Darmowe
planery, e-booki...

Podziel się:

Darmowe
planery, e-booki...

Jak kupić bilety na Roland Garros? Kompletny poradnik organizacji wyjazdu + relacja

Wyjazd na Roland Garros był jednym z tenisowych marzeń mojego Partnera. Pomogłam mu to marzenie spełnić, a na miejscu… cóż, połknęłam haczyk wielkości piłeczki tenisowej. :) Oglądanie najlepszych zawodników świata na żywo, spacerowanie między legendarnymi kortami i atmosfera Wielkiego Szlema sprawiają, że jest to znacznie więcej niż zwykły turniej sportowy. Jeśli zastanawiasz się, jak kupić bilety na Roland Garros i samodzielnie zorganizować wyjazd do Paryża, w tym poradniku znajdziesz wszystkie najważniejsze informacje oraz moje doświadczenia z pobytu na miejscu.

Jak kupić bilety na Roland Garros?

Dla większości kibiców to właśnie zakup biletów jest najtrudniejszą częścią organizacji wyjazdu i mogę się pod tym stwierdzeniem podpisać z całym przekonaniem. Wiem, że spora część influencerów jeździ na zaproszenia sponsorskie, ja do nich nie należę, więc to, co opisuję poniżej, jest jak najbardziej dostępne dla każdego śmiertelnika. ;)

Kiedy rozpoczyna się sprzedaż biletów na Roland Garros?

Oficjalny proces kupowania biletów na Rolland Garros zaczyna się na wiele miesięcy przed startem turnieju. Żeby móc kupić bilety na Rolland Garros 2026, musieliśmy do 17 grudnia 2025 zarejestrować się w systemie (założyć konto na rollandgarros.com), żeby wziąć udział w losowaniu. Wygrani mają szansę kupić bilety w pierwszej turze.

Gdzie kupić oficjalne bilety na Roland Garros?

Najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest zakup biletów wyłącznie poprzez oficjalny system sprzedaży organizatora. Nie jest to banał, organizatorzy naprawdę zrobili dobrą robotę, żeby jak najbardziej skomplikować możliwość kupienia biletów „u koników”.

Bilet trzeba mieć w oficjalnej aplikacji Rolland Garros. Oczywiście, można sobie przypisywać bilety i zmieniać nazwisko osoby uprawnionej, ale i można to cofnąć w każdej chwili! Może się okazać, że zapłacimy komuś kilkaset euro za bilet, zobaczymy go w aplikacji, ale nieuczciwy sprzedawca może nam go zabrać w każdym momencie. Ryzyko, którego nie warto podejmować, moim zdaniem.

Jak działa losowanie i sprzedaż biletów?

Tak, jak wspomniałam, żeby móc kupić bilety na Rolland Garros 2026, musieliśmy do 17 grudnia 2025 zarejestrować się w systemie (założyć konto na rollandgarros.com). Wszystkie zarejestrowane osoby brały udział w losowaniu możliwości kupienia kupienia biletów w pierwszej oficjalnej turze.

Jeśli planujesz wyjazd w kolejnych latach, warto już jesienią zapisać się do newslettera Roland Garros i śledzić komunikaty organizatora, ponieważ terminy są ogłaszane z kilkutygodniowym wyprzedzeniem.

Wyniki losowania dostaliśmy mailowo w lutym. Zarejestrowaliśmy się w pięć osób – cztery wygrały losowanie, a tylko ja nie! ;) To nic, każda osoba może kupić 4 bilety na główne korty i aż 15 biletów na outside courts. Osoby wylosowane otrzymywały przydzielone okno czasowe na zakup biletów. U nas był to termin: 18 marca 2026.

WAŻNE! Warto zarezerwować sobie cały dzień na kupowanie biletów w wyznaczonym terminie, ponieważ:

  • od momentu zalogowania do momentu faktycznej możliwości kupienia biletów minęły ok. 5,5 godziny, serio! Zalogowałam się o 9 rano, tura zakupowa ruszała o 10 rano, gdy wybiła 10 okazało się, że faktycznie przede mną jest kolejka na ponad 60 000 osób. Kolejka jest ustawiana losowo, wśród znajomych ktoś był wcześniej, ktoś później. Trzeba pilnować kolejki, bo jak przegapisz swoje okienko zakupowe, albo wyrzuci Cię z kolejki, to czekasz na nowo.
  • Miej wcześniej przygotowane główne założenia, kiedy mniej więcej chcesz jechać (który tydzień), ile biletów kupić, może który stadion i sektory, ale nie przywiązywałabym się do tego mocno. :) Bilety znikają w mgnieniu oka. Trzeba błyskawicznie klikać i podejmować decyzje jak rasowy strzelec w Counter Strike. ;)
  • Na zakup w okienku czasowym masz 30 minut, w tym 15 minut bilety możesz mieć w koszyku, zanim Cię wyrzuci.
  • Pamiętaj, że zawsze możesz spróbować dokupić jakieś bilety w oficjalnej odsprzedaży (piszę o tym niżej). My tak zrobiliśmy – w pierwszej turze kupiliśmy bilety na jeden dzień, pojechaliśmy do Paryża na kilka dni licząc, że uda nam się dokupić bilety, a jesli nie, to pozwiedzać stolicę Francji. :)

Dla tych, którzy nie wiedzą – drabinka turniejowa jest ogłaszana dużo później, niż zakup biletów więc oczywiście, nie wiesz, czyje mecze uda Ci się zobaczyć z biletem, który masz, nawet w pierwszym tygodniu. 

Co to jest oficjalny resale biletów na Rolland Garros?

Po zakończeniu pierwszej tury sprzedaży biletów w okienkach czasowych, po ok. miesiącu rusza oficjalna odsprzedaż biletów (resale) na stronie Rolland Garros czyli możliwość odkupienia biletów, gdy ktoś zdecyduje się je sprzedać. 

Prze sprzedaży tracimy ok. 4 euro opłaty administracyjnej więc nie ma strasznych prowizji. Oczywiście, sam zakup jest już trochę droższy.

WAŻNE! W resale bilety może już kupić każdy, nawet ta osoba, która nie wygrała losowania.

Oficjalny resale zaczął się 22 kwietnia 2026, ale na początku nie udało nam się nic kupić, bo zabrakło nam cierpliwości. Dziś wiem, że kupienie fajnych biletów w resale jest jak najbardziej możliwe, ale trzeba mieć bardzo dużo czasu, energii, zaparcia i dyscypliny w klikaniu.

Resale trwa tak naprawdę potem już cały czas. Niektóre bilety zdobywaliśmy dosłownie w ostatniej chwili, będąc już w Paryżu, klikając jak oszalali w każdej wolnej chwili. To było jakieś absolutne szaleństwo, gdy o tym teraz myślę. Spędziłam przed komputerem i telefonem dziesiątki godzin, próbując dostać bilety. Zaparłam się jak ruski czołg. Dawno nie widziałam u siebie takiej determinacji, cierpliwości i akceptacji w obliczu nieuniknionej frustracji, gdy widzisz to miejsce, ale jak klikasz, to ktoś okazuje się być szybszy. :) Intuicja i szczęście mnie nie zawiodło, jak się okazało. :)

Jakie są rodzaje biletów na Roland Garros?

Bilety Outside Courts

Najtańsza opcja. Pozwala wejść na teren obiektu oraz tzw. korty zewnętrzne, z wyjątkiem trzech głównych stadionów. To świetny wybór dla osób, które chcą zobaczyć wiele meczów i poczuć atmosferę turnieju.

Bilety na kort Philippe-Chatrier

Najbardziej prestiżowy i największy stadion. To tutaj odbywają się najważniejsze mecze turnieju, w tym finały. Bilety są dostępne, co do zasady, w dwóch opcjach (osobno są sprzedawane karnety na finały):

  • sesja dzienna – 3 mecze, z reguły kobiece i męskie singlowe oraz
  • sesja nocna – 1 mecz, tzw. „mecz dnia”, wtedy grają najlepsi tenisiści, z reguły męskie singlowe.

Bilety na kort Suzanne-Lenglen

Drugi co do wielkości stadion. Bardzo często można tu obejrzeć mecze światowej czołówki w bardziej kameralnej atmosferze.

Bilety na kort Simonne-Mathieu

Jeden z najpiękniejszych kortów w całym kompleksie. Otoczony szklarniami i zielenią robi ogromne wrażenie. Dużo meczy singlowych, nie zawsze z top 10 WTA i ATP, ale i tak warto. Świetna atmosfera!

WAŻNE!

Bilety na główne korty dają też automatyczną możliwość wejścia na korty zewnętrzne. Z biletem na kort Phillippe Chartrier możesz też wejść na kort Simone Mathieu, w miarę dostępności miejsc. ()

Ile kosztują bilety na Roland Garros?

Ceny zależą od dnia turnieju, kortu i lokalizacji miejsc, oczywiście. Najtańsze wejściówki można kupić już za kilkanaście euro (bilety outside courts), natomiast miejsca na finały kosztowały kilkaset euro (nie wiem, ile dokładnie, bo nawet na nie nie patrzyliśmy). Poza normalnymi biletami są też wejściówki premium itp., które obejmowały loże, posiłki itp. – te widziałam po ok. 1500 euro.

Przykładowo:

  • bilety outside courts w pierwszej turze sprzedaży kosztowały 15 euro, w resale już ok. 45 euro.
  • bilety na sesję wieczorną na korcie Phillippe Chatrier (trzeci tydzień turnieju) w pierwszej turze sprzedaży kupiliśmy za ok. 90 euro, w resale kosztowały ok. 130-165 euro,
  • bilety dzienne na korty Simone Mathieu i Philippe Chartrier kupowaliśmy za ok. 150-160 euro w resale.

Kiedy najlepiej jechać na Roland Garros?

To zależy, na czym Ci zależy. :) My chcieliśmy zobaczyć Igę. :) Oczywiście, szanse były kompletnie losowe, bo nie wiesz, czy dojdzie do rundy, na którą masz bilety; nie wiesz, na którym korcie ją ustawią i o której godzinie. Niewiele da się przewidzieć. Bardziej kupujesz bilety i zaciskasz kciuki w opór. :)

Sami wybraliśmy trzecią rundę z nadzieją, że będziemy mogli zobaczyć topowe tenisistki i tenisistów i całkiem sporo różnych meczów. To był dobry wybór! Co udało nam się zobaczyć, opisuję za chwilę.

Jak zorganizować wyjazd na Roland Garros?

Nie będę tu pisać oczywistości – takie wyjazd niczym się nie różni od zorganizowania sobie weekendu w Paryżu. Mogę podpowiedzieć tylko kilka kwestii, już z własnego doświadczenia, może będą przydatne:

  • Wybraliśmy lot LOT-em, chociaż były tańsze opcje, ponieważ godziny wylotów były wygodniejsze, bagaż pokładowy rozsądnych wymiarów i dojazd lotniskowy sprawniejszy.
  • NIE POLECAM miejscówki o nazwie Appartement City Arc de Triomphe, którą znależliśmy na Booking w pierwszej kolejności. To czysty scam i oszustwo, przez nich musieliśmy szukać czegoś innego na ostatnią chwilę. Booking uznał reklamację i mam nadzieję, że już ich wywalili z systemu.
  • Dojazd na korty metrem jest dość wygodny, chyba że akurat finał Ligi Mistrzów wygrywa Paris Saint-Germain, albo mecz wieczorny na Phillippe Chartrier kończy się długo po odjeździe ostatniego metra. Wtedy zostają tylko bajońsko drogie taksówki.

Roland Garros - jak to wygląda na miejscu?

  • Niezależnie, jak rodzaj transportu (metro, taksówka, autobus) wybierzesz, w okolicy kortów jest mnóstwo osób z ochrony, policji i organizatorów, którzy wskażą Ci drogę do głównych bram wejściowych na tereny kortów.
  • Kontrole bezpieczeństwa na wejściu (sprawdzają torby/plecaki i jest coś na kształt kontroli osobistej) są szybkie i sprawne, ale warto przyjechać maksymalnie wcześnie, żeby pozwiedzać sam obiekt, zajrzeć na boczne korty (grafik treningów też jest podany w aplikacji).
  • Po wejściu na teren kortów (miasteczka Rolland Garros) możesz już poruszać się swobodnie, ale na trzy główne korty (Philippe Chatrier, Susanne Lenglen i Simone Mathieu) obowiązują dodatkowe bilety (sprawdzane przy wejściach na konkretne korty).
  • Musisz mieć oficjalną aplikację (bo w niej są Twoje bilety), ale i tak warto ją mieć, bo znajdziesz w niej wszystko – mapę, drabinkę meczową, aktualne wyniki, wszystkie informacje organizacyjne, rozkłady treningów, godziny wejścia itp.
  • Poza głównymi kortami są też korty boczne, strefa telebimowa, strefy dziennikarskie, stoiska z piciem i jedzeniem, restauracja (tylko dla gości ze specjalnymi wejściówkami), stoiska sponsorskie, mini-muzeum, oficjalny sklep Rolland Garros i mini stoiska rozrzucone po kortach. Można też poćwiczyć serwis, zrobić sobie tymczasowy tatuaż i pewnie sporo innych rzeczy, których nie zdążyliśmy obejrzeć. ;)
  • Przygotuj się na spędzenie w miasteczku długich godzin – to może być czasami wymagające fizycznie. Można podrzemać na trawce między meczami. :)
  • Przygotuj się ubraniowo. Pierwszego dnia były upały, które są wyjątkowo dokuczliwe na kortach, nakrycie głowy i filtry to niezbędne minimum bezpieczeństwa, Jeśli zostajesz na mecz wieczorny – weź coś cieplejszego koniecznie. Drugiego dnia mojej wizyty było już sporo chłodniej (ok 25 stopni w ciągu dnia), wieczorny mecz skończył się przed pierwszą w nocy. Na szczęście miałam lekki sweter i szal, ale nie pogardziłabym puchówką, na górnych trybunach wiało!

Co warto wiedzieć przed wejściem na Roland Garros?

  • Zabierz bidon/butelke na wodę. Wszędzie są darmowe źródełka z wodą, a przy upałach kolejka bywa dłuższa, niż do wejścia na kort. ;)
  • Ponowne wejście na teren kortów nie jest możliwe, dlatego raczej przygotuj się na kupowanie jedzenia na miejscu. Jest sporo punktów gastronomicznych, kolejki, jeśli są, idą bardzo sprawnie. Raczej to jedzenie w stylu falafele, pieczony kurczak, frytki, zapiekanki czy hotdogi. Można też napić się szampana czy zjeść makaroniki. ;)
  • Warto zabrać dodatkowy powerbank. Jest jakaś opcja odpłatnego ładowania telefonów na miejscu, ale z niej nie korzystaliśmy.
  • Na terenie kortów jest też strefa z telebimem, gdzie pokazują transmisje najważniejszych meczów. Nie wymaga to biletu na stadion, wystarczy ten outside courts.
  • Zawodnicy poruszają się po terenie kortów tak samo, jak kibice. Czasami towarzyszy im ktoś z ochrony. Jest zatem duża szansa, żeby spotkać tenisistę czy tenisistkę tak po prostu, w alejce. Sama wpadłam tak na Mateo Berrettiniego, od którego dosłownie się odbiłam, tak jest duży. ;)

Moja relacja z Roland Garros

Niedaleko wejścia na teren kortów jest Carrefour. Na szczęście, bo w przeddzień połamałam i podczas próby naprawy zalałam klejem swoje ulubione okulary przeciwsłoneczne, kupone w toskańskim lumpeksie. Teraz mam nowe, francuskie. ;)

Przydały się bardzo, bo pierwszy dzień na kortach Rolland Garros (w sumie spędziliśmy tam dwa dni – 30 i 31 maja 2026) powitał nas niewiarygodnym wręcz upałem. Zdarzyło mi się wyjść z kortu na całego seta, żeby się napić czegoś zimnego i zejść do cienia – tak było ciepło. Ale po kolei…

Pierwszy kort boczny i pierwsza niespodzianka – trening Magdy Linette (wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, że grafik treningów na bocznych kortach można znaleźć w aplikacji). Kort był prawie pusty, chcieliśmy coś krzyknąć, poprosić o zdjęcie czy autograf, ale głupio nam było przerywać cudzą pracę.

Ja i Magda Linette. ;))

Bardzo chcieliśmy trochę pozwiedzać teren, ale w sumie nie było wiele czasu. Pierwszego dnia mieliśmy (ja i mój chłopak) kupione bilety na całodzienną sesję na korcie Simone Mathieu. Fart niesamowity, bo właśnie wtedy swój szlak do finału przecierała Maja Chwalińska! Na jej meczu z Marią Sakkari zostawiłam serce i głos. ;) 

Na początku siedziałam pośrodku trybun, ale ponieważ nie było zbyt wiele osób, to szybko przeniosłam się do mojego chłopaka, który miał bilet na dole, przy samych ręcznikach. :)

Po meczu, trochę przez przypadek, stanęliśmy w miejscu, którędy z kortu wychodzili zawodnicy. Wychodziła też oszołomiona Maja Chwalińska. ♡ Dosłownie oszołomiona, bo gdy dawała autograf, to miałam wrażenie, że nie do końca dociera do niej to, że gratulujemy i dziękujemy. ;)

Tego dnia na korcie Simone Mathieu były jeszcze dwa mecze – w tym niesamowite, pięciosetowe (w tym dwa tie breaki) starcie Berrettiniego z Comesaną. W pełnym słońcu, w temperaturze grubo ponad 30 stopni grali przez ponad 5 godzin! Kort pełen, atmosfera przegenialna, doping równo dla obu panów, jakby kibice sprawiedliwie postanowili obdzielić obu graczy. :) 15-13 wygrywa w finalnym tie breaku Berrettini, a gracze ściskają się na środku w podziękowaniu za niezwykły i zacięty mecz. Piękne to było. :)

Ostatni pojedynek tego dnia to starcie Madison Keys z młodziutką Victorią Mboko, która prowadzi teraz były trener Igi Świątek – Wim Fisette.

Matteo Berrettini po wygranym meczu.

Keys vs Mboko.

W międzyczasie zwiedzamy teren kortów, co oznacza bardziej, że biegamy to tu, to tam, oglądając wszystko, wszystkich i co chwilę napełniając bidon z wodą. :) Przyznaję, że mało zrobiłam zdjęć. Chłonęłam atmosferę – jakkolwiek patetycznie to brzmi, to tak właśnie było. Wyjątek zrobiłam dla rollandowych plakatów. Tuż przy wejściu do oficjalnego sklepu wisiała galeria plakatów. 

Plakaty Roland Garros - gdzie sport łączy się ze sztuką

Od ponad 45 lat organizatorzy traktują oficjalny plakat turnieju jak dzieło sztuki, a nie reklamę sportową. W 1980 roku grupa artystów i marszandów sztuki zaproponowała ówczesnemu prezesowi Francuskiej Federacji Tenisowej, Philippe Chatrier, stworzenie corocznego plakatu przygotowywanego przez uznanego artystę. Pomysł był dość odważny: zamiast zamawiać projekt agencji reklamowej, postanowiono co roku oddawać pełną swobodę twórczą jednemu artyście. Tak powstał pierwszy oficjalny plakat Roland Garros autorstwa włoskiego malarza Valerio Adami.

Roland Garros jest jedynym turniejem Wielkiego Szlema, który tak konsekwentnie łączy sport ze sztuką współczesną. Każdego roku zapraszany jest inny twórca, który interpretuje turniej po swojemu. Nie ma obowiązku przedstawiania tenisisty, kortu czy rakiety. Niektóre plakaty są bardzo dosłowne, inne całkowicie abstrakcyjne. Miałam zamiar kupić sobie tegoroczny plakat na pamiątkę, ale wyjątkowo mi nie odpowiada estetycznie (to ten na początku relacji).

Na kortach zostaliśmy do późnego wieczora. Nasza ekipa była rozproszona – my na korcie Simone Mathieu, reszta na Philippe Chartrier i Suzanne Lenglen, gdzie też były super mecze – Jovic z Osaką, Sabalenki z Kasatkiną czy Gauff z Potapovą.

Gdy oglądasz mecze w telewizji, widać wiele rzeczy, których nie widzisz na żywo na korcie – zbliżenia zagrań, zawodników czy innych szczegółów. Na korcie widać za to zupełnie coś innego.

Widać zawodników, którzy są ludźmi. Ich zmagania i wysiłek. Ich emocje. Gdy wkurzona na maksa, po nieudanym zagraniu, Maja Chwalińska podchodziła po ręcznik, a my siedzieliśmy tuż obok, to nie wiedziałam, co ze sobą robić. ;) Głupio strasznie się gapić, tym bardziej robić zdjęcie!

To, czego jeszcze nie widać w telewizji, to organizacji i ogromnego wysiłku mnóstwa osób, w tym przede wszystkim ball boys i ball girls! Jakie te dzieciaki są zdyscyplinowane, wytrzymałe, zaangażowane, dbające o siebie nawzajem, to coś pięknego! Obok mnie, na korcie Simone Mathieu, siedział chłopak z obsługi, robiąc różne wykresy i notatki. Gdy go zagadałam, okazało się, że są to analizy pracy właśnie dzieciaków podających piłki, schematy pilnujące ich wychodzenia na kort – żeby była właściwa rotacja, nikt nie był w upale zbyt długo itp.

Ważnym elementem było też dbanie o sam kort, który ekipa nawadniała i zamiatała w trakcie przerw. Czasami nawadniając też kibiców! W trakcie wieczornego meczu Keys z Mboko siedzieliśmy tuż obok wyjścia dla ekipy, która ewidentnie oglądała finał Ligi Mistrzów (PSE vs. Arsenal), bo co chwilę słychać było jęki zawodu lub wybuchy radości. Gdy Paris Saint Germain wygrało, Paryż oszalał.

Oszalał na tyle, że nie mogliśmy wrócić do hotelu. Drogi były zablokowane, wejście do metra graniczyło z cudem, tysiące kibiców wyległo na ulice w ekstazie radości. Race, fajerwerki, parady motocyklowe, dziesiątki uzbrojonych po zęby policjantów i my w samym środku. :)

Przyznaję, że sama nie czułam szczególnego zagrożenia, raczej radość tysięcy ludzi, ale moja ekipa nie podzielała mojego entuzjazmu. Wejście do metra było niemożliwe, wezwanie taksówki było niemożliwe, na piechotę za daleko, postanowiliśmy przeczekać najgorsze zamieszanie w jednej z knajpek, która okazała się pysznym, włoskim wyborem. Po ponad dwóch godzinach zamówiliśmy taksówkę, ale o jej cenie postanowiliśmy wspólnie już nigdy nie wspominać. ;)

Drugiego dnia liczyło się jedno. Czekaliśmy na to potwierdzenie i nie mogliśmy uwierzyć we własne szczęście. Wszyscy mieliśmy bilety na 31 maja 2026, na sesję dzienną na korcie centralnym Philippe Chatrier, gdzie w swoje urodziny miała grać Iga Świątek z Marią Kostyuk. ♡

Byliśmy przygotowani. ;)

Team Igi.

Sam mecz nie potoczył się tak, jakbyśmy wszyscy sobie wymarzyli, ale to nic. Igę kochamy zawsze, bez względu na wynik ♡, a atmosfera kortu była czymś niesamowitym, samym w sobie. Przyznaję, że trochę nie mogłam uwierzyć, że to się udało – po całym stresie związanym z kupowaniem biletów, po tych wszystkich przygotowaniach, wreszcie  byliśmy tu naprawdę.

„Zwycięstwo należy do najbardziej wytrwałych.”

Cytat przypisuje się Rolandowi Garrosowi – pionierowi lotnictwa, od którego nazwiska pochodzi nazwa turnieju. Według francuskich źródeł umieszczał on tę maksymę na swoich samolotach podczas I wojny światowej.

Pozostałe dwa mecze w sesji dziennej widzieliśmy we fragmentach, bo bardzo chcieliśmy pozwiedzać teren kortów. Zobaczyć słynną rzeźbę Nadala, obejrzeć mini muzeum, coś zjeść. 

Wiesz, że kiedyś piłeczki tenisowe były białe?

Zmiana nastąpiła pod koniec lat 60. XX wieku, gdy transmisje telewizyjne stały się powszechne. Na czarno-białych i pierwszych kolorowych telewizorach biała piłka często zlewała się z białymi liniami kortu, jasnymi strojami zawodników (wtedy niemal wszyscy grali na biało) i odbiciami światła. International Tennis Federation zaczęła testować bardziej widoczne kolory. Okazało się, że jaskrawy odcień żółto-zielony (tzw. „optic yellow”) jest najlepiej widoczny zarówno dla widzów, jak i kamer telewizyjnych. W 1972 ITF oficjalnie zatwierdziła kolor „optic yellow” jako dopuszczalny do gry. W kolejnych latach większość profesjonalnych turniejów przeszła na żółte piłki. Konserwatywny Wimbledon opierał się przez 14 lat, ale i oni w końcu dokonali zmiany.

Ostatnim punktem naszej wizyty na Rolland Garros był wieczorny mecz Caspera Ruuda z Joao Fonsecą. Cztery godziny i cztery sety pięknego widowiska.

Pisałam już o tym, czego nie widać w telewizji, teraz będzie o tym, czego… nie słychać. :) A w każdym razie nie słychać tak wyraźnie. Szczególnie na mniejszych kortach, jak Simone Mathieu czy Suzanne Lenglen dystans między zawodnikami i kibicami jest niewielki. Doskonale słychać głośniejsze okrzyki, komentarze czy hałas, jaki towarzyszy zajmowaniu miejsc. lepiej rozumiem już, dlaczego w trakcie gemów nie można łazić po trybunach czy gadać przy serwisach. Łatwo też krzyknąć coś do swojego ulubionego zawodnika czy zobaczyć, jakich okrzyków nie lubi… Jestem przekonana (choć to nadal moje subiektywne odczucie), że Maja Chwalińska nie reagowała dobrze na okrzyki kojarzone z Igą (np. „jazdaaa”), ani na dawanie otuchy po straconych punktach. Cieszyła się i wręcz prosiła o doping szczególnie po tych wygranych. Widać było, jak ją to niesie.

Moja mama, która ogląda turniej w telewizji, zapytała mnie, o co chodziło z tym „Paparapaparara. Ale!” Hasłem było „paparapaparara”, a odzewem „Ale!” – wykrzyczane przez tłum. Sami musieliśmy to sobie wyguglować. ;) Okazuje się, że nie chodzi tu o francuskie „ale”, ale o hiszpańskie „ole”. Kogo temat interesuje, łatwo znajdziecie filmik na YT, gdzie to tłumaczą.

Na meczu Ruuda z Fonsecą nie zabrało tych okrzyków i miliona innych. Kibice brazylijscy ustępują tylko polskim pod względem przyśpiewek, barw i żywiołowości kibicowania. :) Tak się złożyło, że trafiłam do mocno brazylijskiego sektora, co mi nie przeszkadzało, bo kibicowałam Fonsece z przyjemnością. :)

Mieliśmy wszyscy bilety w różnych sektorach więc częścią zabawy było łapanie się nawzajem na zdjęciach. ;)

Sama miałam niezłą miejscówkę, z której widziałam przepiękny zachód słońca nad kortem Phillipe Chatrier w Paryżu, gdy moja przygoda z Rolland Garros dobiegała końca.

To była fantastyczna przygoda, za która jestem wdzięczna mojemu Partnerowi, całej naszej ekipie i sobie, bo bez naszego wspólnego zaparcia i zaangażowania nic by się nie udało. ♡

Jak pisałam wcześniej, haczyk wielkości piłeczki tenisowej został połknięty i już myślimy, gdzie by tu pojechać za rok… Na Wimbledon nie jestem gotowa psychicznie, żeby przejść kolejny raz podobnie wyczerpujący proces kupowania biletów, ale już mniejsze turnieje typu Rzym czy Madryt, są jak najbardziej w zasięgu.

Pewnie jest jeszcze mnóstwo rzeczy, o których nie napisałam. Jeśli masz pytania, dawaj śmiało!

Sprawdź Także

Powiadomienia
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy