Przeprowadzamy się na wieś!

Znacie może film Holiday, w którym główne bohaterki zamieniają się domami i życiami? Nigdy bym nie przypuszczała, że nieoczekiwanie dokładnie taka przygoda mi się przydarzy. :)

 

Po pierwsze, razem z MM od prawie roku myślimy dość intensywnie o wyprowadzce z Warszawy. Z życiem w Warszawie jest jak z konsumpcjonizmem – daje ogrom możliwości, ale w końcu zaczyna niesamowicie męczyć. Coraz częściej uciekaliśmy duchem i ciałem z miasta. MM wychował się na wsi i do jego domu rodzinnego wyjeżdżaliśmy latem, żeby zakosztować trawy zamiast betonu i ciszy zamiast warkotu maszyn budowlanych za oknem. Konsekwentnie i ciężko pracowaliśmy też nad organizacją pracy w firmach, żeby móc nie być obecnym ciałem na co dzień w biurze. Od miesięcy jeździmy oglądać działki budowlane, ale nie możemy się wewnętrznie zdecydować czy chcemy zamieszkać zupełnie na odludziu (wiecie, najchętniej na skraju lasu i nad wodą), czy też raczej bliżej miasta. Mam też swoje osobiste obawy. Mimo najszczerszych chęci nigdy nie mieszkałam na wsi, ba, nigdy nie mieszkałam w domu jednorodzinnym. Wychowałam się w blokach i jestem typowym dzieciakiem z trzepaka. Na wsi życie biegnie jednak zupełnie innym rytmem. I tak, pozostawaliśmy niezdecydowani i rozdarci, gdy pewnego pięknego dnia…

 

Pewnego pięknego dnia przyjechała do mnie Basia Szmydt i oznajmiła, że Jej mąż dostał propozycję półrocznego wyjazdu na Karaiby z rodziną. Gdy już nacieszyłyśmy się wizją zimy na plaży i pod palmami, padło zasadnicze pytanie: co z domem? Jeśli śledzicie bloga Basi, zapewne wiecie, że mieszka Ona pod Warszawą w obłędnie pięknym domu jak z katalogu duńskiego designu. Decyzje zapadły szybko, bo my obie raczej działamy w myśl zasady: zrób to i zobacz co się stanie. :)

 

na zdjęciu głównym widzicie mój nowy salon, a to będzie teraz moja kuchnia :)

 

No i zrobiłyśmy. Basia, niczym rasowa minimalistka, zabiera paszport oraz strój kąpielowy, zostawia nam dom pod opieką i za tydzień wylatuje na Gwadelupę (zazdrość razy milion ;)), a my pakujemy walizki i do końca marca zamieszkamy na wsi. Oni będą balować na plaży, a my sprawdzimy, czy slow life na wsi jest dla nas dobrym wyborem. Nie wiem tylko jak się odnajdziemy w tak dużej przestrzeni ponad 200 metrów! :/ Zastanawialiśmy się też, co zrobić z naszym mieszkaniem, ale problem nagle sam się rozwiązał. Okazało się, że znajomi szukają mieszkania do końca marca, a nasze im doskonale pasuje, również pod względem lokalizacji. I tak, nagle, okazało się, że w myśl coehliańskiej zasady wszechświat okazał się sprzyjać naszym pragnieniom. ;)

 

O przeprowadzce wiemy od dawna i postanowiliśmy się do niej trochę przygotować, co dla mnie oznacza głównie dalsze porządki i pozbycie się jeszcze kilku rzeczy. Czuję, że robię kolejny, drobny krok na drodze do wymarzonego cyfrowego nomadyzmu. Trzymajcie, proszę, kciuki! Na pewno planuję też wrzucić na bloga listę rzeczy, których pozbyliśmy się przed przeprowadzką. Ku mojej radości nawet MM się zmobilizował do przejrzenia zawartości swoich półek!

 

Aha, jeśli interesują Was jakieś „przeprowadzkowe” tematy, dawajcie koniecznie znać. Za 2 tygodnie pewnie będziemy już po. :)

 

74 komentarze
  • Ruda

    Bardzo dobrze, że przeprowadzacie się “na zimę”. Oczywiście mieszkanie na wsi jest najbardziej urocze gdy jest ciepło – kawka na tarasie, spacery do sadu itp… ale zima to taki sprawdzian, czy mieszkanie na wsi wam odpowiada.

    • Tak, też zwróciliśmy na to uwagę. Wieś latem jest “łatwa”, gorzej zimą. Sama jestem ciekawa, jak to będzie wyglądało. :)

  • Maria

    Za pół roku mam w planie przeprowadzkę z Polski na Węgry, kraju rodzinnego mojego męża, więc z przyjemnością przeczytam teksty o przeprowadzce, bo to dla mnie temat bardzo na czasie. Sama też pozbywam się zbędnych rzeczy przez wyjazdem.

  • Marta Frankowska-Luty

    Myślę, że wieś jest idealna dla minimalistów. Ja wsi nie lubię, źle się tam czuję, jestem typowym mieszczuchem, ale nie jestem teza minimalistką;) a raczej czerpię z tej idei wybiórcze, acz bardzo wazne inspiracje:) powiedzenia!

    • Hej Marta, myślę, że minimalizm jako taki mało tu ma wspólnego. Raczej to nasza potrzeba bycia bliżej przyrody. :)

  • Powodzenia Kasiu! My myślimy o domku w Warszawie, ale też dom, nawet nieduży na 2 osoby bez dzieci wydaje mi się grubą przesadą;)

    • Dlatego nam chodzi raczej po głowie coś w rodzaju tiny house. Może dom z kontenerów, a może coś rekreacyjnego, zaadaptowanego na nasze potrzeby. W każdym razie, raczej coś o powierzchni mieszkania. :) Nie zależy mi na metrażu, ale na bliskości przyrody.

  • Magdalena Samo Zloo

    Mysle, ze to fantastyczny pomysl. Moja rodzina wyprowadzila sie co prawda nie na wies, ale pod Warszawe ale dzis wszyscy zalujemy tej decyzji -gdybysmy pomieszkali pol roku-rok, decyzja bylaby inna. Natomiast moze byc tak, ze zakochacie sie w takim stylu zycia i takie doswiadczenie tylko umocni Was w przekonaniu, ze warto wyprowadzic sie z Warszawy.

    • Ano właśnie. Dlaczego stwierdziliście, że mieszkanie pod Warszawą nie jest dla Was?

      • Magdalena Samo Zloo

        To zbieralo sie przez lata, ale juz po roku wiedzielismy (tzn.mama),ze to nie do konca to.

        Z perspektywy rodzica:
        1. Koszt ogrzewania: moja mama (samotna matka) jest architektem i ma dosc luzny strumien przychodow, czesto rachunki ja zaskakiwaly (ok – to mozna zaplanowac, choc tez byly wypadki typu lejaca sie woda w toalecie i kosmiczny rachunek)
        2. Koszt remontow: dom byl budowany w latach 90tych i wiadomo, ze co chwila pojawialy sie nowe, ciekawsze technologie lub tez po prostu stare technologie (dach, rynny) sie zuzywaly. Przez lata uzbierala sie ogromna kwota
        3. Czas spedzony na ogarnianiu domu: mama ma piekny ogrod, ale rzadko widywalam ja w stanie spoczynku, ciagle trzeba bylo ogarniac ogrod, grabic liscie/odgarniac snieg, strzyc trawe, sprzatac dom (jak wyjechalam zagranice to przestala wchodzic do mojego pokoju=po roku tony kurzu, a mowimy o domu 10+ pokoi). Niby nic, ale widze, ze ona ma teraz problem z odpoczynkiem biernym (np. czytanie ksiazki, filmy itp). Nie siedzialysmy na werandzie z kawa, bo nie bylo czasu (lub z mojej strony checi)
        4. Trudno bylo mamie zdobyc klientow warszawskich (nie wiem czy akurat z powodu lokalizacji, wtedy internet raczkowal i interesy robilo sie osobiscie/przez telefon). Lokalni klienci byli chamscy, targowali sie o 50 pln (przy projektach rzedu 2-10 tys), do tego doszly klopoty z ‘ukladami’ w lokalnym urzedzie, ktory zatwierdza projekty (akurat z tego powodu mama przeszla na wczesniejsza emeryture).
        5. Przelalo czare goryczy: miejscowosc ta, w PRL piekne uzdrowisko otoczone Mazowieckim Parkiem Krajobrazowym, dzis jest totalna ruina: z roznych powodow miasto podupadlo – wizualnie, infrastrukturalnie, nie cieszy sie popularnoscia wsrod kupujacych i dom-inwestycja jest obecnie niesprzedawalny (a jesli to za cene 2-pokojowego mieszkania w tym samym miescie, a chyba nie o to chodzilo)

        Z mojej perspektywy – wtedy uczennicy liceum/studentki (chyba ja najszybciej sie zorientowalam, ze chce z powrotem do miasta ;-))

        1. Brak rozrywek, mowie o mozliwosciach sportowo-hobbystyczno-intelektualnych. Akurat wtedy uprawialam wyczynowo sport i po lekcjach jechalam z powrotem do Warszawy do klubu sportowego (powrot po 20 kazdego dnia). Kino, teatr, filharmonia —> Warszawa (w owych czasach nie bylo ubera czy przewozow, pociag…niekoniecznie dobra opcja dla mlodej panny po 22, mama nie ma prawa jazdy, a ja w owym czasie nie mialam forsy na auto)
        2. Fatalne liceum: najpierw chodzilam do “top 5 liceum” w Warszawie, ale z powodu dojazdow w zimie ciezko sie rozchorowalam i musialam przeniesc sie do lokalnego liceum. Nie bede sie nawet rozwodzic jakie mozliwosci rozwoju stracilam, ale tak bylo (udalo sie skonczyc SGH, ale moim marzeniem byla medycyna)
        3. Z powodu braku auta (tzn. braku talentu mamy do prowadzenia) wracalam z wycieczek, obozow itp. w nocy sama .Auto byloby dodatkowym kosztem – czesto ludzie wspominaja, ze mieszkanie na wsi/pod miastem rowna sie 2 autom na rodzine, ja wole wydawac forse na podroze, jadlo i mode ;-))

        Skonczylo sie tak, ze rodzina sie spiela i kupila mi kawalerke w Warszawie, co umozliwilo mi spokojne ukonczenie 2 kierunkow i podjecie pracy zawodowej na studiach, a teraz mieszkam i tak zagranica (z powodu meza obcokrajowca).

        Oczywiscie zdaje sobie sprawe, ze Ty (oraz inne osoby) masz inna perspektywe: 2 dochody, umiesz bardzo rozsadnie planowac, planujesz zostac cyfrowym nomada, no i pies :-). Mysle, ze gdybysmy mieli zaczac od nowa to bysmy przeprowadzili sie o wiele pozniej (po liceum), zaprojektowali dom na skale mozliwosci (nie 200+m2 tylko 80-100) i pracowali nad planowaniem finansowym.
        Dzis paradoksalnie znow mieszkam pod miastem, z powodu wyboru meza, ktory wychowal sie w Londynie i nie chce zyc w duzym ani srednim miescie. Radzimy sobie, ale strasznie tesknie do duzego miasta.
        Dosc dlugi wywod, ale mam nadzieje, ze przydatny.

      • Magdalena Samo Zloo

        Disqus oznaczyl moja rozwlekla odpowiedz jako spam (mam nadzieje, ze to nie Ty ;-)). moze jeszcze sie tu pojawi

      • Już wszystko ogarnęłam. :) Disqus ma czasami swoje widzimisię.

        I dzięki ogromne! Przyznaję, że sporo moich obaw opisałaś. :)

      • Magdalena Samo Zloo

        Moze to ZNAK, ze powinnam mniej pisac/mowic :-P

        Nie chce teraz namawiac Cie na mieszkanie na wsi – sama zobaczysz czy Ci to odpowiada. Nie wspomnialam o pozytywach :-) – fantastyczne samotne spacery w lesie z psem, wycieczki rowerowe, szum sosen, gdy stoisz wieczorem na tarasie…
        Uwazam, ze jestes jedna z najbardziej “ogarnietych” osob, z ktorymi sie zetknelam (niekoniecznie osobiscie), wiec w przyszlosci gdyby jednak zagralo skupilabym sie na znalezieniu sprawdzonej lokalizacji z dobra infrastruktura (czyli realne miasteczko/wies ze sklepikami, restauracja, odpowiednim typem zabudowy i “sasiedztwem”, dobre drogi- moze troche odjechalam, ale tak wygladaja male miasteczka w UK).
        Najbardziej dotkliwe dla nas byly pkt 4 i 5 z listy ‘rodzic’, inne sprawy w dzisiejszych czasach (internet/sensowne ceny przewozow, mniejsze metraze i projekty domow) mozna ogarnac. Zycze powodzenia i udanej zimy na wsi.

  • Małgosia Marczewska

    Świetny pomysł! Ja wielbicielka filmu, zazdrościłam bohaterkom takiej zamiany. To przecież nie tylko ucieczka i odpoczynek od środowiska ale przede wszystkim sprawdzian czy takie nowe warunki to jest to o czym marzymy (pamiętając, że trzeba uważać o czym się marzy bo…..marzenia czasem się spełniają 😄) i to w czym będzie nam dobrze żyć, tak na codzień. Bo to nie wyczekane i “wystojone w kolejce”😉 pantofle na barrrrdzo wysokich obcasach, które okazują się niestety nie wygodne i możemy je po prostu oddać lub sprzedać. Powodzenia😊

  • Super! Sami będziecie mogli się przekonać, czy takie mieszkanie na wsi jest dla Was. Ja się wychowałam na wsi, takiej prawdziwej, i wracam tam tak często jak się da. Córkę też będę tam zabierać. Teraz mieszkam w bloku, niestety… Bo jednak tęsknię za tą wsią. Może jednak jeszcze uda mi się kiedyś przeprowadzić :)

  • Sayane

    Wpasowało się idealnie – zima to najgorszy czas by mieszkać na wsi, więc jeśli to przetrwacie, to wieś jest dla Was :)

    • Dokładnie taki jest plan! :)

    • O tym samym pomyślałam :) świetny test, super, że trafiła Wam się taka możliwość :) ciekawe, czy Neli się spodoba (pewnie tak, z powodu tych kotów ;))

      • Szczerze mówiąc, to mam serce w gardle na myśl o tych kotach. :( Nela dotychczas tylko ganiała koty i żadnemu nie zrobiła krzywdy, ale to tylko pies, a te kociaki są przyzwyczajone do przychodzenia na jedzenie. Da się ich jakoś bezboleśnie zaprzyjaźnić?

      • Jest ciężko :( my z Luną od 4,5 roku co tydzień jeździmy do mojej nieformalnej teściowej, gdzie mieszka kot i co tydzień regularnie są między nimi spięcia. Psy i koty mówią zupełnie innymi językami (ciała) i to co ze strony psa jest przejawem sympatii/ciekawości/zaproszenia do zabawy, kot może odbierać jako formę ataku (i odwrotnie). Najlepiej, kiedy takie zwierzaki są ze sobą od małego. Obstawiam jednak, że jak te koty zorientują się, że jest tam Nela, to po prostu przestaną przychodzić.

      • Mam nadzieję, że nie dojdzie do mordkobicia, bo nie chciałabym mieć kota na sumieniu. :(( W hoteliku, gdzie Nela czasami zostaje jest kot, ale zupełnie nie wchodzą sobie już w drogę. Chociaż kotu się zdarzyło dopaść Neli miskę. ;)

  • Wiktoria

    Zawsze lubiłam Twojego bloga, ale teraz coraz bardziej sceptycznie podchodzę do wszystkiego co piszesz, mam wrażenie, że powoli stajesz się dziwakiem…

    • Wiktorio, zdecydowanie “zrobiłaś mi dziś dzień”. :) A tak poważnie, z chęcią przeczytam dlaczego według Ciebie staję się dziwakiem: bo zamieszkam w domu koleżanki czy dlatego, że chcę się przenieść na wieś?

      • Kasia

        Haha, ale się uśmiałam! Ja uważam Twoje “dziwactwa” za bardzo inspirujące! I zazdroszczę Tobie i mężowi, że możecie pracować z domu, niestety nie wszystkie zawody na to pozwalają. Ale życzę Wam wspaniałego czasu na wsi i pozdrawiam!

      • Wiktoria

        Cieszę się…. Bardziej odnoszę się do całokształtu. Na początku sama nawet inspirowałam się Twoimi radami, jednak w pewnym momencie zauważyłam, ze to wszystko zmierza w złym kierunku, Punktem przegięcia było dla mnie zdjęcie z “minimalnym” makijażem, rezygnacja z dbania o paznokcie i włosy, czekać tylko aż zaczniesz się kąpać co drugi dzień… bo minimalizm.

      • Przyjmuję Twoją opinię, ale przyznaję, że mnie ona niesamowicie bawi. Nazywasz mnie dziwakiem, ponieważ zrezygnowałam z farbowania włosów (przy okazji, NIE Z DBANIA o nie, a z samego farbowania – Kinga Rusin też nie farbuje, a pracuje w telewizji znaczy pracuje też wyglądem), częstego malowania oczu (chociaż jednocześnie zaznaczyłam, że nie jestem fanką nurtu no-makeup) i paznokci (NIE Z DBANIA o nie, a jedynie nie malowania na wiele kolorów, robienia hybryd itp.). W takiej sytuacji nie mogę zareagować inaczej, niż uśmiechem. :))

      • Wiktoria

        W tym momencie to i ja zareagowałam śmiechem :))) nie porównuj się do Kingi Rusin!!! Świadomie rezygnujesz z dbania o siebie i dążenia do tego aby wyglądać przynajmniej dobrze (nawet nie mówię że lepiej!), na rzeczy wygody i ograniczenia obowiązków, jak dla mnie to jest dość niepokojący kierunek… jestem ciekawa jak będziesz wyglądać za kilka lat :))

      • Kiedy ja wyglądam świetnie (no, poza epizodem z trądzikiem)! :) I Kinga Rusin też wygląda świetnie, choć starsza ode mnie o kilka ładnych lat. ;) A za kilka lat będę wyglądać jeszcze lepiej. Bo jestem świadomą siebie kobietą, dbającą o siebie i mądrą na tyle, żeby rozumieć, że nie farba na włosach i tips na paznokciu świadczy o mojej atrakcyjności. I każdemu życzę takiej dojrzałości. Jest wyzwalająca.

      • Wiktoria

        Cieszę się że chociaż Ty tak uważasz! Kinga Rusin wygląda świetnie! PS. Zdajesz sobie sprawę, że o paznokcie można dbać w inny sposób niż tylko tipsy :D :D :D

      • Oj, dostaję tyle przemiłych komentarzy i maili od Czytelników na temat mojego wyglądu (i pokazywania go w wersji nie-instagramowej), że nawet, gdybym była najskromniejszą osobą na świecie i tak mogłabym wpaść w samozachwyt przez przypadek. ;)

        Nawet, gdybym ich nie dostawała to jestem na tyle świadomą siebie kobietą, że zwyczajnie nie muszę szukać akceptacji w oczach innych. Takie poczucie własnej wartości ma też drugą, bardzo cenną stronę. Czując się dobrze sama ze sobą nie odczuwam też potrzeby oceniania innych i nie czerpię z tego przyjemności. Wiem po prostu, że nie muszę się podobać wszystkim (a nawet większości). Takie poczucie czasami przychodzi z wiekiem, częściej wskutek pracy nad sobą. Niezależnie od powodu, daje ogromne poczucie wolności i szczęścia. Życzę CI tego, naprawdę, z całego serca.

        PS Dobry manicure mi wystarczy, tipsy i hybryda zbędne.

      • Wiktoria

        Super, ja nie mam z tym problemu, ale równiez nie odczuwam potrzeby tłumaczenia się z tego i przekonywania wyszystkich że tak właśnie jest :) Pozdrawiam i życze miłego dnia :)

      • Aleksandra

        Ja tam na żadnym zdjęciu ani odrobiny brudu za paznokciami Kasi nie widziałam! Nawet powiększam sobie te zdjęcia czasami! A mogłaby mieć, bo ma psa, psa się drapie za uchem, różne rzeczy się zdarzają!

      • :)))

      • Magda

        Ja tez nie farbuje wlosow bo mi sie moj naturalny kolor podoba. Nie maluje paznokci bo nigdy tego nie robilam. Nie lubilam tego. Nie maluje. Po prostu. Mam trojke maluchów i pomalowane paznokcie nie sa mi potrzebne. Mozna dbac o paznokcie po prostu bez malowania. A make up… Czasem im mniej tym lepiej. Lekki podklad. Czasem tusz. Czasem szminka. Codzienny krem. Co wiecej trzeba. Nie rozumiem czemu to sa “dziwactwa”.

      • Magdalena Samo Zloo

        Tez bym chciala byc takim dziwakiem: wygladasz zdrowo i naturalnie (sylwetka!), prowadzisz kilka biznesow, inwestujesz, udzielasz sie charytatywnie. Wole taka atrakcyjnosc.

  • Asia

    Ale super, że macie szansę przetestować takie życie.
    Powodzenia! :)

  • Ania

    Po przeczytaniu wstępu myślałam, że faktycznie robicie jak w “Holiday” i zamieniacie się domami, ale i tak brzmi ciekawie. Zwłaszcza dla dzieci Basi to będzie musiało być super doświadczenie :)

    Taki “test” z mieszkanie na wsi to faktycznie dobry pomysł. Moja siostra podobnie jak Wy była zmęczona dużym miastem (w tym przypadku Krakowem) i chciała żyć bardziej slow, ale w przypadku jej rodziny to się nie sprawdziło.. Ciągłe dojazdy do miasta, do pracy, szkoły, lekarza, sklepu. Wbrew pozorom w mieście miała wszystko pod ręką i nie musiała jeździć wszędzie autem, stać w korkach itp. Ale tu mowa o rodzinie 2+2, więc sytuacja była bardziej skomplikowana. W waszym przypadku to może być strzał w 10 i tego Wam życzę :) A w sumie nawet jeśli się to nie sprawdzi i wrócicie do stolicy, to doświadczenie samo w sobie pewnie też będzie wartościowe :)

  • s

    swietna okazja z takim probnym mieszkaniem na wsi!
    ja zawsze wiedzialam, ze chce mieszkac na wsi tak do godziny od wielkiego miasta… minely 3 lata odkad mam dom z ogromna dzialka w parku krajobrazowym pod krakowem:)
    to naprawde nie jest dla kazdego.
    ja jestem zachwycona, niewazne ze po porzadne zakupy spozywcze musze jechac 10km, weterynarz to 20 (taki sensowny, moj kot to niestety staly pacjent:), droga do i z biura to 2,5-3 godz dziennie, wazne ze moge czytac ksiazke w hamaku na jabloni, miec swoje ule i zbierac grzyby na swojej dzialce:)
    praca pozwalajaca na teleworking min polowe tygodnia i fakt ze dzieci nie ma i nie bedzie bardzo w tej kwestii pomagaja, dojazdy 5 dni w tyg i jeszcze wozenie potomstwa faktycznie by zabijaly:))
    trzeba sie jednak przestawic np na inne podejscie do zakupow, inne planowanie swojego czasu, inne zycie towarzyskie.

  • Naprawdę wam się wspaniale trafiło! Świetna przygoda, chyba dla was wszystkich :)

  • W domu jest potrzebne o wiele więcej przedmiotów niż w mieszkaniu :) Ja mieszkam w środku lasu i wszystko pochłania dużo czasu :)

  • Ciekawa jestem jak wypadnie to “testowanie życia na wsi”. Przeprowadzacie się na dość trudny okres jakim jest zima. Ciekawa jestem też jak się odnajdziesz w rzeczywistości Basi, bo choć wasze podejście do życia wydaje mi się zbliżone, to jednak u Basi jest ta ogromna przestrzeń, chętnie podejrzę jak się tam z MM odnajdziecie :)

  • Ale świetnie! Jak dla mnie nie ma nic lepszego niż domek jednorodzinny! :)

  • Zacisze Lenki

    Bardzo interesują mnie tematy “przeprowadzkowe” i pozbywanie się rzeczy. Znakomita przygoda przed wami, co niektórzy zazdroszczą i są uszczypliwi z innej strony. Podoba mi się Twoje podejście do życia i do samej siebie. Kobieta jak wino, im starsza tym lepsza, piękniejsza.

    • Hej :) miałam dokładnie tak samo zacząć mój komentarz :).
      Kasiu, pisz o przeprowadzkach, mnie też niebawem to czeka.

  • Aleksandra

    Dom jest dla mnie tak intymnym miejscem, że już pobyt w nim (po za salonem) nie do końca bliskich mi osób wydaje się co najmniej niepożądany, nie mówiąc już o zamianie… No ale, co za przygoda! Powodzenia! :)

  • ewa

    Świetny pomysł z tą przeprowadzką, zwłaszcza zimą przekonacie się o minusach mieszkania na wsi oraz posiadania domku. Ja wychowałam się w dużym domu na wsi (narzeczony wychowany w mieście, w bloku), mieszkam obecnie w Lublinie w 47 m mieszkaniu. Blisko ruchliwej ulicy lecz na tyle daleko że w mieszkaniu nawet przy otwartych oknach jest bardzo cicho. Nie chcę mieszkać na wsi, nie chcę posiadać domku-z wygody dobrze czuje się w bloku. Rok temu kupiliśmy ogródek działkowy-największy spontan w życiu. A oboje nie chcieliśmy ziemi i prac ogrodowych. A teraz każdą wolną chwilę spędzamy na działce, z dala od zgiełku miasta (a działka na obrzeżach miasta) przy lesie. Teraz jest idealnie. W sezonie letnim do bloku wracamy nocować, po pracy na działkę. Uwielbiamy ciągle coś tam grzebać, sadzić.
    Więc nie trzeba od razu wyprowadzać się na wieś. Może jakiś domek rekreacyjny?

    Pozdrawiam

    • Tak, domek rekreacyjny też nam przyszedł do głowy, ale nie mogliśmy się zdecydować. :) Mam nadzieję, że po tym pół roku na wsi będzie nam łatwiej podjąć decyzję.

  • Fajny pomysł, szkoda tylko ze tak niefortunnie z porą roku. Chociaz może wlasnie lepiej w ekstremalnych warunkach poznać uroki zycia na wsi heheh. Od 6 lat mieszkam pod wawką i nie wyobrazam sobie powrotu do miasta. do miasta mam 30 min, a w okół las , cisze spokoj .. od warszawy oddziela nas Mazowiecki Park, więc powietrze jest zupełnie inne.. osobiscie polecam..

  • Magda Kędzierska

    Świetny pomysł. Bloga Basi znam, jej dom oglądam z przyjemnością i ciekawa jestem jak odnajdziecie się w takiej wiejskiej rzeczywistości, zwłaszcza, że będziecie tam zimą – a ta pora roku najlepiej rewiduje poglądy nt. mieszkania w domu poza miastem. Przy domu zawsze jest coś do zrobienia i wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Życzę powodzenia i trzymam kciuki, by spodobało się Wam na tyle, by zmienić miejsce zamieszkania na stałe.

    • Dzięki! Stwierdziliśmy, że chyba sobie w środku zrobimy jakieś boisko, tak dużo jest miejsca. ;)))

  • Kasia

    Rzeczywiście dom i wieś nie jest dla każdego. Dom i ogród do masa pracy i pochłaniacz czasu.Ja mieszkam w średniej wielkości mieście i 3 lata temu podjęliśmy z mężem decyzję o budowie domu. Raz z racji powiększającej się rodziny (aktualnie 2+2) i dwa z racji tego,że ja (blokowiec od urodzenia) zawsze marzyłam o kawałku ogrodu i tarasie. Mój mąż zresztą tez:) Przez jakiś czas obserwowaliśmy znajomych, którzy pobudowali się z dala od miasta i naszło nas wiele wątpliwości: co z dojazdem do pracy, co z przedszkolem, szkołą lub dodatkowymi zajęciami u dzieci, co z możliwością uprawiania sportów – mąż gra w tenisa itd. Ostatecznie poszliśmy jednak na kompromis. Zamiast budować dom na totalnej wsi na skraju lasu wybudowaliśmy go właściwie jeszcze w mieście ale w dzielnicy otoczonej sadami przeznaczonej tylko pod zabudowę jednorodzinną. To co sobie niesamowicie cenię to totalna cisza i spokój, całkiem spory ogród, gdzie moje dzieciaki mogą szaleć do woli, bliskość natury (na działce obok mieszkają bażanty, odwiedzają nas kaczki z okolicznego stawu a czasem pojawi się zając, lis lub nawet sarna). Jednocześnie mam całkiem blisko do pracy i przedszkola a mąż do stacji PKP (dojeżdża do pracy do Warszawy). Do sklepu i szpitala jest 20 minut piechotą. Wiem,że gdybyśmy wyprowadzili się na totalną wieś latem byłabym zachwycona ale w pozostałych miesiącach kosztowałoby mnie to więcej nerwów niż radości. Poza tym sporo czasu zajęłyby mi czynności związane z wożeniem dzieci na zajęcia, dojazdy do pracy. A tak jest praktycznie idealnie:) Dom Basi wydaje się być fantastyczny. Powodzenia i pisz więcej:)

    • Dziękuję i będę pisać, będę. :)

    • A możesz napisać co to za miejscowość? My z mężem poszukujemy właśnie takiej lokalizacji, z w miarę dobrym dojazdem do Warszawy?

  • “Holiday” to mój ulubiony film świąteczny zaraz oczywiście po Kevinie :D Ta historia jest tak piękna że ah! Aż człowiek się zastanawia czy faktycznie takie coś miałoby miejsce w realnym życiu i czy istnieją faktycznie takie strony do zamiany domów ? :) Zazdroszczę takiej przeprowadzki. Faktycznie, tam życie biegnie zdecydowanie wolniej.

  • A co na to Nelania? :D Merda już ogonem na myśl o nowych terenach do obwąchania? ;)

    • Nie mam wątpliwości, że Nelania się szybko odnajdzie na nowym terenie. :) Bardziej boję się o wszystkie wiejskie koty… :)

  • themomentsbyela.pl

    Sama mam nadzieję, że sama też niedługo sama się przeprowadzę na wieś. Budujemy dom więc wszystko co dotyczy urządzania i przeprowadzki bardzo mnie interesują. Napisz proszę co zabierasz ze sobą do nowego domu, a czego się pozbyłaś z mieszkania.

  • Marta M

    Mnie same okazyjne przebywanie w Warszawie strasznie męczy, więc nie dziwię się tej potrzebie ucieczki ;)

  • Kasiu, świetny pomysł. Zawsze to jest nowe doświadczenie i uczy czegoś nowego. Prawda jest taka, że wszystko ma swoje wady i zalety a nigdzie nie ma idealnie. Warto wybierać tę opcję, w której plusów jest więcej niż minusów. Ja lubię Warszawę, ale czasem tęsknię za naturą, za brakiem zgiełku. I uciekam do rodziców na wieś. Z kolei jak pobędę tam dwa tygodnie tęsknię za naszą piękną stolicą (tak, wiem dla niektórych nie jest taka piękna.
    Obiektywnie rzecz ujmując Praga, w której obecnie mieszkam, jest ładniejsza, ale moje serce należy do Warszawy. Warszawa ma niesamowitą ofertę kulturalną: kina, teatry, muzea, galerie itd.
    Każdy jest jednak inny i warto wybierać opcję pod siebie.
    Mam takiego przyjaciela w Meksyku. Jest najbardziej oczytanym, najinteligentniejszym człowiekiem jakiego znam. Erudyta! Mówi, że sekret jego rozległej wiedzy tkwi w tym, że mama od najmłodszych lat chodziła z nim do teatrów, kin, muzeów. Mieszkając w Mexico City spędzali tak każdy weekend.

  • Wspaniałe rozwiązanie! Miłego mieszkania na wsi :) Czekam na wpisy z nowego miejsca :)

  • Anna Pyt

    Przeprowadzka to świetny moment na pozbycie się zbędnych rzeczy. Testowałam kilka razy ;)

  • Aga

    Jestem bardzo ciekawa relacji! Mam nadzieję, że opiszesz wszystko, bez owijania w bawełnę. ;)

    PS: Mnie inspiruje kierunek, w którym idziesz.

  • Kasiu, czy Wy macie się jeszcze czego pozbywać? :)
    Świetny pomysł, taka przeprowadzka na próbę. Myślę, że jeszcze przed końcem marca zaczniecie szukać czegoś swojego na wsi z przekonaniem, że do miasta wracać nie chcecie.

    • Jakieś pierdołki, stara suszarka, której nie oddałam na elektrośmieci, kilka ubrań, pożyczone książki lub te do sprzedania, plątanina kabli MM. Niby nic, ale zbiera się tego trochę. :)

  • Magda

    Podoba mi sie ten pomysl. Super sprawa z możliwością wyprobowania zycia na wsi. Idealnie. A co do tematow na posty to chetnie przeczytam o pozbywaniu sie rzeczy i o pakowaniu i w ogole o przeniesieniu sie (co brać, jak pakować, jakies rady przeprowadzkowe). Niedługo tez sie wprowadzamy do nowego domu wiec temat jak dla mnie :)))) Chetnie poczytam. Licze na nowe wpisy. Pozdrawiam gratuluję i zycze powodzenia!

  • Dopiero teraz znalazłam ten wpis, a zastanawiałam się, obserwując instastory, o co chodzi z tą zmianą miejsca! Fantastyczny pomysł!!! Gdybym miała możliwość, sama z chęcią zamieszkałabym na chwilę w tak pięknym domu :)

  • Świetna przygoda przed Wami ! :)
    Bardzo lubię teksty o oczyszczaniu swojej przestrzeni.

  • Lena P

    Mieszkalam w Londynie i w Madrycie i nie wyobrazalam sobie ,ze moglabym opuscic moj kochany Madryt! Pewnego dnia moj chlopak oznajmil mi ,ze wysylaja go do pracy na wies ( 335 mieszkancow) 4,5 h od Madrytu ,moglam jechac z nim co oznaczalo pozostawienie uniwersyteu, znajomych, pracy itd i tak tez zrobilam ,zaryzykowalam i jestem tutaj na wsi w gorach, 15 minut do morza we Francji.Bylo ciezko ,ale dalismy rade, teraz nawet nie chce slyszec o porowcie do Madrytu chyba, ze na weeked odwiedzic tesciowa czy znajomych.Myslimy nawe o kupnie domku nad morzem na polnocy Hiszpanii i nie zaluje moje decyzji,zyje wsrod prostych kochany ludzi,gor, pyszego zdrowego jedzenia, owiec i dzikich kucykow bez wiekszego stresu i kazdego dnia patrzac przez okno mysle ,ze jestem szczesciara :)