Szafa Minimalistki – moje codzienne zestawienia i podsumowanie, ile wydałam na ubrania w 2017 roku

Dziś ostatni wpis z cyklu Szafa Minimalistki w tym roku. Postanowiłam, tak jak 2 lata temu, zrobić publiczne podsumowanie: ile wydałam na ubrania w 2017 roku. Tradycyjnie, dorzucam też garść moich codziennych (wiejskich) zestawień.

 

Ile wydałam na ubrania w 2017 roku?

 

Z ostatniego badania, do którego źródeł udało mi się dotrzeć, wynika, że Polacy średnio wydają na ubrania 2200 zł rocznie (raport GFK). Wyniki badania opublikowano w 2014 roku, zatem ankiety zbierano zapewne na początku roku. Biorąc poprawkę na stan prawie 4 lata później, myślę, że spokojnie możemy założyć, że ta kwota znacząco wzrosła. Strzelam, że co najmniej o 10%. Czy kwota 2500 zł rocznie na ubrania i buty to dużo czy mało? Nie wiem, ale policzyłam swoje wydatki w tym względzie.

 

  • płaszcz &Other Stories 780 zł
  • kamizelka szyta na miarę 332 zł
  • koszulka z sh 5 zł
  • kurtka Elementy 249 zł
  • spodnie Elementy 195 zł
  • koszulka LaRedoute z krótkim rękawem 19 zł
  • koszulka LaRedoute z długim rękawem 25 zł
  • kalosze 59 zł
  • jeansy COS 300 zł
  • koszulka Greenpoint 29 zł
  • koszulka Greenpoint 29 zł
  • szal Piumo 199 zł (mój projekt, otrzymany w ramach współpracy)

 

Dużo, mało? Znowu kwestia względna. Prawie połowę sumy stanowi płaszcz, który kosztuje sporo, ale i nie kupuje się go co roku. Właśnie służy mi drugi sezon, a mam go nadzieję ponosić jeszcze kilka ładnych lat. Koszulki Greenpoint to bardzo nietrafiony nabytek – szybciutko się powyciągały i trafiły na półkę “po domu”, dlatego musiałam kupić nowe. Ponieważ sweter LaRedoute dobrze mi służy, to przy okazji kupowania koszulek dla MM (z dużym rabatem) – kupiłam i dla siebie.

 

Jeansy COS również świetnie się noszą, postanowiłam więc kupić podobny model, tylko ciemniejsze. Kupiłam, ponieważ nadeszła jesień i nagle uświadomiłam sobie, że jakoś ciężko mi się ubrać… Powód był zaskakująco prosty – wełniane spodnie w kant nie pasują mi do żadnych butów ;), do kozaków i sztybletów wyglądają dziwnie (latem i wczesną jesienią nosiłam je non stop do tenisówek i płaskich czółenek). Zostały mi tylko jasne jeansy (mocno eksploatowane) i białe jeansy, które trochę oszczędzam. ;)

 

Skoro już jesteśmy w temacie kupowania, to jeśli ciekawi Cię, co myślę o detoksie zakupowym, to odsyłam do tego tekstu.

 

Szafa Minimalistki – moje codzienne zestawienia

 

Tytułem przypomnienia: capsule wardrobe to nic innego, jak szafa w pigułce. Kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt ubrań wybranych do noszenia w ciągu tygodnia, miesiąca czy całego sezonu. W chwili obecnej traktuję wszystkie moje ubrania jako jedną capsule wardrobe. Roboczo policzyłam i mam w niej dokładnie 21 sztuk ubrań. Nie żartuję, dokładnie 21. Do tego: buty, kilka schowanych, typowo letnich ubrań, których nie chciało mi się wypakowywać, rzeczy wierzchnie (płaszcz i 3 kurtki) i sportowe.

 

Po przeprowadzce na wieś dużo mniej mam oficjalnych okazji wyjściowych i przyznaję bez bicia, że większość czasu spędzam w jeansach, wełnianych swetrach lub bluzie. I wełnianych skarpetach. Jednak, raz na  jakiś czas wybywam z domu i nawet się wtedy maluję! ;)

 

jeansy – COS

koszulka – Massimo Dutti

bluza – Risk Made in Warsaw

koc – zrobiłam na drutach :)

jeansy – COS

koszulka – Massimo Dutti

sweter – DIY by Mama

kaszmirowy sweter – LaRedoute

wełniane spodnie – Elementy (podobne)

szpilki – Zara

koszulka – lumpeks

jeansy – COS

wełniana kamizelka – szyta na miarę (podobna)

botki – Sam Edelman

pies – Schronisko w Korabiewicach

jeansy – COS

koszulka – lumpeks

kurtka – Elementy

botki – Sam Edelman

koszulka (bawełna organiczna) – La Redoute

jeansy – COS

wełniana kamizelka – szyta na miarę (podobna)

kozaki – Ryłko (podobne)

wełniane spodnie – Elementy (podobne)

koszulka – Massimo Dutti

wełniana marynarka – szyta na miarę

szpilki – Zurbano

koszulka (bawełna organiczna) – LaRedoute

jeansy – COS

kurtka – Elementy

sztyblety – 7mil

torba – Calvin Klein

jeansy – COS

koszula – Ralph Lauren

sztyblety – 7mil

torba – Calvin Klein

jeansy – COS

koszulka (bawełna organiczna) – LaRedoute

kurtka – Elementy

kozaki – Ryłko (podobne)

jeansy – COS

sweter – zrobiłam na drutach

czapka – zrobiłam na drutach

szal –  mój projekt dla Piumo

kalosze – Decathlon

jeansy – COS

koszulka – LaRedoute

skarpety – chyba TkMaxx

pies – Schronisko w Korabiewicach

Ostatnio w komentarzu padł zarzut, że nie opisuję biżuterii widocznej na zdjęciach, a widać, że mam jej mnóstwo i wcale nie jestem taką minimalistką, za jaką się podaję. :) Opisuję zatem. Na większości zdjęć widać: zegarek Daniel Wellington, który bardzo lubię i noszę od dawna (tak, codziennie ten sam, mam tylko drugi pasek na zmianę), kolczyki Kavo i pierścionki Kavo plus pierścionek, który jest pamiątką rodzinną. Okazjonalnie noszę złoty naszyjnik z wisiorkiem i kolczyki z perłami – są to prezenty od MM.

 

Marka Daniel Wellington przygotowała tradycyjną świąteczną promocję, w ramach której można zamówić 2 produkty z 10% rabatem, zapakowane w świąteczne pudełko, a we współpracy z marką dostałam dodatkowy kod promocyjny ‘simplicite’, który daje dodatkowe 15% zniżki na całość. 

 

Co z kursem?

 

W ostatnim tekście napisałam, że myślę o kursie pod roboczym tytułem Twoja Szafa Minimalistki, który spinałby klamrą wszystkie moje doświadczenia z lat prowadzenia tego wyzwania. Od przepełnionej szafy do tej idealnej. W komentarzach wyraziłyście sporo wątpliwości, które, przyznaję, również moimi wątpliwościami są. Jednocześnie na listę zainteresowanych zapisała się taka liczba chętnych, że mnie to naprawdę zaskoczyło. Nadal myślę. :) Nad tym, czy robić, nad odpowiednią formą itp. Aż się ze mnie okrutny myśliciel zrobił. ;) W każdym razie, gdy tylko coś postanowię, od razu dam Wam znać. Jako pierwszym, oczywiście tym zapisanym na listę. Jeśli chcesz jeszcze dołączyć – tu jest formularz zapisu.

 

Nie zapomniałam też o rozpisanym konkursie na nazwę! Niezależnie od wyniku moich przemyśliwań, gdy tylko je zakończę, nagrodzę również Zwycięzcę. Dziękuję za super podpowiedzi!

 

Pokusicie się o podsumowanie swoich rocznych ubraniowych wydatków?

72 komentarze
  • Kamila

    Dziękuję za nadzieję, na kurs:) Baaardzo liczę, że finalnie zdecyduje się Pani ten kurs zorganizować. Jest koniec roku, czas podsumowań i każda z nas zaczyna te porządki od garderoby właśnie….
    Serdecznie pozdrawiam:)

  • Gabi K.

    Widać, że w swojej obecnej szafie praktycznie już nie nosisz ubrań z More by less, a dominują jeansy i koszulki bawełniane:) Ja mam trochę więcej odzieży niż Ty – 35 sztuk ciuchów “do pracy” + 8 sztuk odzieży wierzchniej (planuję zredukować do 6 sztuk) + 6 ubrań po domu + odzież sportowa + bielizna + piżamki 2 pary + drobne akcesoria i biżuteria;) Nie uważam abym miała mało, uważam że to rozsądna ilość, wyciągam dowolną górę, dowolny dół i to do siebie pasuje, jestem w stanie się ubrać na spacer do lasu jak i na rozmowę kwalifikacyjną;) Moja metoda to zrobienie listy czego ile potrzebuję oraz w jakich kolorach i o jakim fasonie np. z kategorii swetry: zielony golf, niebieski elegancki sweter z dekoltem V, liliowy sweter z dekoltem pod szyję, szary kardigan, różowa bluza:) Do tego szara marynarka z łatami na łokciach oraz podobna do Twojej granatowa. I wiedzieć czego się szuka w sklepie, a nie łazić bez sensu po regałach;)

    • Z More by less mam tylko marynarkę (bluzkę oddałam już dawno temu – nie sprawdziła się u mnie) i faktycznie nosze ją rzadziej, ale generalnie rzadziej noszę bardziej eleganckie rzeczy z mojej szafy, bo nie mam okazji. :)

    • Ladnie :) Ja w obecnej chwili w szafie mam ubrania ktore lubie ale i tak uwazam ze jest ich za duzo. Przyklad – mam 2 takie same bluzy polarowe (z wysokiem kominem, bardzo cieple) w dwoch kolorach. Co do zasady bije sie z myslami czy mam jedna oddac czy poprostu zapakowac ja do pudla, razem z innymi rzeczami. Zalozyc sobie ze robie jedno pudlo z zapasami i jak ubrania sie zniszcza to wtedy wracam do tej zapasowej bluzy. Teoria pozornie brzmi sensownie ale czuje jakby to bylo zostawianie rzeczy na wszelki wypadek. Z drugiej strony mam w chwili obecnej 3 pary jeansow, ktore kupilam bedac na studiach (czyli jakies 10 lat temu) i nadal sa dobre, nadal w dobrym stanie (!). Czy mam sobie zostawic jedna pare a dwie oddac. Czy te 2 zapakowac do pudla? Czy jest sens oddawac rzeczy, skoro wiem, ze jezeli bluza polarowa sie zniszczy to nie mam ochoty chodzic po sklepach i szukac nowej – chetniej wroce do tej drugiej, ktora mam. Jednak teraz fakt, ze dwie leza w szafie – nie do konca mi pasuje. Co o tym myslicie?

      • Aga

        Zostaw, skoro Ci pasują! Ciężko kupić trwałe dżinsy. Poza tym łatwo mogę sobie wyobrazić sytuację, w której będziesz potrzebowała tych ubrań na raz (np. wakacyjny wyjazd na łono natury). Nie przemawia do mnie logika stosowana przez niektórych minimalistów “zawsze mogę kupić nowe”.

      • Zrobilam karton z dobrymi rzeczami na potem. Trafil do szafy. Dopoki mnie to rozwiazanie nie uwiera – zostane przy nim. Dzieki Aga!

      • Kasia Głogowska

        Tez bym zostawila, teraz faktycznie jakosc ubran jest gorsza niz kiedys, albo szukamy w niewlasciwych sklepach ;) Sama mam jeszcze spodnice dzinsowa ze studiow i bardzo czesto ja zakladam. Jakies 2 lata temu kupilam dzinsy, ktore ledwo po roku sie przetarly. Teraz nie kupuje nowych ubran, nosze to co jeszcze mam, a jak czegos potrzebuje, to najpierw sprawdzam w moich “pudlach z zapasami” a dopiero potem zastanawiam sie czy faktycznie musze dana rzecz kupic. Nie mam typowo ubran “po domu”, we wszystkim moglabym wyjsc poza dom. Jesli cos jest dobre tylko chodzenia “po domu”, to sie tego pozbywam, bo i tak mam jeszcze za duzo ubran. Moda zatacza kola, wiec rzeczy z pudel bedzie mozna wykorzystac.

      • Pudelko z rzeczami i jedno z butami trafilo do szafy n anajwyzsza pulke. Na chwile obecna nie uwiera mnie to rozwiazanie wiec tak je zostawie :) Dzieki Kasia!

  • Ania

    Jestem zachwycona tym różowym swetrem który zrobiłaś Kasiu na drutach marzenie😍piękne kolory ubrań,całkowicie moje klimaty.

  • Sylwia Prusowska

    Świetnie prezentuje się na Tobie koszulka z LaRedoute. O wiele lepiej niż na modelce na stronie sklepu! :)

  • Karo

    Ja zaglądam tu zadko. Minimalizm w domu to to co chce osiągnąć i widze ze to jest w zasięgu mojej ręki. Ale minimalizm w szafie? Tego nie ogarniam. To co pokazujesz to ubrania na codzień. A co z ciuchami na imprezy? Wesela, chrzciny j komunie? Miałam okres ze w sezonie miałam 2-3 wesela, wszystko w tej samej rodzinie wiec większość gosci ta sama. Ciezko to w jednej kiecce i jednych butach oblecieć. Trwało to kilka lat. Teraz mam armie imprezowych szpilek i sandałków o kieckach nie wspominając. Próbowałam to sprzedać ale nie idzie nawet za symboliczna kase. Jak Sobie z tym radzić? Do tego jakis sylwester itp.
    Drugi problem to ciuchy które kupowałam przy zmianach wagi. 2 ciąże i dwa powroty do figury. W czymś trzeba było wtedy chodzic. Czesc tych rzeczy oddałam na szlachetna paczkę bo były w super stanie ale reszta? I tak troche tego troche tamtego i szara ledwo sie zamyka

    • Na wyjścia mam dyżurną, białą sukienkę plus czerwone szpilki. Nie mam absolutnie żadnego problemu, żeby się pokazywać w tej samej sukience. Ostatnio, na próbę, z okazji komunii mojej bratanicy, korzystałam z usług wypożyczalni sukienek. Też super sprawa.

      Jeśli chodzi o zmiany wagi to wiem, że to trudne – przerabiam to na MM. Pewnych rzeczy się nie da uniknąć.

    • Ja na imprezy o jakich piszesz chodze w granatowych spodniach z kantem (takie, ktore zakladam do pracy w korpo :) oraz w koszuli. Jest elegancko, ja sie dobrze czuje, a co za tym idzie dobrze sie bawie (chociaz umowmy sie nei lubie wesel, chrzcin etc. – ot taki uraz z przeszlosci).

      Jezeli chodzi o ubrania to ja tez probowalam je sprzedac ale powiem Ci, ze pomimo, ze sprzedawalam rzeczy w bardzo dobrym stanie – kiepsko to szlo. Teraz jest taka dostepnosc ubran, w niskich cenach – ze nawet jak wystawidsz cos tanio to wiele osob i tak woli kupic w sklepie bo ma pewnosc co do stanu danej rzeczy etc. Ja zupelnie zapomnialam o Szlachetnej – teraz mamy ja w pracy wiec pomagam….ale co do rzeczy to cieplejsze wrzucilam do naszego domku dla kotow w ogrodzie. A pozostale, ktorej raczej nie beda nikogo grzaly – oddalam na zbiorke.

      Ja mam stosunkowo niewiele rzeczy w porownaniu do tego co mialam kiedys :) nadal minimalizuje i docelowo chcialabym ich miec mniej i naprawde tylko takie lubie.

    • Anna

      Moim zdaniem często przeceniamy zainteresowanie innych ludzi naszymi ubraniami, a butami tym bardziej. A nawet jeśli ktoś zapamięta, że było się na ostatnich 3 weselach w tej samej sukience, to właściwie co w tym złego? To tylko 3 dni w roku.

      • aleksandra chirowska

        Swiete slowa !

    • aleksandra chirowska

      Wesela, chrzciny, komunie – nie kazdy ma takie wydarzenia w swoim otoczeniu. A Kasia w swojej garderobie ma mozliwosc eleganckich zestawien.

  • Ja to niezmiennie podziwiam. Nie jestem za tym by mieć 150 par butów, 200 torebek i miliard innych rzeczy bo nie chodzi wcale o to by mieć wszystkie ubrania w każdym kolorze tęczy, ale 21 wydaje mi się tak stanowczo za mało, że czułabym się nie “wolna” a wręcz ograniczona. Samych ubrań “bazowych” zliczę więcej niż wszystkich które posiadasz. Niesamowite! I wcale nie jestem szalejącą z moda, trendami, wzorami i kolorami osobą. Nie trzymam też zniszczonych rzeczy, a te których nie noszę – pozbywam się. Jestem ‘nudnym’, szarym człowiekiem w klasycznych zestawieniach, stonowanych kolorach i zwracającym uwagę przede wszystkim na jakość. Tylko mój mózg chyba nie ogarnia aż tak rygorystycznego minimalizmu :P

  • Aga

    Nie wiem, ile mam sztuk ubrań, ale wiem, że mam dokładnie tyle, że przez 2 tygodnie nie muszę robić prania, a po dwóch tygodniach nie mogę wyjść z domu, bo nie mam w czym ;) U mnie taka metoda sprawdza się najlepiej.

    Podliczyłam, ile wydałam w 2017 i też wyszła mi podobna kwota, z droższych rzeczy kupiłam swetry (jeden na wyprzedażach w lipcu ;)). Byłam zdziwiona, że ta kwota jest tak duża, myślałam, że wydaję mniej. Zamierzam dokładnie zaplanować, co kupię w 2018, żeby faktycznie mądrze uzupełnić szafę/wymienić zużyte ubrania.

    Super wyglądasz w koszulkach z laredoute! Mogłabym adoptować Twoją szafę niemal w całości, zachwycam się :) + puchar dla tego, kto wymyśli jakie buty nosić zimą do tych eleganckich spodni.

    Robię eksperyment na dżinsach, tzn. kupiłam tanie spodnie w taniej sieciówce, zamiast drogich w drogiej sieciówce (;)) i jak na razie, po pół roku, okazuje się, że nie ma różnicy, zobaczymy, co będzie dalej.

  • Kasia

    O, własnie takiej koszulki z dekoltem w serek szukam od jakiegoś czasu jak ta z LaRedute. Tylko na stronie lamówka przy dekolcie i rękawkach wygląda inaczej, jest węższa. Czy to ten sam model?Kasiu jaki rozmiar nosisz? A tak w ogóle to podziwiam Cię za konsekwencję w ubiorze i budowaniu minimalistycznej szafy. Ja już wiem, że moja szafa nigdy nie będzie aż tak ograniczona choć od 1,5 roku przechodzi intensywny detoks. Wiem też,że nie musi, szczególnie, iż prowadzę troszkę inny tryb życia gdzie praca na pełen etat (typowo biurowy dress code) i opieka nad dziećmi (zdecydowanie mniej oficjalny ;) dress code) praktycznie wykluczają użytkowanie tych samym ubrań. A co do kwoty wydatków na ubrania to myślę,że co osoba to kwota będzie inna. Z jednej strony jak człowiek pomyśli 2500zł!!! przecież to strasznie dużo, a z drugiej strony wystarczy kupić porządny płaszcz, skórzane kozaki i kaszmirowy sweter i wydamy właśnie tyle. A przecież będą to tylko 3 rzeczy. Ja własnie w tym roku postawiłam na konkretne zakupy (i niestety droższe), które miały uzupełnić “dziury” w mojej garderobie. Nie wszystko się udało kupić (bo nie chodzę na kompromisy) ale nadal szukam. Może uda się w przyszłym roku. O i też ostatnio zrobiłam test poprzez zaniechanie częstego prania….i okazało się, że po niecałych 3 tygodniach bez prania ubrań nadal mam w czym chodzić, co prawda już ciężko było sklecić pasujący ze sobą zestaw, ale jednak. U dzieci ciuchy skończyły się po 2 tygodniach a u męża….uwaga….dopiero po 4 tygodniach!!! I kto tu powinien przejść detoks zakupowy…. ;)

    • Joanna

      Ja też zauważyłam różnicę w wyglądzie koszulki. Ta na stronie LaRedute wygląda byle jak, a Twoja Kasiu zupełnie inaczej.
      Jestem ciekawa czy to ten sam model?

  • ida

    Jak dotad 1200 zl:
    200 zlotych na bielizne, prawie 500 na buty (cztery pary) i 500 na reszte: 2 pary spodni, swietna spodnica na lato, tania sukienka (kaprys, zobaczymy, czy bede nosic), kapelusz, bluzka za 30 zlotych, ktora uwielbiam (z serii basic z C&A z dekoltem w serek – wlasnie odkrylam, ze obecnie maja jedynie z okraglym i szlocham – czy ktos wie, czy serek ma wrocic?! kupie wtedy calkowicie nieminimalistyczny zapas!), t-shirt i sukienka za 120 na wesela (kupilam, jak sie okazalo, ze ta, w ktorej obskoczylam wszystkie wesela w ciagu ostatnich 8 lat, jest za duza; poza tym bylam swiadkiem :) sukienka wystapila juz na trzech weselach i czuje sie w niej rewelacyjnie oraz otrzymalam przepiekne komplementy :) wiec bylo warto).
    W ramach prezentow dostalam tez dwie pary spodni (z czego jedne sie juz rozpadly…) (po 100), dwie bluzeczki (lacznie 70), bluze (50), sweterek rozpinany (120) i cudna koszule (190), oraz przywlaszczylam sobie (za zgoda) sweter bawelniany.

    Jak czytam o jeansach noszonych 10 lat, to nie wiem, z czego sa one lub wlasciciele :D ja spodnie i buty niszcze ekspresowo, za to wszelkie bluzki, sukienki itp mam latami, pewnie 99% jest ze mna min 7 lat, a czasem duzo dluzej. Choc fakt, ze spodnie i buty nosze z duzo wieksza czestotliwoscia, bo zwykle mam kilka sztuk.

    • hej ida :) spodnie sie swietnie trzymaja bo mam wrazenie, ze kiedys ubrania byly lepszej jakosci. Jak chodzilam na studia to nosilam je caly czas, obecnie chodze w nich w piatki i weekendy bo w korpo obowiazuje dress code i jedynie piatki mamy casualowe. Mam tez szczescie, ze figura mi sie nie zmienia (az tak ;) wiec moge w nich nadal chodzic bez zadnych problemow :) Dla porownania kupilam piekna biala bluzke koszulowa z taranko i rozpadla sie praktycznie po pierwszym recznym praniu. Nitki na szyciach puscily. Okazalo sie, ze bluzka byla przeszyta ale na koncach to szycie nei bylo zamkniete (nie wiem jak to inaczej wyjasnic). Spodnie do biura, ktore kupuje zazwyczaj w Zarze – daja rade na maksymalnie 2 lata. Mam obecnie dwie pary, w ktorych chodze caly czas. Co do butow to nosze Zaxy oraz Native (jestem weganka) i bardzo je sobie chwale.

      • ida

        Dziękuję za odpowiedź (nie spodziewałam się!) :) :)
        W mojej korpo niby taki sam dress code, ale jeansy mozna nosic na codzien (uff, bo zima mam elegancje i sukienki gleboko w… szafie). Co do butow, to mysle, ze je nieco zaniedbuje (len), ale jednoczesnie zgodze sie ze znana spiewka o jakosci. Moja mama do tej pory nosi trapery, ktore kupila mi wieeeeki temu (a nie bylo nas stac na luksusy) i wygladaja ok, moze nie jak nowe, ale ok. A ja skorzane baleriny bede nosic ze dwa sezony :/
        Podziwiam wegan. Moze kiedys dorosne.
        Pozdrwiam serdecznie :)

      • Lucky you :) tez bym chciala chodzic do pracy w jeansach ale nei przejdzie (branza finansowa a do tego siedzie w HR na stanowisku kierowniczym – juz i tak musze sie gimanstykowac przez tatuaze aby je zakrywac ;) Co do weganizmu to nei namawiam ale jak nie znasz to polecam jadlonomie – super przepisy. Moj maz nie jest oficjalnie weganem (zarzeka sie, ze nie jest to ;) a wlasnie je Buraka z Burgundii :) z przepisu Marty.
        Ja jakies 10 lat temu kupilam buty – trapery w gory ale zabieram je na narty do chodzenia w sniegu, do lasu na zdjecia ok latem troche cieplo) ale super sie sprawuja! Moj maz za to korzysta z uslug szewca jak tylko moze to naprawia ;) Pozdrawiam serdecznie!

  • Marta M

    Ja wolę nie liczyć, bo kupiłam w tym roku zarówno płaszcz jak i buty na zimę… Za radą Michała Szafrańskiego spisuję wydatki i tam mogę wygenerować raport. Mam jednak poczucie, ze wydawałam w tym roku mądrzej i coraz spójniejsza jest ta moja szafa 😊 Nadal mam kilka par spodni które nosze ze średnią przyjemnością, ale trzymam póki nie znajdę nic lepszego. Zrobiłam za to inne podsumowanie, które bardziej mną wstrząsnęło – policzyłam ile ubrań ma mój M. Wyszło ze więcej niż ja! Efekt prezentów ubraniowych jak mniemam 😉 Sam nie zdawał sobie z tego sprawy i również był w szoku. Teraz musimy „wychodzić” to co mamy.

  • Anna Mleczko

    Ja od wielu lat co roku ustawiam sobie limit 1000 zł i co roku go dotrzymuje :) zapisuje wszystko w notatniku w telefonie, żeby nie zapomnieć. W tym roku kupiłam spodnie za 80, marynarkę za 250, bieliznę za 450, buty za 210.

  • Nie mam pojęcia ile wydałam w tym roku na ubrania i dodatki, ale bardzo się cieszę, że trafiłam na Twój artykuł, ponieważ stworzenie takiego zestawienia dopiszę sobie do listy planów na przyszły rok :) Na pewno od kilku lat staram się wydawać pieniądze rozsądniej i nie kupuję już tylu niepotrzebnych i niepasujących do siebie rzeczy. Pomimo to wiem, że jest i tak jeszcze wiele do robienia w tej kwestii.

  • Ania

    Ale fajne zestawienie. Ale czy do wydatkow na ubrania nie powinno sie wliczyc jeszcze np. welny na sweter/czapke itp, czy co tam sobie robimy? A co z ubraniami wypozyczonymi? Nie jest ono juz z nami, ale koszt poniesiony.
    Ja kiedys tez robilam takie dokladne zestawienie wydatkow na ubrania, ale i “przychodow” jesli jakies ubrania sprzedalam ;)

    • Wełnę bym wliczała, ale wypożyczalni raczej nie, chyba że faktycznie ktoś często korzysta. Ale wliczam też rzeczy, za które formalnie nie płacę, ale np. dostałam w ramach współpracy, jak w tym roku szal.

      • Martyna

        A czy do wydatków nie powinno się wliczyć kozaków Ryłko? :)

        Śledzę Twoje poczynania, po tym jak pokazalas te buty zastanawiałam się nad nabyciem podobnych :)

      • Wydawało mi się, że je kupiłam jeszcze w grudniu zeszłego roku.

  • Agata Śnie

    Ja w tym roku wydałam na ubrania mniej więcej 1500 zł, z czego podejrzewam że jakieś 500-600 zł wydałam w lumpeksach. I szczerze mówiąc jestem zaskoczona, że wydałam tylko tyle. Jakbym miała strzelać ile wydałam to celowałabym w jakieś 2500 – 3000 zł.
    Muszę się jednak odnieść do ilości posiadanych rzeczy – 21 sztuk wydaje się być nieprzyzwoicie wręcz małą ilością! Tylko z drugiej strony nie uwzględniłaś w tym rzeczy letnich, tych po domu, czy sportowych, więc roboczo zakładam, że wszystkich mogłoby wyjść około 40 – 50 sztuk. To nadal bardzo mało, ale w tym kontekście łatwiej wyobrazić mi sobie, że taka ilość może być w zupełności wystarczająca.
    Z ciekawości sama przeliczyłam ile mam ubrań w mojej szafie i wyszło mi około 250 sztuk!!! Przy czym wliczyłam w to wszystkie kategorie, czyli ubrania po domu, kurtki i płaszcze, rzeczy sportowe itd. Ubraniową minimalistką zdecydowanie nie jestem i nie do końca chciałabym być, tak czy siak 250 wydało mi się zdecydowaną przesadą, spokojnie mogłabym mieć o co najmniej 100 rzeczy mniej (co mam nadzieje za jakiś czas nastąpi).
    Jednak zaczęłam zastanawiać się jak to jest z tą optymalną ilością ubrań? Czy można wskazać jakąś liczbę posiadanych rzeczy która jest akurat, a powyżej której jest ich za dużo? Oczywiście to będzie indywidualna kwestia i dla każdego taka liczba będzie inna.
    I teraz pytanie do czytelników: jak jest w waszym przypadku? Ile macie ubrań w szafie, a jaka liczba wydaje się wam tą optymalną, do której chcecie dążyć?

    • Iza

      “Czy można wskazać jakąś liczbę posiadanych rzeczy która jest akurat, a powyżej której jest ich za dużo?”

      Ja odpowiem pokrętnie :) i od razu podkreślę, że to jest wyłącznie moje zdanie na ten temat.

      Liczba za dużo to taka, gdy masz problem pt. “nie mam co na siebie włożyć” (choć szafa pełna), bo zbyt wiele ubrań zaciemnia Ci mozliwości kompozycji.

      I odwrotnie. Gdy nie masz problemu z komponowaniem ubrań i z przejrzystością szafy, wszystko do siebie pasuje i możesz miksować każde z każdym – wtedy jest liczba akurat.

    • Marta M

      Mi się zawsze wydaje, ze niezbędne minimum to zapas ciuchów na tydzień. Bo taz na tydzień pranie zdążysz zrobić. Oczywiście sama mam tego więcej ;)

    • AgA

      Agato, policzyłam i jest max około 200 rzeczy tj. okrycia wierzchnie, spodnie, bluzki i koszule, sukienki, swetry, odzież sportowa, po domu, buty i torebki. Nie wliczałam bielizny i dodatków np. paski, szaliki. Poza płaszczami wszystko mieści się w szafie pax 2m x1,5m i tego się staram trzymać :-) Też chciałabym nieco ograniczyć ilość rzeczy, ale sama szyję (z pomocą mamy, która jest krawcową), więc to nie ułatwia :-) oraz ciężko uświadczyć u mnie rzeczy znoszonej – nie wiem jak ja to robię. Fajnie byłoby poznać jeszcze jakieś triki jak podkręcić te rzeczy, które mają po kilka lat, żeby móc nosić je bardziej nowocześnie. Pozdrawiam.

  • Iza

    W tym roku kupiłam torebkę DKNY za 610 zł (moja kilkuletnia skórzana miała już dziurę i liczne przetarcia)
    Skórzane muszkieterki CCC za 320 zł (nie miałam w ogóle kozaków, a chciałam do sukienek)
    Parkę Medicine za 290 zł (przytyłam i wszystkie rzeczy zrobiły mi się ciasnawe)
    Legginsy dzinsowe H&M za 60 zł (jw)
    2 sukienki COS łącznie za 450 zł (jedną próbuję odsprzedać) (jw)
    sandały na koturnie za 170 zł (brak letnich butów do sukienki)
    dwie koszule lniane z Wólczanki 320 zł łącznie (z powodu przytycia)
    adidasy Nike 160 zł (dla przyjemności)
    białą koszulkę Carry za chyba 30 zł (te co miałam nie nadają się do noszenia do ludzi)
    Balerinki Auchan ok 60 zł 2 pary (co roku kupuje nowe na sezon, dobijam i na jesień wywalam)
    Błyszczące legginsy Mango 60 zł (z głupoty)
    skarpety i rajstopy ok 100 zł (stare miały juz uhuhuuuuu lat)
    2 pary kolczyków w Kruku 180 zł (mialam tylko jedne kolczyki bardzo wyjściowe, nie na co dzień)

    No i masz, wyszło mi ponad 2800 jak nic ;)
    Ale było mi to potrzebne po kilku latach chodzenia w tym samym. Stare odłożyłam do czasu powrotu do łask lub dla córki, te rzeczy, w których nie chodziłam latami wsadziłam do wora i oddałam potrzebującej rodzinie.

    W rezultacie moja całoroczna garderoba to ok. 15 rzeczy całorocznych plus 9-10 typowo letnich.
    Zaokrąglając moja CAŁOROCZNA capsule wardrobe to jakies 23-25 rzeczy.
    5 sukienek (3 całoroczne, 2 letnie)
    2 swetry przez głowę
    2 kardigany
    1 dzinsy (legginsy)
    1 spodnie materiałowe
    2 koszule
    2 bluzy
    1 koszulka bawełniana (musze dokupić drugą)
    1 golf
    2 spódnice letnie
    do niech 2 koszulki
    1 marynarka
    1 kurtka dzinsowa

    Aha, kupiłam jeszcze zegarek za 400 zł (nie miałam od kilkunastu lat)
    No to wychodzi i 3200 :) ale to szaleństwo po latach :)

    • longina

      a jakieś buty? nie uwzględniłaś powyżej, płaszcz, płaszczyk jakiś posiadasz? czepiam się, bo mi głupio przed samą sobą, ile ja ciuchów posiadam… :(

      • Iza

        Nie uwzględniłam, bo tego się …nie uwzględnia :)

        Na cieplejsze dni:
        klasyczny granatowy trencz
        cienka parka
        klasyczna skórzana krótka kurtka
        oraz to, co wliczyłam do całorocznej garderoby: granatowa marynarka i kurtka dzinsowa

        na zimę:
        kożuch
        ocieplana parka

        Buty które noszę teraz:
        timberlandy
        kozaki skórzane na zimne dni
        kozaki zamszowe na cieplejsze dni
        adidasy

  • The Moon

    Ja co roku robię podsumowanie wydatków na ubrania – nigdy nie kupuję ich za gotówkę, zawsze płacę kartą i na koncie internetowym zaznaczam kategorię “odzież”. Kilka lat temu założyłam sobie limit 300 zł/m-c, ale zawsze wychodzi mniej. W tym roku koło 1200 zł z czego:
    30 zł biżuteria (bransoletka z muszelkami kauri na lato)
    150 zł buty
    150 zł bielizna
    880 zł odzież (sportowa + “zwykła” + domowa)
    Jedyną wpadką zakupową były spodnie z wyprzedaży z Zary za 60 zł w których mnie bolą nogi po całym dniu pracy, bo są za wąskie w nogawkach, a mam problemy z krążeniem.
    Na liście do kupienia mam porządny płaszcz na jesień/zimę, którego szukam od kilku lat.
    Ubrań mam sporo, bo jedynymi rzeczami, które się u mnie szybko niszczą to spodnie (np swetry mają ponad 5 lat). Na jesieni i w zimie spokojnie dałabym radę mając 21 sztuk ubrań (możliwe nawet, że tylko tyle teraz noszę). Gorzej z latem, bo uwielbiam letnie bluzki (carmen, halter itp, nie noszę w ogóle t-shirtów) i tylko w tym roku kupiłam ich 6 – absolutnie zbędny zakup, ale wszystkie często nosiłam i wszystkie w stanie idealnym czekają na kolejny sezon.

  • Kasia

    Kasiu, tym artykułem dałaś mi postanowienie noworoczne ;) będę wypisywać wszystko co kupie i tez się chętnie przekonam ile wydam na ubrania :). Zgadzam się z dziewczynami- 21 ubrań to strasznie mało, ja był chyba nir dała rady. W tym roku pozbyłam się conajmniej połowy kurtek i płaszczy i uważam to za mój sukces :). Ciagle mam za dużo, ale staram się nosić wszystko i eliminować te niewygodne, nieprzydatne itp.

  • Hania

    Ja od dwóch lat prowadzę zapiski, ile wydaję na ubrania. Boję się napisać ile wydałam w tym roku (dużo powyżej średniej, którą podałaś) choć są to rzeczy dobrej jakości i mam nadzieję, że długo mi posłużą. Druga sprawa, że ciąża przypadająca na okres jesienno- zimowy zmusiła mnie do kilku dość dużych wydatków ( typu kurtka, spodnie ciążowe). Pewnie na siłę mogłabym się bez nich obyć, ale wygoda i komfort zwyciężyły☺ nie ma co się biczować, tylko wyciągnęłam wnioski na przyszły rok i mam nadzieję, że będzie lepiej z wydatkami na ubrania! To moje postanowienie noworoczne☺

    • Hej Hania, ciąża, zmiana wagi itp. są to okoliczności, które w oczywisty sposób wpływają na szafę i przecież zupełnie nie ma się co przejmować. :))

  • Gdybym miała się na szybko zastanowić w swoich odzieżowych zakupach, chyba wypadłyby one podobnie. Jestem też zadowolona, ponieważ żaden z nich nie jest nadprogramową zachcianką, lecz potrzebą wynikającą z braków w garderobie.

  • Monika Tarnowski- Chrabczak

    Hej, ja tak ogólnie powiem, że masz jeszcze dużo do zrobienia w temacie minimalizmu w ubraniach …. To, że Ty ogarnęłaś temat, nie znaczy niestety, że zrobiły to już wszystkie Twoje czytelniczki. Także pozostaje wałkować temat do skutku, może taki kurs rozwiązałby problem. Ostatnio ktoś napisał na grupie Simplicite group, że ma ….25 płaszczy i kurtek …. i nie umie się z żadną z nich rozstać…… Moje myśli były: Co by Kasia o tym pomyślała…..? Pozdrawiam Cię serdecznie :)

    • Widziałam ten kurtkowy problem. :) Jak zawsze, wszystko tkwi w głowie i do pewnym rzeczy trzeba dojrzeć. :) Świetnie dziewczyny podsumowały co do możliwości “wynoszenia” tylu kurtek w całym sezonie.

    • askadasuna.blogspot.com

      Ja mam samych kurtek grubo ponad 30, ale wszystkie je uwielbiam i regularnie noszę. Gdyby nie to, że teraz splacam i nadplacam kredyt to pewnie dokupilabym jeszcze kilka. Nie widzę w tym nic złego. Jednej kobiecie wystarcza 4, inna chce 40. Zastanawialam się czy nie pozbyć się kilku w ramach minimalizmu, ale zrezygnowałam z tego pomysłu.

  • themomentsbyela.pl

    Zaskoczyłaś mnie niesamowicie tym że masz tak mało ubrań i przede wszystkim wydałaś tak mało. Twoje stylizacje są bardzo fajne, wszystko do siebie pasuje i to jest dla mnie wielkim wzorem do naśladowania.
    Zrobiłaś genialny koc i tu petycja czy mogłabyś pokazać go z bliższa i podać wzór oczek ?
    Ten rok jest kolejnym w którym wszystkie zakupy są przemyślane. Na pewno wydałam o więcej niż średnia krajowa, ale są to rzeczy bardzo dobrej jakości, zamiast tony dziadostwa. Dzięki Tobie moja szafa robi się coraz szczuplejsza, a przynajmniej się zamyka :). U mnie to proces długotrwały, ale każdy ma swoje tempo. Od stycznia planuję powrócić do spisywania kupowanych rzeczy bo jest to o wiele bardziej obrazowe niż upływ środków z konta.

    • Jeśli chodzi o koc to zrobiłam go już w zeszłym roku. Jest zrobiony ściegiem ryżowym pojedynczym, ze ściągaczem. Postaram się go pokazać jutro na Instagram Stories z bliska. :)

  • Rudenko

    uff, przejrzałam swój excel z wydatkami i wygląda na to że mam ciuchów za trzech statystycznych Polaków, a i tak nie udało mi się kupić zimowego płaszcza… za to jestem pewna, że 80% z tych rzeczy jest idealnych i zostanie ze mną na lata (dobrej jakości buty, idealnie skrojone marynarki, torebka) – na początku roku zrobiłam gruntowne czyszczenie szafy i byłam w szoku, kiedy uświadomiłam sobie, ile noszę rzeczy kupionych więcej niż 5 lat temu :)

  • Kinga

    W pierwszej chwili pomyślałam, że nic nie kupiłam w tym roku. Ale jak się dłużej zastanowiłam… To obliczyłam, że wydałam ponad 2 tysiące. Prawie w stu procentach są to rzeczy na lata, ale mimo wszystko przeraziłam się. Bardzo dużo rzeczy też sprzedałam w tym roku (w ramach oczyszczania mieszkania z nadmiaru), więc i tak w ogólnym rozrachunku nie jest źle :)

    • Jagoda Szymanowska-Warszta

      Dzień dobry. Proszę napisać jak udało się Pani sprzedać stare ubrania? Ja od kilku tygodni próbuję i nie wychodzi, a chciałabym móc zrobić miejsce w szafie…

      • Kinga

        Większość rzeczy, które udało mi się sprzedać to biżuteria i skórzane dodatki. Ciuchy wystawiam na allegro i olx, ale ze sprzedaniem ciuchów i butów jest o wiele trudniej, nawet tych dobrej jakości…

      • Jagoda Szymanowska-Warszta

        Tak, właśnie zauważyłam… Chyba oddam je dla potrzebujących! Niemniej jednak dziękuję za odpowiedź :)

  • AgA

    Pal licho podsumowania roczne, ja się kiedyś przeraziłam (idąc rano do pracy), gdy podsumowałam sobie mój zwyczajny strój dnia :-) Nie będąc kobietą z torebkami za grube tysiące, to uczucie po tymże podsumowaniu, no… lekkie osłupienie jednak miałam :-/ Od tamtej pory robię sobie listę większych (głównie cenowo) zakupów ciuchów i akcesoriów. Wracam do nich, analizuje czy jeszcze mi się podobają, zmieniam, po prostu staram się kontrolować kasę, a nie na odwrót :-)

  • Magda Kędzierska

    Równo 40 sztuk ubrań mam. Plus 7 par butów, 5 okryć wierzchnich i bielizna. Trzy torebki ( jedna elegancka i dwie na codzień). Brakuje mi spódnicy na codzień, i na wiosnę baleriny dwie pary muszę kupić, ponieważ mam dwoje dzieci małych i są to buty, które po prostu zajezdzam, także wymieniam co roku. W tym roku kupiłam sporo letnich ciuchów, bo rok temu byłam w lecie w ciąży i teraz musiałam uzupełnić garderobę, także wydalam ok. 1700 zł.

  • Hmmmm. To bardzo ciekawa koncepcja. Pewnie kiedyś dorosnę do całościowego jednorazowego ogarnięcia tematu. Na razie hołduję zasadzie, że wolę kupić jedną rzecz wysokiej jakości niż x badziewnych i ta formuła się sprawdza. Naprawdę mam w szafie rzeczy, które kupiłam ok 10 lat temu i nadal w nich chodzę, bo zęba czasu nie widać a jest to timeless classic. Ale 21 rzeczy to byłoby dla mnie naprawdę mało (przynajmniej dziś tak myślę ;-)), bo codzienne wyjście do pracy, w której trzeba wyglądać i raczej nie tak samo jak wczoraj ;-) plus okazje plus kilka hobby wymagających odzieży specjalistycznej bądź po prostu outdoorowej wymuszają większą liczbę sztuk. Elegancja to dobór stroju do okazji, a jak okazje są różne … Ale idea bliska memu sercu. Nie lubię mieć dużo rzeczy. Wyjątkiem są buty. Butów nigdy za mało. Być może ze względu na sporą rozmaitość moich zajęć B-) Wracając do ubrań – Twój tekst jest dla mnie inspiracją do lepszego wykorzystywania ubrań, które już mam, w sensie intensywniejszego łączenia w zestawy. Tak na początek. A tak trochę off topic, ale nie do końca. Przeraża mnie konsumpcjonizm grudniowy, nastawienie na kupowanie, przypomina mi to obżeranie się – i to właśnie badziewiem. Aż się niedobrze robi. Pamiętam taki obrazek z Lądka: panie sunące do kas z naręczem wieszaków – a ciuchy wyglądały na takie, które po pół roku będą szmatami. Po co? Uciekłam wtedy z tego sklepu, nikt mnie więcej nie namówi na takie atrakcje ;-) Teraz takie nastawienie dotarło i do Polski … więc większość zakupów robię przez internet.

  • Anna S.

    Kasiu,
    zainspirowana wpisem na blogu innego blogera, aby podziękować swoim “sieciowym faworytom” za natchnienie i chęć do zmiany, chciałabym Ci oficjalnie podziękować za kilka rzeczy:
    – od roku korzystam z projektu Szafa minimalistki – sukcesywnie pozbyłam się chyba 50% nieużywanych rzeczy z mojej szafy.
    Oczywiście daleko mi do perfekcji bo były miesiące w których całkowicie zaniechałam tworzeniu nowych stylóweczek z rzeczy dostępnych w mojej szafie, ale szybko odbiło się to czkawką. Nie wysilałam się przy wyborze ciuchów i znowu zaczęłam się ograniczać do sportowych bluz i jeansów. Dzięki komponowaniu stylówek na cały tydzień są one dopracowane i look wygląda na bardziej zadbany,
    – zwracam zdecydowanie większa uwagę na jakość ubrań i przekonałam się do korzystania z usług krawcowej i szewca. Kiedyś jak coś nie było dopasowane to po prostu leżało w szafie i tylko leżało, teraz jak wychwycę taki ciuszek, to zastanawiam się czy jest sens, a jeżeli tak to co mogę zrobić żeby go dopasować do moich potrzeb. To samo tyczy się butów. Kiedyś po prostu wyrzucałam, lub kupowałam nowe – teraz oddaje do szewca i byty jak nowe! może dla niektórych to truizm ale dla mnie było to wielkie odkrycie :)
    – praktykuje też odpuszczanie (wprawdzie schemat takiego działania poznałam troszkę w innych okolicznościach) ale cieszę się, że o tym piszesz bo jest to, moim zdaniem klucz do “zdrowej głowy”,
    – finanse też uporządkowałam, zaczęłam prowadzić domowy budżet (tutaj też ukłony dla Michała S. :)
    Regularnie odwiedzam Twojego bloga, sprawia, że zastanawiam się nad swoim celem. Teraz wiem, że cele w życiu mogą być różne. Jeszcze do niedawna uważałam, że można w życiu mieć tylko dwa cele: albo rozwrzeszczaną rodzinkę albo pójście drogą karierowiczki. Teraz wiem, że istnieją inne drogi. Bardzo dziękuje Ci, że zamieszczasz wpisy i dajesz mi inspirację.
    Pozdrawiam,
    Ania

  • Ewa Contet

    To ja się pochwalę. Za Twoim przykładem uruchomiłam na początku roku tabelkę i spisywałam zakupy. Do końca miesiąca nie planuję zakupów. W 2017 wydałam 1500 zł. Nieźle.

  • projektantka szczęścia

    a czy jesteś zadowolona z koszulek laredoute?

    • Na razie tak, ale jeszcze zbyt krótko je mam, żeby się wyczerpująco wypowiedzieć.

  • cudne te zestawy :)

  • Katarzyna Guzdek

    Nie potrafię tak jak ty kompletować ubrań. Lecz faktem jest, że kilka rzeczy w tym roku kupiłam pod wpływem chwili (impulsu) i są zupełnie nietrafione. Mam swoje ulubione sklepy, w których każdy zakup jest świetny a rzeczy służą mi kilka lat. Sama dopieram zestawy ubrań i sama przeglądam szafę. Zdarzyło mi się jednak, że rozdałam ubrania, które chętnie bym jeszcze raz założyła. Mój mąż mówi jednak, żebym niczego nie żałowała i te rzeczy się komuś przydadzą. Teraz uczę córkę, by spróbowała przeglądać co jakiś czas garderobę i przekazywać rzeczy, w których nie chodzi, albo ma podwójne (bo kupuje ciągle za duże swetry jak to studentka). Mam kłopot ze szpilkami i butami na wysokim obcasach. Chciałabym się ich pozbyć. Nie umiem jednak sprzedawać w internecie. Czy jest jakaś fajna strona, na której można zamieścić ogłoszenie? Oprócz Allegro. Dziękuję za podpowiedzi.
    Na ciuchy w tym roku wydałam dla siebie około 3 tysięcy złotych. O dziwo nie kupiłam żadnych butów!

    • Daria Spychała

      Na OLX łatwo się wystawia ogłoszenia :) Polecam

  • Pati

    Piękna paleta kolorów w tej Twojej minimalistycznej szafie:)
    “Zgubilas” gdzies w wyliczeniach budżetu te mahoniowe(?) wysokie skórzane kozaki ;)
    w tym roku wyszło mi w granicach 2500 zł w tym dwie pary martensów i wieeelką torba Slowbag. w kliku poprzednich latach bywało ze przez cały rok grubo ponizej 1000 zł. oby tegoroczne buty i dodatki posłuzyły mi całe lata.

  • Beata

    Fajny wpis. Co do ubrań to nie mam ich dużo. Kupiłam ostatnio dobrej jakości tanio sweter i szal wełniany i skarpety. Gorzej jest z hobby, lubię szyć, przerabiać, malować, czasem dziergać, więc mam sporo gazet do których wracam, materiałów, tasiemek i innych drobiazgów. Staram się nie dokupywać zbyt dużo, ale bywa z tym różnie. To oprócz spacerów, jogi i czytania książek sprawia mi radość i relaksuje. Pozdrawiam.

  • Beata

    Fajny wpis. Co do ubrań to nie mam ich dużo. Kupiłam ostatnio dobrej jakości tanio sweter wełniany, szal i skarpety. Gorzej jest z hobby, lubię szyć, przerabiać, malować, czasem dziergać, więc mam sporo gazet do których wracam, materiałów, tasiemek i innych drobiazgów. Staram się nie dokupywać zbyt dużo, ale różnie to bywa. To oprócz spacerów, jogi i czytania książek sprawia mi radość i relaksuje. Pozdrawiam.

  • Podziwiam Twoją minimalistyczną szafę. Wszystko do siebie świetnie pasuje, widać, że ubrania są doskonałej jakości i leżą na Tobie idealnie. Jesteś wzorem dla wielu kobiet :)

  • Tak się zastanawiam i chyba jestem poniżej tej średniej jednak. W tym roku moim najdroższym zakupem ubraniowym była sukienka na wesele mojego brata i naprawdę kupowałam tylko to co potrzebowałam, bo jestem w trakcie remontowania mieszkania. I cieszę się, że zamiast impulsywnych zakupów ciuchowych mam piękną łazienkę i garderobę na ukończeniu :)

  • Kasia

    A ja mam inne pytanie, luźno powiązane z tematem twoich wydatków na odzież.
    Obserwuje twój projekt od samego początku, i mam wrażenie że kiedyś w twojej szafie było więcej ubrań z „wyższej półki” (głównie kojarzy mi się Tommy Hilfiger, itp.), zastąpiłas je z tego co widać tańszymi, sieciowkowymi zamiennikami. Czy to ze względu na jakość? Masz porównanie? Czy może to kwestia preferencji, stylu, a może niechęci do ubrań z logo konkretnych marek?

    • Kasiu, na pewno mnie masz na myśli? W całym swoim życiu miałam chyba ze 3 rzeczy od Hilfigera i szczerze mówiąc, nie postrzegam tej marki jako “wyższej półki”. Na pewno nie lubię ubrań marek z “krzyczącym” logo i takich nie kupuję i nie noszę. Staram się raczej kupować polskie marki (Elementy, Zurbano, Risk), kupować w sh (choć rzadziej) i szyć na miarę. Nie przerzucam się na sieciówki (od ponad roku bojkotuję zakupy w Zarze i powiązanych markach), choć jakość COS jest dla mnie zadowalająca.