Data: 05/04/2020

Miniplan na czas kryzysu

Ten czas wcale niekoniecznie musi być teraz. Mój naprawdę ciężki czas był kilka miesięcy temu. Wtedy wiele czynników złożyło się na mój powrót do formy – pisałam już np. o medytacji mindfulness, dziś chcę Wam napisać o kilku innych, bardzo drobnych rzeczach, które stały się moim miniplanem na czas kryzysu.

 

Zaakceptuj to, co akurat czujesz

 

Może Ci się wcale nie podobać to, co czujesz. Bo może teraz czujesz lęk, złość, gniew, bezradność, przytłoczenie, zmęczenie, frustrację, presję czy smutek. To nie są łatwe uczucia, wiem, ale gdyby nie one, nie byłoby też radości, miłości, wdzięczności, zachwytu. Jasna i ciemna strona mocy. Gdy kiedyś ktoś mi mówił o zaakceptowaniu uczuć, nie do końca rozumiałam, o co mu chodzi. O tolerancję? O pójście za emocjami? O ich wyrażanie? Dla mnie obecnie zaakceptowanie uczuć to wyrażenie wobec siebie samowspółczucia. Robię to najczęściej w formie ćwiczenia, którego nauczyłam się z książki „Zaakceptuj siebie. O sile samowspółczucia”.

 

[1]

Jestem dla siebie życzliwa, wyrozumiała dla swojego stanu, swoich działań/zachowań, błędów, słabości czy niedoskonałości. Staram się być świadoma, że zwyczajnie nie zawsze jestem w stanie zrealizować plany czy oczekiwania. Biorę odpowiedzialność za siebie bez karania się i cierpienia. Pomocne może być powiedzenie sobie „to jest część życia” czy „to, co teraz czuję jest w porządku i z czasem przeminie”.

 

[2]

Jestem uważna na siebie – uczę się rozpoznawać swoje myśli i emocje bez ich kategoryzowania czy osądzania. Lęk nie jest wcale gorszym uczuciem, niż radość. Jest po prostu czymś innym. Podobnie moje myśli to nie jest wcale obiektywna prawda. Moje myśli nie są mną, a ja nie jestem swoimi myślami. Nie chodzi o ich tłumienie czy o stan „niemyślenia”, bo tak się nie da, tylko o uważną, życzliwą i nieosądzającą obserwację tego, co dzieje się w moim umyśle i sercu.

 

[3]

Szukam poczucia wspólnoty z innymi. Każdy czasami cierpi. Każdy czasami popełnia błędy. Ma słabości, niedoskonałości. W idealnym otoczeniu rodem z Instagrama naprawdę łatwo zapomnieć, że to tylko zdjęcia. To wcale nie muszą być pozory, ale nigdy nie mamy pełnego obrazu całości czyjegoś życia. Pomocne może być powiedzenie sobie „to mogło przydarzyć się każdemu” czy „to naturalne, każdy się tak czasami czuje”.

 

Miej listę rzeczy, które wnoszą radość

 

Wiem, każdy z nas wie, co lubi i co mu poprawia nastrój. Tylko, że w momencie, gdy jest bardzo ciężko, nic takiego nie przychodzi do głowy, albo wewnętrzny sabotażysta mówi, że to i tak bez sensu. Dlatego warto mieć spisaną listę rzeczy, które wnoszą radość do Twojego życia (ależ będą to różne listy i różne rzeczy!). U mnie jest to np. gra w Heroes III, malowanie obrazów, medytacja i uważny ruch czy golenie swetrów. Staraj się, żeby lista była maksymalnie dokładna – jeśli masz na niej np. słuchanie muzyki to wpisz dokładnie, które utwory dobrze na Ciebie działają.

 

Potem, w trudnej chwili zwyczajnie zmuś się do zrobienia jednej rzeczy z listy, albo najlepiej wpisz je na kolejną listę…

 

Każdego ranka zrób listę rzeczy do zrobienia

 

No wow, ale mi porada, może sobie właśnie teraz myślisz. Plan z zadaniami do odhaczenia do żadna nowość! Zgadza się, tylko moja lista rzeczy do zrobienia w trudnym czasie wyglądała zgoła inaczej, niż w każdym innym momencie. Przykładowo, na tej liście było: zrób sobie śniadanie, umyj włosy, wyjdź na psi spacer, namaluj obrazek, zjedz obiad itp. Bardzo proste, codzienne rzeczy, które w trudnych chwilach sprawiają dużo kłopotu, ale zaniedbanie ich jeszcze więcej. W ruchu jest zdrowie – nie tylko chodzi tu o fitness, ale o zwyczajną codzienną krzątaninę, dbanie o własne potrzeby nawet tak proste, jak przygotowanie sobie posiłku. Odhaczenie tego na liście daje poczucie sprawczości w trudnym czasie, co jest absolutnie bezcenne.

 

Jeśli mój tekst Ci pomógł w jakikolwiek sposób – napisz mi o tym proszę. W komentarzu, przez media społecznościowe, jakkolwiek. Informacja zwrotna to dla mnie bardzo ważny element mojej pracy tutaj. Dziękuję.♥

Jaki jest Twój miniplan na trudny czas?

 

16 komentarzy
0 0 vote
Article Rating
Powiadomienia
Powiadom o
guest
16 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Kasia
Kasia
6 miesięcy temu

Moj kryzys byl okolo rok temu i od tego czasu zaczelam intensywna prace nad soba przy mniej lub bardziej czestotliwych sptokaniach z terapeuta. Nauczylam sie lepiej wsluchiwac we wlasne emocje i nie zaniedbywac wlasnych potrzeb. Wypracowalam narzedzia, ktore sluza mi w obecnej sytuacji. Jak u kazdego, wiele z moich planow musze odlozyc na pozniej, ale najwazniejsze to zyc teraz i dostosowac plan do obecnej sytuacji. Czy moge cieszyc sie teraz? Czasem spedzanym z rodzina, wspolnymi posilkami, calymi dniami z dzieckiem (tak, jestem szczesciara, ktora nie musi pracowac z domu, bo nowa prace zaczne dopiero jak bede mogla wyjsc z domu; na szczescie wystarcza nam do pierwszego), partnerstwem w moim zwiazku i podzialem obowiazkow – Ty pracujesz, ja jestem z dzieckiem i zajmuje sie domem, a jak ja sie ucze, ty jestes z dzieckiem i zajmujesz sie domem. Do tego wiosna – swietny czas na zabranie sie za ogrodek i balkon. Poki co tu gdzie, zyje pozwala sie nam na przebywaniu poza domem w celu zachowania sprawnosci fizycznej, wiec pedaluje codziennie ku naturze. Do tego co kilka tygodni spotykam sie online z moja terapeutka.

Beata
Beata
6 miesięcy temu

Dziękuję za ten tekst. Czasem trzeba troszkę na siłę wyrwać się z odrętwienia. Poćwiczyć na macie, skupić się nad książką. Od nowa napisać listę osobistych umilaczy. Pierwsze tygodnie tej nowej sytuacji były dla mnie bardzo trudne. Wróciło podjadanie słodyczy i zasiadanie po powrocie ze stresującej pracy do czytania stresujących wiadomości w necie całymi wieczorami, niedosypianie. Tak nie można. Trzeba sobie zorganizować strefę bez stresu, a jeśli jest dłużej źle prosić o pomoc profesjonalistów psychiatrę lub psychologa.

Asia
Asia
6 miesięcy temu
Reply to  Beata

„Trzeba sobie zorganizować strefę bez stresu” – święte słowa!

Ewa
Ewa
6 miesięcy temu

Ja też robię plany. Też są zwyczajne. To są rzeczy w stylu co zrobić do jedzenia, co kupić, uszyć naprawić, zrobić na drutach, uprać, przeczytać, napisać mail. Obowiązkowo też jest sprawdzić Twoje wpisy na blogu. Dałam też radę ostatniemu wyzwaniu minimalistki. Udało się bo u rodziców zostawiłam 20 lat temu na strychu mnóstwo moich rzeczy. Co tydzień rozprawiałam się Z kolejnym kartonem niby pamiątek. Sporo jednak znalazłam i w moim obecnym mieszkaniu- krokomierz, zepsuty stoper, stare zegarki. To dzięki Tobie akurat, bo zwykle w niedzielę planowałam co oczyszczę. W tym czasie tak wypełnionym obawami postanowiłam zadbać bardziej o siebie, swoje myśli, odpoczynek. Na bardzo duży stres mam pranie, mycie podłogi, na relaks mam lekturę, druty, kilka filmów. Pozdrawiam Ewa

Ola
Ola
6 miesięcy temu

Ważny tekst. Ja sie dopiero uczę takich rzeczy.

Asia
Asia
6 miesięcy temu

Muszę na początek spróbować zrobić plan. Od ponad tygodnia nie mam na nic siły. Większość dnia przesypiam (tak sobie radzę ze stresem) i do każdej czynności muszę się zmuszać. Chciałabym zrobić wiele – porządki w szafach, odmalować ściany, nadrobić zaległości w pracy ( pracuję w domu od zawsze), czy zadbać o siebie, ale brakuje mi chęci i sił. Mój mąż porządkuje szuflady, gotuje i bawi się z dziećmi a mi odebrało energię. Mam nadzieję, że to minie.

Kasia lekkoozyciu.pl
6 miesięcy temu
Reply to  Asia

Asia, mam wrażenie ze napisałaś dokładnie to, co sama chciałam napisać. Po weekendzie stwierdzam, że moja energia i wielkie plany ulatniają się szybciej niż jestem w stanie zareagować. Siedzę, patrzę w przestrzeń przez sobą, chłonę słońce, piszę dużo ale niczego nie kończę, raczej porzucam w poczuciu, że nie jest wystarczająco dobre i w ogóle czy to ma sens? A tymczasem mój mąż robi porządki w szafach, przycina drzewa, robi kolacje dzieciom i myśli o malowaniu ścian. A dodam jeszcze, że oboje w tygodniu pracujemy zdalnie. Ech, życie… wiem, że to minie. I mnie i Tobie.

Asia
Asia
6 miesięcy temu

Kasia, trzymam kciuki za Ciebie…i siebie :)

Beata
Beata
6 miesięcy temu

Witam. W całej tej trudnej sytuacji przykre jest że przyjaciółka ogranicza kontakt telefoniczny, nie zbyt chce rozmawiać ponieważ ja mam inne nastawienie, radzę sobie i nie panikuje. Ona się zadręcza i nic nie próbuje z tym zrobić. Prosiłam i mówiłam że to ją osłabia , szkodzi jej zdrowiu i nie ma wpływu na to co się dzieje ale nic to nie dało. Kiedyś w kłopotach wspierałyśmy się wzajemnie teraz już ona nie chce. Powiedziałam z troski że po prostu chciałabym aby było jej łatwiej to prawie się obraziła. Pozdrawiam życzę spokoju i zdrowia

Magda
Editor
6 miesięcy temu

Dziękuję za ten tekst – bardzo cenię Twoje wpisy dotyczące świadomego życia i rozwoju osobistego. Jestem w trakcie lektury książki „Zaakceptuj siebie. O sile samowspółczucia” za sprawą Twojego polecenia. To dopiero początek a już jestem zachwycona! Akceptacja trudnych emocji to bardzo wymagająca praca, czasem uświadamiam sobie, że chcę je na siłę wygłuszyć lub wyprzeć -co nie jest dobre. Staram się jednak „nie biczować” za to, że chociaż tak dużo pracy nad sobą wykonałam wciąż popełniam te same błędy… „To jest część życia!”

Luiza
Luiza
6 miesięcy temu

Radość daje mi widok błękitnego nieba rano, zanim wstanę z łóżka, dłuższy dzień po zmianie czasu, cisza, dobra muzyka, wyszywanie, czytanie dobrej książki i prenumerowanych czasopism. Oglądanie komedii i filmów obyczajowych z pozytywnym przesłaniem. Widok ładnych kolorów wokół siebie. Gotowanie. Kontakt z przyjacielem. Dbanie o siebie: masaż na materacu, gimnastyka, medytacja. Spoglądanie w ciągu dnia na męża. Dobry rytm pracy zawodowej. Pomaganie.
Plany powszednie to: zrobić konieczne zakupy przed godz. 10.00, ale zwracając uwagę na ilość i wagę torby, ugotować coś na obiad, zrobić jakieś porządki, odpocząć po obiedzie itp.

Aleksandra
5 miesięcy temu

Taką radość z codzienności może przynieść jakaś prosta rzecz którą zrobimy dla siebie, coś co sprawi nam radość na dłużej i da nam poczucie istnienia i samorealizacji.

Kasia
Kasia
5 miesięcy temu

Fajny artykuł :) wczoraj na poprawę humoru goliłam skarpetki :) Na lustrze napisałam „To też przeminie” za każdym razem, gdy wchodzę do łazienki to widzę ten napis. Pamiętam, że obecna sytuacja też kiedyś się skończy mimo, że wydaje się jakby tak miało być już zawsze. Na poprawę humoru zamówiłam sobie sushi z ulubionej restauracji. Odbiorę je, gdy będę wracała z pracy. Od maja znowu chodzę do pracy, ale klientów mamy bardzo mało. Wróciłam do ćwiczenia jogi w domu. Wieczorem z okna w kuchni sprawdzam, czy widzę Wenus jak błyszczy na niebie i mruga do mnie.

Luiza
Luiza
5 miesięcy temu

Aby często nie chodzić do sklepów w związku z panującym wirusem, zaczęłam robić zakupy na zapas, głównie chemiczno – kosmetyczne. Również przez internet. Ale ostatnio przyłapałam się na nadmiarze tych zapasów. Zapędziłam się. Powiedziałam: stop.

Alicja
Alicja
4 miesięcy temu

Pani Katarzyno!
Dziękuję za ten tekst. Uświadomił mi, że trzeba mieć tę listę rzeczy, które sprawiają radość i codziennie sięgać do tej listy. A także pamiętać o tym, co w naszym życiu jest pozytywne – i jeśli trzeba, również z tego stworzyć listę.
Na pierwszym miejscu mojej listy pozytywów będę ja sama. I to nie jest efekt samoafirmacji, ale czysta prawda :-)
W ciągu ostatnich 5 lat spotkało mnie dużo ciężkich doświadczeń: rozstanie, umieranie i śmierć ojca, bardzo ciężka choroba i całkowita niedołężność babci, znowu bardzo ciężka choroba męża i konieczność przeżywania traumatycznych sytuacji z tym związanych (zatrzymanie akcji serca, całkowita niepełnosprawność, konieczność całodobowej opieki nad osobą, której skończył się świat i musi to na kimś wyładować).
Z tego najgorszego kryzysu w moim życiu wyszłam z przekonaniem, że nic mnie nie złamie. Przy czym zachowałam bardzo duże poczucie humoru i mam w sumie też pewną wdzięczność w stosunku do losu.
Być może trudne doświadczenia doprowadziły mnie do przekonania, że należy się cieszyć wtedy, kiedy nie jest tragicznie i nie żądać zbyt wiele.
I tutaj nie będę szła pewnie w spodziewanym kierunku, żeby żyć chwilą, bo zawsze może się skończyć i cieszyć się z drobnych rzeczy ;-)
Otóż ja stworzyłam sobie jakąś opaczną wersję Pani stwierdzenia „Chcieć mniej” i zadowalam się byle czym. Po prostu ochłapami.
Obudziłam się niedawno, że nie muszę akceptować danej sytuacji, tylko dlatego, że wiem, że bywa w życiu naprawdę źle. I teraz obiecuję sobie, że będę „Chcieć więcej” – nie rzeczy, pieniędzy, ale bliskości, ciepła, dobrych uczuć, kontroli nad swoim życiem. Chcę więcej radości, bo przeżyłam dużo cierpienia. Chcę więcej miłości, bo dostaję głównie ignorancję. Chcę wolności, bo czuję się uwięziona. Chcę więcej radości, bo na to zasługuję. Chcę więcej życia!

Pozdrawiam serdecznie
A.

Luiza
Luiza
4 miesięcy temu
Reply to  Alicja

Pani Alicjo. Życie dla niektórych bywa bezlitosne, bo zsyła naraz lub w zbliżonym czasie za dużo doświadczeń, cierpienia. Uważam, że to bardzo niesprawiedliwe, wręcz nieludzkie. Tak nie powinno być, bo jest niszczące. Życzę Pani dużego przełomu. Wielu radości, życzliwości, spokoju, relaksu, miłości.