Czy przedmioty mają duszę? – relacja ze spotkania z Marie Kondo, Autorką książki „Magia sprzątania”

marie-kondo-magia-sprzatania-relacja

Zaproszenie Wydawnictwa Muza na warszawskie spotkanie z Marie Kondo dotarło do mnie niespodziewanie. Na sali siedziało kilkanaście osób, gdy pojawiła się drobna kobietka, przy której nawet ja (167 cm) poczułam się wielkoludem.

 

Marie weszła, po czym bez zbędnej zwłoki, witania się czy wyjaśnień zabrała się do składania koszulek w słynny, pionowy sposób i ustami tłumaczki wyjaśniała, że w trakcie składania należy wykorzystać całą powierzchnię dłoni, wygładzając materiał i przekazując ubraniom dobrą energię. Siedząca obok mnie Joasia Glogaza szepnęła: „Widziałaś Między słowami Sofii Coppoli?” Było coś naprawdę niesamowitego i egzotycznego w widoku Marie, która składała z namaszczeniem skarpetki w określony ściśle sposób, opowiadając o szacunku wobec przedmiotów i wdzięczności za ich posługę. 

 

Przyznaję, że przed spotkaniem nie czytałam książki „Magia sprzątania”. Jedyne, co czytałam to liczne recenzje, dzięki którym miałam poczucie, jakbym lekturę samej książki również miała za sobą :). Przed samym spotkaniem zdążyłam jeszcze przekartkować książkę, czytając co ciekawsze fragmenty. Z tego samego względu, poprosiłam Was na FB o podrzucenie mi pytań, które być może Wam się nasunęły podczas lektury. Cieszę się, że większość z tych pytań finalnie udało mi się zadać Marie.

 

Największe kontrowersje związane z książką Marie Kondo w Polsce dotyczą chyba dwóch kwestii: specyficznego stosunku Marie do przedmiotów, skutkującego słynną procedurą dziękowania skarpetkom oraz fakt, że książka o sprzątaniu w istocie… nie dotyczy sprzątania. Zaczynając od drugiej, to prawda, Marie dużo więcej miejsca poświęca raczej zagadnieniom oczyszczania przestrzeni ze zbędnych przedmiotów niż samego sprzątania, kierując się prostym kryterium – radością. W momencie, gdy bierzesz do ręki dany przedmiot, Twoja reakcja może być dwojaka: albo rzecz przynosi Ci radość (wtedy zostawiasz) lub nie (wtedy wyrzucasz). Marie nie zagłębia się przy tym w żadne techniczne szczegóły wyrzucania i zostawiania, pozostawiając pewien niedosyt. Pozostawione przedmioty układasz wg określonej metody i voila. Gotowe. Naturalnie, nasuwa się kilka pytań.

 

Czy da się posprzątać raz, a dobrze?

Tak, jest to możliwe – powiedziała Marie. Ale jednocześnie dodała, że jest możliwe wyłącznie, gdy Ona bezpośrednio i osobiście uczestniczy w procesie, gdyż to jedyna gwarancja takiego sukcesu.

 

Ile trwają te wielkie porządki?

Tyle, ile jest to konieczne. Najdłuższe sprzątanie, w którym uczestniczyła Marie, trwało 2 lata (był to bardzo duży, bardzo zabałaganiony dom jednego z klientów, których Marie nazywa uczniami). 

 

Co zrobić, żeby bałagan nie wracał?

Dbać, aby do przestrzeni nie trafiały przedmioty, które nie przynoszą radości. Tutaj kryterium jest identyczne, co w przypadku rzeczy, których należy się pozbyć.

 

Co zrobić, żeby dzieci nie bałaganiły?

Marie uważa, że sprzątania należy uczyć dzieci, począwszy od 3 roku życia. Kluczowe, aby nie zaczynać nauki od porządkowania zabawek, a najlepiej ubranek. Marie podkreśla mocno, a ja się w tym względzie bardzo z Nią zgadzam, że najważniejsze jest bycie wzorem dla dziecka. Rodzic, który bałagani nie jest w stanie nauczyć porządku swojego dziecka. A dzieci są czujne i spostrzegawcze, widzą wszystko i przyswajają szybko niepożądane zachowania.

 

Czy metoda KonMari wymaga bycia minimalistą?

Nie. Marie bardzo mocno rozdziela te dwie kwestie. Uważa, że jedynym kryterium pozbywania się rzeczy jest wspomniana radość. Jeśli rzeczy przynoszą radość mogą pozostać nawet, gdy jest ich dużo. Jest to moment, gdy nie do końca się z nią zgadzam. Myślę, że finalny sukces tego procesu oczyszczania zależy właśnie od ograniczenia liczby przedmiotów, chociaż być może, w rzeczywisty sposób możemy darzyć uczuciem tylko ograniczoną ich liczbę? 

 

Czy sprzątanie faktycznie zmienia życie?

Marie jako przykład podaje samą siebie. Twierdzi, że po wielkich porządkach zdecydowała się postawić wszystko na jedną kartę i zostać pełnoetatową konsultantką sprzątania, co zaprowadziło ją w miejsce, gdzie jest obecnie. Przywołuje również przykłady swoich uczniów, gdzie sprzątanie pośrednio wywołało zmiany w życiu zawodowym i prywatnym. Jest mi to bliskie, ponieważ, jakby nie patrzeć, w moim życiu ograniczenie zasobu przedmiotów również doprowadziło do dużo większych zmian, chociaż patrząc na całość procesu, takie stwierdzenie może być pewnym uproszczeniem.

 

Druga, kontrowersyjna kwestia to wspomniane wcześniej słynne dziękowanie skarpetkom. Poproszona o bliższe wyjaśnienie, Marie sięga do religii shinto. Zanim przejdę dalej, kilka słów wyjaśnienia. Po tym spotkaniu poczułam mocno, że jest to ten rodzaj kontaktu, który wymaga ogromnej otwartości. Przede wszystkim, otwartości na zupełnie inną kulturę. Wierzenia shinto opierają się na założeniu wymiany energii pomiędzy wszystkimi bytami na ziemi – człowiekiem, zwierzętami, drzewem, krzesłem. W tym, uproszczonym bardzo opisie można nawet pokusić się o stwierdzenie, że skoro człowiek oddziałuje na przedmiot, to w pewnym sensie przedmiot też może mieć duszę. Wiem, że dla nas, Europejczyków, brzmi to niezwykle dziwnie, abstrakcyjnie, a może nawet trąci herezją, ale to nie jest do końca takie bezpodstawne. Spróbuję sięgnąć głębiej, choć zaznaczam, że jestem absolutnie laikiem w tych kwestiach. Na głębokim, fizycznym poziomie elementarnym składamy się przecież z dokładnie tych samych cząstek, a podstawową zasadą fizyki jest wzajemne oddziaływanie. Jeśli uderzymy w stół ręką, materia stołu będzie oddziaływać na materię ręki i wzajemnie. Oczywiście, stąd daleko do stwierdzenia o jakiejkolwiek duszy przedmiotów, ale tak sobie tylko gdybam. Bo mogę :).

 

marie-kondo-magia-sprzatania-relacja-2 

Widać, że dla Marie sprzątanie stało się filozofią życia. Tu nigdy nie będę w stanie się z Nią utożsamić, ponieważ dla mnie minimalizm, porządki, oczyszczanie, jakby tego nie nazwać, są tylko i wyłącznie narzędziem, nie stylem czy filozofią życia. Spotkanie minęło niezwykle szybko, chociaż przyznaję, że miałabym do Marie jeszcze mnóstwo pytań. Niekoniecznie związanych ze sprzątaniem. Jak to się stało, że młoda, nieznana nikomu dziewczyna szturmem zdobywa rynek wydawniczy na całym świecie? Jak z właścicielki firmy sprzątającej staje się jedną ze 100 Najbardziej Wpływowych Kobiet świata według Time? Co jak co, ale Marie ma doskonałe biznesowe wyczucie. Wiosną przyszłego roku na rynek trafi Jej aplikacja mobilna, która ma ułatwić sprzątanie, a w planach ma również certfikowanie nauczycieli sprzątania, wyszkolonych według Jej metody.  

 

Postanowiłam spróbować słynnej metody Marie pionowego składania (mój efekt tutaj), ale jeszcze nie wiem, czy przy niej pozostanę. Czytałyście książkę Marie Kondo? Wypróbowałyście Jej metodę? Zgadzacie się z tą filozofią?

 

Dziękuję, że jesteś. Pozostańmy w kontakcie:

Simplicite Newsletter
zawsze unikatowe treści, bonusowe materiały, poradniki zakupowe i konkursy

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Bardzo ciekawie opisałaś to spotkanie. Wprawdzie akurat siedzę na wykładzie, ale i tak momentalnie poczułam potrzebę posprzątania przestrzeni wokół siebie!

  • Nie czytałam jeszcze książki, ale fenomen jej autorki również mnie zaciekawił.

  • Książkę czytam aktualnie (w wersji angielskiej, więc powoli i z namaszczeniem :P ). Poskładałam trochę rzeczy zgodnie z ideą Marie, ale do wyrzucania książek jeszcze nie dorosłam. Widziałam Konmari w DTV i zrobili z niej głupią cipcię co tylko składa i nie ma nic do powiedzenia.

  • Książki nie czytałam, ale sposób układania ubrań pionowo jest mi znany od dawna i korzystam z niego od kilku lat.

  • Magda

    A jak należy składać skarpetki (nie czytałam książki)?

    • Nie należy zwijać w kulkę, bo się wyciąga jeden ściągacz. Lepiej złożyć na trzy i ustawić pionowo w szufladzie.

  • Ja jakoś przez książkę nie przebrnęłam. Po przeczytaniu „Minimalizm po polsku” i „Slow fashion”, książka Marie była dla mnie nie do przejścia, w ogóle nie przemawiało do mnie jej podejście i w końcu dałam spokój. Chyba zabrakło zrozumienia innej kultury? Nie wiem.

  • Maatilda

    Już dawno natrafiłam na jej książkę w języku angielskim, którą kupiłam i przeczytałam jednym tchem. Sprawdziłam na sobie i uporządkowałam wszystko i przeorganizowałam. Zajęło mi to prawie rok czasu. Pozbywanie się niepotrzebnych rzeczy i kupowanie zbędnych już weszło w krew. Nadal jest wiele rzeczy które chętnie wyrzuciłabym, ale z uwagi na fakt, że kosztowały sporo, jest mi szkoda. Polecam wszystkim

  • Joanna Glogaza

    Skojarzenie z Między Słowami nasunęło mi się, gdy pani tłumacz na każde 30 słów wypowiadanych przez Marie tłumaczyła jedno;)

  • Makala

    Przejrzałam recenzje książki Marie i rownież zrezygnowałam z
    kupna – nie przepadam za filozofowaniem i złotymi myślami, ale cześć sposobów postanowiłam wypróbować. Ustawianie pionowe sprawdziło się ale tylko w szufladach z malutkimi ubrankami mojej 9m. córki; no i druga zasada – rzeczy, które sprawiają radość – rozejrzałam się po mieszkaniu i od razu pozbyłam się starych brzydkich kwiatków, nijakich ubrań i butów, a obecnie pracuję nad zredukowaniem liczby płyt CD. Marie nie zwraca zupełnie uwagi na ekologię. Wszystko chyba by wyrzuciła do kosza? Nic nie mówi o sposobach rozdystrybuowania i wtórnego wykorzystania niepotrzebnych przedmiotów przez innych nabywców. To jest spory kłopot i bariera dla wielu europejskich chomików pragnących stać się wolnymi. Potrzeba odzyskania pieniędzy za zbywające przedmioty jest ważniejsza niż wolna półka. Leo Babauta chyba bardziej do mnie przemówił.

    • Makala

      Mój sposób na skarpetki : kupuję mężowi jednorazowo 10 par czarnych i sobie 5 par szarych (inne kolory raczej nie są używane, chyba, że białe latem) Piorę razem i po wyschnięciu rozkładam czarne do jednego pudła a szare do drugiego bez parowania – bo wszystkie są takie same i nie ma potrzeby szukać drugiej takiej samej. Zawsze tylko mam kłopot ze znalezieniem sklepu z taką ilością dobrych bawełnianych skarpet w optymalnej cenie.

    • Nie mówi, bo ja nie znam chomików którzy by się dobrowolnie pozbywali rzeczy, nawet sprzedając. Raczej odłożą je na kupkę „wrzucę je na allegro” i tam spędzają miesiące, a czasem nawet lata.

      Makala – ja bym na przykład zgrała wszystkie płyty CD jako mp3 i wyrzuciła je bez litości albo wystawiła za kilka groszy na olx/zadzwoniła do ludzi którzy je skupują, ale ja to ja ;)

  • Edyta

    Zaciekawiło mnie to, co napisałaś, obejrzałam filmiki instruktażowe na youtube ze składania ubrań. Mam mieszane uczucia. Czy takie ułożenie ubrań jest naprawdę korzystne? Jestem przed porządkami w szafach i być może wypróbuję, ale … no nie wiem, czy to się u mnie sprawdzi.
    Jednak spróbuję :-) Najwyżej będę układać jeszcze raz :-)

    • Też postanowiłam spróbować. Ponieważ sama mam za mało rzeczy w szufladzie, to największy eksperyment robię na MM :). Poskładałam mu koszulki, majtki i skarpetki pionowo i przyznaję, że wygląda to obłędnie ładnie :). Czy się sprawdzi? Czy będzie możliwe do utrzymania? Zobaczymy :).

      • Agnieszka

        Składanie ubrań w formie ruloników jest idealne dla dziecięcych ubranek, zastosowałam tę metodę u ośmioletniej córki i trzyletniego synka, teraz wystarczy zajrzeć do szuflady i wiadomo którą bluzeczkę wybrać, wcześniej trzeba było przekopywać się przez sterty i za każdym razem robić bałagan.

    • Izabela K.

      Ja składałam tak ubrania zanim pojawiła się Marie Kondo ;-) Metoda się sprawdza, dopóki w szufladzie jest wystarczająco dużo ubrań, by trzymały się pionowo. Kiedy 3/4 ubrań jest w użytku/w praniu, cała układanka niestety się przewraca i robi się bałagan gigant.

      • Edyta

        Właśnie tego się obawiam. Nie mam aż tak dużo ubrań, żeby mogły stać w pionie.

      • Anja Mazureq

        No właśnie – metoda Kon Mari jest dobra, tylko jeśli masz odpowiednią
        ilość ubrań – ani za dużo ani za mało – odpowiednio do… szuflady. Ja
        mam w ten sposób poukładane ciuchy od ponad roku. Faktycznie zajmują
        mniej miejsca ale szału nie ma. Gdybym chciała pozbyć się połowy, albo
        dokupić kilka nadprogramowych sztuk – byłby kłopot.

  • Viola

    Tak patrząc na zdjęcie to nikt nie uważał, bo każda uczestniczka była zajeta robieniem fotek pani prelegentce. A swoją drogą, pana tam nie było żadnego? Wszak wszyscy mamy równe prawa do składania skarpetek w zgrabne stosiki?

    • Wiesz, to akurat taki moment złapany przeze mnie na początku spotkania, gdzie sporo osób faktycznie robiło zdjęcia. Potem już nie. Panów było kilku, ale rzeczywiście, więcej zaproszono kobiet,

  • Viola

    A nie! Widzę pana!!:))

  • Stosując się do wszystkich rad Marie, chyba dostałabym nerwicy natręctw. :P Ale jest nadzwyczajnie urocza. ;)

    • I niezwykle autentyczna w tym, co robi i mówi. Zupełnie nie miałam odczucia,że ktoś mi coś wciska na siłę. To Jej filozofia, Ona tym naprawdę żyje i wierzy mocno.

  • Marie wydaje się sympatyczną i pełną energii osóbką, ale szczerze mówią odrobinę przeraża mnie robienie ze sprzątania „filozofii życia”. Zgadzam się z Tobą w 100%, że sprzątanie jest tylko narzędziem. Narzędziem służącym do życia w uporządkowanej, pięknej przestrzeni, do której chce się wracać :)

  • Może komuś przyda się info, że książka jest teraz dostępna w Lidlu (25 zł). Dziś ją przejrzałam, ale nie skusiłam się. Miałam ją w rękach, spojrzałam na tę ogromną czcionkę, niemal puste strony i odłożyłam.

    • Weroniko, na pewno to ta książka? Aż zerknęłam, czcionka faktycznie jest spora, ale prawie nie ma w niej pustych stron, marginesy są wręcz wąskie.

      • Miałam raczej na myśli sporą interlinię oraz dużą ilość śródtytułów. Takie odniosłam wrażenie, choć przyznaję, że oglądałam ją jakieś 20 sekund :) Ale to na pewno była ona :)

  • Magda K-ska

    Przeczytałam Magię sprzątania w momencie, gdy właściwie zasadnicze porządki miałam już za sobą. Powiem tak: niektóre metody są dobre, sprawdzają się, inne uważam, że zależą od samego człowieka np. ja sprzątałam lokalizacjami a nie kategoriami i to mi odpowiadało, a Marie to odradza. Co do samej filozofii, no cóż dziękowanie przedmiotom, dawanie odpoczynku skarpetkom itp. to jednak trafi do ludzi związanych z kulturą japońską, bądź właśnie wierzeniami shinto, ewentualnie takich mocno uduchowionych, bo większość świata uzna to raczej za zwariowane:)

  • Książki nie czytałam, ale mam ochotę. ;) Ale jeszcze większą na jej aplikację mobilną? Czy wiadomo, kiedy ona się pojawi i jak będzie się nazywała? Pozdrawiam Cię cieplutko :)

    • Z tego, co Marie zapowiadała, aplikacja ma pojawić się wiosną przyszłego roku. Nie wiem jaka będzie jej nazwa, pewnie trzeba śledzić na oficjalnej stronie Marie. Pozdrawiam! :)

  • Dlatego niepredko posprzatam raz a dobrze i na wieki-boje sie osob takich jak Marie Kondo;) a na powaznie, radykalne rozwiazania na pewno sa skuteczne, ale musialaby byc co do tego zgodna cala rodzina. Moj maz na przyklad nie zgadza sie na wyrzucenie rzeczy, w ktorych nie chodzi. Nie pozwala ruszyc ksiazek. Mysle, ze mam prawo decydowac wylacznie o swoich rzeczach, czesciowo o wspolnych i dzieciecych, pole dzialania jest wiec graniczone.

  • Czytałam! Miałam mieszane uczucia, ale kilka fragmentów było całkiem fajnych i motywujących. Natomiast pionowe układanie ubrań to bajka! Nigdy już nie zrobię stosików w szufladach! To prawdziwe objawienie;)

    • Ewa

      Przeczytałam wczoraj i.. Jest to jedna z najnudniejszych książek jakie czytałam o sprzątaniu. Nie potrafię zrozumieć „zachwytu” nad nią na wielu blogach.

  • Anvariel

    Książkę czytałam. Metodę układania ubrań częściowo stosowałam u siebie wcześniej – w szafie mam pudła i bluzki składam tak od dawna. W życiu nie wpadłabym jednak na to, żeby składać w ten sposób majtki i skarpetki. Przetestowałam i nawet się sprawdziło.
    Kwestia pozbywania się tego co nie wzbudza w nas radości – jak najbardziej rozumiem w kontekście ubrań czy książek, ale nie pojmuję jak to zastosować chociażby do pudła ze śrubokrętami czy szmat w kuchni… wiecie o co chodzi, są rzeczy który w każdym domu być muszą i basta….
    Mój techniczny umysł całkowicie nie ogrania kwestii dziękowania ubraniom… nie to nie dla mnie.
    Podsumowując jest w tym jakiś sens :)

    • A co z odkurzaczem, jeśli jego widok nie sprawia nam radości? ;)) Myślę, że ponownie trzeba przefiltrować treść przez swój filtr rozsądku i użyteczności koncepcji.

      • Anvariel

        Odkurzacz raduje mnie wielce, szczególnie gdy operuje nim mój mąż :D

      • Ja mam podobnie z całą zawartością kuchni :)).

  • Hania N

    Chyba nigdy nic nie komentowałam na Twoim blogu ale od dawna śledzę i podziwiam Szafę Minimalistki
    Zainspirowana wczorajszym Twoim wpisem na FB, kiedy dzisiaj zobaczyłam książkę w Lidlu za 24,99zł stwierdziłam, że kupię, przyjaciółce na prezent :) Jestem już po lekturze 70 stron i jest to dla mnie tak odkrywcze, że EUREKA!
    Moja przestrzeń zawsze była zaprzeczeniem minimalizmu i organizacji. I NIGDY, przenigdy nie wpadłam na to, że rzeczy w mojej przestrzeni mogę po prostu LUBIĆ i mogą mi one sprawiać radość. Wow :) Takie proste. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak poprosić te, których nie lubię aby sobie znalazły nowego właściciela :)

    • Haniu, dzięki wielkie za ten pierwszy komentarz! No właśnie każdy musi znaleźć swoją drogę i czasami będzie to jedna koncepcja, jedno zdanie, które zainspiruje. Trzymam kciuki za dalsze porządki!

      • Hania N

        Chętnie bym Marie zaprosiła do mnie :) Bo teoria teorią ale wprowadzić to w życie… :D

  • Nina Wum

    Ha, ta filigranowa osoba wpłynęła na mój styl sprzątania zupełnie niebezpośrednio, na zasadzie głuchego telefonu. Koszulki i bluzeczki z niegniotących się tkanin zwijam w rulony i ciasno upakowuję w szufladach. Kiedy wyciągnę jedną, reszta twardo tkwi na miejscu. Więc to stąd się wzięło. :)

  • Marrus

    Skladanie jest świetne. Rzeczy gniotą się moim zdaniem porównywalnie, ale jest duża oszczędność miejsca. Garderobę 4 osób zmieściłam w kilku szufladach, mogłam pozbyć się regałów z półkami. Nauczyłam rodzinę składać i póki co nikt nie narzeka, nawet dzieci. Na małą liczbę rzeczy w szufladach jest sposób, Marie proponuje pudełka np po butach, żeby ograniczyć przestrzeń. Wstawiłam do szuflad różne pudełka i nic nie stoi luzem i nie przewraca się. Na majtki dzieci mają małe pudełeczka, na skarpetki osobne i łatwo im jest pochować wszystko po praniu.
    A skladanie skarpetek przedłuża im życie, rozciągnięte ściągacze w kulkach sprawiają, że gumki parcieją bez porownania szybciej.

    • No właśnie chciałabym uniknąć jeszcze dodatkowych pudełek, ale to nic. Najpierw spróbuję i zobaczę, jak wyjdzie. Powiedziałam dziś MM, że skoro nauczyłaś składać ubranka swoje dzieci, to i On się może nauczyć ;)).

  • Ja slyszalam o niej ale nei czytalam. Z tego co widze to chyba warto ;) chociazby z ciekawosci

  • verónica

    ja przeczytałam tę książkę pod wpływem jednej recenzji- i jestem najzwyczajniej w świecie nią zachwycona.
    ta magia sprzątania to po prostu czary ;-)

  • Flippi

    Mnie się książka Marie bardzo spodobała, choć nieco rozbawiła. Nie rozśmieszyło mnie dziękowanie skarpetkom (wreszcie spotkałam kogoś, kto czuje tak, jak ja – zawsze miałam dość osobiste relacje z przedmiotami; pewnie stąd te stosy rupieci w moim otoczeniu), ale pełne ognia opowieści o pasji małej dziewczynki do gazetek dla gospodyń, sprzątania itd. Tego zupełnie nie rozumiem, choć szanuję. W każdym razie jest to pierwsza książka, która skłoniła mnie do działania i pozbycia się (na razie) dwóch toreb ciuchów. Skarpetki uśmiechają się z szuflady ;) I czekam okazji (kiedy Męża nie będzie w domu), żeby zabrać się za kolejne kategorie. Pozdrawiam serdecznie!

    • O tak, osobiste relacje z przedmiotami zdecydowanie sprzyjają gromadzeniu ponad miarę :). Dwa miliony sprzedanych egzemplarzy książki świadczą mocno o tym, że Marie dotarła do głów i serc Czytelników. Nie wszystkie Jej metody sprawdziłyby się u mnie, ale to bardzo indywidualna kwestia, oczywiście. Natomiast, potrzeba dużej otwartości i,jak wspominasz, szacunku, żeby zmierzyć się z inną kulturą i wypływającym z niej innym podejściem.

  • Carita

    Zaciekawiła mnie ta rozbieżność w ocenie książki Marie w komentarzach pod Twoim wpisem. Jestem ciekawa, jak ja zareagowałabym na treści zawarte w tej pozycji (mam podobny stosunek do kwestii, jak Ty miałaś przed spotkaniem). Widziałam Marie w sobotę w TVN porannym i poraziła mnie infantylizmem swoich propozycji, ale ogólnie to miła osóbka. Z doświadczenia wiem, że co jednemu służy i go zachwyca, mnie nie musi. Tak było z książką „Smak szczęścia” Agnieszki Maciąg. Tyle się o niej naczytałam, że zakupiłam przez internet. I przeżyłam rozczarowanie. Ledwo dotknięte problemy, które o wiele głębiej i ciekawiej poznałam z innych książek, wszystko zaprawione taka domorosłą filozofią Wschodu, a na grubość pozycji wpływa grafika, mnóstwo zdjęć Agnieszki itd. Gdyby wycisnąć sam tekst, niewiele by zostało. Może ona i ładna dziewczyna, może i sympatyczna, ale nie po to wydałam pieniądze, żeby album jej zdjęć oglądać.

    • Carita, błagam, nie oceniaj Jej po tym wystąpieniu w DDTVN, które było dość żałosne, niestety. Wiem, że taki jest urok śniadaniówek, gdy jest mało czasu, ale to zupełnie nie oddaje wrażenia i filozofii Marie. Nie twierdzę, że Ci się spodoba Jej podejście, bo to już każdy musi wybrać sam, jak piszesz. A co do Agnieszki Maciąg, to miałam ogromną przyjemność się z Nią spotkać i to przede wszystkim, jest niezwykle mądra kobieta. Myślę, że Ona dopiero napisze tą książkę, która wszystkich prawdziwie zachwyci.

  • Przeczytałabym książkę, ale tylko mogąc ją od kogoś pożyczyć lub wypożyczyć z biblioteki. Każda inspiracja do sprzątania i ogarniania jest dobra, chętnie zatem zapoznam się z metodami oszczędnościowego składania ubrań. Jednak to całe dziękowanie i radowanie się uważam za lekko śmieszne. Przedmioty, prócz wartości estetycznej i emocjonalnej, mają też być praktyczne i użyteczne.

  • Anita

    Witam, mam pytanie odnośnie jednego z poprzednich postów. Napisałaś, że szalik wykonałaś z 4 motków. I tu moje pytanie jakiej wielkości jeden? 50g? 100g? Jestem na etapie zamawiania wełny i pragnę własnoręcznie zrobić wymarzony szalik tylko nie wiem ile tej wełny tak naprawdę potrzebuję. Z góry dziękuję i pozdrawiam.

    • Anito, moje miały wagę 100g każdy. Powodzenia przy robótkach :).

      • Anita

        Dziękuję, mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie :)

  • 2 lata porządków – niezły maraton ;)

  • Eliza

    Przeczytałam książkę jakiś czas temu i nawet ją zachowałam, bo wciąż sprawiała mi radość :) Ale po odpowiedzi Marie na Twoje pierwsze pytanie: „Czy da się posprzątać raz, a dobrze?” moje oczy nabrały wielkości spodków od herbaty ;)))
    Sprzątanie wg metody Konmari jest możliwe tylko, gdy Marie uczestniczy w nim osobiście?? Hahahahahaha… Od razu pojawia się refleksja – po co napisała książkę, jeśli, co sama sugeruje, i tak czytelnik bez osobistego udziału Marie nie ma szans na dobre sprzątanie ;)) Wygląda to tak, jakby dziewczyna chciała sobie zrobić PR i zapewnić pracę sprzątaczki do końca życia ;))
    Rozumiem takie poczucie wartościowości własnej metody, jakie Marie ma – myślę, że to cenne. Ale jednoczesne przekonanie, że ta metoda jest tak unikalna, że tylko Mari, swoją własną osobą, może gwarantować powodzenie w sprzątaniu… Aha, czyli unikalna nie jest metoda tylko sama Marie, tak? ;)) No dobra, ja nie potrzebuję guru ;)) I chyba książka zniknie z mojego domu, bo teraz, zamiast radości, budzi zdziwienie, zażenowanie, politowanie… ale ale, prawda że prowokuje też wybuchy śmiechu… więc kurde, może ją zachowam tak dla śmiechu ;))

    • Wiesz, chyba nie byłabym tak ostra w ocenie. Staram się pamiętać, że to spotkanie było tłumaczone, a miałam wrażenie (nie tylko ja), że tłumaczka trochę upraszcza odpowiedzi. W każdym razie na 4 zdania Marie wychodziło jedno w tłumaczeniu :). Może to stąd wynika.

  • Zazdroszczę spotkania! Ja uwielbiam Marie Kondo, choć jej sposób na przechowywanie zastosowałam na razie tylko w szufladzie ze skarpetkami. (Działa!)

    • Ja dopiero próbuję, nie wiem czy mi się to utrzyma, ale pierwsze wrażenie po złożeniu jest super – to wygląda obłędnie ładnie!

  • Makala

    A czy widziałaś już swoje zdjęcie z drugą Kasią z tego wydarzenia? :-) swoją drogą chciałabym zauważyć, że Twoja stylizacja na prawdę była z listopadowej capsule wardrobe. Doceniam i podziwiam.

    • Tak, kilka osób podesłało mi wczoraj link ;). Kasia to niesamowita kobieta, naprawdę. Chciałabym mieć w sobie połowę Jej pracowitości :).

  • Zobaczyłam ta książkę dopiero ostatnio, teraz przeczytałam komentarze i zastanawiam się o czym mowa tak naprawdę, że tyle „magii” w tym sprzątaniu. Poważnie mnie to zaciekawiło, bo tyle pozytywnych opinii przecież musi w sobie mieć coś :)

  • Podoba mi się jej styl, jest fajnie ubrana. Uroczo:)