Dlaczego minimalista nie może być kolekcjonerem?

Pamiętacie może jak blisko dwa miesiące temu, na stronce Simplicite na FB, zadałam lekkie pytanie: ILE MASZ TOREBEK? 

 

Liczyły się wszystkie, te małe i te duże, te na co dzień i te wyjściowe, te używane i te mniej używane, kopertówki, koszyki na plażę i biurowe, te na wierzchu i te w czeluściach szafy i pawlacza. Nie chodziło mi o porównanie, o ceny i oceny, tylko byłam bardzo ciekawa :). Do tego tematu jeszcze wrócę, dziś chciałabym tylko przypomnieć, że rekordzistką została Kasia z 63 torebkami!

 

Zastanowiło mnie przewrotnie, czy Kasia może być minimalistką?

 

Wiecie jaki jest mój stosunek do minimalizmu. Dla mnie minimalizm oznacza wolność, choć w pewnym sensie zasadza się również na dużym ograniczaniu się. W końcu nie ulegam zachciankom, nie kupuję tego, na co mam w tej chwili ochotę, a na zakupy ubraniowe chodzę 4 razy do roku. Strasznie, prawda? Gdzie nie spojrzysz, same ograniczenia i zakazy. Może dla Ciebie, drogi Czytelniku są to ograniczenia, dla mnie to cudowna wolność. Dzięki temu przedmioty, którymi się otaczam są tymi najpiękniejszymi i najbardziej użytecznymi. Dzięki temu stać mnie na drogą, markową torbę, przepiękną i uszytą z najlepszej skóry. Uwielbiam ten charakterystyczny element pustki w moim otoczeniu, który prowokuje do przemyśleń. Lubię też otaczać się pięknymi przedmiotami. Dzięki mojemu minimalizmowi mam to wszystko. Czego chcieć więcej?

 

Wróćmy do Kasi i Jej 63 torebek. Tą sytuację możemy postrzegać dwojako. Jeśli jest to u Kasi potrzeba posiadania dla samego faktu posiadania, a Kasia nie może powstrzymać się przed kolejnymi zakupami torebek, np. podobnych do tych, które już ma, ale nowych. Jeśli Kasia sama już nie wie, co ma, a zakupy robi kompulsywnie, to faktycznie może być to niepokojący objaw. Tym bardziej, jeśli to zachowanie przekłada się na inne sfery posiadania (ciuchy, kosmetyki, buty, itp.). Ale może być przecież zgoła inaczej. Może Kasia jest kolekcjonerką? Może po prostu, doceniając piękno, wykonanie, jakość materiałów i unikalny design, kupuje kolejne torebki-perełki do swojej kolekcji, traktując ją jednak użytkowo. Wszak torebki są po to, żeby je nosić, prawda? Jeśli kolekcjonuje wyłącznie torebki, oszczędzając jednocześnie w innych sferach życia i nie traktuje swojego otoczenia jak śmietnika i składowiska rzeczy wszelakich, to dlaczego nie miałaby nazwać siebie minimalistką?

 

Czy Kasia może być więc minimalistką? Tak. Moim zdaniem tak, jak najbardziej.

 

To pewne uproszczone schematy, wiem. Doskonale zdaję sobie sprawę, że czynników dodatkowych i warunkujących może być bardzo dużo i każda sytuacja będzie inna. To prawda. Ja mam czelność nazywać siebie minimalistką i jestem również w tym samym czasie kolekcjonerką. W mojej świadomości zupełnie się to nie wyklucza. Otóż, kolekcjonuję porcelanę. Uprzedzając pytanie, nie, nie mam w domu wielkiej szafy czy też kredensu wypełnionego talerzami w kwiaty z miśnieńskiej porcelany. Mój konik to kubki i filiżanki do kawy, rzadziej herbaty. W chwili obecnej, jestem szczęśliwą posiadaczką 22 sztuk przepięknej porcelany, w dużej mierze polskiej. W tym względzie jestem zaiste patriotką, uważam, że wyjątkowo mamy się w tym względzie czym chwalić, a prace młodych projektantów i regionalne wyroby są absolutnie zachwycające.

 

Czy skoro mam w domu kilkadziesiąt kubków do kawy, gdy w zupełności wystarczyłyby mi dwa (MM nie pije kawy) to nie mogę być minimalistką? Skądże. Oczywiście, że mogę, ba, za taką się uważam. Moja kolekcja kubków nie stoi za pancernym szkłem, tylko na półce nad czajnikiem i wszystkie eksponaty są regularnie użytkowane. Codziennie rano, gdy robię sobie poranną kawę, otwieram szafkę i cieszę się jej piękną zawartością, zastanawiając się, na jaki kubek mam dzisiaj ochotę. Na espresso w turkusowej filiżance, przywiezionej z Portugalii czy może na biało-błękitny wzór porcelany bolesławickiej? Dziś wybrałam cudny, żółciutki kubek z ręcznie malowanej, hiszpańskiej porcelany prosto z Grenady, choć aura za oknem (buro i pada) bardziej skłaniała do wyboru ostrego, czarnego, matowego kubka na trzech nóżkach polskiej projektantki z Ende Ceramics (ze zdjęcia tytułowego).

 

W życiu należy się nam odrobina przyjemności. Wbrew pozorom, minimaliści też ją odczuwają ;).

Kategoria: Minimalizm Tagi: , ,
10 komentarzy

10
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
Ewa z Bolesławcadisqus_TEDIsvII1hMaggie S-BMagdaKasia (simplicite.pl) Recent comment authors
  Powiadomienia  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dorota Zalepa
Gość

Chętnie zobaczyłabym tę Twoją kolekcję kubków :) Twój opis minimalizmu jako wolności jest dokładnie tym do czego sukcesywnie dążę.

Kasia (simplicite.pl)
Gość

Chciałabym pokazać kolekcję na blogu, ale obawiałam się, że to nikogo nie zainteresuje…

Maggie S-B
Gość
Maggie S-B

Ja również jestem ciekawa tej kolekcji porcelany.

karol-ina
Gość
karol-ina

Zupelnie slusznie. Przy okazji jakiegos wywiadu zreszta przeczytalam, ze bycie minimalista nie polega na nie posiadaniu niczego, a na nie posiadaniu rzeczy zbednych. W skrocie, jesli ktos uwielbia np. ksiazki to czemu nie mialby posiadac 30 regalow nimi wypelnionych? Z kolei jesli nie lubi i nie gotuje, to zbedne sa wszelakie kuchenne gadzety, ktorych i tak nigdy nie uzyje, a ktore beda jedynie lapac kurz oraz obciazac psychicznie.

minimalnat
Gość

Karol-ino to chyba najtrafniejsze zdanie jakie przeczytałam o minimalizmie. Masz racje- zbędne dla każdego jest coś innego :)

Kasia (simplicite.pl)
Gość

Gorzej, jak dla kogoś nic nie jest zbędne ;).

Magda
Gość
Magda

Świetne podsumowanie! Też tak uważam.
Tylko mimo przeczytania wielu blogów, rad, itp. nadal nie umiem pozbyć się do końca tych zbędnych rzeczy.

Małe codzienności
Gość

Ja też uważam się za minimalistkę. Nie znoszę nadmiaru. Lubię świadomość, że mam pustą szafkę bo mogę do niej wrzucić jakiś prezent świąteczny kupiony w czerwcu, będzie w niej leżał i oczekiwał. To co nieużywane ląduje gdzieś w dobrych rękach, bez wyrzutów sumienia. Ale lubię mieć książki, magazyny kulinarne i filiżanki. Z wszystkiego korzystam, książki i magazyny inspirują przecież. A kilka filiżanek leżą niczym eksponaty w witrynie, bo to spadek bo babci męża. Żal używać a dają mi poczucie, że zachowuję coś bezcennego dla dzieci. A i moje oczy cieszą niezmiernie.

disqus_TEDIsvII1h
Gość
disqus_TEDIsvII1h

Jakbym czytała o sobie. Również kolekcjonuję porcelanę, a dokładnie filiżanki. Z każdej podróży przywożę jakąś o ile tylko znajdę coś, co mnie zachwyci.
Poza tym również uważam się za osobę o skłonnościach raczej minimalistycznych. Rzadko coś kupuję, częściej pozbywam się rzeczy.

Ewa z Bolesławca
Gość
Ewa z Bolesławca

Przepraszam za wtrącenie – uwielbiam Twoje posty i szeroką wiedzę, ale jeśli chodzi o bolesławieckie filiżanki, to na pewno ceramika, nie porcelana :)