Minimalizm w biznesie. Dlaczego dobrze mieć małą firmę?

Zapraszam na kolejną część cyklu tekstów Jak prowadzić firmę? Obecnie, w biznesie gloryfikuje się wielkość i zasięg działania. Czy to wstyd prowadzić mały biznes? Skądże. Dziś udowodnię, że dobrze jest mieć małą firmę.

 


Dotychczas, w ramach cyklu pojawiły się teksty:


minimalizm-w-biznesie-jak-prowadzic-firmeMinimalizm w biznesie. Historia naszej firmy – o tym, w jaki sposób my znaleźliśmy pomysł i koncepcję naszego biznesu coworkingowego

 

minimalizm-w-biznesie-jak-prowadzic-firme-3Minimalizm w biznesie. Jak znaleźć pomysł na firmę? – o tym, jak nie dać się stereotypowemu myśleniu i nie pozwolić dobrym pomysłom umknąć

 

 minimalizm-w-biznesie-jak-prowadzic-firme-4Minimalizm w biznesie a pieniądze – o zarabianiu pieniędzy, pozyskiwaniu środków na firmę oraz wycenie swoich usług

 

minimalizm-w-biznesie-jak-prowadzic-firme-5

Minimalizm w biznesie. Jak promować małą firmę? – odpowiedź na pytania: jak trafić i pozyskać klientów, czym różni się marketing od PR oraz czy warto inwestować w social media i wizerunek medialny.

 


  

Na małej wysepce żył sobie pewien rybak. Codziennie wypływał w morze złowić ryby dla swojej rodziny. Łowił mało, ale w zupełności wystarczało na spokojny byt, choć do zamożnych nie należał. Codziennie po południu miał za to czas odpoczywać w hamaku na plaży i bawić się ze swoimi dziećmi. Pewnego dnia na wyspę przypłynął manager. Przyglądał się naszemu bohaterowi i po kilku dniach nie wytrzymał. Dlaczego nie rozwiniesz swojej działalności? – zapytał. Przecież mógłbyś złowić więcej ryb, potem zatrudnić pracowników, kupić kilka kutrów, rozwinąć działalność i zarabiać duużo pieniędzy! A co mi to da? – zdziwił się rybak. Bo jak już rozwiniesz firmę i zbijesz majątek – odparł manager – to będziesz mógł osiąść na jakiejś rajskiej wyspie i całe popołudnia odpoczywać i bawić się z dziećmi i wnukami.

 

Czy musisz mieć duży biznes?

Obecnie, w biznesie gloryfikuje się wielkość i zasięg działania. Występuje to praktycznie na wszystkich poziomach działalności. Gdy masz jednoosobową firmę, chcesz zatrudnić pracowników. Gdy masz ich pięciu, myślisz o kolejnych dziesięciu. Potem, posiadanie 100 metrowego biura jest czymś, czym fajnie się pochwalić. Aż dochodzisz do momentu, gdy marzeniem jest wskoczenie na listę 100 najbogatszych Forbes’a.

 

Pamiętasz może czasy, gdy rzemiosło było w modzie, gdy działały małe sklepiki, warsztaty, prowadzone często z dziada, pradziada, niewielkie, ale zapewniające stały byt właścicielom, ich rodzinom i może kilku pracownikom? Potem nagle nastała era startupów, dużych inwestycji na miarę Doliny Krzemowej i wszyscy zapragnęli stać się drugim Stevem Jobsem czy Markiem Zuckerbergiem. Oczywiście, to są doskonałe autorytety do naśladowania, to jest dobra droga, ale nie jedyna.

 

Nie udawaj, nie warto

Ja prowadzę małą firmę, mikrofirmę właściwie. W COPOINT pracują obecnie cztery osoby, wliczając mnie. Jednocześnie, jest to biznes silny na rynku, stabilny i zarabiający. Kancelarię patentową prowadzę jednoosobowo. Czy to wstyd prowadzić jednoosobową działalność gospodarczą? Nie rozumiem powszechnej chęci ukrywania takiej informacji. To często widać na stronach internetowych, gdy zamiast ‘ja’, notorycznie jest napisane ‘my’, pomimo iż nigdzie nie widać zespołu. To kuriozum. Nie rób tego błędu. To jest sztuczne, nieszczere i wyczuwalne na odległość. Rozumiem, że w niektórych branżach pożądane jest „wyglądanie na większego”, niż się w rzeczywistości jest, ale moim zdaniem nie ma nic złego w byciu rentowną i stabilną, acz małą, czy też nawet mikro firmą. Nie próbuj na siłę stworzyć otoczki dużego rekina biznesu. Będziesz jak kolos na glinianych nogach.

 

Odpuść też sobie wizję przeszklonego biura na najwyższym piętrze wieżowca w biznesowej dzielnicy. Nie pisz w myślach ogłoszenia rekrutacyjnego na swoją asystentkę. Niech Twoją pierwszą czynnością w banku nie będzie wzięcie leasingu na nowy samochód. Możesz się śmiać, ale ja widzę, jak wiele osób tak właśnie zaczynało i jak marnie skończyli. Będą Ci mówić o startupowaniu, wieloletnim planowaniu, inwestycjach i wizji w biznesie. Zostaw to, naprawdę można inaczej.

 

Rozwinięta firma to niekoniecznie duża firma

Zastanawiam się, co nas tak usilnie pcha do rozbudowywania biznesu? Chęć zysku czy może ego lub ambicja? Jak słusznie zauważyli Autorzy znanej książki Rework, „mała skala działalności nie musi być tylko etapem w rozwoju firmy, ale może być celem samym w sobie”. Dlaczego nie miałbyś rozwinąć firmy do takiego momentu, który Ci odpowiada i na tym poprzestać?

 

Koniecznością w każdym biznesie jest zysk, a uzyskanie zysku możliwe jest poprzez rozwój. To naturalne. Jedną z tych dróg jest oczywiście stałe zwiększanie skali działania, poprzez ekspansję rynkową i/lub terytorialną. Po raz kolejny podkreślam, to naturalna droga i nie ma w niej nic złego. Zapomina się jedynie, że istnieje wiele dróg rozwoju, także w biznesie. Osobiście, wybrałam nieco inną ścieżkę i o niej chcę Ci opowiedzieć. Gdybym kierowała się wiedzą z dostępnych podręczników biznesu, naturalnym byłoby postawienie na klasyczny rozwój firmy. W końcu, liczy się wyłącznie zysk, prawda?

 

Ja jednak wiedziałam, że to nie jest moja droga. Po długim przemyśleniach i debatach, znalazłam odpowiedź. Była nią franczyza. Zapewne doskonale wiesz, czym jest franczyza, nie będę zatem tego tłumaczyć. A jeśli nie, liczę na Twoją inwencję w korzystaniu z Google. Drugie biuro w ramach sieci Copoint jest prowadzone przez Franczyzobiorcę. Dlaczego? Ponieważ sama nie byłabym w stanie zapewnić pożądanego poziomu obsługi Klienta w obu siedzibach.

 

Korzyści

Niekwestionowanym atutem małej firmy jest bycie blisko Klienta. To da się zrobić wyłącznie wtedy, gdy jest się blisko ludzi, gdy pracuje się z nimi ramię w ramię. Jak w małym sklepie, który zapewne znasz z czasów dzieciństwa, gdzie właściciel znał większość odwiedzających go kupujących. Podobnie jest w biurze coworkingowym, które prowadzę. To biznes podobny do restauracji, ważne, żeby być blisko Klientów. Czy dzisiaj, dzwoniąc po raz setny na linię obsługi klienta uzyskasz ten subtelny, wręcz intymny kontakt? Nie, to jest niemożliwe. Efekt skali zabija indywidualne traktowanie i dlatego każdy, nawet drobny przejaw takiego działania jest tak bardzo przez ludzi pożądany. Przykładowo, namiastką takiego stanu rzeczy jest namiętne tworzenie wszelakiego rodzaju personalizowanych produktów, to swoisty substytut osobistego kontaktu.

 

Wykorzystuję to w biznesie. Prowadząc biznes we franczyzie zarabiam mniej, niż mogłabym zarobić, prowadząc go osobiście. Naturalnie, nadal poświęcam mu czas, ale jest to nieporównywalnie mniejszy nakład energii. Czasami jednak warto zrezygnować z części zysku w imię wartości. Tą wartością był dla mnie mój prywatny czas i tzw. work-life balance, ale też chęć utrzymania obsługi klienta na najwyższym poziomie. I to się opłaciło. Nasz Franczyzobiorca świetnie sobie radzi, biuro jest całkowicie wypełnione Użytkownikami, działa na rynku już trzy lata, a ja zarabiam wystarczająco dużo, żeby zaspokoić swoje potrzeby. Zysk nadal jest dla mnie koniecznością, nie stał się nigdy głównym celem, a firma się rozwija.

 

Pomimo, że dysponujemy w tej chwili prawie pół tysiącem metrów kwadratowych powierzchni, nadal zdarza się sytuacja, że chętnych musimy odsyłać z kwitkiem, ponieważ zwyczajnie nie mamy już miejsca. Z jednej strony jest to bardzo komfortowa sytuacja, ale z drugiej cały czas pojawia się pokusa, żeby pomyśleć o kolejnej lokalizacji. Wiem już jednak, że nie pójdę na kompromis ze swoimi wartościami nawet kosztem pewnej niespełnionej ambicji. 

 

Historia mojej firmy to namacalny przykład, gdzie mniej znaczy więcej, a skala biznesu nie jest najważniejsza.  Pamiętasz opowieść o rybaku? Wolisz być rybakiem czy managerem?

 


Jest to ostatni, zaplanowany przeze mnie wpis z tej serii. Zdaję sobie sprawę, że jest to tematyka atrakcyjna zapewne wyłącznie dla części z Was. Niemniej jednak, jeśli macie do mnie jakiekolwiek pytanie, związane z prowadzeniem firmy, teraz jest doskonały moment, żeby je zadać. Możesz je pozostawić w komentarzu lub skorzystać z przygotowanego formularza

 

Dziękuję, że jesteś. Pozostańmy w kontakcie:

Simplicite Newsletter
zawsze unikatowe treści, bonusowe materiały, poradniki zakupowe i konkursy

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Myślę, ze często duża firma to duża odpowiedzialność. Czasem może warto faktycznie żyć w trochę mniejszym stresie, ale chyba najważniejsze żeby robić to co się lubi, wtedy i wielkość firmy nie ma już takiego znaczenia. Tak sobie tylko głośno myślę. Sama jestem dopiero na samym początku mojej biznesowej kariery. Tfu jakiej karieru, jeszcze jedynie planów ;)

  • Moja firma w pewnym momencie rozrosła się do całkiem sporych rozmiarów, ale właśnie postanowiłam ją odchudzić :) Muszę się przyznać, że dałaś mi do myślenia tym pisaniem „o nas”, gdy w rzeczywistości firma jest jednoosobowa. To często spotykane zjawisko. Na wiosnę startuję od nowa, w pojedynkę i już widzę, że będę musiała się pilnować w tej sprawie :)

  • Bardzo mi to imponuje i mam nadzieję, że dojrzeję do takiego podejścia. Póki co za pierwszy sukces w tej kwestii uznaję uświadomienie sobie, że działanie w aktualny sposób nie prowadzi do niczego innego jak do narastających frustracji. Sukcesywnie rezygnuję z kolejnych zobowiązań i widzę, że dużo na tym zyskuje. Choć jeszcze dwa lata temu widziałabym jedynie stratę.

    Na koncie i w ego ;)

    • Monika, wiesz, co ja myślę, rozmawiałyśmy nie jeden raz :). Chciałabym, będąc w Twoim wieku, mieć tą świadomość, którą mam teraz, a do której dojrzewasz. Także spokojnie, masz jeszcze dekadę ;)).

  • Dzień później

    To tak jak ze wszystkim w życiu: musimy sobie zadać pytanie, czy naprawdę musimy mieć więcej, czy to więcej nas uszczęśliwi i czy musimy za wszelką cenę gnać do przodu

  • Ludzie tacy są, zawsze chcą więcej i więcej. Nie wystarcza im to, co już mają. Widzą, że ktoś ma lepie, to chcą też mieć, jak on! Wszystko zależy też jakie kto ma marzenia. Marzeniem jednego człowieka może być zarabianie dostatecznej ilości pieniędzy i posiadanie czasu dla siebie, a dla kogoś innego tym marzeniem jest sukces na światową skalę. Problem w tym, że ludzie nie zawsze wiedzą, co jest ich marzeniem. Często powtarzają marzenia innych myśląc przy tym, że to ich własne cele. ;)

  • Świetny wpis. Bardzo wielu zaczyna właśnie od samochodu i asystentki na stażu z urzędu pracy, a niestety zapomina o tym, że lepiej się zastanowić, jaką firmę chcę stworzyć i dla jakich klientów. W moim otoczeniu (w tym roku podchodzę do egzaminu radcowskiego) bardzo dużo młodych ludzi rzuca się na założenie firmy, a po roku utrzymują ją tylko z tego, że mają jeszcze jakiś etat.
    Pozdrawiam:)

    • Dokładnie. Również widziałam naprawdę wiele przypadków osób, które brały dofinansowanie na pierwszą działalność z UP, często również ze środków unijnych z założeniem, że pobawią się przez 2 lata, a później się zobaczy. Jak firma nie przetrwa, to najwyżej zostanie samochód czy komputer.

  • Ola

    Na początku prowadziłam firmę jednoosobową, poźniej zatrudniałam kilka osób. Traciłam tak dużo czasu i energii na wydawanie poleceń, że sama nie byłam w stanie nic zrobić, co chwilę musiałam odrywać się od swoich obowiązków, bo ktoś czegoś ode mnie chciał. Teraz znowu jestem sama, zarabiam tyle, ile potrzebuję, nie muszę brać odpowiedzialności za pracowników, jest ok. :)

    • Olu, najważniejsze, że Ty się dobrze czujesz i masz satysfakcję z pracy. Chciałabym tylko zaznaczyć, że nie jest moją intencją demonizowanie zatrudniania. Dobry zespół pracowników o uzupełniających się kompetencjach to skarb, niemniej jednak nie warto zatrudniać dla samego faktu posiadania dużej firmy. Pozdrawiam serdecznie!

    • Kiedyś, ktoś powiedział mi, że w muszę się zdecydować, czy chcę być w firmie pracownikiem czy szefem, bo pogodzenie tych dwóch ról jest trudne. Dla mnie osobiście delegowanie obowiązków to coś czego nie mogłam długo opanować. Zachowywałam się tak jak ty. Okazało się, że wystarczyło zmienić pracowników. Zatrudnić odpowiednią osobę, przeszkolić ją i zadziałało.

  • Nie sądziłam, że jednoosobowa działalność gospodarcza może być wstydem. Dla mnie wręcz przeciwnie. Osoba, która prowadzi własną działalność musi pełnić wiele funkcji i być przedsiębiorcza.

  • Ja chwalę się wszędzie, że jestem jednoosobową firmą i dla mnie jest to atut, nie wada! Podkreślam to na stronie sklepu, i często jest odwrotnie – dostaję maile i telefony z zapytaniem „czy robicie?” :) Kusi mnie zatrudnienie pracownika, jednak koszty na tę chwilę są zbyt duże. a ja wiem, ze będę wymagającą szefową :) dlatego radzę sobie jak umiem, pracuję i zarabiam na siebie i swoje potrzeby. Cały czas uczę się organizacji, ale też uczę się asertywności i oceniania, a nie przeceniania własnych sił. To bardzo trudne.

    • Bycie wymagającym szefem to nic złego ;).

      • Kasiu, jasne, że tak. ale to dość męczące :P I dla mnie i dla potencjalnego pracownika, tak mi się wydaje. Mam ten problem, że pewnie zamiast zająć się swoją pracą to wisiałabym nad pracownikiem czepiając się szczegółów. To bywa upierdliwe, bo czasem przenoszę to do domu. A dopóki robię coś sama to wiem, ze jesli jest coś nie tak to tylko i wyłącznie moja wina

      • No tak, pewien margines błędu trzeba pozostawić. W końcu każdy jest tylko człowiekiem. :) Jeśli to faktycznie miałoby być tylko źródło stresu, to nie warto. Z drugiej strony, kiedyś będziesz chciała odpocząć, prawda? ;)

      • Jasne! Na razie godzę się z mniejszym zarobkiem po prostu i gdy chcę odpocząć to robię przerwę na 2-3 tygodnie (tak jak już niedługo w lutym, bo czas na ferie i narty). ale mam innym pomysł na rozwiązanie problemu i powoli się do niego zabieram, a mianowicie delegowanie pewnych obowiązków „na zewnątrz”. Taki outsourcing można powiedzieć, choć jeszcze szukam odpowiedniej formy. bo i ile nie chcę by ktoś był ze mną w warsztacie, to już na przykład pomoc w aktualizowaniu strony sklepu, wystawianiu produktów, pakowaniu i nadawaniu paczek byłaby jak najbardziej akceptowalna. Te czynności wbrew pozorom pochłaniają mnóstwo mojego czasu, który mogłabym poświęcić na pracę stricte z drewnem i nowe projekty, których w głowie masa :)

  • Myślę, że nie ma niczego złego w małych, jednoosobowych działalnościach – i zmuszanie wszystkich do rozwoju terytorialnego jest niemądre. Szczególnie, gdy traci na tym jakość obsługi, albo kładziesz na swoje barki zbyt dużo obowiązków. W ogóle naciski w stylu „za duża firma! bezosobowość!”/ „za mała firma! brak rozwoju” są głupie. Jeśli właścicielowi odpowiada, jeśli klientom odpowiada, jeśli pracownikom odpowiada – co komu do wielkości?
    Mam to szczęście znać temat z dwóch stron. Prowadziłam w życiu dwie firmy: jedną z nich był sklep z grami planszowymi (obecnie w tej branży działa mój mąż), a teraz jestem właścicielką agencji opieki. Sklep z grami jest prowadzony właśnie na zasadach franczyzowych i to bardzo dobry pomysł dla obu stron, bo każda z nich uzyskuje konkretne korzyści z tego rodzaju firmy. Sklep jest typową jednoosobową działalnością, w której właściciel jest kapitanem, sterem i okrętem. Tak samo funkcjonowaliśmy, kiedy to był wspólny biznes. Fantastyczne jest to, że stałych klientów zna się z imienia, jest szansa na to, by sprzedaż była osobistym spotkaniem. Wiem jednak, że w przypadku tego rodzaju działalności typowa jednoosobówka niesie ze sobą zwyczajnie duże obciążenia. Jasne, można nie zatrudniać pracowników, bo to, jak napisała Ola niżej, odpowiedzialność, wydawanie poleceń, sprawdzanie itp. Kto jednak działa w handlu, ten wie, że praca tutaj nie kończy się w momencie zamknięcia drzwi po ostatnim kliencie, nieczynny sklep „nie zarabia na siebie”, ale jednocześnie traci klientów na przyszłość, nie mówiąc już o takich sprawach, jak wakacje, spontaniczne urlopy czy chorobowe. Fajnie to wszystko brzmi w usługach, jeśli możesz działać z domu a w razie choroby czy wakacji ustawić autoresponder ;) Małe sklepiki, o których Kasiu wspominasz, zazwyczaj borykają się właśnie z takimi niedogodnościami. Dlatego kiedyś większość z nich brała ucznia na nauki, nie po to, by zaspokoić żądzę złowieszczego zysku poprzez rozrost, ale właśnie by zachować work-life balance.
    A teraz moja druga perspektywa. W agencji zatrudniam ponad 70 osób. Dużo, mało? Zależy dla kogo. Nie zgadzam się natomiast, że taka ilość pracowników skutkuje niższą jakością obsługi czy obniżeniem standardów. I co ciekawe, wcale nie musi oznaczać zarobienie, wytrzeszcz oczu u właściciela i nieprzespane noce. Rozrost firmy nie jest też sprzeczny moim zdaniem z minimalizmem – to szansa na to, by dać większej ilości osób pracę oraz zapewnić większej ilości osób dostęp do usługi na najwyższym poziomie, jaki jest się w stanie świadczyć (bo jeśli masz zamiar oferować usługi/produkty na pół gwizdka, to w ogóle tego nie rób). Warto po prostu postawić na to, co naprawdę ważne i czego się nie da zastąpić: na dobre rozpoznanie potrzeb klienta i na odpowiednich ludzi. W zeszłym roku wyjechaliśmy na 9 dni do Armenii (polecam każdemu, coś przepięknego!), okazało się, że nie włączyłam roamingu i przez cały czas urlopu miałam wyłączony w obie strony telefon. Zupełnie mi to nie zakłóciło pobytu, bo wiedziałam, że na miejscu mam ludzi, którzy podołają wszelkim „stanom zapalnym”. Kompletny luz-blues :).
    A lokal w biurowców z przeszklonymi ścianami – co kto lubi. Jeśli cię stać, dobrze ci się pracuje w takim miejscu bo np. widoki działają na ciebie kojąco – to czemu nie. Jeśli chodzi jednak tylko o podbudowanie swojego ego, albo musisz zasuwać po 13 godzin, żeby na to biuro zarobić to cóż…chyba masz źle ustawione priorytety ;)
    A wszystkim początkującym przedsiębiorcom podpowiadam: nie myślcie o asystentkach, rozpasanych biurach albo wymyślnej papeterii. Skupcie się na tym, żeby Wasz produkt/usługa była jak najlepszej jakości i żeby trafiła do osób, które realnie jej potrzebują. Będzie dobrze :)
    Serdeczności Kasiu i dzięki za ten wpis!

  • Moi Rodzice prowadzą mikro firmy, Tata zatrudnia jedną osobę, Mama dwie. Cały czas narzekają, że nie nadążają z pracą. Kiedyś podpowiadałam im, że może by kogoś zatrudnili skoro tak im ciężko, ale tylko mnie zbywali. Teraz już wiem dlaczego. Więcej pracowników, to konieczność większego miejsca pracy, a za tym idą koszty. Do tego każdy rynek ma okres przestoju i wtedy trzeba płacić pracownikowi za to tylko, że jest. Sprawdzona osoba, z którą pracowało się już, warta jest więcej niże sztab nowych pracowników, których dopiero trzeba nauczyć współpracy. Mam szczęście, że w mojej działalności mogę się od nich uczyć:)

  • Mrugacza

    Dróg w biznesie jest na prawdę wiele, szkoda, że tylko nieliczne książki pokazują alternatywy. W większości pozycji znajdziemy multum informacji o maksymalizacji zysku, sposobach na zbudowanie imperium, czy na zarobienie pierwszego miliona. A przecież jest tyle ciekawych możliwości! Można prowadzić niewielką i satysfakcjonującą firmę, działającą tylko lokalnie i blisko klienta. Można (tak jak ty) zaoferować franczyznę. Można też rozwinąc firmę do momentu kiedy będzie uznawana na rynku i do dalszego rozwoju będzie potrzebny wzrost, po czym ją sprzedać i znów zacząć od początku. Jest wiele możliwości i każdy powinien wybrać to, co dla niego jest najlepsze ;)

  • Sonia Młodzianowska

    Jak zrezygnowałam z etatu i zaczęłam pracę na swoim, to również uległam silnej pokusie maksymalizacji zysku. Zlecenia, zlecenia i jeszcze kolejne… i tak brak czasu na odpoczynek, sen i… wydawanie pieniędzy. Mała firma jest w porządku, jeśli tylko się w niej spełniamy i czerpiemy satysfakcję. A tu piosenka w temacie: https://www.youtube.com/watch?v=tHu1Tn8rpM0

  • Cudownie to wszystko napisałaś:) Zgadzam się w zupełności z Twoim podejściem…marzę by kiedyś stworzyć własnie taki biznes;)

  • Od dziewięciu lat prowadzę jednoosobową firmę i jestem bardzo zadowolona. Co prawda nie zarabiam kokosów, ale sama sobie jestem sterem, żeglarzem i okrętem.

  • Sama stoję przed możliwością otwarcia jednoosobowej działalności, ale przeraża mnie (a jak trochę poczytałam w sieci to widzę, że nie tylko mnie) kwestia ZUSu. Nigdy nie prowadziłam firmy, a zderzenie się na przywitanie z koniecznością zarobienia i oddania 1100zł/mc państwu średnio do mnie przemawia (nie chcę się tutaj rozpisywać, ale nie przysługiwałby mi ten preferencyjny ZUS niestety). Prawdopodobnie będę zmuszona zrezygnować z otrzymanej propozycji i odwlec to wszystko w czasie nawet o rok (albo i dłużej), żeby zarobić w normalnym, etatowym trybie tyle, żeby mieć za co żyć i z czego płacić składki przez co najmniej pierwsze pół roku działalności. Im bardziej wgryzam się w temat tym smutniej mi się robi…

    • No cóż, płacenie ZUS-u co miesiąc zdecydowanie nie należy do najprzyjemniejszych czynności. A brałaś pod uwagę założenie firmy za granicą?

      • Nie jestem pewna legalności takiego rozwiązania, bo słyszę różne głosy. Muszę porozmawiać z kimś kompetentnym, kto się zna na prawie.

      • Takie rozwiązanie jest absolutnie legalne co do zasady. Oczywiście, sama musisz zdecydować, choćby co z brakującym ubezpieczeniem itp. Ale zawsze to jakaś opcja.

      • Sama biorę pod uwagę przeniesienie firmy :)

    • Kasia M

      Witaj, o ile się orientuję, jeśli to Twoja pierwsza działalność to przez pierwsze dwa lata składka ZUS jest niższa o połowę :-). A co do zarejestrowania firmy zagranicą – oczywiście, można to zrobić legalnie, sama myślałam nad takim rozwiązaniem, jednak trzeba uzyskać status rezydenta – móc udowodnić, że bywa się w danym kraju określoną liczbę dni w roku, mieć tam rachunek bankowy i móc przedstawić rachunki za wydatki ponoszone w tym kraju. O ile oczywiście nic się nie zmieniło, bo ja szukałam info o tym z pół roku temu…

      • No ja dostałam informację z ZUSu, że okej, niby jest ta preferencyjna przy pierwszej działalności, ale z racji, że działalność byłaby ściśle powiązana z pracą jaką wykonuję na umowę to ta niższa składka mi nie przysługuje.

      • Kasia M

        Aneta, to znaczy że chcesz równolegle pracować na etacie i prowadzić działalność gospodarczą o takim samym profilu?

      • Nie, ściśle powiązana, nie równoległa. Zresztą, cytuję informację od ZUSu: „Z preferencyjnych zasad opłacania składek nie mogą korzystać osoby (…) które wykonują działalność gospodarczą na rzecz byłego pracodawcy, na rzecz którego przed dniem rozpoczęcia działalności (…) w bieżącym lub poprzednim roku kalendarzowym wykonywały w ramach stosunku pracy (…) czynności wchodzące w zakres wykonywanej działalności gospodarczej”. I to jest wypisz wymaluj moja sytuacja.

      • Kasia M

        No tak, jeśli zamierzasz świadczyć usługi tylk na rzecz dotychczasowego pracodawcy to rzeczywiście ZUS nie popuści.

  • Bardzo fajny post. Z firmą jak w życiu – czasem warto jeść małą łyżeczką i się nie spieszyć, niż zakrztusić się wielkim kąskiem.

  • Kasiu, male jest piekne. Zauwazylam, ze rzeczywiscie wiele osob, ktore prowadza male jednosobowe firmy z dorywacza pomoca kogokolwiek, wszedzie pisze dumne MY. To dodaje rozmachu, a w ich poczuciu i wiarygodnosci. Ale z drugiej strony kazdy klient chcialby, by to wlasciciel, szef, zalozyciel, czyli glowna osoba w firmie wlasnie zajela sie jego sprawa. Bo w ten sposob czuje, ze jego sprawa trafia we wlasciwe rece. Pozdrawiam serdecznie beata

  • Alex

    W zachowaniu work-life balance mogę pomagać też oprogramowania do prowadzenia firmy (Odeela, Bugilo itd.). Można mieć wszystko w jednym miejscu i generować raporty, żeby być na bieżąco z sytuacją firmy :)