3 minusy minimalistycznego życia

 

“Czy widzi Pani jakieś minusy minimalistycznego życia?” – gdy przeczytałam to pytanie po raz pierwszy w formularzu do sesji pytań i odpowiedzi na żywo na Facebooku, w pierwszej chwili miałam ochotę odpowiedzieć: NIE. Jednak, po chwili zastanowienia, przyszło mi do głowy kilka ewidentnych minusów.

 

Minus nr 1 Wciąż widzę, jak dużo mam

 

Przeczytałam ostatnio super-hiper ciekawy raport Natalii Hatalskiej o współczesnym nomadyzmie. Na pewno poruszę jeszcze stricte ten temat na blogu, ponieważ taki styl życia zawsze mnie fascynował. A nomadyzm łączy się przecież w bezpośredni sposób z ograniczeniem posiadania.

 

Dzięki narzędziu, jakim jest minimalizm, doprowadziłam swój obecny stan posiadania do momentu, gdy nie mam nadmiaru. Oczywiście, mam kilka rzeczy, które odłożyłam np. do wystawienia na sprzedaż, czy kilka miejsc, które chcę uporządkować (służbowe dokumenty), ale generalnie posiadam rzeczy, z których korzystam i które potrzebuję. Jednak, gdybym się chciała nagle przeprowadzić (najlepiej kilkukrotnie) i zapakować cały mój stan posiadania np. do bagażnika samochodu, to jednak wciąż mam tych rzeczy za dużo. I to jest ewidentny minus minimalistycznego życia – nadal widzę, że mam pole do zmiany. Gdy porównam swój stan posiadania z współczesnymi nomadami, widzę jasno, że wciąż mam rzeczy, których mogłabym się pozbyć, żeby prowadzić styl życia, który mi się marzy od wielu lat.

 

Minus nr 2 Niechciane prezenty

 

Ogromny kłopot wszystkich osób, które wyzbywają się nadmiaru. Wielokrotnie pisałam na blogu o sposobach na alternatywne prezenty (też dla minimalistów), o prezentowaniu np. doświadczeń, zamiast rzeczy. Mega zbiór porad i doświadczeń znajdziecie w tekście o minimalistycznych świętach (polecam lekturę komentarzy!).

 

Przez lata udało mi się wypracować sposoby asertywnego komunikowania swoich potrzeb, więc rzadko mierzę się z niechcianymi prezentami, jako że cała moja rodzina (przynajmniej pobieżnie ;)) czyta bloga i wie dokładnie, jaki styl życia prowadzę. Obiecuję, że tematowi niechcianych prezentów poświęcę jeszcze tekst, ale dziś chcę Wam napisać, że jest jeden argument, wobec którego pozostaję bezradna. Gdy ktoś (pomimo moich wyjaśnień i tłumaczeń) mówi mi: “chcę, żebyś to miała”. I nie jest to rodzinna pamiątka. Kłopot, co zrobić z niechcianymi prezentami to zdecydowanie spory minus w minimalistycznym życiu.

 

Minus nr 3 Wyścig, kto ma mniej

 

Lubimy się porównywać. To bardzo ludzkie. Jedni bardziej, inni mniej intensywnie. Lubimy mieć punkt odniesienia dla własnych działań i decyzji. Choć z ogromnym dystansem podchodzę do porównywania się z innymi, to jednak nie jestem zupełnie od tego wolna. A liczba posiadanych rzeczy to bardzo wdzięczny temat do porównywania.

 

W górę równamy przy konsumpcjonistycznym stylu życia, a w minimalistycznym… w dół. Stąd wszystkie te listy 100 rzeczy, które są coraz to bardziej ograniczane. Zawsze budziło moje wątpliwości, na ile jest to działanie na pokaz, a na ile jest podyktowane rzeczywistymi pobudkami. Liczyć czy nie liczyć? Na to pytanie już odpowiadałam. 

 

Na blogu bardzo otwarcie pokazuję swój stan posiadania. Wierzę, że taka prawdziwość będzie inspirująca, ale jednocześnie wystawiam się na ocenianie. Przykładowo, na Instagramie staram się pokazywać prawdziwe życie i mój minimalizm w praktyce, co często i wbrew moim zamiarom, okazuje się być kontrowersyjne. Regularnie mierzę się też z zarzutami, że jestem niewystarczającą minimalistką. Może nie jest to bezpośredni minus prowadzenia przez mnie minimalistycznego stylu życia, a raczej blogowania o tym, ale czasami zwyczajnie nie jest to fajne. I podkreślam, nie mam tu na myśli twórczej dyskusji i wymiany doświadczeń, a przykre komentarze w stylu: “5 par butów? Co z Ciebie za minimalistka, ja mam 3.” itp. 

 

Drodzy Czytelnicy-Minimaliści, widzicie minusy swojego stylu życia? A może macie rady na moje rozterki?

 

Kategoria: Minimalizm Tagi:
62 komentarze
  • Podpisuje się pod każdym z tych punktów, gdybym miała dodać coś od siebie to było by to chyba obsesyjne analizowanie każdego większego zakupu, gdzie postawie, czy będę używać wystarczająco często, czy mam już coś podobnego…

    • Anek

      Dla mnie minusem jest rozwlekanie zakupów w czasie, jeśli czegoś potrzebuję to szukam “ideału”, zwracam bardzo dużą uwagę na jakość, a to zazwyczaj długo trwa. Czasem rezygnuję z zakupu w ogóle, właśnie z tego powodu.
      Przez dwa miesiące kupowałam online i odsyłałam płaszcze zimowe. W końcu zamówiłam wymarzony płaszcz na miarę. Wybrałam kolor, materiał, krój, wykończenie. Mam piękny wełniany płaszcz, ocieplony na całej długości łącznie z rękawami. Trwało to kolejne 2 miesiące. Mam teraz wymarzony płaszcz, ale zima się skończyła… Musi poczekać do listopada.

  • makate

    Zgadzam się z każdym Twoim punktem. Pierwszy i trzeci to takie dwa aspekty kwestii “jak mało to znaczy mało”? Z jednej strony – to niebezpieczeństwo porównywania (które nic fajnego nie daje tylko tworzy jakiś wyścig). Z drugiej strony takie niebezpieczeństwo że ciągle będziemy z siebie niezadowoleni że mamy zbyt wiele. Wiadomo że minimalizm to proces, ale nie można też się nakręcać tym, że “taka jestem okropna, wciąż się nie pozbyłam tego i tego”.
    Mnie też bardzo interesuje temat nomadyzmu (ciekawa jestem twoich przemyśleń!). Ale kiedy myślę o tym, że miałabym np. przez rok czy dwa lata podróżować z miejsca na miejsce albo mieszkać w kilku miejscach na świecie, to wyobrażam sobie raczej zostawienie części pamiątkowych/niekoniecznych na co dzień rzeczy w domu rodziców niż całkowite się ich pozbycie. Jakoś tam czuję że są dla mnie ważne, nawet jeśli mogłabym przeżyć bez nich kilka lat, to chciałabym móc do nich wrócić.
    A prezenty…. tak, to jest chyba jedna z moich największych bolączek. Zdarzają się ostatnio coraz rzadziej rzeczy których nie chcę mieć, ale jednak się zdarzają – i zawsze rodzą sporo zamieszania w głowie, zastanawiania się, itd.
    No i ja widzę u siebie jeszcze jeden minus minimalizmu – zbyt długie rozważanie zakupu niektórych rzeczy, rozkminianie najdrobniejszych szczegółów… czuję się wtedy taka związana tym że potrzebuję coś nabyć, a trudno mi podjąć decyzję.

  • Magda Kędzierska

    Właśnie. Kiedyś wyobraziłam sobie co bym ze sobą zabrała, gdybym miała przeprowadzić się np. do Australii, daleko na drugi koniec świata i wyszło mi, że wcale nie zabrałabym ze sobą wszystkiego co mam. Ograniczyłabym się do ubrań, laptopa, tabletu i czytnika. Cała reszta rzeczy, choć nie ma ich dużo jednak zostałaby w Polsce, co oznacza, że wcale nie jest mi potrzebna, a jednak ciągle je mam – kilkadziesiąt książek, filmy, seriale, gry itd.

    Denerwuje mnie, takie właśnie liczenie przedmiotów, licytowanie się, dlatego określam siebie raczej jako optymalistkę, mam tyle ile potrzebuję, a nie tyle, ile dyktują minimalistyczne trendy:)
    Bawi mnie trochę (oczywiście w pozytywnym znaczeniu) Leo Babauta, minimalista, który ma bodajże 42 przedmioty osobiste, a jednocześnie jest ojcem szóstki dzieci – tak nieminimalistycznie:)

  • verónica

    ha! ja mam 10 par butów i nadal uważam się za minimalistkę ;-)

  • Od jakiegoś czasu blisko mi do strategii ograniczania przedmiotów w otoczeniu i gdybym miała dodać coś od siebie, to byłyby to pytania od bliskich. Mnóstwo pytań podszytych niezrozumieniem i przekonaniem o słuszności wyłącznie własnych przyzwyczajeń. Już na tym etapie widzę, że od mnóstwa osób słyszymy: “Ale jak to, macie tylko tyle tego i tamtego?”, “Jak dajecie radę bez deski do prasowania? Czemu jej sobie nie kupicie?” albo “Zmieściliście wszystkie Wasze ubrania, ręczniki i pościele w tak małej szafie? Jakim cudem?”. Teraz już przestałam zwracać na to uwagę, ale początkowo czułam się jak jakiś totalny dziwoląg (i pewnie wśród wielu znajomych jestem tak postrzegana) ;)

  • Emilia Maciejewska

    Też tak mam, że nadal widzę jak wiele rzeczy mogę się pozbyć. Co więcej zaczynam do nich pałać nienawiścią za to, że leżą w moim mieszkaniu. Ulgę przynosi dopiero wyrzucenie.
    A już najgorsze jest to, że mam bardzo niepokojące odczucia w stosunku do osób, które nie ograniczają swojego stanu posiadania.

    • AJ

      same here ;)

  • Anna

    Przede mną jeszcze daleka droga do bycia minimalistką, nie wiem, czy nawet chcę ten stan osiągnąć (w takim potocznym rozumieniu), choć i tak w porównaniu do rodziny czy znajomych mam raczej “puste” mieszkanie. Optymalizacja stanu posiadania idzie mi za to całkiem nieźle, przynajmniej tak mi się wydaje. Mnie najbardziej irytują prezenty, szczególnie z okazji Bożego Narodzenia – bo trzeba coś dać. To nie o to chodzi, że nie lubię prezentów (bo lubię;), ale dużo bardziej wolałabym dostać butelkę wina, kawę/herbatę albo słoik dżemu zamiast kubków z dziwnymi napisami, które do niczego mi nie pasują i zaburzają ład (może to już jakieś skrzywienie?). I męczą mnie trochę wizyty u rodziców właśnie ze względu na ogrom rzeczy, jaki mają w mieszkaniu. Przytłacza mnie to po prostu.

  • Mała Megi

    Pod tymi trzema minusami podpisuje die bezwarunkowo. Mój minimalizm raczkuje ale twój blog fb instagami to dla mnie doskonałość do której dąże. Powoli moja córka i małżonek szanowny przekonują się że to dobra zmiana . Pozdrawiam

  • Magdalena Waniewska-Bobin

    ja widzę jeden minus: trudniej sprzedać umeblowane mieszkanie. wciąż słyszę, że mam za mało szafek kuchennych. ;)

  • Trzeba się wszystkim tłumaczyć, a i tak patrzą na ciebie jak na UFO ;)

  • Katarzyna Pieśniak

    Pod punktem drugim mogę się podpisać obiema rękoma. Ostatnio teściowie odświeżali mieszkanie i teść wpadł na “genialny” pomysł, że oddadzą nam książki, z którymi nie mają co zrobić, bo nasz regalik jest taki pusty (mam w sumie ok 40 książek, z czego połowa to moje medyczne podręczniki). Grzecznie podziękowałam i powiedziałam, że sama chcę się pozbyć jeszcze części swoich.

  • Julia

    Kasiu, (pozwolę sobie tak się zwracać:), muszę napisać Ci, że imponujesz mi. Pomimo tego, że dużo zarabiasz nie żyjesz ponad stan, nie chcesz tego wszystkim dookoła pokazać, nie kupujesz ciągle nowych drogich rzeczy, żeby podkreślić swój status majątkowy. To takie rzadkie w dzisiejszych czasach, obserwuję to wśród otaczających mnie osób, byle mieć, byle pokazać się. Twój blog jest wyjątkowy w blogosferze, ja czuję, że nie chcesz, żebym tu była, aby tylko na mnie zarobić, czuję, że masz misję, że chcesz mi pomóc uporać się z nadmiarem, nie ma tu wyrachowania, fałszu, linkowania co raz to nowych rzeczy. Dziękuję Ci za to. Mam problem z kupowaniem, jestem na takim etapie, że już wiem, że jest to uzależnienie, ostatnio dokonałam strasznego odkrycia, że czuję przymus kupowania, ogólnie mam silną wolę, ale w temacie ubrań jakoś jest najtrudniej. Jest lepiej niż było, dzięki Tobie zwracam uwagę na jakość, często wracam do tekstu o kompromisach zakupowych, on uchronił mnie nie raz od nieudanego zakupu, udaje mi się też więcej odkładać. Wciąż jednak czuję, że nie do końca się od tego uwolniłam, te wszystkie piękne rzeczy do mnie krzyczą wręcz.. Nie kupuję po to, żeby coś komuś udowodnić, coś pokazać, kupuję, żeby poradzić sobie z emocjami, to straszne :( Zabieram się teraz za lekturę Twojej książki, mam nadzieję, że rzuci ona nowe światło na mój problem, bo wiem, że potrzebuję pomocy :( Przepraszam za przydługi tekst, ale jestem Ci wdzięczna za Twoją naturalność i szczerość. Nie zmieniaj się, i nie mam tu na myśli nie rozwijaj się, bo to zupełnie coś innego. Pozdrawiam serdecznie :)

    • Irka

      Droga Julio, jak ja bardzo Ciebie rozumiem… CzytajacTwoj post zdalam sobie sprawe, jak bardzo pasuje i opisuje moja sytuacje… Dopiero jesienia zeszlego roku zdalam sobie sprawe jak bardzo “posiadanie” mnie obarcza i choc od tego czasu przeprowadzilam selekcjonujace porzadki i ograniczylam zakupy – lapie sie na sytuacjach, ze kupuje cos przekonana w 100%, ze jest mi to obsolutnie konieczne – zdaza mi sie w domu dostrzec podobne…
      Pozdrawiam serdecznie i trzymam man kciuki bysmy znalazly inna lepsza droge na emocjonalne fale.

    • Julio, dziękuję ogromnie za tak miłe słowa. :) To zupełnie naturalne, że kupujesz kierując się emocjami. Wszyscy tak poniekąd robimy, ale uświadomienie sobie tego to ogromny krok na drodze do zmiany. Pozdrawiam serdecznie!

  • Na minus 2 czyli niechciane prezenty najlepszym sposobem jest szczerość i asertywność. Na zdanie w stylu “Chcę, żebyś to miała” odpowiadam najczęściej “Bardzo dziękuję za pamięć i miło mi, że o mnie myślisz jednak ta rzecz jest mi kompletnie niepotrzebna i nie będę z niej korzystać, więc lepiej podaruj ją komuś komu się bardziej przyda”. Jak darczyńca się mocno upiera i wmusza to informuję, że owszem – mogę tę rzecz od niego wziąć ale nie zamierzam jej zatrzymać i przy najbliższej okazji przekażę dalej (znajomym, rodzinie, pomocy społecznej, do biblioteki jeżeli to książka). Później oczywiście rzeczy się w stosowny sposób pozbywam, a jak darczyńca pyta, to informuję, że tak jak mówiłam – prezent przekazałam dalej. Zdarzało mi się nawet nie dowieźć podarunku do domu, bo dostałam gdzieś “w terenie” i w drodze powrotnej od razu odwiozłam do kogoś, kto mógłby być zainteresowany daną rzeczą :)

  • Też myślę o sobie jak o minimalistce i też zdarzyło mi się kiedyś dostać na blogu komentarz, że skoro się za nią uważam to takie a takie słowo powinnam wykreślić ze słownika (chodziło o dawanie prezentów) a ostatnio zdarzyło mi się, że ktoś zasugerował mi, żebym w tekście hasło: 5 par butów zmieniła na 2 pary butów, bo tak jest minimalistycznie. I nie ważne, że ten tekst nie był o mnie… Temat niechcianych prezentów znam, nawet w ostatnie Święta dostałam takowy od męża, który chciał mi zrobić niespodziankę i kupił mi zegarek. Od razu powiedziałam mu, że niestety zegarek który uwielbiam już mam i kolejnego nie chcę. Na szczęście ten zegarek nie był damski a raczej unisex i tym sposobem trafił na rękę męża a nie moją :P

  • Dla mnie największym minusem są świadome zakupy. Co prawda sprawiają mi więcej przyjemności i widzę w nich głębszy sens, ale ten czas! Odkąd zmieniłam kryteria i nie kupuję impulsywnie- moja decyzyjność zakupowa rozciągnęła się ogromnie pod względem czasowym. I tak, spodnie i sweter “kupuję” już od 2-3 miesięcy, szukając najlepszego rodzaju materiałów, które są na tyle wytrzymałe, że będą mi służyć na kolejne lata. :) aggrrr!

  • Sylwia Sylwia

    Ciekawe, czy udałoby mi sie stworzyc capsule wardrobe dla 3 letniej córci?👶. Pewnie tak😃

    • Kasia W.

      myślę, że się da, bo tak funkcjonuje szafa mojej 2.5 letniej córki. Tyle, że elementów – gór/dołów ma zdecydowanie więcej niż ja – bo tak jak ja mogę mieć np 2 doły na tydzień to mój Słodziak czasem może jedne spodnie nosić przez 3 dni (max;), ale równie możliwy jest scenariusz ze po 1 dniu idą do prania.

      • Sylwia Sylwia

        W sumie racja, maluszki sa bardziej wymagajace;))

    • No jasne! Tylko pewnie warto zrobić sobie zapas ubrań na ewentualną zmianę w razie “wypadków”. ;))

      • Sylwia Sylwia

        Wypadki i ewentualne humory😃

  • Sylwia Sylwia

    A co sie tyczy malo przyjemnych komentarzy. Coż, trzeba to zwyczajnie ignorowac. Pamietam Pani wpis, dotyczacy dobierania ubran, a czyjs komentarz w stylu ,,nie stac mnie na takie ubrania”. Jakis czlowiek najwyraźnie nie zrozumiał ideii Panii bloga, wpisu i calego projektu. Tak juz jest, sa madrzy i niemadrzy na tym swiecie, nie przeskoczy tego nikt, ALE, mozna sie nauczyc dystansu i pozytywnej ignorancji😃 Good luck😃

  • Jola

    Zaskoczyłaś mnie tym zdaniem: “widzę jasno, że wciąż mam rzeczy, których mogłabym się pozbyć, żeby prowadzić styl życia, który mi się marzy od wielu lat.” Przeczytałam jakieś pół roku temu Twoją książkę, podczytuję blog. Sprawiasz wrażenie osoby, która o ile nie juz osiągnęła, to przynajmniej jest bardzo blisko osiągnięcia stylu życia, który sobie wymarzyła. A tu coś takiego :) Czyzbys zmierzała w kierunku nomadyzmu? Napisz o tym proszę, bo jestem ciekawa :) Pozdrawiam serdecznie. Jola

    • Tak. Marzy mi się czasowa wyprowadzka z Warszawy. Taki czasowo nomadyczny styl życia bardzo mnie pociąga, ale do tej pory miałam inne priorytety. A ostatnio mocno mi się te marzenia odezwały. :)

  • Aga

    Podopisuje się pod tym o czym piszesz. Od siebie dodam: 4. ubrania szybciej się niszczą. Tym bardziej szkoda, że to przeważnie “wychodzone” perełki ;) 5. Bywają dni, szczególnie w “gorącym” okresie, że nie mam się w co ubrać, bo ubrudziłam ostatnią parę spodni. (ale może to kwestia braków w organizacji, przeważnie zapominam, że miałam koniecznie wstawić pranie) 6. Czasem za bardzo zastanawiam się przed zakupem, czy faktycznie danej rzeczy potrzebuję i będę z niej często korzystać. 7. Można przegapić jakiś przedmiot, który uzna się za zbędny, a istotnie ułatwiłby albo chociaż umilił nam życie.

  • Niechciane prezenty to problem nie tylko w minimalistycznym życiu. Nie cierpię dostawać czegoś, czego nie użyję (np. kosmetyki z marnym składem, albo takie, których nie używam wcale), nie mam na to miejsca (np. “ozdoby” do mieszkania), czego nie noszę (np. biżuteria nie w moim stylu, albo przeze mnie nie noszona). Najgorzej, że nie wiem jak odmówić przyjęcia takiego prezentu, bo to jakoś tak niegrzecznie. I potem zostaję z takimi niechcianymi prezentami. Część można oddać czy sprzedać, ale nie wszystko przecież. I zostajemy z rzeczami, których nie chcemy, nie potrzebujemy, a jedynie zagracają nam przestrzeń, a moja przestrzeń do największych nie należy, sprawy nie poprawia również moja mania chomikowania, choć teraz na poważnie zaczęłam z tym walczyć.
    Co do stanu posiadania, to ostatnio coraz częściej mam ochotę zgarnąć wszystko co mnie denerwuje do wielkiego wora i wynieść na śmietnik. Nie robię tego tylko dlatego że wiem, że za chwilę będę potrzebowała tego, co przed chwilą w szale sprzątania wyrzuciłam.
    Jak większość minimalistów podkreśla, minimalista minimaliście nierówny. To, że tym masz 5 par butów, a komuś wystarcza 3 nie oznacza, że jesteś gorszą minimalistką. Po prostu Twoje potrzeby są większe niż tej drugiej osoby. Dla mnie minimalizm to filozofia zaspokajania swoich potrzeb w sposób jak najbardziej komfortowy, który nie powoduje marnotrawstwa. Nie oznacza to, że trzeba mieć 100 czy 50 rzeczy, bo inaczej nie jest się minimalistą. Można mieć ich i 1000, o ile ze wszystkiego korzystamy i jest nam to potrzebne, a nie jest tzw. “przydasiem” i leży na półce do wiecznego nigdy. Sama dopiero zaczęłam się wgryzać w tę filozofię, bo zaczął mi przeszkadzać wieczny bałagan w mieszkaniu, ale są rzeczy, z których nie zrezygnuję, co nie oznacza, że mój sposób życia nie będzie minimalistyczny. Będzie w porównaniu do tego, jakie prowadziłam wcześniej :)

  • Katarzyna Guzdek

    Właśnie kupiłam Pani książkę. Tak to prawda, że żyjemy w świecie przesytu. Ja też zaczęłam zastanawiać się nad tym, że jestem osobą, która za dużo wydaje na zupełnie niepotrzebne rzeczy. Na przykład na magazyny kolorowe, książki, które nigdy nie przeczytam, kosmetyki, zwłaszcza kremy. Tak po nitce do kłębka doszłam do wniosku, że praktyka minimalizmu ułatwia życie. Wojciech Waglewski powiedział pięknie, że “aby poczuć wolność, trzeba się ograniczyć”. Tak rzeczy ograniczają nas bardzo. Mam jednak dwójkę dzieci. Córka studiuje w Krakowie, a tam dopiero jest “wyścig mody” na uczelni. Staram się ją zrozumieć, ale trudno wytłumaczyć. Ja mogę mieć szafę złożoną z czterech par spodni, tyleż bluzek itp, ale ona nie. Ale minimalizm, to nie tylko ograniczenie posiadania ilości rzeczy. Minimalizm to strefa komfortu psychicznego. Jeśli po każdym zakupie mam wyrzuty sumienia, jeśli ciągle czegoś pragnę, coś pożądam, to wówczas mam problem psychologiczny.
    Wracając do wad minimalistycznego trybu życia to przede wszystkim kwestia pozbawienia wyboru. Ponadto minimalizm stał się modą. Właśnie kupuję mieszkanie i widzę, że wszystkie wnętrza zostały sprowadzone do minimalistycznego komfortu. Taki skandynawski, surowy styl. Nie jestem minimalistką jeśli chodzi o wykańczanie wnętrz. Wręcz przeciwnie potrzebuję koloru, komfortu wyposażenia itp. Moda na minimalizm tak samo przeminie jak moda na kuchenki mikrofalowe.
    Wadą minimalizmu jest wyjście z własnej strefy komfortu. Może ktoś lubi posiadać dziesięć par szpilek i nie można mu nic narzucać.

    Wadą minimalizmu jest zakręcenie się na jego punkcie. Utrata prawdziwego “ja”, prawdziwej siebie na rzecz zmniejszenia ilości rzeczy w szafie. Jeśli tak do tego podchodzimy to można wyrzucić wszystko. Czy o to chodzi? Czy też nie o to przypadkiem, aby jednak podejść do minimalizmu racjonalnie? Nie można powiedzieć wszystkim: ‘popatrzcie na mnie, jestem minimalistą, weganem, jem tylko korzonki, ubieram się w najtańsze ciuchy, mam kilka rzeczy w szafie, jestem wolny”. Nikomu tej wolności nie można narzucać.

    Może zbyt brutalnie, ale szczerze.

    • Estera Szymecka

      Weganie nie jedzą tylko korzonków…. :) Nie zgodzę się z kilkoma punktami, kto narzuca minimalizm? I komu, przecież to my podejmujemy decyzje. Ja osobiście mam niewiele rzeczy, tak samo mój mąż , za to córeczka już zupełnie odwrotnie. Nie walczymy z tym, dajemy tylko przykład, czy z niego skorzysta? Nie wiemy, ale to jej wybór. Tak samo moi rodzice, ilość bibelotów przekracza ludzkie pojecie. Ja nikomu niczego nie narzucam, ani stylu życia, ani diety. Ale wciąż słyszę: dlaczego jesz tylko trawę? ( weganie nie jedzą trawy) dlaczego nie masz TV, Ty to dziwna jesteś , krzywdę robisz dziecku. Mięso jest zdrowe, jak możesz go nie jeść? Itp Itd. Normalnie skandal to moje życie. To ja już nie mogę być “wolna” po swojemu? Przecież to moje życie, niestety jak człowiek postępuje wbrew ogółowi to ogół czuje się jakoś zagrożony. Smutne. Np jak pytają co z tym mięsem, dlaczego nie , a ja odpowiadam szczerze, to słyszę odpowiedź : och jak możesz ja nie chciałam (em) takich rzeczy wiedzieć, jak teraz przełknę cokolwiek, wy weganie ranicie ludzi. I tak mamy podtrzymywać iluzję społeczną, żeby wszyscy czuli się dobrze :) Kto tu komu coś narzuca? Komu ja bronię mieć kolorowe ściany? Dlaczego ja muszę się tłumaczyć że lubię szary? Albo że nie jem mięsa:) Ech….

      • Katarzyna Guzdek

        Nie rozumiem w czym jest rzecz i dlaczego tak osobiście to odbierasz. Ja jestem wegetarianką od czterech lat, wcale nie napisałam, że weganie jedzą korzonki. Każdy sobie rzepkę skrobie. Chodziło mi o porównanie, że nieprawdopodobnie w ostatnich latach stał się modny weganizm, minimalizm itp. Każdy może robić co mu się żywnie podoba.

    • No pewnie, że każdy może sobie robić, co mu się żywnie podoba. Zakładam jednak, że jeśli ktoś sięga po tematykę minimalizmu i w tym po moją książkę, to jednak nie do końca odpowiada mu jego styl życia i szuka zmiany. Nie wiem, czy przeczytałaś już książkę, chyba nie skoro tak mocno utożsamiasz minimalizm w kontekście estetycznym z minimalizmem ideowym (w pewnym sensie), bo staram się właśnie mocno oddzielić te pojęcia. Ostatnio jedna z Czytelniczek napisała, że jest minimalistką, a ma gust “cyganki po heroinie”. ;)

      Wiem, że teraz panuje “moda na minimalizm”, ale ona przeminie. Każdy, kto widzi w minimalizmie wartość pozostanie, a reszta przerzuci się na coś innego.

  • Kasia

    Ja również podpisuję się po tymi punktami z wytłuszczeniem punktu 2. Niechciane prezenty to moja zmora. Parę miesięcy temu przeprowadziłam się z mieszkania do domku i wszyscy w rodzinie na hurrraaa postanowili urządzać nam dom, kupować firanki (których nie mam i nie zamierzam mieć), kieliszki i szklanki (których mam wystarczającą ilość nawet na duże przyjęcie), wazonów, świeczników,świec itp, których nie potrzebuję, nie kolekcjonuję i już posiadam w odpowiedniej minimalistycznej ilości. Tygodniami tłumaczyłam wszystkim,że tak na prawdę to my wszystko mamy a dom chcemy urządzić sobie sami według własnego gustu i potrzeb. Po godzinach tłumaczeń skończyło się na szczęście na zakupie składkowym upatrzonego sobie przez nas wcześniej oświetlenia do salonu. I było nawet ok do dzisiaj…kiedy to wkroczyła moja teściowa z własnoręcznie przygotowanym ogromnym dekoracyjnym wielkanocnym jajem, który na moje nieszczęście do niczego nie pasuje i jest zupełnie nie w moim guście. I co ja mam powiedzieć osobie, która wkracza z prezentem, na którego wykonanie poświęciła dzień pracy??? ehhhh….

    • Magdalena Pogódź

      Na szczęście po świętach możesz schować 😀

  • Екатерина Kasia

    Myślę, że sporym wyzwaniem jest wychowanie dzieci w duchu minimalizmu, tak, żeby nie wiązały swojej wartości z rzeczami, które mają lub z ich brakiem. Sama widzę po swojej młodszej siostrze jak trudno to zrobić. Jak wytłumaczyć dzieciom, nastolatkom, że to nie ważne, że ich rówieśnicy np. wymieniają telefony co pół roku i spędzają całe weekendy w galerii handlowej?

    • To wyjątkowo trudne zadanie.Widzę to chociażby po mojej bratanicy, która najchętniej zamieszkałaby w H&M, a wzorce w domu ma wzorowe. :) Wiem, że wpływ grupy rówieśniczej, a nade wszystko telewizji ma opłakane skutki.

  • Mnie nadal pytają czy może jednak nie chciałabym telewizora, bo przecież jak to tak:D Każdy ma swój “zestaw” niezbędnych rzeczy i inne potrzeby. Warto o tym pamiętać.

  • ika

    Mam zgoła inny problem. Z tych życiowych bardzo poważnych. Musiałam uciec z własnego domu, właściwie z domu, który jest współwłasnością z moim partnerem. Zabrałam tylko trochę ubrań i kosmetyków. Od miesiąca mieszkam u rodziców i boję się jechać do mojego domu po cokolwiek ze względu na przemoc jakiej doświadczyłam. Przyjaciele chcą zorganizować odebranie moich rzeczy żebym nie była tam sama. Mam ich dużo, nie jestem minimalistką, przez 20 ponad lat dorosłego życia zgromadziłam sporo. Do tego domu przyniosłam całe wyposażenie mieszkania. Wiem, że podczas jednodniowej akcji nie uda mi się zabrać wszystkiego. Czuję się z tym strasznie, pomijając całą sytuację w której jestem. Jak można zostać minimalistką w jeden dzień? Co mam zabrać? Jak myśleć? Jak odżałować to, czego nie wezmę?

    • KarMagKat

      Niełatwa sprawa, ale postaram się odpowiedzieć.
      Myślę, że w pierwszej kolejności zająć się najważniejszym – dokumenty. Akty notarialne, akty własności dowody, świadectwa, wiadomo, każdy coś tam w swoim życiu nazbierał i jest mu to potrzebne. Może nie do korzystania na co dzień, ale do formalnego ukonstytuowania naszego życia. Potem najważniejsze pamiątki, jeżeli takie ktoś ma (super ważne zdjęcia w albumie, dla mnie to krzyż po babci i różaniec – każdy ma swoje “naj” ). To takie najistotniejsze elementy naszej egzystencji, które zabierzesz ze sobą z płonącego domu i podczas ucieczki.
      Cała reszta to pierdoła. Oczywiście łatwo mi to napisać z perspektywy osoby nie mającej takiego dylematu, ale jak dłużej o tym pomyślałam, to bez całej reszty człowiek dobie poradzi. Bez tych pamiątek oczywiście też, ale akurat dla mnie to dosyć ważny sentymentalny element mojego życia.
      Życzę dużo sił i powodzenia w trudnej sytuacji.
      ps. oczywiście musisz powalczyć prawnie o swoją własność. Dobry prawnik i do przodu!

      • ika

        Dziękuję Ci za odpowiedź. Napisałam na tym forum odruchowo, bo czytam bloga nie od dziś i pomyślałam, że być może otrzymam jakąś złotą myśl, radę, jak się pożegnać z rzeczami w sposób drastyczny. Teraz widzę, jak niestosowne jest pisać o moim “minimalizmie” wymuszonym przez tragiczną sytuację, który nijak nie jest żadnym elementem lajfstylowym, wśród osób, które walczą z nadmiarem rzeczy i prezentów z innych powodów. To nie jest wyrzut z mojej strony, raczej refleksja. W każdym razie dziękuję. Dokumenty, zdjęcia i pamiątki po tych, których już ze mną nie ma, bo odeszli na zawsze. To najważniejsze, co zabiorę.

      • Ika, w Twoich zdaniach wybrzmiewa żal, ale myślę, że wiele osób (w tym ja) wstrzymało się od odpowiedzi, bo nie sposób znaleźć w tak trudnej sytuacji ten złoty środek czy właściwe słowa. Trzeba to przemyśleć. Moja pierwsza myśl była dokładnie taka, jak KarMagKat, ale i odzywa się we mnie prawnik. Nie wiem dokładnie, w jakiej jesteś sytuacji, ale może postarać się o wizytę w mieszkaniu w asyście policji?

  • Niechciane prezenty to rzeczywiście spory problem :)

    • beata

      Żeby tylko takie ,,problemy” ludzie mieli.

  • Bardzo chętnie przeczytam post o niechcianych prezentach! Powoli mi się udaje edukować bliskich w tej kwestii, ale chciałabym się dowiedzieć, jakie są Twoje wskazówki, co robić, gdy taki prezent już jest.

  • Tak, podpisuję się pod wszystkimi punktami! Dziękuję za wzmiankę o raporcie Natalii Hatalskiej. W swoim życiu przeprowadzałam się wiele razy, niedawno naliczyłam, że wkrótce dobiję do dwudziestego miejsca, w którym już wkrótce będę mieszkać (pomieszkiwać?), więc jestem trochę taką nomadką. Z chęcią przeczytam co Pani Natalia o nas napisała, bo bardzo cenię wyniki jej badań:) [Kasia]

  • Magdalena

    Bardzo czekam na tekst o prezentach! Np. jak wytłumaczyć siostrzeńcowi, który upiera się z każdej wycieczki przywozić nam wcale nie tak małą gabarytowo pamiątkę, że jej nie chcemy? A ostatnio przed Bożym Narodzeniem nawet mieliśmy spotkanie rodzinne, gdzie omawialiśmy rodzaj prezentów, i my podkreśliliśmy, że nie chcemy żadnych przedmiotów typu “pierdółka”, i że bardziej nas ucieszy np. dobra herbata (coś, co zużyjemy). I co? Wróciłam z Wigilii z reklamówką pierdółek, wliczając ubrania nie w moim stylu….Nie wiem zupełnie, jak to przeskoczyć.

    • agnitz

      U nas w rodzinie uwielbiamy robic prezenty świąteczne. Każdy kupuje każdemu 😊. Na pierwszy rzut oka to szaleństwo, ale…piszemy po prostu listy do Mikołaja. Włącznie z linkami do sklepów internetowych. Kto powiedział, ze kiepskim prezentem jest wypatrzona mascara do rzęs albo droższy balsam do ciała. W listach zazwyczaj jest kilkanaście rzeczy w różnych cenach. Jest przez to i radość z trafionego prezentu i element zaskoczenia bo w sumie nie wiadomo co kto wybrał. Oczywiście do tego potrzebna jest wzmożona współpraca telefoniczno-mailowa😊.

  • Kate

    Dla mnie minimalizm = indywidualizm, powinien być drogą do wyznaczonego przez nas celu i może być różnie interpretowany i u każdego wyglądać inaczej. Minimalizm jest tak szerokim pojęciem, że daje nam ogromne pole do manewru i masę możliwości. Ocenianie czy ktoś jest “odpowiednim” minimalistą czy nie, nie ma najmniejszego sensu i świadczy tylko o samych oceniających. Bardzo ciekawy tekst Kasiu.

  • KarMagKat

    Zawsze mnie to zastanawia jak minimaliści radzą sobie z praniem swoich ubrań. Ja się za minimalistkę nie uważam (kupuję mało i rzadko, ale uważam, że mam sporo ciuchów uzbieranych przez lata) a mieszkając razem z chłopakiem mamy problem nazbierać pełną pralkę raz w tygodniu. I tak piorę z podziałem na jasne (białe, jasne kolory) i ciemne (czarne i intensywne kolory) a gdzie tam osobne pranie białych czy czarnych z płynami zachowującymi kolory? Albo dodatkowy podział na materiały? Jak wy to robicie? :D Zapewne przy dzieciach sprawa zmienia się diametralnie, ale w sytuacji pary (o singlach nawet nie wspominam) dla mnie to problem. Programu do prania ręcznego nawet raz nie włączyłam, bo zanim takie rzeczy nazbieram to chyba pół roku minie. Po 1,5 tygodnia bez prania nie mam co na siebie włożyć (dosłownie), więc wśród minimalistów to może być problem.

    A jeżeli chodzi o nomadów to moi dalecy znajomi postanowili prowadzić taki styl życia i dokumenetować go na blogu: http://zamieszkali.pl/

  • Monika S.

    Moim sposobem na niechciane prezenty są aukcje charytatywne. Cenne (materialnie albo sentymentalnie) przedmioty, których nie mam serca wyrzucić oddaję na licytacje. Zazwyczaj ich wartość na takich aukcjach jeszcze wzrasta. Łatwiej także wytłumaczyć się osobie, która nam dała taką rzecz, dlaczego nie widzi jej w naszym otoczeniu. W internecie można znaleźć wiele dobroczynnych inicjatyw, polecam np. https://www.facebook.com/groups/slimakdlaantosi/ – pomoc dla niesłyszącej dziewczynki.
    Pozdrawiam serdecznie, Monika

  • luke

    Ja odczuwam trochę inne minusy minimalizmu. Od kiedy zacząłem starać się żyć w zgodzie z tą filozofią, zmienił się trochę mój sposób myślenia i przekonania, które nie zawsze są ekologiczne. Najbardziej cenię go sobie jako środek do osiągnięcia spokoju, lekkości, usuwając wszystko to co nie ważne, bibeloty.
    Czasami jednak dążę aby we wszystkim odnaleźć jakąś najlepszą esencję, zabrać ją i zostawić by już nic nie zmieniać i mieć z tym spokój. Już mam to co chciałem i już koniec. Zamykam się na wszystko inne, szkoda czasu. Trochę taki minimalistyczny neurotyzm, ale być może dlatego, że sam jestem neurotykiem.
    Problem z tego wynika taki, że:
    – wpadam w postawę maksymalisty szukając najlepszej możliwej opcji
    – zamykam się na zmiany aby nie naruszać swojego sterylnego, minimalistycznego świata

  • Mari

    A ja mam takie pytanie: co z pamiątkami? Ich sie nie używa. A masz wszystko czego używasz. Ja bym bardzo chciała ograniczyć mój zakupoholizm i widze sens tych starań ale mam problem z pamiątkami. Nie jestem sentymentalna ale uwazam ze powinnam trzymać rożne rzeczy dla dzieci. Nie zeby im to broń Boże dac, ale po to zeby mogły to obejrzeć jesli bedą chciały np. Ubranka z chrztu.
    Mam tez tendencje do kupowania pierdul świątecznych a moim marzeniem jest kupno zastawy świątecznej. I nie ze ja marze zeby na tym jeść ale mam jakieś parcie zeby dzieciom stworzyć klimat, zeby miały co wspominać. Zeby wyzdychały wyjmując bombki (wydałam juz na nie mała fortunę) mowiac ze to ich ulubiona. Nie umiem tego pogodzić z posiadaniem mniejszej ilości rzeczy.
    Jak Ty to ogarniasz?

    • Pionierka

      Pytanie nie do mnie, ale może to Ci coś podpowie. Wiesz, co wspominam z największym wzruszeniem, jeśli chodzi o ozdoby świąteczne? Łańcuch z papieru kolorowego, który kleiłam razem z babcią. I bibułkowe jeżyki robione z mamą. Z gotowych bombek to jest kilka staroci, mają kilkadziesiąt lat i uwielbiam je. I jeszcze bombka kupiona w święta, kiedy moja mama już była w ciąży, towarzyszy mi do dziś. Moje maleństwo też ma już taką bombkę. A reszta? Nie pamiętam talerzy, nie pamiętam wielu bombek i świecidełek. Moich ubranek też nigdy nie widziałam. Nie czuję, że coś straciłam.

    • Mari, ja przyznaję, że nie jestem szczególnie sentymentalną osobą. Spory fragment książki poświęciłam na odpowiedź na Twoje pytanie. W skrócie, zastanów się, czy Ty sama miałabyś ochotę teraz przeglądać rzeczy, które Twoi rodzice dla Ciebie zostawili. W stylu ubranka z chrztu, pępowinki itp. I nie mam na myśli jednego kartonu, ale np. zawalony po sufit strych czy piwnicę, pełen pamiątkowych przemiotów.

      Myślę, że jak zwykle problem leży w skali. Jeśli Twoje dzieci będą miały kilka ukochanych bombek, które co roku zawieszają na choince, to zapewne będą wspominać ten klimat. Jeśli “zawalisz” ich najróżniejszymi pamiątkowymi chwilami i rzeczami to wszystko się rozmaże wskutek nadmiaru.

  • Pionierka

    Nie widzę żadnych minusów.
    1. Dla mnie minimalizm nie polega na tym, żeby mieć tyle rzeczy, ile wejdzie do bagażnika samochodu (jako minimalistka nie posiadam samochodu :P ) czy tyle ile ma ktoś tam opisany jako współczesny nomada. Chodzi o to, żeby mieć tyle, ile się potrzebuje.
    2. Prezenty dostaję “z listy”. Niekoniecznie są to rzeczy, które podobałyby się ideologom radykalnego minimalizmu, ale mam to w nosie. Ważne, że to rzeczy, których chcę i używam. Na szczęście nikt nawet nie próbuje mi wciskać niechcianych rzeczy.
    3. Nie porównuję się z nikim, więc komentarze “ale jak to, minimalistka i tyle par butów” ruszają mnie na równi co – znacznie częstsze – ale jak ty możesz żyć bez: telewizora, samochodu, smartfona…
    Dla mnie minimalizm to żyć według własnych reguł i być panią przedmiotów a nie ich niewolnicą. Takie coś nie może mieć wad :)

  • Chyba największy problem to jednak niechciane prezenty i przedmioty, którymi ktoś chce nas obdarować. Poza tym zgadzamy się z przedmówczynią – życie w duchu minimalizmu z dziećmi na pewno nie jest zbyt łatwe ;)

  • okiemwariata.com

    Miało być o minusach minimalistycznego życia, ale… chyba nie wyszło. Mam wrażenie, że to o czym napisałaś, to problemy nie tylko osób, które postanowiły żyć zgodnie z ideą minimalizmu. “Wciąż widzę jak dużo mam” to typowe dążenie do tego, by być coraz lepszym w tym co robimy – ja wciąż widzę, że moje teksty nie są doskonałe, że mogłabym popracować nad sposobem prowadzenia wywiadów albo… mieć mniej rzeczy w mojej szafie. “Niechciane prezenty” to nie tylko zmora minimalistów – sporo osób zmaga się z wyrzutami sumienia, zastanawiając się czy wypada oddać, odsprzedać albo wyrzucić otrzymane przedmioty. “Wyścig, kto ma mniej” – ścigają się niemal wszyscy, w różnych dziedzinach życia i tylko od nas zależy czy weźmiemy udział w tej czy innej gonitwie. Różnica między minimalistami a resztą świata ogranicza się do celu – minimaliści chcą “mniej”, inni biegną po “więcej”: pieniędzy, władzy, rzeczy, wyzwań… Tak więc – nadal nie widzę minusów minimalistycznego życia :) Pozdrawiam ciepło :)

  • 3 pary butów? Był czas, że stać mnie było tylko na jedną. Te same buty na cały rok.
    Tylko wtedy na to mówiono – bieda ;)

    A serio – bardzo ciekawe spostrzeżenia, zwłaszcza ten wspomniany wyścig “kto ma mniej”.

  • Asia

    Wstawiam pranie niezaleznie czy mam pelna pralke czy nie:) robie tak juz od lat I pralka nadal dziala;) moze z ekonomicznego punktu widzenia nie jest to najlepsze wyjscie ale, poki pralka dziala, nie bede jej wymieniac na taka, ktora odmierza ilosc wody w stosunku do ilosci prania ( to zapewne byloby dobre wyjscie dla Was jesli kiedys bedziecie kupowac nowa pralke). Piore osobno jasne i ciemne rzeczy ale nie dziele na materialy bo wszystko piore w 30 stopniach na delikatnym cyklu. Czesto jak musze cos tylko odswiezyc a jest to kilka sztuk ubran to po prostu piore recznie (doslownie) I zauwazylam, ze rzeczy o wiele mniej mi sie niszcza kiedy piore je w ten sposob.