czy określenie tak siebie to wyraz poczucia własnej wartości czy braku pokory?

 


Wiem, że dziś spodziewaliście się innego tekstu, według harmonogramu miała być zapowiedź Szafy Minimalistki na listopad, ale niestety, gapa ze mnie. Zapomniałam zrobić kilku brakujących zdjęć przed wyjazdem w góry. Szafa pojawi się więc w najbliższy wtorek lub środę.


 

Gdy otworzę pierwszą, lepszą gazetę, wejdę do sieci, przeczytam poradnik – wciąż wiele tam rad na temat budowania poczucia własnej wartości, wezwań do bycia niepokornym, wiary we własne siły i przekonania. Jednocześnie, gdy czytam Wasze komentarze, propozycje kolejnych tekstów, nieustannie wiele tam niepewności, braku wiary w siebie, w swoje działania, lęku przed wyjściem ze strefy komfortu i strachu przed zmianą.

 

Kiedyś i u mnie tak było. Stan nieustannego zwątpienia w siebie towarzyszył mi stale. Chciałabym móc napisać, że odnalazłam magiczne narzędzie, które sprawiło, że wszystko się nagle zmieniło. Ale tak nie jest. Chciałabym móc napisać, że już nigdy żadne wątpliwości mnie nie dopadają. Ale to nie byłaby prawda. Zmiana w kwestii posiadania poczucia własnej wartości nie była u mnie nagła, raczej był to proces, który trwał długo. Był wypadkową przeczytanych książek, odbytych szkoleń, rozmów z mądrzejszymi ode mnie. Po części był chyba również wypadkową wieku. Nie mam już dwudziestu lat i nie chciałabym mieć. Czuję się teraz dużo spokojniejsza, mądrzejsza i pełna wiary w siebie i swoje możliwości. Znam swoją wartość i wartość tego, co robię. Taka świadomość przekłada się na wiele sytuacji w życiu, z którymi łatwiej sobie radzę. Nie przyjmuję bezsensownej krytyki. Wiem, że to co robię, robię dobrze. Nie kryguję się, gdy ktoś mnie pochwali lub skomplementuje.

 

Żeby dojść do takiego momentu, trzeba uwierzyć. W siebie. W swoją wartość. Spróbuj zwyczajnie uwierzyć. Jak mawia MM: nie musisz tego rozumieć, po prostu zaakceptuj. Zaakceptuj i przyjmij jako pewnik, że jesteś mądra, wartościowa, wyjątkowa. Przestań to sobie wciąż udowadniać.

 

Poczucie własnej wartości nie oznacza jednak arogancji. Wiara w siebie i pokora to nie są pojęcia rozłączne, wręcz przeciwnie. Świadomość wartości to również świadomość własnych ograniczeń. To, że wierzę w siebie nie oznacza, że nie mam w sobie pokory, bo mam ogromną. Według Wikipedii „pokora jest bardziej stanem ducha, postawą życiową wyrażającą nasze przekonanie na temat otaczającego nas świata, jak również ogółu istot go zamieszkujących. Może stanowić punkt odniesienia do naszych działań lub przemyśleń. Ale także w rozumieniu psychologicznym dawać oparcie. Jestem pokorny, a zatem uznaję, że wszyscy ludzie są równi i podlegają tym samym prawom.” Wierzę, że każdy z nas jest równy i na swój sposób wyjątkowy. To oznacza, że również wyjątkowa jestem ja i nie muszę tego ukrywać. Dlatego też:

 

Jeśli robię coś dobrego i chcę o tym powiedzieć – mówię.

Jeśli moja praca została doceniona – pokazuję ją.

Jeśli to, co robię ma określoną wartość, nie obawiam się za tą pracę żądać wynagrodzenia.

 

Moim zdaniem, wszystkie te działania nie są wyrazem braku pokory. Są przejawem poczucia własnej wartości, które nie oznacza pychy i arogancji, ale też nie potrzebuje fałszywej skromności. Oczywiście, że nadal miewam obawy. Czasami dopada mnie syndrom oszusta, zwłaszcza gdy podejmuję się nowych, trudnych i wymagających zadań. Ale to już nie wpływa na moje poczucie własnej wartości co do zasady. 

  

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie pewien komentarz, ale nie ten na moim blogu, ale jeden z forumowych komentarzy na mój temat, które pojawiły mi się w raporcie Brand24. Jedna z byłych Czytelniczek bloga napisała, że lubiła czytać bloga, do momentu, gdy ośmieliłam się napisać, że Simplicite jest największym polskim blogiem o minimalizmie, wtedy czar prysł. Przyznaję, że zmieniając opis bloga, miałam pewne wątpliwości. Używanie przymiotnika „największy” w kontekście treści dotyczących minimalizmu jest ryzykowne, ale nie zrezygnowałam z niego, ponieważ jest to prawda. Pod względem zasięgu Simplicite to jest największy polski blog o tematyce minimalizmu i nie zamierzam tego ukrywać. Jest to dla mnie powód do dumy, radości z wyniku mojej ciężkiej pracy, ale przede wszystkim wdzięczności, ze jesteście tu ze mną i czynicie taki opis możliwym. 

 

Jeśli zgadzasz się ze mną, napisz proszę w komentarzu jedno lub nawet trzy :) pochlebne zdania na swój temat. Koniec z fałszywą skromnością. Bądźmy pewne własnej wartości i pokorne wobec swoich ograniczeń.

 

Dziękuję, że jesteś. Pozostańmy w kontakcie:

Simplicite Newsletter
zawsze unikatowe treści, bonusowe materiały, poradniki zakupowe i konkursy

 

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

  • Cóż, każdy z nas wie ile jest wart. Ja zawodowo czuję się pewnie, znam się na swojej pracy. Ale w życiu prywatnym to już różnie bywa …

  • To ja sobie pozwolę :) Myślę, że potrafię dobrze pisać i piekę naprawdę smaczne ciasta. Tych dwóch rzeczy póki co mogę się trzymać, co nie zmienia faktu, że nadal się ich uczę – chociażby niedawno zapisałam się na kurs pisania bo to, że coś lekko mi przychodzi nie oznacza, że nie muszę już w żaden sposób nad tym pracować. Budowanie własnej wartości to coś, czym zajęłam się dopiero od niedawna i jako świeżynka czuję, że często się jeszcze na tym polu potykam. Mam jednak nadzieję, że z czasem się tego nauczę!

  • W pełni się zgadzam. Tym bardziej, że pewność własnych sukcesów i pokazanie ich światu rodzi zwykle kolejne osiągnięcia. Kiedy mam jakiekolwiek wątpliwości, że to już może pycha, że to źle, że może należy zamilknąć, przypominam sobie, że im bardziej jestem dumna z siebie, tym bardziej doceniam też innych i tym mocniej jestem w stanie ich wspierać.

  • Maja

    No to dałaś niezłe wyzwanie… akurat w dniu, kiedy tyle rzeczy w moim życiu tąpnęło… Swoją drogą -nie wierzę w przypadki, taki tekst chyba był mi dzis potrzebny… Pora zatem podnieść zapłakany łeb do góry:
    -Jestem bardzo silna, nawet jeśli durnowato naiwna. Dużo jestem w stanie znieść i iść z tym bagażem dalej.
    -mam (zaskakujące nawet mnie) poczucie humoru. (nawet w chwilach gdy humoru z zasady powinno zabraknąć)
    -jestem dobrym organizatorem.

    Teraz muszę przyjrzeć sie temu co napisałam…. ponownie wziąć głeboki wdech i wszystko w głowie i sercu zorganizować sobie na nowo… z uśmiechem. .. Nie..no..jak tak by spojrzeć z lotu ptaka; to fajna babka ze mnie… ;)
    Serdeczności…

  • Olga

    A ja pochwalę się tym, że coraz lepiej gotuję :) Po przymusowym przejściu na dietę coraz więcej rzeczy mi wychodzi :) (serniki, mięsa, makarony, omlety i ciastka)
    Oczywiście było kilka wtop (pełnoziarniste bułeczki cynamonowe czy jaglane brownie) ale idzie mi coraz lepiej i coraz smaczniej. A przede wszystkim zdrowo i bez cukru ;)
    I właśnie sie piecze mój pierwszy chleb więc proszę o trzymanie kciuków :)

  • A nie uważasz, że wiara w siebie a poczucie własnej wartości to dwie całkiem różne rzeczy? Bo moim zdaniem tak i stosowanie tych fraz wymiennie jest błędem. Moim zdaniem można wierzyć w siebie i swoje umiejętności, a nie mieć za grosz poczucia własnej wartości. To nie jest przecież to samo…

    • też prawda :)

    • Wiesz, może nie są to pojęcia tożsame, ale bardzo kompatybilne. Jak można szczerze wierzyć we własne siły, jednocześnie nie będąc wcale świadomym swojej wartości?

      • Moim zdaniem można. Możesz wiedzieć, że jesteś w czymś dobra, że skończyłaś takie a takie studia, że pracowałaś w takim a takim zawodzie tyle lat, że na Twoim polu nikt Cię ‚nie zagnie’. Pomimo to możesz też myśleć o sobie, że jesteś człowiekiem nie wartym czyjejś uwagi czy zainteresowania, bo przez całe dzieciństwo ktoś Ci wmawiał, że czego byś nie robiła to i tak na dane uczucia nie zasługujesz, nie jesteś warta by np. kochać Cię bezwarunkowo… To tak naprawdę podstawa mądrego wychowywania dzieci, by wiedzieć, że wiara w siebie a poczucie własnej wartości to są dwie różne rzeczy i inaczej się je w dziecku kształtuje :)

      • No tak, ale przecież wiara w siebie nie dotyczy jedynie sfery zawodowej tak, jak poczucie wartości nie dotyczy tylko prywatnej. Przykładowo, nie wyobrażam sobie, żeby wierzyć, że jest się w stanie stworzyć szczęśliwy związek bez poczucia bycia godnym miłości. To się ze sobą niezwykle mocno łączy.

      • Tu masz rację :) Mnie chodzi jedynie o to, żeby zauważać, że te dwie rzeczy różnią się od siebie, a u Ciebie w tekście stosowałaś je zamiennie, tak jakby były jednym i tym samym. Nie sądzisz? Kurcze, nie jestem psychologiem, ale właśnie ostatnio, dosłownie kilka dni temu dużo o tym czytałam i tak mi to ‚siadło’ w głowie, że wyjdzie, że się czepiam :P

      • Nie mam nic przeciwko konstruktywnemu czepianiu się :). Przeczytałam sobie tekst jeszcze raz i myślę, że masz rację. Nie powinnam stosować tych pojęć wymiennie, lub chociaż z komentarzem. Będę się pilnować na przyszłość :).

  • Hejhej

    Mam super synka z którym dwa tygodnie po porodzie zostawił mnie jego ojciec. Ale jestem bardzo silna, dam radę, przeszłam przez to no i w końcu jestem najlepsza mama na świecie! :)

    • nie od dziś wiadomo, że siła jest kobietą :)

    • Nie mam absolutnie żadnych wątpliwości, że dasz radę! Pozdrawiam serdecznie :)

      • gość :))

        Brawo!! :))

    • Brawo, silna kobieta! Życzę Ci wszystkiego co najlepsze i dużo szczęścia dla Was obojga :-)

  • Brakuje mi odwagi pisać o sobie w superlatywach. Muszę się tego nauczyć i zacząć od pewnych zmian na blogu.

  • ive

    Jestem dobrym organizatorem :)

  • Iwona Cichosz

    Świetny wpis! W pełni się zgadzam z Tobą! Jestem Głucha i niestety w naszym środowisku ludzie często nie mają poczucia własnej wartości. Dlatego podjęłam takie studia, żebym mogła po zdobyciu zawodu ich wspierać, motywować itd. Mimo niedosłuchu udało mi się w młodym wieku dokonać wiele rzeczy. Co pokazuje że jestem silną osobą i przeszkody powodują u mnie chęć walki a nie poddanie się. A Twój wpis tylko mnie utwierdził w moim przekonaniu :)

  • Ewa J.

    Och tak! Od jakiegoś czasu ‚buduję się na nowo’, bo dzięki rozstaniu z chłopakiem teraz wiem kim jestem, jaka jestem i czego chcę od siebie i od życia :) dopiero uczę się mówić dobrze o sobie.. Ale już zdaję sobie sprawę że mam niezwykle duże doświadczenie wyniesione z działalności w Kole Naukowym, większe niż nasz grupowy Prymus Ocenowy; wiem że z grupy znajomych to ja potrafię najlepiej słuchać innych; wiem że robię fantastyczne tosty z serem :D , wiem że jestem silniejsza niż wskazuje mój niewielki wzrost, i wiem że zasługuję na szczęście i miłość ;) takie tam..

  • Nina

    Zgadzam się z Tobą, twój blog zwrócił moją uwagę na minimalizm.
    Trzeba być dumnym z siebie

  • Ja jestem odważna, stanowcza i wytrwała. Zbudowałam swoją firmę. Potem ją sprzedałam. Teraz zaczynam wszystko od nowa. Zrobiłam tak, bo wierzę w to, że taka jestem, że dam radę. Mimo tego, że wychowywano mnie jeszcze w czasie komunizmu. Gdzie dzieci miały siedzieć cicho, starsi mieli zawsze rację, nie wolno było się wychylać. Nikt mnie nigdy nie chwalił, nikt nie dopingował. A jednak mam poczucie własnej wartości. I dla mnie te pojęcia są ściśle ze sobą powiązane. Poczucie własnej wartości jest przejawem wiary w siebie.

  • Niestety dużo łatwiej przechodzą mi przez usta słowa krytyki w stosunku do siebie. Wciąż nad tym pracuję i widzę efekty, ale jeszcze długa droga przede mną. Mam wrażanie, że największe obawy mam przed oceną ludzi, choć ostatnio naprawdę staram się skupiać wyłącznie na swoich potrzebach i próbuje ufać instynktowi.

    • Angeliko, życzę Ci więc odwagi i wytrwałości. Wierz mi, inni ludzie nie myślą o nas wiele, bo są zajęci zastanawianiem się, co inni o nich myślą ;).

      • Chyba trafilas w sedno. Ucze sie skupiac sie na sobie, na swoich potrzebach i na swojej opini. Ale zapewne wiesz, ze nie jest to latwe. Widze progres wiec to jest dla mnie najwazniejsze. Ponadto, jestem szczesliwsza wiec widze swiatelko w tunelu :)

  • Piękny tekst.

  • W.

    Wierzyłam w siebie, w to że dam radę, mimo że nie umiałam określić własnej wartości, wręcz ją zaniżałam. Wiara wynikała z tego, że nie raz sprostałam trudnym zadaniom i wiedziałam, że dam sobie radę z kolejnymi, ale jednocześnie kompleksy brały górę i nie umiałam sama docenić ogromu własnej pracy włożonej w realizację tych zadań. Osobiście uważam, że to są dwa odrębne stany, mogą z siebie wynikać, mogą występować łącznie, ale mogą również odrębnie istnieć. Za to oba ładnie współgrają z pokorą.
    A jestem mistrzynią organizacji i logistyki. Umiem cierpliwie czekać. Świetnie pracuję solo, ale nie mam problemu z wydajną pracą w zespole i wiarą, że inne osoby zrobią ich zadania równie dobrze.

  • Wpis rewelacja. Ja też spotkałam się z takim podejściem, np. pod postacią słów znajomego, że nie czyta książek autora, mimo, że są dobre, od kiedy autor nazwał się publicznie genialnym autorem i wkurza go ta pycha (podejście „na złość rodzicom złamię sobie rękę”, bo jednak znajomy w następnym zdaniu wyrażał ubolewanie, bo teraz nie ma co czytać), a w innej sytuacji, że ktoś przestał lubić daną osobę, od kiedy usłyszał, że… jest ona zadowolona z efektów swojej pracy w firmie. Myślę, że sami mamy opory przed docenianiem własnych osiągnięć czy po prostu odczuwaniem satysfakcji z tego co robimy, bo jesteśmy nauczeni (doświadczeniem lub przez rodziców), że jeśli tylko będziemy manifestować nasze zadowolenie z samych siebie, to przy pierwszej okazji gdy tylko powinie nam się noga będziemy trzy razy bardziej zgnojeni. „Dobrze mu tak, myślał że jest taki świetny”. Bo w istocie jak niewielu ludzi pomyśli wtedy „Faktycznie, zawsze świetnie sobie radził, musiał to być niefortunny zbieg wielu czynników, skoro tym razem sytuacja go przerosła”. True story. A przecież wiemy, że takie drobne niepowodzenie, to tylko informacja zwrotna ;)

    • Dokładnie! Jakby był w środku taki mały chochlik, który nie pozwala docenić czyichś sukcesów. Najgorzej, że ten sam chochlik nie pozwala potem na zobaczenie własnej wartości.

  • Zgadzam się, chociaż trzeba własnie uważać do kogo takie slowa się kieruje i w jakim kontekście. Tez nie mam problemu z mówieniem tego w czym jestem dobra, ale też nie lubię się specjalnie chwalić. Moje trzy największe zalety/osiągniecia/ coś z czego jestem dumna: jestem kreatywna, o czym swiadczą wygrane przeze mnie konkursy graficzne, jestem świetnym kierowcą i mam świetną intuicję.

  • Kasia ten tekst jest mi bardzo bliski. Może dlatego, że sama też przeszłam długą drogę by być naprawdę szczęśliwa ze sobą w środku, pokochać siebie i czuć ile jestem warta. Nadal na tej drodze jestem. To nie jest tak, że dochodzi się do pewnego punktu i potem już wszystko idzie gładko. Nie zawsze czuję, że mogę powiedzieć o sobie coś dobrego, zwłaszcza wtedy kiedy zwyczajnie, po ludzku zbłądziłam, zrobiłam źle. Jednak bardzo szybko dochodzą do mnie te refleksje, przemyślenia i nie biczuję się, raczej przytulam samą siebie i wyciągam lekcję. Nasza wewnętrzna samoocena jest poddawana różnym zawirowaniem i sukcesem jest dla mnie ten barometr ciepła i miłości wobec siebie, który pozwala szybko znów wejść na odpowiednie tory. Może to okrutne, ale gdybym kiedyś przeczytała taki wpis nic bym z niego nie zrozumiała. Większość takich tekstów nie jest rozumiana przez osoby, które nie przeszły drogi do tego być naprawdę czuć swoją wartość. A teraz coś dobrego o mnie. Jestem pięknym i dobrym człowiekiem. Bardzo szybko się uczę, jestem błyskotliwa i inteligentna. Potrafię wybaczać, złościć się i dawać szczęście. Zasługuję na wszystko co najlepsze, a świat zasługuje na to bym tym wszystkim mogła się z nim podzielić. :) Ściskam :)

  • Ja jestem oddaną przyjaciółką, szczerą i niesamowicie kochającą osobą.

  • Wiktoria

    Świetny tekst. Trzeba mieć poczucie własnej wartości (to jest niezbędne do szczęśliwego życia) a zarazem być pokornym, we właściwym zrozumieniu tego słowa. Niestety, niektórzy ludzie mylnie rozumieją i jedno i drugie. Skutkiem tego, niewłaściwie oceniają siebie i innych. Mam na myśli zarozumiałych krytykantów. Z dala od takich!
    Moje mocne strony: intuicja, zorganizowanie, gospodarność. Jestem też dobrym słuchaczem. Pozdrawiam

  • Bardzo ważny temat i wartościowy wpis Kasiu, a jego sedno podsumowałaś w ostatnim akapicie. Absolutnie się z Tobą zgadzam. Często pozwalamy, by inni decydowali o naszym losie, zmieniali nasz tok myślenia, a co najgorsze podważali wiarę w nasze możliwości i zaburzali nasze poczucie własnej wartości. W swoim życiu stawiam na samorozwój, dobre zdrowie i własne szczęście, dlatego niezależnie od tego, co robię w danym momencie życia (czy pracuję na etacie, jako freelancer czy jestem na urlopie wychowawczym), wychodzę z założenia, że zasługuję na szacunek, zrozumienie i docenienie drogi jaką wybrałam. Decyzje, które podejmuję są moimi decyzjami, przyjmuję je ze wszystkimi ich konsekwencjami i nie powinny podlegać ocenie innych (chyba, że o to poproszę), a tym bardziej dawać prawo innym do podważania wiary w moje możliwości. Tak wielu osobom brakuje wiary w siebie, bo ulegają krytyce, która na nich spada lub swoje poczucie własnej wartości uzależniają od porażek, które ponoszą, a które są przecież normalnym elementem rozwoju. To, że piszę o tym otwarcie nie oznacza tego, że jestem arogancka i brak mi pokory, tylko to, że uczę się, rozwijam, popełniam błędy, ale nie chcę, żeby ktoś podcinał mi skrzydła.

  • Bardzo dobry tekst. Lektura oraz zadanie, jakie stawiasz Czytelnikom – konieczna dla tych, którzy jeszcze wątpią w swoją wartość. Poczucie mojej budowałam dosyć długo, nie pomagała nieszczęśliwa miłość. Ale potem przełamałam swoją niepewność i „niewiarę” w to, że naprawdę mogę – zaczęłam od… zjazdu czarnym szlakiem na nartach (zabłądziłam na stoku i po prostu nie miałam wyjścia, ale udało się!) i rollercoaster’a (strach w oczach, ale odważyłam się:) ) Pokonałam lęk i obawę przed nieznanym. Miałam wrażenie, że skoro to mi się udało, to odtąd nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych:)
    Uważam, że moje poczucie własnej wartości (i cudowności – haha:) ) wypracowałam własnym uporem, zaangażowaniem w to, co robię, nazywaniem swoich emocji, uznaniem swoich wad, ale przede wszystkim dzięki temu, że siebie lubię i potrafię spojrzeć na siebie swoimi oczami. Nie tylko oczami innych.
    No i szczęśliwa Miłość, taka bez warunków, tym razem pomogła:)

  • Smok

    Uważam, że powinnaś być dumna z tego, że to największy blog o minimalizmie i absolutnie nie powinnaś umniejszać swoich zasług tylko dlatego, że kogoś to gorszy. To oni mają problem, a nie ty :)

  • Nie bójmy się dużych słów ;) Ty nazywasz swój blog największym blogiem o minimalizmie, a ja swój nazywam najbardziej opiniotwórczym blogiem, za co też mogliby mnie zlinczować. Ale nie martwi mnie to. Duże słowa są po to, aby je wyrażać ;)

  • temida

    Witam. Od jakiegoś czasu (raczej dłuższego niż krótszego) podczytuje Twojego bloga. Pamiętam jak kiedyś wrzuciłaś linka do domu nad morzem, sporo rzeczy mnie wtedy zainspirowało, teraz chce kilka rzeczy „wcielić” w życie (na tyle, na ile będzie to możliwe oczywiście), ale za nic w świecie nie mogę odnaleźć tego wpisu na Twoim blogu. Niestety nie pamiętam gdzie podałaś tego linka, czy w inspiracjach, czy przy jakiejś innej okazji. Wiem tylko że te zdjęcia kierowały do FB. Może mogłabyś pomóc?

    • Oj, a mogłabyś coś bliżej napisać o tym domu, może mi się skojarzy? Szczerze mówiąc, nie mogę sobie przypomnieć wpisu o takiej treści :(.

  • Och!!! Kasia, przyklaskuję Tobie i temu tekstowi! Tak bardzo się zgadzam!
    A jeśli o chwalenie się chodzi – napisałam kilka tygodni temu tekst o tym jak ważna jest odwaga i poczucie wartości w pracy. Cieszę się, że mamy podobne zdanie na pokrewne sobie tematy.

  • Analiza Kwantowa

    Świetnie, że piszesz o pokorze. Uważam, że zawsze trzeba szukać złotego środka, żeby pęd za poczuciem własnej wartości nie doprowadził do tego, że będziemy deptać cudze. Za dużo zrobiło się ostatnio ,,pseudo coachów” i mam wrażenie, że sukces i poczucie własnej wartości stały się kolejnym towarem na sprzedaż. Pozdrawiam :)

    • Myślę, że zdrowe poczucie własnej wartości nigdy nie doprowadzi to podeptania cudzego – tak się może stać tylko, gdy pomylimy poczucie wartości z arogancją i pychą.

  • EmilyR

    Dobrze piszę, jestem kreatywna i w sumie jestem silna, bo kto by się nie poddał, aby studiować 8 lat z porażkami, aby w końcu mieć ,,głupi” licencjat :) ładnie napisany tekst ;) Co do największego bloga o minimalizmie- na tym to chyba polega, to Twoje miejsce i możesz tu pisać co Ci się żywnie podoba ;)

    • No nie do końca. To, że to moje miejsce nie uzasadnia pisania głupot :), czy nieprawdy – to mój wyraz pokory wobec Czytelników. Właśnie o to mi chodzi, że pychą byłoby pisać, że prowadzę największego bloga, gdy byłoby to nadużycie.

  • Pingback: Jak zdrowy jest mój tryb życia. Tym razem z innej strony. | esencja()

  • Świetny wpis! Zgadzam się z Tobą. Jeśli jesteśmy w czymś dobre, jeśli udaje nam się coś osiągnąć nie powinnyśmy tego ukrywać. Każda z nas ma swoje zalety i powinnyśmy być z nich dumne :) ja jestem dumna z tego, że jestem wytrwała, pracowita, systematyczna i mam w sobie dużo wewnętrznej motywacji i samozaparcia :)

  • Anvariel

    Czasami mam wrażenie że żyjemy w społeczeństwie gdzie świadomość swojej wartości uważana jest za głęboki nietakt. Nie wypada się sobie podobać. Nie wypada przyjmować komplementu. Nie wypada stwierdzić, że coś robi się dobrze. A do tego należy się przejmować co ludzie powiedzą. Trzeba mieć mnóstwo siły, żeby być ponad to.

    • Michał Stolarczyk

      Żeby nie negować Twojego komentarza, to napiszę, że mam wrażenie, że żyjemy w społeczeństwem podzielone na ludzi uważających swoją wartość za nietakt oraz na takich, którzy nie mają żadnego dystansu do siebie i pompują swój wizerunek bez odniesienia do realnej wartości.
      Środek pewnie też jest, ale żadna z postaw nie jest przykładem zdrowego poczucia własnej wartości.

  • Marta Re

    Nie lubię fałszywej skromności!!!!!

  • Pingback: Jak zdrowy jest mój tryb życia. Tym razem z innej strony. | esencja()

  • Bernarda

    Jestem zadowolona ze swojego życia, dumna z wykonywanej pracy, którą wykonuję sumiennie i dużą empatią w stosunku do ludzi, z którymi pracuje, chociaż mam wrażenie,że to czasami wykorzystują, ale dopóki to przynosi zadowolenie dla zainteresowanych stron – to mi to nie przeszkadza.W życiu prywatnym jestem oddana i pomocna. Nie szukam na siłę akceptacji wśród ludzi. Mam już trochę lat i tak jak Pani wspomniała , również nie cofnęła bym się wstecz. Przeżywam teraz życie bardziej świadomie i wolnej .Wychodzę ze strefy komfortu( a to Pani wie z prywatnej korespondencji) . A jakiś czas temu rano idąc na przystanek autobusowy w drodze do pracy spotkałam jedną z moich sąsiadek- Panią starszą już wiekiem i na moje stwierdzenie „ale będzie dzisiaj piękny dzień” odpowiedziała mi ,że „z wiekiem coraz bardziej cieszą człowieka takie dni, bo jest ich coraz mniej „. Chociaż i mnie i Pani i zapewne dużej liczbie czytelniczek trochę brakuje lat do wspomnianej sąsiadki to warto pamiętać,że szkoda czasu na ludzi, którzy próbują wprowadzić bardziej lub mniej świadomie bałagan w naszym życiu .Znajdujmy siłę w dobrych rzeczach, popełniajmy błędy- one też ubogacają nasze życie i przede wszystkim szanujemy siebie samych . Dziękuję za mądry tekst i obiecuję,że gdyby nawet Pani napisała,że jest w księdze Guinnessa z racji odsłon,/ilości komentarzy- nadal będę Pani czytelniczką.;-). Życzę wszystkim Pani czytelniczkom jaki i Pani, aby życie miało jak najwięcej barw, takich jakie przyniosła nam dotychczasowa jesień

  • Natalia

    Z jednej strony mamy niepewnych siebie ludzie, z drugiej to ciągłe naciskanie na „ja” tworzy mimochodem narcystyczne społeczeństwo. Tak bardzo myślimy o sobie (nie w egoistycznym sensie, ale jesteśmy bardzo skupieni na własnym „ja”), że trudniej w dzisiejszych czasach o np. prawdziwe związki. Ale powodów jest wiele oczywiście, np. postępująca technika i brak kontaktu z człowiekiem. Zmierzamy do tego, jak to wygląda w Japonii.

    • Agata

      Ciekawa uwaga.

      Ja mam 24 lata i w końcu uformowała się we mnie myśl, że mam już serdecznie dosyć myślenia o sobie. A faktycznie jest społeczna presja na kreowanie SIEBIE, rozwijanie SIEBIE i kierowanie SWOJĄ karierą. Ja się w końcu połapałam, że coś tu jest nie tak ale wielu ludzi, zwłaszcza młodych, pewnie się w tym gubi. W świetle współczesnego pędu i finansowej niepewności nawet trudno mieć do nich pretensje.

      Inna rzecz, że tak jak mówisz – to nie musi być związane z poczuciem własnej wartości. Myślę, że zazwyczaj wcale nie jest i skupieni na sobie wcale w siebie nie wierzymy. Postraszyłaś tą Japonią.

      • Natalia

        Jestem w podobnym wieku i mam podobne przemyślenia ostatnio. Z jednej strony chcę zachować siebie, ale z drugiej chcę stworzyć z kimś coś ciekawego. Japonia to realne widmo, ale może te ruchy slow life, choć trochę nas opanują.

    • Myślę, że tak jest, bo pęd jest ukierunkowany na kreację. Słyszymy „nie ważne kim jesteś, ważne kim chcesz być”, a to moim zdaniem błędny komunikat, bo odrywa od wartości, od autentyczności, od zrozumienia siebie. Gdy przekierujemy uwagę na wartości, reszta staje się dużo prostsza.

      • Natalia

        Właśnie, wartości. Zapominamy czym jest rodzina, oparcie w innych ludziach. Nie mówię tu o tym, że teraz każda kobieta ma rodzić dzieci itd. Ale zaczynamy być pojedynczymi jednostkami, zamiast jednością.

  • Jestem piękna, mądra i odważna! :)

    • Ale z Ciebie chwalipięta :)
      Jednak widzę, że jesteś całkiem podobna do mnie.

      • O piętach nic nie napisałam, ale również są niczego sobie :)

      • To tak jak moje. Też całkiem, całkiem :)

      • samorozwijalnia.pl

        Haha, you made my day! :D

  • Zgadzam się z Tobą w 100%, że z wiekiem dostrzegamy swoją wartość i stajemy się jej pewni. Ja tez zawsze nie byłam pewna tego co robię, nie umiałam się chwalić osiągnieciami, bo sama nie doceniałam tego jaka jestem i co udaje mi się osiągnąć. Teraz jest inaczej i dobrze mi z tym :)

  • Ja mam ogromny problem z poczuciem własnej wartości. A z pokorom – sama nie wiem w sumie. Ale masz rację – jeśli coś robimy, bądźmy z tego dumne, mówmy o tym, przyjmujmy komplementy. Jednak nie popadajmy w samozachwyt :)

    • Tak sobie myślę, a może właśnie pozwolić sobie na zachwyt samą sobą. Nie mówię, żeby codziennie rano powtarzać do lustra „jestem zwycięzcą” ;), ale żeby przynajmniej raz na jakiś czas zwyczajnie się zachwycić. I zobaczyć, co się stanie :).

  • Maryś

    Generalnie umiem siebie samą docenić, wiem, że mam wartość, niekiedy wyższą niż mężczyźni z którymi przychodzi mi konkurować na polu naukowym. Niestety w branży, w której chcę znaleźć dla siebie miejsce po studiach, panuje nadal seksizm. Nie raz, nie dwa słyszałam, że nie poradzę sobie z projektem bo jestem kobietą, że przyszłam na Tą uczelnie, tylko aby znaleźć sobie męża (pozdrawiam Narzeczonego), że nie potrzebne mi studia do gotowania, sprzątania i bawienia dzieci. Szczerze nie lubię jakichś 2% mężczyzn, na których się tam natknęłam, którzy napsuli mi wiele krwi. Ale dzięki temu pracuję jeszcze ciężej, żeby udowodnić sobie i innym, że jestem dobra bądź lepsza. I jestem wdzięczna tym Mężczyzną, którzy traktują mnie jak równego sobie, bo to właśnie od Nich najwięcej się uczę.

  • Bardzo fajnie to napisałaś i dostrzegłaś to co ważne.

  • To prawda, ze wiara w siebie przychodzi z wiekiem, po prostu zaczynamy zdawac sobie sprawe, ze pewne sprawy sa niewazne, nie chcialabym drugi raz byc nastolatka i przezywac tak bolesnie kazda krytyke i skrzywione spojrzenie w moja strone. Ciekawa ta historia z „najwiekszym blogiem o minimalizmie”. Nie przejmuj sie, rob swoje Kasiu i tak wszystkim nie dogodzisz, a im wyzej zajdziesz, tym bardziej bedziesz kluc w oczy. Ja sobie ostatnio tak mowie, przy kazdym negatywnym komentarzu, ze to dobry znak, to znak ze sie przebijam. O ironio losu. U CIebie jest tak samo. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Wszystko co w życiu osiągnęłam zawdzięczam wyłącznie sobie. Zawsze miałam odwagę, by iść pod prąd, nawet jeśli się innym to nie podobało – ważne było to, co myślę i czego chcę ja sama. Jestem silna.

    • Myślę, ze nie o to w życiu chodzi, żeby iść pod prąd. I z tego co widzę na Twoim blogu, to należysz do osób, które wiedzą czego chcą i w takim układzie znaczy to, ze działasz raczej z prądem. Pod prąd idą ci, którzy nie wiedzą czego chcą od życie, nie widzą czego od życia oczekują albo czego mogą oczekiwać. Ci wiosłują pod prąd, który często do tego ich znosi w miejsca dla nich zupełnie nie znane.

      W dniu 5 listopada 2015 20:59 użytkownik Disqus napisał:

  • Monia

    będąc nastolatką i posiadając wszelkie atuty młodości ciągle byłam niezadowolona ze swojego wyglądu. dziś mam 40 lat i uważam, ze jestem piękna. przechodzę koło lustra i uśmiecham się do siebie.

  • Mimo tego, że mam dopiero 20 lat, dwa lata spędziłam na staraniu się od gminy o mieszkanie socjalne, które mi się należało. Myślę, że jest we mnie determinacja i siła. Lubię to, że walczę prawie zawsze do końca o to, na czym mi zależy.

  • Pingback: Esencja życia | Jak zdrowy jest mój tryb życia. Tym razem z innej strony.()

  • W rok nauczylam sie niemieckiego do poziomu B1, co sprawia ze od prawie 3 juz lat zyje i wychowuje corke w Niemczech, za moment urodze drugie dziecko. Kolejnym moim „sukcesem” jest zaszczepienie w mojej córce checi do nauki i poznawania otaczajacego ją świata,co powoduje, że wiele osob mówi mi jak mądra i inteligentną córkę mam ☺

  • Ana

    Mam 45 lat.Dopiero od niedawna wierzę ,że mogę latać jeśli tylko będę tego sama chciała.Jestem dobrym człowiekiem.Uśmiecham się,doceniam małe rzeczy.Już nie czekam na wielkie szczęście.Ono nigdy nie nadejdzie…Ono jest każdego dnia tylko musisz je zobaczyć.Lubię siebie

  • Małgorzata eS

    Myślę,że nie mam w sobie takiej wady, której jedna z moich zalet nie dałaby rady zrównoważyć ;) A to, co w sobie lubię najbardziej, to czułe serce: jestem straszną
    złośnicą, taką cholerną choleryczką, ale mam serce, które za niejedną osobą wskoczyłoby w ogień.

  • samorozwijalnia.pl

    Tak! Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Bycie dumnym ze swoich osiągnięć zbyt często bywa mylone z byciem zarozumiałym lub obnoszącym się.

  • Ania

    To najlepszy blog o minimalizmie (w szerokim, mądrym ujęciu). Dziękuję :)

  • Jestem kreatywna i mam głowę pełną świetnych pomysłów. Jestem bardzo dobrym nauczycielem, z którym uczniowie lubią pracować i który potrafi zarażać swoją pasją (o tym zawsze marzyłam!). Jestem najlepszą mamą dla mojej córki.

  • Bardzo inspirujący wpis. Muszę czytać takich więcej, ay trochę uwierzyć w siebie. Muszę powiedzieć, że przez ostatnie miesiące i tak zrobiłam duże postępy. Pozdrawiam ciepło