Darmowe
planery, e-booki...

Podziel się:

Darmowe
planery, e-booki...

Wiosenna kompletność 2026

Trzy miesiące temu napisałam, że bardzo tęsknię za wiosną, za lżejszym powietrzem, za pąkami magnolii w Przystani.

Przyszły.
Zaczęła się wiosna.
W całej pełni.

Razem z magnolią przyszedł czas na wiosenne porządki i pielęgnowanie wewnętrznej zgody na to, że nie wszystko da się zrobić i posprzątać. I nieidealnie też jest bardzo w porządku. To dotyczy również minimalizmu, o czym napisałam cały tekst Nieidealny minimalizm w praktyce.

W Przystani wiosenne porządki to głównie koszenie, cięcie, rąbanie, mycie i malowanie, ale nie uniknę też poważniejszych napraw. Pompa do wody szwankuje, dach domaga się naprawy, a drzewa cięcia. Cóż, tak to jest. Rzeczy wymagają energii, czasu i pieniędzy.

Po wstępnym ogarnięciu przyszedł czas na otwarcie sezonu i celebrowanie każdej wolnej i wystarczająco ciepłej chwili. :) W tym roku chcielibyśmy bardzo nacieszyć się Przystanią. W zeszłym wzięłam na siebie zbyt dużo zawodowych zobowiązań i pierwszy raz pojawiłam się w Przystani… we wrześniu.

Nowe palenisko, kiełbaski, mokra banda dzieciaków, trzy psy, cynamonki, uczenie się węzłów (mamy w gronie trzech żeglarzy) i trochę za dużo dźwięków, to przepis na idealne otwarcie sezonu. :) Skończyło się skakaniem przez ognisko, co zawsze w wyobraźni wygląda bardziej imponująco, niż na zdjęciu. :)

Znajdź bielszy odcień bieli… :)

Z perspektywy wody świat wygląda inaczej.

Tak samo z perspektywy hamaka. :)

Co prawda nie zawsze w hamaku, ale tej wiosny czytałam dużo. Starałam się robić zdjęcia wszystkim przeczytanym tytułom, ale na bank coś pominęłam. Jeśli masz do polecenia coś, co Cię ostatnio zachwyciło, daj koniecznie znać! Będę szukać w bibliotece. :)

Teraz już rozumiem, dlaczego właśnie tę książkę Barack Obama zabrał na wakacje. ;)

To nie licząc lektur do pracy, oczywiście, bo dokształcanie się jest niezwykle dla mnie ważne. Zawodowo również była to wiosna pełna wszystkiego. Głównie faktur i rozliczeń. ;) Ta część biznesu akurat najmniej mnie interesuje, ale excel się musi zgadzać, ksef aktualizować, a podatki płacić.

Wiosną udało mi dopiąć kilka fajnych projektów.  Skończyłam dwie noworoczne edycje kursów MBSR i rozpoczęłam dwie nowe. Zrobiłam super fajny weekendowy warsztat MBSR Re:Start dla Absolwentów i Absolwentek moich kursów. Wypuściłam nowy pakiet medytacji Moc uważnego współczucia, razem z ebookiem. Skończyłam wiosenną, a zaczęłam letnią grupę medytacyjną, która poświęcona jest kreatywności, twórczości i pracy z wewnętrznym krytykiem, do której wciąż można dołączyć. Udzieliłam kilku ciekawych wywiadów, z których jeden niedługo ukaże się w PANI.

Z blogowo-internetowo niepowiązanych biznesów – udało mi się zamknąć kolejną inwestycję mieszkaniową, a marka Perla di Gelato, w której jestem wspólniczką, wygrała Mistrzostwa Polski na Lody Rzemieślnicze. Oficjalnie robimy najlepsze rzemieślnicze lody w Polsce! Aby nie być gołosłowną, oto puchar. :)

Na blogu napisałam też osobisty tekst o tym, jak u mnie wyglądała zmiana kariery po 40-tce i jak do tego tematu podchodzę.

Tekst o pracy był jednym z kilku wpisów, które napisałam trochę „na zamówienie”. Bardzo potrzebowałam świeżości na blogu, czułam, że się zastałam, zamknęłam. Poprosiłam o pomoc Czytelniczki i Czytelników w newletterze i… coś się we mnie odblokowało. Napisałam kilka tekstów (w tym Bycie w związku a bycie samemu oraz o tym, Dlaczego nie pokazuję prywatnego życia) i to na pewno nie koniec, kolejne tematy czekają. Najbardziej kusi mnie tekst o AI i może coś o związkach…

Poza pracowo-domową codziennością, był to czas podróży małych i dużych. W poszukiwaniu artystycznych inspiracji odwiedziłam targi japońskie, wystawy w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (Kwestia kobieca 1550-2025 i Miasto kobiet), ale i byłam w Muzeum Narodowym na wystawie Olgi Boznańskiej, zwiedzając przy okazji wystawy stałe. Cześć tych eskapad opisałam w tekście O kobiecości, emocjach i uważnym patrzeniu.

W kwietniu zdobylismy też kolejne szczyty do Korony Gór Polski – tym razem Skrzyczne i Czupel. Góry wiosną są zdradliwe, wiadomo. Częściowo wchodziliśmy i schodziliśmy po śniegu. :) Kosztowały mnie też frycowe, na zejściu zgubiłam swoją naulubieńszą błękitną kaszmirową czapkę. :/

A jeśli kiedykolwiek traficie do Goczałkowic-Zdrój, koniecznie jedźcie do Koguta i kurki. Nie zapomnijcie zamówić ich kultowego dania, jakim są czarne uszka z bryndzą i jarmużem, konfiturą z czerwonej cebuli i śmietaną czosnkową. Nawet, jak ich nie ma w karcie, to są. Wtajemniczeni pytają. ;)

Do Koguta i kurki trafiłam wiele lat temu, przy okazji mojej współpracy z Piumo i autorskiej kolekcji szali (ktoś może pamięta?). To mnie wprowadza w nostalgiczny nastrój, z którego trudniej się wydostać, gdy uświadomię sobie, że świętujemy czterdziestkę mojego młodszego brata, a moja bratanica jest już dorosła. :) Tylko zamek w moim rodzinnym Malborku jak stał, tak stoi. ;)

Był też szybki wypad do Poznania.

I Paryża!

Wyjazd na tenisowy turniej Rolland Garros był marzeniem mojego Partnera. Gdy w zeszłym roku zarejestrowaliśmy się w systemie do losowania biletów, nie sądziliśmy, że to się uda zorganizować. Myślę, jak w paru zdaniach opisać ten wyjazd i nie jestem w stanie!

Spędziliśmy na kortach dwa dni. Zobaczyliśmy ogrom fantastycznych meczy i wróciliśmy z połkniętym haczykiem wielkości piłeczki tenisowej. ;) To z pewnością nie jest ostatni turniej, na jaki pojedziemy. :)

Jeśli chodzi o Rollanda, to zostawiam dziś kilka zdjęć z opisami, ale czuję, że opisanie całości wymagałoby osobnego, baaardzo długiego wpisu. Jeśli jest to coś, co Was interesuje, dajcie znać. :) Jak pojawi się więcej, niż 20 osób zainteresowanych, to siądę do pisania. :)

Magda Linette na treningu. I my, zbyt nieśmiali jeszcze, żeby poprosić o autograf czy wspólne zdjęcie. :)

Podobnego błędu nie popełnia się dwa razy. ;)
Na meczu Mai Chwalińskiej z Marią Sakkari oddałam całe serce i głos. Nie wiem, jak to się stało, ale kupiliśmy bilety na dole, przy samym boisku. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że kilka dni później Maja zagra w finale! Ale autograf zdobyty! :)

Oficjalny plakat Rolland Garros 2026.

W ostatniej chwili dowiedzieliśmy się, że w swoje urodziny, na korcie Philippe Chatrier, zagra Iga. A my mamy bilety akurat na ten dzień, na tę sesję i na ten kort! Wypisywałam tę flagę cały poranek. ;)

Jest i Iga!

A to ja, biegająca wokół jak podekscytowana mysz. ;)

Chyba wystarczy tego tenisowego spamu. :) Na koniec ujęcie kortu głównego wieczorem. Mecz Caspera Ruuda z Joao Fonseca.
Papapaparrarara… Ole!

***
Ostatnia część tego tekstu to mój ulubiony rodzaj zdjęć. Zrobione tu i tam. Bez planu. Bez zamiaru. Takie, że czasami coś mnie zachwyci, czasami coś się uchwyci. :)

Tiramisu się robi, szarlotka już zrobiona, a taką podłogę bardzo, bardzo chciałabym mieć kiedyś w swoim domu.

A poniżej moje najulubieńsze okulary. Wypatrzone i kupione kilka lat temu w toskańskim lumpeksie. Niestety, połamane podczas wyjazdu do Paryża. :(

Trafiłam ostatnio przez przypadek. :) Oglądaliście?

Zanim się obejrzałam, czerwiec się już rozhulał na dobre. Czas na truskawki, arbuzy, moje urodziny i japonki. :) Zapraszam lato!

Sprawdź Także

Powiadomienia
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy
Inline Feedbacks
View all comments