4 niepopularne, ale prawdziwe myśli na temat minimalizmu i porządków

Weź wreszcie odpowiedzialność za swój dobytek

 

Masz w domu kilkanaście książek o minimalizmie? Obejrzałaś/łeś całą serię Marie Kondo na Netflixie? Może nawet kupiłaś/łeś jakiś kurs online o porządkowaniu? I co, nie działa? Odpowiedź na pytanie dlaczego to wszystko nie działa jest bardzo prosta. Zamiast zmieniać siebie i swoje nawyki – tylko czytasz o zmianie. I wiesz co? Twojemu mózgowi to wystarcza! Naprawdę. Tylko, że to nie prowadzi do uporania się z nadmiarem.

 

Weź wreszcie odpowiedzialność za swój dobytek. Tak po prostu. Uświadom sobie, choć może boleśnie, że te wszystkie rzeczy wokół Ciebie nie wzięły się znikąd. Nie przywędrowały same na nibynóżkach i nie wśliznęły Ci się nocą do szafy, szuflady czy piwnicy. To Twoje rzeczy i Ty ponosisz za nie odpowiedzialność. Oczywiście, wymówek znajdziesz wiele. Dwie z nich słyszę regularnie:

  1. To nie ja, to moje dzieci/mąż/rodzice tyle trzymają!
  2. To przez mamę/tatę/teściową/teścia/dziadków! To oni ciągle nam wciskają i kupują jakieś rzeczy!

 

Jasne, nie jest łatwo wpłynąć na kogoś, kto w naturze ma gromadzenie i siłowe rozwiązania nie są tutaj wskazane. To nic, zostaw ich rzeczy i zajmij się swoimi. Tak po prostu. Może, gdy zobaczą Twój zapał i efekty to sami zapragną takich dla siebie. A może nie. Niech to Ciebie nie zniechęca do zajęcia się tym, za co Ty ponosisz odpowiedzialność.

 

Przeczytaj też: 3 skuteczne sposoby na chomika w domu

 

Co się tyczy wymówki nr 2 to… To, co napiszę nie będzie ani miłe, ani popularne, ale to Ty ponosisz odpowiedzialność za to, że niechciane rzeczy trafiają do Twojej przestrzeni. To Ty nie poczyniłaś/łeś wysiłku, żeby się temu komuś postawić. Ostatecznie, to Ty możesz niechciane rzeczy z domu wynieść i raz na zawsze pozbyć się z wyrzutów sumienia w tym względzie. Widzisz? Zależy to tylko od Ciebie.

 

Poznaj opinię kogoś, ale się na niej nie wieszaj

 

W trakcie porządkowania i ograniczania stanu posiadania z reguły okaże się, że każdy z nas ma jakąś piętę achillesową. Dla jednych są to książki, dla innych ubrania, a jeszcze dla innych zabawki i pamiątki po dzieciach. To bardzo naturalne. Naturalne jest też, że w takich sytuacjach prosimy o pomoc osoby, którym ufamy i na których opinii polegamy. 

 

Kłopot polega na tym, że te osoby również nie są wolne od swoich uprzedzeń, gustów i guścików. Ponownie, to również naturalne. :) Istnieje więc ryzyko, że gdy zapytasz przyjaciółkę, które ubrania zostawić, będzie Ci ona doradzać wedle własnego gustu i upodobań estetycznych. Zanim się obejrzysz, w szafie zostaną ubrania stylowe, ale w jej stylu, nie Twoim. Chcesz tego?

 

Przeczytaj też: Minimalizm w praktyce. O aspiracjach

 

Dlatego właśnie, choć nie ma nic złego w szukaniu pomocy w podejmowaniu decyzji, dbaj o to, żeby tę ostateczną podjąć samodzielnie. Wedle własnych upodobań, gustu i potrzeb. W tych całych zmaganiach z nagromadzonymi rzeczami to Twoje potrzeby są najważniejsze i nie pozwól wmówić sobie czegoś innego. 

 

Staranne, przemyślane porządki wymagają wysiłku

 

Moje dywagacje prowadzą nieuchronnie do punktu trzeciego, jednego z najważniejszych. Staranne, przemyślane porządki wymagają wysiłku. Tak po prostu. Dużych porządków nie da się zrobić w jeden wieczór, ani dwa. Śmiem twierdzić, że tydzień też może się okazać niewystarczający. Naturalnie, wszystko zależy od stopnia zabałaganienia i poziomu Twojego zmotywowania, ale tak czy owak to nie jest łatwy i szybki proces. Patrząc na doświadczenia moje, mojej rodziny, przyjaciół i czytelników widzę klarownie, że im szybsze porządki, tym większy po nich żal! Tak właśnie, żal!

 

Sprawdź też: Domowy minimalizm w praktyce – zeszyt ćwiczeń!

 

Zbyt szybkie decyzje mogą łatwo doprowadzić do pozbycia się rzeczy, których pozbywać się nie powinniśmy. Zbyt szybkie i nieprzemyślane porządki mają też najczęściej inny skutek. Po takich porządkach przedmiotów zaczyna przyrastać w tempie nie do opanowania. Poważnie, to jak efekt jo-jo w odchudzaniu. Mózg szuka nagrody. Skoro tak szybko pozbyłam się nadmiaru to teraz nagroda! A nagrodą najczęściej są właśnie kolejne przedmioty. Lśniące, atrakcyjne i ociekające swoją nowością. Lepki łup zmęczonego szybkim pozbywaniem się mózgu.

 

Może się też okazać, że duże porządki wcale nie są Twoim celem. Może wcale nie masz w domu nadmiaru? Może dałaś/łeś się zmanipulować treściami w prasie czy internecie? Może zobaczyłaś/łeś kolejne zdjęcie wymuskanej capsule wardrobe, obowiązkowo mieszczącej się na jednym stojącym wieszaku z Ikea? Omamiła Ci wizja pustego, wysprzątanego mieszkania, wręcz bez śladów mieszkających tam osób. Naturalnie, trochę ubarwiam i koloryzuję, ale w słusznym celu. Moje dywagacje prowadzą prosto do punktu czwartego.

 

Twoje minimum nie jest takie same jak minimum Twojego sąsiada

 

Nie będziesz porównywał dobytku swego z dobytkiem sąsiada! :) Często czytam z ogromną ciekawością dyskusje, które toczą się na założonej przeze mnie grupie na Facebooku Minimalizm w praktyce. Naturalnym jest, że wiele osób chce i potrzebuje podzielić się na forum swoimi osiągnięciami w porządkowaniu rzeczy. Pokazać drogę i ostateczny efekt. Jednak, zauważyłam, że bardzo trudno jest wielu uczestnikom dyskusji podejść do takich treści z otwartością. Niemalże zawsze znajdą się osoby, które napiszą “tyle rzeczy to nie minimalizm”, albo “ja bym nie mogła być taką ascetką” itp. Wynika to w bezpośredni sposób z faktu, że zamiast inspirować się (jeśli tego potrzebujemy, oczywiście) – oceniamy. A oceniamy zawsze na podstawie porównania, najczęściej porównania z własnym podejściem lub dobytkiem.

 

Trudno jest czerpać inspirację bez porównywania się. Wcale nie jestem od tego wolna, choć akurat nie w aspekcie minimalizmu czy porządków generalnie. Szukanie uznania i potwierdzenia słuszności własnych wyborów jest powszechne, ale równie często wiedzie na manowce. Nikt, powtarzam nikt nie wie lepiej od Ciebie, gdzie jest i ile wynosi Twoje minimum, jeśli do takiego minimum dążysz. Ba, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że Ty sama jeszcze tego nie wiesz! Bo Twoje minimum, zapewne jak i moje, będzie się zmieniać wraz z biegiem czasu. Będzie zależne od Twojej sytuacji rodzinnej, zawodowej czy też osobistej. Ty się zmieniasz, pracujesz nad sobą (lub nie) i tak samo zmienia się Twoje zapotrzebowanie na przedmioty wokół. Nic nie jest postanowione i dane raz na zawsze. Dlatego Twoje minimum posiadania dziś może swobodnie zmienić się jutro. I każdego kolejnego dnia. I nic w tym dziwnego czy złego. Porównując swój stan posiadania z kimś innym, najczęściej porównujesz się do osoby zupełnie różnej, w zupełnie innym miejscu swojego życia. Uwierz mi proszę, to nie jest logiczne. :)

 

Szukam punktu numer 5. Dodałabyś taki od siebie? Czy zdarza Ci się cierpieć na nadmiar rzeczy, bo nie jesteś wystarczająco asertywna/asertywny?

Kategoria: Minimalizm Tagi: ,
42 komentarze

42
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
19 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
33 Comment authors
EwelinaLuizaAnnaMałgosik4oze.pl Recent comment authors
  Powiadomienia  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina
Gość

Aż chciałoby się przyklasnąć wirtualnie.
Uwielbiam te komentarze u Ciebie w stylu: Tobie to łatwo mówić – sama je często słyszę w prawdziwym życiu.
Tobie to łatwo, bo nie masz dzieci. Tobie to łatwo mówić, bo nie bierzesz rzeczy od rodziców….

:)

Myszamysza
Gość
Myszamysza

Nibynóżki :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
Cały wpis oczywiście sensowny – nie tylko zjawiskowe nibynóżki – u mnie totalnie w porę (i tak od dwóch lat, tralalala…..).
W piątek rano doznałam objawienia w łazience: kończąc krem pod oczy albo inny – od kilku miesięcy nie kupiłam kosmetyku! yay! Dalej mam zapasów na kolejne 3 miesiące hahaha. Dało mi to takiego (uświadomienie niekupowania, nie zapasy….) kopa i poczucie szczęścia że jej. Cudowne uczucie :) – zamierzam doświadczać go częściej. To miłe!
Druga refleksja dotyczyła ilości czasu, jaką zabiera mi dbanie o posiadane rzeczy. brrr. Na szczęście za ten stan winię tylko siebie – ja kupuję ubrania, zabawki, książki, ozdoby itd – więc to zmiana we mnie przyniesie najwiekszy, wyczekiwany efekt!!!! Jak przesyanę kupować, to przestanę mieć za dużo :)
No to – zjem obiad z warzyw i biorę się za sprzątanie! (tak, w niedzielę, jak poczekam do poniedziałku to jeszcze mi przejdzie…?)
Pozdrowienia!!!!

Ela - themomentsbyela.pl
Gość

Rewelacyjny tekst. Masz rację że porządki trzeba zrobić i nie ma odwołania, bo inaczej nie da rady pozbyć się nadmiaru. Swoje porządki robiłam powoli, osobno w każdym pomieszczeniu. Nie robiłam ich impulsywnie dzięki czemu wyemigrowały rzeczy których na pewno nie potrzebuję.
Moim skromnym zdaniem zrobienie porządku to jedno, a drugi bardzo ważny punkt to niekupowanie, bo nie ma sensu wyrzucać a potem znowu zapełniać domu nowymi rzeczami.

Ewa
Gość

Świetny tekst! Zgadzam sie z każdym punktem, a zwłaszcza z #4 – każdy z nas ma inną definicję i ramy minimalizmu. Długo nie chciałam sie nazwać minimalistka ze względu na moją „słabość” do butów ;-) – ale dziś wiem już, że nie ma jednej złotej liczby przedmiotów i to nie jest tak, ze posiadam je przecież dla samego posiadania. Trzymam sie pewnych własnych założeń i czerpię z tego radość! Nie pozwalam rzeczom mnie przytłoczyć ;-)

Kasia
Gość
Kasia

U mnie miłość do butów utrudniala porządki, do czasu aż zrozumiałam, że przecież to nic złego mieć wiele par butów szczególnie gdy się we wszystkich chodzi. Ograniczanie innych rzeczy nie nastrecza mi problemów i nie czuje,ze musze kupować coś w zamian. Z butami tak było więc postanowiłam odpuścić. W końcu moim celem nie jest minimalizm sam w sobie tylko uproszczenie sobie życia. Tekst “w punkt” Kasiu. Pozdrawiam

Agnieszka
Gość

Bardzo fajny wpis. Jestem Architektem Porządku i zawodowo pomagam ludziom pozbywać się nadmiaru rzeczy i organizować przestrzeń tak by porządek było łatwo utrzymać. Gdybym miała stwierdzić jaki jest powód gromadzenia i bałaganu w domu według ankiet, które przeprowadzam przed wykonaniem usług u moich Klientek to w 50% powód to Pan Mąż, 40% to dzieci. Zaledwie 10% przyznaje się od razu, że to to wspólne dzieło. Uważam, że pozbywanie się niepotrzebnych rzeczy fantastycznie uczy odpowiedzialności i pomaga w wyrabianiu dobrych nawyków np. Zakupowych. Decluttering to raczkująca w Polsce dziedzina, ale mam nadzieję, że to się będzie zmieniać i osoby, które nie mogą same uporać się z bałaganem/nadmiarem zaczną korzystać z usług fachowców. Tak jak przy urządzaniu mieszkań korzystają już z usług architektów wnętrz ? jak punkt 5 dodałabym w takim razie „Skorzystaj z usług specjalisty” ? pozdrawiam ciepło

Ania
Gość
Ania

Skorzystanie z usług specjalisty jest dokładnym zaprzeczeniem tekstu autorki. Można by to postawić obok kilkunastu książek o minimalizmie, a następnie zestawić z koniecznością nieporównywania się z innymi.
Ale gratuluję pomysłu na biznes, minimalizm i porządkowanie przestrzeni wokół siebie jest teraz modne, niezłe wyczucie rynku, z całą pewnością znajdzie się wiele osób, które zapłacą “specjaliście”, żeby wskazał im, jak posprzątać w domu.
Osobiście czuję niesmak czytając na tym blogu taką kiepską próbę reklamy (“hej, jestem architektem porządku”, wtf?)

Agnieszka
Gość

Nie miałam intencji wprawiania kogokolwiek w poczucie niesmaku. Jeżeli tak się stało to bardzo przepraszam. W minimalizmie chodzi przecież o upraszczanie sobie życia, a korzystanie z usług specjalistów to moim zdaniem jeden ze sposobów na pewne uproszczenia. Można zgłębiać wiedzę o dietach kupując o nich książki lub iść do dietetyka. Można studiować sposoby na pozbywanie się rzeczy lub zapłacić komuś za pomoc i zrobić to skutecznie razem z nim, czyli skorzystać z usługi odgracania – u kogokolwiek kto wykonuje taką usługę ?

Namysłowska 3
Gość

Agnieszka, nie uważasz, że w minimalizmie chodzi o wyrobienie sobie swego rodzaju „nawyku nie-gromadzenia”? Zapobieganie, a nie leczenie (za pomocą specjalistów)?..

Agnieszka
Gość

Dziękuję ;) zapewniam o dobrych intencjach. Takie usługi polegają jednak na czymś innym. Tak jak dobry psycholog nie powie co mamy zrobić, tak moim zdaniem dobry (odgraciaż ? niektórzy nazywają decluter, przyznacie że to beznadziejne nazwy?, stad używam własnej) nie wskaże palcem co wyrzucić, a już na pewno nie wyrzuci za Klienta jego rzeczy. Oczywiście pomagam fizycznie, gdy wypracujemy wspólnie metodę i znam potrzeby oraz oczekiwania Osoby. Tak jak w minimalizmie nie ma jednej liczby która go wyznacza, tak w declutteringu nie ma jednego wzoru, jednej metody do zastosowania. Z efektem jojo często się spotykam – najczęściej wtedy, gdy ktoś chciał właśnie zastosować gotowy wzór.

Wzór niby działa bo upchnięte rzeczy w szufladzie stoją na baczność, ale co z tego…

Ja tez zachęcam do samodzielnej pracy, bo na własnej skórze odczułam niesamowite zmiany, gdy bardziej świadomie zaczęłam się przyglądać swojemu otoczeniu, a przede wszystkim kiedy się na maxa odgraciłam i wdrożyłam kilka zasad które są zgodne ze mną i z minimalizmem. Ale czasem jest potrzebny dodatkowy impuls: dla niektórych będzie to artykuł, dla niektórych książka, a dla niektórych nadanie przez kogoś innego rytmu i przekonanie, że dadzą radę ?

Anne
Gość
Anne

Mam wrażenie, że niedługo będziemy mieć specjalistów dosłownie od wszystkiego – naprawdę normalny człowiek powinien potrafić ogarnąć sprzątanie i odgracanie swojej przestrzeni, a jeśli nie to chyba przydałby się tu raczej właśnie psycholog…

inka
Gość

Wiesz Anne, też tak kiedyś myślałam. A teraz uważam, że większość ludzi ma z czymś problem i nawet jeśli wydaje się to błahe, to czemu nie skorzystać z pomocy zamiast samemu szukać w nieskończoność rozwiązania. Ja ogarniam porządki, urządziłam sobie mieszkanie i znalazłam dietę idealną, ale byłam wiecznie niezadowolona ze swojej szafy, więc po latach bezowocnego wgryzania się w temat skorzystałam z pomocy stylistki i wreszcie mam ten problem z głowy. Choć Twoim zdaniem zapewne bardziej przydatny byłby psycholog, bo normalny człowiek powinien umieć się ubrać ?

Basia
Gość
Basia

Nawet jeśli zaraz będziemy mieli specjalistów od wszystkiego, to co w tym złego? Ktoś chce mieć minimalistyczną szafę, ale nie wie jak się za to zabrać i nie chce mu się/nie ma czasu ślęczeć nad książkami w temacie, więc zapłaci komuś kto swoje odślęczał i umie pomóc. Ktoś inny chciałby mieć w domu błysk nie tylko od święta, ale bardziej ceni sobie odpoczynek, niż kasę, którą zapłaci komuś innemu za ogarnięcie jego mieszkania… Ba, niektórzy chodzą na zakupy ze stylistką! I co? to takie straszne, bo “nie umieją się ubrać sami”? Umiejętność sprzątania i ogarniania swojej przestrzeni nie ma nic wspólnego z normalnością.
Wg mnie fajnie, że są ludzie, którzy mogą sobie pozwolić na zapłacenie komuś za takie usługi. Ja sobie nie mogę na to pozwolić, ale nie uważam się przez to, że sama staram się panować nad swoim stanem posiadania za bardziej normalną niż ktoś, kto sobie kogoś do tego zatrudni. Co najwyżej mogę się uważać za mniej zamożną/bardziej skąpą (nie wiem ile to kosztuje w sumie)

Anne
Gość
Anne

Ale Ty umiesz się ubrać, bo zakładam, że naga nie chodziłaś, a w zakupach ze stylistką chodzi o coś innego – znalezienie swojego stylu, dobranie ubrań do figury itd. , więc to chyba nie to samo. Nie mam nic przeciwko, aby ktoś korzystał z usług “architekta porządku” – każdy może wydawać pieniądze na co chce, ale po prostu czasem zastanawiam się specjalistów od czego jeszcze doczekamy ;-)

Ewelina
Gość
Ewelina

Likwidujesz swoje dawne mieszkanie, w którym zostały rzeczy nieruszane przez 20 lat, jeszcze z innej epoki i budżetu i obwodu talii. Rzeczy – nigdy nie wyrzucane. Kiedyś się nie wyrzucało….Książki , ubrania, dokumenty, papiery, pamiątki, obrazki, zastawa stołowa, pościelowa , zbiory, zdjęcia i niewiadomocojeszcze. I to wszystko w ilości kilkunastu pudeł ląduje w twoim lokum razem ze wspomnieniami. Już 2 miesiące walczę i efekt jest niezadawalający.
Pani architekt porządku , ze znajomością sztuk różnych ( np. składanie wg MK) byłaby na wagę obiektywnego specjalisty.
Nie zgadzam się z Anią- nie wiedziałam, że jest taki zawód – nie będę się uczyć filozofii rzeczy ala mkondo – ale zapłaciłabym komuś, kto pokierowałby akcją [weg] .

Oszczędna Polka
Gość

Te nibynóżki wywołały szeroki uśmiech na mojej buzi :D

Iwona
Gość
Iwona

Punkt 5. Systematyczność, regularność. To, że raz ogarniesz swoją przestrzeń nie załatwi sprawy raz na zawsze. Trzeba to robić regularnie, bo rzeczy znowu się zbierają lub też właśnie, to o czym pisałaś my się zmieniamy a wraz z tą zmianą nasze potrzeby posiadania.

Joanna
Gość
Joanna

Zgadzam się! Ja muszę regularnie odgracać swoją szafe, bo przyjmuję ubrania od innych, a potem finalnie z nich nie korzystam. Mogłabym nie przyjmowac, ale mam takie poczucie, że oddaję komuś przysługę ;) Także u mnie ta regularnoś jest konieczna.

Namysłowska 3
Gość

To ja się pochwalę – w temacie asertywności. Ostatnie święta czyli czas prezentowy udało mi się przeżyć bez „przybytku”. To znaczy, nie dostałam żadnego prezentu, który naruszyłby mój minimalizm. Wymagało to ode mnie trochę czasu, które zajęły rozmowy pt. „Nie, nie chcemy prezentów”, „Jeśli musisz, to proszę upiec mi ciasteczka”, „Tak…przemyślałam to, w prezencie chcę zakupowe woreczki na owoce zamiast książek”, „Tak, herbata za 10 PLN będzie idealnym prezentem”. Było ciężko ale udało się – najbliźsi powoli ewoluują :)

Joanna
Gość
Joanna

Ja bym dodała punkt “Twoje minimum na dziś jest inne niż Twoje minimum za jakiś czas i czasem ono się powiększy, a czasem zmniejszy”. Dla mnie trudne było “wpuszczenie” do domu rzeczy potrzebnych w związku z narodzinami córki, bo już się zdążyłam mocno przywiązać do swojego przyjemnego i niekłopotliwego minimum rzeczy, a tu nowy człowiek i nowe potrzeby. Wyprawka – nawet jak jest minimalistyczna (a jest) – zajmuje miejsce i tak, niemowlak potrzebuje więcej ubrań niż ja, bo się częściej brudzi, i mnie teraz też nie wystarczą cztery bluzki, bo i ja będę częściej ubrudzona. I teraz będzie tak, a za parę lat będzie inaczej.

Szyciownik
Gość

Cześć
Super się sprawdza metoda małych kroków. Warto rodzinę powoli przekonywać do zmian. Poradzę w jednej szufladzie bądź półce? Super! Za jakiś czas będzie się można zabrać za kolejną :)
Pozdrawiam,
Kasia

Monika
Gość

Po piąte nie kupuj. Niepotrzebnego nie kupuj.
Co do specjalisty, mnie nie gorszy. Osobiście potrzebowałam wsparcia, bo trudno mi wyzbywać się nadmiaru, więc nałogowo oglądałam Marie Kondo na YouTube (żałując bezgranicznie, że nie mam Netflixa) i przeczytałam trzy książki. Może komuś łatwiej będzie ze specjalistą. Pzdr. Monika

Użytkownik
Agnieszka Marciniak

Dodałabym jako punkt piąty, że minimalizm nie dotyczy tylko przedmiotów materialnych. Porządki trzeba zrobić też w social media (ograniczać, ograniczać), skrolowaniu, korzystaniu z sieci. Nie ulegać Fomo, łapczywie korzystać z życia offline.

Radownisia
Gość

Minimalizm dla ciebie nie jest równy kogoś innego. Zrozumiałam dlaczego mi to nie wychodzi ;)

Justa
Gość
Justa

Pełna zgoda! Ja bym dodała, że warto (w miarę możliwości i gotowości na ten moment) przyjrzeć się sobie i spróbować zrozumieć, co sobie załatwiam gromadzeniem. Jak się to “coś” zrozumie, to może uda się uniknąć efektu jojo.
Dzięki Kasiu za Twoją pracę! (korzystam z okazji, bo to mój pierwszy komentarz:)

Anna
Gość

Najlepsze podsumowanie :)

Marta
Gość

Dopiero przymierzam się do minimalizmu i bardzo powoli odgracam swoje mieszkanie, ale całkowicie zgadzam się z myślą numer 3. Nie na darmo mówi się, ze co nagle to po diable, prawda? ;D Dlatego ja na porządki przeznaczam zawsze… soboty. Tak tradycyjnie. Wybieram jeden obszar – apteczka, kosmetyczka, lakiery do paznokci i powoli, z rozmysłem i według z góry ustalonego planu pozbywam się tego, co niepotrzebne. Szykuję worek na śmieci i pudełko na rzeczy “do oddania”, segreguję i odkładam. I myślę, że to mogłaby być rada numer 5 – nie rzucaj się na zmiany, lepiej odczekaj parę dni i podejdź do sprawy na chłodno. :)

hahahaha
Gość
hahahaha

Rozumienie (w liczbie pojedynczej) jest takie samo, rozumienia (gdybyśmy tego słowa użyli w liczbie mnogiej) byłyby takie same.
Tak więc śródtytuł powinien brzmieć:
Twoje minimum nie jest takie samo, jak minimum Twojego sąsiada

Alicja
Gość

Generalnie się zgadzam – to jest jak ze słynnymi próbkami w sklepach. Przyjmujemy je, bo głupio odmówić. Przecież pani za ladą chce być miła… Ale przez to generujemy sobie zamęt w przestrzeni i utrudniamy samym sobie życie. Czasem jest tak, że nie chcąc zrobić kogoś bliskiemu przykrości, robimy ją sami obie – obciążamy się przedmiotami, których nie chcemy mieć wokół siebie… Trochę konflikt tragiczny, ale ostatecznie warto postawić na swój komfort. To my będziemy musieli się uporać z próbkami (i kosztami emocjonalnymi np. wyrzucenia tego), a nie pani z drogerii.

Magda
Gość
Magda

Ech, do teraz szło mi dobrze w pilnowaniu żeby prezenty od rodziny nie zagracaly nam przestrzeni. Odnośnie prezentów zawsze prosiliśmy o rzeczy typu kosmetyk czy herbata, które zużywaliśmy. Udało się rodzinie wytłumaczyć, że mamy małe mieszkanie i nie chcemy go zagracać. Pojawiły się dwa „problemy”: dziecko i większe mieszkanie. Nasi rodzice kupują małej prezenty niemal za każdym razem kiedy się widzimy. Pomimo tego, że wprost komunikujemy, że ma tego za dużo już! Na kolejną śliczna sukieneczkę reaguje z kamienną twarzą „dziękuje, ale ona ma już naprawde za dużo ubranek, nie zdazy założyć a wyrośnie” i wtedy mama/teściowa ze smutna minką mówi „ojej, ale zobacz jakie to śliczne, nie chcesz?” Starałam się to załatwiać dyplomatycznie, ale to nic nie dało, wiec swojej mamie powiedziałam wprost, że bardziej tym przeszkadza niż pomaga, bo ciężko mi ubrać dziecko, kiedy ubranka wysypują się z komody. Trochę obrażona zaprzestała zakupów. Mąż nie może się zebrać żeby identyczną rozmowę przeprowadzić ze swoją mamą „bo jej będzie przykro”. Wrrrr. Mama kupuje 6miesiecznej dziewczynce magnesy do przyklejania obrazków!!! 6 miesięcznej, dobrze przeczytaliście. A teraz usłyszałam „to super ze będziecie mieli takie duże mieszkanie, będzie można Wam w końcu jakieś fajne prezenty robić, a nie tylko takie co… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

Moja kolezanka rozwiazała to trochę inaczej. Jedyne maleństwo w rodzinie było dosłownie zalewane ciuszkami- zabawkami. A popatrz to ode mnie, a to ja jej kupiłam, czemu jej tego nie założysz… Więc kupiła świnke skarbonke bez możliwości podbierania. Zamiast kolejnej pierdoły, mają wrzucać drobne kwoty do świnki-5-10-20 zł. Najpierw było oburzenie, no bo jak to- to są zabaweczki dla małej a nie kasa dla rodziców. Ale dali sobie wytłumaczyć, że pieniądze będą spożytkowane wyłącznie na małą, na jakiś konkretny cel, np remont pokoiku w pozniejszym czasie itp. Prezenty tylko okazyjnie w święta. I o dziwo ten system działa :-)

Marta
Gość
Marta

Ostatnio oglądałam Sprzątanie z Marie Kondo, uwielbiam na nią patrzeć, chłonąć jej urok, jednocześnie jej nie lubię za tą nieskazitelnosc…Wpędza mnie w kompleksy:( Oczywiście, serial działa na mnie…. kręce się jednak w kółko, małymi kroczkami. Czuję, że odgracenie to musi być wielka akcja, a nie mam sil przy trójce maluchów, drzemka niemowlaka to za malo nawet na jedną szafkę. Czy kategorię. Rozsądne wydaje mi się to co piszesz,ze pozbywac nie mozna sie pochopnie Mam takie dni, ze wywalilabym pod wplywem impulsu polowe dobytku. A z pokoju dzieci WSZYSTKO…

4oze.pl
Gość

To właśnie nawyki nami rządzą – warto zainteresować się w tym kontekście pętlą nawykową :) Jej znajomość może nam pomóc w zmianie całego nawyku

Małgosik
Gość
Małgosik

Bardzo fajny wpis. Sama prawda z tą odpowiedzialnością. Dlatego sprawę niechcianych prezentów wzięłam w swoje ręce. Kiedyś nie miałam odwagi powiedzieć, że nie chce danej rzeczy, jeżeli ktoś mówił mi, że zamierza kupić storczyka, wazon albo figurkę. Albo kiedy pytano mnie co kupić? odpowiadałam, że obojętnie, z wszystkiego się ucieszę byle tylko nie robić komuś kłopotu. A później z kłopotem niechcianych rzeczy zostawałam sama. Teraz jasno wyrażam swoje potrzeby i nie mam problemu aby powiedzieć, że nie chce tego czy owego ale przyjemność sprawi mi toczy tamto :)

Luiza
Gość
Luiza

Ostatnio odkrywam w szufladach, szafkach nieliczne przedmioty, które leża długo, nie używane, zapomniane, a ja kupuję tego rodzaju kolejne. Postanowiłam najpierw wykorzystać te, które znalazłam, a potem dopiero kupować kolejne. Miłe niespodzianki :)