Weekend w Wiedniu. Monumentalny i niespieszny

Jak prosto i efektownie łączyć ubrania w zestawy?

20 października 2022
godz. 20:00​​ | online

Podziel się:

Jak prosto i efektownie łączyć ubrania w zestawy?

Pomysł na weekend w Wiedniu akurat, był spontaniczny. Jeszcze w czerwcu, razem z przyjaciółką, zarezerwowałyśmy sobie z kalendarzach jeden sierpniowy weekend na babski wypad. Początkowo miał być to wyjazd do Amsterdamu, potem może Kopenhagi, ale ceny w tych miastach, zwłaszcza noclegów, okazały się… przytłaczająco wysokie. Aż pewnego dnia pojawił się pomysł na Wiedeń. Weekend w Wiedniu nigdy nie był na szczycie moich podróżniczych marzeń, ale obie potrzebowałyśmy oddechu i zmiany otoczenia.

Pojechałyśmy bez żadnego większego planu, bez przygotowania listy atrakcji, co dla nas obu jest dość niezwykłe. :) Chciałyśmy niespiesznego wypadu, bez żadnego „muszę” czy „trzeba”. Nie planowałam nawet żadnego wpisu na ten temat. Chciałam wakacji, przyjemności i czystego slow life czy może raczej slow travel. :)

Ponieważ jednak zrobiłam trochę zdjęć i odkryłyśmy kilka naprawdę ciekawych miejsc, postanowiłam wrzucić to na bloga. Może komuś się przyda moja chaotyczna fotorelacja. :)

 

 

Pierwszy spacer, jeszcze z walizkami.

 

Przyleciałyśmy do Wiednia w piątek z samego rana, a przywitał nas nieziemski upał. Licząc na trochę ochłody wśród zieleni, pojechałyśmy do pałacu Schönbrunn. Niestety, ogrody w stylu francuskim nie dały szczególnego wytchnienia w upale, a wizyta w Oranżerii okazała się… nieco rozczarowująca, ale za to palmiarnia zrobiła na mnie wrażenie.

 

 

Secesyjna palmiarnia na terenie ogrodów Schönbrunn.
Jedna z największych w Europie.

 

Nareszcie trochę cienia.

 

 

Oto wnętrza Oranżerii. Spodziewałam się czegoś innego. :)
Cóż, oczekiwania to rozczarowania. :)

 

 

Jeszcze trochę kojącej zieleni w palmiarni.

 

Większość wyjazdu upłynęła nam na szwędaniu się ulicami Wiednia. Oczywiście, widziałyśmy Belweder, Operę Wiedeńską, pałac Hofburg czy katedrę św. Szczepana. Są piękne, ale na mnie największe wrażenie zrobiły wiedeńskie kamienice. Nie mogłam pozbyć się myśli, że tak mogłaby wyglądać Warszawa, gdyby nie wojna. Poza tym, kamienice w Wiedniu, przynajmniej z zewnątrz, są cudownie odrestaurowane i zadbane.

 

 

Zachwycający kontrast.

 

I jeszcze jeden.

 

 

Przerwa na Prater i lecimy oglądać dalej kamienice. :)

 

 

Słowo, które najlepiej oddaje klimat Wiednia to „monumentalny”. Cesarskie wpływy widać na każdym kroku. Gdy byłam mała, namiętnie oglądałam filmy o Sissi z pamiętną rolą Romy Schneider. :)

 

 

Obowiązkowe, pod operą, z tarasu muzeum Albertina Modern.
Marzy mi się, żeby móc posłuchać noworocznego koncertu na żywo.

 

 

 

W trakcie spacerów widziałam sporo sklepików ze starociami, a w każdą sobotę na Naschmarkt jest targ staroci pełną gębą. Tylko ceny nie za niskie, takie. :)

 

 

Cafe Central to kultowa kawiarnia. Chociaż musiałyśmy odstać swoje w kolejce, to lubię odwiedzić takie miejsce i wyrobić sobie swoją opinię. Monumentalne wnętrze i fatalna kawa. Serio, śniadaniowa w hotelu była lepsza. :)

 

Za to tutaj, w kawiarni w palmiarni piłam najlepszą kawę w Wiedniu. To park tuż za muzeum Albertina, w pobliżu Opery Wiedeńskiej.

 

Dosłownie kawałek dalej jest tzw. MuseumsQuartier czyli Dzielnica Muzeów. Tym razem postanowiłyśmy odwiedzić mumok – muzem sztuki nowoczesnej i współczesnej. Poniżej kilka prac, które szczególnie przykuły moją uwagę.

 

 

Tytuł instalacji z czerwonymi ludzikami to „nieświadomość”. Inspirujące.

 

Wiem, że zdjęcia prac tracą bez stosownych opisów i kontekstu, ale za to można poszaleć z wyobraźnią.

 

 

Na koniec (brawa dla wytrwałych!) zostawiłam najbardziej inspirujące miejsce w Wiedniu, moim zdaniem, oczywiście. To KunstHausWien, muzeum zaprojektowane przez austriackiego artystę Friedensreicha Hundertwassera i wypełnione jego pracami. Co za niezwykła postać!

Żył i tworzył w latach 1928-2000, ale jego idee bardziej pasują do współczesnych czasów, a nawet je wyprzedzają. Jego wizja sztuki działającej na rzecz ochrony środowiska naturalnego jest poruszająca. Fascynowała go forma spirali, linie proste uważał za obrazę dla Boga i naturalnego porządku. Twierdził, że równe podłoże to grunt dobry do poruszania się maszyn, nie człowieka, dlatego podłogi w jego muzeum mają pofalowaną formę. Po śmierci, zgodnie z testamentem, został pochowany nago i bez trumny pod drzewem na terenie jego posiadłości w Nowej Zelandii. Chciał po śmierci wrócić do natury i stać się jej częścią.

 

 

 

Na koniec, jeśli chodzi o jedzeniowe miejscówki, to korzystałyśmy obficie z wpisów na blogu Madame Edith i kierowałyśmy się opiniami w Google. Bez wtopy. :) Nocowałyśmy w hotelu Trzy Korony – bardzo przyzwoite miejsce. Świetne hotelowe śniadania i niezła lokalizacja (tuż przy Naschmarkt), ale minusem był brak dobrej klimatyzacji. Leciałyśmy LOT-em, mają fajne połączenie z wylotem z Warszawy w piątek z samego rana i powrotem w niedzielę wieczorem.

 

Gdybyś mogła/mógł wybrać JEDNO MIEJSCE, do którego chciałabyś/chciałbyś teraz polecieć, to gdzie by to było?

Sprawdź Także

5 4 votes
Article Rating
Powiadomienia
Powiadom o
guest
37 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Marta

Dziękuję za tę relację! Z krótkiego pobytu w Wiedniu sprzed kilku lat mam kilkaset zdjęć… wlaśnie kamienic, którymi byłam oczarowana podobnie jak Wy.

Aleksandra

dzięki za relację! bilety do opery wiedeńskiej (co prawda nie na koncert noworoczny) dostałam swego czasu w prezencie ślubnym od mojego szefa :) nie jestem wcale wielką fanką opery, ale bardzo lubię Wiedeń więc ten nieco szalony prezent (bilety na konkretną datę!) został spożytkowany. Zdradził mi też, że po operze bywalcy często idą jeszcze do okolicznego „kiosku” gdzie można kupić kiełbaski i piwo (bardzo dobre) i faktycznie tak było – widok ludzi w garniturach, długich sukniach czy futrach stojących w kolejce do kiosku/budki był dość niezapomniany.

Natasza

Piękna wyprawa, stroje i wnętrza. Też lubię Wiedeń i całą Dolną Austrię? Za co?
Za przepiękną wersję niemieckiego, dla mnie całkowita nirwana.
Za umiejętność absorbowania do swojej kultury obcych wpływów (węgierskich, żydowskich, tureckich) i wypuszczenie tego w świat z logo C.K. jako zachwycający produkt, który ma oczarować i odurzyć pół Europy.
Za umiejętność łączenia tego, co do bólu klasyczne i wręcz „słitaśne i cacane” – niestety tylko te określenia przychodzą mi do głowy, z tym co dekadenckie, buntownicze, intrygujące.

Z jedną opinią się nie zgadzam… Tak, Warszawa by wyglądała jak dzisiejszy Wiedeń … gdyby nie zabory, nie ostatnia wojna. Wiedeń jako metropolia bezlitośnie łupił podporządkowane prowincje, brak inwestycji i ucisk fiskalny był przyczyną słynnej nędzy galicyjskiej. Bo Galicja przed zaborami miała się gospodarczo całkiem nieźle. Inne krainy były wyzyskiwane. Do tego jeszcze mistrzowska wręcz umiejętność mieszania we wszystkich „wieloetnicznych kotłach”.

Monika

Ojej… A to Warszawa była w zaborze austriackim??? W Galicji? Tak serio, to Warszawa nigdy nie wyglądałaby jak Wiedeń. Wiedeń, który podziwiamy to XVIII i XIX wiek. Warszawa w XIX w. rozwijała się w stylu wpływów rosyjskich. Tyle w temacie. Za to Kraków mógłby wyglądać jak Wiedeń. to pewnego stopnia wygląda, tylko faktycznie był nieco niedoinwestowany… ;)

Natasza

Rozumiem, mi jednak myśli pobiegły nie w estetycznym, a historycznym czy politycznym kierunku. Ostatnio karmię się czymś takim: „Leksykon idei wędrownych na słowiańskich Bałkanach: XVIII-XXI wiek”, zbiorowa praca naukowa Instytutu Slawistyki PAN, więc na Austrię patrzę jako na imperium Habsburgów.

Natasza

Akurat nie napisałam. że Warszawa jest w Galicji, ani nie miałam na myśli roztrząsania stylu, w jakim ją rozbudowywano , a jedynie jej możliwości rozwoju, jako miasta, które zostało zdegradowane z poziomu stolicy sporego państwa, do roli stolicy guberni, prowincji.

Bo metropolie rozbudowywały podbite stolice, tak aby było wygodnie oddelegowanym urzędnikom albo żeby inwestycja się zwróciła. Stąd car kazał stawiać w Warszawie cerkwie, żeby żony gubernatorów miały się gdzie pomodlić.

W podobnym kierunku pod rządami Habsburgów zmierzał XIX wieczny Kraków czy przyłączone na mocy traktatu berlińskiego Sarajewo. Zwłaszcza na Bałkanach było widać kolonialne rządy, nowoczesne kamienice, tramwaje i parki dla austrowęgierskiej administracji, szkoły przygotowujące miejscowych do roli dobrych obywateli ewentualnie c,k. urzędników. Drogi z imponującymi tunelami drążonymi w skałach, które miały zaprowadzić niebawem austriacką armię w rytmie „eins, zwei” aż do Salonik.

Jeśli natomiast szukacie miasta podobnego do Wiednia to od razu kojarzy mi się Cieszyn, z polską częścią w kremowo-pałacowym wydaniu oraz czeską, bardziej „szorstką”, biznesową, z dworcem i starymi fabrykami.

Sylwia

Kraków nie mógłby wyglądać jak Wiedeń ponieważ, nie był stolicą zaboru austriackiego, tylko Lwów ! Dziś miasto (niestety) ukraińskie. To w Lwów były kierowane wszelkie inwestycje z Galicji, nie w Kraków ! Dlatego Lwów był pięknym secesyjnym miastem. Dziś skrupulatnie niszczony przez Ukraińców. Kraków przy Lwowie to była mieścinka. Lwów był naszą dumą małopolski i ta dewiza „Leopolis Semeper Fidelis Tibi Poloniae”.

Natasza

Masz rację, stolicą Galicji i Lodomerii był Lwów, miasto nieco większe od Krakowa, o genialnym położeniu na szlakach handlowych. Stąd jego prężność i powodzenie finansowe. Lwów miał 115 tysięcy mieszkańców, Kraków 91 tyś. Kraków formalnie do Galicji i Lodomerii nie należał, najpierw był stolicą Rzeczypospolitej Krakowskiej, później Wielkiego Księstwa Krakowskiego inkorporowanego przez Austrię. Lwowa niestety nie widziałam, najpierw nie mogła się zebrać ekipa, później wybuchła wojna, a był w planach. Z tego co słyszałam jest to piękne miasto zapuszczone i zaniedbane do granic możliwości. Najpierw ZSRR karał ich za OUN i UPA, a dziś Ukraina nie ma pieniędzy. Nie będę wnikać czyje jest, kiedyś było polsko-żydowskie, dla współczesnych Ukraincow jest takim symbolem wolności i oporu, jak dla nas Gdańsk i Stocznia Gdańska.

Natasza

Ukraincy nie mogą niszczyć Lwowa, ponieważ dla wielu z nich to jest ich ojczyzna. Były dwie Ukrainy, austriacka i carska. Nawet nie powiem, że to był naród podzielony przez zaborcow, bo każda część miała inne pochodzenie genetyczne, historię, dialekt, religie, kulturę, sąsiadów miedzy którymi żyli w jednej miejscowości. Nawet strzelali wzajemnie do siebie częściej niż Polacy. Przedwojennego Lwowa nie da się odtworzyć.

Sylwia

Lwów absolutnie nie jest dla Ukraińców symbolem walki i oporu. Przecież to Polacy bronili Lwowa przed Ukraińcami w latach 1918-1919 tzw. Orlęta Lwowskie. Ukraińcy otrzymali Lwów od Stalina w prezencie po II W.S, tak jak Zakarpacie zabrane Węgrom. Więc nigdy tego miasta nie bronili jako swojego, bo zasiedli to miasto po Polakach. Ukraińcy niszczą Lwów, bo wszystko co tam jest, jest postpolskie, a Ukraińcy z Zachodu nienawidzą Polaków. Ukraina dla Rosji nigdy nie była państwem, tylko krainą geograficzną. Ukraińcy to naród stworzony przez Austriaków w połowie XlX wieku w opozycji do Polaków. Wykorzystano dobrze znany schemat Chłop kontra Pan. Rosjanie nigdy nie karali Ukraińców za OUN/UPA, bo dla Rosjan Ukraińcy to Mało-Rusini. l dlaczego niby mieliby karać? Przecież UPA mordowało Polaków a nie Rusinów ? Lwów to piękne miasto budowane zgodnie z genialna koncepcją lwowski (polskich !) architektów miasta-ogrodu.

Natasza

Nie wierzę w dobre i złe narody.

Anna

W tym roku tyle podróżowałam, że najchętniej znalazłabym się w jakimś małym domku z widokiem na morze z dala od ludzi, ale fajnie też pomieszkać u siebie w domu;). W Kopenhadze byłam miesiąc temu i byłam zszokowana tłumem i brudem (!).

Barbara

Super! Byłam kilka razy ale w Palmiarni nigdy. Koniecznie muszę to nadrobić. Twoje zdjęcia pokazują, że jest tam jak w bajce :)

Kasia

Fajny wpis – przede wszystkim zachęca do weekendowego wypadu:)! Wiedeń mam na liście marzeń. A Hundertwasser chybaby się polubił z Gaudim;)

Martyna

Obawiam się, że tak nigdy by Warszawa nie wyglądała. Ani żadne polskie miasto. Brakuje przecież talerzy telewizyjnych na elewacji :D

Marta

I billboardów z Fundacji Kornice 😭

Natasza

Nie rozumiem, jak można tak straszyć naród, a zwłaszcza dzieci

ANIA

Wspaniała relacja! Piękne zdjęcia. Uwielbiam Wiedeń i bardzo chciałabym tam mieszkać. To niesamowite, jak każdy inaczej widzi to niezwykłe miasto. Ech! Byłam tam kilka dni, a wciąż mi mało. Niezwykła atmosfera. Cieszę się, że miałaś udany wyjazd :-).

Ewa

Bardzo fajna relacja! Z Wiednia mam miłe wspomnienia, wielkiego zakochania, które zaowocowało małżeństwem :). Teraz najchętniej zwiedziłabym Kanadę. Jest na mojej bucket list!

Daga

na ten moment, wyskoczylabym na weekend do Bergamo :-)

Karolina

Wspaniała relacja. Uwielbiam takie briefy ze spontanicznych wyjazdów, niewymuszone, pełne autentyczności. Moim marzeniem jest północna Szwecja lub Finlandia. Chciałabym móc doświadczyć Białych nocy i nocy polarnej. Pomimo, że uwielbiam ciepło, to ten kierunek jakoś mocno mnie do siebie przyciąga.

Monika

Pozytywnie zazdroszczę wyjazdu, jeżdzę do Wiednia od 1997 i z zaciekawieniem obserwuję jak zmienia się to miasto :) ale koncert noworoczny odbywa się w Musikverein a nie w Operze ;)

Paulina z simplistic.pl

Świetna relacja! Zainspirowałaś mnie do stworzenia swojej podczas najbliższego wyjazdu. Odpowiadając na Twoje pytanie – Edynburg, który jest moim marzeniem podróżniczym od dobrych kilku lat. A co najpiękniejsze – już we wrześniu uda mi się je spełnić. :)

Patrunia

Nowa Zelandia, tam bym poleciała. KunstHausWien – przepiękne miejsce.

Madzia

Jakkolwiek to nie zabrzmi, to jednak wojna zrobiła dla Warszawy dużo dobrego pod względem architektonicznym i urbanistycznym. Przed wojną może były zabytki, ale ogólnie rzecz ujmując to miasto było raczej „koszmarkiem”. Polecam „Najlepsze miasto świata” Grzegorza Piątka na ten temat :)

Last edited 1 miesiąc temu by Madzia
A-a

Wpis narobił mi apetytu na Wiedeń :) Ale na czele listy marzeń jest normandzkie Mont Saint Michel. Klasyczny gotyk najpiękniejszy …

Maria

Wiedeń był na mojej podróżniczej liście marzeń, od kiedy obejrzałam film Przed wschodem słońca z Julie Delpy. Od 2009 r. odzwiedzam go przeważanie raz do roku, a od 4 lat jest to łatwiejsze bo mieszkam tuż za miedzą na zachodzie Węgier. Też korzystam z poleceń Edyty z bloga Madame Edith w kwestii restauracji w austriackiej stolicy. Dzięki temu w Cafe Central nie zamówiłam cappuccino, tylko melange i dostałam przyzwoitą kawę. Ale dodam, że w tej kawiarni byłam ponad 7 lat temu i w lutym, czyli bez tłumu turystów. Natomiast kaiserschmarrn właśnie z przepisu z bloga Madame Edith potrafię przyrządzić smaczniejszy niż dostałam w Cafe Central 😉na mojej podróżniczej liście marzeń pozostaje wyspa Elba i jezioro Como, bardzo chciałabym się przekonać czy jest równie piękne jak Garda, którą uwielbiam.

Kasia

Pani Katarzyno ależ mi Pani narobiła ochoty na romas z Wiedniem :)!
Ale tylko jedno xD? Nie…To zdecydowanie za mało. Ja bym chciała do Rzymu+Watykan lub do Londynu lub do Barcelony :) a tymczasem pozdrawiam z Costa Calma na Furecie :)

Miłka

Twój wyjazd do Wiednia chyba zbiegł się z moim. Byłam tam w sierpniu przez tydzień. Wiedeń nie był na mojej liście marzeń, ale życie czasami zaskakuje i zamiast podróży do Włoch, odwiedziłam Pragę i Wiedeń. To dobre określenie- monumentalny. Mimo ogromu piękna i bogactwa tego miasta, to jednak nie jest moje miasto. A moim marzeniem pozostaje Islandia, niezmiennie. Mam nadzieje, że się spełni.

Beata

To była prawdziwa przyjemność przeczytać ten tekst i obejrzeć piękne zdjęcia ! Byłam kilka razy we Wiedniu , zawsze tylko na weeekend . Teraz ze względów rodzinnych nie bardzo mogę wyjeżdżać a tęsknota za wyjazdami pozostała. Gdyby Warszawa tak wyglądała…podobają mi się te budynki , są duże ale nie przytłaczają tak jak ogromne współczesne wieżowce ze szkła i stali.

Gabriela

Piękne foty :)

Małgorzata

Austria ma Wiedeń z pięknymi zabytkami a my mamy Łódź z pałacem Izraela Poznańskiego ;) Piękne zdjęcia, bardzo miło się oglądało i czytało ten wpis. Pozdrawiam serdecznie :)