Sztuka prostego makijażu

Jakiś czas temu mignęło mi w internetach zdjęcie Magdaleny Mielcarz – aktorki i (chyba) prezenterki telewizyjnej, którą kojarzę niezbyt mocno, ale raczej z określonym wyglądem. Bo, drogi Czytelniku, Pani Magdalena jest śliczną blondynką. Śliczną według dość obiektywnych kryteriów – ma fale na blond włosach, bardzo symetryczną twarz, długie rzęsy, wyraziste oczy i pełne usta. Niemalże Barbie w realu. I te kilka miesięcy temu, na jakimś celebryckim wydarzeniu Pani Magdalena pojawiła się z wyprostowaną fryzurką i odrobinę androgynicznym makijażem. Co ona ze sobą zrobiła? Jak mogła się tak oszpecić? – to najlżejsze z komentarzy.

 

Podobną sytuację, choć naturalnie w zupełnie innej skali, przeżyłam sama na blogu. Wiktoria, jedna z Czytelniczek, napisała kiedyś, że jestem dziwakiem, nie dbam o siebie i za kilka lat będę wyglądać okropnie. Wszystko dlatego, że zrezygnowałam z farbowania włosów i robienia hybryd na paznokciach. Kinga Rusin też nie farbuje włosów, a ja czuje się ze sobą dobrze – odpowiadam. Hehe, myślisz, że jesteś jak Kinga Rusin? Dobrze, że chociaż Ty tak myślisz – czytam ironiczny komentarz. Chciałabym móc napisać, że taka ocena boli i sprawić, że się nade mną poużalasz, ale nie byłaby to prawda. Taki komentarz mnie przede wszystkim niesamowicie śmieszy, ale i wkurza! Kalki, klony i glony, kopie, odbitki, repliki – współczesny kanon piękna stał się tak sztywny i wymagający, że nawet milimetrowe odbicie w drugą stronę burzy spokój na wodzie. Wzbiera fala oporu. Czasem nienawiści. Utajonej i ukrytej lub wręcz przeciwnie, wylewającej się w pełnej krasie z twitterowych 140-tek.

 

Nie jestem fanką nurtu no-makeup. Gdy Alicja Keys oznajmiła, że nie będzie się już więcej malować, poczułam mieszankę podziwu i sprzeciwu. Podziwu, ponieważ bycie osobą publiczną i zrezygnowanie z możliwości podrasowania własnej urody na potrzebę chwili wymaga odwagi. Sprzeciwu, ponieważ moja wrażliwość nakazuje mi spojrzeć na tę kwestię też od innej strony. Od lat borykam się z trądzikiem. Jestem ze swoją skóra w lepszych i gorszych stosunkach. Zależy od poziomu moich hormonów, tego, co zjem, jak się czuję, czy ktoś lub coś mnie zdenerwuje (vide stres). Chciałabym idealistycznie oznajmić, że od dziś się nie maluję. Cóż za cudowna minimalistyczna deklaracja! Nie od dziś wiadomo, że kontrowersja się sprzedaje. Może nawet zaprosiliby mnie do telewizji? Tylko, żeby czuć się dobrze, potrzebuję nałożyć na skórę podkład i puder. To moje minimum na ten moment. Może kiedyś ta bariera się przesunie? Nie wiem. Może wtedy, gdy jak Alicia Keys, będę dysponować gładką i czystą, wolną od trądziku skórą. A może nie. To moja rzeczywistość. Twoja będzie zupełnie inna, niezależnie czy chodzi o makijaż czy o piwnicę pełną przydasiów. Jesteśmy inne i to jest piękne.

 

Oglądałam teledyski sprzed 20 lat. Lekki pop, nic alternatywnego. Moją uwagę przykuły dziewczyny z All Saints, brytyjski girlsband. Wszystkie ładne. Równe zęby i piękny makijaż, ale… różne rysy twarzy! Każda ładna, ale inna. Wyraziste rysy, trochę za duży nos. Dziś inność jest źle widziana. Symetryczna twarz to współczesne must-have. Botoks i kwas hialuronowy to narzędzia do wprowadzania porządku. Grzmimy, że gwiazdy estrady, telewizji i filmu upodabniają się do siebie, ale prawda jest taka, że w głębi duszy, jako “społeczeństwo” chcemy je takimi widzieć. Popyt wymusza podaż. Podaż wpływa na popyt. Żelazne prawa rynku w konsumpcyjnej rzeczywistości.

 

Łatwo powiedzieć, że minimalizm to życie na własnych warunkach. Obronienie tej tezy własnym życiem staje się już czasami okrutnie trudne. Bo gdzieś w głębi nie ma w nas pozwolenia na odrębność. Żyjemy w niespokojnych czasach, identyczność daje poczucie bezpieczeństwa. Symetria wprowadza spokój wewnętrzny i zewnętrzny. Każdy, kto wyłamuje się ze znanego schematu budzi niepokój. Choćby poprzez fakt, że nie pomalował dziś oczu kredką, cieniami i tuszem. Bo mu się nie chciało. Albo jest minimalistą… Co za różnica. Jest odmieńcem i już. Dodatkowo niezadbanym. Chciałabym nie robić makijażu, ale bycie taką wśród wszystkich pięknie wyglądających kobiet sprawia, że czuję się niewyraźna, chora, a czasem wręcz obnażona – pisze do mnie Kamila, gdy na Instagramie pokazuję twarz bez makijażu. Presja bywa obezwładniająca. A to tylko makijaż! Głupotka, trochę pudru, kilka kresek, maźnięć pędzlem…

 

Myślałaś może kiedyś, że chcesz prowadzić bloga, vloga itp.? Cudownie, tylko czuję, że muszę Cię uprzedzić. Że w świecie publicznego odsłaniania się (choćby na milimetr), trzeba mieć przede wszystkim twardy tyłek. Najlepiej dodatkowo pokryty warstwą wibranium. Przydaje się też dojrzałość. Nie ta rodem z cołczowych poradników, która krzyczy: jesteś zwycięzcą. Tylko ta cicha, codzienna dojrzałość. Zbudowana na łzach i podnoszeniu się z kolan. Nie wystarczy mówić o sobie, że mam wywalone na cudze zdanie. To nie działa. Dopiero w momencie, gdy ktoś ktoś Cię obrazi, a Ty się uśmiechniesz, będziesz to czuła. Cichą pewność, że jesteś doskonała taka, jaka jesteś.

 

Ze zmarszczkami i z pryszczami.
W pełnym makeupie nawet, gdy ktoś powie, że dziwkarski.
W krótkiej spódnicy, gdy masz krzywe nogi.
W spodniach, gdy cały świat krzyczy, że tylko sukienki są kobiece.
Bez uśmiechu, bo tak akurat wybrałaś.

 

Nie musisz się uśmiechać, bo jesteś kobietą. Bo tak wypada. Bo pomyślą, że zbyt męska i smutna. Weź się umaluj – wyglądasz, jakbyś była chora – tak słyszała Ania, gdy była młodsza. A teraz Anna kompulsywnie podkreśla kredką oczy i brwi jeszcze przed śniadaniem. Nie umie inaczej.

 

A we mnie wszystko krzyczy. Po chwili u Magdy Mielcarz na Instagramie czytam: My, Kobiety, jesteśmy uczone od małego spełniać pewne oczekiwania, zachowywać się i wyglądać w określony sposób. Jestem zmęczona ubieraniem się w krótkie spódnice, doklejaniem rzęs, malowaniem się na ‘Barbie’, spełnianiem czyichś oczekiwań, tańczeniem jak mi zagrają. Nie jestem małą dziewczynką, tylko dojrzałą kobietą, ubieram się jak chcę, maluję jak chcę, mówię, co myślę. Dzisiaj spełniam SWOJE oczekiwania. Życzę, abyście i Wy kiedyś mogły pracować i żyć na własnych zasadach. Być sobą.

 

Od kiedy oczy wyglądają na niesmutne dzięki pomalowanym rzęsom, a nie promiennemu uśmiechowi? – pisze do mnie Sylwia. To się uśmiecham. Promiennie. Jeśli chcę.

104 komentarze

104
Dodaj komentarz

avatar
51 Comment threads
53 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
64 Comment authors
Olainternetowa galeria sztukimałgosiaMagdaKarolina Recent comment authors
  Powiadomienia  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewel
Gość
Ewel

Ja sie maluję i nie maluję działając wg klucza: robić to co mi sie podoba i tak jak sie czuję najlepiej. :)
Ale muszę przyznać że w dobie oceniania innych, tak powszechnego (zwlaszcza w mediach), ciężko jest nie wpaść w ten wir. I ja się cały czas tego uczę. I wciąż zdarza mi sie widzieć kobietę i myśleć “jakie ona ma okropne (wstaw co chcesz)”. I odpowiadam sobie: “ma bo tak chce/ bo tak jej się podoba/ to nie jest Twoja sprawa”, albo i dobitniej “jej nie obchodzi co sobie myślisz”. ;) Na szczęście jest tak coraz rzadziej, bo szkoda mi mojej energii na takie myśli, one zupełnie nic nie wnoszą i w niczym nie pomagają. Za to duzo częściej podziwiam i komplementuję. Tylko do nieznajomych kobiet wciąż wstyd mi podejść i powiedzieć: “ale masz piękne włosy!” albo “gdzie kupiłaś tę genialną sukienkę?”. Może i tego się wreszcie nauczę ;)

Zosia
Gość
Zosia

Wyraziłaś dokładnie moją myśl! O mówieniu obcym kobietom, że ładnie wyglądają. Bardzo chciałabym to robić, ale boję się, że bardziej kogoś przestraszę/zażenuję niż sprawię radość :/

Ania
Gość

We Włoszech naturalne jest obserwowanie ludzi, przygladanie się im, tak po prostu, bo są. A nie bo są jacyś. Tam bardzo łatwo o podziw, o prawienie komplementów obcym ludziom. W Polsce ostatnio zdarza mi sie słyszeć, od kobiet – co jest dla mnie bardzo budujące – że przyglądają się, bo tak mi ładnie w tej ciąży. To niesamowite, że takie rzeczy mówi kobiecie kobieta! Ja te nauczyłam się mówić innym, co widzę w nich dobrego, co podziwiam, bo na vo dzien każdy z nas słyszy tego stanowczo za mało :)

Aga
Gość
Aga

W samo sedno, niemalże się wzruszyłam, uściski z Wrocławia😊

Kamila
Gość
Kamila

Kasiu, nie przejmuj się krytyką i nie tłumacz się ze swoich decyzji. Najmadrzejszą postawą jest milczenie lub ignorancja :)
PS ja też wybieram make up: no make up lub po prostu soute
Kamila

Martyna
Gość
Martyna

Wybór o makijażu, dbaniu o wizerunek determinuje też sytuacja w jakiej się człowiek w danej chwili znajduje. Wy poza pracą zawodową zajmujecie się budową domu – z pewnością to pochłania wiele czasu i energii. Ja natomiast, mam 25 lat i dwójkę malutkich dzieci (2 miesiące, rok i 9 miesięcy) i wszystkie obowiązki rodzinno-domowe z tym związane i do tego studia na końcówce. Właśnie dlatego codziennie też wybieram delikatny makijaż, upraszczam go jak mogę, ale w dalszym ciągu chcę to robić by czuć się dobrze. Po przeczytaniu tego postu jakieś 40 minut temu stwierdziłam że czas na kolejne uproszczenie, solidne ścięcie włosów. I już jestem umówiona do fryzjera na wtorek. Tak jest! Szybka decyzja, szybka akcja. Dziękuję za pośrednio motywacyjny post. Najważniejsze żebyśmy same siebie kochały, akceptowały! Pozdrawiam gorąco!

Dorota
Gość
Dorota

Ja przy 3 dzieci nauczyłam się doceniać krótkie fryzury ale nie wszyscy fryzjerzy potrafią zrobić cięcie do których wystarczy suszarka i ręce, wygodne obówie nawet eleganckie bo jak nieść śpiące dziecko na obcasach, szybki łatwy makijaż najlepiej podstawa to henna. Ciekawe czy te kobiety które nas krytykują wstają o 5.30i mają godz na ubranie dzieci nakarmienie rozwiezienie do przedszkola i szkoły i bez spóźnienia zdążyć do pracy na 7

Ola
Gość
Ola

post natchnął cię do wywalania pieniędzy na ulepszanie, bo źle się czujesz we własnym ciele. Chyba nie taka jest idea prostego życia.

Namysłowska 3
Gość

W ramach puenty, wypowiedź 16-letniej kuzynki: „Idę sobie doczepić rzęsy. Żaden szał – 1:1 żeby nie wyglądać jak szczotka. Wiesz, nie będę się MUSIAŁA codziennie malować, znaczy malować oczu. Bo tyle czasu na to poświęcam. No ale wiesz – jak tu wyjść do ludzie bez make-up”

Izabela
Gość

Jeśli szesnastolatka, to jeszcze takie myślenie jest ok. Gorzej, jeśli nie się nie zmieni za 10 czy 20 lat. Ale można docenić przynajmniej szukanie prostszych rozwiązań. Skoro już “musi” mieć “zrobione” rzęsy, to lepiej dokleić, niż malować codziennie.
Swoją drogą kiedyś takie przedłużone rzęsy bardzo mi się podobały, sama chciałam je mieć. Niestety zaczęły mi się za kojarzyć z dziewczynami, które przesadnie dbają o swoją urodę a właściwie sexappeal lub wręcz z różnà patologią społeczną. Przez to każda kobieta z przedłużonymi rzęsami, nawet jeśli są dobrze zrobione, wygląda mi tak jakoś mniej inteligentnie. Wiem, że to niesprawiedliwe, ale tak mi się to właśnie kojarzy.

Zacisze Lenki
Gość

Znakomity wpis.:) Najważniejsze to czuć się dobrze ze samym sobą i nie podążać ślepo za modą. Pozdrawiam Kasiu.:)

Ewa
Gość
Ewa

Nic dodać, nic ująć! :)

Marzena
Gość
Marzena

Od kilku lat wychodzę z domu bez makijażu.
Czasem nawet nie mam wtedy nieskazitelnej cery.
Po prostu są dni, kiedy nie czuję, że mam ochotę się malować.

Przestałam się regularnie malować tylko i wyłącznie dlatego, że doszłam do wniosku, że już mam dość spełniania cudzych oczekiwań. Że to jest moje ciało, moje dwadzieścia minut przed lustrem. Z tego samego powodu mam krótkie włosy. Ale farbowane. ;) Na początku patrzyłam w lustro i myślałam “OMG, jak ja się pokażę ludziom w biurze?”, ale teraz często patrzę rano w lustro i jest zupełnie okej. To jest chyba psychologia – jak się malujesz, to potem masz wrażenie, że bez makijażu wyglądasz dramatycznie.

Nie znam się na tych wszystkich ruchach no make up, no gluten, no coś tam. Robię jak czuję. Ale bez make upu jest mi lepiej niż wtedy, kiedy nie wychodziłam do osiedlowego sklepu bez idealnych kresek na powiekach.

Izabela
Gość

Niesamowite, że ludzie potrafią komentować w tak perfidny sposób życiowe wybory innych. Koleżanka komentująca farbowanie włosów i sztuczny manicure chyba nie zdaje sobie sprawy, jak to niszczy włosy/paznokcie i kto będzie je miał tak NAPRAWDĘ niedługo w fatalnym stanie.
Uwielbiałam makijaż, uważam że czyni cuda. Malowałam się mocno, artystycznie. Teraz na codzień nie maluję się w ogóle, wolę ten czas przeznaczyć na dłuższy sen, co w konsekwencji dobrze wpływa też na urodę.
Miałam kiedyś straszny trądzik i wtedy dobre, kryjące podkłady ratowały mi życie. Skóra była po prostu chora, a ja nie chciałam zbierać spojrzeń całej ulicy. Ale w miarę normalna, zdrowa cera? Dlaczego naturalność tak dziwi i nawet wyzwala w niektórych agresję?
Kasiu, a’propos trądziku, czy próbowałaś leczenia izotretinoina? Działa w 95% przypadków (chociaż np. moja siostra musiała powtarzać kurację). Skoro trwa to tyle lat, może warto pomyśleć?

Anne
Gość
Anne

Przecież to nieprawda, że farbowanie włosów musi niszczyć włosy – współczesne farby są delikatne i często pełne składników pielęgnujących. Sama hybryd nie noszę, ale kobiety wokół mnie owszem – od dawna i regularnie i jakoś nic strasznego się z ich paznokciami nie dzieje. Piszę to, bo jest również druga strona medalu: kobiety, które mają misję uświadamiać te, które się malują, farbują włosy, czy noszą hybrydy, że za jakiś czas ich skóra, włosy, paznokcie będą w fatalnym stanie. Ja mam wtedy ochotę zapytać jak długo mam jeszcze czekać na spełnienie się tego proroctwa, bo od lat maluję się itd. i jakoś nic złego się nie dzieje. Odpowiadanie na takie komentarze jest zapewne równie wkurzające jak na pytania: dlaczego się nie malujesz? Nie mam właściwie żadnych kłopotów z cerą, ale maluję się, bo lubię. Podoba mi się to, że dzięki kolorowym kosmetykom codziennie mogę wyglądać trochę inaczej, lubię eksperymentowanie z kolorami. A jak nie mam czasu, czy chęci to wychodzę z domu bez makijażu i bez dorabiania do tego ideologii.

Izabela
Gość

Nie przyszłoby mi do głowy komukolwiek zabraniać, straszyć czy komentować makijażu, farbowanych włosów czy czegokolwiek innego. Uwielbiam makijaż i średnio obchodzą mnie negatywne skutki (teraz nie maluję się z lenistwa). Włosy też farbowałam i będę farbować siwe w przyszłości. Chodzi o to, że jeśli dana osoba komentuje już życiowe wybory innych (takie bądź inne), najpierw powinna zastanowić się, czy jej własne są idealne. No jednak istnieje spore prawdopodobieństwo, że Kasia (lub ktokolwiek inny) będzie wyglądać lepiej z siwiejacymi, ale zdrowymi włosami niż ktoś z farbowanymi, ale bardzo zniszczonym. Może też tak nie być, ale jednak jakieś ryzyko przy farbowaniu jest (choćby takie, że fryzjerka źle wykona zabieg i spali włosy). Niech każdy po prostu robi, co uważa za stosowne (a nawet na dla tego jakąś ideologię), ale nie wtrąca się też w wybory innych. A jeśli ma ochotę na dywagacje co jest słuszne, a co nie, niech zacznie od swoich własnych wyborów.

Ania
Gość
Ania

Kasiu dziękuje Ci za ten wpis. Ja również mam problematyczną cerę i celowo unikam ciężkich, kryjących podkładów, bo tylko pogarszają jej kondycję. Niestety często spotykam się z krytyka, zwłaszcza wśród koleżanek z pracy. Nie jest to miłe i często pogarsza moje samopoczucie i samoocenę. Z drugiej strony, od dłuższego czasu obserwuję kobiety w Polsce i doszłam do wniosku, że wiele wyglada tak samo. Długie, doczepiane rzęsy, hybrydy, powiększone usta a’la ryba, i w ogóle mi się ten trend nie podoba, i nie chce iść w tę stronę.

Luiza
Gość
Luiza

Kasiu, bardzo ciekawy i ważny dla dzisiejszych kobiet wątek. Również popieram naturalność, delikatny makijaż. Stosowanie przez zdrowe, ładne kobiety botoksu i kwasu uważam za głupotę i szkodzenie sobie. Preferuję naturalne piękno. Kasiu, Twój delikatny makijaż daje powiew świeżości, młodości i doskonale komponuje się z pastelami w ubiorze. Tak trzymaj.

Ela - themomentsbyela.pl
Gość

Krytyka zawsze była i będzie. Moim skromnym zdaniem więcej tolerancji i akceptacji dla innych bardzo by się przydało. Nie odrzucam makijażu ale kiedy mogę zwyczajnie go nie nakładam, niech skóra oddycha. To nie prawda że minimum kosmetyków zaprowadzi nas na skraj brzydoty. Moja kochana babcia przez całe życie używała kremu nivea i wielu 98 lat miała tak piękną skórę na twarzy że niektóre 55 łatki mogły jej zazdrościć, a jedynym kolorowym kosmetykiem była delikatna czerwona szminka. To taki styl minimalistyczny.

Lidka
Gość

Słowa klucz “uczone od małego”. Mój 16-letni syn zwrócił mi uwagę na ten temat. Wiecie, że w przedszkolach, szkołach… a nawet w żłobku z okazji dnia kobiet organizowano dni SPA z wizytą u kosmetyczki!? Dla 4-5 latek… Matki do szkół kupowały lakiery i maseczki. Syn pytał, czemu mamy tych dziewczynek, nie protestują. Nie wiedziałam co powiedzieć.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

To jest przerażające…tez bym nie wiedziala co powiedziec. Smutne to ze to kobiety nastepnemu pokoleniu kobiet robia taka szkode…mam roczną córkę i już zastanawiam się jak ja uchronić przed tym steoretypowym myśleniem że skoro jest dziewczynka to musi się zachowywać i wyglądać w określony sposób…jak jej wytłumaczyć że jej życie nie musi polegać na szukaniu księcia z bajki i spełnianiu oczekiwań innych. I że swojej wartości nie musi szukać w oczach innych tylko w lustrze. Ciężka praca przede mną…

Aga
Gość
Aga

Dzieci moich znajomych miały z okazji dnia kobiet organizowane spa (głównie malowanie paznokci) a potem pokaz mody, żeby każda dziewczynka mogła się przejść po “wybiegu”… To jest chyba powszechny pomysł :(

Matylda
Gość
Matylda

Mam koleżankę w pracy która maluje się bardzo mocno i bardzo ostro. Kobiety które się w ogóle nie malują sa przez nią traktowane tak jakby nie dbały o siebie. A prawda jest taka że masa moich koleżanek nie musi się malować wcale bo ma cudną cerę i wyglądają ou naturel a owa koleżanka jakby miął maskę na twarzy. Co kto lubi ;-) Ja preferuję naturalny wygląd, bardzo często ne maluję się w ogóle, ale czasami konkretny makijaż musze zastosować do danej sytuacji lub żeby sprawić sobie frajdę. Nie dla kogoś a dla siebie czego wszytskim czytelniczkom i Tobie Kasiu życzę ;-)

ewa
Gość
ewa

Trzeba dojrzeć psychicznie do akceptacji siebie, świadomych wyborów. Osoby które jeszcze nie osiągnęły tego poziomu podążają za twarzami z TV, spełniają cudze oczekiwania, chcą się wtopić w tłum. Trzeba dorosnąć życia w zgodzie ze sobą.

tin
Gość
tin

Gruba warstwa makeupu codziennie przez kilkanaście godzin bez możliwości umycia twarzy to siedlisko bakterii. Jakiś czas temu mój okulista bardzo narzekał na pacjentki, które przesadzają z tuszem lub sztucznymi rzęsami. Problemy wychodzą po czasie. Sama mocniej maluję się tylko na wyjścia. Do pracy zasłaniam sińce pod oczami i delikatnie podkreśldm oczy. Mieszksm w Warszawie i uważam, że ludzie tu są pod tym względem tolerancyjni. Powiedziałabym nawet, że w dużych firmach jest coraz więcej kobiet umalowanych tylko symbolicznie, ubranych casualowo, na luzie. Mocny makeup częściej mają kelnerki lub panie np. w Sephorze lub Hebe, od których wymaga tego firma.

Ola
Gość
Ola

Bardzo ciekawy artykuł. Również uważam, że w dzisiejszym świecie zbytni nacisk kładziemy na wyglądanie tak samo jak inni. Przez to zawsze jesteśmy nie takie jak trzeba: włosy mają nie ten kolor, są proste zamiast kręconych (lub na odwrót), pełny makijaż obowiązkowo z kreska na górnym oku – przecież tylko taki teraz się liczy…
Ja w wieku nastu lat malowałam się przed każdym wyjściem z domu, codziennie spałam w wałkach – bo przecież moje proste włosy są nie takie jak trzeba. Dopiero po kilku latach doszłam do wniosku, że nie muszę się tak katować. Dobrałam sobie fryzurę, która nie wymaga zachodu i proste włosy nie są już moją zmorą.
Podobnie z makijażem. Dzisiaj mając lat 35 używam kredki i tuszu do rzęs i to tylko jedynie do pracy. Skóry nie mam idealnej, ale zaakceptowałam siebie i to jak wyglądam.
Jeśli ktoś ma potrzebę malowania się, niech się maluję. Ja potrzeby nie mam i żyję zgodnie ze sobą (na publiczny osąd się nie wystawiam, więc nikt mnie jeszcze za to nie zlinczował).
Życzę każdemu, aby mógł dokonywać wyborów zgodnie z własnym przekonaniem, a nie pod wpływem presji społeczeństwa.

Basia
Gość
Basia

Kasiu wyglądasz jak zadbana francuska -ładnie i naturalnie.Te powszechnie przyklejone rzęsy,każdy paznokieć w innym kolorze i zaniedbane włosy w dwóch kolorach to koszmarki.

Joanna
Gość
Joanna

Piękny i naturalny makjarz jest sztuką.Niestety 90 procent kobiet nie potrafi się malować.Robi to nieumoejetnie, – plamy na powiekach okrpna gruba lub krzywa kreska na górnej powiece do tego brwi bobra,wię może lepiej żeby tego nie robiły,ale wygląd jak prosto z pod prysznica też jest nienajleprzym wyjściem , bo taka kobieta zwykle wyglada na zaniedbana.

Gosia
Gość
Gosia

“Kalki, klony i glony, kopie, odbitki, repliki – współczesny kanon piękna stał się tak sztywny i wymagający, że nawet milimetrowe odbicie w drugą stronę burzy spokój na wodzie”- zupełnie nie zgadzam się z tą opinią. Myślę, że przesunięcia kanonu piękna z epoki na epokę widać bardzo wyraźnie i nigdy też nie było tak szerokiego pojęcia piękna, z jakim mamy do czynienia w dzisiejszych czasach i tak dużej dowolności. Pokazuje to, pewnie paradoksalnie, ale właśnie świat dzisiejszej mody, który otwiera się na kobiety szczupłe, grubsze, obarczone różnymi “defektami urody”, a odchodzi od jednolitych i identycznych anorektycznych “piękności”. Myślę też, że nie ma nic złego w tym, że kobiety chcą wyglądać dobrze, błędem za to jest zapatrywanie się wyłącznie na gwiazdy i gwiazdki “szołbizu” i czerpanie wyłącznie stamtąd przykładów. Sądzę, że nie ma aż takiej presji na identyczność. Moda tworzona jest po to, aby się nią inspirować, a nie bezmyślnie odtwarzać w stosunku 1:1. Nie uważam, że nasze społeczeństwo dąży do ujednolicenia. Ja wszędzie widzę piękne kobiety i to piękno jest odmienne. Niezbyt jednak rozumiem dorabianie ideologii do bycia niezadbanym i krzyczenia, że odwagą jest wyjście bez makijażu na ulicę. W moim odczuciu to słabe, jeśli ktoś musi podnosić sobie samopoczucie… Czytaj więcej »

Matylda
Gość
Matylda

Mam podobne odczucia – kobiety wcale nie są takie same, widzę wokół siebie wiele naturalnych, różnych kobiet. Dzisiaj piękno ma wiele twarzy. Nie maluję się mocno, raczej tak, że prawie tego nie widać i tak lubię. Bardzo podobają mi się naturalne włosy u kobiet, farbowane wg mnie dodają lat, oczywiście dopóki nie ma siwych. Podziwiam koleżanki, które nie nakładają nawet tuszu na rzęsy i czują się z tym zupełnie normalnie. Warto już od małego pokazywać, że piękna jest naturalność.

iwona
Gość
iwona

a dlaczego “oczywiście, póki nie ma siwych”? ja właśnie jak zauważyłam, że zaczynają mi rosnąć siwe przestałam farbować (mam naturalnie brązowe włosy), bo jak wyobraziłam sobie biało siwy odrost na tle zafarbowanego brązu, to zrobiło mi się słabo. Od trzech lat nosze fajnego boba z pasemkami siwych włosów i jestem z mojego wyboru bardzo zadowolona.

Matylda
Gość
Matylda

Kto wie, może i ja się na zdecyduję, kiedy przyjdzie taki czas :) Siwy włos to jednak duża zmiana dla kobiety

Anne
Gość
Anne

Ale czy nie jest też trochę tak, że po prostu żyjemy w takich czasach, że dla większości z nas jest gdzieś granica, za którą naturalność jest fuj i za którą nie wyjdzie? Dla jednej ta nieprzekraczalna granica to wyjście z domu bez podkładu czy korektora, gdy ma problemy z trądzikiem, a dla innej właśnie niefarbowanie siwych włosów. A już dla większości z nas (zapewne dla Ciebie Kasiu też) wyjście z domu z niewydepilowanymi pachami, czy nogami w stroju, który je odsłania. A przecież to też sama naturalność…

Agata
Gość

A mi się wydaje, że inność jest coraz bardziej w cenie, tym bardziej w świecie blogerskim. Własna nisza, to “coś” sprawia, że jesteśmy lepiej widoczni. Modelka z bielactwem, modelki plus size… Już nie tylko kalka i kawki na flat layu 😀 Dziś moim zdaniem trzeba czegoś więcej.

Asia
Gość
Asia

Przecudowny wpis… naprawdę lubię się malować, nawet dla samej przyjemności malowania. Nie robie tego, żeby sprostać czyimś oczekiwaniom, nie mam też problemu z tym, żeby wyjść bez makijażu (a to też przyszło z wiekiem). I oczywiście też wiąże się to z niemiłymi komentarzami. Masa dziewczyn, które w ogóle się nie malują robią z tego jakąś taka wielką filozofię, na zasadzie “hej, jestem lepsza, bo na twarzy mam tylko podkład/kompletny no make up”. A jeszcze gorzej jak pomalujesz się mocno albo bardzo kolorowo tak o po prostu, bo lubisz i masz ochotę, więc nie przejmujesz się tym, że to żadna wieczorowa okazja.

Ja to w ogóle sobie uświadomiłam, że odkąd przestałam oceniać innych ludzi (w negatywny sposób) to jakoś lepiej się ze sobą czuję. Obojętnie mi czy masz albo nie masz makijażu, w co jesteś ubrana, jakie błędy popełniasz, jeśli zachowujesz się w porządku to to przecież nic nie znaczy, a jeśli jest przeciwnie to się staram po prostu ograniczyć kontakty.

Sylwia
Gość
Sylwia

Najważniejsze to akceptować siebie, ale to wymaga dojrzałości. Żeby coś zrozumieć trzeba być ze sobą, a teraz wiele osób ma z tym problem. Zagłusza nas tv, internet, gry itp.a później na szybko bez zastanowienia powielają jakieś wykreowane wzorce. Myślę że najbardziej krytykują osoby które nie są szczęśliwe same ze sobą i agresją na innych chcą sobie poprawić samopoczucie. Druga kwestia jest taka że człowiek się zmienia i nie warto trzymać się sztywno jakiejś zasady, ale tu też ważne jest to wsłuchanie się w siebie. Sama się nie maluję, czasami tylko krem CC i henna. Włosy farbowałam, teraz od kilku miesięcy ściełam na krótko i nie farbuję, tak zostanie na jakiś czas bo tak mi dobrze. Kiedyś nie nosiłam biżuterii, teraz od rana mam po kilka bransoletek na rękach. Uwielbiam ich brzęk przy każdym ruchu ręką dodaje mi to takiej pewności, w moim odczuciu elegancji. No i uwielbiam perfumy :) A im bardziej żyję w zgodzie ze sobą tym mniej mam ochotę na ocenianie innych. Te zasady sprawdzają się u mnie w każdej dziedzinie życia, nie tylko urodowej, bo akurat mnie osobiście ten aspekt bardzo mało zajmuje. Pozdrawiam

Ewelina
Gość
Ewelina

Dziękuję Ci bardzo za ten wpis! Ja ma 23 lata zawsze lubiłam krótkie włosy i szybkie zmiany. Moja czupryna szybko rośnie więc na eksperymenty była możliwość, teraz zapuszczam włosy do ślubu coby je jakoś ładnie upiąć z welonem. Ostatnio jak oznajmiłam, że po ślubie ogolę się na łyso razem z moim już-mężem (w moim przypadku to 2 tygodnie i mogę już mieć lekkiego irokeza, a później to już z górki) moi najbliżsi, czyli mama i siostra, a nawet starsza ciocia, które mnie doskonale znają, jakoś specjalnie się nie zdziwiły na ten pomysł, a wręcz same z zaciekawieniem czekają na efekt, siostra nawet zapytała, czy ona może mi w tym pomóc :D Natomiast ostatnio rozmawiałam ze zwykłą znajomą i na mój pomysł uzyskałam odpowiedź w stylu “co ludzie powiedzą”, trochę innymi słowami, bo wspomniała coś na temat, że mój facet to czemu nie… no ale kobieta?! Ręce opadają. Jestem osobą, która uwielbia minimalizm, kolory, nie wyglądam jak klaun ale po prostu mam taką charyzmę. W krótkich włosach wyglądam znacznie lepiej, a jak kiedyś zobaczyłam Natalie Portman bez włosów to się zakochałam. Teraz po prostu chcę ten długo wyczekiwany pomysł zrealizować. Nie wszyscy potrafią zrozumieć, że nie istnieje szablon dla wszystkich,… Czytaj więcej »

Anne
Gość
Anne

Ja widzę wśród kobiet trzy frakcje: jedna to niemalująca się wcale albo tylko tusz/podkład/czy co tam jeszcze, od której słyszę, że tylko naturalność jest piękna; kosmetyki kolorowe niszczą cerę; nie ma potrzeby podkreślać swojej kobiecości makijażem; a te, które się malują to w ich oczach tapeciary niepogodzone ze swoim wyglądem i w ogóle ze sobą. Druga frakcja: malują się i uważają, że jak się ktoś nie maluje to zaniedbany. Trzecia maluje się lub nie, ale nie potrzebuje udowadniać całemu światu, że ich wybór jest jedynym słuszny wyborem i nie zawraca głowy innym kobietom swoimi przemyśleniami. Jeśli chodzi o te dwie pierwsze grupy, to w moim (wielkomiejskim raczej) środowisku zdecydowanie dominuje ta pierwsza grupa. W świecie wirtualnym też zdecydowanie częściej czytam wypowiedzi pań, które mają misję przekonywania, że makijaż to zło, niż takie, które upatrują dowodów bycia zaniedbania w jego braku

Kasia
Gość
Kasia

Kasiu, uwielbiam czytać Twoje wpisy. Są zawsze napisane w piękny i zrozumiały sposób. Jednakże w dzisiejszym coś mi nie odpowiada. Może właśnie podkreślając “wyjątkowość” osób, które się nie malują podkreślamy też ich “inność”? Osobiście, nie zwracam uwagi czy ktoś (lub czy ja) ma makijaż, czy też nie. Może dlatego, że wygląd nie ma dla mnie znaczenia. Oczywiście uważam, że należy być czystym i dbać o siebie ale moim zdaniem to właśnie dbająca o siebie osoba zawsze wygląda dobrze: czysta twarz, uczesane włosy, schludne dłonie i strój. Jako młoda osoba (23 lata) rozpoczynając swoją karierę zawodową, a w związku z tym pojawiając się w różnych kręgach społecznych- głównie w kręgu kobiet- zauważyłam, że to nasze “kobiece” umiejętności wpływają na to jak jesteśmy postrzegani. Kobiety w mojej pracy już kilka tygodni przed świętami sprzątają, myją okna. U mnie w domu nigdy tak to nie wyglądało-zlew mógł być pełen naczyń, bo nam zależało przede wszystkim na emocjach, atmosferze i wspólnie spędzonym czasie. Owszem, oczywiście sprzątaliśmy, gotowaliśmy ale nie stawiło to nigdy priorytetu. Być może dlatego nie zawsze wiem jakiej miski używa się do mąki na ciasto drożdżowe czy jak dobrze utrzeć jajka z cukrem, a niestety często wśród kobiet taka wiedza jest… Czytaj więcej »

Paula
Gość
Paula

Mój mąż powiedział kiedyś , że cieszy się że nie robię mocnego makijażu bo wie że budzi się z tą samą kobietą ;) ja natomiast zastanawiam się dlaczego niektóre kobiety nie wyjdą z domu bez makijażu , ale w domu biegają w poplamionym desie, z tłustymi włosami i bez grama czegokolwiek na twarzy.

Anna
Gość
Anna

Ogólnie to jestem z frakcji no make up, ale nie bardzo radykalnej. Mam swoją słabość-cienie pod oczami, które czuję potrzebę zamalować przed wyjściem z domu, a czasem nawet w domu w weekend jeśli mam poczucie, że wyglądam wyjątkowo fatalnie. Rozumiem, że ktoś chce zatuszować coś, co wygląda źle, lub fajnie podkreślić jakiś atut, ale niezrozumiała jest dla mnie potrzeba namalowania sobie twarzy od nowa lub efekt maski- jest to dla mnie przekroczeniem granicy dobrego smaku.
Wydaje mi się, ze presja na “bycie zrobionym” jest i się powiększa. Z moich podróżniczych doświadczeń wynika, że jesteśmy gdzieś pośrodku pomiędzy wschodem i zachodem, z tendencją ku wschodowi. Na zachodzie więcej widuję siwych włosów, włosów naturalnych nie farbowanych, fryzur “wstałam z łóżka”, niepomalowanych paznokci, twarzy saute. Na Ukrainie i w Rosji dla odmiany miałam poczucie, że jestem jedyną kobietą bez makijażu i bez obcasów w mieście. W warszawskim metrze ogromna większość kobiet jest “zrobionych”.

Kasia
Gość
Kasia

Brawo! Mam już prawie 33 lata, również nie mogę pozbyć się trądziku. Czasami moja skóra wygląda ok, ale jako że zrezygnowałam z faszerowania się hormonami, zdarza się, że wygląda tragicznie. Od wielu wielu lat towarzyszy mi podkład i puder. Makijaż bīł zawsze dla mnie sztuką kamuflażu i dawał poczucie bezpieczeństwa. Z tego minimum na razie nie zrezygnuję. Wyzbyłam się za to zbędnych elementów (dla mnie) makijażu takich jak: tusz do rzęs, cienie do powiek, pomadki, lakiery do paznokci. Zawsze starałam się wpasować i wyszukać tych właściwych dla mnie produktów. Teraz jako 30-latka rozumiem, że to nie mój świat i w końcu czuję się wyzwolona. Na pewno pomaga mi w tym fakt, iż mieszkam w kraju, gdzie kobiety w moim wieku się po prostu nie malują i nawet mój podkład to dużo. Jak wracam do Polski, to widzę przegięcie w drugą stronę, ale nie mam już potrzeby, by wpasować się tu czy tam.

Ange76
Gość
Ange76

Nie wiem, czy żyjemy w czasach powszechnego ujednolicenia, klonów itd., ale na pewno żyjemy w czasach, gdy wielu osobom się wydaje, ze należy mieć zdanie na każdy temat i koniecznie się tym podzielić ze światem. Tuwim podobno napisał, że błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia nie oblekają tego faktu w słowa :) Pewnie w internecie byłoby przyjemniej, gdyby ludzie zastanowili się nad tym, co piszą, a nie kierowali się chwilowymi emocjami i tym, ze powinni wyrazić swe zdanie. Podeszli z większą empatią do osoby, do której kierują nierzadko ostre i niemiłe słowa.

Beata
Gość
Beata

Nie wiem gdzie Kasiu widzisz te pomalowane kobiety (oprócz internetu czy telewizji). Pracuję w Warszawie i dziennie mam kontakt z setką osób w różnym wieku i o różnym statusie materialnym. Przez cały tydzień trafi się może jedna osoba z doczepianymi rzęsami, kilka osób z mocniejszym makijażem. “Zwykli” ludzie na co dzień raczej się nie malują (co najwyżej pomalują rzęsy czy paznokcie). Nie każdy siedzi całymi dniami w internecie – wystarczy odłączyć się od niego całkowicie i wtedy zobaczy się prawdziwy świat. Post powinien być według mnie o szkodliwości internetu, który uzależnia, pozwala na anonimowy hejt i ukazuje idealne życie i wygląd, które nie istnieją.
Sama zawsze maluje rzęsy i brwi, a teraz mam fazę na wiśniowe usta. Pomimo cery naczynkowej nie stosuję podkładów, pudrów, różu itp, Na ulicy w ogóle nie zwracam uwagi na makijaż innych kobiet (a na ubrania owszem). Nawet nie wyobrażam sobie Ciebie Kasiu w mocniejszym makijażu :)

Inka
Gość
Inka

…jestem zwykłym człowiekiem, na co dzień widzę prawdziwy świat… pracuję jako kasjer-sprzedawca w dużym mieście i lubię oglądać ludzi…Zwracam uwagę na wygląd, ale w moim odczuciu w pozytywny sposób. Często mówię, że ktoś ma piękne włosy, uśmiech czy ślicznie zrobioną kreskę na oku, bo staram się widzieć “ładne rzeczy”, czasami ktoś jest bardzo zdziwiony takimi komplementami, ale gdy widzi, że mówię szczerze to naprawdę wtedy się tak “rozpromienia”:) niesamowicie jest to widzieć, gdy z zamyślonej osoby, nagle wydobywa się taki “blask”:)
Nawiązując do kwestii makijażu to jednak częściej spotykam kobiety używające kosmetyków kolorowych. Sama maluję się w moim odczuciu dosyć oszczędnie, ale nie uważam, że jedynie taka forma ekspresji w makijażu jest dobra. Świetnie, że w dzisiejszych czasach mamy wybór czy i jak chcemy się malować.

Renata
Gość
Renata

Jesteśmy piękne!
Nie można nam o tym zapominać. :-)
Mam 45 lat, z każdym rokiem czuję, że mniej muszę. Poskładałam sobie w głowie parę spraw, do tego pokochałam siebie w całości. Nie farbuję włosów od prawie roku, cieszę się, że w końcu widzę swoje, naturalne, choć siwe. Nie dałam sobie szansy zobaczyć ich wcześniej, bo od 17 roku życia uprawiałam skuteczne programowanie ich na trendy mody. Wydaję sie sama sobie być atrakcyjna, doszłam (ufff!) do wniosku, że nie muszę się w nikim przeglądać. Uśmiecham się do siebie wychodząc każdego dnia do pracy.
Pracuję wciąż nad tym, aby w ogóle się nie malować, ale cera z popękanymi naczynkami, bardzo wrażliwa, która reaguje na zmiany temperatury niestety nie wygląda dobrze. Maluję więc delikatnie podkładem, do tego trochę różu i tusz do rzęs. Kosmetyczka spakowana na zjazd na studia wygląda cudownie. Nie targam ze sobą tych wszystkich, a to sypki, a to do konturowania i cienie do powiek plus kreski i aż sama nie wiem co. :-)
Luzik.
Jest fajnie bez tego wszystkiego.

Magdalena
Gość
Magdalena

Jak mi się podoba ten tekst, naprawdę! Ja sama od dawna nie farbuję włosów, bo szkoda mi na to kasy, nie mam czasu na dbanie o odrosty. Nie maluję paznokci, bo to i tak mi się nie trzyma. Hybrydy też odpadają. Szkoda mi na to czasu. Nie doczepiam rzęs, bo mam wrażenie, że wszystkie kobiety teraz tak chodzą. Nie podoba mi się ten sztuczny efekt. Za bardzo uwielbiam ten moment, kiedy wracam do domu z biura, przebieram się w coś wygodnego i zmywam makijaż <3 Minimalizm i redukowanie posiadanych rupieci sprawiły, że taka prostota naprawdę mnie uszczęśliwia. Maluję się, bo sprawia mi to przyjemność. Jednocześnie też nie mam problemu chodzić z czystą buzią po mieście (poranne spacery w weekend po mleko do kawy w luźnym tshircie i getrach <3). Nie katuję się ćwiczeniami na siłowni (a wierzcie mi, katowałam się do upadłego), bo zaakceptowałam to, jak wygląda moje ciało naturalnie i "samo z siebie". Zaakceptowałam to, że nie będę jak dziewczyny z insta. A żeby się tym wszystkim nie dołować i nie wciągać w wir pogoni za lajkiem, wyrzuciłam z obserwowanych wszystko, co mnie dołowało. Konto ustawiłam na prywatne, by wrzucane zdjęcia z podróży były faktycznie dla mnie, by… Czytaj więcej »

Era
Gość
Era

Mysle ze ta swiadomosc, akceptacja i pogodzenie z sama soba przychodzi z wiekiem.
Sama doswiadczylam czegos podobnego u siebie.
Z zakompleksionej dziewczyny (Bo duzy nos, wlosy nie takie, plaski biust) stalam sie kobieta ktora w pelni akceptuje I lubi siebie wlasnie taka jaka jest.
I dodam ze poza mysleniem nic sie we mnie nie zmienilo (nadal mam ten Sam duzy nos, miseczka AA, wlosy niefarbowane od prawie 9 lat).
AKCEPTACJA SIEBIE w tym tkiw cala moc.
Po co byc jedna z wielu? Jak mozna byc jedna na milion.
Odkad przestalam farbowac wlosy I maskowac biust stanikami push-up poczulam sie na prawde wolna:)
Zyczylabym takiej wolnosci I pogodzenia z samym soba kazdej czytelniczce… Bo kazda z nas jest inna. Ani lepsza, ani gorsza:)
Pozdrawiam

carita
Gość
carita

Nikt mnie nie przekona, że zaniedbana kobieta, czyli z siwymi odrostami, połamanymi paznokciami, pryszczami na świecącej twarzy, gruba, wylewająca się, niedbająca o kondycję, sylwetkę, o zmniejszenie cellulitu jest lubiana sama przez siebie! Ja już nie chcę mówić o akceptacji i lubieniu przez innych: w pracy, na ulicy czy w domu, bo przecież facet to wzrokowiec i to, że ślubował do grobowej deski, nie znaczy, że ślubu dotrzyma kobiecie, której się nie chce zdyscyplinować samej dla siebie… Rozumiem ideę Kasi, zgadzam się z nią, ale… Ona jest bardzo zadbana (!) i makijaż robi, i sylwetkę ma, i gust ma, i zapewne jak może dba o cerę… A ostatecznie wszystko zawsze może zatuszować… inteligencją, która też posiada. Żadna kobieta mi nie wmówi, że czuje się dobrze, kiedy się zapuści, zwłaszcza kiedy znajdzie się w otoczeniu takich osób jak Kasia, bez tony makijażu, ale jednak z makijażem, bez włosów w kolorach tęczy, ale jednak w jednym kolorze, bez siwizny, bez tipsów, ale z zadbanymi rękami… Jest różnica między dbaniem nadmiernym, przesadzonym, a nie robieniem zupełnie niczego. Uważam, że podstawą zadbania jest sylwetka i kondycja (co idzie często w parze). Potem strój (stosowny, czysty, dobrej jakości, prosty). Na końcu makijaż (delikatny, zależny od… Czytaj więcej »

Magdalena
Gość
Magdalena

Pytanie czy tak samo podsumowalabys mezczyzne: z nadwaga, z pryszczami, brzydkimi paznokciami. Oni nie martwia sie takimi duperelami. Mowie to z pozycji osoby, ktora ‘dba o siebie’ wg wskazowek, ktore podalas.

Anna
Gość
Anna

Bardzo dużo mnie kosztuje, żeby napisać odpowiedź, która nie będzie hejterska…. Strasznie agresywny jest Twój komentarz, więc nie jest to łatwe. Siwe włosy to nie jest zaniedbanie – to jest po prostu naturalna rzecz. U jednych pojawia się wcześniej, u innych później. Pryszcze to nie jest zaniedbanie. Trądzik jest chorobą skóry. Jego leczenie wymaga sporo czasu, nie zawsze szybko uzyskuje się efekty. Nadwaga o ile nie wynika z przyczyn chorobowych faktycznie jest brakiem dbałości o siebie, podobnie jak niedowaga. Niestety, wg. kanonu instagramowego to kobieta o całkiem prawidłowej masie ciała uchodzi za grubaskę, a to już jest chore. Cellulit nie jest zaniedbaniem. Ma go znakomita większość kobiet, bo kobiece hormony sprzyjają takiemu ukształtowaniu tkanki tłuszczowej. Fatalna kondycja jest zaniedbaniem, ale nie ma nic wspólnego z wyglądem, są piękne kobiety dostające zadyszki po wejściu na trzecie piętro. Najgorsze jest jednak zaniedbanie intelektualne. Kobieta zaniedbana intelektualnie nie czyta wartościowych rzeczy, nie umie się pięknie wysłowić, za to łatwo formułuje kategoryczne wypowiedzi. Przejawem zaniedbania intelektualnego są też wąskie horyzonty i przekonanie “jeśli ja tak mam to ma tak cały świat”. Wiesz co? Nie będę Ci niczego wmawiać. Po prostu Cię poinformuję. Jestem kobietą szczupłą, o rewelacyjnej kondycji. Mam cellulit, czasami świeci mi… Czytaj więcej »

Myszamysza
Gość
Myszamysza

Hm, a ja napiszę tak: codziennie komplementuję jakąś bardziej lub mniej znajomą dziewczynę/kobietą, bardzo konkretnie: że ma pięknie podkreslone oczy, że ładne buty, że fajny krój kiecki albo materiał spodni itd. Zawsze szczerze! Ale tyle jest wokół fajnych babek z fajnymi rzeczami, że nie długo szukać nie trzeba :)
Wczoraj byłam na szkoleniu. Nie powstrzymałam się i nowopoznanej koleżane powiedziałam, że ma piękną barwę głosu (niski, aksamotny) i niesamowite oczy – ma złotawe (???) tęczówki. No wiecie, troche jak lew. Ona Czeszka, więc moje słowa nie zawstydziły (?) jej zanadto, uśmiechnęła sie i podziękowała.
My Polacy mamy jakiś problem z pozytywnym feedbackiem. Krępuje nas to. Powiedzieć komuś miłą, prawdziwą rzecz nt. jego wyglądu albo zachowania to naprawde nie jest problem, a daje wiele korzyści – i obdarowanemu i obdarowującemu… Polecam takie podejście! Mnóstwo ludzi się wtedy wokół uśmiecha :)
PS. Mam prawie 40 lat i pracuję w korpo w dużym mieście. Jakby się ktoś zastanawiał skąd się urwałam ;-p

Magda
Gość
Magda

“Nie muszę być idealna, tylko wystarczająco dobra.” Z czyjej książki to (niedokładny) cytat? :))) Czasem w chwili siły napisze się takie słowa, a potem o nich zapomina w trudniejszych chwilach.

Królowa Karo
Gość

Pięknie napisane! I coś w tym jest! Ja bardzo długo w moim życiu szukałam potwierdzenia siebie w oczach innych. Miotałam się, zmieniałam style, spełniałam rosnące cudze oczekiwania i byłam coraz bardziej nieszczęśliwa.
A potem nauczyła się kochać siebie. Nauczyłam się, że jak mam ochotę ubrać się na żółto, to dlaczego nie? Co mnie obchodzi, że ktoś inny nie lubi tego koloru. I chodzę sobie w sukienkach, choć przez lata ojciec mojego dziecka mi wmawiał, że nie powinnam, bo moje nogi się do tego nie nadają. I kiedy pokochałam siebie, zaczęłam się rozpieszczać, stałam się szczęśliwą kobietą. I wtedy w moich oczach pojawiło się szczęście, które sprawiło, że spotkałam swoją prawdziwą miłość życia. I kocha mnie w sukienkach, i w żółtym i nawet zaspaną i bez makijażu :)
I dlatego uważam, że racją jest, że spełniać należy swoje oczekiwania. I każdy niech spełnia swoje i wszyscy będą szczęśliwi :) W makijażu czy bez :)

Zoe W.
Gość
Zoe W.

Cześć Kasiu, wita się nowa czytelniczka, trafiłam tu jakiś tydzień temu i przeczytałam większość wpisów :) zazwyczaj nie komentuję na blogach, choć czytam je nałogowo, ale tym razem postanowiłam się włączyć bo jest to temat który ostatnio mocno daje mi do myślenia. Chciałabym odnieść się do opinii które pojawiły się w komentarzach i mówią, że współcześnie mamy znacznie większą akceptację nietypowego wyglądu niż kiedyś. I tak i nie. Myślę, że komentatorzy nie zwracają uwagi na jeden istotny aspekt – owszem, mamy większą tolerancję dla kobiet wyglądających oryginalnie, o ile są: a) młode b) szczupłe c) ładne [= regularne rysy twarzy, brak “defektów” jak cellulit etc.] Gdy czegoś w tym zestawieniu brakuje, natychmiast okazuje się że tolerancji wcale tak dużo nie mamy :) i wtedy od razu pojawiają się naciski, by się do jedynego słusznego wzoru dopasować. Uważam, że współcześnie presja “idealnego” i “właściwego” wyglądu jest ogromna – tym bardziej, że wszystko podlega natychmiastowej ocenie, często emocjonalnej i bardzo ostrej. Internet też wciąż ogranicza nas do bańki tego co już znamy i lubimy, łatwo więc wpaść w przekonanie, że wszyscy wyglądają i powinni wyglądać w jeden określony sposób. Cieszy mnie, że w Polsce powoli zaczyna się rozwijać ruch ciałopozytywności. Sama… Czytaj więcej »

Ewa
Gość
Ewa

Witam Kasiu,
Ja od dłuższego czasu jestem zwolenniczką naturalnego wyglądu. Przez krótki okres czasu fascynowały mnie “zrobione” kobiety ale ten etap mam już za sobą.Chociaż sama nigdy “nie robiłam się na bóstwo”. Presja otoczenia nie jest mała ale staram się jej opierać. Staram się troszkę oprószyć twarz pudrem i pomalować delikatnie rzęsy ale teraz, gdy jest ciepło, coraz częściej odpuszczam. Ostatnio znów mam problemy z cerą ale postanowiłam wrócić do wyciągu z bratka, który trzy lata temu bardzo mi pomógł. Powiedziała mi o nim moja fryzjerka i naprawdę działa – po około 2 miesiącach pryszcze się zmniejszyły a potem całkiem zniknęły. Teraz znów wracają ale wrócę do bratk – polecam. Kiedyś na studiach używałam tetracykliny i jakiś innych świństw – pryszcze zawsze wracały :( Wiadomo, że jak cera jest w lepszej formie to latwiej zdecydować się na wygląd soute. Ja zwracam uwagę wlaśnie na osoby (kobiety i mężczyzn), które wyglądają naturalnie, mają coś charakterystycznego – piegi, rude włosy czy coś innego a nie na pudrowane lale:)

Anne
Gość
Anne

Pudrowane lale… o tym też jest ten wpis…

Aga
Gość
Aga

Super, że o tym piszesz. Liczba komentarzy wyraźnie pokazuje, że temat jest ważny!

Ja mam luz w stosunku do innych kobiet, bardzo często je komplementuję. A do siebie podchodzę nadal bardzo krytycznie. Mam nadzieję, że się nam – polskim kobietom – w końcu zmieni i wyluzujemy!

Mnie bardzo przerażają 16letnie dziewczynki doklejające rzęsy. Zamiast rozwijać jakiekolwiek inne zainteresowania w tym czasie, skupiają się na malowaniu paznokci. Chłopcy w tym czasie zdobywają nad nami przewagę (nawet grając całe dni w gry komputerowe uczą się trochę angielskiego oraz oswajają z komputerami). Do tego dochodzi kwestia pewności siebie, która bardzo spada właśnie przez to, że nigdy nie uda nam się osiągnąć idealnego wyglądu, a w tym wieku to nie takie oczywiste.

Weronika
Gość
Weronika

Mnie w sumie uświadomił mój chłopak o tym, jak wyglądają współczesne kobiety. Narzekał, że każda wygląda tak samo i że nie lubi sztuczności, co wyniósł raczej z domu, gdyż jego mama jest bardzo naturalną kobietą, ale zadbana, regularnie chodzi do kosmetyczki, ćwiczy, uwielbia dbać o włosy. Ja właśnie nie maluje się, gdyż po prostu nie lubię. Kiedyś próbowałam, stwierdzilam ze to nie dla mnie :) również mam trądzik, ale aktualnie udało mi się nad nim zapanować i skóra wygląda coraz lepiej. Oczywiście slyszalam wiele razy, ze powinnam spróbować to zakryć fluidem…ale po co? Dla ludzi na ulicy, chociaż by to było sprzeczne z moim ja? Paznokci nie maluje, również mam w wersji naturalnej, choć paznokcie u stóp do sandałów jak najbardziej – bo lubie :) ubieram sie również tak jak chce nie patrząc na trendy, w tym zaczęłam stosować sie do Twoich rad Kasiu i zmniejszyłam ilość ubrań w swojej szafie, a kupując patrzę na jakość i do czego będzie mi pasować :) I właśnie wtedy czuję, że żyje – gdy działam po mojemu. Bo to moje zycie i nikt go za mnie nie przeżyje :) może nie wyglądam jak dziewczyny z Instagrama (nawet go nie mam) ale kocham… Czytaj więcej »

Ola
Gość
Ola

Im dłużej sie nad tym zastanawiam tym bardziej dochodzę do wniosku ze „minimalizm” to integralna cecha mojego charakteru. Nie bede sie oszukiwać, jasne ze opinie innych osób maja na mnie wpływ i tak, czuje presję bycia przynajmniej tak ładna jak inne kobiety w pomieszczeniu i np na wesela czy inne większe uroczystości czy nawet imprezy czy wyjścia ze znajomymi maluje sie, starannie ubieram i ogarniam burze na głowie ale to dlatego ze chce czuc sie ładnie i zwyczajnie mam z tego frajdę. Na codzień, mimo ze obiektywnie jestem raczej przeciętnej urody nie maluje sie bo zwyczajnie mi sie nie chce. Po prostu – 15 min dłużej snu > makijaż. Nie podoba mi sie full makeup na codzień, wydaje mi sie okropnie przerysowany i mimo ze osobiście nic do dziewczyn którym chce sie codziennie rano poświęcać 40 min plus na upiekszanie twarzy nie mam to szczerze dziwie sie ze ma to dla nich az takie znaczenie. Nie wyobrażam sobie malować sir tylko po to żeby moc wyjść po bułki do lidla „with my face on”…

Monika
Gość

Minimalizm to genialne narzędzie które wywróciło moje życie do góry nogami!
Pamiętam jak po operacji kręgosłupa ( listopad 2016) po wiele latach nieustannych hybryd na paznokciach z dnia na Dzień zadecydowałam by ich nie robić! To takie banalnnie brzmi przez ostatnie 13 lat regularnie co trzy tygodnie u kosmetyczki…poczułam się naga i wolna.
Pani Katarzyno , dziękuje że mogłam tu trafić.

Amanda
Gość

Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. W dzisiejszych czasach ciężko o tak wartościowych ludzi, którzy nie zapominają o tym jak ważna jest nasza kobieca delikatność i naturalność. Jak to mówią, najpiękniejszym makijażem każdej kobiety jest jej uśmiech “:) :) Tak trzymać kochana!

Pozdrawiam serdecznie , Amanda

SunnyHill
Gość
SunnyHill

Kiedy miałam naście lat nawet po bułki wychodziłam w makijażu. A na studiach codziennie się malowałam, mimo pobudki o 5 rano. Nie wiem, jak wtedy znajdowałam na to czas, bo dzisiaj nawet kiedy wstaję o 7 rano nie chce mi się tego wszystkiego na siebie nakładać. Poza tym zauważyłam, że im częściej się maluję, tym bardziej nie lubię swojej naturalnej twarzy – wydaje mi się wtedy szara, nijaka. Za to kiedy nie robię makijażu przed dłuższy czas, wcale tego nie zauważam. Zabrałam się za to za pielęgnację twarzy. Nawet nie wiecie, jak bardzo żałuję, że jako nastolatka opalałam się, bo mama mi kazała, bo koleżanki dziwnie patrzały, bo może spotkam mężczyznę swojego życia i on na mnie nie spojrzy, jeśli będę blada… mimo iż ja sama lubiłam swoje ciało i swój jasny kolor. Ależ miałam przejścia w domu, kiedy zaczęłam robić to, z czym ja się dobrze czuję: “jesteś blada jak trup, weź się opal trochę”, “straszysz tymi nogami”, “takie blade nogi źle wygladają w sukienkach”. Co to za przymuszanie? To ja będę musiała użerać się z fotostarzeniem, ta powłoka zostanie ze mną do końca, Bozia nie wymieni mi maski na nową w drodze reklamacji… Niech każdy robi to,… Czytaj więcej »

Karolina
Gość
Karolina

Osobiście nie znoszę się malować i nigdy nie lubiłam. Jako nastolatka trenowałam pływanie, więc malowanie się było stratą czasu.

Teraz mając 30 lat, będąc Mamą czuję się na tyle pewnie i dobrze z Samą Sobą, tym bardziej nie potrzebuje tego robić.

Poza tym chcę pokazać mojej 4-letniej córce, że ważne jest to kim jesteśmy, a nie jak wyglądamy, co mamy i na co Nas stać.

Nie mówię żeby się nie malować, nie dbać o Siebie, ale żeby robić dokładnie to z czym się dobrze czujemy i to czego My Same chcemy.

Pozdrawiam

Karolina
Gość
Karolina

A czy mogłabyś zdradzić jakiego podkładu używasz? Wyglądasz bardzo naturalnie, a ja czegoś takiego potrzebuje.

Magda
Gość
Magda

Uważam, że to smutne, że społeczeństwo, w którym żyjemy (media, znajomi, nawet rodzina) tak wpływa na kobiety, że jak same przyznajecie w komentarzach bez makijażu czujemy się źle. Czy tak powinno być? Codzienne nakładanie na twarz chemicznych kombinacji tylko dlatego, żeby nie narażać się na krytykę i ukrywać wykreowane przez innych kompleksy? Według mnie makijaż nie oznacza, że ktoś jest zadbany. Dbanie o siebie to głównie higiena i pielęgnacja, a nawet styl życia, a nie ukrywanie niedoskonałości pod warstwami makijażu. Sama maluję się tylko jeśli mam na to akurat ochotę, albo na jakieś imprezy rodzinne, a i tak jest to minimum z minimum, bo nie lubię mieć niczego cały dzień na skórze twarzy. Nawet makijaż nie bardzo mi się podoba (jak wszystko co sztuczne. Cenię sobie autentyczność a nie robienie czegoś na pokaz, więc uważam, że jeśli już się malować to dla delikatnego podkreślenia urody, a nie “zmiany tożsamości”). Wszystkich i tak się nigdy nie zadowoli, ważne żeby czuć się dobrze w swojej skórze. Podziwiam osoby, które pomimo tego, że nie są idealne, to są pewne siebie i swojej wartości, akceptują swoją nieperfekcyjność i potrafią cieszyć się życiem bez kompleksów. Też ciągle dążę do pełnego pokochania siebie, ale nie… Czytaj więcej »

małgosia
Gość
małgosia

Pani Katarzyno dziękuję za wartościowy artykuł a nie hymn pochwalny tego jak to trzeba dbać o siebie używając tony kosmetyków,kremów,serum,, jak medycyna estetyczna czyni cuda, że warto na siłę oszukać czas itd. Dosyć się tego naczytam co miesiąc w Harper Bazar.Trzeba dbać o siebie ale nie dajmy się zwariować.Prowadzenie prostego życia pomaga zwolnić i odnaleźć piękno i harmonie w sobie. Serdecznie pozdrawiam.

internetowa galeria sztuki
Gość

Mnie najbardziej śmieszy makijaż brwi.
Jeszcze jakieś 5 lat temu zupełnie nikt nie malował tej części twarzy za pomocą jakichś cieni czy pomad. Co najwyżej przyciemniało się je delikatnie henną. Osoba malująca sobie brwi zostałaby uznana za prawdziwe dziwadło. Teraz nagle moda się zmieniła i niemal wszystkie kobiety brwi malują bardzo wyraziście. W sumie nie ma w tym nic złego. Moda się zmienia i tyle. Jednak bardzo mnie irytuje, że gdy któraś z nas decyduje się na to, by jednak brwi nie malować, to jest poddawana krytyce i oceniana jako ktoś, kto o siebie nie dba. A przecież w gruncie rzeczy makijaż brwi to nowy wymysł, który nie musi się każdej z nas podobać. :)