Data: 23/04/2020

Minimalizm. 5 rzeczy, których nie mam

(a większość osób pewnie ma)

Od wielu lat piszę i stale podkreślam, że minimalizm jest dla mnie narzędziem (nie filozofią) i opiera się na świadomości: ile i jakich rzeczy rzeczywiście potrzebuję używać. Jednak jest jeden dodatkowy element, o którym chciałabym dziś jeszcze raz napisać – jest nim pozwalanie sobie na dyskomfort w kontekście posiadania i obserwowanie jak wygląda moja na ten dyskomfort reakcja. W chwili obecnej, pomimo wyjątkowo trudnych okoliczności, mamy ku temu idealne wręcz warunki.

 

Dyskomfort może wynikać z różnych powodów. Od miesiąca borykamy się z dyskomfortem, jakiego większość z nas pewnie nigdy wcześniej nie doświadczyła. Jesteśmy zamknięci w domach, odcięci od wielu rzeczy, które stanowiły dotychczas bezpieczną codzienność. Nasze zwyczaje zakupowe musiały ulec zmianie, choćby z uwagi na zamknięcie sklepów stacjonarnych, kolejki w sklepach czy wydłużone dostawy przy zakupach online. Dyskomfort możemy sobie też wprowadzić sami. Czasami będzie to podjęte celowo wyzwanie 7 ubrań w 7 dni, #rokbezzakupów czy sytuacja, w której przeprowadzasz się i przez jakiś czas nie masz jeszcze rzeczy, do których jesteś przyzwyczajona. Dla mnie takim dodatkowym dyskomfortem była przeprowadzka kilka miesięcy temu, podczas której zostawiłam za sobą wiele rzeczy. Dziś obserwując swoje otoczenie uświadomiłam sobie, że nadal jest kilka takich rzeczy, których nie mam, a które większość ludzi posiada i o nich chcę dziś opowiedzieć.

 

Żelazko + deska do prasowania

 

Obywam się bez żelazka już wiele miesięcy. Zastąpiłam je zupełnie podręczną parownicą do ubrań, więc nie jest tak, że nie mam zupełnie nic „do prasowania”, ale długo uważałam, że obie rzeczy są mi niezbędne. Zdecydowałam się świadomie na nie kupowanie nowego żelazka, ale okazało się, że jest to… żaden dyskomfort. Większości rzeczy nie muszę prasować zupełnie (wystarczy starannie odwiesić do wysuszenia, ale o tym za chwilę), wiele rzeczy nigdy prasować mi się zwyczajnie nie chciało (np. jeansy), a w szafie mam dosłownie jedną koszulę, która wymaga prasowania żelazkiem (parownica jest za słaba). Nie miałam jej na sobie już dawno i rozważam pozbycie się. Koszuli rzecz jasna, nie parownicy. :)

 

Jednak największą radością jest brak deski do prasowania. :) Pomijam fakt, że generalnie można się obyć bez niej – jakoś przez całe moje dzieciństwo nie było desek do prasowania, prasowało się na kocu czy ręczniku i jakoś nikt nie chodził w pomiętych ubraniach. Deska (podobnie jak suszarka) zawsze była dla mnie klockiem trudnym do przechowywania i zwyczajnie cieszę się, że jej nie mam.

 

Telewizor

 

Wśród wielu moich znajomych brak telewizora to nie jest jakaś szczególna rzecz. Wiele osób (w tym ja przez długi czas) ma telewizor, ale używa go raczej jako ekranu dla Netflixa czy innych platform streamingowych, a do bardzo okazjonalnego oglądania „konwencjonalnej” telewizji. Po przeprowadzce nawet nie przyszło mi do głowy, żeby kupować telewizor, po prostu jest to dla mnie zupełnie zbędny sprzęt. Wychowałam się jednak w domu, w którym telewizor był w więcej, niż jednym pokoju i łapię się czasami na tym, że mam odruchową chęć włączenia telewizora. Najczęściej jest to wtedy, gdy jestem zmęczona fizycznie i psychicznie, a mój mózg szuka łatwego zajęcia. Wtedy sięgnięcie po pilota jest automatyzmem. Włączenie laptopa, odpalenie Netflixa, wybranie czegoś do oglądania jest już trudniejszym zadaniem. Jak się zastanowić, nie ma w tym zupełnie nic dziwnego.

 

Suszarka do ubrań

 

Tak, mam na myśli zwykłą, rozstawianą suszarkę do ubrań, nie automatyczną. Podobnie jak deska do prasowania, był to dla mnie zawsze klocek trudny do upchnięcia w jakiejś szafie, szafce czy kącie w łazience. Dlatego urządzając poprzedni dom wiedziałam, że chcę mieć suszarkę bębnową i to rzeczywiście był strzał w 10. Żadnego rozstawiania, pranie idealnie miękkie i suche i bonusowo – żadnych psich kłaczków, żadnych paprochów na ubraniach!

 

Po wyprowadzce zdecydowałam się na świadomy dyskomfort. Nie dość, że nie kupiłam suszarki bębnowej, do tego nie mam też zwyczajnej. Ubrania i inne rzeczy suszę rozwieszając się na normalnych wieszakach w mieszkaniu. Odkryłam, że skarpetki super suszą się na krawędzi miski. :) Traktuję to jako eksperyment, trochę upierdliwy i możliwy tylko dlatego, że mieszkam sama. Za każdym razem, gdy muszę rozwiesić coś większego, np. pościel, myślę sobie, że dobrze byłoby kupić suszarkę, a potem przypominam sobie, że musiałabym ją rozkładać i składać i mi się odechciewa. ;) Takie tam #problemypierwszegoświata, ale pomyślałam, że fajnie będzie pokazać Wam trochę mój minimalizm od zaplecza. A suszarki bębnowej momentami mi bardzo brakuje, właśnie z uwagi na filtr „sierściowy”.

 

Czajnik

 

Czajnika elektrycznego nie mam od wieeeeeeeeelu lat. Urodziłam się w czasach, gdy czajniki stawiało się na gaz. Potem weszły elektryczne i świat oszalał, jakby nie było innej opcji zagotowania wody. Potem zepsuł mi się czajnik elektryczny i okazało się, że go zwyczajnie nie potrzebuję. Od razu zaznaczam, że piję mało herbaty, głównie kawę, którą aktualnie robię w kawiarce więc wrzątek przydaje mi się relatywnie rzadko. Gdy potrzebuję, od czego jest garnek? Znam też kilka osób, które również nie mają czajników elektrycznych, a piją ogrom herbaty i innych zaparzanych napojów.

 

Zmywarka

 

Obecnie nie mam zmywarki i dlatego mam też niewiele naczyń. W zeszłym roku robiłam eksperyment, który pokazał, że w większości przypadków zmywarka faktycznie zużywa mniej wody, niż zmywanie ręczne. Jest to też jedyny sprzęt, którego faktycznie mocno mi brakuje. Nie lubię zmywania naczyń, oswoiłam je sobie robiąc z niego ćwiczenie medytacyjne, ale nie zmienia to faktu, że tęsknię za zmywarką. Wiem, że będę potrzebowała wtedy nieco większej liczby naczyń, ale czas i mój komfort codziennego życia wydają mi się tego warte. Na razie jeszcze się wstrzymuję z zakupem, ponieważ wymagałoby to większych zmian w aranżacji kuchni, ale myślę, że prędzej czy później zmywarka zagości w moim domu.

 

***

Wiem, że niektórym powyższe dywagacje mogą się wydać przesadzone, wydumane czy bez sensu. Piszę o tym wszystkim dlatego, że wciąż dostaję pytania o to czy minimalizm to konieczność posiadania tylko 100 rzeczy czy też 30, a może 50 (zależy, na jaki amerykański artykuł o chwytliwym nagłówku ktoś się natknie w pierwszej kolejności). Od zawsze staram się zachęcać do świadomego pozbywania się rzeczy i badania granic własnego dyskomfortu, co pomaga odpowiedzieć na ważne pytanie „co rzeczywiście jest mi potrzebne”. W praktyce może się okazać, że pewne sprzęty są tylko pozornie niezbędne. Czasami okaże się, że ich brak paradoksalnie poprawia komfort życia lub odwrotnie. Jest to również, rzecz jasna, bardzo indywidualna sprawa. Ja nie potrzebuję czajnika, a Ty możesz nie potrzebować suszarki do włosów, która dla mnie jest podstawowym sprzętem domowym, ratującym życie. ;)

 

Jak wspomniałam, mamy teraz doskonały czas na sprawdzenie, jakie rzeczy są w naszym życiu niezbędne, a bez których możemy się spokojnie obyć. Może się też okazać, że zmiana, której obecnie doświadczamy wymusza inny tryb życia, który wymaga lub wymagać będzie posiadania zupełnie innych przedmiotów.

 

Pozbycie się jakiej rzeczy byłoby dla Ciebie dyskomfortem? Czy może w czasie kwarantanny zauważyłaś, że jakieś rzeczy są Ci zbędne lub wręcz przeciwnie, potrzebujesz czegoś, co wcześniej było niepotrzebne?

Kategoria: Minimalizm Tagi:
103 komentarze

103
Dodaj komentarz

avatar
44 Comment threads
59 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
56 Comment authors
AnnaAnnadonatellomagaPstra Matrona Recent comment authors
  Powiadomienia  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Zuzanna
Gość
Zuzanna

Bardzo lubię to podejście – kupuję, gdy odczuję brak/potrzebę, a nie na zapas. U mnie też się to dobrze sprawdza.
Ja np. nie mam wielu naczyń do serwowania jedzenia – patery, noże do ciasta, miski, miseczki. I może czasem fajnie byłoby je mieć zamiast zwykłego talerza, ale w sumie, to co za różnica.

Marta
Gość
Marta

Wiele ludzi chwali się tym, ze nie ma telewizora, (często mówiąc pogardliwie, że pozbyli się tego „pudła”)ale najczęściej mają jego zamiennik np laptop z dostępem do Netfixa, ulubione kanały na youtubie itp itd. Jaka to właściwie różnica? I jedno i drugie może od siebie uzależnić, jedno i drugie może zarówno ogłupić lub pomóc w rozwoju (to tylko kwestia wyboru programu).

Według mnie są dwie możliwości –
1) Mam telewizor i/lub komputer i/l odtwarzacz dvd (dla tych którzy jeszcze pamiętają co to jest)
2) Nie mam ŻADNEJ z wyżej wymienionych rzeczy, a zamiast smartofna mam telefon tylko do rozmów telefonicznych ewentualnie smsów.

Zuza
Gość
Zuza

Ogromna różnica między TV a internetem jest taka, że w internecie jest o wiele większy wybór programów i trudniej w internecie puścić odmóżdżający serial paradokumentalny „do obiadu”

Marta
Gość
Marta

Ooo bardzo łatwo, wszelkiej maści badziewia jest w internecie dużo, dużo więcej. Jeszcze żeby to tylko były odmóżdżające programy. Publikować swoje dzieła (często chorei i psychopatycznej wyobraźni) może każdy. Argument o telewizyjnej reklamie też odpada bo w Internecie też można na nią natrafić. I dlaczego „trudniej w internecie puścić odmóżdżający serial”?

Karolina
Gość
Karolina

Chyba większość ludzi ma na myśli to że nie ma telewizji „kablowej” – nie oglądają TVP i TVN. Sama mam telewizor który służy mi do grania na konsoli i oglądania Netflixa i YouTube bez dostępu do telewizji z dlaczego ja i pytaniem na śniadanie. Telewizory to nie to samo co 10 lat temu – teraz służą po prostu jako duże ekrany dla internetu ;) a w internecie dużo łatwiej jest sobie puścić ogłupiający program do obiadu – jest tyle platform na których mozna znaleźć najgłupsze programy ;)

Marta
Gość
Marta

Takie tam gadanie, wiadomości i fakty i inne programy można znaleźć online w każdym komputerze. Wydaje mi się raczej, że jest moda, specyficzny snobizm na demonstracyjne pozbywanie się telewizora. Ciekawa jestem czy jest dużo osób, które telewizora nie mają i nie oglądają żadnych programów w necie, a laptopa używają służbowo lub do łączenie się z rodziną.

Ola
Gość
Ola

Mąż ma telewizor i podłączył do niego kilka urządzeń (amplituner, pudełko do telewizji internetowej; ma też konto na netflixie, i dwa inne urządzenia), więc akurat u mnie łatwiej jest wyszukać coś na youtube na komputerze (zwykle muzykę) niż włączyć telewizor. A nie jestem jakoś przesadnie antytechniczna; pomagałam w złożeniu telewizora czy innych urządzeń. Te wszystkie instrukcje pisane w niezrozumiałym języku są pisane dla mnie :) Ale uruchomienie tv mnie przerasta. Poddaję się już na etapie zgadywania który pilot jest do telewizora. Druga sprawa – to jak już jest mąż w pobliżu i mógłby mi włączyć wybrany program – to się okazuje że rzadko jest coś ciekawego do obejrzenia. Więc gdybym mieszkała sama to na pewno pozbyłabym się telewizora i wszelkich pilotów; (ale nie komputera). Nie pozbyłabym się żelazka ani deski do prasowania. Lubię wyprasowane ręczniki i pościel, bo są wtedy bardziej miękkie, tak samo jak dżinsy (tak, są jeszcze ludzie którzy je prasują :) Kiedyś wynajmowałam mieszkanie i tam nie było deski do prasowania, musiałam kombinować z ręcznikiem czy prześcieradłem położonym na stole (ciągle się przesuwał) czy na kanapie (za nisko i niewygodnie). Do kompletu mam rozstawianą suszarkę (mam takie meble że nawet nie miałabym gdzie rozwiesić wieszaków ze… Czytaj więcej »

Ania
Gość
Ania

oj w dobie youtube…nie do konca ;)

a co gorsze, mozna bez konca tracic czas na potencjalnie niby ciekawe rzeczy….ale to dalej tak naprawde tracenie czasu ;)))

Ola
Gość
Ola

Nie spotkałam na żywo ludzi którzy chwalą się, że nie mają telewizora. Za to spotkałam parę osób które nie rozumieją jak można nie mieć telewizora.. kilka lat temu wynajmowałam mieszkanie; telewizor tam był ale analogowy i nie odbierał programów bez dekodera. Właściciel mieszkania namawiał mnie usilnie na zakup dekodera; który po zakończeniu umowy może by ode mnie odkupił. Nie mógł przyjąć do wiadomości że nie potrzebuję telewizora; więc tym bardziej pudełka które bez tego telewizora byłoby bezużyteczne. I nie chodziło o cenę bo to kosztowało wtedy mniej niż 100 zł. Po prostu pracowałam, uczyłam się hiszpańskiego i nie bardzo miałam czas na siedzenie przed telewizorem. Oprócz właściciela mieszkania też znajomi przy każdym spotkaniu udzielali rad gdzie i jaki dekoder kupić.. to było dość męczące. Nie ma powodu żeby wybierać między wszystko (coś do oglądania typu tv lub komputer i smartfon); albo nic czyli tylko telefon starego typu. Różnica między telewizorem a laptopem jest taka, że telewizor (nawet jeśli jest tylko monitorem do tv internetowej) zwykle stoi w centralnym miejscu i stanowi integralną część wystroju mieszkania. Kanapę, stół, fotele ustawia się tak, że można oglądać wygodnie programy. Laptop po zakończonej pracy czy seansie można schować, a przynajmniej zamknąć i nie… Czytaj więcej »

Marta
Gość
Marta

Zawsze może być w szafce z drzwiczkami. Zamyka się drzwi i po sprawie. A z laptopem trzeba się bardziej wysilić. Zdjąć ze stołu odłączyć akumulator, przenieść w inne miejsce, albo schować do pokrowca i ten pokrowiec z zawartością gdzieś przenieść. A potem to samo w drugą stronę. Wiem coś o tym bo mam laptopa na stole, który (kiedy przychodzi więcej niż jeden gość) trzeba opróżnić żeby zmieściły się na nim talerze.

Ania
Gość
Ania

Serio? Schowanie laptopa do szuflady to ciężka robota na pół dnia? :D Wspaniałe.

(Takie szafki, o jakich mówisz, musiałyby być dostosowane wielkością do rozmaitych wymiarów telewizorów, oraz nadal stanowić stały element wyposażenia, niemałej wielkości. Oraz wiele innych elementów, które trzeba wziąć pod uwagę.)

Ola
Gość
Ola

Oczywiście że można schować telewizor w szafie; chciaż raczej niewiele osób to robi. Bardziej chodziło mi o to, że telewizor zajmuje miejsce (czy na ścianie, czy wymaga dodatkowego mebla do postawienia) i często wymusza ustawienie kanapy czy stołu. Ktoś może się go pozbyć (wcale nie ostentacyjnie); bo zajmuje miejsce a w sumie podobną funkcję spełnia laptop czy komputer. Inna osoba może nie mieć telewizora bo zwyczajnie nie ogląda programów czy filmów. I nie ma powodu nazywać tych ludzi snobami, czy przprowadzać śledztwa czy przypadkiem nie oglądają filmów poza domem.. :)

Luiza
Gość
Luiza

Brawo za konsekwencję :)

Joanna
Gość
Joanna

Ja mam telewizor od zawsze – i używamy go i jako telewizora i jako ekran. Byłam kiedyś na spotkaniu towarzyskim, gdzie na 10 par/domów, tylko my mieliśmy telewizor. A potem rozpoczęła się dyskusja o jakimś super modnym serialu. I okazało się, że jako jedyna jestem daleko z tyłu z oglądaniem, bo dawkuję sobie w stylu telewizyjnym – jeden odcinek, raz na tydzień. Wszyscy beztelewizorowcy oglądali znacznie więcej i intensywniej niż ja. Więc ta dyskusja z telewizorem czy bez wydaje mi się zupełnie jałowa. Jak ktoś chce migających obrazków, to może mieć do nich dostęp przy użyciu dowolnej maszyny z ekranem, a jak nie ma takich potrzeb, to może mieć ogromny telewizor włączany raz na miesiąc. I nie ma w obu rozwiązaniach niczego złego.

Ania
Gość
Ania

Podstawowa różnica, wobec której nie można porównywać telewizora do komputera, to to, że w telewizorze oglądasz to, co ci wyświetlą, a na swoim komputerze to, co zdecydujesz, że chcesz oglądać. Stąd, według mnie, telewizji łatwiej odmóżdżać – oglądać byle co, bo „akurat leci”, „nie ma nic innego”.

Anna
Gość
Anna

Moim zdaniem podstawowa różnica między telewizorem a ekranem komputera to wielkość. Mam telewizor, nie mam telewizji.

Agata
Gość
Agata

A my właśnie kupiliśmy telewizor. Oglądanie Netflixa i wybranych przez nas filmów na laptopie przestało być komfortowe. Moim zdaniem nie chodzi o posiadanie lub nie, ale o rozsądek w wyborze i w gospodarowaniu czasem.

Magda
Gość
Magda

Zazdroszczę… Jako matka 4 dzieci walczę o minimalną ilość rzeczy w domu, ale siłą rzeczy mam ich dużo. Pogodziłam się z tym, że pokoje moich dzieci nie będą piękne i minimalistyczne, nie mam serca ograniczać im połamanych zabawek, opakowań, zardzewiałych pokrywek od słoików, bo tym właśnie rewelacyjnie bawią się i tworzą niesamowite rzeczy. No dobra, czasami wpadam tam jak matka- furia i wszystko wyrzucam:)

Luiza
Gość
Luiza

Podoba mi się ten tekst. Najlepiej decydować o przydatności danej rzeczy, gdy aktualna popsuje się lub gdy ktoś się przeprowadza.
Nie wyobrażam sobie nie mieć żelazka i deski do prasowania. Bardzo męczyło mnie przez dawne lata prasowanie na stole, łóżku itp. Deska pozwala zrobić to wygodnie dla kręgosłupa i skutecznie. Chociaż mogliby produkować trochę lżejsze.
Telewizor mnie osobiście jest potrzebny od czasu do czasu oraz do oglądania filmów na dvd. Mąż, niestety, jest telewizyjny :)
Suszarka do ubrań musi być. Nie zajmuje w naszym mieszkaniu zbyt dużo miejsca, a pranie schnie w porządku i jednym miejscu. Lubię rozwieszanie prania, ściąganie, sortowanie i chowanie na półki. To dla mnie gimnastyka.
Czajnik… Zastanawiam się nad kupnem tradycyjnego na gaz, gdy obecny elektryczny popsuje się.
Zmywarki, nawet tej najmniejszej, nie mamy gdzie wstawić. Zmywaniem zajmuje się mąż, co stanowi dla niego rehabilitację. Czasem pomagam mu. Gdy rzadziej to robię, niż kiedyś, jest dla mnie przyjemne i medytacyjne.

Basia
Gość
Basia

Taki minimalizm, że po przeczytaniu tekstu „wychodzę” z jeszcze większą chęcią kupienia suszarki bębnowej. Obecnie pościel od wczoraj wisi na dworze (chwała własnym podwórkom na wsi), bo nadal mam nadzieję, że wiatr „wywieje” sierść… :D Ach, przy okazji też zamarzyła mi się na nowo zmywarka, jednak ku temu przydałby się bardzo gruntowny remont kuchni, a to już nawet na mnie za dużo ;)

Tamara
Gość
Tamara

Bardzo spodobało mi się Twoje podejście do zmywania :) Nie lubię tej czynności, zawsze muszę czegoś słuchać albo oglądać coś. A może by tak pomedytować w znaczeniu mindfulness… hmmm

Luiza
Gość
Luiza

Ja wpadam w medytację z automatu, poza zmywaniem, np. przy prasowaniu, obieraniu ziemniaków, szykowaniu obiadu, smarowaniu chleba masłem, parzeniu kawy w expresie. Na pewno nie przy ścieraniu kurzy, do czego zawsze zabieram się jak do jeża. Tu muszę mieć Powera i najlepiej rytmiczną muzykę. Właśnie na mnie czekają :)

Veverka
Gość
Veverka

W czasie przymusowej izolacji moje zarobki spadły, więc chcąc nie chcąc ograniczyłam do minimum wydatki, w zasadzie rezygnując z „fanaberii”, czyli zakupów ubrań, butów, perfum, dodatków, kosmetyków do makijażu itp. Na szczęście przed pandemią też nie kupowałam tego wiele, więc nie przeżywam teraz jakiegoś szoku egzystencjalnego :) Miałam np. zaplanowany zakup eleganckiej bluzki na pewną imprezę, która się oczywiscie nie odbyła, wiec problem z głowy. Podobnie z butami na wiosnę – wychodzę niewiele i tylko do sklepu lub na spacer, więc w zupełności wystarczają mi znoszone adidasy, a niebawem zrobi się na tyle ciepło, że już w ogóle takich wiosennych butów nie będę potrzebować. Makijaż? A kto go ogląda, jak pół twarzy zakrywa mi maska, pod którą zresztą wolę nie nakładać nawet niewielkiego make-upu ze względów higienicznych :D Itd, itd. W czasie pandemii brakuje mi za to własnego roweru. Od wielu lat korzystam z rowerów miejskich, służą mi jako podstawowy środek transportu. Pomijając okres, kiedy jazda na rowerze była obwarowana tyloma zakazami, że strach było ryzykować, uważam, ze rower jest obecnie znacznie bezpieczniejszym środkiem transportu niż autobusy czy tramwaje. Dlatego bardzo mnie boli zablokowanie możliwości ich wypożyczania, zupełnie nie rozumiem tej decyzji. Z wymienionych przez Ciebie sprzętów domowych bardzo… Czytaj więcej »

Ida
Gość
Ida

Przybijam piątkę! Poza suszarka nie mam żadnej rzeczy z listy, łącznie z parownica i netflixem (itp) :D
Brak suszarki to byłby dla mnie duży dyskomfort, bo bardzo lubię mieć wyprane rzeczy (dlatego też nigdy nie będę mieć tak mało ubrań jak Ty, bo bym cały czas się bala, że nie będę mieć sposobności, żeby zrobić pranie i olaboga co wtedy, rozpacz i śmierć :D).
Wyprasowalam w życiu ze trzy rzeczy, żeby się przekonać, że jako tako umiem to robić i żyje. Niestety, okazało się ze wełniane swetry się gniota :( Myślę nad parownica właśnie. Jak się sprawuje z welnami? Kaszmirem np?
Zmywanie mnie relaksuje, włączam sobie jakiś filmik do słuchania na YouTube, ale czasami też szkoda mi czasu i jakbym miała bardziej przewidywalne plany na przyszłość albo więcej domowników, to chyba bym kupiła.
Pozdrawiam serdecznie :)

Barbara
Gość
Barbara

Wełna się gniecie, ale jest sprężysta, więc jak da się jej szansę, to się rozprostuje sama. Nie prasowałam chyba nigdy wełnianego swetra (chociaż wiem, że można). Wełnę poleca się odświeżać w zaparowanej łazience, więc obstawiałabym, że polubi się z parownicą :-). Sama rozważam zakup jakiejś niewielkiej parownicy, właśnie żeby przedłużyć świeżość swetrów i innych rzeczy – czyli po prostu rzadziej je prać.

Joanna
Gość
Joanna

Nie mam smartfona. Używam zwykłego telefonu komórkowego. Czasami czuję się jak ostatni człowiek na świecie, który nie ma tego urządzenia, chociaż wiem, że to nieprawda. Moja decyzja nie wynika z jakiejś głębszej filozofii. Kiedyś miałam smartfona, ale się zepsuł i doszłam do wniosku, że w sumie ten gadżet nie jest mi potrzebny. Większość czasu i tak spędzam w domu, gdzie mam komputer i internet, a gdy wychodzę, nie czuję potrzeby bycia online. W kolejkach do lekarza zamiast przeglądać internet w telefonie czytam książki albo gazety. Telefon ładuję raz w miesiącu. Nie atakują mnie powiadomienia. I jeszcze jeden ogromny plus: moja dwuletnia córka widzi, że da się bez smartfona żyć i że jest wiele innych ciekawych rzeczy do robienia niż tylko przesuwanie paluszkiem po ekranie. Jedyny minus, to brak możliwości robienia zdjęć w różnych sytuacjach, gdy zdjęcie zrobić warto, a nie ma się przy sobie aparatu. Ale nawet to nie jest w stanie skłonić mnie do zmiany nawyków.

Barbara
Gość
Barbara

Trochę podziwiam :-).
Długo nie miałam smartfona i żyło mi się dobrze. Potem kupiłam, głównie ze względu na to, że w związku na odległość wszelkie komunikatory typu whatsapp są pomocne. Teraz niestety, jak się spodziewałam, mam telefon „przyklejony” do ręki :-/. Chyba przez to, że jako dziecko i nastolatka wiele czasu spędzałam przed komputerem, teraz te ekrany kojarzą mi się z beztroską i poczuciem komfortu (mimo że komputera używam też do pracy to niemal zawsze jak go odpalam pierwsze co czuję to odprężenie…). Myślę, że jeszcze kiedyś się zawezmę i ograniczę technologię w moim życiu.

Izabela
Gość
Izabela

Też jeszcze do niedawna nie miałam smartfona, tylko zwykły telefon. Ale w pewnym momencie zdecydowałam, że kupuję, bo przydałby mi się do nauki języków. Zakupu nie żałuję, nie siedzę z nosem w smartfonie, jedynie nagrywam podcasty i odsłuchuję filmiki z yt gdy jestem na mieście. Dzięki temu nie mam też poczucia straty czasu i więcej chodzę, zamiast jechać np. tramwajem. A nauka języka bardzo na tym skorzystała.

Beata
Gość
Beata

podziwiam, mialam kiedys na zamiane gdyz musialam dac swoj smartfon do naprawy i to jednak już ten poworot nie byl taki latwy…niby jest kolorowy ekran ale to już nie to samo..jedynym minusem poki co jest fakt ze te nowe telefony musimy zcesciej ladowac bo wiecej sie na nich ,,siedzi’ zeby nie wlaczac laptopa ale nie po to by ogladac suchary tylko czytac ksiazki w pdf lub ogladac rozne filmiki motywacyjne n,rozwojowe na you tube ;)

Inka
Gość

Co do suszarki na ubrania i deski do prasowania: koleżanka sprzedała mi patent na wydzielenie wysokiej i wąskiej półki w szafie wnękowej na te rzeczy, tak aby można je było pionowo postawić. Polecam.

Joanna
Gość
Joanna

Czy można prosić o zdjęcie tej półki? Z ciekawości ;) ja mam z kolei na przedpokoju „szafę” głęboką na 23 cm (tak 23 ! ! !); właściwie jest to zabudowana ściana, dwie deski z boku plus drzwi i tam chowam deske do prasowania i suszarkę na pranie oraz żelazko na uchwycie z ikei).

Inka
Gość

Przeprowadziłam się, więc nie mam możliwości zrobienia zdjęcia, spróbuję opisać dokładniej. To jest szafa głęboka na jakieś 65 cm i szeroka na jakieś 2, 5 m, przedzielona pionowo na pół. Połowę stanowią wieszaki, a połowę półki, ale zaczynają się na wysokości ok. 1,4 m. Niższa część od samego dołu jest przedzielona pionowo, ale w taki sposób, że z jednej strony tej pionowej ścianki jest jakieś 30 cm właśnie na deskę i suszarkę, a z drugiej strony są półki, po prostu krótsze niż te w górnej części . Jeśli ktoś jest na etapie projektowania szafy to polecam🙂 Przy zmianie suszarki nie sprawdziłam wymiarów i nowa mieściła się mniej komfortowo, więc dokładne wymierzenie sprzętów też polecam😁

Patrycja
Gość
Patrycja

Miałam kiedyś wielką potrzebę prasowania WSZYSTKIEGO (no, może z wyjątkiem bielizny). Kiedy rok temu ogłoszono jakąś akcję z nieprasowaniem ubrań do pracy (chyba na Dzień Ziemi) sprawdziłam, że prasowanie jest dla środowiska niezdrowe (głównie to na dużą skalę, w hotelach i przy produkcji ubrań). Spróbowałam nie prasować, choć było to dla mnie trudne (uwielbiałam kłaść się w świeżo wyprasowanej pościeli, choć przecież efekt był tylko pierwszej nocy :) ). Okazało się, że większości rzeczy NAPRAWDĘ prasować nie trzeba, co zaoszczędziło mi całe mnóstwo czasu. Jestem całkiem wdzięczna za to odkrycie.

Kolejne rzeczy, których nie potrzebuję, to mnogość kuchennych sprzętów. Do większości potraw wystarcza mi blender i podziwiam tych ludzi, którzy mają cierpliwość do sprzętów, które dłużej się czyści niż używa (nawet jeżeli są one czasem przydatne).

Karolina
Gość
Karolina

Ciekawy wpis, dziękuję :). Dla mnie niezbędna jest zmywarka :). Odkąd mam odkurzacz, miotła staje się coraz bardziej zbędna, deski też nie wyciągam, następne mieszkanie z prysznicem zamiast wanny :). Ach, i odkąd odkryłam mopa ze psikaczem nie potrzebuję całego kombo miska/mop).
Co do zmywarki, to polecam (choć ma swoje minusy i może nie tak eko jak duża) zmywarkę kompaktową – nie trzeba zwiększać ilości naczyń . 2 osoby dorosłe i małe dziecko, na ogół wstawiam raz dziennie. (Pewnie, że wieksza byłaby super i zużycie wody w stosunku do ilości naczyń byłoby trochę mniejsze, ale nie kuchnia nie dała możliwości na wstawienie wiekszej plus trzebaby wszystkiego jeszcze dokupić…)

Joanna
Gość
Joanna

Mam deskę do prasowania i żelazko, ale nie lubię tego robić, więc korzystam bardzo rzadko, raz na kilka miesięcy. Mam też pralko-suszarkę, ale pranie jest po suszeniu bardzo wymięte i trzebaby prasować, więc też nie korzystam. Moim podstawowym kryterium zakupu ubrań jest to, żeby ich potem nie prasować, bo wiem, że nie będę ich wtedy prasować i nosić. Natomist z suszarką na pranie jest dramat, nie mam jej gdzie postawić, żeby jej widok mnie nie irytował. Mieści niewiele, a jest nas troje, więc piorę mniej ubrań na krótki program 30 minut, ale 6 razy w tygodniu. Telewizor mam i służy jako monitor, bo ekran laptopa jest dla mnie za mały na oglądanie netflixa, chcę oglądać z odległości i widzieć detale. Czajnik też tylko na kuchenkę gazową, moim zdaniem tak zagotowana woda ma lepszy smak. Zmywarkę mam też, zastałam ją na wyposażeniu mieszkania i choć lubię zmywać, to korzystam z niej, żeby efektywniej wykorzystać czas. Z powodu robienia zapasów spożywczych, w razie konieczności spędzenia w domu 2 tygodni na kwarantannie i nie proszenia wtedy nikogo o zrobienie zakupów, wyrzuciliśmy stary toster, opiekacz do chleba, część naczyń kuchennych pojechało na działkę. I czuję się spokojna, że będziemy wtedy żyć normalnie. Eh… Czytaj więcej »

Ola
Gość
Ola

Kiedyś miałam okazję korzystać z suszarki do prania (rewelacyjny wynalazek, niestety we własnym mieszkaniu nie mam na nią miejsca). Z tego co pamiętam, to jeśli wyjmie się pranie od razu po wysuszeniu; jeszcze ciepłe i złoży to nie jest za bardzo wygniecione.. Ale trzeba być na miejscu i pamiętać :)

Joanna
Gość
Joanna

Ja mam pralko-suszarkę, więc zajmuje tyle miejsca co pralka :) a może właśnie one bardziej gniotą ubrania?

Marietta
Gość
Marietta

Pralko-suszarka a suszarka to dwie różne rzeczy. Suszarka ma dużo większy bęben niż pralka plus programy, które zapobiegają gnieceniu.

Ania
Gość
Ania

oj tak, suszarki do wlosow uzywam srednio 1-2 razy do roku i spokojnie moglabym sie jej pozbyc :)

za to zmywarki do naczyn…oj zdecydowanie nie – to jeden z lepszych wynalazkow jakie znam :)

AgnieszkaM
Gość
AgnieszkaM

Może tym razem przejdzie komentarz.

Hej. Kiedyś wynajmowałam mieszkanie, w którym też suszyłam na wieszakach. Telewizora nie mam. Bez żelazka sobie nie wyobrażam jako osoba szyjąca. Poza tym od mniej więcej roku w ogóle prasuję więcej ze względu na higienę. Deski do prasowania w domu rodzinnym nie było i nie wiem, jak można było żyć:) Zmywarki mogłabym nie mieć.
W obecnym czasie dyskomfortu dostrzegam różne plusy. Praca w domu jest trudna. Z tym mam problem i brak pomysłu na rozwiązanie.

Magda
Gość
Magda

A ja zabijając nudę i robiąc porządki wyprzedaje na portalach internetowych wszystkie niepotrzebne rzeczy. Zawsze dziwi mnie to, że mimo kupowania rzadko i w przemyślany sposób przedmioty nadal się gromadzą. U nas w domu taki nadmiar najczęściej dotyczy zakupów dla dzieci, tutaj trudniej mi o rozsądek.
Z takich codziennych rzeczy to warto trochę poczekać, bo nic się nie stanie jak np. 2 tygodnie nie mam deski do prasowania. O rzeczach niepotrzebnych ( np. u mnie prostownica, suszarkolokówka) szybko zapominam, a te potrzebne nie dają o sobie zapomnieć.

Beata
Gość
Beata

Zmiana mieszkania to okazja do zastanowienia nad swoim stanem posiadania. Mnie też czeka przeprowadzka i decyzje. Na pewno deskę do prasowania zabieram ze sobą, ponieważ jest to kwestia zdrowia tzn kondycji mojego kręgosłupa. Latem ubieram się w ubrania z naturalnych tkanin, które muszę przeprasować. Myślę też nad zakupem robota odkurzacza. Niech sobie jeździ i odkurza, a ja będę sobie ćwiczyć na macie i piłce rehabilitacyjnej. Suszarka do włosów leży w szufladzie nieużywana odkąd zapuściłam włosy. U każdej osoby zakres potrzebnych sprzętów jest inny i wynika z indywidualnych potrzeb i zasobności portfela.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Hej, ja nie planuję takich eksperymentów, być może dlatego że już to przerabiałam na studiach i jestem bardzo wdzięczna za posiadanie pralki, suszarki i zmywarki. Na studiach mycie naczyń nie było uciążliwe, bo jadałam w barze mlecznym lub odgrzewałam jedzenie. Mniej gotowania to mniej zmywania. Nie miałam pralki, pranie zazwyczaj woziłam do domu ( wiem, to trochę śmieszne, ale niestety nie wszystko da się dobrze wyprać ręcznie, no i rozwiesić naprawdę nie było gdzie). Jak już musiałam, to schło na wieszakach opartych o deskę do prasowania :). Moja pierwsza pralka dawała mi ogromną radość :) do dziś bardzo lubię wstawiać pranie i wywieszać. Ale zimą przydaje się suszarka bębnowa. O, bardzo, najlepszy zakup zeszłego roku. Więc niestety, ja świadomie z tych dobrodziejstw bym nie zrezygnowała…

Klaudia Jaroszewska
Gość

Żelazko mam, dostałam stare od mamy, ale nie używam, bo robię pranie tak, by nie musieć nic prasować. Telewizora nie mam. Z wieszaniem ubrań – to już wolę na suszarce powiesić niż na osobnych wieszakach :) zmywarki też nie mam i nie zamierzam mieć. A czajnik mam i mieć będę :)

Paulina
Gość
Paulina

A mogłabyś powiedzieć jakiej parownicy konkretnie używasz? Właśnie rozglądam się za jakąś, bardzo nie lubię pasować i myślę, że taka pracownica to byłaby lepsza opcja.

wendigo
Gość

Co to znaczy „nie mam gdzie wstawić zmywarki?” – ja też nie mam, kupiłem małą, taką przypominającą mikrofalówkę („zmywarka kompaktowa” to się chyba nazywa, tak – na pewno, nawet ktoś już w komentarzu o takiej pisał :) ), postawiłem z drugiej strony zlewu – w miejscu na ociekacz – jest zmywarka i jest git ;) (ociekacz stoi czasem na niej, czasem na stole, wszystko jedno, zmywarka jest ważniejsza, z resztą jak się ma zmywarkę, to ociekacz jest prawie niepotrzebny). Oprócz tego że mam zmywarkę, to taka mała jest zupełnie wystarczająca dla jednej-dwóch osób. Z innych rzeczy: jak już chyba kiedyś wspominałem: mam żelazko… bo się przydaje do rękodzieła :D (żeby skleić serwetkę z papierem trzeba przeprasować itp. ;) ), ubrań ani niczego nie prasuję nigdy (nie pamiętam kiedy ostatnio musiałem ubrać coś, co wymagałoby prasowania, daawno już nie musiałem ubierać się elegancko). Telewizor kupiłem, żeby wygodniej oglądać z internetu rzeczy… ale rzadko to robię, dziś bym już nie kupił. Trudno mi sobie wyobrazić brak suszarki (chociaż prawda, że to coś nigdzie nie pasuje, trzymam ją na balkonie ale szpeci balkon), myślałem o pralko-suszarce (bo osobnego sprzętu nie zmieszczę, nie da też rady jednego nad drugim ustawić, bo moja pralka… Czytaj więcej »

Luiza
Gość
Luiza

Dopiero teraz zobaczyłam, co to jest zmywarka kompaktowa. Nad taką można byłoby sie zastanowic, bo nie zabiera dużo miejsca. Dziekuje za wpis na ten temat.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Dla środowiska też nie jest dobrze wszystko gotować w czajniku elektrycznym. Rachunek też idzie w górę, bo gaz jest tańszy.

maga
Gość
maga

„Dla środowiska nie jest dobrze gotować w czajniku elektrycznym”… ale suszarka bębnowa i zmywarka nie daje wyższego rachunku za prąd?

Luiza
Gość
Luiza

Napisz więcej o plusach użytkowania tej zmywarki, jakiej masz firmy oraz czy są jakieś minusy :)

Karolina
Gość
Karolina

U mnie po 13 latach pojawia się telewizor – izolacja przekonała nas z mężem, że warto oglądać filmy i grać w gry na czymś większym. Tak samo myślimy o konsoli – normalnie nie było potrzeby bo cały czas spędzaliśmy na zewnątrz i staraliśmy się żeby to zawsze był pierwszy sposób spędzania czasu, ale jest jak jest.

U mnie chyba po 6 latach z minimalizmem najbardziej to widać po ubraniach- mam może 1/7 tego co kiedyś. Teraz np kupiłam legginsy do wygodnej pracy z domu – można też w nich popołudniu wskoczyć na matę i odpalić jogę więc jest idealnie.

Do niedawna mieliśmy za to turbo puste mieszkanie- nie było nas stać na te meble które nam się podobały, więc kupiliśmy kanapę na raty na 2 lata, spłaciliśmy i zaczynaliśmy myśleć o następnym mebli. Teraz mamy dużo lepsze zarobki i nadrabiamy, ale ciągle bez kompromisów. Teściów do dziś szokuje że nie mamy szafek wiszących w kuchni- bo wszystko, łącznie z pralką, mieści się na dole :) Lubię myśleć że nie mam nadmiaru, po prostu

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Szczerze mówiąc to podziwiam bo w moim przypadku zbędny byłby chyba tylko telewizor. Oczywiście go mamy bo mąż jest fanem sportów wszelakich a dzieci oglądają bajki ale ja praktycznie nie korzystam. Przy 4 osobowej rodzinie zmywarka, żelazko, suszarka nie wychodzą z codziennego użycia. Szczerze mówiąc od pół roku rozwazam także suszarkę bębnową bo ilosc prania mnie trochę przytłacza. W przypadku suszarki stacjonarnej i deski do prasowania u mnie sytuacja jest na tyle mało problematyczna,że mam dla nich przeznaczone miejsca w domu, gdzie są stale rozłożone i ich nie widać. Nie trzeba więc ich składać i rozkładać. Takimi moimi must have są piekarnik (używany codziennie – sama piekę chleb, pizzę i masę innych rzeczy – prawie nie smażę na patelni) i suszarka do włosów – bez niej mam miotle na głowie i wyzwala u mnie to wysoki poziom irytacji. Natomiast świadomie nie posiadam w domu rzeczy bez których niektórzy jakoś nie potrafią się obyć tj. nie posiadam w całym domu ani firanek ani zaslonek (tylko rolety) co jest np nie do zaakceptowania przez moją mamę ;-) Jak widać po komentarzach stan posiadania i obowiazkowosc posiadania wielu przedmiotów uwarunkowana jest w znacznym stopniu ilością domowników, metrażem i stylem życia.

Ola
Gość
Ola

Podpisuję się pod tym :-) Ja po wielu latach pozbywam się stopniowo rzeczy, które sprawiają więcej problemów niż radości – brak firanek, zminimalizowałam liczbę bibelotów i tzw. „pierdół”, zresztą ten proces wciąż trwa i rzeczy ubywa zamiast przybywać… Dzieci mają swoje pokoje i to ich królestwa – odpuszczam, bo kolekcje np. filmów syna to dla niego świętość ;-) BARDZO!!! polecam suszarkę bębnową – mam od pół roku i nie wyobrażam już sobie bez niej życia – szybko, sprawnie, bez sierści (z dwóch psów) i bez prasowania – trzeba tylko cieplutkie wyjąć i ładnie złożyć. A wcześniej byłam maniakiem prasowania, mam stacją parową – teraz używaną tylko do eleganckich koszul i spodni. Suszarka ułatwiła mi niesamowicie życie, nie ma porozkładanych suszarek, a ja najbardziej lubię moment, gdy włączam pralkę i suszarkę – wychodzę z łazienki z dumną miną, że mam takich „pomocników”, którzy robią swoje bez zdań typu „później”, „zaraz”… :-))) Myślałam o suszarce od zeszłego roku i tak, jak nie wyobrażam sobie życia bez pralki, tak teraz doszła do tego suszarka – bo np. bez zmywarki bym sobie poradziła, bo mnie mycie naczyń uspokaja :-) Pozdrawiam!

Królowa Karo
Gość

Ja się swojego czasu pozbyłam całej masy przydasiów i gadżetów kuchennych, które miały mi ułatwić życie, a skutecznie je utrudniały zagracając kuchnię. Dlatego wiem, że przy każdej potrzebie trzeba się zastanowić, czy przypadkiem nie jest to sztucznie stworzona potrzeba przez speców od marketingu.

Beata
Gość
Beata

O, tak! Wyciskarki, sokowirówki, sprzęty do cytrusów, szczoteczkę soniczna do twarzy, depilator, urządzenie do pilingu kawitacyjnego, jeszcze jeden depilator -oto co „musisz” mieć.

Ewelina
Gość
Ewelina

Haha, a propos suszarki do włosów – to jest właśnie rzecz, której nigdy nie używam (moje super cienkie włosięta schną w minutę!), ale mam, bo z kolei mój mąż nie może się bez niej obyć! A włosów ma jeszcze mniej, niż ja ;)

Luiza
Gość
Luiza

Kiedyś, jak miałam długie włosy, często suszyłam je suszarką. Od dłuższego czasu leży sobie i czeka na chłodne dni lub czas mojego przeziębienia. Wtedy z niej korzystam.

Luiza
Gość
Luiza

Twoje teksty, Kasiu, zapadają w podświadomość. W sobotę sięgałam po coś do szafki i mój wzrok padł na pudełko z gofrownicą i tosterem. Szybko doszłam do wniosku, że zaproponuję je siostrze, ponieważ rzadko ich używamy z mężem. Wolę raz na jakiś czas pożyczyć od siostry. Zadzwoniłam do niej i okazało się, że myślała o kupnie takich sprzętów. Bardzo się ucieszyła.

Kinga
Gość
Kinga

A ja mam suszarkę na ubrania podwieszaną w łazience na stałe, takie drążki na sznurku nad wanną, bardzo sobie chwałę i polecam, nie zajmuje miejsca w mieszkaniu a jest pod ręką. Tylko trzeba toto zamontować do ścian.

Luiza
Gość
Luiza

Ja też mam taką, ale przeważnie jest na nich za mało miejsca na całe pranie.

Matylda
Gość
Matylda

Fajny i ciekawy tekst. Jak widać można funkcjonować bez kilku rzeczy. Też mnie irytuje deska do prasowania, suszarki, ale przy rodzinie 4 osobowej suszarka musi być. Czekam na kupno suszarki bębnowej. Fajnie jest z czegoś zrezygnować na jakiś czas żeby potem docenić komfort posiadania. Ja lubię zmywać naczynia także nie musiałabym mieć zmywarki. Wyjmowanie i wkładanie rzeczy zajmuje czasem więcej niż umycie ich ręcznie🙄 A co do rzeczy których nie mam to jest to super samochód, gdzie koi znajomi się prześcigają a ja wolę moje środki wydać na coś innego. Także można 🤔

Karina
Gość
Karina

Z tych rzeczy nie mam tylko telewizora i nie odczuwam braku. Jednak mogłabym też nie mieć żelazka i deski, bo prasuje sporadycznie (nie mam jednak parownicy więc bez sensu pozbywać się czegoś co czasem się przydaje). Bez suszarki stojącej nie wyobrażam sobie funkcjonowania (mam też bębnową, ale niestety niszczy ubrania – używam tylko do dziecięcych). Czajnik i zmywarka dla mnie niezbędne przy 3 osobowej rodzinie.

Agata
Gość
Agata

Też od wielu lat nie m czajnika elektrycznego. Psuły się mega czesto i co rok, półtora musiałam kupować niwy, co doprowadzało mnie do szału.w końcu kupiłam zwykły czajnik z gwizdkiem i mam go już chyba z 8 lat. Nigdy nie wrócę do elwkteycznego, dla mnie to znędny klamot, wcale mi go nie brakuje, a piję napraaaawdę dużo herbat.

Szara
Gość
Szara

Witaj Kasiu, mam pytanie, czy ta parownica się sprawdza? Mam dużo spódnic – takich długich. Jednak nie znoszę prasować. To jest jedyna rzecz której szczerze nie toleruję. Czy taki mini parowacz wystarczyłby żeby taką spódniczkę wyprostować? Czy na koszulkach typu T-shirt działa całkiem jak żelazko? Szukałam miejsca na deskę , na która patrzeć nie mogą ale po przeczytaniu Twego wpisu postanowiłam pozbyć się jej na dobre. Obecnie jestem przed remontem generalnym i muszę wyprowadzić się do innego mieszkania na 3 miesiące. Zamierzam wykorzystać ten czas żeby pozbyć się wielu rzeczy, które mnie przytłaczają. Niestety czasy średnio sprzyjają, np. ograniczono mocno działalność lokalnej śmieciarki :) Do ekoportów kolejki etc:)
Pozdrawiam serdecznie :) TS

Laura
Gość

Deski do prasowania nie używam, ale prasuję również bardzo mało. Staram się dobrze rozwieszać pranie, żeby uniknąć prasowania. Z eleganckimi koszulami się nie da, ale to już zostawiam do prasowania bardziej cierpliwemu chłopakowi. W moim domu nigdy nie było zmywarki – tu gdzie wynajmuje – jest. Zawsze zmywać lubiłam, ale jeszcze bardziej lubię tego nie robić (logiczne, haha). Zmywarka ułatwia życie i bardzo bym chciała ją mieć w swoim docelowym przyszłym mieszkaniu. Na pewno nie chciałabym mieć telewizji. Z jednej stronie mam podobnie, chciałabym zająć czymś umysł, żeby coś grało w tle. Niestety, często kończy się na tym, że przez godzinę przełączam kanały w poszukiwaniu czegoś, co „może lecieć w tle” w ostateczności, wolę już tego Netflixa.
Pozdrawiam ♥

Maria Bereś
Gość

Zmywarki nie mam, ale bym chciała mięć w przyszłości. Czajnik elektryczny ostatnio podkradłam mamie, bo woda w nim się o wiele szybciej gotuje. A co do suszarki, to ostatnio kupiłam taką pionową i zakochałam się w jej funkcjonalności. Może Tobie też przypadnie do gustu.

Jess
Gość
Jess

Ja z wymienionych rzeczy mam tylko czajnik, ale na gaz..żelazko czasem pożyczam – do prasowania sukienki na wyjścia, ale ogólnie sprzętów AGD/RTV raczej nie używam. Jedyny sprzęt, którego nie potrzebuje to drukarka – na studiach była niezbędna i tak została. Czas ją oddać komuś😉

Ula
Gość
Ula

Wakacyjne miesiące spędzamy w domu w lesie, gdzie nie mam zmywarki. Przy 6 osobach to problem… rozważam zmianę kuchni właśnie z tego powodu.
Odkąd mam suszarkę bębenkową wiem, ze jest niezbedna przy dzieciach i kocie. Bez żalu pożegnałam taką rozkładaną. Oszczędzam czas, nerwy i metry kwadratowe 😜
Mam żelazko i deskę, ale rzadko korzystam. Ale jako, że kupiłam chyba 3 lata temu dobry sprzęt to nie wyrzucę i nie oddam. Będzie na x lat 😜
Czeka mnie przeprowadzka za kilka miesięcy i wiem, że zrobię czystki w kuchenntych szafkach. Oddam miksery i miski, jakieś gadżety do siekania itd. Wszytko to zastąpił mi Thermomix.
Co jakiś czas przeglądam szafy i z wieloma rzeczami się żegnam. Zauważyłam, że niektóre z nim były potrzebne przez moment albo pozornie.

Zuz
Gość
Zuz

Kasiu, czy Twój mąż podziela również Twoje podejście do braku np.telewizora?

Kora
Gość
Kora

Nie mam auta. I żyje 😄

Aleksandra
Gość

Od kiedy kupiliśmy zmywarkę nie wyobrażam sobie już funkcjonowania bez niej, raz, że oszczędza wodę, dwa, że oszczędza czas którego i tak jest ciągle mało. Po za takimi rzeczami przydatnymi może warto pomyśleć co by nam sprawiło przyjemność i co mogłoby dać nam dodatkowe hobby które moglibyśmy realizować będąc w domu. Ja na przykład kupiłam sobie ostatnio ukulele z myślą nauczenia się na nim grać :) Kupienie czegoś dla siebie raz na jakiś czas też nie jest niczym złym :)

Luiza
Gość
Luiza

Zastanawiam się nad oddaniem siostrze mikrofali, bo tak naprawdę używam jej czasem do podgrzewania potraw, a to można zrobić na suchej patelni lub w piekarniku. Ja zyskałabym miejsce na blacie.
Wczoraj znalazłam w dawniejszych dokumentach już nieaktualne umowy, poza tym niepotrzebne instrukcje obsługi sprzętów domowych. Jaką miałam frajdę, idąc z tymi drugimi do kosza. Pierwszymi nakarmię niszczarkę :) A myślałam, że ten temat mam już ogarnięty…

Beata
Gość
Beata

telewizor mam ,ale rzadko jest tam coś godnego uwagi (syn oglada galileo a ja jakies programy o aranzacji wnetrz na metro lub wp ) żelazko mam ,czajnika elektrycznego nigdy nie mialam chyba ze u rodziców jak akurat weszla na nie moda i to tez krotko bo szybko sie psuły,a u siebie nie mialam i miec nie bede,caly czas walcze ze zmywarka w tym sensie ze ,,nie znosze zmywac recznie”i ze zuzyje mniej wody. zreszta nie kupuje rzeczy, ktorych wiem ze uzywac nie będe ..nie mam blendera kielichowego czy jakis planetarnych zestawow jakis wynazazkow z mango pt czarodzieljskie noże..bardzo bym chciala pozbyc sie mikrofali ale nie jest to takie latwe..;p

Iwona
Gość
Iwona

Ja tez nie kupuje rzeczy, ktorych uzywac nie bede (albo uzywalabym rzadko). Nie lubie sprzetow przesadnie wyspecjalizowanych typu krajalnica do chleba, krajalnica do jajek, krajalnica do cebuli, krajalnica do ziemniakow (na frytki) obieraczka do tego czy tamtego – zamiast tego wystarczy kilka nozy. Ilez miejsca (i pieniedzy) mozna w ten sposob zaoszczedzic! Walka do ciasta dorobilam sie w wieku lat 40tu, z okazji pieczenia z synem – do tej pory butelka wina dawala rade jako zamiennik (nie pieke przesadnie czesto), ale wizja szkla w rekach 4latka jakos wydala mi sie malo pociagajaca ;-D Ostatnie odkrycie kuchenne przy okazji kupna garnkow i patelni (niestety byly juz do wymiany): ograniczanie srednic garnkow, rondli i patelni do 2-3 roznych srednic (a nie np kupowanie w wielu roznych srednicach) – i nagle sie okazuje ze potrzeba o polowe mniej pokrywek, bo te z patelni o sredn 23 cm mozna uzyc na garnku o srednicy 23 cm (na garnku o srednicy 24 cm juz by to nie bylo mozliwe…). Niby oczywiste, a na to nie wpadlam do tej pory. Oszczednosc miejsca i kasy plus o ilez latwiej mozna znalezc w szafce pasujaca pokrywke, jak ma sie ich 3 zamiast kilkunastu. Zmywarke do naczyn i… Czytaj więcej »

Pstra Matrona
Gość
Pstra Matrona

Nie mam telefonu, telewizora, zmywarki nie miałam nigdy w życiu, suszarki do włosów też nie. Miałam też okresy bez lodówki i spoko. Jakbym wynajęła mieszkanie gdzie nie ma to bym nie dokupiła. Często w życiu nie miałam też łóżka, stołu czy krzeseł w wynajmowanych mieszkaniach. Teraz akurat mam, ale generalnie to dla mnie zbendne gadżety, tak jak wszelkie fotele, kanapy itd i tak żyję na podłodze ostatecznie. Za to bez żelazka i deski nie wyobrażam sobie życia. Nie wyszłabym z domu w niewyprasowanym ubraniu. To dla mnie bardzo ważne, a parownica nie doprasowuje tak dokładnie. Bez suszarki też nie, mam mnóstwo ubrań, jakbym miała miejsce to kupiłabym dwie. Elektrycznego czajnika nigdy nie miałam, nie bardzo czaje po co kolejne urządzenie skoro jest kuchenka. Długo nie miałam też miksera i robiłam bitą śmietanę taką sprężyną, teraz mam ale sama bym nie kupiła. Nie mam też odkurzacza. I karty do bankomatu, to akurat mnie wkurza, ale zawsze gubię. I portfela nie mam i sportowych butów i pewnie jeszcze mnótwa rzeczy o których nie wiem, że można je mieć. Ale zupełnie nie jestem minimalistką. Mam tyle ubrań, że przydałby mi się na nie pokój, tonę książek i ciężarówkę roślin. Po prostu nie… Czytaj więcej »

donatello
Gość
donatello

zamiast suszyć naturalnie, generujesz CO2 suszarką elektryczną. to Twój kolejny pomysł na minimalizm pod publikę.
od razu jak zobaczyłem to twoje zdejmowanie ciuchów na ted, to wiedziałem z kim mam do czynienia. pisałem już o tym nadmiarze kubków, idiotycznym „ograniczaniu” zakupów, których w miesiąc robisz więcej niż przeciętny facet w kwartał (i przedstawisz to jako sukces; paradne). a teraz – minimalistyczna suszarka elektryczna. boki zrywać.
przestałem pisać grzecznie, bo i tak tego nie publikujesz, bo wszystko musi się zgadzać po linii marketingowej. ale wiem, że to czytasz.
pozdrwaiam

Anna
Gość

Ja ostatnio też znacząco ograniczyłam konsumpcję, ale na brak zmywarki albo żelazka bym się w życiu nie zdecydowała ;) Za to suszarka bębnowa to moje małe marzenie i na pewno kiedyś sobie sprawię.

Luiza
Gość
Luiza

Oddałam mikrofale siostrze i dobrze mi z tym. Mam więcej miejsca na blacie. Wczoraj wysiadł mi czajnik elektryczny. Toteż wyjęłam tradycyjny, nowy, niedawno kupiony. Jest dobrze. Jeszcze więcej miejsca na blacie :)