Życie estetycznie niewymuszone

Jedna z Czytelniczek zostawiła ostatnio pewien komentarz pod jednym ze zdjęć na Instagramie. Otóż napisała, że moje zdjęcia jedzenia są takie “estetycznie niewymuszone”. Zachwyciłam się tym określeniem!

 

W tym samym czasie natknęłam się na felieton Justyny Kopińskiej, autorki m.in. książki Polska odwraca oczy napisany dla Vogue.pl, a pod tytułem Nie być pospolitym. Znalazłam w nim idealny wstęp i jednocześnie puentę moich dzisiejszych przemyśleń. Reportażystka pisze: Spytałam zdiagnozowanego psychopatę, jaka słabość ludzka sprawia, że nawet najgorsze czyny uchodzą mu na sucho. Odpowiedział: większość ludzi ma jeden lęk – boją się, że okażą się zwykli, pospolici. Zatem sprawiam, że czują się przy mnie mądrzy, wyjątkowi. Za to uczucie człowiek gotowy jest oddać niemal wszystko.

 

Żyjemy w czasach wymuszonej wyjątkowości.

 

Co prawda, głęboko zgadzam się ze stwierdzeniem, że w świecie, gdzie każdy jest wyjątkowy – nikt nie jest, ale i mnie zdarza się mniej świadomie wpaść w koleinę “wyróżnij się lub zgiń”. Non stop musimy się wykazywać – w poszukiwaniu partnera, w pracy, w codziennym życiu. Non stop jesteśmy oceniani, a czasami wręcz rozkładani na czynniki pierwsze. Wmawia się nam, że abyśmy byli szczęśliwi, nasze życie powinno być wyjątkowe. Żeby nie było zbyt łatwo! – ta oczekiwana wyjątkowość wcale nie jest taka oczywista. Kiedyś borykaliśmy się z trendem na “wyjątkowe = praca na super etacie, dużo pieniędzy, nowy telewizor i większe mieszkanie”, dziś coraz częściej “wyjątkowe = freelancing, życie slow life, brak telewizora, ogródek na balkonie i weganizm”. A co, jeśli żyjesz inaczej? Jesteś gorszy i mniej wyjątkowy? Nie możesz być szczęśliwy? Oczywiście, są lepsze i gorsze trendy, ale to nadal wymagania, które narzuca środowisko, społeczeństwo. I ja mam serdecznie dość spełniania tych wymagań! Tak łatwo szufladkujemy własne życia. 

 

Widzę ten mechanizm również mocno w swojej blogowej pracy. Nadpodaż treści w internecie sprawiła, że twórcy szukają wciąż nowych dróg, żeby się wyróżnić. Prawo i obowiązek rynku. Tutaj też mamy liderów i trendy. Czytelnicy są coraz bardziej wymagający, co jest bardzo dobrym sygnałem, ale jednocześnie są też coraz mniej uważni. Twórcy muszą się mocno postarać, żeby dobra i wartościowa treść nie zginęła w masie fake newsów, clickbajtowych tytułów, reklam i powierzchownych treści. To nie jest łatwe i długo czułam, że powinnam, przynajmniej w pewnym zakresie, tą drogą podążać, żeby nie wypaść z rytmu i nie zostać blogowym dinozaurem, którego nikt nie chce czytać, bo nie spełnia wymogów czytelniczego rynku. Moje ego mnie popędzało.

 

Żeby się wyróżnić i nie zostać z tyłu twórcy odczuwają obowiązek bycia kimś wyjątkowym, wyrazistym, zdecydowanym. Na blogowej konferencji w Poznaniu w trakcie prelekcji o Youtube usłyszałam – żeby zaistnieć w tym kanale musisz być entertaining – musisz zabawiać widza, przyciągać wyjątkowością, żeby zechciał zostać z Tobą dłużej. A ja jestem tym zmęczona! Wiem, że wcale nie chcę i nie muszę być entertaining. Może to naiwne, ale wciąż wierzę, że mogę tak po prostu pisać i mówić. Czasami o rzeczach trudnych i ważnych, czasami o użytecznych, czasami o lżejszych, może nawet trywialnych. A jeśli nie, to też trudno.

 

Może złapałaś się kiedyś na nieświadomej myśli, że chciałabyś żyć tak, jak ja? Rozczaruję Cię, a może nie… Moje życie jest zupełnie zwyczajne. Kocham, lubię, płaczę i złoszczę się. Mam wokół siebie kochanych ludzi – rodzinę i przyjaciół, ale nie zawsze się ze sobą zgadzamy. Moje życie bywa piękne i zachwycające, ale ma też mroczne momenty i bywa bardzo ciężkie. Wstaję rano, pracuję, odpoczywam, idę spać. Cieszę się z głupot i martwię o swoich bliskich. Zupełnie normalnie, prawda? Pospolicie.

 

Na blogu pokazuję wiele, ale nie wszystko. To tylko część mojego życia i zazdrośnie strzegę mojej prywatności w wyznaczonych sferach. Definiuję się jako minimalistka, bo to narzędzie bardzo pomogło mi w życiu, ale i naraża mnie na różnorakie zarzuty. Jestem dziewczyną z internetu, pokazuję część swojego życia więc zdarza się, że ktoś próbuje ulepić mnie na modłę swoich oczekiwań. Bywa, że słyszę “co z Ciebie za minimalistka, jeśli…”. W miejsce kropek wstaw dowolną treść. Stwierdzenie można też swobodnie modyfikować: “co z Ciebie za zerowaste-owiec, skoro kupujesz mleko w kartonie”, “co z Ciebie za matka jeśli dajesz dziecku smoczek” lub “co z Ciebie za weganin, skoro kupujesz jedzenie firmy, która testuje na zwierzętach w Chinach”. Takich przykładów mogę mnożyć w nieskończoność i do końca świata. Jedne społecznie wymagane trendy zamieniliśmy na drugie i surowo karzemy za odstępstwa, a ja mam dość dyktatu każdego z nich. Ledwie wydostawszy się z jednych kolein, wpadamy w kolejne. Nie dajcie się pogrzebać pod stertą stereotypów i narzuconych definicji! W poszukiwaniu mitycznej wyjątkowości. I równie mitycznego szczęścia.

 

Wierzę w proste, dobre życie. Przyzwoite. Nudne i zwyczajne. Zgodne z wyznawanymi wartościami bez ich oceniania. Życie, w którym są lepsze i gorsze dni. Życie, w którym popełniamy błędy i je naprawiamy. Upadamy i podnosimy się znowu. Zaczynamy od nowa. Życie spokojne, bez dyktatu trendów i wymagań płynących z zewnątrz, jakiejkolwiek formy by nie przybrały.

W życie estetycznie niewymuszone.

 

89 komentarzy

89
Dodaj komentarz

avatar
53 Comment threads
36 Thread replies
3 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
56 Comment authors
KlaudiaZosiaNinaGabriellaKrólowa Karo Recent comment authors
  Powiadomienia  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Joanna
Gość
Joanna

Piękny tekst, zgadzam się z każdym jego słowem. Ja też pragnę zwyczajnego, prostego i dobrego życia. Niemal codziennie upadam i podnosze się; każdego dnia zaczynam od nowa. Pozdrawiam Cię, Kasiu serdecznie!

Zuza
Gość
Zuza

Hej,

Piękne podsumowanie moich ostatnich myśli. Dzięki :) mimo tego, że staram się żyć po swojemu, często łapie się na tym, ze robię coś, żeby inni widzieli, ze to robię. I równie często jest to bez sensu. Patrzeć na siebie, wsłuchać się w siebie i ta naturalność i zgoda ze sobą to dopiero wyjątkowość w dzisiejszych czasach ;)

Agata
Gość

Świetny tekst, aż żałuję, że sama go nie napisałam ;) Prostota też jest teraz na topie, o ile można w niej znaleźć elementy fotogeniczne… Zwyczajnosc jednak dla wielu równa się bylejakość, stąd tylu indywidualistów, a przez to moim zdaniem polskie problemy ze wspólnotą. Każdy inny, wszyscy równi – ja w to wierzę:)

Paula
Gość
Paula

Długo czekałam na taki tekst. Myślę, że jest to trochę kwintesencja obecnych czasów.
Sama niestety długo byłam ofiarą takiego życia, gdzie chciało być się lepszym, szybszym, jeździć w dalsze podróże, chodzić na lepsze imprezy. I tak myślę, że najgorsze jest nie sama chęć tej lepszości, wyjątkowości tylko właśnie chęć lepszości w oczach innych. W czasach gdy nasze życie prywatne stało się w dużej mierze publiczne, gdzie w internecie dzielimy się naszymi chwilami (oczywiście tylko tymi najlepszymi, tymi z których jesteśmy szalenie dumni, a nie gdzie się potykamy) trudno trochę od tego wszystkiego uciec. Nawet się w to wkręciłam, bo przecież w każdym z nas czai się chyba taki duch rywalizacji. Ale niestety coraz więcej ludzi traktuje tą możliwość dzielenia się swoją prywatnością w kategoriach chwalenia się, a nie dzielenia radością.
Myślę, że warto sobie odpowiedzieć na pytanie: czy jeśli inni by nie patrzyli, to czy żylibyśmy tak samo? Czy to jak żyjemy powodowane jest tym, żeby osiągnąć szczęście dla siebie, czy wyjątkowość w oczach innych?

Beata
Gość

Bardzo wartościowy komentarz. Przedostatnie zdanie sobie zachowam. Dziękuję za te słowa!

iwona
Gość
iwona

Zgadzam się, że ostatni akapit ma moc i prawdę. Ale jest coś jeszcze bardziej niebezpiecznego, chcemy żyć inaczej, być wyjątkowi nie dla innych, tyko dlatego , że czujemy się gorsi, zazdrościmy innym życia, uważamy że nasze jest bezwartościowe i nijakie. I nie dlatego że inni patrzą, tylko dlatego, że my je tak widzimy.

Paula
Gość
Paula

W pełni się z Tobą zgadzam. Myślę, że to bardzo głęboki temat. To czym się kierujemy kształtując i przeżywając nasze życie. I też z czego takie zachowanie wynika. Ja jestem obecnie na etapie walki i dociekania właśnie. Bo nie ukrywam, że sama mam z tym problem i bardzo cierpi na tym psychika, powoduje swojego rodzaju ciężar który ciężko udźwignąć. A;e regularna “walka” pozwala na powolne dążenie do celu: czyli życia dla życia, nie ważne jakie by ono nie było, ale ważne by było w zgodzie z sobą samym, ze swoimi potrzebami.

Izabela
Gość
Izabela

Jak to podobno powiedział Danny Kaye (choć byłam pewna, że Warren Buffet): Człowiek wydaje pieniądze, których nie ma, na rzeczy, których nie potrzebuje, by imponować ludziom, których nie lubi.

Joanna
Gość
Joanna

Dziękuję za ten tekst. Przygnębia mnie konieczność bycia “kreatywnym” (nie cierpię tego słowa) w każdej dziedzinie i wykazywania się na każdym kroku oryginalnością i wyjątkowością swoich działań.

Renata
Gość
Renata

Piękna puenta moich wieloletnich przemyśleń..
Szanowna Pani, uzmysłowiła mi Pani, że jestem dinozaurem.😂 Kilka słów jest dla mnie niezrozumiałych, w sensie: w ogóle nie znam tych określeń.
Teraz myślę, że nie muszę.
Z pozdrowieniami i podziękowaniem za tekst.

Kasia
Gość
Kasia

Chyba pierwszy Pani tekst, który przeczytałam. Jakaż zachęta do przeczytania ich więcej. Lubię jak ktoś myśli :-) i tymi myślami zgrabnie :-) się dzieli. I wcale nie musi myśleć tak jak ja. :-) Chociaż ten wpis dla mnie ” w punkt”. Pozdrawiam serdecznie i życzę dalszego zdrowego i szczęśliwego estetycznie niewymuszonego życia.

Maria Ewa
Gość
Maria Ewa

Nie lubię komentować treści w internetach, ale muszę to napisać – więc wolę tu niż na facebooku ;)
Mimo, że przygodę z minimalizmem zaczęłam ładnych kilka lat temu – dopiero w zeszłym tygodniu poznałam Twojego bloga (wybacz, nie umniejszam zasięgowi bloga, po prostu zawsze szukałam anglojęzycznych treści). Poznałam i przeczytałam 30 zakładek artykułów jednym tchem. Ubierasz w słowa, to co sama myślę, nazywasz to, co mi się dopiero w głowie kłębi.
Chciałam Ci podziękować, bo już wniosłaś dużo wartości do mojego życia i jestem Ci wdzięczna za ogromną szczerość z czytelnikiem i za niebycie ‘entertaining’. Podsumowanie jest piękne i wydaje mi się – po prostu – potrzebne.

Aleksanra
Gość
Aleksanra

Bardzo mądry i ważny tekst Kasiu, dziękuję. W obecnych czasach trzeba być odważnym aby iść pod prąd, lecz także aby być zwyczajnym, pospolitym jak to nazywasz, i nie czuć z tego powodu dyskomfortu. Ja nazywam to po prostu świadomym byciem sobą -dla mnie to droga, która wymaga cierpliwości, odwagi, uważności, akceptacji, autorefleksji, zadawania sobie niewygodnych pytań, dawania sobie prawa do odczuwania emocji oraz kochania się bezwarunkowo. Jest szalenie ważnym słuchanie swojego wewnętrznego głosu i życie na własnych zasadach, nawet wbrew całemu światu.

Aleksandra
Gość
Aleksandra

Bardzo mądry i ważny tekst Kasiu, dziękuję. W obecnych czasach trzeba być odważnym aby iść pod prąd, lecz także aby być zwyczajnym, pospolitym jak to nazywasz, i nie czuć z tego powodu dyskomfortu. Ja nazywam to po prostu świadomym byciem sobą -dla mnie to droga, która wymaga cierpliwości, odwagi, uważności, akceptacji, autorefleksji, zadawania sobie niewygodnych pytań, dawania sobie prawa do odczuwania emocji oraz kochania się bezwarunkowo. Jest szalenie ważnym słuchanie swojego wewnętrznego głosu i życie na własnych zasadach, nawet wbrew całemu światu.

Gosia
Gość
Gosia

Im więcej mamy – wyjątkowości – tym więcej chcemy jej mieć. Mam takie wrażenie, że już nikt nie umie żyć tak prosto i po prostu, bez splendoru i autozachwytu.

Ola
Gość
Ola

Trafnie! Ja też staram się aby moje zycie bylo takie estetycznie niewymuszone – świetne określenie! Jednak jak na kazdego spada i na mnie czasem strach, że jestem zwyczajna i nic juz nie osiagne takiego wow speszial. Ale kurcze praca jest, mam cudownego partnera, fajnego psa i jest git. Czemu caky czas chcemy więcej? Shopenchauer chyba mial rację co do ludzkości jako takiej, wiecznie niezaspokojonej, w pędzie za czymś “więcej” co da szczęście.

Henryk
Gość

Jaki mądry i wyjątkowy artykuł. Do tego entertaining i estetycznie niewymuszony :).

Martyna
Gość
Martyna

Dlatego nie posiadam instagrama i nie wrzucam zdjęć na FB. Gdzieś ostatnio czytałam, że im mniej twojego życia w sieci – to znaczy, że jest ono bardziej udane. Nie jestem celebrytką, by cały świat musiał widzieć, gdzie byłam w ten weekend, w co byłam ubrana, co jadłam.
Pozdrawiam!

Karolina
Gość

I właśnie po to jest (moim zdaniem) minimalizm.

Dla mnie przejażdżka rowerem nad Wisłę, wieczór spędzony z mężem w domu albo na spacerze po Bielanach, dzierganie podkładek są tak samo cenne jak dla innych egzotyczne podróże, haule, czy imprezy. Trzeba jednak sporej dojrzałości i chyba jednak pewnego wieku żeby do tego dojrzeć;)

Zuzanna
Gość
Zuzanna

Pozwólmy sobie na bycie zwyczajnymi! <3

Ela - themomentsbyela.pl
Gość

Masz stuprocentową rację. Szukanie indywidualności i chęci wyróżnienia się na siłę nie sprawdzi się w normalnym życiu. Życie jest jakie jest, nie zawsze będzie idealne i zgodne ze schematem. Taka chęć bycia szczególnym przypadkiem to chyba próba leczenia swoich kompleksów przez zaistnienie w środowisku, tylko to droga do nikąd bo za chwile może się znaleźć ktoś bardziej ciekawy, ładny albo z nową teorią życiową. Chcę być szczęśliwa bez patrzenia na oczekiwanie innych i choć jest w tym trochę egoizmu, to trudno bo mojego życia nikt za mnie nie przeżyje.

Gosia
Gość

Zgadzam się z przemysleniami tego tekstu i przyznam szczerze, że raz po raz zdarza mi się wpadać w pułapkę tej ‘wyjątkowości’, miotam się wciąż między wewnętrznym spokojem, życiem zwyczajnym a blichtrem jaki w dzisiejszych czasach może dać nam internet. Myślę jedak że powoli zaczynam wrzucać na luz. Bo i po co się tak spinać ;)

Ola
Gość

Dziękuję za bardzo wartościowy wpis! Tak trzymaj :)

BeaTA
Gość
BeaTA

Dziękuję za ten tekst. Będę odnosić się do niego. Szczególnie wtedy, gdy wydawać mi się będzie że muszę podkręcić coś w swoim życiu. Bo tak naprawdę – nie muszę. ;-) Co prawda takie momenty dopadają mnie rzadko, ale jednak – uświadomiłaś mi, że trochę jeszcze brakuje do tej samoświadomości…
Do tego stałego wewnętrznego przekonania o tym, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze.
I że starczy.

Klaudia
Gość

Fantastyczny tekst. Nie wiem, czy to wakacyjny okres tak nastraja, ale sama ostatnio miałam podobne przemyślenia, z tym że na temat kariery i sukcesu, równie mitycznego jak opisywane przez Ciebie wyjątkowość i szczęście. Wciąż musimy spełniać jakieś wymagania, za czymś gonić, zarabiać więcej, mieć więcej i CHCIEĆ więcej. Wymagania społeczne zawsze były i będą, ale presja, jaką sobie narzucamy w dzisiejszych czasach, jest zabójcza.

Dlatego dziękuję za Twój głos rozsądku – oby takich jak najwięcej :)

Kasia
Gość
Kasia

Pięknie to napisałaś ♥️

KArolina
Gość

Dokładnie świetna podsumowanie, widzę nie tylko moich myśli. Pozdrawiam cieplutko kochana ;)

Magdalena
Gość
Magdalena

Dzięki za tekst! Od dluzszego czasu mam podobne refleksje i sama też doswiadczylam tego pędu do bycia wyjątkową :)
Mocno tkwi w mojej głowie wykład świetnego psychoterapeuty – sztuka bycia zwyczajnym i pospolitym…Autor twierdzi, że mamy obecną w życiu społecznym i kulturalnym presję bycia kimś wyjątkowym i nadzwyczajnym. Wielu jego pacjentow nie potrafi i nie chce żyć zwyczajnie, być kimś przeciętnym. To wiąże się z narcyzmem, dominującym w mediach społecznościowych, gazetach itd. Ten wykład był dla mnie niesamowicie odkrywczy i sama zobaczyłam u siebie, ile energii wkładam, aby być kimś ponad innymi, ile kosztuje mnie bycie wyjątkową…Od pewnego czasu zaczęła uwierać mnie ta ciasna garsonka, uszyta przez innych, a nie przeze mnie. Uświadomiłam sobie, że przestałam być reżyserem swojego życia i spełniałam cudze wymogi wyróżniania się np. w ubiorze..
Powiedziałam” dość i koniec” i zaczęłam być osobą przeciętną…
U mnie zaczęło się od zwyczajności w ubiorze, bo wcześniej musiałam się wyróżniać, mieć niebanalne stylizacje od projektantów…
Nie było łatwo, jednak warto zawalczyć o siebie! Jestem cały czas w trakcie procesu zmiany i uczę się żyć zwyczajnie. Coraz częściej odkrywam w takim życiu piękno, prostotę i pokój serca…Nic nie muszę, a mogę :)
Życzę Wam wszystkim odwagi i świadomej decyzji życia banalnego!

Daniela
Gość
Daniela

Dobry wieczór! :-) Każdy jest wyjątkowy na swój sposób, każdy ma coś, co odróżnia go od drugiej osoby. Czasami potrzeba czasu, żeby to w sobie odkryć i może to jest sposób na “zaistnienie”. Chyba cały kłopot w tym, że wymuszamy to na sobie, tu i teraz robimy burzę mózgu, żeby odkryć swoją wyjątkowość. Trzy lata temu pewna kobieta, starsza ode mnie ok. 5 lat powiedziała mi, że kobieta dojrzewa do 40. Wydawało mi się, że to szmat czasu – brakowało mi 2 lat ;-) a ja chcę natychmiast, że nie chcę dłużej czekać… I co, samo się stało, samo przyszło… Wymagało to ode mnie pracy i nadal wymaga… Jedyne na co zwracałam i zwracam uwagę to na uważność wobec samej siebie, poznawanie siebie, uczenie się siebie…
Dlatego myślę, że niewymuszenie jest dobre i przede wszystkim prawdziwe, własne…

Amatorka Cooltury
Gość

Bardzo mądre i dające do myślenia słowa.. :-)

Namysłowska 3
Gość

Jeszcze tylko telewizor wyrzucę i już będę wyjątkowa. Tylko to byłoby trochę wymuszone…
A poważnie… Trzeba się jednak trochę wysiłku, by być „niewyjątkowym”. Żyć wg swoich zasad i nie dać się wciągnąć w wyścig mocniej, szybciej, bardziej, dalej.
Cieszę się, że Simplicite nie jest wyjątkowe :)

Magda
Gość
Magda

“No bo to bycie normalnym Cię czyni wyjątkowym…” :) Białas “To jest hip-hop”

Magda
Gość
Magda

“No bo to bycie normalnym cię czyni wyjątkowym…”

Matylda
Gość
Matylda

Kasiu jak to przeczytałam to skojarzyłam mój komentarz na fejsie. Napisałaś że jesteś minimalistką ale nie stosujesz minimalizmu we wszytskich aspektach. Dla mnie albo się jest minimalistą we wszystkim i wtedy można się nazwać albo używa się minimalizmu jak to napisałaś jako narzędzia. Choć mój komentarz nie był krytyką jednak chyba odebralaś to jako krytykę. Ja sama poszukuję definicji minimalizmu i też minimalizm jest mi bliski ale jesli nie jestem w jakimś aspekcie minimalistką to się nią tak nie nazywam. Sama definiujesz się, że jesteś minimalistką, więc sama wciskasz się w ramy. Mam wrażenie, że to jak pokazujesz się na blogu (bo nie wiem jak żyjesz tak naprawdę) jest bardzo bliskie minimalizmowi. I jesteś inspiracją dla wielu tu zagladających czytelniczek w tym także dla mnie.

Krystyna
Gość

Cenny tekst i wartościowe komentarze – to myślę też jest Twoja zasługa Kasiu, że gromadzisz wokół swego bloga osoby, które zostawiają komentarze, które warto poczytać :) Odnośnie zwyczajnego życia i nakręcania się na show, to jest bardzo złożony temat. Ktoś napisał, zastanów się, jakbyś żył, jakby nikt nie patrzył. Bardzo mądre zdanie! Dla osób, które robią pewne rzeczy na pokaz, aby się pochwalić, jeszcze nie zdążą dobrze czegoś posmakować, przeżyć, a już publikują zdjęcia w internecie – na pewno ważne byłoby zastanowić się, po co to robią. Co więcej, mam wrażenie, że czasem ludzie myślą, że jak się nie wrzuca zdjęć, to nic się nie robi ;-) to jest współczesna presja. Ja zaś pytam się siebie o co innego: co byś zrobiła, gdybyś się nie bała :)

Marta
Gość

Cieszę się, że ktoś jeszcze w takie życie wierzy. A nie wiecznie do przodu, ponad swoje siły, byleby nie stać w miejscu i poddać się rutynie. :)

Magdalenna
Gość
Magdalenna

Doskonale to ujęłaś. Powiem Ci szczerze, że miedzy innymi (a może nawet głównie) dzięki Tobie i Twojemu blogowi dostrzegłam to, że chcę być i wieść życie po prostu wystarczająco dobre. Dobre dla mnie, zgodne z moimi wewnętrznymi pragnieniami. Nigdy nie czułam się lepiej, nie byłam spokojniejsza. Co prawda przede mną jeszcze wiele do zrobienia, ale świadomość własnych potrzeb (tych najprawdziwszych) dodaje mi niesamowitej odwagi i siły.
Dziękuję Ci i pozdrawiam Cię serdecznie :)

PS. Bardzo podoba mi się kierunek, w którym zmierza blog. Lubiłam szafę minimalistki, ale takie wpisy lubię bardziej.
PPS. Uważam jednak, że każdy z nas jest wyjątkowy. Zwłaszcza taki zwyczajny, szary człek, który jest ze sobą szczęśliwy.

Marta
Gość
Marta

Ja mam ostatnio pewną niezdrową fiksację “co ludzie powiedzą”, niestety. Zawsze mało mnie interesowało co kto ma na mój temat do powiedzenia. Ale teraz zakładam własną firmę i cały czas z tyłu głowy mam to, że ktoś powie, że jestem słabym fachowcem bo nieznacznie się pomyliłam. Albo musiałam coś poprawić – i to nawet w przypadku, gdy nie było to moją winą.
Wzięło mi się to chyba stąd, że w poprzedniej pracy miałam “trudną” koleżankę. Ocierało się to chyba nawet o mobbing. Bardzo lubiła krytykować cudzą pracę, choć sama była zazdrosna o moje wyniki w nauce i pewnie przez to była bardziej zgryźliwa. Oczywiście wszystko umiem sobie pięknie wytłumaczyć, tylko nadal nie biorę tego tłumaczenia “do serca”. Przy tym jeszcze bardzo się stresuje…
Próbuję brać głębokie oddechy, uspokajać się wewnętrznie, ale czuję że jeszcze wiele pracy przede mną…
Pozdrawiam

LIDKA
Gość

Świetny tekst! Muszę jednak napisać jedną rzecz. Noszę ten komentarz w sobie od kilku dni. Zabolało mnie stwierdzenie „mityczne szczęście”. Ktoś może odnieść wrażenie, że nie istnieje. A to nie tak. Szczęście jest pisane każdemu. Niestety ludzie szukają go w wygodzie, pięknie, spokoju, harmonii, pieniądzach… tak jak pisała Autorka. A tam zwykle go nie ma. Bo szczęście to nie wygodne życie. Wręcz przeciwnie, to bardzo często pot, ból i łzy! Nie bez przyczyny endorfiny zwane hormonem szczęścia wydzielają się podczas dużego wysiłku. Spokój, ład i harmonia owszem, dają przyjemność, ale krótkotrwałą. Podobnie jak endorfiny wypocone na siłowni dają kopa tylko na chwilę. By być szczęśliwym trzeba się solidnie natrudzić, bo prawdziwe szczęście w życiu bez poświęceń nie istnieje. Nie pojawi się również wtedy, gdy żyjemy wyłącznie według własnego planu… bo szczęście pojawia się tam, gdzie się go kompletnie nie spodziewamy. Wszystkim życzę, by szczęście odnaleźli. Nie jest mityczne. Przynajmniej nie dla mnie. Serdeczności dla Pani Kasi i przepraszam za to wtrącenie… ale to słowo “mityczne” mnie zabolało. Co rano wprawdzie z wielkim trudem się budzę, ale za to z przeświadczeniem, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. A ja istnieję! Serdeczności.

Krystyna
Gość

Nie zgodzę się co do siłowni o tyle, że właśnie siłownia to pot, ból i łzy, a wypracowana na niej zdrowa sylwetka, razem ze zdrowym trybem życia to wysiłek długotrwały i przynoszący długotrwałe efekty. Proszę mi wierzyć, trzeba się na siłowni solidnie i regularnie natrudzić, żeby miała sens. Daje zaś zadowolenie z siebie (przede wszystkim z osiągnięć) i zdrowie. Czyż to nie składniki szczęścia na co dzień? Endorfiny owszem – ale to ułamek tego, co daje.

Marta
Gość
Marta

Końcówkę aż chciałabym cytować :-) To też moje credo :-)

Minka
Gość

Niewymuszona wyjątkowość – zgadzam się!

Beata
Gość
Beata

Jakoś tak się zawsze składa, że Twoje teksty opisują to, co mi siedzi w głowie:) Nie inaczej jest w tym przypadku. Jest piękna niedziela, oglądam urocze zdjęcia znajomych na insta: znad morza, z lasu- generalnie zrobione w pięknych okolicznościach przyrody. I co myślę? Ależ moja niedziela jest nudna, taka zwyczajna, siedzę w domu, robię pranie i po całym tygodniu pracy nie mam siły na wypady za miasto. Z tyłu głowy odzywa się taki głosik, że inni to mają ciekawsze życia.
A jednak lubię takie leniwe dni, bez presji, nawet jeśli świadczą o mojej przeciętności i byciu pospolitym:)
Pozdrawiam,
Beata

Gosia
Gość
Gosia

>>Może złapałaś się kiedyś na nieświadomej myśli, że chciałabyś żyć tak, jak ja?

Nie, nie zlapalam sie nigdy. Lubie Twojego bloga, ale sklad ten pomysl, ze czytelnicy chca zyc, tak jak Ty? Strasznie narcystycznie to zabrzmialo…

Magda
Gość
Magda

to, że Ty tak nie pomyślałaś, nie znaczy, że nikt tak nie zrobił. Bo ja np. tak pomyślałam

Marta
Gość
Marta

Kasiu, ja też dziękuję.
Za proste słowa, które wyrażają dokładnie i dobitnie bolączkę ery mediów społecznościowych. Niby wszyscy tacy wolni, a jednak się wzajemnie oceniamy. I trzeba czasem sporo czasu i refleksji, żeby dojść do tego, że najważniejszym krytykiem dla nas jesteśmy… my sami. I to nam ma być z tym życiem dobrze, bo nikt nie przeżyje go za nas.

Bądźmy tacy. Estetycznie niewymuszeni, codzienni i zwykli. Bo z drobiazgów składa się życie.

m.

j.ulka
Gość
j.ulka

Kasiu,bardzo wartościowy tekst:)
Ostatnio kupiłam Twoją książkę, żeby sprawić prezent bliskiej osobie. Chcę zaszczepić w niej ziarenko minimalistycznego myślenia i myślę,że to najlepszy sposób;) pozdrawiam Ula

Marta
Gość
Marta

Dziękuję Ci za ten tekst. Sprawiłaś, że pozbywam się własnych, wymyślonych ograniczeń. :)

Kasia M.
Gość
Kasia M.

Najważniejsze chyba, by żyć/być w zgodzie ze sobą. Jeśli mamy charakter raczej spokojny, opanowany, to dążenie, by byc duszą towarzystwa nie sprawi, że będziemy czuć się szczęśliwi. Jeśli lubimy soczyste steki i swojskie kotlety, nikt nam nie wmówi, że wege uczyni nasze życie lepszym. Oczywiście możemy wielu rzeczy próbować, doświadczać i smakować, bo dzięki temu się rozwijamy, ale koniec końców i tak najważniejsze jest by dopasować świat do siebie, a nie odwrotnie. Wychodzę z założenia, że jak nam będzie ze sobą dobrze, gdy będziemy znali swoją wartość, otoczenie nie będzie miało na nas aż tak wielkiego wpływu.

Małgośka
Gość
Małgośka

Kasia kocham Cię za ten tekst…w świecie,w którym wszędzie otacza Cię plastik.Cieszę się, że jesteś .

SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska
Gość
SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska

Dziękuję i wzajemnie 🖤

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Poczułam ulgę i radość czytając Twój tekst, bo mam podobne odczucia. Proste, dobre życie, skupione na sobie i swoich najbliższych, bez niepotrzebnej dbałości o opinię innych, mniej i bardziej obcych osób. Nie śledzę modnych blogów, nie umieszczam swoich zdjęć z wakacji na facebooku, nie przeglądam się w oczach znajomych. Czasem mam wrażenie, że jestem tak bardzo nie na bieżąco, ale pod koniec dnia myślę sobie, że to przecież nie ma znaczenia. Najważniejsze jest to jak spędziłam dzień ze swoimi dziećmi i mężem, jakie mam plany na najbliższy czas. To ten spokój codzienności, o którym piszesz.

Twoja książka zrobiła na mnie duże wrażenie i często wracam do niej myślami.
Bardzo Ci dziękuję za książkę i refleksje takie jak te powyżej!

Emilia
Gość
Emilia

Super tekst, az musze skomentowac. Dla mnie przeprowadzka do Anglii, a pozniej zmiana pracy na taka bez toksycznych ludzi byly zmianami, ktore mnie uwolnily od presji zycia dla innych.
Do pracy chodze pracowac, nie swiecic nowym strojem, makijazem, tylko pracowac, spelniac sie w tej dziedzinie.
Do sklepu chodze regularnie bez makijazu I w ciuchach po domu.
Nie wychodze co sobote to pubow czy dyskotek, nie przepijam pieniedzy I nie udowadniam na instagramie, jak dobrze sie bawilam.
Zdjecia robie dla siebie I znajomych, I mam prywatny album na google, ktory udostepniam jakies 3 razy w roku do 5 najwazniejszych znajomych.
Zdaza sie ze kolo domu chodze w bikini, chociaz mieszkam przy ulicy, a z psem na spacer w pizamie.
Chociaz zna mnie wiele ludzi, bo mieszkam kilka lat w tej samej miejscowosci to mam male grono przyjaciol I nie utrzymuje zadnego kontaktu z polowa miasteczka, ktora mnie nie zna I nie ma prawa oceniac wiec nie warto sie przejmowac ich opinia.
Polecam zycie szczere I zgodne z wlasnym soba.

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Zgadzam się w pełni. Podziwiam Cię za silna wolę, za to, że jesteś sobą w tej masie przeróżnych treści.

Biena
Gość

Strach przed pospolitoscia jest powszechny – ale najzabawniejsze jest to, ze wiele osob chcac byc nietypowymi de facto staja sie klonami miliona takich samych blogerek czy gwiazd instagrama. Dlatego trzeba szukac swojego stylu :)

Królowa Karo
Gość

Bardzo fajny post! W poszukiwaniu wyjątkowości często wciskamy się w foremki, które do nas zupełnie nie pasują i uwierają. A ja myślę, że ta wyjątkowość tkwi właśnie w byciu sobą i w słuchaniu swojego wewnętrznego głosu. Bo przecież każdy człowiek jest inny, każdy wyjątkowy na swój sposób, więc po co dopasowywać się do czegoś, co narzucają inni, by finalnie stać się jednym z wielu.

Gabriella
Gość
Gabriella

Wspaniały tekst. Moim zdaniem z natury każdy jest jedyny w swoim rodzaju, w końcu nie ma na świecie dwóch identycznych pod każdym względem osób. Niestety w dzisiejszych czasach w poszukiwaniu tej wyimaginowanej wyjątkowości ludzie sami wkładają się w modne formy i etykietki “wyjątkowości” i tylko na tym tracą, bo wszyscy ci “wyjątkowi” ludzie są w zasadzie tacy sami. Uważam że, prawdziwe bycie wyjątkowym to przede wszystkim bycie sobą i czucie się dobrze we własnym życiu, a nie przypodobanie się innym kosztem własnego dobrego samopoczucia.