Jak pokonać strach przed byciem ocenionym?

jak-pokonac-strach-przed-byciem-ocenionym

Od czasu tekstu o przekraczaniu granic strefy komfortu dostałam od Was wiele wiadomości, wiele próśb o rozwinięcie tematu. Dziś postanowiłam się z tym trudnym tematem zmierzyć. Bo strach przed byciem ocenionym to problem tak niejednoznaczny i wielowątkowy, że nie będę w stanie go wyczerpać jednym tekstem. Aby uporządkować chaos poznawczy, postanowiłam wyodrębnić i nazwać 3 najczęstsze mity na temat strachu przed byciem ocenionym. 

 

Mit nr 1

Strach jest zawsze zły

 

Lęk to naturalne uczucie. Właściwe człowiekowi od czasów pierwotnych. Lęk pozwolił nam przetrwać i rozwinąć się jako gatunek. Dzięki odczuwaniu strachu instynktownie unikaliśmy niebezpieczeństwa. I w tym względzie strach nam służył. Był dobry. Współcześnie trochę się pozmieniało, ale nadal odczuwanie lęku nie zawsze jest czymś jednoznacznie złym. Bez lęku nie ma rozwoju. Poczucie strachu będzie tu naturalne, może oznaczać, że oto wpływamy na nowe, nieznane wody. Wprowadzamy zmiany, które same w sobie są często trochę „straszne”. Bo są nowe, nieznane i jeszcze nieoswojone. W tym względzie lęk oznacza właśnie przesuwanie granic osobistej strefy komfortu. 

 

Dla mnie taką straszną rzeczą jest nadal występowanie przed obiektywem. Aparat oswajam stale, kamera mnie paraliżuje, ale gdy ostatnio dostałam propozycję wspólnego blogerskiego projektu uwzględniającego nagrania powiedziałam: ok, spróbujmy. Chcę się rozwijać i próbować nowych rzeczy. Pomimo lęku i chociaż w pamięci nadal mam swój atak paniki przed wylotem do Berlina na nagrania dla Zalando. Tę historię już opisywałam tutaj, a efekt finalny znajdziecie tutaj.

 

Mit nr 2

Wszyscy mnie oceniają

 

To będzie brutalne. Twoje poczucie bycia ocenianym może być wprost skorelowane z tym, jak często Ty oceniasz innych. Im więcej czasu poświęcasz innym, tym bardziej wydaje Ci się, że inni równie wiele czasu poświęcają Tobie. Oczywiście, nie oznacza to, że powinniście przestać oceniać. Bo nie da się nie oceniać zupełnie. Oceniamy się wzajemnie nieustannie. To normalne zachowanie poznawcze, które pozwala nam wyodrębnić to, co dla nas wartościowe od całej reszty, a opinia płynąca z zewnątrz również jest elementem koniecznym dla rozwoju. Jak zwykle, wszystko to kwestia właściwej skali.

 

Z drugiej strony, Twoje poczucie bycia ocenianym może być również powiązane z tym, jak bardzo Ty jesteś krytyczny wobec samego siebie. Przeczytaj proszę opowieści moich Gości (poniżej). Wielu z nich wykonując swoją profesję świadomie wystawia się na ocenę, a jednocześnie bywał mocno oceniający w stosunku do samego siebie. Jednak, czy przestali robić coś, co dla nich jest ważne? Nie. Bowiem każdy nosi w sobie wewnętrznego krytyka. Każdy. Nie tylko Ty. Ja również. Pytanie, czy będziesz w stanie się z tym głosem zaprzyjaźnić, czy też definitywnie uznasz go za wroga. Przez lata nauczyłam się rozmawiać ze swoim krytykiem. Wiem już, że gdy się on pojawia oznacza to tylko, że mi zależy. Nic więcej. A to zdecydowanie coś dobrego.

 

Mit nr 3

Strach to kwestia charakteru

 

Bo niektórzy są z natury bardziej odważni, a inni strachliwi. Bo taka już jestem, nieśmiała, co zrobić? Wrodzone cechy charakteru plus przekonania zebrane przez lata to ciężki bagaż. Ale moc takich przekonań można skutecznie osłabić poprzez pracę nad sobą. Charakter to nie jest żelazna ściana, której nie sposób ruszyć. Charakter możemy, a nawet powinniśmy kształtować przez całe życie. Dajmy sobie przyzwolenie na wrażliwość, ale nie pozwólmy, żeby przysłoniła nam wszystko inne, co w życiu ważne. Dystans do cudzych opinii można wypracować, praktyka czyni mistrza, choć nic nie będzie nam dane raz na zawsze. Kiedyś czułam obawy przed opublikowaniem każdego nowego tekstu. Czy będzie dobrze odebrany? Czy nie zostanie skrytykowany? Czy ja właściwie mam prawo coś napisać? Teraz takie myśli właściwie się nie pojawiają. Pojawiły się za to w kontekście książki. A jak recenzje nie będą dobre? Strefa komfortu ma to do siebie, że zawsze będzie coś poza nią. Coś, po co warto sięgnąć, a to wymagać będzie przełamania lęku i wystawienia się na ocenę z zewnątrz. 

 

Jeszcze jedno. Wiele osób ma kłopot z byciem ocenianym, ponieważ boją się wziąć odpowiedzialność za swoje działania. A nie zawsze nam wychodzi. Zawsze jest ryzyko, że pomimo najlepszych intencji, nie uda się stanąć na wysokości zadania. Cóż, tak też bywa. Nie myli się, kto nic nie robi, a drogi zawsze są dwie. Albo nie będziesz robić nic w obawie przez negatywną opinią, albo zaczniesz działać licząc się z takim ryzykiem. Ty decydujesz.

 

Siła płynie z doświadczenia

 

Bardzo zależało mi, żeby pokazać Wam nie tylko moje doświadczenia. Do tekstu zaprosiłam kilka osób, które znam, lubię i wysoko cenię – Alinę Moskwę, Patrycję Kawęcką-Czerską, Konrada Kruczkowskiego i Ewę Czertak. Jestem szczęśliwa i dumna, że zechciały wzbogacić ten tekst swoimi przemyśleniami. Są to osoby, które wybrałam nieprzypadkowo. Każda z nich jest na innym etapie życiowego doświadczenia, wszystkie są rozpoznawalne w swoich branżach i wydają się zupełnie nie odczuwać strachu przed byciem ocenionym, ale żadnej z nich nie przyszło to bez wysiłku i każda z nich musiała zmagać się z zupełnie innym aspektem lęku.

 


pati-cze

Patrycja Kawęcka-Czerska (artystycznie Pati Cze) to niezwykle utalentowana wokalistka, autorka osobistych tekstów, ale też nauczyciel emisji głosu, dyrektor zarządzający i artystyczny International School of Music Muzofilia. Laureatka wielu ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów piosenki. Finalistka programu TVP – The Voice of Poland. Zadebiutowała na scenie mając cztery lata i od tamtego czasu regularnie odsłania publiczności swoją twórczość i wrażliwość artystyczną.

 

„Ocenianie towarzyszy mi od zawsze, jak każdemu z nas. Nie da się tego uniknąć. Jesteśmy oceniani po wyglądzie, po sposobie mówienia itp. To oczywiste. Na studiach i w szkole próbujemy zdobyć pozytywną ocenę. Nauczyciele nas stopniują. W szkole chciałam być najlepsza nie tylko ze względu na umiejętności, ale również profity, jakie się z tym podświadomie wiążą. Sympatia nauczycieli, podziw. Trochę mi zajęło, aby się tego bagażu pozbyć.

 

Dzięki muzyce i sztuce, patrząc z perspektywy wykonawcy jak również nauczyciela nauczyłam się, że dużo zależy od gustu. Kiedyś chciałam wypaść jak najlepiej. Z biegiem czasu po udziale w wielu konkursach ogólnopolskich i międzynarodowych odpuściłam martwienie się o ocenę. Ponieważ teraz wiem, że ocena to rzecz bardzo względna. Składa się na to tak wiele czynników nieobiektywnych, że szkoda tracić czas, aby zabiegać o gusta wszystkich.

 

Wielokrotnie byłam członkiem jury. Werdykt wydawany jest na tą chwilę. Co oznacza, że może gdyby uczestnicy wystąpiliby w innej kolejności lub byli nieco inaczej nagłośnieni, zmieniłby się. W danym ustawieniu zwróciliśmy uwagę na kogoś, kto np. miał to coś. I nawet czasami nie śpiewał rewelacyjnie, ale złapał za serce i trzymał jeszcze jakiś czas po swoim wykonaniu. No właśnie, a więc aspekt doskonałości rzemieślniczej też czasem nie jest tak istotny. Uważam, że ocena zawsze niesie w sobie nutę niesprawiedliwości. W życiu osobistym, staram się nie oceniać i nie szufladkować, pomimo, że dawałoby to pewne poczucie bezpieczeństwa. Świat ponazywany jest światem bezpieczniejszym. Ten to złodziej, tamten pijak, tamten szlachetny, ta pani miła, tamta opryskliwa, na tą uważać, z tą warto się poznać. Aktualnie staram się zrozumieć i nie wydaję definitywnych opinii. W życiu stawiam na szczerość oraz życzliwość i otwartość do świata, bez oceny i krytyki. Szkoda na to czasu. Wolę kochać.”


 

alina-moskwaAlina Moskwa to założycielka oraz autorka bloga Design Your Life, który istnieje od kwietnia 2012 roku i jest odzwierciedleniem wszystkich Jej pasji i zainteresowań. Z wykształcenia jest architektem wnętrz, a Jej praca jest wszędzie tam, gdzie ma ze sobą swój komputer. Jest swoją własną szefową – projektuje, pisze, fotografuje i wykonuje autorską biżuterię. Otwarcie mówi o swojej nieśmiałości.

 

„Jeszcze do niedawna nieśmiałość stanowiła dla mnie wyłącznie przeszkodę. Marzyłam, by tak jak inni wokoło, posiadać naturalną pewność siebie. By ta pewność pozwalała mi wypowiadać się w roli eksperta na tematy, które są moją mocną stroną, bez obawy o wystawienie się na ocenę. Raczej starałam się unikać poruszania na blogu czy YouTube pewnych kwestii, a także przyjmowania propozycji wystąpień publicznych.

 

Dzisiaj – mając znacznie większą świadomość siebie – jestem z moją nieśmiałością całkowicie pogodzona. Zaakceptowanie swojego strachu i oswojenie się z tym, że on zawsze będzie, jest konieczne. Zamiast ograniczać, teraz dodatkowo motywuje mnie on do pracy i mierzenia się z kolejnymi wyzwaniami, przerażającymi często już na wstępie. To właśnie strach przed „byciem ocenioną” motywuje mnie do rozwoju i ciągłego pogłębiania wiedzy. Zdając sobie sprawę ze swoich ograniczeń, wiem nad czym powinnam pracować, co rozwijać i… po prostu to robię. Regularnie wykonywana praca własna pozwala mi więc coraz łatwiej radzić sobie ze wszystkim, co zdaje się mnie przerastać. Nieoceniona jest również pomoc moich najbliższych, którzy motywują mnie do stawania się jak najlepszą wersję siebie. Gdy ja mówię Nie chcę iść, boję się, oni na to IDZIESZ, to fantastyczna okazja dla Ciebie, poradzisz sobie.

 

Podsumowując – jak poradzić sobie z lękiem przed byciem ocenioną? Po pierwsze: zaakceptować swój strach, pogodzić się z nim. Po drugie: pracować na tym, co sprawia nam trudność. Po trzecie: otaczać się ludźmi, którym zależy na nas i naszym rozwoju.”


 

konrad-kruczkowski

Konrad Kruczkowski to autor bloga Halo Ziemia. Przez  lata pracował jako dyrektor artystyczny kilku agencji reklamowych. Obecnie, zmęczony pośpiechem i terminami zawsze na wczoraj, zajmuje się wyłącznie publicystyką i mediami. Ponad wszystko i przede wszystkim jest mężem. I tatą. W maju 2016 roku do księgarni trafiła Jego pierwsza książka – „Halo Człowiek, rozmowy o tym, co ważne”. Tworzy treści o długim terminie ważności, w których niejednokrotnie odkrywa cząstkę siebie.

 

„Przy pracy nad reportażami nie muszę się odsłaniać. Tu jestem bezpieczny, bo schowany za swoimi bohaterami. Tu pojawia się inny lęk: czy dobrze wykonałem swoją pracę? Co myślą o mnie osoby, które opisuje – przecież nie zawsze robię to tak, jakby same chciały. Jak moją pracę oceniają inni, zwłaszcza bardziej doświadczeni autorzy. Ten ostatni punkt był kiedyś obsesyjny.

 

W krótkich formach albo w wywiadach czasami powiem coś, co może zostać źle odebrane przez innych. Dla przykładu w krótkim tekście „Dlaczego piszę?” napisałem taki odsłaniający akapit: „(…) pisałem z braku miłości, bo dorastałem w świecie, w którym na miłość należało zasłużyć. Chciałem zasłużyć pisaniem. Miłość warunkowa ma właściwości amfetaminy. Pozwala na nieludzki wysiłek i podobne wyniki, ale uzależnia i zabija”. Bałem się, że ktoś pomyśli, że to tania egzaltacja i zbyt prywatne.

 

W obu przypadkach radze sobie świadomością, że ocena innych więcej mówi o nich niż o mnie. O ich stanie emocjonalnym w danym momencie, zmęczeniu, dotychczasowych doświadczeniach, ogólnym stosunku do mnie, że to niemal zawsze jest subiektywne. Od jakiegoś czasu staram się przejmować opinią tych, do których mam zaufanie (np. w kwestiach warsztatowych) i to jest „twórcze przejmowanie się”, bo mogę coś poprawić. Z cała resztą rozmawiam. Nie ignoruję, jak ktoś mówi o mnie albo o mojej pracy źle ale albo pytam, albo polemizuję.”


 

Ewa Czertak to ekspert i praktyk personal branding dla przedsiębiorców, mentor, mówca motywacyjny. Prezes Akademii Marki z Klasą, wspólnik Business Unlimited Sp. J., Master Business Trener, level superior, od 2004 Certyfikowany coach ICC, praktyk storytellingu, prelegentka konferencji, autorka artykułów o marce, autorka bloga Master Personal Branding. W ogromnym uproszczeniu zawodowo zajmuje się kwestiami związanymi z wizerunkiem, czyli również ocenianiem i byciem ocenianym.

 

„Brak lęku przed byciem ocenianą to jak brak instynktu samozachowawczego. Ten lęk jest mi potrzebny, w pozytywny sposób pomaga mi się zmobilizować, to jest rodzaj adrenaliny, dreszczyk emocji, jak zostanę odebrana. Pozytywny stymulator, który każe mi się bardziej starać, angażować. W przypadku budowania marki osobistej, wystawiam się na celownik i zgadzam się na ocenę tego co i jak robię, daję prawo innym do oceny. Dzięki ocenie rozwijam się i doskonalę warsztat pracy. Ocena wzbudza niepokój. Zazwyczaj skojarzenia dla dorosłych są negatywne, ocena roczna, ocena szkolna, to jak wystawienie stopnia, czyli rodzaj wartościowania tego kim jesteśmy. W swojej pracy godzę się na wartościowanie, wiem, że to jest potrzebne do wyboru mojej firmy i oferty. Przedsiębiorca, potencjalny klient ocenia moją wartość, użyteczność w kontekście zaspokojenia potrzeb. Dla moich sympatyków i odbiorców marki, to kim jestem i co robię jest potrzebne i godne podziwu a dla innych jest i będzie niezrozumiałe. I ci pierwsi i ci drudzy mają prawo do wystawienia własnej oceny.

 

Jest jeszcze drugi rodzaj lęku, którego nie lubię a który bardziej znam od strony osób, które trenuję do wystąpień publicznych. Lęk, który paraliżuje, odcina dopływ krwi do mózgu. Byłam świadkiem wystąpienia, kiedy osoba przedstawiająca się była bliska omdlenia, więc znam ten lęk z bardzo destrukcyjnej strony. My nie rodzimy się z lękiem przed oceną, zazwyczaj dziecko w zdrowej, pozytywnej rodzinie jest otwarte, śmiałe i jest najlepszym negocjatorem. Późniejsza społeczna tresura wprowadza normy, które określają naszą normalność. Wszelkie odchylenia od normy traktujemy jako nienormalność, a kto z nas chce mieć łatkę „nienormalnej” osoby? Na szczęście dla nas normy się zmieniają. Dzisiaj po kilku latach budowania swojej marki, wiem że „nienormalność” to ekstrawagancja, na którą stać bohaterów. Wychodzenie poza schemat wymaga odwagi, przezwyciężania paraliżującego lęku przed byciem ocenianym. Tylko wtedy, gdy pozbywasz się lęku przed krytyką jesteś w stanie zrobić krok dalej, ośmielasz się chcieć więcej. Ja się ośmieliłam i oswajam ten lęk, żeby był po mojej stronie i na moich warunkach.”


 

Przełamywanie strachu przed byciem ocenionym nigdy nie jest łatwe. Będzie mi bardzo miło, jeśli zgodzicie się podzielić w komentarzach również swoimi doświadczeniami.

 

Dziękuję, że jesteś. Pozostańmy w kontakcie:

Simplicite Newsletter
zawsze unikatowe treści, bonusowe materiały, poradniki zakupowe i konkursy

 

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

  • Bardzo dziękuję Ci za ten tekst! Właśnie wczoraj dostałam bardzo ciekawą propozycję współpracy i nagle… sparaliżował mnie strach. Czy sobie poradzę, czy to nie za wiele dla mnie, czy będę umiała, bo że będę widoczna, oceniana… Dosyć szybko postanowiłam się z niego otrząsnąć, bo już wiem, że żeby się rozwijać (jak napisałaś) trzeba wyjść poza swoją strefę komfortu, ponad swój lęk. Ale to nie zawsze jest łatwe niestety. Dobrze więc czasem przeczytać, że to nie dotyczy tylko nas, ale większości ludzi i że należy zwyczajnie mimo to iść do przodu. Im bardziej będziemy sami siebie sprawdzać i doświadczać, tym większej pewności siebie i łatwości przezwyciężania tego lęku nabędziemy.

  • Emilja

    Z tym strachem to jest trudna sprawa. U mnie jest tak, że totalnie nie boje się wystąpień publicznych ani sytuacji, gdy wyzwala się dużo adrenaliny np. przy sportach ekstremalnych związanych z wysokością. Ale poproś bym była spokojna w samochodzie, gdy ktoś jedzie 100km/h na względnie pustej autostradzie, rozpędziła się na rolkach (umiem jeździć i hamować) lub bym wsiadła do kolejki krzesełkowej a poczuję się mocno niekomfortowo. Jeszcze bardziej niekomfortowo poczuję się, gdy poprosisz mnie o zamówienie pizzy przez telefon albo umówienie tą drogą wizyty u fryzjera. Albo gdy będę chciała wypić drinka w barze a przy ladzie będą sami mężczyźni. Pozostaje chyba tylko małymi kroczkami oswajać te sytuacje.

    • Pewnie, że trudna. Są różne rodzaje strachu, ja np. boję się też pająków i parkowania :). Nie boję się skoku ze spadochronem, ale już skoku na bungee tak :). Z tym dzwonieniem to jest do wypracowania, wiem to z doświadczenia.

      • Emilja

        Próbuję cały czas, zapisuję sobie pytania i informacje które mam do przekazania. Ale rozmawiać przez telefon na ulicy z kimś nieznanym czy przy biurku jak inni siedzą obok. Tego nie mogę przełamać. I otoczenie nie pomaga, bo potem śmieszkuje, że coś dziwnie powiedziałam albo zabrzmiałam jakbym nauczyła się na pamięć…Nie wiem dlaczego sobie to robimy :? Zbieram siły by to opanować choć często nie daję rady. Wizytę umawiam już od 2 tygodni, skończyłam na znalezieniu salonu w sieci…

    • Katie Leszczyńska

      Totalnie nie boisz się wystąpień publicznych, a boisz się rozmawiać przez telefon? Nie ogarniam? Przecież tutaj Cię nawet nikt nie widzi:) Powodzenia w pokonywaniu lęków wszystkim :)

      • Emilia Maciejewska

        Dla mnie to proste – na wystąpieniu mam materiały i wiem jakich pytań mogę się spodziewać, znam swoją „działkę”. Przed rozmową przez telefon nie mam takiego komfortu, nie znam wszystkich pytań. Dlatego zawsze muszę sobie zrobić listę rzeczy, o których mam rozmawiać. Inaczej zapominam o co pytać. Ze stresu. Zwiększanie częstotliwości takich doświadczeń nie zmienia tej sytuacji. To, że ja widzę i ktoś mnie widzi to akurat zaleta, bo sporo informacji sobie przekazujemy też droga wizualną i wiem np. w jakim nastroju jest pytający.

  • W oswajaniu tego strachu bardzo pomogło mi prowadzenie bloga :) To takie absurdalne bo od początku z jednej strony chciałam tego bloga rozwijać, a z drugiej bałam się, że ktoś tam zajrzy (a jak zajrzą znajomi to już w ogóle masakra! :)). Z czasem zobaczyłam, że świat się nie zawalił, fajnie prowadzić bloga i mieć kontakt z czytelnikami.
    Inna sprawa to kwestia wieku – jestem w grupie osób, które z upływem lat wyluzowały i teraz patrzę na świat i na siebie znacznie mniej krytycznie. Kiedy byłam młodsza bardziej przejmowałam się tym, co ktoś o mnie pomyśli i tym, że mogę coś zrobić nie tak. A nawet jeżeli ktoś mnie źle ocenił, albo ja coś zrobiłam źle to świat się nigdy nie zawalił.

    • „z jednej strony chciałam tego bloga rozwijać, a z drugiej bałam się, że ktoś tam zajrzy (a jak zajrzą znajomi to już w ogóle masakra! :))” – Hahaha, mam dokładnie TAK SAMO :D

  • Ev

    Świetny post!

  • KarolinaPe

    Bardzo ciekawy wpis. Bardzo. Czytałam z uwagą. Myślę, że jest jeszcze jedno pojęcie, które tutaj nie padło, a boję się go bardziej niż oceny – osąd. Czasem granica jest cienka, często całkiem subiektywna. Zależy od mojej własnej kondycji i pewności siebie w jakimś temacie. Czym innym jest ocena, nawet negatywna, tego co robię, a czym innym wydanie sądu na mój temat. Przykład. Mam 4 dzieci. Jedną rzeczą jest uwaga: dzieci są za cienko ubrane, bo dziś wieje. Inną rzeczą jest stwierdzenie: 4 dzieci, wiadomo – niedopilnowane, patologia. I o ile decyzja o 4 dziecku była, 3 lata temu zdecydowanie wyjściem poza strefę komfortu, o tyle dziś tą strefą już jest :-). Natomiast stoję przed kolejnym wyzwaniem, wyjścia poza rolę żony i mamy. Pojawił się strach, o którym piszesz i za którym bardzo tęskniłam. Przyznaję, że z coraz większą niecierpliwością czekam na Twoją książkę. Pozdrawiam.

    • Ruda

      Dla mnie osądzanie za dziecko jest najgorsze. Mam tylko jedno, ale i tak się nasłuchałam od dziesiątek, jak nie setek ludzi – nawet na ulicy potrafi podejść obca osoba i wyrazić swoją opinię. Ty na pewno masz jeszcze trudniej – tym bardziej podziwiam Cię za taką decyzję i wewnętrzną siłę.

  • Kiedyś byłam bardziej nieśmiała niż dziś. Na szczęście, byłam dobra z matematyki. Nauczycielka zajmowała się też organizacją jakichś szkolnych wydarzeń, konkursami matematycznymi i czymś jeszcze (chyba samorządem). Potrzebowała często dwóch osób, które zajrzą do każdej klasy i ogłoszą coś. Padało na dobre z matmy (bo poradzą sobie mimo stracenia lekcji) mnie i koleżankę. Kilka razy obeszłaś szkołę, po kilkanaście razy mówiąc to samo do dużej grupy i świat się nie zawalił, więc następnym razem – też się nie zawali.
    Pamiętam, że potem się przeprowadziłam i musiałam sobie poradzić z poznaniem nowej klasy i szkoły. Byłam na tyle samotna, że zaczęłam pisać i nie rzuciłam tego (wcześniej kilka razy rzucałam), tworząc wycofane, nietowarzyskie i nieśmiałe postacie.
    W pierwszej klasie gimnazjum jeszcze mogłam być jedną ze swoich postaci, w drugiej nie bardzo, by pod koniec drugiej klasy mieć swoją paczkę. Podczas wystąpień publicznych robię, co mam zrobić, bo się tego nauczyłam dzięki matematyczce, ale nadal strasznie się boję PRZED nimi. Pamiętam jak z tą drugą uzgadniałyśmy, kto puka, kto mówi i pękałyśmy ze strachu przed każdymi drzwiami. To chyba pozostałość po tym ogłaszaniu.
    Nikt nie wierzy, że mogłam być nieśmiała i że jestem nieśmiała w środku, jak raz powiedziałam, że boję się coś zrobić, bo jestem nieśmiała, to przyjaciółka mi nie uwierzyła. W końcu i tak to zrobiłam, na bezczela i bez lęku, choć cykałam się wcześniej kilka miesięcy. Mam raczej opinię bardzo pewnej siebie. Nadal się boję, jak mnie ocenią niektórzy ludzie. Uznaję, że warto się postarać, by ci niektórzy oceniali mnie dobrze.

    • Ruda

      Jest takie powiedzenie: bądź odważy, jak nie jesteś: udawaj. nikt nie zauważy różnicy.
      U mnie lęk przed oceną, przed mówieniem na głos niepopularnych, ale prawdziwych opinii – (w pracy często oznacza to, że nie jesteś postrzegana jako miła osoba) minął mniej więcej kiedy skończyłam 30 lat. Tak powoli, aż w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nic mnie nie obchodzi, co sobie ktoś pomyśli, jak jestem ubrana (a lubię styl french chic – i często byłam pytana w pracy – czy wybieram się na rozmowę kwalifikacyjną do innej firmy, bo tak się „odstrzeliłam”. A teraz po kilku latach jakoś nikt nie pyta), jak ma wyglądać mój dom (dlaczego nie chcesz mieć firanek i zasłon? – bo jestem skąpa i leniwa. koniec.). Tak samo w pracy: mam niby-szefa, który nie potrafi wymóc na leniwych pracownikach ich obowiązków, ale gdy ktoś jest pracowity, to wykorzystuje to zarzucając ich pracą (No proszę to zrobić, wiem, że miał to zrobić pan X, ale trudno go zmusić). Teraz w takiej sytuacji potrafię powiedzieć: nie zrobię tego zadania, bo zrobiłam swoją część i czekam na to, aż pan X zrobi swoją pracę. Ja mam inne obowiązki i pan X też ich za mnie nie wykona. I wiecie co? Gdy jest się specjalistą w swoim zawodzie i zna się swoją wartość – można tak powiedzieć i to jest przejaw szacunku do samego siebie. Może pan X nie będzie uważał, że jestem miłą osobą, ale nie zależy mi na sympatii takiego trutnia. Wolę współpracować z tymi, którzy też pracują dobrze. A cały świat i tak mnie nie pokocha. Trzeba pamiętać, że nie jest się PSZCZÓŁKĄ MAJĄ – tylko ją wszyscy znają i kochają.

  • mjz

    Właśnie dziś otrzymałam propozycję pracy – na świetnych warunkach – od kogoś kogo bardzo szanuję. Wiem, że muszę odmówić, bo moje aspiracje i plany sięgają już gdzie indziej, gdzieś dalej. Paraliżuje mnie myśl o tym, że odsuwam bezpieczną przystań na rzecz nieznanego, oraz że odmówię osobie, która ma najlepsze intencje i stara się mi pomóc. Martwię się także (wiem, głupio to zabrzmi), co inni powiedzą na wieść o mojej decyzji. Powiedzą: wariatka, niewdzięczna, poprzewracało jej się, pożałuje… A może nie, może mnie zrozumieją? Nie wiem, zresztą nie powinnam się tym przejmować. A jednak takie myśli nie dawały mi dziś spokoju. Boję się być negatywnie oceniona. Twój tekst pomógł mi to sobie uświadomić i tym samym przywrócić sprawie właściwe proporcje. Po raz kolejny, Kasiu – dziękuję.

  • Marek MJX.

    Ciekawy wpis, w sumie zawiera ogólne streszczenie najlepszej ksiązki poradnikowej na jaką trafiłem, tj:

    The Confidence Gap: From Fear to Freedom, Russ Harris

    Strach i podniecenie to dwie strony tej samej monety; o tym, czy jest to siła destrukcyjna czy konstruktywna decyduje się w naszej głowie.

  • Marta Re

    Strach potrafi nas zmobilizować- u mnie tak często bywa. Ale potrafi też nas totalnie rozsypać- całe szczęście to drugie rzadko mi się zdarza.

  • W 100% zgadzam się z tym, co napisał Konrad: ocena innych więcej mówi o nich niż o mnie. Cały czas powtarzam to i sobie, i moim starszym synom. Nieraz patrzę z boku i widzę, jak inaczej są odbierani w różnych grupach, choć zachowują się tak samo. Od kiedy zaczęli to dostrzegać mniej się przejmują, co inni o nich mówią. Ja też staram się myśleć w ten sposób, choć nie jest to łatwe.

  • Asia Piekarska

    To ja jeszcze z mojej działki dorzucę, że bardzo pomocna może być psychoterapia. Chciałoby się napisać „zapraszam”, ale to jeszcze nie ten etap szkolenia, żebym dysponowała własnym gabinetem :) Praca nad sobą z pomocą specjalisty będzie efektywniejsza i cały ten proces oswajania strachu może być krótszy i łatwiejszy w bezpiecznych warunkach, z profesjonalnym wsparciem. Trzeba tylko (albo aż) odważyć się przyjść i porozmawiać.