3 zawodowe błędy, które 14 lat temu skutecznie przeszkadzały mi w pracy (i jak ich nie popełniać)

Rok temu poświęciłam jedno ze spotkań na żywo na Facebooku książkom – tym, które z różnych względów były ważne w moim życiu. I wtedy odkryłam, że nadal mam w domu jedną pozycję, którą trzymam odrobineczkę z sentymentu, ponieważ uważam, że wiele mnie nauczyła – Grzeczne dziewczynki nie awansują Lois P. Frankel. Tytuł okropniasty, ale treść 14 lat temu naprawdę mi pomogła.

 

Konstrukcja książki zakłada, że najpierw odpowiada się na pytania, a potem z kwestionariusza wynika, nad jakimi zachowaniami trzeba pracować. Ponieważ zachowały się w książce moje zapiski sprzed 14 lat (!), postanowiłam szczerze odnieść się do kilku błędów, które wtedy popełniałam i nad którymi chyba całkiem nieźle udało mi się zapanować.

 

Ankietowanie przed podjęciem decyzji

 

To był mój ogromny problem. Dodatkowo, mam wrażenie, że tylko ja go widziałam. Byłam tak sprytna, że nauczyłam się pytać o zdanie wszystkich nie zwracając na siebie większej uwagi. Wierzcie mi lub nie, ale to jest prawdziwa sztuka! :) Kłopot polegał na tym, że byłam kompletnie niezdolna do podjęcia jakiejkolwiek w pełni samodzielnej decyzji w pracy. Nie mam natury ryzykanta i tutaj też wolałam się zabezpieczyć – w razie wpadki było na kogo zrzucić chociaż odrobinę odpowiedzialności. Wpadki zdarzały się rzadko, ale jeśli już się takowa przydarzyła to oczywiście nie zganiałam winy na innych, ale przed samą sobą potrafiłam się doskonale usprawiedliwić – zrobiłam źle, ale w końcu inni też tak uważali.

 

Zmianę zaczęłam od uświadomienia sobie problemu i drobnych kroczków. W sprawach mniej istotnych nakazałam sobie, że nie będę pytać o zdanie nikogo, tylko wezmę na klatę ciężar decyzji (i konsekwencji). Wszystko szło dobrze do momentu, gdy przydarzyła mi się źle podjęta decyzja. Przed pójściem do szefowej byłam chora ze zdenerwowania. Zrobiłam błąd i nie było dla niego zupełnie żadnego usprawiedliwienia. Naturalnie, plan naprawy miałam opracowany w najdrobniejszych szczegółach. Niemal wbiło mnie w ziemię, gdy po maksymalnie upokarzającym przyznaniu się do winy i przeproszeniu usłyszałam: ok, stało się, trudno, fajnie, że mi to powiedziałaś. Napraw to. I TYLE! Ta sytuacja nauczyła mnie, że błędy się zdarzają każdemu, a usprawiedliwianie się (i ankietowanie) w niczym nie pomoże.

 

Warto, żeby przyjrzeć się swoim zachowaniom z dystansu i sprawdzić, co sprawia, że ciągle pytamy kogoś o zdanie. To może wynikać z lęku przed porażką, ale też np. z potrzeby bycia lubianą, co jest tematem błędu nr 2.

 

To nie koniec, jest jeszcze druga strona medalu. Pytanie o zdanie nie zawsze jest złe, oczywiście. Są sytuacje, gdy należy zapytać o zdanie, gdy np. decyzja wiąże się z dużymi kosztami lub potencjalnymi stratami. Są również sytuacje, w których po prostu jestem ciekawa zdania określonej osoby, ale nie uzależniam od jego brzmienia swojej decyzji. Finalnie jest to kwestia wyważenia tak, aby z jednej strony nie być osobą wiecznie niepewną swojego zdania, a z drugiej bucem, który z nikim nie rozmawia. ;)

 

Potrzeba bycia lubianą

 

Zachowania wynikające z potrzeby bycia lubianą pięknie łączą się z opisanym ankietowaniem. W skrócie można by to opisać jako syndrom najlepszej dziewczynki w klasie, która chce, żeby nauczyciele ją lubili. To właśnie byłam ja wiele lat temu. Tak zostałam ukształtowana przez środowisko, które premiowało czerwone paski i wzorowe zachowanie. Dopiero jako dorosła kobieta zobaczyłam, że uczyniło mi to krzywdę. Na szczęście, przez lata pracy zawodowej i rozwoju wewnętrznego udało mi się w większości tę potrzebę zniwelować do normalnych rozmiarów. 

 

Pierwsze pytanie, które sobie zadałam to czy chcę być lubiana, czy szanowana? Możemy się zżymać, ale sukces (dla każdego sukces będzie rozumiany inaczej) w życiu zawodowym odnoszą osoby, które potrafią łączyć obie strony medalu. Jeśli będziesz dążyć tylko do bycia lubianym ludzie będą czuć się w Twoim towarzystwie przyjemnie, ale nie będą Ci wierzyć, nigdy nie staniesz się ekspertem w swojej dziedzinie. Jeśli będziesz dążyć tylko do bycia szanowaną, nie będziesz w stanie zbudować potrzebnych zawodowych relacji. Zbalansowanie tego nie jest łatwe, ale jak najbardziej możliwe.

 

Po drugie, w wyzbyciu się potrzeby bycia lubianą bardzo pomogło mi… blogowanie. :) Pokazywanie siebie, swoich poglądów, części życia publicznie wywołuje reakcję i często krytykę. Krytyka bywa różna – czasami rzeczowa i uzasadniona (taką bardzo lubię), ale czasami też złośliwa, a wręcz hejtująca (choć u mnie na blogu hejt zdarza się incydentalnie). Mimo wszystko, regularne zderzanie z różnego rodzaju informacją zwrotną buduje odporność, utwardza tyłek. Gdy przeczytałam jeden z najbardziej okropnych komentarzy, z jakimi przyszło mi się mierzyć: “jesteś kurwą z Sadyby” – moją pierwszą reakcją było: “hej, ale dlaczego z Sadyby???” ;)) Był to moment, gdy bardzo mocno poczułam, że jestem wolna od potrzeby bycia lubianą.

 

Nie zrozumcie mnie źle. Oczywiście, miło jest czytać miłe komentarze, a niemiłe wywołują nieprzyjemne odczucia – to naturalna reakcja i nie ma w tym nic złego. Niemniej jednak, informacja zwrotna w pracy (negatywna, ale i pozytywna!) nie wpływa głębiej na moje poczucie wartości. To, że ktoś mi napisze coś miłego/wygram sprawę w sądzie/odniosę sukces w biznesie nie sprawia, że jestem lepsza. To, że ktoś mi napisze coś niemiłego/przegram sprawę w sądzie/poniosę porażkę w biznesie nie sprawia, że jestem gorsza. Nie potrzebuję, żeby moi klienci czy czytelnicy mnie lubili. Gdy tak jest – jest to oczywiście bardzo miłe, ale nie nieodzowne. Bardziej zależy mi na przekazywaniu wartościowych treści i rzetelnym wykonywaniu swojej pracy, niż szukaniu sympatii.

 

Brak potrzeby bycia lubianym niezwykle pomaga też wyraźnie stawiać granice (w tym swojej prywatności) i bronić swoich poglądów, nie ulegając agresji – wciąż doskonalę tę sztukę, bo do najłatwiejszych nie należy. Lubię “stawać murem za sobą”, lubię argumentować w dyskusji – nie bez powodu wybrałam taki zawód, jaki wybrałam. :) Zwyczajnie wychodzę z założenia, że mam prawo do swojej opinii tak samo, jak druga osoba ma prawo do swojej. Wiem już, że nie ma we mnie zgody na pewne zachowania i że nie zrezygnuję ze swoich wartości tylko dlatego, żeby ktoś mnie lubił. To niezwykle uwalniające uczucie.

 

W społeczności (nie tylko tej blogowej) często nie ma przyzwolenia na takie “wyzwolenie”. Człowiekiem, który nie ma potrzeby bycia lubianym trudno się manipuluje. To osoba, która się łatwo nie podporządkuje, nie kupi pod wpływem emocji (żeby lepiej się poczuć), nie zachowa w mocno przewidywalny sposób, nie zmieni zdania, żeby kogoś zadowolić. To bywa trudne w odbiorze (w obie strony) – zdaję sobie z tego sprawę.

 

Po trzecie, warto sobie uświadomić, że zaspokojenie potrzeby bycia lubianą zwyczajnie nie jest możliwe i już. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nawet z irracjonalnych powodów zwyczajnie nie będzie mnie lubił. Oglądałam wczoraj pierwszy odcinek nowego sezonu Wielkich kłamstewek, w których Meryl Streep ustami swojej postaci mówi do jednej z kobiet, że jej nie lubi i nie ufa, bo jest niska. W życiu też tak bywa. Jestem przekonana, że istnieje mnóstwo osób, które mnie nie lubią czy nie znoszą. Cóż, tak bywa i nic na to nie poradzę.

 

Brak zabezpieczenia finansowego

 

Brak zabezpieczenia finansowego był sporym błędem, który uświadomiła mi m.in lektura, o której wspominam na początku. Finanse nie są najważniejsze, ale są w życiu ważne i wiele ułatwiają. Nie mówię tu tylko o oczywistych zaletach w postaci możliwości braku dywagacji czy kupić dziecku buty czy zapłacić za mieszkanie, ale też o innym wymiarze bezpieczeństwa. Gdy mamy zabezpieczenie finansowe mamy więcej wolności. Dużo łatwiej jest podjąć zawodowo trudną decyzje, np. tę o odejściu z pracy, która jest toksyczna lub nie pozwala na rozwój czy też o rozwoju własnego biznesu, gdy mamy poduszkę finansową. I mówię tu o własnych pieniądzach, które moim zdaniem powinna mieć każda kobieta niezależnie od tego czy pozostaje w związku – partnerskim, małżeńskim – wszystko jedno. Kobieta powinna mieć własne pieniądze i uczyć się nimi zarządzać na miarę swoich możliwości. Dziś truizm, ale jako 20 czy 25-latka nie miałam aż takiej świadomości. O tym jak stałam się finansowym mistrzem ninja pisałam już na blogu tutaj. O swoich sposobach na oszczędzanie na różnych etapach życia też. 

 

Widzisz w moich błędach siebie? A może są jakieś inne zawodowe błędy, z którymi się borykasz, albo których już nie popełniasz? Napisz koniecznie, jak to wypracowałaś/łeś.

 

PS W książkowej ankiecie wyszły mi też takie błędy jak: mówienie całej prawdy i tylko prawdy, ignorowanie znaczenia relacji, używanie samego imienia, bycie niewidoczną, stosowanie złagodzonego języka – daj mi znać czy Twoim zdaniem warto też, żebym o nich napisała.

51 komentarzy

51
Dodaj komentarz

avatar
27 Comment threads
24 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
41 Comment authors
EwkaKlaudiaNamysłowska 3AniaMinisterstwo Gadżetów Recent comment authors
  Powiadomienia  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jana
Gość
Jana

Tak, bardzo poproszę!
Bardzo dobry tekst na bardzo ważny temat! Dziękuję!

Beata
Gość
Beata

Zgadzam się! Świetny tekst i też proszę o kontynuację tematu. Opisane problemy znam z autopsji. Podstawowa sprawa to uświadomić sobie je i zastanowić jak skorygować. U mnie występuje jeszcze problem z potrzebą bycia lubianą. By zasłużyć na miano” grzecznej , pracowitej dziewczynki ” przyjmuję obowiązki ponad siły by po kilku miesiącach takiej orki wybuchnąć i nakrzyczeć na kogoś że ma się już dość,że wszyscy dorzucają mi pracy, bo solidna firma i będzie zrobione. A inny w tym czasie już idzie do domu. A pensja równa dla wszystkich. Szukam asertywności, równowagi, by pracować solidnie i nie doprowadzać do przeciążenia i erupcji wulkanu emocji. Kasiu, pozdrawiam.

Joanna
Gość
Joanna

Jestem w lekkim szoku po tym, co Pani napisała, ponieważ zajmując sie od wielu lat m in rekrutacją spotykam się z tym, ze młode, wykształcone, wydawałoby się niezależne myślowo osoby pytają o radę wszystkich wokół, ktorzy pojecia nie mają w materii, której dotyczy podjecie decyzji. Odrzucam od razu takie osoby, bo nawet moje kilkuletnie wnuki są o wiele bardziej zdecydowane, co im sie podoba, a co nie, i czego chcą lub nie chcą. Skad ten szok? A stad, ze przy takim dostepie do literatury psychologicznej i samorozwojowej, gdzie słowo rozwój jest tym, które na pewno w każdej rekrutacji usłyszę, młodzi ludzie sa tak bardzo niesamodzielni. Moje pytanie brzmi : skąd to się dziś bierze?

Anna
Gość
Anna

Ze sposobu wychowania, który bardzo się zmienił na przestrzeni ostatnich 20 lat. Teraz pozycja dziecka w społeczeństwie jest wysoka, poświęca mu się dużo uwagi, organizuje czas, różne zajęcia i atrakcje. Do tego panuje większy niż kiedyś dobrobyt, dzieci mają wszystko, o czym można tylko pomyśleć. I tak jak coraz więcej wymaga się od rodziców (mają o wszystko zadbać, wszystko zapewnić, przewidzieć itd), tak coraz mniej od dzieci. Często nie oczekuje się od nich samodzielności, wyręcza we wszystkim i to widać po osobach dorosłych wchodzących na rynek pracy.

Karo
Gość
Karo

Ale przecież właśnie teraz (podobno) tak się wychowuje dzieci!! A ciężko znaleźć na naszym rynku pracy przedszkolaków ;) Osoby młode aktywne zawodowo, szukające pracy, to pokolenie późnych lat 80 i wczesnych 90, czyli moi równieśnicy (mam 29 lat). Z tego, co pamiętam całe dnie po szkole spędzałam u koleżanek, bardzo późno miałam telefon i komputer w domu, a na pierwsze zajęcia dodatkowe, czyli w moim przypadku korepetycje, zaczęłam chodzić przed maturą i myślę, że u większości moich znajomych było podobnie.

Dorota
Gość
Dorota

Tak ale to nie jest tylko wina rodziców, choć wiadomo, “matki są winne wszystkiemu”, to zależy od wielu czynników. Dzieci wychowuje się co prawda w dobrobycie ale też i samotności. Mają mniej rodzeństwa, kuzynostwa z którymi we wcześniejszych dekadach spędzały popołudnia, dziś dostają po prostu do ręki tablet, bo rodzice są już zbyt zmęczeni aby być wszystkim dla dziecka. Ponadto jest duża presja społeczna aby na dziecko chuchać i dmuchać, aby dziecko było idealne, nie szwendało się nie wiadomo gdzie z koleżankami po osiedlu ale kiedyś to właśnie takie sytuacje tworzyły podstawy do samodzielności dzieci.

JOanna
Gość
JOanna

Podzielam obserwację. I też zastanawiałam się nad przyczynami i wydaje mi się, że co najmniej jedną podzielam z Anną. Po pierwsze – kiedy widzę znajomych z dziećmi, to oni starają się te dzieci wyręczyć w rożnych sprawach od drobnych czynności codziennych do rozwiązywania konfliktów w szkole, bo jest szybciej, sprawniej i bez wydatku emocjonalnego. Jest też jakaś obsesja bezpieczeństwa, co powoduje, że dzieci same nie wracają ze szkoły, nigdzie same nie wyjeżdżają itd. Znam takie rodziny, gdzie nawet wyjazd na zieloną szkołę czy kolonie uważany jest za niebezpieczny. Po drugie – szkoła co do zasady (bo oczywiście nie każda – tu akurat mam wrażenie, że szkoły społeczne są lepsze) promuje postawy posłuszeństwa – niesprawiania problemów. Dzieci mają być cicho, siedzieć w ławce, uczyć się najlepiej same z książek. A potem idą te grzeczne dzieci na studia i już na niektórych następuje zmiana wymagań, bo oczekuje się aktywnego uczestnictwa i własnej myśli. Jeżeli nie na studiach (bo są i takie, które kontynuują podejście wcześniejszych etapów edukacji), to nagle w pracy ktoś zaczyna wymagać myślenia i samodzielności a nie biernego wykonywania poleceń. Po trzecie – w oficjalnym przekazie medialnym, po takim okresie, gdzie “każdy kowalem własnego losu” teraz dominuje informacja, że… Czytaj więcej »

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Bardzo słuszne spostrzeżenia.

Joanna
Gość
Joanna

Mądrze powiedziane!

Ola
Gość
Ola

Ooo, muszę przeczytać tą książkę. Nigdy nie byłam specjalnie lubiana (chociaż nie wiem dlaczego…) i ta potrzeba nadal jest we mnie silna. Chcę, żeby ludzie mnie lubili, chcę czuć się potrzebna. Więcej tekstów na ten temat!

pppppp
Gość
pppppp

Tę książkę, a najlepiej gramatykę.

Basia
Gość
Basia

ppppp ma za to potrzebę bycia najmądrzejszym/ą w klasie. Brawo ppppp, nikt nie ma wątpliwości jaki z Ciebie mózg jeśli chodzi o gramatykę, naprawdę, gdyby nie Twój komentarz to ni cholery nikt by nie wiedział jak jest poprawnie i pewnie nie zrozumielibyśmy sensu poprzedniej wypowidzi….

Joanna
Gość
Joanna

Obecnie norma dopuszcza obie wersje :)

AgnieszkaM
Gość
AgnieszkaM

Gdzie jest ta norma podana, Joanno? Jakoś nie umiem znaleźć. Sama w mowie popełniam ten błąd, niestety.

Zuzanna
Gość
Zuzanna

w mowie poprawne są obie wersje

MAGDALENA
Gość
MAGDALENA

Z dużą ciekawością przeczytałam Pani tekst. Dopiero w wieku 37 lat zdałam sobie sprawę z punktu nr 2. W momencie gdy dostałam w pracy podopiecznych. I nagle moja wieczna potrzeba bycia lubianą stałą się problenem, bo jak tu wymagać od kogoś coś co powinnien robić, a nie chce i jeszcze być nadal lubianym. Ja dopiero zaczynam z tym walkę i przyznam, że na razie jest mi ciężko. Muszę mocno zgłębić temat i zacząć walczyć z tym poczuciem.

Karolina
Gość
Karolina

Miałam to samo, cheć bycia lubianą przez podwładnych. Zaznacze, że współpracownicy są rówieśnikami lub starsi ode mnie. Zaczynając prace byłam nastawiona pozytywnie i wydawałoby się świadoma, że różnica wieku może być problemem. Była ogromnym. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że moge być miła i pomocna ale nie zmienie daty urodzenia. Jeśli dla kogoś problemem jest metryka, jest niekulturalny a problemy prywatne przynosi do pracy, nie będziemy się lubić. Jeśli podwładny nie chce pracować, nie zmusisz go. Możesz poszukać innej osoby na jego stanowisko i myśle, że bedzie to uzasadnione. Oczywiście nie wiem jak wygląda wasza relacja ale często strach przed byciem nielubianym blokuje nas w takich sytuacjach. A punkt 2 tekstu, rewelacja! Powoli odnajduje w blogu bratnią dusze.

Joanna
Gość
Joanna

Ja pierwszy raz zostałam szefem sporego zespołu już w wieku 29 lat (czyli dawno temu niestety). I szybko doszłam do wniosku, że nie da się być lubianym jak kumpel z pracy. Można być szefem szanowanym, a nawet lubianym w takim sensie, że ludzie chcą z tobą pracować, ale relacji kumpelskiej nie da się utrzymać. Zawsze podjęta decyzja może komuś nie pasować, bo on nie zawsze ze swojego “odcinka” wie jakie są okoliczności i powody jej podjęcia w tym szerszym aspekcie całego zespołu. I fajnie i dobrze kiedy jest czas i miejsce na wytłumaczenie, ale nie zawsze on jest i nie zawsze waga decyzji tego wymaga. Niesamowite jest jak czasami drobiazgi z punktu widzenia szefa, potrafią być ważne z punktu widzenia pracownika. Dla mnie to była niezła szkoła uważności.

Klara
Gość
Klara

Joanno jestem w bardzo podobnej sytuacji. Kilkuosobowy zespół przejęłam jako najmłodsza spośród wszystkich. Ta decyzja kilku osobom bardzo nie pasowała, zwłaszcza panom, którzy łasili się na awans. Długo żałowałam decyzji o przejęciu zespołu, gdyż nagle spadły na mnie obowiązki związane z wyznaczaniem celów, większym lub mniejszym kontrolowaniem pracowników itp. W dodatku słyszałam ironiczne przytyki w moją stronę. Odzywała się też moja potrzeba bycia lubianą. W środku aż krzyczałam “ale zobaczcie, jaka pracowita i fajna jestem!”, a z drugiej strony czasem nie miałam ochoty wychodzić z domu do pracy. Pracuję nad tym i nie jest to dla mnie łatwe. Bardzo lubię swoją pracę, lubię wyzwania, nie brakuje mi odwagi i pomysłów. Brakuje mi tylko poczucia, że nie jestem małą dziewczynką, której zawsze zabraniano się odzywać i ganiono za gadulstwo, energię i otwartość i która odbijała to sobie w potrzebie bycia najlepszą i kochaną przez świadectwo z paskiem, zamknięcie dzióbka i bycie skromną, cichą i spokojną, gdy mnie aż rwało do działania.

Joanna
Gość
Joanna

Klara ! W pewnym sensie – czas rozwiąże ten problem. Z tej “małej” co to się rządzi, przeszłam na stronę tej “baby z menopauzą”. I nie powiem – nie jest mi źle. Jak się pogodziłam z tym, że nie wszyscy muszą mnie lubić, i nie wszyscy muszą pochwalać, i się godzić z moimi decyzjami- to znacznie mi ulżyło. Nie chodzi o to, że nie liczę się ze zdaniem swojego zespołu – to byłoby głupie. Ale i nie mam wahań, że robię coś dobrze i należy mi się uznanie.
Skromna, cicha, w kątku czekająca – tego sobie nie rób. Pomyśl , że żaden facet nie miałby takich problemów. Zajmuj swoją przestrzeń z odwagą, ale i otwartością na innych. Trzymam kciuki!

Ola
Gość
Ola

Też chętnie poczytam o dalszych błędach, myślę że większość z nas ma podobne, zwłaszcza potrzeba lubianym. Ja z kolei miałam inaczej w pierwszym przypadku – mogli wszyscy mi mówić, udzielać rad – ja i tak zawsze robiłam swojemu – ale oczywiście też konsekwencje błędów brałam na klatę ;-)

Anna
Gość
Anna

Warto Kasiu warto!!!

Annna
Gość
Annna

U mnie wystąpił całkiem inny problem, który wynika głównie ze sposobu wychowania mnie przez mamę. Tym problemem jest “usłużność” wobec innych (nie potrafię znaleźć innego określenia). Od dzieciństwa pamiętam, że trzeba pomagać – rodzicom, bratu, wszystkim dookoła. Kończyło się tak, że myślałam o wszystkich, ale nie o sobie. Do dzisiaj pamiętam korepetycje, które dawałam dzieciom znajomych mamy (oczywiście za darmo i bez słowa dziękuję), pomagałam w nauce starszemu bratu (oczywiście bez słowa dziękuję). W pewnym momencie łapałam się na tym, że proponowałam pomoc zanim ktokolwiek poprosił, przez co zaczęło być to wykorzystywane i brane za normę. Z życia prywatnego “przeniosłam” takie zachowanie do pracy. Nawet w sytuacjach, gdy miałam bardzo dużo swojej pracy to oferowałam pomoc innym, co zaczęło być uznawane za normę i skutkowało “wrzucaniem” mi dodatkowych obowiązków.

Walczę z tym od jakiegoś czasu, niestety łączy się to u mnie z poczuciem własnej wartości tj. jak nie pomagam, to mam wrażenie, że jestem pasożytem i egocentrykiem, że nie powinnam myśleć o sobie. W pracy jeszcze jakoś łatwiej mi przychodzi niż w życiu prywatnym, bo wiąże się to z nieustanną “walką” z rodzicielką.

Anna
Gość
Anna

Koniecznie przeczytaj kursoksiążkę Oli Budzyńskiej “Asertywność i pewność siebie”. Pomoże Ci na 100%.

rafka
Gość
rafka

Właśnie, jak dużo tracimy przez usłużność, wyniesioną z domu. Pamiętam obraz, gdy dziadek siedzi przy stole, babcia gotuje obiad, podaje mu, zabiera ze stołu, zmywa. Goście, święta – babcia znów robi wszystko, od sprzątania, po przygotowanie posiłków i pościeli. Do tego ogródek na głowie, masa innych prac. Oboje byli na rencie/emeryturze, ale obowiązki domowe w pełni przejęła babcia, obsługiwanie dziadka także. Babcia nie była odosobnionym przypadkiem, takich kobiet spotkałam mnóstwo. W Japonii żony nadal podają mężom kapcie, gdy ci wrócą z pracy. A gdy nie wracają na noc, o nic nie pytają. Fajnie więc, że zrywamy te schematy.

AgnieszkaM
Gość
AgnieszkaM

Pierwsze dwa punkty ważne dla mnie. Dziękuję i proszę o ciąg dalszy.

SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska
Gość
SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska

Zabieram się do pisania.

Anna 36
Gość
Anna 36

Niedawno wróciłam z pracy i zajrzałam tutaj… Tekst skrojony w 100% pod to, co dziś mnie spotkało, a wynikało z szukania porady, zamiast zawierzeniu własnej intuicji. Poruszasz te problemy, z którymi ostatnio się zmagam, co jest o tyle dziwne, ponieważ zawsze uważałam się za osobę niezależną i robiącą wszystko “po swojemu”. Podniosłaś mnie na duchu, za co dziękuję i czekam na podobne wpisy. Pozdrawiam ciepło.

SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska
Gość
SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska

Bardzo się cieszę i trzymam kciuki!

Luiza
Gość
Luiza

Poproszę o ciąg dalszy :-)

Anika
Gość
Anika

Inny błąd, który miałam to brak wyznaczenia granic (w zakresie obowiązeków). Czasem przychodzili ludzie ze sprawami, które niewiele miały wspólnego z zakresem moich kompetencji – ale chyba w myśl zasady: prawo jest wszędzie, do radcy prawnego przychodzi się ze wszystkim. Dopiero w czasie ciężkiej choroby i wielomiesięcznego zwolnienia lekarskiego zdałam sobie sprawę z wagi tego błędu – “rozpieściłam” i nauczyłam spychologii. Koledzy mnie zastępujący nie mają łatwo… Jak wrócę do gry, obiecuję sobie zmianę zasad.

Radownisia
Gość

Ja również mam problem z podejmowaniem decyzji, ale udało mi się to przezwyciężyć. Teraz pytam się tylko jednej osoby. Ona odpowiada zawsze wymijająco. Niby nic, a daje radę.

rafka
Gość
rafka

Książka i mnie pomogła, także jakieś 12-15 lat temu (daty nie pamiętam). Niezmiernie się cieszę, gdy kobiety stają się niezależne, dbają o swoje potrzeby, rozwijają się zawodowo. Bycie niewidoczną, używanie tylko imienia – chyba mamy te naleciałości z dzieciństwa, w takim tonie niegdyś wychowywano dziewczynki, tak myślę.
Wkurza mnie, że za chłopców mamusie często wszystko robią w domu, a od dziewczynek wymaga się wszechstronności, ofiarności, poświęcenia, ba, czasem już w dorosłości usługiwania roszczeniowym mężczyznom, którzy w kobiecie szukają drugiej mamy. Na szczęście to się zmienia, kobiety coraz bardziej potrafią układać swoje życie wg swoich zasad. Czytam też bloga bezdzietnik.pl – i jestem zachwycona, że taki blog powstał, oprócz wpisów samej blogerki, uwielbiam czytać życiowe komentarze kobiet żyjących inaczej, po swojemu. Smutne natomiast, że to kobiety potrafią wobec kobiet być najbardziej kąśliwe i krzywdzące. Żyjesz inaczej? A to trzeba ostro skrytykować. Gdyby kobiety grały w jednej drużynie, nie konkurowały ze sobą, ahh jak by było przyjemniej. :)

Martyna
Gość
Martyna

Wpis bardzo inspirujący,ale mam pewne zastrzeżenia. Pracuję w administracji publicznej i widzę,że awansują kukiełki niemające własnego zdania, często gęsto wyróżniające się tym,że potrafią się podlizać. W polityce (tej krajowej jak i małej regionalnej) każda osoba mające cechy opisane w tekście była by odebrana jako potencjalne zagrożenie. Dlatego też kraj wygląda jak wygląda :/

SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska
Gość
SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska

Wiem o tym Martyno i doskonale rozumiem frustrację. :/

Ewanna
Gość
Ewanna

Ja to sobie wydrukuję, jeśli pozwolisz. To jest to, nad czym pracuję od jakiegoś czasu. Teraz to zwerbalizowalaś.

SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska
Gość
SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska

Oczywiście. :)

Daniela
Gość
Daniela

Dzień dobry.
Lubię czytać Twoje teksty. Odnajduję w nich trochę siebie.
Zaintrygowało mnie to używanie tylko imienia. Mam tak, nie lubię przedstawiać się imieniem i nazwiskiem. Nie lubię swojego nazwiska i nie wiedziałam, że to jest popularne.
O tym szczególnie bym poczytała.
Fajnego dnia 😀

Alicja
Gość
Alicja

Świetny tekst! I poproszę część drugą, zwłaszcza o mówieniu tylko prawdy :) mam z tym problem ;)

Monika
Gość
Monika

ignorowanie znaczenia relacji – proszę, napisz o tym!!!

M. Z.
Gość
M. Z.

Serdecznie dziękuję za wpis. Czytam go już trzeci raz. Ja od roku pracuję nad punktami 1 i 2. Po tym, jak kilka lat byłam na każde zawołanie, zawsze pytałam o wszystko, byłam miła (za miła), nigdy nie było sytuacji, abym odmówiła kolegom w pracy zamiany dyżuru, pomocy, zrobienia kolejnego projektu, w którym to ja jestem od “brudnej roboty” i siedzę do ciemnej nocy w pracy … coś pękło. Bóle głowy zaczęły narastać, bez leków p/bólowych nie wychodziłam z domu, zaczęłam wolniej pracować – i pojawił się problem. Coś się ze mną dzieje, a tu jest tyle pracy… Historia jest długa a morał z niej taki, że teraz nikt już nie pamięta ile zrobiłam, pomogłam, starałam się dla dobra wszystkich (wtedy naprawdę bez komponenty finansowej-bardziej dla idei) a próba zmniejszenia ilości obowiązków, czy nie reagowania z uśmiechem “jasne, zrobię to, nie ma sprawy” skończyła się niechęcią ze strony współpracowników. “Zawsze robiła, już nie chce” … A ja chcę! Bo kocham swoją pracę, ale nie na dotychczasowych warunkach, chcę na swoich. Dla siebie i swojej rodziny. Jeszcze raz Ci dziękuję i pozdrawiam, M.
P.S. Nigdy jeszcze nie wpisałam się na żadnym bloku, naprawdę mnie “ruszyło”.

Czytelnik
Gość
Czytelnik

Fajny artykuł. Przeczytałem z uwagą.

Hania
Gość

Z tymi finansami, to prawda. Mając zabezpieczenie łatwiej podjąć decyzje choćby o założeniu własnej firmy. Warto być niezależnym bez względu na to, jak dobrze zarabia partner.

Królowa Karo
Gość

Z finansami wciąż uczę się sobie radzić – z różnym skutkiem. Natomiast z potrzeby lubianą wyleczyłam się już dość dawno. Co ciekawe, mamy ją wpojoną prawie wszyscy, a w większości przypadków bywa ona strasznym balastem w życiu. I tak jak napisałaś, tego stanu właściwie nie jesteśmy w stanie osiągnąć, bo nigdy nie będą nas lubili wszyscy.

Ministerstwo Gadżetów
Gość

Bardzo dobry artykuł! Fakt, takie ankietowanie przed podejmowaniem jakichkolwiek decyzji naprawdę może być problemem. Supe tekst :)

Ania
Gość

Koniecznie napisz! Takie porównywanie doświadczeń jest mega ciekawe i bardzo inspirujące :) Powiem szczerze, że zachęciłaś mnie do wypełnienia takiego testu :) Ciekawe co by mi wyszło!

Namysłowska 3
Gość

Bardzo dobry i pomocny tekst. Chętnie przeczytam ciąg dalszy czyli o pozostałych, wymienionych przez Ciebie w zakończeniu błędach.

Klaudia
Gość
Klaudia

Proszę o kontynuację tematu :) Super tekst!

Ewka
Gość
Ewka

Co rozumiesz jako “swoje pieniądze”? Pensję na imię kobiety? Gotówkę na koncie? Jak widzisz to w związku małżeńskim, bez rozdzielności, gdzie nie da się skrawka nieruchomości kupić bez zgody małżonka i wszystko co zarobione jest względem prawa wspólne? Pytam bardzo poważnie.